Dodaj do ulubionych

ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie

IP: 149.156.56.* 20.03.02, 12:19
Właśnie obejrzałam specjalny wortal poświęcony ślubom/weselom. Wszystko to
bardzo piękne i na pewno niebywale pożyteczne, mnie jednak przeraziły koszty
takiej imprezy. Po prostu oniemiałam, jak to się wszystko zsumuje (samą kasę
nie licząc czasu stresu etc.) to wychodzi prawie tyle co samochód ; )))
Rany boskie, pomyślałam, przecież mająć do wyboru meble do kuchni a, z
pewnością piękną, cudną romantyczną - albo designerską kieckę, wybieram meble -
bo cholernie bez nich niewygodnie...wiem coś o tym. Zastanawiam się nad sensem
takich wydatków - i sytuacjami "nie mamy gdzie mieszkać, nie mamy niczego, a
wydajemy bal na 100 par" Rozumiem że zazwyczaj fundują rodzice ? Ale zawsze tak
jest ?
Pytam, nie po to żeby kogoś wyśmiać czy skrytykować bo moim zdaniem każdy robi
to co uważa za słuszne i właściwe, ale z potrzeby własnej. Czy rodzice dawali
wam jakieś pieniadze, pomagali w czymś etc. czy to Wy płaciliście za
wszytko ....?????
Z róznych względów prawdopodobnie jeżeli już dojdzie do jakiegoś ślubu to
bedzie to tylko cywil, i w bardzo okrojonym gronie. jego rodzice, a zwłaszcza
matka, jest "nami niezainteresowana" ponad normę : ) i co tu ściemniać, chyba
sobie nie wyobraża że jej kochany 30 letni synek bedzie na stałe z takim
potworem.....Generalnie jestem na tyle duża, że średnio mnie to obchodzi, poza
tym mam super swoją rodzinę która nie zadręcza pytaniami i nie żyje
konwenansem, a na dodatek zawsze mogę na nich liczyć (zwłaszcza teraz kiedy
przeprowadziłam/przeprowadziliśmy się/ do mojego nowego mieszkania). Ale nigdy
nie chciałabym żeby to oni ponosili te koszty, i na dodatek byli w sytuacji,
gdy druga strona albo będzie nie zainteresowana albo w ogóle jej nie będzie (bo
np. nie będą mieli czasu albo im coś wypadnie - to nie żart! kiedy nieśmiało
coś wspominaliśmy w ubiegłym roku usłyszeliśmy że im nie pasuje termin- co
prawda w ogóle nie ustalony bo jakaś znajoma ma wesele dziecka, jesienią jadą
na wczasy, a latem to się chce żenić młodszy brat mojego chłopaka. nie muszę
wyjaśniać żę tak się oczywiście nie stało i brat ma się podobno żenić w tym
roku - cóż taki "sympatyczny" straszak wymówka.) pozdr.
Obserwuj wątek
    • Gość: królik Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 20.03.02, 14:09
      współczuję teściów, biedny ten twój chłopak, chyba źle się czuje z taką postawą
      swoich rodziców, zrób wesele, bez finansowego zgonu rodziców(twoich), jeśli
      jego nie wykażą zainteresowania to po co wogóle ich zapraszać?!
      a sukienkę kup lub wypozycz sobie fajną, bo to extra uczucie wyglądać jak
      królewna!!!
      • Gość: Renia Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: 212.160.147.* 20.03.02, 14:31
        Uwazam ze w Polsce jest zasada zastaw sie a postaw sie. Znam kolezanke ktorej
        mam do dzis, a minal jur rok od wesela ,splaca kredyt, ktory wziela na ich
        wesele. Oni mieszkaja w wynajetym mieszkaniu, zwoazek sie sypie, jest male
        dziecko ale wesele mieli super, w dworku (zaimponowalo to tesciom z Francji,
        ona jest Polka). I gdzie tu jest sens?!!!!
    • agniecha27 Podział kosztów... 20.03.02, 14:35
      ... u nas był taki: para młoda: stroje, obrączki, zaproszenia, samochód,
      kościół i urzędy; obie rodziny - żarcie, napoje (proporcjonalnie w zależności
      od ilości gości zaproszonych z każdej strony); sala i kapelka - obie rodziny po
      połowie.
      Ale to tylko suchy schemat, bo tak naprawdę, to wy musicie chcieć się dogadać i
      wziąć ślub - czyli się kochać, a wszystko inne jest mało ważne :-)))
      • bes Re: Podział kosztów... 20.03.02, 14:49
        agniecha27 napisał(a):

        > ... u nas był taki: para młoda: stroje, obrączki, zaproszenia, samochód,
        > kościół i urzędy; obie rodziny - żarcie, napoje (proporcjonalnie w zależności
        > od ilości gości zaproszonych z każdej strony); sala i kapelka - obie rodziny po
        >
        > połowie.
        > Ale to tylko suchy schemat, bo tak naprawdę, to wy musicie chcieć się dogadać i
        >
        > wziąć ślub - czyli się kochać, a wszystko inne jest mało ważne :-)))

        U mnie z kolei (ślub w kwietniu będzie) para młoda sama sobie organizuje i opłaca
        koszty ślubu i wesela. Jest to dość wkurzające, bo chcieliśmy zrobić przyjęcie po
        ślubie tylko dla najbliższej rodziny, czyli naszych rodziców i rodzeństwa. Ale
        nacisk rodziny mojego narzeczonego spowodował to, ze będzie wesele na 50 osób. Na
        szczęście bez orkiestry, bez morza alkoholu, a skromnie - w lokalu z muzyczką z
        płyt, do późnych godzin wieczornych i bez picia na umór. Samochodu nie
        wynajmujemy - pojedziemy do ślubu moim własnym autkiem. Sesji u fotografa też nie
        będzie - w rodzinie jest fotograf z zamiłowania z dobrym aparatem. Suknię
        wypożyczam, nie kupuję. Obrączki kupiliśmy w Aparcie, mają 20% zniżki i bezpłatne
        grawerowanie.
        Nie będę też wynajmować nikogo do dekoracji kościoła, sali w wynajętym lokalu, to
        ma być prosty skromny ślub i skromne wesele.
        Oboje pracujemy, i koszty pokryjemy z naszych wypłat (mój narzeczony zarabia o
        wiele więcej, więc on poniesie większość kosztów). Poza tym w czerwcu jedziemy w
        podróż poślubną na Kretę i musi nam wystarczyć na to kasy.
        Jakoś nigdy nie miałam marzeń o wspaniałym kosztownym ślubie. Dla mnie to jest
        rytuał, który trzeba jakoś przetrwać......

        bes
      • Gość: Anka Re: Podział kosztów... IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 20.03.02, 14:50
        Ja na rodzinę nie mogłam za bardzo liczyć, więc za przyjęcie płaciliśmy:

        - ja za swoich gości (za 13 osób 1300 zł - przyjęcie do 24.00)
        - rodzice męża za swoich (ok. 2200 zł za 23 czy 23 osoby) - jako część prezentu
        dla nas (" dorzucili" garaż za 4000 zł).
        Garnitur (polski, 500 zł)
        suknia,
        dodatki (ok. 300 zł z butami)
        i wszystko inne, czyli zdjęcia (400 zł), zaproszenia i inne pierdoły - my razem.

        Uważam, że to sprawiedliwe, bo przynajmniej nikt nam nie wypomni
        wydatków, zresztą jesteśmy dorośli i nie uważamy, że coś nam się od kogoś
        należy.
        Suknię miałam piękną, ale z komisu za 500 zł. Wszyscy myśleli, że jest nowa,
        tak była piękna i śnieżnobiała. Zaproszenia zrobiliśmy sami - za piękny,
        kremowy papier i koperty wydaliśmy może ze 40 zł (było 40 gości), samochodu nie
        wynajmowaliśmy - znajomy ma super auto i w ramach prezentu nam go użyczył.
        Nie chcieliśmy w ogóle żadnej imprezy, ale teściowie się uparli. I opłacało
        się, jeśli mogę użyć tak okropnego zwrotu.
        Dzięki przyjęciu spłaciliśmy 1/2 remontu generalnego mieszkania.
        Zebraliśmy aż 12.000 zł - przy 35 gościach!
        Moja babcia dała nam aż 3000 zł, mój tato i chrzestna po 1000 zł, koledzy z
        pracy (nie byli zaproszeni) 1000 zł.
        • Gość: Anka Re: Podział kosztów... IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 20.03.02, 14:53
          Zapomniałam Wam jeszcze napisać,
          że po mszy byłam tak padnięta, że chciałam się zerwać do domu, ściągnąć kieckę
          i pójść spać.

          Msza była bardzo prosta, skromna i piękna. W naszym kościele płaci się tylko w
          zakrystii ustalając ślub (daliśmy 200 zł), a kościół był przystrojony kwiatami,
          ogranista nawet śpiewał, inny ksiądz udzielił naprawdę pięknego ślubu....
          I nikt z nich nic od nas nie dostał!!!!
      • Gość: mel1 Ślub i co po nim? IP: *.astercity.net / 10.131.131.* 20.03.02, 14:58
        Włączam się do tego tematu, bo sama mam dylemat. Planujemy ślub na przyszły rok-
        więc mamy sporo czasu na zastanawianie sie. Tylko że ja za nic w świecie nie
        chcę wesela. Dla mnie katuszą jest, gdy muszę iść do kogoś na wesele, więc wolę
        na siłę nie uszczęśliwiać innych i siebie . Tylko jak to zorganizować bez
        przyjęcia? Myślimy o ślubie kościelnym, chcielibyśmy też mieć jakieś miejsce by
        przyjąć życzenia porozmawiać z gośćmi, poczęstować ich tortem i szampanem. Nie
        podoba nam się pomysl robienia tego pod kościołem. Czy może ktoś z Was byl na
        takim ślubie? Może są w Warszawie kościoly w których można na jakąś godzinkę-
        dwie wynająć salę by goście spokojnie mogli porozmawiać z młodą parą i ze sobą?
        Na ślubach na których byłam zazwyczaj spotykaly się osoby, które nie widziały
        się przez dłuższy czas. Bardzo głupio brzmialy rozmowy w kościele" a co teraz
        robisz? a masz pracę? a co słychać u XYZ?" Znacie jakiś sposób na ślub bez
        wesela? Przecież nie zaproszę wszystkich znajomych do restauracji na obiad!
        Pozdrawiam
        • Gość: magda Re: Ślub i co po nim? IP: *.chello.pl 20.03.02, 16:26
          Na żoliborzu jest kościół św. stanisława Kostki a przy nim sympatyczna
          (podobno) kawiarnia - restauracja w domu pielgrzyma w klimacie (podobno)jak na
          kościół luźnym, czyli pogawętki i śmichy mile widziane.

          Ja mój pomysł na tani ślub realizuję w ten sposób, że:
          - obrączki w Apart: najtańsze w Warszawie, a b.ładne i w dużym wyborze,
          - suknia z wypożyczalni, bo po co mi na 1 raz własna,
          - zaproszenia drukujemy sami,
          - moi rodzice mieszkaja pod Warszawą, więc zamiast tradycyjnego weseliska
          będzie grill w ogrodzie dla znajomych; skorzystamy co prawda z pomocy firmy
          cateringowej, ale żebyście słyszały jak się z nimi targuję...!
          Jeśli tylko dopisze pogoda i dobre humory, to będzie super, bez potrzeby
          wydawania góry kasy!!!!!!!
          Gdyby ktoś napisał, ile teraz daje sie księdzu ofiarę za ślub, byłabym
          wdzięczna.
          • agniecha27 Re: Ślub i co po nim? 20.03.02, 16:33
            Jak to ile? Raz i ani razu więcej...
          • agnesp76 Re: Ślub i co po nim? 21.03.02, 10:18
            Gość portalu: magda napisał(a):

            > - obrączki w Apart: najtańsze w Warszawie, a b.ładne i w dużym wyborze,
            Czy to jest przy Al. Jerozolimskich 42, czy coś takiego??? Jeśli tak to też tam
            kupowałam.

            > - zaproszenia drukujemy sami,
            ja też drukowałam i powiem nieskromnie, że byliśmy z nich dumni :-))

            > Gdyby ktoś napisał, ile teraz daje sie księdzu ofiarę za ślub, byłabym
            > wdzięczna.
            My daliśmy coś ok. 240 zł (3 lata temu) - było co łaska i ksiądz nie narzucał ani
            nie patrzył na to ile dostał w naszej obecności (nie braliśmy ślubu w mojej
            parafii). Natomiast w mojej parafii na początku byliśmy po metrykę chrztu i
            zezwolenie (czy jak to się nazywa) na ślub w innym kościele, to proboszcz (zanim
            zapytaliśmy) powiedział: Należy się 100zł za zaświadczenie i 10 zł za metrykę
            (wparło nas :-o ). Słyszałam, że ta opłata za zaświadczenie do innej parafii jest
            nazywana "półślubkiem".
    • agniecha27 Chciałam jeszcze... 20.03.02, 15:00
      ... dopisać, że wszystko było urządzone małymi kosztami....
      Ale jakie przeżycia i emocje, tego nic nie zastąpi.
      Najpierw przeżycie duchowe w kościele - nie zapomnę tego nigdy...
      Potem wspaniała zabawa: nasza i gości.
      Naprawdę się "opłacało" - ale nie materialnie, tylko emocjonalnie...
      Super przeżycie!
    • koralik27 ja akurat zaczynam planowanie:-))) 20.03.02, 15:25
      Chcielismy sie pobrac na poczatku czerwca, ale troszke nam sie plany
      pokrzyzowaly i teraz wszystko zaczynamy od nowa :-))) policzylismy wstepnie
      gosci, ktorych my chcielibysmy zaprosic i wyszlo nam 50 osob. Ratunku! przeciez
      to sa tylko same ciotki, ups! chcialam powiedziec: najblizsza rodzina. Ja
      jestem za wersja minimalistyczna, tzn. sukienka z wypozyczalni i slub w
      kosciele na osiedlu (tylko musimy znajomego ksiedza poprosic o te przysluge),
      ale wiem, juz ze tesciowa sukienki z wypozyczalni nie przezyje, a skromne
      kiecki nie sa w jej guscie :-( ufff...
      I teraz nie wiem, czy szykowac sie na pazdziernik, czy na Boze Narodzenie, bo
      przeciez w grudniu bedzie padal snieg i bedzie zimno, ale za to beda choinki w
      kosciele, a pazdziernik to tak jakby za chwilke :-O.
      Jestem gotowa wycofac sie i zrezygnowac z tego pomyslu, jakim jest slub w tym
      roku!!! i poczekac na czerwiec 2003 :-)))
      Koralik
      • agniecha27 Re: ja akurat zaczynam planowanie:-))) 20.03.02, 15:32
        jak zraz październik... przecież dopiero jutro wiosna... ludzie nie zabierajcie
        mi wiosny i lata...
        • koralik27 Re: ja akurat zaczynam planowanie:-))) 20.03.02, 15:46
          ja jestem ze swej poznanskiej natury dosc praktyczna i wiem, ze jesli nie chce
          isc do slubu w plaszczu to musi byc 1sza dekada pazdziernika
          a do poczatku pazdziernika zostalo juz tylko 6 miesiecy, wiec to ostatni
          dzwonek, by rozpoczac przygotowania!
          no tak, a my dopiero rozpoczynamy planowanie...
          • Gość: Majka Re: ja akurat zaczynam planowanie:-))) IP: *.pl 20.03.02, 21:50
            my tez dopiero zaczymamy planowanie- slub bedzie w czerwcu 2003.
            Kosciol mamy juz wybrany, pozostaje tylko znalezc miejsce na wesele.
            No wlasnie wesele...musi byc. Moja mama zebrala juz jakies 10.000, tesciowa z
            tesciem tez cos w tym rodzaju.Nie chca nawet slyszec o tym , zeby mialo nie byc
            wesela. juz sie nawet na niego szykuja i ustalily juz nawet liste gosci ( w
            koncu za to placa...). Jestesmy dopiero na samym poczatku przygotowan, a ja juz
            widze ze bedzie ok 100 osob na weselu. Szykuja sie ostre starcia z moja matka,
            poniewaz chce zaprosic jakies ciotki, ktorych w zyciu nie widzialam na oczy. O
            wyprawieniu calej imprezy slubno-weselnej za wlasnie pieniadze nie mamy co
            marzyc. Oboje z narzeczonym nie wyrobilibysmy finansowo, zaplacimy pewnie za
            slub, stroje, zaproszenia i fotografa. W sumie mi to odpowiada..Jakis czas temu
            myslalam sobie ze nie chcialabym wesela, ale teraz widze ze staje sie to frajda
            i dla nas i dla naszych rodzicow :)(mimo tych mozliwych starc..a moze ich w
            ogole nie bedzie??)
            • yak-ona Re: nie wierze... 20.03.02, 21:59
              czytam to i nie wierze...no nie wierze...!!!
              tez watek to tak dla jaj..rozumiem??? tak????
              • anndelumester dlaczego zaraz dla jaj???? 21.03.02, 09:14
                yak-ona napisał(a):

                > czytam to i nie wierze...no nie wierze...!!!
                > tez watek to tak dla jaj..rozumiem??? tak????
                przecież każdy robi to co lubi i ma na to ochotę... ja tam się nie dziwię każdy
                bardzo przeżywa WAŻNĄ DLA SIEBIE sprawę ...ja na przykład bardzo przeżywałam
                budowę mojego domu..wiesz pierwsze własne miejsce etc etc..cała ideologia
                powstała zanim stały fundamenty ..dla niektórych mogło być to nawet
                infantylne..czt śmieszne a ja byłam śmiertelnie poważna, z reszta i teraz łapię
                się na tym żęsparawa byc może dla kogoś głupiej lampy łazienkowej jest dla mnie
                serio ; ))) no i co z tego??? ja jak wyżej wolałabym zamiast czegoś tam, balu i
                przyjęcia i kilku ciotek extra : ) np. meble do kuchni czy szafę do
                przedpokoj... ale to moje "wolenie". Jeżeli ktoś się już przygotowuje do ślubu w
                czerwcu przyszłego roku to jego sprawa. ja tylko podziwiam. Może troche nawet
                zazdroszczę zaangażowania OBU stron (ale to z kolei moja "fiksacja" o czym było
                wyżej). Może się troche dziwię rozmachem (rozmach propozycji na owym wortalu mnie
                zadziwił a i owszem) ale wszystko jest dla ludzi..pozdrawiam
                • yak-ona Re: nie wiem po co??? 22.03.02, 20:20
                  no to masz problem!
                  ja tez kiedys mialam ...zastanawialm sie meble olchowe czy debowe ,zewnetrzne
                  rolety czy wewnetrzne,kafelki zielone czy niebieskie,wanna czy prysznic a moze
                  i to i to...i tak sie zastanawialam , az pewnego pieknego razu stwierdzialm ,ze
                  zycia szkoda na zajmowanie sie takimi za przeproszeniem pierdolami,ktore tak
                  naprawde nie maja zadnego znaczenia, ze zycie za krotkie na zajmowanie sie
                  bzdetami...
                  bo w koncu wazniejsze zeby byc a nie miec
                  a tym ktorzy sie tak bardzo angazuja gratuluje pozytecznie spedzonego czasu! w
                  koncu to ich czas i kazdy ma prawo spedzac go jak chce!
                  :)))
                  • anndelumester jak to po co ? 25.03.02, 11:00
                    yak-ona napisał(a):

                    > no to masz problem!
                    raczej przyjemnośc...
                    > zycia szkoda na zajmowanie sie takimi za przeproszeniem pierdolami,ktore tak
                    > naprawde nie maja zadnego znaczenia, ze zycie za krotkie na zajmowanie sie
                    > bzdetami...
                    a ja jako urodzony esteta bardzo lubię mieć i otaczać się ładnymi rzeczami (a
                    może to takie skrzywienie zawodowe); )
                    > bo w koncu wazniejsze zeby byc a nie miec
                    tak, pamiętam jak na studiach ewoluowałam w stronę zapuszczonego intelektualizmu
                    styl abnegacki, itp..na szczeście to już za mną ...w pewnym momnencie doszłam do
                    wniosku że trzeba mniej wiecej po równo...dlatego się nie dziwię, że ktoś się do
                    czegoś długo przygotowuje, w coś angażuje..nie wartościowałabym co jest bardziej
                    pożytecznym leżenie na kanapie z Platonem w oryginale czy smażenie racuchów..czy
                    szykowanie sali na wesele..ale masz oczywiście rację
                    w > koncu to ich czas i kazdy ma prawo spedzac go jak chce!
                    > :)))

                    z pozdrowieniami !!!!
                    • yak-ona Re: jak to po co ? 27.03.02, 20:39
                      anndelumester napisał(a):

                      > yak-ona napisał(a):
                      >
                      > > no to masz problem!
                      > raczej przyjemnośc...
                      watpliwa przyjemnoscie jest koniecznosc wychodzenia za maz,a przygotowania to juz
                      problem...
                      > > zycia szkoda na zajmowanie sie takimi za przeproszeniem pierdolami,ktore t
                      > ak
                      > > naprawde nie maja zadnego znaczenia, ze zycie za krotkie na zajmowanie sie
                      >
                      > > bzdetami...
                      > a ja jako urodzony esteta bardzo lubię mieć i otaczać się ładnymi rzeczami (a
                      > może to takie skrzywienie zawodowe); )
                      ja tez lubie ladne rzeczy , ale zycie nie trace na nie...
                      > > bo w koncu wazniejsze zeby byc a nie miec
                      > tak, pamiętam jak na studiach ewoluowałam w stronę zapuszczonego intelektualizm
                      > u
                      > styl abnegacki, itp..na szczeście to już za mną ...w pewnym momnencie doszłam
                      > do
                      > wniosku że trzeba mniej wiecej po równo...dlatego się nie dziwię, że ktoś się d
                      > o
                      > czegoś długo przygotowuje, w coś angażuje..
                      w cos sensownego TAK, ale pierdoly...
                      nie wartościowałabym co jest bardzie
                      > j
                      > pożytecznym leżenie na kanapie z Platonem w oryginale czy smażenie racuchów..cz
                      > y
                      > szykowanie sali na wesele..
                      ja nie wartoscije, dla mnie odpowiedz jest prosta..
                      marnosc i marnosc nad marnosciemi, jak to mowi moja kolezanka-(bardzo brzydko)-
                      byc a cala reszta to rzezbienie w gownie!!!

                      ale masz oczywiście rację
                      > w > koncu to ich czas i kazdy ma prawo spedzac go jak chce!
                      > > :)))
                      AMEN!
                      > z pozdrowieniami !!!!
                      ode mnie rowniez!!!
    • Gość: J Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: *.cab.pl / 10.10.10.* 21.03.02, 09:48
      Ja biorę ślub pod koniec kwietnia. Nie robimy wesela bo nas na to nie stać.
      Będzie ślub w kościele o potem uroczysty obiad na 40 osób. Rodzice płacą za
      swoich gości, a my opłacamy stroje, wiązanki, zaproszenia, obrączki i fotografa.
      Mam nadzieję, że wszystko będzie ok. bo nigdy nie byłam na takim obiedzie.
      To co nasi rodzice wydaliby na wesele, dostaniemy my. Bardzo nam te pieniądze
      pomogą, bo kupujemy mieszkanie i spłacimy z tych pieniedzy kolejną ratę.
      Może dla niektorych wyda się to zbyt praktyczne i bez romantyzmu, ale będę
      miała piekną suknię, zdjęcia i video i to mi wystarczy.
      Nietety w podróż poślubną na razie nie pojedziemy, ale nie jest nam z tego
      powodu jakoś szczególnie żle. Cieszymy się jak dzieci, że jeszcze w tym roku
      zamieszkamy w swoim mieszkanku.
    • Gość: elve Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: *.netland.gda.pl 22.03.02, 01:48
      a ja biore slub pierwszego czerwca tego roku, nie mam NIC (ani sukienki ani nic
      zalatwione) i wierze, ze sie uda. To tylko slub.
      • Gość: mmm Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.03.02, 11:39
        a ja miałam ślub i wesele 2 lata temu. I myślę sobie teraz, że zdecydowanie za
        dużo kasy wydaliśmy przy tej okazji.
        Moi rodzice nalegali, żeby wesele było w eleganckim lokalu i dla całej rodziny
        i znajomych królika. Ponieważ ja nie miałam żadnych oszczędności, mój przyszły
        wraz z moim ojcem sfinansowali całą imprezę w udziale proporcjonalnym do ilości
        zaproszonych gości przez każdą ze stron.
        Było naprawdę sympatycznie, choć dla mnie trochę za wystawnie. I dużo lepiej
        bym się czuła, gdybyśmy urządzili kameralną imprezkę dla rodziny i znajomych
        (albo osobno tradycyjną dla rodziny, a potem z jajem dla znajomych).
        Krótko mówiąc brakowało mi w tym wszystkim mojego klimatu, choć oczywiście jest
        co wspominać.

        Ale sukienka - koniecznie!!!

        P.S. Wolałabym podzielić kasę na dwie części: impreza + meble. Bo bez mebli
        ciężko, ale z drugiej strony okazja jest na tyle wyjątkowa, że chyba warto ją
        uczcić.
    • Gość: Ewa Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.03.02, 15:13
      Niestety to kosztowna impreza. Mysle, ze warto zminimalizowac koszty. Czy
      uwazasz ,ze twoja mama rowniez wami sie za duzo interesuje???? Oj biedna ta
      twoja tesciowa, widac ze lekko z toba to ona nie bedzie miala i pewnie juz nie
      ma.
    • blondynek Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie 25.03.02, 11:35
      wiec tak
      wydaje mi sie ze na weselu raczej sie nie traci i koszty bez problemu powinny
      sie zwrocic w postaci prezentow slubnych
      przynajmniej tak bylo w moim przypadku wiec wszelkie kalkulacje w postaci czy
      szfka do kuchni czy wesele nie mialy tutaj miejsca bo wybralismy wesele a jako
      prezent na wesele mielismy szfke do kuchni :-)) ze tak to okresle
      dwa w jednym !
      moze w tym wypadku warto podkreslic ze wesele nie bylo w Warszawce to jest
      spora roznica w kosztach ...
      co do samego wesela to z mojego doswiadczenia powiem ze bylo warto ! mielismy
      swietna zabawe i wszyscy byli bardzo zaskocznei ze tak swietnie to sie
      potoczylo bo z reguły wlasnie uwaza sie ze to taka imprezka dla imprezy...
      jak dla mnie wesele super wspominam i jeszcze bede i absolutnie nie zaluje ze
      je mielismy ...
      • Gość: mel1 Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: *.astercity.net / 10.131.131.* 25.03.02, 12:08
        Zastanawiam się nad zwyczajem zapraszania na wesele osób, na których weselu się
        było. My niestety musieliśmy iść na kilka wesel, co było raczej niemiłym
        obowiązkiem niż przyjemnością. Nowożeńcami zazwyczaj były dzieci przyjaciół
        naszych rodziców. Jesteśmy przekonani że sami wesela nie będziemy wyprawiać.
        Czy jednak ci wszyscy ludzie,którzy nas zapraszali się nie obrażą? Czy lepiej
        powiedzieć siostrze ciotecznej która wyprawia wesele we wrześniu tego roku, że
        nas nie będzie? Ochoty tam iść nie mamy, ale głupio odmówić. I jak powiedzieć
        tym wszystkim znajomym, rodzinie dalszej, że ślub będzie bez wesela?( kwestiami
        finansowymi nie możemy się zastawiać) Czy znacie jakiś sposób na to? by wilk
        był syty i owca cała?
        • Gość: elve Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: *.netland.gda.pl 25.03.02, 12:48
          ha! jedyna możliwość to walić prawdę między oczy! (w miarę delikatnie ale
          asertywnie...) oczywiście część osób się obrazi, po czem znakomitej większości
          z tej części w końcu zrobi się głupio i się "odbrażą". i wszystko będzie w
          porządku (tymi co się obrażą na śmierć nie ma powodu się przejmować - co to za
          ludzie...). Więc nos do góry i powodzenia!
        • anndelumester Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości 25.03.02, 16:54

          > Czy jednak ci wszyscy ludzie,którzy nas zapraszali się nie obrażą? Czy lepiej
          > powiedzieć siostrze ciotecznej która wyprawia wesele we wrześniu tego roku, że
          > nas nie będzie? I jak powiedzieć tym wszystkim znajomym, rodzinie dalszej, że
          ślub będzie bez wesela?( kwestiami finansowymi nie możemy się zastawiać) Czy
          znacie jakiś sposób na to? by wilk
          > był syty i owca cała?

          mam podobne wątpliwości, mam też jednak nadzieję że powód finansowy wystarczy
          wszystkim urażonym...trudno imprezy nie bedzie... ;) gorzej z tą "prawdą między
          oczy" , a raczej chodzi o formę doinformowania, jescze nie mamy pomysłu. Na
          cywilu pewnie będą rodzice i świadkowi...i mnie by to wystarczyło, ale.... np.
          mój chłop się zastanawia czy jednak znajdziemy zrozumienie u reszty
          rodziny/rodzin i jak taka okrojona wersja bedzie przyjęta w ogóle....



          • balbina2000 Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości 26.03.02, 14:39
            Chcialabym tylko dodac, ze tzw stopa zwrotu za urzadzone weselisko
            moze niejednego rozczarowac / moze to byc 30 -50 %/ wylozonej kasy.
            Coraz czesciej , slyszy sie jek rozpaczy zaproszonych na wesele " i znowu
            wydatek". Ja przeforsowalam skromny slub , dalsza rodzina nie zostala tym
            urazona, nie splacam kredytu, i nie martwie sie / jak moja bratowa/ czy
            uda mi sie odsprzedac suknie slubna za 3 tys aby starczylo "na zycie".
            Moj ojciec mowil : coz z tego ze do slubu jada Mercedesem, kiedy potem cale
            zycie na piechote ......
    • Gość: Me_gun Re: ślubno weselny obłęd,wątpliwości- ale sympatycznie IP: 64.215.245.* 27.03.02, 20:28
      Skoro lubimy wszelkie nowinki z Zachodu - zwlaszcza z Ameryki - dlaczego by po
      prostu nie wziac slubu po kryjomu (ang. elope) i wszystkim opowiedziec PO
      FAKCIE jak wspaniale jest powiedziec TAK w malym kosciolku gdzies w gorach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka