Dodaj do ulubionych

sama jestem sobie winna...

15.12.12, 11:06
witajcie, w sumie to bardziej chcę się wyżalić, niż szukać porady....
otórz do niedawna wiodlam sobie fajne życie mialam dobrze płatną pracę choć troche mijała się z tym co chciałam w życiu robić, kupiłam sobie mieszkanie (na kredyt oczywiście), i stać mnie było na drobne zakupy, przyjemności...ogólnie ok. W miedzyczasie poznałam mojego cudownego faceta i po dwócha latach postanowilismy zamieszkać razem. musiałam zerwać kontrakt w pracy ( bo nie zgadzali sie na przeniesienie), zostawiłam mieszkanie (ktore wynajełam i zwraca mi sie rata) i.....No właśnie. Jestesmy razem i jest nam super. Ale.....prace mam zgodną z zainteresowaniami ale o połowe gorzej płatna i umowe na rok. Za zerwanie kontraktu we wczesniejszej pracy płace kare która pochłania wiekszosc mojej wypłaty i zostaje mi niecale 300 zl na życie. Zamieszkałam w małym miasteczku, gdzie nie mam mozliwosci znalezienia dodatkowej pracy i perspektywa jest okropna. Nie mam tu zadnej koleżanki, nie mam gdzie wyjsc bo nie ma nic. Coraz bardziej chodze sfrustrowana tą sytuacją. Mój Man bagatelizuje sytuacje,mowiac ze przesadzam. Owszem on dobrze zarabiając pomaga finansowo, ale czuje się przez to okropnie. Do tej pory zawsze utrzywywalam się sama, dawałam rade i byłam z tego dumna. A teraz nic się nie dokładam do mieszkania, zycia a biorąc od niego pieniadze czuje się jak zwykła szmata. A on cos zaczyna o dziecku mówic. A mi się płakac chce. Bo jestem tak uwiazana dlugami, z brakiem mozliwosci poprawy sytuacji przez najblizszy czas ze nie chce slyszeć o kolejnym obciążeniu, jakim dziecko mogłoby być.
Więc coraz cześciej słysze w swojej głowie czy dobrze zrobiłam. Chodze struta, zestresowana zdołowana,z pytaniem na twarzy „Co dalej ze mną”?
Chcę tylko zaznaczyć, że mój Man dba o mnie i dalej jest cudowny, tylko ja nie umiem się pogodzic ze stalam się tak zależna, taka nijaka,nic od siebie nie daje i mam coraz mniejszy szacunek dla siebie...
Obserwuj wątek
    • wielkafuria Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 11:12
      mnie to zawsze dziwi ze kobieta predzej sie ugnie i zrezygnuje z wlasnych potrzeb dla faceta, a facet jakos nie zawsze kwapi sie do tego samego...
      to taka luzna uwaga, moze niekoniecznie adekwatna do tego co autorka pisze.
      wg mnie to sa klasyczne objawy depresji. w sumie nie dziwie sie. Twoje potrzeby nie sa zaspokojone mimo cudownego faceta, ktory patrzy na to jak jego ukochana jest mega nieszczesliwa...
      a czy ten cudowny facet nie mogłby sie przeniesc do wiekszego miasta do twojego mieszkania i zaczac zycie od nowa tak jak ty zaczelas dla niego?
      • jeriomina Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 11:36
        Zgadzam się z furią.
        A w większym mieście może i facetowi byłoby łatwiej...
        • wielkafuria Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 11:43
          zapiszę ten dzień w kalendarzu :P
          • jeriomina Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 12:02
            Bo co? :P
            • wielkafuria Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 12:06
              bo to chyba pierwszy raz :P
        • 8choinka Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 11:52
          owszem,taki mamy plan by sie przeniesc bo mieszkamy obok duzego miasta, I on tez tego chce bo ma taka prace ze moze z komputera pracowac. problem lezy we mnie, bo ja zawsze chcialam byc niezalezna i tak było, pracowałam , utrzymywałam sie, zdobywałam i byłam z siebie cholernie dumna. A teraz tego nie mam. Smiałam ze z dziewczyn,tak zwanych "utrzymanek" a teraz stałam sie jedną z nich - i to jest żródło mojej słabnącej samooceny i żalu do siebie. On tego nie widzi, dla niego to normalne ze facet utrzymuje kobiete a dla mnie nie. Tylko ze mam związane ręce i nie bardzo wiem jak to zmienić. A do tego jeszcze brak kolezanek, zycia towarzyskiego i taka jakas pustka w środku.
          • wielkafuria Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 11:59
            no to jak macie plany to sie przeniescie, w czym problem?
            powiedz facetowi ze masz depresje i co czujesz - dlaczego on ma byc cały w skowronkach a ty masz swoje zale wylewac na forum. jak razem jestescie to powinniscie chyba byc na biezaco ze swoimi emocjami. czemu to przed nim ukrywasz. ale bezsens
          • hildegarda-z-plocka Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 13:52
            zrezygnowałaś z dobrze płatnej pracy i zostałas z dluigami dla faceta, więc cóż w tym dziwnego, że teraz zyjesz za jego kasę? ustaliliscie, że będziecie spłacać tę karę, więc nie widzę nic dziwnego w tym, że ja spłacacie. taki był koszt waszego bycia razem. nie jesteś żadną utrzymanką, więc przestań sie zadręczać tylko ciesz się tym, że masz faceta, którego kochasz (i który w trudnej sytuacji, kiedy okazało się, że musi dać coś od siebie- sprawdził się), i pracę, o której zawsze marzyłaś.
          • good_morning zaraz zaraz... 15.12.12, 13:59
            to facet moze pracowac w domu, ale to TY MUSIALAS rzucic dobra prace i sie przeniesc?!
            o, choinka...rzeczywiscie wcale nie egoista...
            • gr.eenka Re: zaraz zaraz... 15.12.12, 16:10
              może to sytuacja przejściowa?
              w końcu przecież spłaci karę
              trochę szkoda tego mieszkania, które zostawiła
              no fakt, skor o facet pracuje wdomu to po co te przenosiny były?
              • agios_pneumatos Re: zaraz zaraz... 15.12.12, 20:41
                Bo kiedyś zapewne przeniósł się był dla jakiejś kobiety i dobrze na tym nie wyszedł.
                • pollarek Re: zaraz zaraz... 16.12.12, 20:08
                  agios_pneumatos napisał:

                  > Bo kiedyś zapewne przeniósł się był dla jakiejś kobiety i dobrze na tym nie wys
                  > zedł.

                  O tak. Podpisuję się obiema łapkami:>
          • self-inflicted Re: sama jestem sobie winna... 16.12.12, 10:22
            A może właśnie na tym polega problem, że "zawsze śmiałaś się z takich kobiet"? I dlatego teraz sama czujesz się okropnie. Nie neguję potrzeby bycia niezależną i rozumiem skąd to uczucie się bierze. Ale może właśnie jest tak - że życie różnie się układa. Musisz pogadać z facetem i może uda Wam się coś zmienić, bo teraz jesteś nieszczęśliwa.
            Warto to jednak potraktować jako lekcję, że łatwo zawsze oceniamy innych, a każdy ma swoje motywacje i decyzje.
            na marginesie, nie jestem "utrzymanką" ;-))
        • agios_pneumatos Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 15:44
          jeriomina napisała:

          > Zgadzam się z furią.
          > A w większym mieście może i facetowi byłoby łatwiej...

          Skąd w ludziach ten pęd do smrodu, zgiełku, stresu i wiecznej gonitwy?

          A może ten facet już zrozumiał co jest w życiu ważniejsze? I niby co miałoby mu być łatwiej? Szukać pracy na etacie i mordować się u kogoś w imię 'większego miasta'?

          Autorka zaś mogłaby zrobić prawo jazdy i poszukać pracy w okolicznych miastach. Albo założyć działalność i robić to co lubi.

          'Wielkie miasta' robiły wrażenie zaraz po wojnie. Obecnie następuje dezurbanizacja.
          • jeriomina Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 16:07
            Nie każdą pracę można sobie "założyć" w mniejszej miejscowości. I nie o większe miasto tu chodzi tylko o poświęcenie jednej osoby na rzecz drugiej. W tym przypadku pani się poświęciła na rzecz pana - płaci karę za zerwanie kontraktu, ma mniejszą pensję w swojej nowej pracy, to i tak cud Boski, że jej się w ogóle udało nową pracę w zawodzie w mniejszej miejscowości znaleźć.
            Ja bym bardzo chętnie zamieszkała w mniejszej miejscowości, nawet na wsi, gdybym miała gwarancję, że będę pracę mieć albo że utrzymam dotychczasową np. dojeżdżając, bo mam podobne podejście jak autorka wątku. A przebicie w szkołach muzycznych jest tak mniej więcej kilkuset kandydatów na jedno miejsce, jak już ktoś jedno capnie, to 50 lat trzyma więc sobie mogę pomarzyć :P
          • 8choinka Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 16:29
            prawo jazdy mam od 7 lat, ale auta brak i go nie bedzie. Busy jezdzą owszem, ale dojazd do tego wiekszogo miasta zajmuje 1,5 godz w jedna strone, wiec jest to niemałe utrudnienie
            • agios_pneumatos Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 16:54
              Samochód jest obecnie (zwłaszcza poza wielkimi miastami) narzędziem niezbędnym.

              Dlaczego 'go nie będzie' skoro dzięki temu ułatwiłabyś sobie znacznie życie?
              • tais86 Re: sama jestem sobie winna... 16.12.12, 10:30
                Zapewne "go nie będzie" dlatego, że autorka postu napisała wyżej, że po uiszczeniu wszystkich stałych opłat ma do dyspozycji 300 zł miesięcznie.
                • agios_pneumatos Re: sama jestem sobie winna... 16.12.12, 16:07
                  tais86 napisała:

                  > Zapewne "go nie będzie" dlatego, że autorka postu napisała wyżej, że po uiszcze
                  > niu wszystkich stałych opłat ma do dyspozycji 300 zł miesięcznie.

                  Napisała też, że w 'bilansie ogólnym' nie narzekają na dochody. Ponadto ten samochód otworzyłby przed nią perspektywy zdobycia pracy, która z pewnością 'zamortyzowałaby' samochód.
          • kirkunia Re: sama jestem sobie winna... 16.12.12, 22:33
            Pewnie i zrozumiał. Tylko jakoś nie przejął się tym co jest ważne dla "jego" kobiety...
    • triismegistos Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 11:52
      Ciarki mi przeszły po plecach jak to czytam. Zrobiłam kiedyś podobny myk jak ty. Szybciutko po tym, jak stałam się od faceta zależna wyszły z niego różne paskudne rzeczy, a konsekwencje tamtego wyboru ponoszę do dzisiaj.
      • wielkafuria Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 12:00
        no tak, tylko autorka twierdzi ze facet jest cud miod i orzeszki
        • triismegistos Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 12:19
          Tylko trzymać kciuki, żeby tak zostało.
      • agios_pneumatos Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 15:59
        www.youtube.com/watch?v=hRYMemfy0RA
    • lusseiana Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 11:56
      Cóż Ci mogę choinko napisać - to kwestia priorytetów. Jeśli dla Ciebie na pierwszym miejscu jest niezależność od nikogo i niczego, to albo będziesz musiała zmusić Twojego cudownego partnera do poświęcenia swojej kariery (co jego pewnie unieszczęśliwi w podobny sposób), albo spisać ten związek na straty i sama wrócić do poprzedniego, fajnego życia. Jeśli zaś Twoim priorytetem jest budowanie dobrego związku, to niestety będziesz musiała zacisnąć zęby, przyjąć do wiadomości, że raz jest się na wozie, raz pod wozem i jakoś ten ciężki okres przetrwać. Może za miesiąc, trzy, albo pół roku trafi Ci się jakaś lepsza fucha, albo uda Ci się przekwalifikować, a może spróbujesz rozkręcić jakiś własny biznes... cokolwiek. Masz przecież wsparcie i pomoc partnera, który w przeciwieństwie do Ciebie, nie widzi problemu w rozporządzaniu pieniędzmi inaczej, niż tylko po równo.

      Faktycznie, dobrze by było poszukać pomocy u jakiegoś dobrego terapeuty, bo trochę za bardzo wyolbrzymiasz drobne, jakby nie było, problemy. Masz udany związek, masz nieźle płatną pracę, masz mieszkanie. Wielu ludzi w Twoim wieku, pracując za najniższą krajową, marzy o tym wszystkim, albo myśli w kategoriach "może za 20 lat". To jest dopiero okropna perspektywa. Zdaję sobie sprawę, że stwierdzenie, że inni mają gorzej, nijak nie rozwiązuje Twoich problemów i nie sprawi, że samopoczucie i samoocena poszybuje Ci w kosmos, ale taka jest prawda - wielu ludzi na pniu by się z Tobą zamieniło. Nie jest tak tragicznie, jak to sobie przedstawiasz, dlatego może być to depresja. Spróbuj znaleźć pozytywne strony, zamiast sobie dokopywać i wdeptywać własną samoocenę w glebę.

      Pozdrawiam :)
    • berta-death Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 15:54
      A co to za praca, z której nie można się zwolnić w dowolnym momencie bez płacenia haraczu na rzecz pracodawcy. To na jakieś niewolnictwo wygląda. Może chociaż pod tym względem dobrze zrobiłaś, że się wymiksowałaś z tamtej firmy.
      • zuzi.1 Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 17:16
        Może byc np. tak, że jezeli pracodawca sfinansował Ci np. drogie szkolenie zawodowe, studia podyplomowe, MBA itp. wówczas podpisujesz tzw. lojalkę np. na 2-3 lata, że jeżeli w tym czasie odejdziesz z firmy, to będziesz musiła zwrócic poniesione koszty.
    • swiete.jeze Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 18:04
      > estesmy razem i jest nam super. Ale.....prace mam zgodną z z
      > ainteresowaniami ale o połowe gorzej płatna i umowe na rok. Za zerwanie kontrak
      > tu we wczesniejszej pracy płace kare która pochłania wiekszosc mojej wypłaty i
      > zostaje mi niecale 300 zl na życie.

      Umoczyłaś konkretnie.
      • wredny-typek Re: sama jestem sobie winna... 15.12.12, 19:46
        Przypiliło kobietę. Się zdarza.
    • enedue70 Nie ma się co żalić... 15.12.12, 21:01
      Ja już wkraczam w wiek średni i mam sporo wyluzowania jeśli chodzi o kwestie zależności i niezależności. W życiu tak to już bywa, że raz jesteśmy na wozie raz pod wozem. Ważne by starać się spod tego wozu wydostać. I nie jest bez znaczenia, że masz się na kim w takiej sytuacji oprzeć. Wyglądasz na osobę, która lubi mieć swoje życie pod kontrolą, wierzę że ułożysz je tak, żeby nie czuć się rozżaloną i nie mieć poczucia, że popełniłaś kolosalny błąd. Nawet jeśli tak się stało, to jest po prostu jakaś lekcja i już. A czasem zdarza się, że mimo niezależności, przebojowości itp dostaje się takiego kopa, że druga połówka, która może przejąć obowiązki związane z utrzymywaniem to naprawdę coś.
      I jeszcze coś: lepszy facet, który potrafi Cię utrzymać niż łajza, która wygłaszając hasła o uwielbieniu niezależnych kobiet, oczekuje, że partnerka/żona to będzie ersatz mamusi.
      Po prostu spróbuj pomału zmieniać to co ci nie gra-przeprowadzka do innego miasta, szukanie nowej pracy itp.
      • 8choinka Re: Nie ma się co żalić... 16.12.12, 07:59
        dziękuje enedue70, chyba to chciałam przeczytać.
        • marguy Re: Nie ma się co żalić... 16.12.12, 14:56
          choinka,
          masz fajnego faceta, z ktorym jest tobie dobrze. Dba o ciebie i najwidoczniej docenia to, ze dla niego zrezygnowalas z pracy i niezaleznosci finansowej. Wspomina o dziecku wiec mysli powaznie o wspolnej przyszlosci. I co najwazniejsze, nie wypomina tobie tego, ze jestes na jego utrzymaniu.
          Ciekawa jestem czy choc przez chwile zastanowilas sie nad tym jak on widzi wasza wspolna przyszlosc i terazniejszosc.
          Z tego co napisalas wynika, ze myslac o nich on mysli MY czyli ty, on i dziecko.

          Natomiast ty wciaz myslisz w kategoriach JA. JA jestem nieszczesliwa, JA jestem zalezna, JA sie nudze, JA malo zarabiam, JA nie mam kolezanek.

          Gdy wyjechalam z kraju do mojego przyszlego meza w bardzo krotkim czasie stalam sie w pelni zalezna od niego. Mialam jednak tro szczescie, ze on, tak jak twoj, myslal MY.

          Tak, ze przestan sie smarkac i dorosnij do tego, ze masz wyjatkowe szczescie trafiajac na tego wlasnie faceta, a nie jakas pretensjonalna, nadeta i egoistyczna lajze.

          Masz wiec do wyboru, albo zycie z fajnym czlowiekiem, albo z tabunami kolezanek.
          Doswiadczenie takze mi mowi, ze gdy sie chce, mozna zaaklimatyzowac sie wszedzie. Znajomych i przyjaciol mamy takich na jakich zaslugujemy niezaleznie od tego gdzie mieszkamy.

          Czytam to forum i bardzo czesto widze, ze mlode, wyksztalcone kobiety, z zlaozenia wiec inteligentne, poddaja sie bezwolnie i bez zastanowienia dziwacznym spolecznym modom i nakazom plynacym z wielonakladowych czasopism, ktorych glownym zrodlem zainteresowania nie sa czytelniczki tylko wysokie naklady dla utrzymania ktorych sa w stanie wypisywac najwieksze glupoty swiata.
          • yoko0202 Re: Nie ma się co żalić... 16.12.12, 20:34
            szczerze mówiąc, kompletnie nie potrafię się z tym zgodzić
            wygląda na to, że najzupełniej naturalną rzeczą jest zrezygnować w imię związku ze wszystkiego, co do tej pory było dla nas ważne, i po prostu cieszyć się, że facet nas utrzymuje i wcale nam tego nie wypomina.
            no sorry, ale dla niektórych kobiet być może niewystarczająca jest rola, polegająca wyłącznie na byciu kobietą swojego faceta.
            jasne, trzeba myśleć w kategoriach MY, ale w tym MY zawiera się dwa razy JA, i z tego swojego JA w żadnym razie nie należy nigdy rezygnować.
            a to, że ktoś bardzo lubi swoją pracę, ma życie towarzyskie, własne sprawy, własne hobby, własne pieniądze, różne plany, i ogólnie potrzebuje pewnej dozy niezależności i przestrzeni, wcale nie oznacza, że taka osoba jest mniej zaangażowana w związek i że nie docenia swojego partnera.
            • marguy Re: Nie ma się co żalić... 17.12.12, 01:45
              yoko,
              a gdzie jest napisane, ze trzeba zostac kura domowa, ze kobieta musi sie podporzadkowac mezczyznie rezygnujac z wlasnych zainteresowan, pasji i przyjemnosci?

              Nigdzie!

              Gdybym na poczatku mojego malzenstwa zaczla sie smarkac z powodu tego, ze mieszkam w zupelnie obcym mi kraju, w malym miasteczku w ktorym nikogo nie znam i na dodatek w umeblowanym, wynajmowanym mieszkaniu, to byc moze smarkalabym sie w nim do dzisiaj!
              I to sama od wielu lat!
              No ale my umielismy rozmawiac ze soba, dzielic sie marzeniami i planami, wizja wspolnej przyszlosci.
              25 lat naszego malzenstwa jest dowodem na to, ze mozna byc soba myslac MY.
              To MY nigdy nie przeszkodzilo nam w kultywowaniu naszych, bardzo odrebnych, pasji, znajomosci i przyjazni oraz pracy zawodowej.

              Wracajac do wpisu, to jesli dorosla osoba nie jest w stanie przyjac do wiadomosci powszechnie znanego faktu wspolzaleznosci (i to niezaleznie od ukladu!) to znaczy, ze zwyczajnie nie dorosla do tego co tak szumnie nazywacie "zwiazkiem". A gdy na dodatek ktos posluguje sie argumentami, ze nie ma kolezanek, to nie wiem czy smiac sie czy plakac.
              • 8choinka Re: Nie ma się co żalić... 17.12.12, 07:29
                być może "Brak towarzystwa" Cie smieszy, ale mnie nie bo moje Love odkąd zamieszkaliśmy razem spędził w domu łącznie 11 dni bo ciągle jest poza domem pracując w terenie. Więc nie dziw mi sie, jestem w mieścinie gdzie próbuje zorganizować sobie czas, i poza pracą ( gdzie pracuja ludzie grubo po 40-tce) nie mam co robic. Wiec tak! doskwiera mi samotność i brak znajomych. Wiem ze to nie potrwa długo bo pod koniec roku Love zawsze wyjezdzał, ale człowiek do szczęścia potrzebuje ludzi-bynajmniej ja potrzebuje. Ale może faktycznie powinnam się radować-w końcu siedze w domu, jest mi ciepło i moge rozmawiać przez Skype.
                • wredny-typek Re: Nie ma się co żalić... 17.12.12, 09:34
                  No jeśli mówisz o nim "moje Love", to nawet trudno się dziwić, że nie masz znajomych...

                  A właściwie po co się przeprowadziłaś, skoro jego nie ma w tym domu?

                  Trollujesz i to nieudolnie.
    • mirtillo25 Re: sama jestem sobie winna... 17.12.12, 02:33
      Kupiłaś sobie mieszkanie i tak łatwo dałaś się namówić na przeprowadzkę do innego miasta? Rozumiem kobiety, które porzucają co najwyżej pracę. Ale żeby zaraz wszystko zmieniać? A on pewnie pracuje tam, gdzie pracował i mieszka tam, gdzie mieszkał, tak? Z czego on zrezygnował? Czyzby tylko z mieszkania w pojedynkę? Nie chcę Cię nastawiać przeciwko Twojemu facetowi, bo pewnie chciał dobrze i nie widzi problemu w utrzymywaniu Ciebie, ale jak będziesz nieszczęśliwa, to i Twój związek się posypie. Teraz jesteś w fazie obwiniania siebie, a co zrobisz jak wejdziesz w fazę obwiniania jego? Zaczenie się kłócić, mieć do siebie pretensje... A od tego punktu niedaleka droga do rozstania.

      Nie pisz, że śmiejesz się z utrzymanek, bo tu nie ma się z czego śmiać. Być może właśnie część z nich również przeżywa jakiś dramat, a Ty robisz z nich nierobów albo kobiety mało ambitne. Niektórzy potrzebują pracy, aby czuć się wartościowym, a niektórzy tego nie potrzebują. Ja na przykład chcę otworzyć coś swojego (planuję to zrobić najpóźniej do czerwca), bo nie będę już dłużej pracować dla tępaka (czyt. mojego szefa), który nic nie potrafi zrobić, ale miał szczęście urodzić się jako synuś właściciela dużego zakładu produkcyjnego. Dobrze płaci, ale ja się wcale nie czuję się przez tę pracę "dowartościowana". Czuje się prędzej jak frajer. Dzień w dzień 8 godzin, o wolne muszę się prosić, bo jestem jedynym fachowcem z tej dziedziny. Zdecydowałam więc, że wolę pracować 15h na dobę, ale dla siebie a nie dla jakiegoś cepa.
      • koronka2012 Re: sama jestem sobie winna... 18.12.12, 00:12
        Żałosne jest to, ze w przypadku kiedy kobieta trafia na przyzwoitego faceta, który ma chęć wziąć na siebie odpowiedzialność za rodzinę, to ta ma stres, że się czuje "utrzymanką". Jesteś z nim dla kasy? czy dlatego, że go kochasz?

        Skąd przekonanie że troska faceta o partnerkę jest uwłaczająca...? świat stanął na głowie.

        Słyszała kiedy o partnerstwie? ono nie polega na tym, żeby się wyliczać ze wszystkiego jak z sublokatorem. Ono polega na dbaniu o siebie nawzajem.

        Czy facet musi coś poświęcać bo inaczej będzie spalony? nie wystarczy że jest dobry, że się troszczy, że ją szanuje? oboje podjęli taką decyzję, która z jakichś względów była dla nich wtedy najlepsza.

        I nie przeczę że sytuacja jest mało komfortowa, ale skup się może na tym co z tym zrobić, a nie dziel włosa na czworo. Jest wam razem dobrze, problemem jest twoje wyalienowanie towarzyskie - i to wszystko. Reszta problemów jest konsekwencją świadomie podjętej decyzji i jest przejściowa, więc sama się niepotrzebnie nakręcasz.
    • minasz Re: sama jestem sobie winna... 18.12.12, 00:56
      Zamieszkałam w małym miasteczku, gdzie nie
      > mam mozliwosci znalezienia dodatkowej pracy i perspektywa jest okropna. Nie mam
      > tu zadnej koleżanki, nie mam gdzie wyjsc bo nie ma nic.

      bez przesady nigdy nie była z ciebie dziewczyna miastowa bo bys sie do małego miasta nie przeniosła a raz na tydzien twoj man (hehe) wezmie bryczke i pojedziecie do kina
      a robic mozesz to samo zanim wyjechałas na studia czytac ksiazki i robic na drutach hehe
    • j-k jestes 18.12.12, 01:25
      8choinka napisał(a):
      > witajcie, w sumie to bardziej chcę się wyżalić, niż szukać porady....

      a od wyzalania masz forum WYZALNIA
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka