Dodaj do ulubionych

Pary bez chemii

16.09.13, 15:47
Zauważyłam wokół siebie pewien typ związku. Charakteryzuje się tym, że mamy parę, często z długim stażem, ale raczej młodą (przed 30), mieszkającą ze sobą, po której kompletnie nie widać, że jest parą, że to jest dwoje kochających się ludzi. W rozmowach rzadko kiedy pojawia się 'my', na Facebooku* może z jedno wspólne zdjęcie. Idziemy do knajpy, oni po dwóch różnych stronach stołu, idziemy gdzieś razem - w ogóle nie widać, że oni przyszli ze sobą. O jakimś spontanicznym objęciu się, trzymaniu za ręce, całusie, w ogóle mowy nie ma. Panom zdarza się flirtować z innymi paniami, co do pań - nie wiem.

No i teraz mam zagwozdkę - o co chodzi w takich związkach? Obcowanie z nimi wywołuje we mnie dysonans poznawczy. Dla mnie jest logiczne, że jak gdzieś idziemy z chłopem we dwoje to jako para, że on kurtuazyjnie zajmuje się moim płaszczem, że jak idziemy na krótką wycieczkę to mamy wspólny plecak, że zdarzy się nam przy ludziach trzymać za ręce i że jak mieszkamy ze sobą no to jest już jakieś 'my'. Z góry mówię, że nie jestem zainteresowana żadnym z panów z par o których myślę. Zastanawiam się o co chodzi. Tak wyglądają z zewnątrz rutyniarze czy może właśnie wypracowali sobie super model na posiadanie każde własnej przestrzeni?

*Rozumiem, że u niektórych słowo "Facebook" wywołuje ból dupska, no ale cóż, Facebook istnieje i ludzie go używają, ok? Nie sprowadzajmy dyskusji znów do tego jak bardzo ktoś jest alternatywny przez nieposiadanie konta na ww.
Obserwuj wątek
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Pary bez chemii 16.09.13, 15:51
      Jak wiadomo "your mileage may vary" ale w przypadku dłuższego stażu mamy coś takiego.
      1 Poznajemy się za młodu, jest miłość.
      2 Żyjemy razem.
      3 Dorastamy, zmieniając się. Zmieniamy się na tyle że już nie do końca do siebie pasujemy, ale nie chcemy tego przyznać. Zresztą trudno to przyznać jeśli nie ma negatywnych emocji. Jest tylko coraz mniej pozytywnych.
    • obrotowy Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 16:00
      Do alergii doprowadzaly mnie zawsze panienki klepiace naokolo: - MY to, MY tamto...

      otoz nie, Droga Pani: - nawet w sytuacjach intymnych jest: TY i JA...

      MY - to mozemy razem przesuwac stol, czy plynac kajakiem - gdy obie osoby robia dokladnie to samo.

      A gdy jest jakis podzial zadan - to jest zawsze TY i JA :)
      • ingeborg Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 16:11
        No mnie panienki klepiące o swoich misiaczkach też wkurzały, ale no kurczę nawet jak się z rodzeństwem gdzieś idzie to dla obcej osoby jakoś tak jest wiadome od początku, że to rodzeństwo. Jest jakaś więź, którą widać na zewnątrz. A tutaj? Jakoś do mnie nie przemawia, że para jest bardziej 'my' jak przesuwa stół a jak uprawia seks to 'ja' i 'ty'.
        • obrotowy Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 16:18
          ingeborg napisała:
          A tutaj? Jakoś do mnie nie przemawia, że para jest bardziej 'my' jak przesuwa stół a
          > jak uprawia seks to 'ja' i 'ty'.


          Duch Kolektywizmu przewaza u Ciebie nad duchem Indywidualizmu.

          u mnie jest odwrotnie - i dlatego u mnie zawsze jest "TY i "JA"

          ale to tylko jedna z przyczyn.
          moga byc tez i inne - jak np. "letniosc" uczuc, czy nawet ich zanik.
        • simply_z Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 16:43
          a twoi rodzice ,jakas rodzina z dłuższym stażem? trudno po iluś tam latach ciągle być zakochanym ,wiadomo ,że wkrada sie rutyna.

          ad. FB ,nie każdy epatuje na prawo i lewo swoją prywatnością .
          • ingeborg Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 16:55
            Tyle że wiesz, rozmawiamy o 25-latkach, max 29-latkach. A na FB ci ludzie epatują w zasadzie wszystkim innym prócz tego, że z kimś są.
            • simply_z Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 17:15
              takie czasy widocznie
            • lenka.magdalenka Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 18:37
              >A na FB ci ludzie epatu
              > ją w zasadzie wszystkim innym prócz tego, że z kimś są.

              no ale co to teraz jak ma się konto na FB to wszystkie p.... rocznice związku trzeba hucznie oblewać i wrzucać fotki z tychże h rocznic ?
              • triismegistos Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 18:50
                Na fb nie mam zaznaczonego statusu "w związku", nie oznaczamy żadnych rocznic ai nic w ten deseń. A mimo to, każdy kto przegląda mojego walla może bez problemu sprawdzić z kim ma do czynienia. Mamy bowiem kupę wspólnych zdjęć, komedntarze d0o różnych wpisów etc.
                • grzeczna_dziewczynka15 Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 20.09.13, 21:15
                  No ja też nie mam statusu związku, mamy niewiele zdjęć wpsólnych. Mój chłopak jest niefejsowy i nie życzy sobie wstawiania jego zdjęć, a już na pewno nie podpisywania ich. Mam wrażenie, choć może się mylę, bo cięzko się samej ocenić obiektywnie, że nie piszę osobistych rzeczy na fejsie. Raczej komentuję sytuację polit-społ., wklejam linki przydatne, czy "śmieszne", albo trzymam kontakt z ludźmi z innych krajów.
                  Myślę, że po obserwacji mojego profilu można dojść do wniosku, nie tylko, że nie jestem w związku z mężczyzną, ale i że jestem lesbijką.
          • rekreativa Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 17:19
            Na FB w ogóle można niczym nie epatować.
            Przecież to nie jest tylko strona dla osób prywatnych, ale też swoje profile mają portale internetowe, czasopisma, fankluby, organizacje, partie polityczne, posłowie, strony hobbystyczne, podróżnicze, modowe itd.
            Można więc FB traktować jak biuletyn informacyjny, gdzie w jednym miejscu na Twoim "wall'u" dostaniesz wyciąg ze wszystkich nowości, jakie sie pojawiły na Twoich ulubionych stronach.
            • simply_z Re: Lepiej bez chemii - niz bez pieniedzy :) 16.09.13, 17:30
              mam na myśli prywatność.
    • stephanie.plum Re: Pary bez chemii 16.09.13, 17:19
      a bo to jest tak, że w koło macieju:

      nie ma chemii (bo się jej akurat nie czuje) - nie ma gestów (bo się nie ma ochoty zdobyć na czułość.)
      a jak nie ma gestów, to nie ma chemii. i nie będzie, bo się nie obudzi.
    • twojabogini Re: Pary bez chemii 16.09.13, 17:42
      Z góry zakładasz, że w takich parach nie ma chemii. Jestem połówką względnie młodej pary (30 i niewielki plus), po której "nie widać".
      Tak jak opisujesz: Każde z nas mówi w swoim imieniu, "my" pada bardzo rzadko, niemal wcale, na imprezach, spotkaniach itp. nie siadamy koło siebie, nie trzymamy się też publicznie za ręce, nie obejmujemy, nie całujemy. Gdybyśmy mieli fejsa, to raczej każde swój osobny profil i raczej żadne z nas nie zamieszczałoby wspólnych zdjęć, których także mamy bardzo mało.

      W pierwszej fazie związku, w której działa silna chemia i powoduje hiperaktywność seksualną, jak większość par - byliśmy parą nierozłączką. Na dłuższą metę jednak każde z nas ma własne potrzeby, własną indywidualność i żadne nie ma ochoty być postrzeganym jako "połówka pary". Gdybyśmy na dłuższą metę żyli jak bliźnięta syjamskie, to byśmy się w swoim związku udusili. To, że każda z osób w związku zaczyna żyć własnym życiem, to nie jest objaw rozpadu pary, tylko jej rozwoju.
      Co do okazywania uczuć w formie pieszczot, pocałunków itp. - to intymna sfera związku, zachowujemy to na czas, gdy jesteśmy sami. Nie czuję też potrzeby obściskiwania "misia", żeby wszystkie kobiety zobaczyły, że "miś jest ze mną". W ogóle związek małżeński to rzecz ściśle prywatna i tego się oboje trzymamy.
      Poruszyłaś też kwestię flirtów. Flirtujemy oboje, także gdy jesteśmy razem. Miło jest czuć się atrakcyjnym i wiedzieć, że ma się atrakcyjnego partnera. Miło jest też flirtować. Kwestia zaufania: obserwuję, że flirtów "zakazują" partnerom te osoby, które w swoich związkach nie czują się pewnie.

      W szerszym kontekście - mnie z kolei dziwią te pary, w których faza hiperaktywności seksualnej ewidentnie minęła, ale nadal trzymają się dzielnie za rączki, taszczą wspólnie plecaczki, zawsze i wszędzie trzymają się razem. Obserwuję te pary i widzę jak nawzajem omotują się, kontrolują - a z czasem po prostu męczą. Po paru latach orientują się, że na rzecz związku w zasadzie zrezygnowali z siebie. Te pary niemal nigdy się nie kłócą, zawsze zapadają "zgniłe kompromisy".

      I jeszcze jedno - nadal jest między nami niesamowita ilość chemii. Swoją atrakcyjność mój mąż zachował dla mnie właśnie dlatego, że pozostając ze mną, pozostaje sobą. Panowie z tendencją do wspólnych plecaczków i całusków, gotowi zrezygnować z wyjścia z kumplem na moje pierwsze skinienie, siedzący zawsze obok - zawsze bardzo szybko mi się nudzili. Kiedy udawało mi się od nich wreszcie urwać odczuwałam radość. Teraz odwrotnie - odczuwam radość, gdy spędzam czas z mężem.
      • simply_z Re: Pary bez chemii 16.09.13, 17:45
        a nie tak dawno pisalas o rozwodzie...
        • stephanie.plum Re: Pary bez chemii 16.09.13, 17:49
          ale on miał być nie z braku chemii, ale z nadmiaru chemii.
          ktoś tam czegoś chyba używał...
          • twojabogini Re: Pary bez chemii 16.09.13, 20:23
            stephanie.plum napisała:

            > ale on miał być nie z braku chemii, ale z nadmiaru chemii.
            > ktoś tam czegoś chyba używał...

            Albo mylisz wątki, albo nie doczytałaś mojego. Nie chodziło o używki. Co nie oznacza, że konfliktu nie było - ale na kompletnie innym tle.
            • stephanie.plum Re: Pary bez chemii 16.09.13, 20:26
              pewnie mylę,
              bo mi się zdaje, że szło o to, iż gość popalał. nerwowy się stał, w domu nieprzydatny...

              no ale to było rok temu, kto by pamiętał.
              • twojabogini Re: Pary bez chemii 16.09.13, 20:40
                stephanie.plum napisała:

                > pewnie mylę,
                > bo mi się zdaje, że szło o to, iż gość popalał. nerwowy się stał, w domu nieprz
                > ydatny...

                No to najwyraźniej się mylisz. Szło o to, że odchowaliśmy najmłodszego potomka i oczekiwałam, że mąż przejmie dom i dzieci, żebym odkuć się w pracy zawodowej, którą w okresie ciąży i opieki nad dzieckiem przystopowałam. I napotkałam na totalny opór męża, co objawiało się różnie, m.in. luzem w postaci pary jointów, jak również - na moje naciski reakcjami typu wściekłość, nerwowość itp. Z całości ty najbardziej zapamiętałaś widać jointy, które jako takie wcale mi nie przeszkadzają.
                Nie mamy w zwyczaju ukrywać swoich emocji, chęci, dążeń, także gdy są w opozycji i z trudem nam przychodzi niekiedy wzajemne dopasowanie. A jednak się udało. Może gdybyśmy byli parą - wszystko aby razem, ustalilibyśmy jakiś kompromis. Tak znaleźliśmy rozwiązania, które satysfakcjonują każde z nas z osobna.
                • stephanie.plum Re: Pary bez chemii 16.09.13, 20:58
                  trudno, mogę się mylić, nie przeszkadza mi to.

                  najważniejsze, że u was wporzo.
                  • stephanie.plum Re: Pary bez chemii 16.09.13, 21:18
                    rok minął, perspektywa uległa zmianie...

                    a pisałaś wtedy, Boginio, tak:

                    "Postawiłam sprawę na ostrzu noża: albo dowiem się o co chodzi, albo kończymy zabawę. Pomogło. Dowiedziałam się. Parę miesięcy temu mój mąż znalazł sobie, hm...nazwijmy to - nowe hobby, popalanie trawki. Stąd niechęć do udziału w obowiązkach domowych, zrzucanie wszystkiego na mnie i torpedowanie moich planów zawodowych.
                    Razem z nowym hobby pojawiło się zamiłowanie do lajtowego życia, a takiego nie jest w stanie wieść człowiek obarczony rodziną i dwójką dzieci. Dlatego zaczęły narastać w nim stres i agresja - bo to co do tej pory było fajne, zaczęło wydawać się nudne, mozolne, trudne, dzieci "zrobiły się" wkurzające itd."

                    normalnie nie jestem namolna, ale cytat odgrzebałam, żeby nie było, że "coś mi się wydaje", skoro mi się nie wydaje.
                    ha.
                    • twojabogini Re: Pary bez chemii 20.09.13, 12:32
                      stephanie.plum napisała:

                      > normalnie nie jestem namolna, ale cytat odgrzebałam, żeby nie było, że "coś mi
                      > się wydaje", skoro mi się nie wydaje.
                      > ha.

                      Ha. Na tamtym etapie byłam pewna, że odnalazłam sedno problemu i tak to opisałam. Jakbyś dokładnie poszukała, następnie odkryłam, że sednem problemu jest niechęć mężado zmiany stanu rzeczy i nowego rozdziału obowiązków (a proponowałam rewolucję), a skręciki - to manifestacja niezgody na moje propozycje. Z drugiej strony - zważywszy, że ja działałam paskudnie - stawiając ultimatum i nie godząc się na ustępstwa, taka idiotyczna manifestacja była zrozumiała. Stawianie ludzi pod ścianą mam we krwi, tyle, że rodzina, to nie negocjowanie kontraktów, o czym niekiedy zapominam.
                      Zresztą - oboje mamy z mężem paskudne charaktery i nie zawsze stosujemy metody fair play. Jednak się dogadujemy, mimo silnych charakterów i wrodzonej niechęci do ustępstw. Kompromisów nie zawieramy, więc jesteśmy zmuszeni wypracowywać kompletnie inne rozwiązania. Co tylko pokazuje, że w parach, które nie trzymają się kurczowo razem, nie trzymają za rączki i nie są we wszystkim zgodne, potrafi się wiele dziać. I że to, że partnerzy nie zachowują się jak papużki nierozłączki nie znaczy, że nie ma między nimi "chemii".
        • twojabogini Re: Pary bez chemii 16.09.13, 20:21
          simply_z napisała:

          > a nie tak dawno pisalas o rozwodzie...

          Nie pisałam, że się rozwodzę, tylko, że rozwiodę się, jeśli nie uda mi się porozumieć z mężem w istotnych dla mnie kwestiach. I pisałam to bardzo serio. Ani chemia, ani związek małżeński, nie oznacza, że muszę się poświęcać w imię stałości związku, czy rezygnować z rozwoju osobistego.
          Tylko co twoja uwaga o mojej przeszłości ma do rzeczy w kontekście tematu: styl życia pary? Swoją drogą zawsze fascynuje mnie, że ludzie pamiętają losy i wpisy innych forumowiczów.

          W okresie konfliktu cudownie nie było. Pary ala bliźnięta syjamskie się nie kłócą, pary osób, które wolą zachować indywidualność - wchodzą w konflikty zawsze, gdy związek narusza integralność jednej lub obu ze stron.
        • paco_lopez Re: Pary bez chemii 21.09.13, 09:02
          no i co z tego, ze pisała o rozwodzie. mojabogini co kwartał wywala mnie z domu. ja sie przenoszę, bo ma gdzie , a potem wracam.
      • allatatevi1 Re: Pary bez chemii 16.09.13, 18:57
        > Z góry zakładasz, że w takich parach nie ma chemii.

        To zarzucasz innej forumowiczce a sama piszesz:

        > W szerszym kontekście - mnie z kolei dziwią te pary, w których faza hiperaktywn
        > ości seksualnej ewidentnie minęła

        No tak, bo ty niemylnie wiesz, której parze hiperaktywność seksualna minęła.
        Urocze naprawdę.
        • twojabogini Re: Pary bez chemii 16.09.13, 20:31
          allatatevi1 napisała:

          > > Z góry zakładasz, że w takich parach nie ma chemii.
          >> To zarzucasz innej forumowiczce a sama piszesz:

          W szerszym kontekście - mnie z kolei dziwią te pary, w których faza hiperaktywności seksualnej ewidentnie minęła

          > >No tak, bo ty niemylnie wiesz, której parze hiperaktywność seksualna minęła.

          Wiesz faza hiperaktywności seksualnej jest widoczna gołym okiem, naprawdę widać, która z par nie może się od siebie oderwać. To nie to samo co "chemia" - chyba, że inaczej rozumiemy ten termin. Ja rozumiem wzajemne przyciąganie, miłość - wszystkie pozytywne uczucia. Brak chemii to w zasadzie koniec związku. Zakończenie fazy hiperaktywności seksualnej - początek budowania trwałego związku (a czasem koniec związku...).
          O ile w fazie hiperaktywności trzymanie się za raczki i stałe przebywanie razem ma sens i oboje partnerów czuje się z tym dobrze, o tyle przeciągnięcie tego stylu zachowania na kolejne fazy zwiazku jest takie "na siłę". Każdy zna opowieści o paniach wiszących na "misiach", panach pilnujących swoich połowic, parkach typu "my to", "my tamto" - wielu to widuje - masakra. Co ciekawe te same osoby kiedy pojawią się bez partnera/ki okazują się całkiem interesujące, jakby nagle zyskiwały indywidualność.
    • triismegistos Re: Pary bez chemii 16.09.13, 18:48
      Za ostatni akapit ajlawju!
      • simply_z Re: Pary bez chemii 16.09.13, 19:39
        celna riposta:D
        • marguy Re: Pary bez chemii 17.09.13, 01:38
          Pod wieloma wzgledami zgadzam sie z boginia. Zwiazek oparty tylko i wylacznie na poczatkowej wylegarnii motylkow tak jak motylki czesto okazuje sie nietrwaly z braku innego "budulca" jakim jest osobowosc kazdego z partnerow oraz tzw. uczucia wyzsze - milosc, czulosc, chec zrozumienia - ktore pozostana gdy motylki trafi szlag.

          Nie bardzo takze rozumiem to sadzanie pary razem podczas wizyt. Od zawsze uczono mnie, ze organizujac "stol" nalezy ich rozdzielic. Skad wzial sie ten przasny obyczaj?

          Co do domniemanego "rozwodu" boginii, to nie iskrzy tylko tam gdzie jest sam popiol, gdzie wszystko sie wypalilo a ludzie sa razem ze soba tylko i wylacznie dzieki inercji.
    • light_in_august Re: Pary bez chemii 17.09.13, 01:59
      Wszystko bez przegięcia - na początku przytulaski, buziaczki i przyklejenie się do siebie 24/7 jest całkiem naturalne w przypadku większości par, później hormony się nieco uspokajają, przywiązanie przechodzi na inny poziom. Sporo też zależy od osobowości, temperamentu - jedni są zawsze "bardziej w związku" i ich życie wokół niego się kręci, a inni "bardziej osobno" i związek jest dodatkiem do życia, a nie jego treścią i nie można tego wartościować.
      Ale jeśli już miałabym oceniać, co mnie bardziej drażni, to chyba te pary, które zawsze razem, zawsze ze sobą sklejone jak super glue, zawsze "my", "nam", "nasze" itp. Na imprezę idzie się razem, ale przecież nie po to, żeby tylko w swoim towarzystwie się bawić i tylko ze sobą rozmawiać, bo jeśli tak ma być, to może lepiej w domu zostać i się kleić do siebie na osobności ;) A najbardziej na fb zadzwiające są wspólne profile albo prowadzenie prywatnych dyskusji z partnerem w komentarzach - to dla postronnych może być naprawdę ciut deprymujące, bo człek mimo woli staje się jest jakimś podglądaczem i uczestniczy w intymnej relacji, w której w ogóle nie ma ochoty uczestniczyć.
    • burina Re: Pary bez chemii 17.09.13, 02:37
      > lne zdjęcie. Idziemy do knajpy, oni po dwóch różnych stronach stołu, idziemy gd
      > zieś razem - w ogóle nie widać, że oni przyszli ze sobą.

      A to to nie jest kwestia dobrego wychowania, znajomości s-v, po prostu logicznego myślenia?

      Swoją drogą, to miałam taką znajomą dzikuskę, poszliśmy kiedyś w większym gronie na kolację, ona bez partnera. Mój mąż siedział koło niej i parę razy jej chleb podał, sałatkę zaproponował, wina dolał, a ona już sobie wymyśliła, że on na nią leci, bo przecież zaobrączkowany facet bez pozwolenia żony, to nawet nie powinien był się do niej przy stole odezwać. I jeszcze mnie przyszła lojalnie ostrzec :).

      Takie to dziwne, że jak się para ze znajomym na spacer wybierze, to ten znajomy w środku idzie?

      W każdym razie spieszę donieść: ja bym się dziwnie czuła, gdybym w towarzystwie cały czas się tylko mężem zajmowała, nie odstępowała go na krok. Miałabym poczucie, że inni mogą czuć się niekomfortowo, jak piąte koło u wozu. Nie mówiąc o tym, że nie chciałabym być z facetem, który będąc ze mną już nie zauważy, żeby koleżance płaszcz podać czy tam cieżki tobołek ponieść. Jak idę gdzieś sama, to też się lepiej czuję, gdy wszyscy się w miarę równo traktują, a nie gdy ktoś tylko swojej ukochanej najlepsze kąski podsuwa i o jej komfort dba.
    • wez_sie ja to nie wiem o co chodzi z tym fejsbukiem 17.09.13, 10:35
      > *Rozumiem, że u niektórych słowo "Facebook" wywołuje ból dupska, no ale cóż, Fa
      > cebook istnieje i ludzie go używają, ok? Nie sprowadzajmy dyskusji znów do tego
      > jak bardzo ktoś jest alternatywny przez nieposiadanie konta na ww.



      -o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o
      ja nie mam fejsbuka, bo babcia mowi, ze jeszcze na to mam czas.
      tak samo, jak na inne rzeczy (np. dupeczki)
      ale jak zaloze to zaprosze wszystkie ciocie i bedziemy sobie komentowac zdjecia
      XOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOX
      ps. ladne szlaczki?
    • pleciony.pojemnik.na.kangura Re: Pary bez chemii 17.09.13, 10:41
      A dlaczego wyciągasz pochopne wnioski z tego, że ktoś robi coś inaczej niż Ty jesteś przyzwyczajona robić?
    • tymon99 Re: Pary bez chemii 17.09.13, 14:27
      nieustanne obślinianie i obściskiwanie się jest dla świadków trochę krępujące, a trochę żenujące. więc, całkiem zwyczajnie, niektórzy ludzie nie chcą czynić drugiemu, co im samym niemiło i stosują - uwaga, trudne słowo - umiar.
    • ingeborg Narzeczona z socjologii 17.09.13, 16:07
      Jakiś czas temu słyszałam taką oto historię:

      Na zajęcia ostatniego roku socjologii przyszła studentka i pochwaliła się pierścionkiem zaręczynowym. Przyjęła uściski i gratulacje i powiedziała, że super, dziękuje, chociaż wie, że jej małżeństwo nie przetrwa więcej niż parę lat, bo to, bo tamto, bo statystyka i takie mamy czasy.

      Jak czytam czasem FK to mam wrażenie, że większość tutaj to studentki socjologii. Bez urazy, ale na każdy kryzys jest tu rada: rzuć go. Totalny brak emocji między ludźmi, którzy dzielą życie jest właśnie fajny, ekstra i w ogóle pożądany.

      Bo okazywanie emocji jest fujka i ona na pewno jest zahukaną myszą, która musi go kontrolować i wiadomo, że jak sobie okazują uczucie to na bank od razu na sobie wiszą i wymieniają się płynami ustrojowymi nie bacząc na widownię. Aha, no i generalnie wzajemne pożądanie i ogień w związku to jakieś totalnie gó...arskie zachowanie, wiadomo, że prawdziwie dojrzały związek ma dwa łóżka. W dwóch domach. Pińcet kilometrów od siebie. To na pewno daje obojgu prestrzeń do rozwoju i pielęgnowania własnej wolności i indywidualności.
      • nie_alicja Re: Narzeczona z socjologii 17.09.13, 17:27
        ingeborg - bingo w rzeczy samej! :-)

        miałam niedawno takie dwie sytuacje:

        miejsce publiczne, komunikacja miejska, ciasno. obok mnie parka w wieku okołostudenckim. poziom chemii bliski przelania - uściskanki, szepciki, mlaśnięcia, pogłaski. stałam tuż obok i nijak się było odsunąć, czułam, że mi rośnie agresor i pierdyknę w parkę torebusią.

        wyszłam, myślę sobie - no cóż, starość nie radość, kiedy mi parki wadzą.

        wchodzę do knajpki, siadam ze znajomymi do stolika i widzę kątem oka inny duet - w wieku zbliżonym do tych poprzednich, zerkają sobie w oczy, on ją pogłaskuje po ramieniu, ona się uśmiecha... bogowie! nie mogłam oderwać oczu. nic nie słyszałam, było dość głośno, nie robili żadnych jednoznacznych gestów, ale poziom napięcia miedzy nimi mógłby oświetlić małe osiedle. trwałam w zachwyceniu.

        i już wiem, uff, parki mi nie wadzą. wadzi mi nachalność i niestosowność, a prawdziwe emocje przyciągają wzrok i łapią, i trzymają.

        nie trzeba sobie ćwierkać i trzymać się za rączki, żeby dać znać, z kim jesteśmy. i o te znaki chyba chodzi, i to one trzymają związek. kiedy ich brak, zostaje tylko dwoje ludzi, którzy po prostu wybrali się gdzieś razem i razem wrócą.
      • allatatevi1 Re: Narzeczona z socjologii 17.09.13, 19:07
        Jak zaczęłaś tą opowieść, to myślałam że opiszesz o czymś podobnym co było na moich studiach.
        Otóż my jak mieliśmy czasami zajęcia z doktorantami, to na wykłady przychodziły ich narzeczone i siadały na końcu auli i pilnowały żeby ich luby nie podrywał studentek/ albo nie był przez nie podrywany.
        Jeszcze żeby ci faceci to jakieś cuda były, ale nie, najczęściej to były trzydziestoparoletnie ciapy, które produkowały jakieś kilkudziesięciostronicowe analizy prawa rzymskiego.

        Ale rzeczywiście różnica w wykładzie z obecnością a bez obecności narzeczonej była ogromna.
        Jak nie było tych narzeczonych- cerberek to ci doktoranci żartowali, rzucali anegdotami, częstowali grupę swoimi eukaliptusowymi drażetkami na gardło itd.
        Jak były narzeczone to atmosfera na wykładzie były tak mroźna jak po przejściu frontu atmosferycznego z Syberii.
      • pleciony.pojemnik.na.kangura Re: Narzeczona z socjologii 17.09.13, 20:05
        ingeborg napisała:

        >
        > Na zajęcia ostatniego roku socjologii przyszła studentka i pochwaliła się pierś
        > cionkiem zaręczynowym. Przyjęła uściski i gratulacje i powiedziała, że super, d
        > ziękuje, chociaż wie, że jej małżeństwo nie przetrwa więcej niż parę lat, bo to
        > , bo tamto, bo statystyka i takie mamy czasy.
        >

        Jak ktoś ma wychodzić za mąż z takim poczuciem, że to się rozwali to szkoda tego całego zachodu.
        • viviene Re: Narzeczona z socjologii 17.09.13, 20:19
          pleciony.pojemnik.na.kangura napisała:

          > ingeborg napisała:
          >
          > >
          > > Na zajęcia ostatniego roku socjologii przyszła studentka i pochwaliła się
          > pierś
          > > cionkiem zaręczynowym. Przyjęła uściski i gratulacje i powiedziała, że su
          > per, d
          > > ziękuje, chociaż wie, że jej małżeństwo nie przetrwa więcej niż parę lat,
          > bo to
          > > , bo tamto, bo statystyka i takie mamy czasy.
          > >
          >
          > Jak ktoś ma wychodzić za mąż z takim poczuciem, że to się rozwali to szkoda teg
          > o całego zachodu.

          Bo dzisiejsze kobiety wychodzą z założenia, że lepiej być rozwódką niż starą panną :)
    • gulcia77 Re: Pary bez chemii 17.09.13, 21:08
      My jesteśmy taką, jak to nazwałaś "parą bez chemii". Ale Twoje założenie jest, nie gniewaj się, bzdurne. Dla mnie te obściskiwania, wspólne plecaczki i misiaczkowanie to objaw kompletnej niedojrzałości, która, mam wrażenie, postępuje. Dla mnie już w wieku 16 lat publiczne ślinienie się było głupie i śmieszne. Bardzo się cieszę, że trafiłam na faceta, który myśli podobnie jak ja. Największą zaletą naszego związku jest właśnie ogromna przestrzeń wolności. I ta chemia, która jest potrzebna nam prywatnie, a nie ta, która jest "na pokaz".

      I taki off topic. Łapię się na tym, że już osoby z mojego pokolenia mają w sobie jakąś taką, nieprzyjemną niedojrzałość. Trudno mi do końca określić na czym ona polega, ale w jej skład często wchodzi właśnie zachowywanie się jak nastolatka. Tak sobie myślę, że to ten kretyński wyścig za wszechpanującym kultem młodości powoduje, że dzidzie piernik to często spotykany typ. :)
      • ingeborg Re: Pary bez chemii 18.09.13, 02:53
        Nie nie nie, zauważ, że ja się w jednym z postów wyżej odcięłam od misiaczkowania i ślinienia. Zresztą bardzo nie podoba mi się sprowadzanie wszystkiego do ekstremum, zupełnie jakby nie było nic pomiędzy zachowywaniem się wobec siebie jak obcy ludzie a obmacywaniem się przy wszystkich. Ja mówię o takich gestach, które są społecznie akceptowane, a świadczą o przełamaniu jakiegoś dystansu fizycznego z danym człowiekiem i o tym na przykład, że większość par, które znam powiedzmy razem wyjeżdżają, więc później mają co opowiadać - byliśMY tutaj i tutaj, albo no nie wiem, NASZ sąsiad zrobił to i tamto. Normalne, że jak się mieszka razem to część spraw, którymi się dzielisz w towarzystwie to są rzeczy wspólne z partnerem i naturalnie w rozmowie wychodzi to "MY" (I nie musi to od razu oznaczać demonstracyjnego pokazania wszystkim, że pan jest zajęty). Te pary o których mówię tak nie robią, normalnie ktoś postronny by mógł się nie zorientować, że są parą.
      • twojabogini Re: Pary bez chemii 20.09.13, 12:45
        gulcia77 napisała:

        > I taki off topic. Łapię się na tym, że już osoby z mojego pokolenia mają
        > w sobie jakąś taką, nieprzyjemną niedojrzałość. Trudno mi do końca określić na
        > czym ona polega, ale w jej skład często wchodzi właśnie zachowywanie się jak n
        > astolatka. Tak sobie myślę, że to ten kretyński wyścig za wszechpanującym kulte
        > m młodości powoduje, że dzidzie piernik to często spotykany typ. :)

        Trafna obserwacja.
    • fiigo-fago Re: Pary bez chemii 18.09.13, 01:38
      Ja to widzę tak:
      1. Ktoś w związku został wychowany na wsi/małym miasteczku gdzie publiczne „obściskiwanie się” jest uznawane za co najmniej nietakt. Społeczności konserwatywne mają tam swoje wzorce zachowań, i ich członkowie „nie wyobrażają sobie” je przekraczać. Jako że ludzie nie lubią postępować głupio, to sobie wmawiają iż wynika takie zachowanie z tego czy owego. A to inni mogą się czuć niekomfortowo, a to znów „obściskiwanie się” jest niedojrzałe, itd. Jakieś tłumaczenie musi być by zamaskować swój wzorzec chowu.
      2. Inni znów nie są sobie na tyle bliscy by okazywać tą bliskość. Owszem, jest związek, formalny czy nie, ale nie ma w nim miłości. Ludzie są dalej ze sobą - z wygody, wspólnego kredytu, domu, dzieci, regularnego seksu, itd. Niektórzy sami przed sobą się nawet do tego nie przyznają, więc mogą mówić o większej swobodzie w związku, własnym życiu, itd.


      W obydwu wypadkach chemia – czyli pociąg seksualny może być , choć pewnie zdarzają się wypadki gdy para nie sypia ze sobą, lub czyni to niechętnie któraś ze stron, zwłaszcza w wypadku drugim.

      Ja tam w każdym razie nie mam „kagańca” społeczno-kulturowego, i wyrażam swoje uczucia gdzie chcę i kiedy chcę. :P
      • ingeborg Re: Pary bez chemii 18.09.13, 02:58
        1. Ale ja nie mówię o obściskiwaniu się! Jezusie słodki, czemu nikt nie potrafi zrozumieć, że między dwoma ekstramalnymi biegunami - misiaczkowaniem, demonstrowaniem związku, upublicznianiu intymności, siadaniu na kolanach, i byciem mega daleko od siebie - w rozmowach nie wspominanie o wspólnych rzeczach, zero kontaktu fizycznego, nic - jest cała masa zachowań które są reprezentowane przez 90% par?

        2. To już prędzej, ale to nie są pary dzieciate i z kredytem, tylko gó...arzeria, średnia wieku 26-27 lat.
        • fiigo-fago Re: Pary bez chemii 18.09.13, 11:41
          To ja nie wiem. Może „zdziczenie” społeczeństwa, które stało się w większości konsumpcyjne. Takie publiczne okazywanie uczuć zamyka pewne furtki. A tak zawsze jest okazja do wymiany partnera na „lepszy model”, gdy otoczenie „widzi” iż nam na nim niezbyt zależy. Asekuranctwo pełną gębą?
    • qw994 Re: Pary bez chemii 18.09.13, 05:54
      W takich związkach chodzi o to, że obie strony uważają, że bycie z tym drugim człowiekiem to z jakichś powodów (tymczasowo) najlepszy wybór. A powody mogą być różne: pragnienie stabilizacji, niskie poczucie własnej wartości, brak innej alternatywy, niechęć do zmian, oczekiwania otoczenia i tak dalej.
    • kombinerki.pinocheta Re: Pary bez chemii 18.09.13, 07:02
      Zadziwiajace. Napisac, ze Polki sie puszczaja, daja egzotykom to bedziecie ciskac gromy, wielce obrazone, ze przeciez to wasza sprawa z kim, komu i za ile, jednak wcale nie przeszkadza wam to rozbierac zachowanie zupelnie obcych wam par na czynniki pierwsze. I to jeszcze mowa o zupelnie osobistych, zeby nie napisac intymnych, sprawach. Cudowny przyklad hipokryzji.
      Wzruszylem sie. :))

      Przyczyna jest oczywista. Pierwszy przyklad was dotyczy, atakuje kobiety, a kobiety nie lubia byc atakowane (nikt nie lubi), ale to jeszcze maly pikus, bo kobiety nienawidza byc ocenianymi.
      W drugim przypadku mamy podzial winy - on i ona. Dodatkowo w waszym mniemaniu wasze relacje, wasze zwiazki sa idealne w tej dziedzinie. A tak wam sie prawdopodobnie tylko wydaje (ktos z zewnatrz moze to inaczej oceniac), wiec uwazacie, ze skoro was to nie dotyczy to mozecie pisac elaboraty o zachowaniu innych. Kiepskie.
    • lilith76 Re: Pary bez chemii 18.09.13, 13:52
      Masz dużą potrzebę okazywania bliskości i ok.
      Są pary, gdzie jest większy dystans - w publicznym miejscu.
      Skąd wiesz, jak ci ludzie zachowują się w czterech ścianach. To poza społecznymi strukturami pary są autentyczne. W towarzystwie to czasem gra.
      Często pary przemocowe, w głębokim kryzysie są brane przez otoczenie jako takie ciepłe, zgrane, kochane.
      Wolę, gdy mężczyzna traktuje mnie jak królową w domu, a na zewnątrz jak kumpelę niż odwrotnie.
      • twojabogini Re: Pary bez chemii 20.09.13, 12:42
        ilith76 napisała:

        > Często pary przemocowe, w głębokim kryzysie są brane przez otoczenie jako takie
        > ciepłe, zgrane, kochane.

        To prawda. Część moich klientek ma ogromny problem z odwodnieniem przemocy przed właściwymi organami, bo świadkowie zeznają, że para jadła sobie z dzióbków, ślicznie się do siebie odnosiła i nie było żadnej przemocy, nawet sprzeczki na przestrzeni ostatnich 10 lat. Mimikra.
        Żebym została dobrze zrozumiana - nie uważam, że każda para która działa jako my i robi wszystkie opisane rzeczy jest dotknięta problemem przemocy. Ale niektóre z nich są.
    • yoko0202 znam taką parę a raczej znałam 20.09.13, 14:21
      bo tuż pod koniec wakacji się skończyło
      jak ich poznałam, to słowo daję do głowy by mi nie przyszło, że są razem
      zakończyła to ona, on niby trochę przygnębiony ale już widać, że za parę tygodni będzie jak nowy, co poniekąd bardzo ładnie odzwierciedla jakość i znaczenie tej całej relacji, bo po fajnym, wartościowym, pełnym zaangażowania związku to niektórzy dochodzą do siebie całymi miesiącami albo i dłużej.

      nie wiem o co chodzi w takich związkach, ale ja bym takiego nie chciała
      zdecydowanie nie lubię publicznego ślinienia się i misiaczkowania, ale musi być coś pomiędzy, i gdyby np. przez kilka godzin imprezy facet nawet nie szukał mnie wzrokiem, to dla mnie oznaczałoby, że ma mnie w tylnej części ciała
      nie rozumiem też, jaki związek ma tak często powoływana przez niektórych w tym wątku 'wolność', 'własna przestrzeń' itp., do zachowania, które wygląda po prostu na kompletny ignor swojej drugiej połówki.
      • pleciony.pojemnik.na.kangura Re: znam taką parę a raczej znałam 20.09.13, 21:40
        yoko0202 napisała:

        > co poniekąd bardzo ładnie odzwierciedla jakość i znaczenie t
        > ej całej relacji, bo po fajnym, wartościowym, pełnym zaangażowania związku to n
        > iektórzy dochodzą do siebie całymi miesiącami albo i dłużej.
        >

        Nie tylko. Po toksycznych także. A nawet muszą korzystać z pomocy fachowej.
    • paco_lopez Re: Pary bez chemii 21.09.13, 08:55
      może juz są po etapie, w którym było to po nich widać. po nas tez nie widać. co to za problem. kazdy się zajmuje swoim płaszczem i n ikt nie jest bluszczem, aczkolwiek w swoim towarzystwie nie minglujemy z innymi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka