awera86666
25.08.13, 20:30
Poszłam na wesele z facetem z którym spotykam sie dosc krótko, nie miałam z kim iść wieć poszłam z nim. Miedzy nami nie bło jeszcze zadnych pocałunków itp rzeczy;)
Facet ma 30 lat jest bardzo niesmiały, i dość zakompleksiony. Na tym weselu było pełno osób które znałam, starych dobrych znajomych, ale bawiłam sie tylko z nim, nawet z panem młodym czy swiadkiem nie zatanczyłam, bo miałam wiecznie za sobą ogon. Nie przesadze jesli powiem ze do kibla za mna chodził..., bo tak tez było, przy stoliku nie został 3 minut sam, bo zarz szedł za mna. Ja chciałam sie napic wina, to on tez, choc wina nie pije, ja whisky z cola, to ontez chociaz nie miesza, itd itd, co ja to i on. Byłam wymeczona. Ale cały czas sie nim zajmowałam i nieodstepowlismy sie na krok. Nie chciałam zeby sie czuł wyobcowany, chociaz towarzystwo miał fajne koło nas.
O godzinie 4 rano nagle przestał sie odzywac, zlapał tzw zamułe i pomimo moich pytan co sie stało, co mu jest, zamilkł, i nie chciał powiedziec o co chodzi. Pomimo iz mnie wnerwił starałam sie jak mogłam, no nic pana widac złapał smuteczek;)
Dzis z nim rozmawiam i pytam sie o co chodziło , odpowiedz brzmiała: ze chcial zebym sie dobrze bawila ale czul ze tak nie jest. ze malo nogi Ci nie skrecił.. tanczyl jak polamaniec i malo sie odzywal, chcial dobrze ale mi nie wyszlo i to go zdołowało...
Gdzie ja naprawde nie mialam zastrzezen co do zabawy samo takiej. Powiedziałam, ze nie wiem co mam mu powiedziec jak ma takie jazdy w głowie, mogłam dodac ze psychoteraia sie kłania