miss10
29.07.12, 11:53
Moje droge, Wy zawsze macie fajne pomysły jak widac na tym forum. Mam pewien problem, nawet nie wiem jak go nazwać. Zacznę od początku. Po przeprowadzce do nowego domu okazało się że nieopodal mieszka pewne małżeństwo z dzieckiem w wieku naszego. Jakoś szybko nawiązali kontakt z moim mężem, a na domiar tego nasze dzieci się polubiły i przychodzą do siebie (4-latki). Jak dotąd sielanka... Ja początkowo znałam ich "na dzień dobry" - jak sąsiadów. I była pewna asymetria - mój mąż chodził do nich "na piwo", ogólnie się bawił. Mnie nikt nie zapraszał, a poza tym - przecież nie zostawię śpiącego dziecka w domu i nie pójdę do sąsiadów. Teraz trochę się zmieniło jesteśmy już po dwóch grillach, poznaliśmy się. Jednak mój małżonek nadal częściej się z nimi spotyka, teraz latem przesiadują częściej w ogródku nawet w tygodniu, a u mnie sytuacja się nie zmieniła (dziecko). Oczywiście możecie odpowiedzieć, że możemy ich zapraszać do siebie, ale ja nie jestem taka imprezowa, żeby z nimi biesiadować często. Problem polega na tym, że ta sytuacja wydaje mi się dziwna - oni we trójkę - ja w domu z dzieckiem. Mój mąż nie widzi w tym nic niestosownego. Wkurza mnie to że siedzi z tą sąsiadką i ona jest "niepodzielną królową" na tych spotkaniach, a ja jak kura donowa siedzę w domu. Mojemu mężowi juz teraz się wymsknie, że "M. jest ładna", "że M. jest inteligentna"... Jakby sie nią zauroczył. Jestem trochę w patowej sytuacji, bo przecież mieszkamy blisko więc nie ma rady ich unikać i nie mogę być jakaś nadąsana. Spotkań się tez nie uniknie jak to po sąsiedzku. K...wa co tu robić, przecież się nie wyprowadzę! Poradźcie bo zwariuję.