wers_alka
22.12.12, 17:48
Mam 29 lat. Mój problem wywodzi się z domu. Domu rodzinnego. Dom położony jest na przedmieściach, ale tak naprawdę na całkowitym odludziu. Do sklepu, autobusu, na pocztę czy do szkoły trzeba iść ok. kilometra.
Mieszkam tam z rodzicami od czasów szkoły podstawowej. Na początku jeszcze było dobrze. Dom był w budowie. Poznałam dzieci ze szkoły, często do siebie przychodziliśmy, włóczyliśmy się razem. Wszystko, co nienormalne zaczęło się, kiedy miałam z 12 lat. Przyszła do mnie koleżanka, i jak to dzieci droczyłyśmy się z moją młodszą siostrą. Wtedy mój ojciec po prostu zbił mnie przy koleżance. Zwykła sytuacja, jakich tysiące, a jednak zapadła mi w pamięci. Pamiętam to dlatego, że bił cholernie mocno chyba nawet pasem, zupełnie nieadekwatnie do czynu. Pamiętam szok koleżanki, przerażenie w jej oczach, zazdrość, że ma kochającego tatę.
Później pojechaliśmy na wakacje do Chorwacji: ja, ojciec i siostra (mama nie pojechała, bo, o czym wtedy jeszcze nie wiedziałam, to ona jedyna zarabiała na dom). W Chorwacji też mnie zbił, też na oczach koleżanki, ale innej. Reakcja była ta sama, co u poprzedniej.
Byłam trochę starsza, czułam się źle. Zaczęłam palić i pić z lokalnymi nastolatkami menelami - oni wiedzieli co to znaczy chory dom. Kiedy ojciec dowiedział się, co robię zaczął nieustannie mnie śledzić. Umawiałam się ze znajomymi i nagle się skądś pojawiał, robił mi wstyd, kazał iść do domu, ja panicznie bałam się, że np. uderzy mnie na oczach innych. Nie stawiałam oporu. Szłam do domu, gdzie cięłam się żyletką. Miałam może znajomych, ale żadnego przyjaciela. Wtedy też zorientowałam się, że mój ojciec notorycznie jest bezrobotny, a mamy ciągle nie było, bo była w pracy.
Uciekałam w facetów. W każdym, kto okazał cień zainteresowania widziałam odskocznię i nadzieję po prostu na to, że będę miała oparcie. Oczywiście źle wybierałam, za bardzo pokazywałam jak bardzo jestem spragniona uczuć i to kilka razy było wykorzystane.
Kiedy faceci okazali się niewypałem, zaczęłam po studiach uciekać w pracę - chciałam zarabiać tyle, żeby móc się wyprowadzić, już nigdy nie zobaczyć ojca, który snuje się całymi dniami po domu (nawet nie sprzątnie, a wręcz nabrudzi) bierze od mamy pieniądze, krytykuje wszystkich, którym cokolwiek się udaje. Tu z kolei pojawiła się bariera w postaci moich zarobków, absolutnie niewystarczających na życie do tego oczywiście umowa śmieciowa. Cały czas oszczędzam na wszystkim, nigdzie nie jeżdżę, nic nie kupuję, książki mam w bibliotece, do tego największa oszczędność, którą daje mi ciągłe mieszkanie z rodzicami, a mimo to, żeby móc myśleć choćby o wkładzie do własnego mieszkania, liczę jeszcze od 5 do 10 lat takiego życia jak teraz, które nie byłoby nawet takie straszne, ale nie mam nikogo. Zupełnie.
Jestem sama, nie mogę nawet powiedzieć nikomu o tym domu, którego nienawidzę i który do dzisiaj jest miejscami niewykończony, do tego ojca, który mnie zawsze poniżał i dbał o to żebym nie miała znajomych, była zahukana, bo z kolei nauczyłam się już, że obnażenie się przed kimś skutkuje wbiciem szpili...
Nie wiem jak mam realizować dalej swój plan i nie wykończyć się psychicznie... Przed wszystkimi ludźmi zgrywam kogoś, kim nie jestem. Sama ich odtrącam zawsze pierwsza, bo nie chcę czuć tego wstydu, upokorzenia bycia wyśmiewanym tylko dlatego, że masz takiego ojca, a nie innego...