Dodaj do ulubionych

życie z pracoholikiem...czy warto?

04.09.04, 21:55
Czy w ogóle jest możliwe?
Gdy on ceni bardziej pracę,niż kobietę którą ... "kocha"?
Czy liczyć,że kiedyś to się zmieni i zacznie myśleć inaczej?
(jest jeszcze bardzo młody,dopiero zaczyna pracę,jest szalenie ambitny,
inteligentny,nie wątpię,że dopnie swego i zrealizuje wszystkie swoje plany).

Czy w ogóle można walczyć z tym,że ktoś po prostu nie tyle nie potrzebuje
mnie,co nie potrzebuje NIKOGO i woli być sam?

Jak kończy się taki związek?
Czy Wy walczyłyście,jakimi sposobami i jak skończyła się taka walka?

Moje przemyślenia: ta druga strona też musi chcieć,nie będę walczyć sama.
Tylko,że tak trudno jest zapomnieć o marzeniach,wspólnych chwilach i
wszystkim tym,co można zmieścić pod słowem "miłość"...
Obserwuj wątek
    • Gość: NEKA Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.gdynia.mm.pl 04.09.04, 22:06
      NIE NIGDY!!!
      • queenet NEKA czy przeżylaś coś takiego...? 04.09.04, 22:38
        chcę wiedzieć, że nie jest/był to tylko mój problem...
    • Gość: tralala Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.04, 22:40
      queenet napisała:

      > Czy w ogóle jest możliwe?

      podobno jest...

      > Gdy on ceni bardziej pracę,niż kobietę którą ... "kocha"?
      > Czy liczyć,że kiedyś to się zmieni i zacznie myśleć inaczej?

      stanowczo nie. to nie kwestia czasu ani wieku tylko charakteru.

      > (jest jeszcze bardzo młody,dopiero zaczyna pracę,jest szalenie ambitny,
      > inteligentny,nie wątpię,że dopnie swego i zrealizuje wszystkie swoje plany).

      im wiecej czlowiek osiagnie tym wiecej planow przed soba stawia.
      >
      > Czy w ogóle można walczyć z tym,że ktoś po prostu nie tyle nie potrzebuje
      > mnie,co nie potrzebuje NIKOGO i woli być sam?

      mozna ale to jak walka z wiatrakami.
      >
      > Jak kończy się taki związek?

      jak kazdy inny nieudany.

      > Czy Wy walczyłyście,jakimi sposobami i jak skończyła się taka walka?

      Słowem. Tłumaczeniem, proszeniem sie o chwile czasu. Skonczylo sie fiaskiem. 2
      dniowe "poprawy" mnie nie satysfakcjonowaly. Poza tym to bylo jak akwizycja -
      rownie upokazajace... proszenie sie bez przerwy o chwile uwagi i
      zainteresowania.
      Nigdy wiecej....

      >
      > Moje przemyślenia: ta druga strona też musi chcieć,nie będę walczyć sama.
      > Tylko,że tak trudno jest zapomnieć o marzeniach,wspólnych chwilach i
      > wszystkim tym,co można zmieścić pod słowem "miłość"...

      ano dokladnie...



      • Gość: megan Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.fordon.INTELINK.pl / *.n.intelink.pl 04.09.04, 23:01
        jestem właśnie po związku z pracoholikiem, żyłam z nim a raczej obok niego
        jakies 15 lat... i wiesz co z tego wynikło, NIC, poprostu od 7 lat jesteśmy a
        raczej byliśmy niby małżeństwem, a wcześniejsze 8 lat była tylko praca, praca i
        praca, nikt i nic się nie liczyło poza pracą ...a na dodatek nigdy nie miał
        pieniędzy.....Dzisiaj już wiem, że nie było warto, no może poza jednym
        wyjątkiem, mam wspaniałego syna:))), wspołczuje i pozdrawiam!!!
        • queenet do megan ;) 05.09.04, 00:14
          nie współczuj bo związek sie zakonczył kilka dni temu.
          Bez wdawania się w szczegóły jego tłumaczeniem byly slowa "tak bedzie dla
          Ciebie lepiej,chce zebyś była szczęśliwa,mam nadzieje,że mnie kiedyś
          zrozumiesz, gdy sie kogoś kocha,chce sie dla niego jak najlepiej".

          Moim zdaniem,bedzie mial kiedys stałą partnerkę,wspaniały dom ( "po 30stce),
          tylko czy gdy już to zdobędzie, będzie umiał powiedzieć sobie stop...
          Chyba się nie da.
          Szkoda,ze nie chce tworzyć związku przez wszystkie te lata.
          A co,jeśli wtedy zorientuje się,ze milosc swojego zycia (o ile cos takiego
          istnieje) przegapil dawno temu..? Frustracja?Pogodzenie się z losem?
          Byle jaki związek z kimś innym?

          I tak źle i tak niedobrze ;)
          Nie było bezbolesnego (dla mnie) wyjścia z tej sytuacji.
    • Gość: alpepe nie warto! IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.04, 09:59
      chyba, że bardziej zależy Ci na jego kasie, to i owszem, warto.
      • queenet :-) 05.09.04, 10:49
        Gdyby mi zalezalo na jego kasie,w ogole nie byloby problemu ;)
        Coraz czesciej przekonuje sie,ze swiat kreci sie wokół pieniądza.
        I coraz mniej mi sie to podoba.
        Ciekawe co musiało by sie stać,aby ktoś przejrzał na oczy...
        Chyba jakaś poważna choroba,podczas któej koledzy-pracoholicy nie mieliby czasu
        na odwiedziny w szpitalu.
        Czy dopiero gdy zostanie sam ze sobą pewnego wieczoru,dotrze to do niego?
        Wątpie.Włączy sobie jakiś film,zamówi jedzenie do domu, zmęczony i tak zaśnie
        po pięciu minutach.
        Będzie zbyt wykończony,by myśleć o swoim życiu.
        A rano... znów stała kolej rzeczy: wypić poranną kawę,przeczytać gazętę,
        zamknąć dom, wyjechać samochodem z garażu,
        pracować, wrócić, zapłacić pani która sprząta w domu, zjeść coś, iść spać...
        Czasami wyjsć na imprezę, przespać się z byle kim, rano drobny kac moralny (a
        moze już nie,bo właściwie z jakiego niby powodu..?)
        Czy to jest życie...?
        • alpepe Re: :-) 05.09.04, 11:00
          nawet pobyt w szpitalu nie bardzo pomoże, ten typ tak ma, niestety, tylko się
          będzie dziwić, czemu został sam, skoro jest taki idealny, na poziomie i
          poukładany ;)
          • queenet dokladnie tak... 05.09.04, 11:06
            Zabawne,w jaką to się wszystko układa całość ;)
            Miałam w sobie tyle ideałów,a teraz okazuje się, że jednak
            pewnych rzeczy (i osób) zmienić się po prostu nie da.
            Można akceptować,nie koniecznie trzeba z nimi żyć.
            W końcu ja też mam prawo do szczęścia.
            Użalać się nad sobą potrafi każy ;)
            I tylko to głupie serce trochę boli..
            Tylko,że to już raczej tęstknota za tym,czego nie będzie,niż za tym,co było...
            • alpepe Re: dokladnie tak... 05.09.04, 11:12
              takie własnie jest życie, dopiero kiedy skończyłam studia, wyszłam za mąż i
              urodziłam dziecko, zaczęłam widzieć pewne rzeczy w innym świetle, a zawsze
              byłam taka w życiu mądra, samodzielna i wiedziałam wszytko najlepiej, bo
              przeczytałam tak wiele mądrych książek, rozmawiałam z tak wieloma mądrymi
              ludźmi :) Wszystko o d... roztrzaś! Dopiero teraz dorastam, cokolwiek miało by
              to znaczyć.
              • queenet hm... 05.09.04, 12:05
                My właśnie kończymy studia.
                Wydawało by się,że jesteśmy dorośli,tymczasem okazało się,że dorosła jest tylko
                jedna strona tego związku.
                Praca to zupełnie inna bajka,ale dotychczasowa bajka nie musiała się kończyć.
                A może to właśnie ja jestem niedorosła ...
                • Gość: scoolina Re: hm... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 20:05
                  ej, przestan tak marudzic, co? czy Ciebie koniecznie ktos musi trzymac w kinie
                  za reke? nie potrafisz przezywac emocji sama? przynajmniej mozesz wyjsc z domu
                  i nawet nie zdajesz sobie zprawy ILE RZECZY MOZESZ SAMA ZROBIC. A ja chodze po
                  miescie i jakos w ostatnim tygodniu widzialam mnostwo osob gorzej
                  pokrzywdzonych przez los i usmiechnietych, oduczylo mnie to marudzenia juz
                  dawno.
                  Zdecyduj sie czego chcesz od zycia.
                  Musi Cie koniecznie ktos trzymac za reke? Witac w drzwiach? Trzeba klucze
                  zostawic pani sprzatajacej dom? A co z tymi, ktorzy tez sa pracoholikami z
                  przymusu, a jak wracaja, to jeszcze i ten dom trzeba posprzatac? Pracowalas
                  kiedys na dwa etaty? A po 480 godzin w miesiacu? To sprobuj. To zle, ze chlopak
                  jest ambitny? A skad wiesz, czy ten ktos zapracowany tez chetnie zobaczylby
                  zachod slonca, a nei zasypial z glowa w talerzu? A co Ty robisz w tym czasie?
                  znajdz sobie zajecie dziewczyno i pomysl, co ze swoim zyciem zrobic. Jest tyle
                  fajnych rzeczy. Nie mozna ciagle uzalezniac swojego zycia od innych. Jak lubi
                  pracowac, to niech pracuje, jesli musi, to zycze Wam, zebyscie wszyscy po
                  studiach i bez studiow pracowali mniej i za lepsze wynagrodzenie. Poki co -
                  nparawde znajdz sobie zajecie i naucz sie, ze nie jestes z powodu choroby
                  zamknieta w 4 scianach i nikt Ci nie broni robic kariery. Jak jestes dorosla,
                  to rob wszystko na wlasny rachunek, wtedy nie bedziesz miala do nikogo
                  pretensji. Nie jest to zbyt przyjemne, ale wcale nie mialo byc mile.


                  • queenet scoolina..... 05.09.04, 21:42
                    Wierz mi,że to nie jest marudzenie,tylko wymiana poglądów ;)
                    Nie,niekoniecznie mnie ktoś musi trzymać w kinie za rękę,ale to lubię,
                    nie tylko w kinie,ale wszędzie.Umiem przeżywać emocje sama,
                    nie zamykam się w czterech ścianach,mogę robić sama wiele rzeczy,ale...
                    Lubię się dzielić swoimi przemyśleniami,lubię przebywać z ludźmi,a najlepiej
                    gdy jest to osoba BLISKA mi,nadająca na tych samych falach, mająca podobne
                    poczucie humoru.Mówiąca (zdarzało się to często) to samo to ja,w tej samej
                    chwili co ja.Porozumienie dusz.To znaczy-wtedy mi się tak wydawało ;)
                    Czy nie doświadczyliście cudownego uczucia budzenia się obok kogoś, picia
                    wspólnie porannej herbaty,spotkania się na mieście gdy ma się chwilę czasu...
                    Chciałam właśnie tego.Odrębnych światów,które spotykają się na jakiejś
                    płaszczyźnie,bo żywią do siebie uczucie.Ważne uczucie.Ale budują też własny
                    świat nie ograniczający ich życia zawodowego.

                    Jestem osobą optymistycznie nastawioną do zycia,czy tego nie widać w moich
                    wypowiedziach?Czy jestem zdołowana,załamana, płaczę całymi dniami?
                    Nie.Czy piszę tu,że sobie nie radzę i nie mam na nic siły,włączając w to
                    niechęć do wstania rano z łóżka?NIE.BO TAK NIE JEST.

                    Nie chcę tu pisać o tym,czy lepiej jest być samemu czy z kimś.To jest kwestia
                    indywidualnego wyboru.Chciałam by wypowiedziały się osoby będące w takich
                    związkach i opowiedziały,jak wygląda takie życie.

                    Ktoś kiedys powiedział że życie dopiero wtedy jest pełne gdy się je komuś...
                    podaruje.Sens jest taki,by nie zyć tylko dla siebie.Co zostanie po Tobie,
                    przepracowane godziny w fimie?Za rok nikt o tobie nie będzie pamiętał.A
                    właściwie... zaraz odezwą się głosy :"co mnie obchodzi,co będzie po mnie".
                    A nie o tym była mowa.

                    Nie mówię,że to źle,że jest ambitny.Boże.Byłam i jestem z niego dumna.
                    Powiedziałam mu,że rozumiem jego decyzję,chociaż jej nie akceptuję.
                    Nie uzależniam swojego życia od innych.Od niego.
                    Czy pisałam gdzieś, że nie widzę sensu życia bez niego,ze nudzi mi sie bez
                    niego,nie mogę oddychać i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym itd..?NIE.
                    Proszę Was,czytajcie dokladnie co piszę.
                    • Gość: scoolina Re: scoolina..... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 21:51
                      sens mojej pracy polega wlasnie na pracy "nie w firmie".
                      sprawia mi to ogromna satysfakcje.
    • Gość: Akka Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 12:34
      To zalezy... Jeśli pragniesz tradycyjnego związku, to lepiej się nie angażować.

      Ja sama jestem pracoholiczką i raczej samotnikiem, i wystarczy mi takie
      emocjonalne minimum, ale rozumiem odwrotne podejście.....
      • queenet ale wytłumacz mi... 05.09.04, 15:08
        ...jak to jest.Gdy nie ma sie osoby która potrzyma w kinie za rękę?
        Do której można sie przytulic,gdy coś jest nie tak.
        Poczucie bliskosci-czym jest zaspokajane?
        Z kim jedziesz na wakacje? Co z wieczorami, gdy wracasz
        do pustego mieszkania,nikt nie czeka z kolacją, nie pali się światło i nikt nie
        mówi "witaj kochanie,czekałem"?
        Na basen.Na zakupy.W restauracji.Na spacerze.Wszędzie samemu??
        Bo prędzej czy później rodzeństwo zaczyna żyć własnym życiem, koledzy
        przenoszą się w inne miejsca a koleżanki ze studiów żenią się i znikają.

        Jak to jest,nikogo nie potrzebować?
        Dobrze się czuję sama,nie nudzę się sama ze sobą,ale człowiek juz tak został
        stworzony,że potrzebuje kogoś drugiego,żeby życie było pełniejsze.

        Jeśli mogę spytać,ile masz lat Akka?Ile lat żyjesz tym emocjonalnym minimum?
        Czy zawsze tak było,czy też się sparzyłaś i po prsotu nie chcesz dać się więcej
        skrzywdzić?
        • Gość: Akka Re: Do Queenet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 18:29
          Cóż, chyba jesteś bardzo dobrym psychologiem....
          Mam 25 lat, na razie faktycznie potrzeby emocjonalne zaspokajają mi w dużej
          mierze kochani rodzice, z którymi codziennie rozmawiam przez telefon, i brat,
          który właśnie zaczął studia w tym samym mieście....

          Byłam z kimś przed kilku laty, tzw. wielka miłość, stuprocentowe zaufanie
          (dawałam sobie wmówić wszystko, idealizowałam tego człowieka) bardzo dużo
          poświęciłam dla tamtego człowieka, gotowa byłam zawalić studia, szanse na
          pracę, zaczęłam okłamywać rodziców i prawie zerwałam z nimi kontakty, bo oni,
          choć nie ingerowali w moje postępowanie, to jednak nie popierali go.... I cała
          historia skończyła się fatalnie, minęły prawie trzy lata, a ja dopiero niedawno
          poczułam, że uwolniłam się od niej.

          Ale chyba jednak nie do końca :-( Nie potrafię już zaufać i pokochać tak, jak
          wtedy. Właściwie to najlepiej czuję się w platonicznej fascynacji na odległość,
          wtedy przestaję się bać, że się przywiążę, i znowu zostanę tak poniżona :-(

    • Gość: Marcin Re: skąd wiesz, że był pracoholikiem ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 16:31
      A może to jest po prostu dążenie do kariery, do osiągnięcia czegoś więcej,
      ponad przeciętność, w swoim życiu, ambicja ?
      Może się jemu nie podoba bycie średniakiem - takim, co odbębni 8 godzin w
      pracy, dostanie średnią pensję i wyda je na średnie potrzeby swoje i partnerki
      bądź rodziny ?

      queenet napisała:

      > Czy w ogóle jest możliwe?
      > Gdy on ceni bardziej pracę,niż kobietę którą ... "kocha"? ........

      Z tego w/w fragmentu twojego postu wynika raczej, że kazałaś jemu wybierać -
      taki wybór zawsze jest skazany na niepowiedzenie, niezależnie, która płeć jest
      w związku "pracoholikiem".

      pozdrawiam

    • Gość: Asik Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.233.233.90.devs.futuro.pl 05.09.04, 17:20
      On dopiero rozpoczyna swoją karierę zawodową. Jest jeszcze młody i to, że jest
      ambitny i pełen zapału nie oznacza, że jest od razu pracoholikiem.
      A, jeśli praca jest dla niego najważniejsza, zresztą chyba dla każdego
      mężczyzny, to musisz pogodzić się z tym, że nie będziesz jego tyle miała, na
      ile chciałabyś mieć:-)
      Jeśli zależy Ci bardzo na nim, to musisz sobie odpowiedzieć, czy jesteś wstanie
      umieć wytrzymać jego dłuższą nieobecność. Możesz w sobie coś zmienić i też
      sobie bardziej czymś innym zająć czas.
      Są pracoholicy z przymusu(obecna sytuacja kraju zmusza wiele osób do nadmiernej
      pracy) i pracoholicy z wyboru, czyli tacy, którzy są normalnie b. aktywni i
      lubią po prostu pracować.
      Ale, może nie powinnaś za szybko podejmować jakiejkolwiek decyzji, bo jak
      wcześniej napisałam, on jest jeszcze młody i po prostu pełen zapału do nowych
      wyzwań. Może z czasem to wypali się u niego i nie będzie tyle pracować.
    • Gość: Monisia Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.fnet.pl 05.09.04, 17:21
      T o jest możliwe i warto.Jestem w takim związku - z pracoholikiem, nie zawsze
      jest kolorowo, ale nie wyobrażam sobie że mogłoby go nie być.Mieszkamy w
      różnych miastach i widujemy się 2 razy w miesiącu - w weekendy, wtedy mój
      pracoholik jest tylko moj i praca dla niego nie istnieje,tzn. mam przynajmniej
      nadzieje ze wowczas o niej nie mysli:)Wiem jednak ze potem stara sie nadrobic
      te weekendy kiedy nie pracował i troche mnie to martwi, ze nie pracuje wowczas
      jak zwykle 17-18 godzin, ale nawet koło 20, ograniczając swoj sen do 4
      godzin...Nikt nie jest idealny, ja np. jestem bardzo leniwa..:)
      • Gość: alpepe Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.04, 19:23
        jak możesz mówić, że jesteś w takim związku, skoro nie mieszkasz z nim?
        Zamieszkajcie razem, a dopiero wtedy będziesz mogła się wypowiadać, bo jak na
        razie to nie wiesz jeszcze jak to jest:(
        • Gość: Monisia Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.fnet.pl 05.09.04, 20:02
          Niestety na razie wspolne zamieszkanie jest niemożliwe,bo pracujemy w roznych
          miastach, prawdopodobnie za rok sie do niego przeniosę,ale na razie tak musi
          zostać. Poza tym mi to nawet pasuje, naprawdę bardzo go kocham, ale mam taką
          potrzebę wolnosci,jakiejś niezalezności, oprocz pracy mam mnostwo innych zajęć
          i przypuszczam, ze i tak nie mielibysmy za duzo czasu dla siebie w ciągu
          tygodnia. Teraz jest w sumie ok, choc oczywiscie tęsknimy, na szczescie są
          maile, telefony, smsy...
          • Gość: alpepe Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.04, 20:36
            własnie o to mi chodziło, poczekaj na prozę życia.
    • queenet .... 05.09.04, 18:09
      Proponowalam spotkania rzadsze,o wiele rzadsze niz dotychczas,ale on od
      razu stwierdzil,ze go to przytlacza,ze sobie z tym
      nie radzi i ze najlepszym wyjsciem dla niego obecnie jest NIE byc z nikim.

      Oczywiscie,ze to jest dążenie do czegoś więcej.
      To się wszystko wiąże w tym przypadku.Bardzo duża ambicja,wymagania wobec
      siebie i realizacja wlasnych planow.Tylko,ze w tych planach na razie nie
      uwzglednia nikogo obok siebie.Tak to wygląda.

      Dopiero zaczyna pracę,ale ma już doświadczenia, pracę
      w zagranicznej firmie (i to nie przy zrywaniu czegokolwiek czy sprzątaniu,tylko
      zgodnie ze swoim wykształceniem).
      Zawsze tak było, że zatracał się całkowicie w pracy.

      Byłabym w stanie wytrzymac dluzej Jego nieobecnosc,ale po prostu nie dano mi
      możliwości wyboru.

      A co do zajęcia się czyms... Właśnie to zamierzam i poczynilam wiele kroków w
      tym kierunku ;) Tylko mając swoje własne życie,zainteresowania,pracę mogę być
      atrakcyjnym partnerem dla kogoś.Nie chcę "wisieć" na kimś,nie chcę by był dla
      mnie całym życiem.To nie na tym polega.
      • Gość: Marcin Re: .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 19:07
        Ty wybrałaś, on tez wybrał i na dodatek powiedział o tym szczerze, bez kręcenia
        i uników.
        A co do związków trwalszych w przypadku kiedy facet jest dopiero na początku
        kariery, dopiero wyznaczył sobie cel w życiu, zrobił plany na najbliższe kilka
        lat - bez urazy, ale kochana kobieta i uczucia większe od pragnienia seksu są
        niestety "toksyczne" dla niego w pierwszych latach.
        Potem okrzepnie, zacznie patrzyć szerzej na świat wokół siebie - ale to dopiero
        za 4-5 lat.

        pozdrawiam,
        "pracoholik" z
        ponad 10 letnim stażem,
        chyba już mam to za sobą :)
        • Gość: megan Re: .... IP: *.fordon.INTELINK.pl / *.g.intelink.pl 05.09.04, 20:07
          niestety są tacy, co nie okrzepują nawet po 15 latach, mój mąż nie ma czasu dla
          własnego dziecka, przyczyną jest praca, praca, praca i kochanka, ale
          coż......samo życie........
        • Gość: scoolina Re: .... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 20:14
          Jak nie okrzepnie, to mozna mu postawic diagnoze, ale teraz jak ktos jest
          ambitny, to juz pracoholik.
          Dlaczego tak sie wszyscy uzalaja, chociaz autorka watku sama zaznacza, ze
          konczy studia? a gdzie jej plany, ambicje, ustalenia na przyszlosc?
          ludzie, robcie cos, jak wam zycie daje mozliwosci, nawet gdyby trzeba bylo
          zostawic wszystko, wyjechac do obcego swiata, uwazam, ze kobieta powinna byc
          niezalezna finansowo, miec zawod ( przynajmniej tak na wszelki wypadek, gdyby
          wybranek ja zostawil na lodzie) i wlasne zainteresowania, wtedy sie nie nudzi
          siebie i innych.
        • Gość: Ania Re: .... IP: *.acn.waw.pl 05.09.04, 20:54
          Moj drogi, sa panowie ktorzy nawet po tych 5 latach, z ustabilizowana sytuacja
          w pracy, finansami etc nie okrzepneli jeszcze. I kobiecie ktora ponoc jest
          wspaniala, ukochana etc. wyrzucaja fakt ze przy niej zapomninaja o wszystkim. W
          stosunku do mnie to byl wlasnie glowny zarzut - bo o nprzy mnie zapomnial o
          pracy, bo wolal spedzac ze mna wieczor niz rozmyslac o pracy...zaznaczam - pan
          o bardoz ugruntowanej pozycji, switnie zarabiajacy, bez kredytow, wyscigu
          szczurow etc. I wiem ze popzredniczki tez byly tak traktowana chociaz ponoc ja
          bylam wyjatkowa i przy mnie naginal sie wyjatkowo - zwaizek ten zabral mi 3
          lata zycia, zawaloncyh kilka spraw plus depresje, I dopiero teraz zaczynam
          trzezwo patrzec na wszystko - i jetsem zdania ze trzeba bardzo uwaznie
          przygladac sie partnerowi - chec zarobienia kasy - jak najbardziej ok, ale
          jezeli oprocz tego ktos identyfikuje samego siebie tylko i ywlacznie w stosunku
          do pracy majac w dupie najblizsze osoby i zapominajac ze tak naprawde na
          dluzsza mete to te relacje sa najwazniejsze a nie tysieczne spotkanie po pracy
          z ekspertami to lepiej odejsc, bo w takim zwiazku to sie zadreczyc mozna.
          A poprzedni krytykanci wysmiewajacy sie z czyjejsc potrzeby potrzymania za reke
          i doradzajacy jakies nowe zainteresowania chyba nigdy nie byli w takiej
          sytuacji i nie zycze...
          • Gość: scoolina Re: .... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 22:01
            a widze, ze moich wypowiedzi sie tez nie czyta, a jesli nawet, to i tak nie
            rozumiecie. Tlumacze Wam dziewczyny, ze sa zajecia, ktorych sens nie polega na
            oddawaniu swojego zycia firmie. Ciesze sie, ze autorka watku darzy uczuciem
            ambitna osobe i jej samej nie brakuje ani odwagi ani ambicji, ale temat znam od
            podszewki. Pisalam, ile pracowalam, teraz pracuje mniej i za lepsze
            wynagrodzenie, nadal wierze w sens tamtej pracy. TU nie chodzi o zajecia
            pozalekcyjne, teraz pora na lekcje zycia i jak wspomnialam, nei zawsze bedzie
            milo.
            • queenet COS JESZCZE 06.09.04, 16:45
              A jakież to są zajęcia, których sens nie polega na oddawaniu zycia w firmie?
              Wolontariat? Sport? Hobby? Wycieczki zagraniczne?
    • queenet Akka przeczytaj.... 05.09.04, 20:05
      Tak myślałam,że na kimś się bardzo zawiodłaś.
      Przeżyłam dokładnie to samo. Trafiałam na niedojrzałych "nastolatków
      z zaburzeniami" ;) udających tylko dorosłych mężczyzn.
      Tak samo jak Ty: idealizowałam,wierzyłam w siłę tak zwanej "miłości", wierzyłam
      w tak często ostatnio słyszane "zaufaj mi,nie jestem taki,jak inni".
      Miało być dobrze,a wyszło jak zwykle.
      Nie mogłam uwierzyc,że tak szybko można bez walki - odejść.Drugi raz bardzo
      boleśnie przekonałam się, ze można.To nie jest tak,że człowiek nie uczy się na
      błędach. Każy nowopoznany "mężczyzna" jest dla mnie jak "tabula rasa" , tak
      jakby był moim pierwszym chłopakiem,bo przecież dlaczego ma odbijać się na nim
      to,że kiedyś przedstawiciel tego gatunku tak boleśnie mnie zranił.

      Wydaje mi się, ze wszystko jest kwestią spokania odpowiedniego partnera, Akko.
      Nie można mówić o kimś, że "był miłością mojego życia" skoro z wielu powodów
      doszło do rozstania,widocznie to jeszcze nie było TO.
      I jak to już chyba pisałam,dlaczego JA mam rozpaczać,a ten ktoś nawet pewnie
      nawet już o tym nie myśli,zajęty czyms innym. Nomen omen ta sama osoba radziła
      mi jeszcze tak niedawno, że "nikt nie jest cenniejszy od samego siebie".

      Obudziłam juz w sobie swój egoizm,ja też mam w końcu prawo do szczęścia,do
      stawiania pewnych wymagań.Do bycia szczęśliwą.

      Jest takie powiedzenie,że lepiej rozstać się z kimś za wcześnie,niż dwa kroki
      za późno.Kto wie,może właśnie LOS oszczędził mi o wiele większego rozczarowania
      (choć i to było niemałe)...Niezbadane są wyroki ;)
      • Gość: Akka Re: Akka przeczytaj.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 20:21
        Dziękuję Ci....
        Twoje słowa zmusiły mnie do rozejrzenia się za tymi fragmentami mojego "ja",
        które już dawno zapakowałam w duży karton i wyniosłam na strych. No ale może mi
        ich jeszcze do szczętu myszy nie zjadły, serce nie ser ;-)
        Zupełnie inaczej brzmią takie rady usłyszane od bezstronnej osoby, która
        najwyraźniej przeżyła prawie identyczną historię (oj, ta niedojrzałość,
        przekonanie o niemożności zerwania, no bo przecież jak się było z kimś tak
        blisko duchem i ciałem, to tej łączności nic nie przekresli, itp.), niż
        wyczytana gdzieś wypoiwedź psychologa czy coś w tym rodzaju.
        Troszkę zabolało, ale teraz jest już lepiej; postaram się, żeby było lepiej.
        Mam nadzieję, że i Tobie sprawa się rozjaśni.
        Dużo dobrego, Queenet!
        • Gość: maa Bardzo to smutne, ale mnie to też dotyczy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 20:46
          Czytam Wasze opowieści i dochodze do smutnego wniosku- moja historia chyba jest
          podobna, tylko nie wiem co z nią zrobić...
          • Gość: alpepe Re: Bardzo to smutne, ale mnie to też dotyczy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.04, 20:48
            proste, odłóż ad acta, starając się nie powtarzać błędów z przeszłości :)
        • queenet Akka again ;-)) 05.09.04, 21:51
          Nie ma sprawy ;-)
          Zapomniałam właśnie o tym wspomnieć, o tej "niemożności zerwania, bo było
          przecież tak cudownie".
          A sprawa moja i większości z piszących tu osób-na pewno się rozjaśni.
          Ktoś mi doradził, by zwolnić tempo.Nie angażować się szybko.
          Odpocząć teraz.Dać sobie czas na poukłdanie wszystkiego.
          Przemyślenie.Radzę większości zrobić podobnie ;)
          Akka,na pewno wszystko się szczęśliwie ułoży.Tylko nie zamykaj się na ludzi.
          Oni naprawde nie są niczemu winni.
          Pewnego dnia,nawet nie będziesz zdawała sobie sprawy,gdy zacznie się
          ten nowy etap. Szczęśliwszy etap ;) A chwila z którą zorientujesz się, że
          świat jest znów bardziej kolorowy będzie najszczęśliwszą z dotychczasowych.
    • Gość: AMP Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 22:11
      Wątek mnie zainteresował, bo sama jestem pracoholiczką i właśnie spotkałam
      pracoholika. Ale po kolei.
      Mam 32 lata,od zawsze poswięcałam się pracy i studiom, stawiałam sobie wysokie
      wymagania. Miłości były obok- zawsze namiętne, ale nigdy nie mieszkaliśmy
      razem. Zwykle z ludźmi o podobnym trybie życia, którzy mnie rozumieli. Dziś
      jestem na topie, zarabiam OGROMNE pieniądze, inni pracują teraz na mnie, tak
      jak ja kiedyś pracowałam dla moich szefów. Od 2-3 lat lubię urywać się z pracy,
      poświęcać rodzinie, przyjaciołom, podróżom. Do dziś jak trzeba, to oczywiście
      firma może na mnie liczyć, potrafię nawet pracować dzień i noc (3 razy na 12
      lat kariery) ale to są wyjątki.Oczywiście nie założyłam rodziny i zaczyna mi to
      uwierać. Mam super życie, mnóstwo znajomych na całym świecie, zrealizowane
      marzenia jedno po drugim, dom, samochody, podróże po całym świecie.
      I oto ja spotkałam pracoholika. Piękny, seksowny, radzący sobie w zyciu,
      ciekawy. Niestety. Bardzo mi to doskwiera, bo chciałabym być najważniejsza,
      etc. I wiecie co? Sama wiem jaki to stres gonić w pracy z terminami i tłumaczyć
      się ukochanej osobie, "że znów nie spedzimy wieczoru/weekendu razem". Bo jak
      się jest odpowiedzialnym, to trzeba prace wykonać. Więc nie będę go dręczyć.
      Jego praca to jego pasja-ma wolny zawód. Po prostu jesteśmy na innych etapach
      życiowych, mamy inne wartości zyciowe. On teraz robi pieniądze. Ja juz je mam.
      I mogę go zrozumieć. Chciałam dać rodzicom luksusy-dałam. Chciałam żeby byli
      dumni- mam parkę pawi w domu:-)
      Zostawię tego pracoholika w spokoju. Na niego jeszcze nie przyszedł czas.
      PS. Jak znacie jakiś fajnych facetów bez kompleksów to rozdawajcie moje namiary
      na prawo i lewo : anulka28@yahoo.com :-)

      • Gość: scoolina Re: życie z pracoholikiem...czy warto? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 22:32
        jestem porazona ostatnim zdaniem postu.
        dlaczego musimy rozdawac Twoje namiary innym? Znam cala mase ludzi bez
        kompleksow i oddanych rodzinie...tylko...to nie sa Polacy.
        nie zrozum mnie zle, ale skoro jest jak to opisujesz, to na Ciebie powinni sami
        zwrocic uwage.
        Nie pieniadze sa wyznacznikiem kobiety, powinny byc dla Ciebie tylko dodatkiem.
        Masz zawod, pozycje, urode, blysk w oku, seksapil - nie musisz rozdawac swoich
        wizytowek.
        A moze by tak po staremu? Nie Ty jemu swoj mail, tylko on Tobie roze?
        Moze jestem staroswiecka rzeczywiscie, mimo wolnego zawodu.


        • Gość: AMP Re: relax! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 23:07
          Oczywiście, ze po staroświecku! Tak zażartowałam z faktu postanowienia
          porzucenia pracoholika:-)
        • queenet błędne koło.... 05.09.04, 23:08
          w odniesieniu do całej powyższej dyskusji.Krótki komentarz.
          Czasy się zmieniają,ale powszechnie wiadomo,że mężczyźnie zależy tylko na tym,
          co sam zdobędzie.A więc i kobietę także.
          A swoją drogą... patrząc na poprzednie wypowiedzi Scooliny...
          Skoro pracoholik nie potrzebuje potrzymania za rękę, przytulenia i tego, żeby
          ktoś na niego czekał to co może dać mężczyzna kobiecie IDEALNEJ?
          Majętnej,ambitnej,kobiecie sukcesu?
          Teoretycznie jest ona cyborgiem,który niczego nie potrzebuje.
          Więc skieruje swój wzrok w stronę mniej doskonałej pani.
          A co,jeśli po czasie stwierdzi,że ta jego wybranka "mniej doskonala" jednak mu
          nie odpowiada, bo moglaby byc bardziej ambitna...?
          Mówię czysto teoretycznie.Mężczyźni naprawdę czasami nie wiedzą,czego tak
          naprawdę chą...
          • Gość: AMP Re: błędne koło.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 23:22
            Kazda kobieta czeka na przytulenie, kwiaty, czułość. A majętna, ambitna kobieta
            czeka......niestety na podobnego sobie. Osobiście próbowałam umawiać się z
            niemajętnymi i nieambitnymi- kończyło się szybko. Kobiecie trzeba imponować i
            dać jej poczucie bezpieczeństwa.I oto dochodzimy do sedna pułapki kobiet
            sukcesu.
            Ale właśnie wróciłam z Ameryki Południowej i postanowiłam zaszyć się z jakimś
            prostym rybakiem, w prostej wiosce, i prosto żyć. Za 3 lata, na pół roku, w
            Parati..... Jeśli odkryję, że w dawnym trybie życia (facet poluje, kobieta
            gotuje) do którego tęstknie- facet jest facetem, to się odezwę na forum. Upsss,
            chyba raczej nie, bo pewnie nie wrócę do cywilizacji:-)))
    • queenet gdyby jeszcze się odezwał mężczyzna... 06.09.04, 09:41
      który kiedys zachował się podobnie jak mój "partner".
      Czyli rozstał się z kimś,bo nie miał dla niego czasu ale po latach kariery
      jednak założył rodzinę.
      Chcę wiedzieć,czy nie żałował nigdy swojej decyzji i czy naprawdę
      nikogo nie potrzebował przez te lata wypełnione pracą...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka