szwagier_gpw
20.07.12, 14:15
Witajcie,
Mam 33 lata. Rok temu, po 7 latach odeszła ode mnie narzeczona (rówieśniczka) i prawdziwa miłość zarazem.
Narzeczeństwem byliśmy króciutko jak na taką znajomość (raptem jedne wakacje). Problemy w naszym związku dało się rozwiązać tylko jako facet zwyczajnie je bagatelizowałem. Kochałem Ją, wiedziałem, że to TA JEDYNA, więc oświadczyny, ślub, dziecko wydawały mi się naturalną koleją losu.
Nie pytajcie, dlaczego tak późno oświadczyny. Po prostu musiałem dojrzeć do małżeństwa, ojcostwa, itp.
Nie umiałem Jej zatrzymać. Stwierdziła, że to nie to. Że już nie potrafi mnie kochać, że kiedyś kochała, ale związek za długo stał w martwym punkcie. Ona z wyboru, ja z konieczności, założyliśmy konta na portalach randkowych.
Przez wiele miesięcy o Nią walczyłem - kwiaty, prezenty, propozycje spotkań. Wszystko zlewane, wszystko na nie. Czuła się osaczona.
Ona jest do dziś sama. Ja niestety, zostanę ojcem. Nie kocham nowej dziewczyny - po prostu potrzebowałem jakiejkolwiek bliskości. Znamy się króciutko, jakieś 3 m-ce. Mimo zaawansowanego wieku obojga zaliczyliśmy wpadkę. Ex na wieść o ciąży nagle doceniła "nasz" związek. Ale wrócić nie potrafi. Jeszcze nie teraz.
Czuję, że przegrałem życie. Kocham Ex, ona mnie chyba też, a z inną połączyło mnie dziecko. Nowa z kolei zakochała się we mnie, czego nie umiem odwzajemnić i docenić.
Co robić?