berta-death
19.08.13, 15:24
przed pijanym Meksykaninem, albo innym troglodytą? Idziecie sobie z dzieckiem na spacer po plaży a tu taki do was podbiega, klepie w tyłek i za macanki się zabiera. Zaczniecie się wyrywać, wrzeszczeć, odpychać napastnika, wyzywać go, bić czy cokolwiek innego, co oznacza aktywną obronę i jasne wyrażenie sprzeciwu, to go to jeszcze bardziej nakręci. Albo wzbudzi w nim agresję i chęć odwetu, bo jak to możliwe, że baba go bije i wyzywa i to jeszcze przy kamratach. Albo rozochoci, bo poskromienie takiej narowistej klaczy to dopiero gratka. Tak czy owak, nie dość, że się to może skończyć gwałtem to jeszcze pobiciem.
Zignorujecie, udacie, że nic się nie stało, potraktujecie jak powietrze, to dla takiego jest formą przyzwolenia. Skoro nie reaguje, nie broni się, znaczy podoba się i można posunąć się dalej i np w następnym posunięciu powalić na piach i zgwałcić.
Negocjacje mogą się średnio udać, raz z powodu bariery językowej, dwa, raczej nie będzie zainteresowany tym co się do niego mówi.
Ucieczka też nic nie da, wszakże jest silniejszy i szybszy.
Do tego jeszcze ma kumpli, przed którymi będzie chciał na macho zapozować, czyli sam z siebie nie odpuści tak prędko i chętnie.
Wzywanie pomocy jest bezcelowe, bo oprócz kiboli drecholi, którzy przypadkowo na mecz tam przyjadą, pies z kulawą nogą nie zareaguje ani nawet policji nie wezwie.
Wezwanie policji samemu może się okazać niemożliwe, bo napastnik telefon umie wyrwać. Nawet jak ktoś powiadomi, to może za godzinę przyjadą.
Ma ktoś pomysł na jakąś konstruktywną poradę dla kogoś kto znajdzie się w podobnej sytuacji?