8choinka
15.12.12, 11:06
witajcie, w sumie to bardziej chcę się wyżalić, niż szukać porady....
otórz do niedawna wiodlam sobie fajne życie mialam dobrze płatną pracę choć troche mijała się z tym co chciałam w życiu robić, kupiłam sobie mieszkanie (na kredyt oczywiście), i stać mnie było na drobne zakupy, przyjemności...ogólnie ok. W miedzyczasie poznałam mojego cudownego faceta i po dwócha latach postanowilismy zamieszkać razem. musiałam zerwać kontrakt w pracy ( bo nie zgadzali sie na przeniesienie), zostawiłam mieszkanie (ktore wynajełam i zwraca mi sie rata) i.....No właśnie. Jestesmy razem i jest nam super. Ale.....prace mam zgodną z zainteresowaniami ale o połowe gorzej płatna i umowe na rok. Za zerwanie kontraktu we wczesniejszej pracy płace kare która pochłania wiekszosc mojej wypłaty i zostaje mi niecale 300 zl na życie. Zamieszkałam w małym miasteczku, gdzie nie mam mozliwosci znalezienia dodatkowej pracy i perspektywa jest okropna. Nie mam tu zadnej koleżanki, nie mam gdzie wyjsc bo nie ma nic. Coraz bardziej chodze sfrustrowana tą sytuacją. Mój Man bagatelizuje sytuacje,mowiac ze przesadzam. Owszem on dobrze zarabiając pomaga finansowo, ale czuje się przez to okropnie. Do tej pory zawsze utrzywywalam się sama, dawałam rade i byłam z tego dumna. A teraz nic się nie dokładam do mieszkania, zycia a biorąc od niego pieniadze czuje się jak zwykła szmata. A on cos zaczyna o dziecku mówic. A mi się płakac chce. Bo jestem tak uwiazana dlugami, z brakiem mozliwosci poprawy sytuacji przez najblizszy czas ze nie chce slyszeć o kolejnym obciążeniu, jakim dziecko mogłoby być.
Więc coraz cześciej słysze w swojej głowie czy dobrze zrobiłam. Chodze struta, zestresowana zdołowana,z pytaniem na twarzy „Co dalej ze mną”?
Chcę tylko zaznaczyć, że mój Man dba o mnie i dalej jest cudowny, tylko ja nie umiem się pogodzic ze stalam się tak zależna, taka nijaka,nic od siebie nie daje i mam coraz mniejszy szacunek dla siebie...