ingeborg
16.09.13, 15:47
Zauważyłam wokół siebie pewien typ związku. Charakteryzuje się tym, że mamy parę, często z długim stażem, ale raczej młodą (przed 30), mieszkającą ze sobą, po której kompletnie nie widać, że jest parą, że to jest dwoje kochających się ludzi. W rozmowach rzadko kiedy pojawia się 'my', na Facebooku* może z jedno wspólne zdjęcie. Idziemy do knajpy, oni po dwóch różnych stronach stołu, idziemy gdzieś razem - w ogóle nie widać, że oni przyszli ze sobą. O jakimś spontanicznym objęciu się, trzymaniu za ręce, całusie, w ogóle mowy nie ma. Panom zdarza się flirtować z innymi paniami, co do pań - nie wiem.
No i teraz mam zagwozdkę - o co chodzi w takich związkach? Obcowanie z nimi wywołuje we mnie dysonans poznawczy. Dla mnie jest logiczne, że jak gdzieś idziemy z chłopem we dwoje to jako para, że on kurtuazyjnie zajmuje się moim płaszczem, że jak idziemy na krótką wycieczkę to mamy wspólny plecak, że zdarzy się nam przy ludziach trzymać za ręce i że jak mieszkamy ze sobą no to jest już jakieś 'my'. Z góry mówię, że nie jestem zainteresowana żadnym z panów z par o których myślę. Zastanawiam się o co chodzi. Tak wyglądają z zewnątrz rutyniarze czy może właśnie wypracowali sobie super model na posiadanie każde własnej przestrzeni?
*Rozumiem, że u niektórych słowo "Facebook" wywołuje ból dupska, no ale cóż, Facebook istnieje i ludzie go używają, ok? Nie sprowadzajmy dyskusji znów do tego jak bardzo ktoś jest alternatywny przez nieposiadanie konta na ww.