paco_lopez 07.11.14, 10:37 mam konkretne pytanie ; co według was jest sukcesem w życiu czterdziestoletniego mężczyzny a co jest sukcesem w życiu czterdziestoletniej kobiety. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 10:41 Sukcesem życiowym jest szczęśliwe życie. Niezależnie od wieku i dżendera. Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 11:02 możesz rozwinąć pliiiz? tak ujęte brzmi jak frazes. nieco mniejszy niż ten nad twoim wpisem, ale jednak... Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 11:19 Frazes? To znajdź takich, którzy to pojęli i realizują. Czy ty eseju filozoficznego na temat się spodziewasz? Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:10 wiesz jak się rozejrzeć po ulicy, w autobusie itp to trudno takich znaleźć. nawet w knajpach jak siedzą, to jakby jakiś dramat roztrząsali. dookoła wszyscy z problemsami. tutaj też. a to nienadskakuje, a to się nie odzywa a chciała itp itd Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 07.11.14, 11:37 Nie wiem za bardzo, jak mam to rozwinąć. Czuję spokój. Niewiele rzeczy jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Nie przeżywam. Nie szukam dziury w całym. Nauczyłam się dystansu, uspokoiłam wewnętrznie. Nie emocjonuję się życiem innych. Nie ulegam presji. Nie interesuje mnie opinia "cioć i wujków". Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak stabilna emocjonalnie. We łbie wszystko poukładane. Są tacy, którzy nigdy nie osiągają tego stanu, nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach życiowych. Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszg2 Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:02 jak to czytam moje ciało zaczyna lewitować. to sukces. tylko nie podniecaj się bo boleśnie upadnę i będzie porażka Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:07 no właśnie tak. ciekawe jak to osiągnęłaś ? nik masz taki dość wybuchowy. ja też się opiniami cioć i wujków nie przejmuję, ale w kwestiach zawodowych , to już taki bardzo zdystansowany być nie zawsze potrafię, chociaż na zewnątrz tego nie przejawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 07.11.14, 15:30 > ciekawe jak to osiągnęłaś ? ja też się opiniami cioć i wujków nie przejmuję, ale w kwestiach zawodowych , to już taki bardzo zdystansowany być nie zawsze potrafię, chociaż na zewnątrz tego nie przejawiam. Ciężko wytłumaczyć, jak łapię dystans. Parę rzeczy sama sobie w głowie poprzestawiałam, reszta przyszła naturalnie, z wiekiem i doświadczeniem zapewne. To nie jest tak, że nigdy się nie denerwuję i nic mi nie podnosi ciśnienia. Po prostu jakimś cudem udało mi się zamienić naturalną postawę wyjściową, z wiecznego zjeżenia i nerwowości - na spokój i luz. Po lekkim wytrąceniu z równowagi, bardzo szybko potrafię do punktu wyjścia powrócić. Myślę, że to da się wyćwiczyć. Podobno po 20 minutach rozmyślania o dupie Maryni, stara część mózgu "zapomina" o co dokładnie chodziło. Można poćwiczyć odcinanie się na te 20 minut. A może na dzień dobry podminowany do tej pracy idziesz i dlatego ciężko w razie czego złapać dystans? ;) A wujkami i ciociami, czyli ogólnie opinią wszystkich dookoła, to kobiety chyba częściej się przejmują, więc chociaż pod tym względem masz dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
piataziuta Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:17 Co wpłynęło na to, że osiągnęłaś taki spokój? Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 07.11.14, 15:39 > Co wpłynęło na to, że osiągnęłaś taki spokój? Nie potrafię uchwycić jednego momentu, znaleźć jedynego czynnika odpowiedzialnego za ten stan. Wszystko odbywało się stopniowo i trwało latami. Na początek uniezależnienie się i prawdziwe usamodzielnienie. Odcięłam się od źródła negatywnych emocji - wyjechałam, zostawiając rodziców, którzy nie potrafili pogodzić się z tym, że nie jestem już dzieckiem, ojca, który rościł sobie prawo do wtrącania się i komentowania każdego mojego kroku, rodzinę bliższą i dalszą (swoją i partnera). Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo czułam się przez tych ludzi i ich oczekiwania przytłoczona. Dziś z rodzicami żyję bardzo dobrze. Dla nich też była to cenna lekcja. Zaakceptowali moje wybory, nauczyli się nie mieszać, nie oceniać, nie komentować. Z resztą rodziny kontaktu prawie nie utrzymuję, nie interesują mnie ich kłótnie, niedomówienia, historie sprzed lat, niech się taplają w sosie wiecznego niezadowolenia. Nie pozwalam im przenosić swoich frustracji na mnie. Myślę, że część czynników była niezależna ode mnie i przyszła naturalnie (wiek, doświadczenie). Nad częścią na pewno musiałam mocno pracować, kiedy już zdałam sobie sprawę, że przeszkadzają mi w życiu (np. negatywna postawa wyjściowa, wrogie nastawienie do ludzi, wygórowane oczekiwania wobec siebie, wieczne uczucie presji, nieufność, nerwowość, krnąbrność tam, gdzie nie trzeba, tendencja do analizy i skupiania się na nieistotnych szczegółach itp.). Odpowiedz Link Zgłoś
piataziuta Re: sukces - porażka 07.11.14, 10:58 To zależy od tego co dla człowieka jest najważniejsze, otoczenie o tym nie decyduje. Jeśli najważniejsza jest kariera -sukcesem będą coraz wyższe stanowiska i zarobki. Jeśli rodzina -sukcesem będą szczęśliwi jej członkowie. Jeśli zbieranie znaczków- duża kolekcja unikatów. Nie ma mowy o sukcesie, gdy ktoś jest szefem wszystkich szefów, mieszka w mieście, ma kasy jak lodu, a jego największym marzeniem jest posiadanie gromadki dzieci i siedzenie z nimi w domku na wsi. To jak? Osiagnąłeś sukces? Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:24 owszem , dlatego wyraźnie podałem , że chodzi o czterdziestolatka. te kryteria które podałaś są trafne, ale jeżeli do czterdziestki nie osiągnie się nic w tych dyscyplinach, to klapa za wyjątkiem zbierania znaczków, ale jak się to osiągnie, to co dalej ? rodzina , to jest ciekawe kryterium, bo dla mnie to było jak przypadkowy gol strzelony piętą. wszyscy mówili, że się nie nadaję, nie wyglądam nie zabiegam i takie tam, a sami borykają się z tematem jak ze stadem much, a mój kizior ma właśnie średnią 5,0 w szóstej klasie. Nie mogę powiedzieć, że to coś na czym mi szczególnie zależało, ta cała rodzina, a nie mam zgrzytu czy to na xmass czy helloween. jak to kurka jest ?? Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:37 "owszem , dlatego wyraźnie podałem , że chodzi o czterdziestolatka. te kryteria które podałaś są trafne, ale jeżeli do czterdziestki nie osiągnie się nic w tych dyscyplinach, to klapa za wyjątkiem zbierania znaczków, ale jak się to osiągnie, to co dalej ?" Ale dlaczego klapa? Przecież właśnie takie rozumowanie to prosta droga do cierpienia. Nie osiągnąłeś do czterdziestki, to nie. Żyj dalej z tym co masz, starając się być szczęśliwym (mieć ten święty spokój, o którym pisze fuzja). Szczęście to nie jest coś, co spada z nieba albo pewnego dnia po prostu zakwita - to coś, co można chamsko i żmudnie w sobie wypracować. I może być całkowicie (w wersji dla zaawansowanych) niezależne od okoliczności zewnętrznych. Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 13:13 Szczęście to nie jest coś, co spada z nieba albo pewnego dnia po prostu zakwita - to coś, co można chamsko i żmudnie w sobie wypracować. I może być całkowicie (w wersji dla zaawansowanych) niezależne od okoliczności zewnętrznych. jeżeli cos ma być niezależne od okoliczności zewnętrznych, to jak można nad tym żmudnie i chamsko pracować ??? powiedziałbym raczej, że to co spada z nieba lub zakwita może mieć wartośc niezależną. Masz jakieś osobiste przykłady ? Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 13:38 Od zewnętrznych - czyli niepsychicznych. Możesz być depresyjnym frustratem na kierowniczym stanowisku i z pełnym portfelem, a możesz być spokojnym, zrelaksowanym człowiekiem, który wedle dzisiejszych ogólnych kryteriów uchodzić będzie w oczach otoczenia za nieudacznika życiowego, rajt? A żmudnie pracować możesz nad własną psychiką i nawykami myślowymi, bo to one decydują o tym, czy jako zamożny i zdrowy mieszkaniec Zachodu pogrążasz się w depresji czy jesteś szczęśliwy. Człowiek po osiągnięciu zewnętrznego celu, który miał go uszczęśliwić, bardzo szybko wraca do wyjściowego poziomu dobrostanu. Nic z zewnątrz cię nie uszczęśliwi po prostu. A ja za sukces uważam szczęście - właśnie taki trwały dobrostan, luz i spokój niezależny od okoliczności. Osobiste przykłady? W sensie? Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 14:19 dlaczego nic z zewnątrz mnie po prostu nie uszczęśliwi ?? Mam tego nie przyjmować, mam się na to zablokować ?? tylko dlatego, ze pochodzi z zewnątrz ?? Gdzie według ciebie przebiega granica miedzy tym , co wewnątrz, a zewnątrz. Jesli powiedzmy słuchasz muzyki, która działa na ciebie pozytywnie, to jest to zewnątrz czy wewnątrz. Jeśli grasz w piłkę i to robi ci dobrze, a na boisku jest jeszcze trzynastu innych kolesi to z zewnątrz to jest czy z wewnątrz ? gracie oczywiście na zewnątrz, bo jest listopad i ciepło - jak to w listopadzie. Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 14:38 Może ci to buddą zajedzie, ale wszystko zewnętrzne się skończy. Muzyka ci się znudzi, nogę złamiesz i po piłce, a pogoda się zepsuje. Ale wcale nie chodzi o blokowanie się i nieprzyjmowanie tego, co dobre, ale pogodzenie się (tak naprawdę, emocjonalnie) z nieuchronnością zmiany - także na gorsze. Chodzi o zdystansowanie się i przyjmowanie wszystkiego, także syfu. Bo - to jest coś, czego tak wielu nie przyjmuje - walką z okolicznościami zazwyczaj ich nie zmienisz, a tylko się unieszczęśliwisz. Nie mówię, żeby nic nie zmieniać, ale można to robić bez szarpania się i cierpienia, że jest nie tak, jak chcesz, żeby było. Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 15:08 wiem wiem , ja to wszystko znam . Buddą i zen mi to zalatuje , to prawda, ale ja nie jestem uczepiony żadnej religii, więc mogę sobie brać z każdej filozofii co mi pasuje. Jednak, to co wewnętrzne tez się kiedyś załamie, bo każdy z nas wychodzi stąd na czworaka albo i gorzej, w czwartej fazie i nawet skrócić tego nie wolno, bo z zewnątrz doktryna obca. Te filozofie dobrze działają właśnie na brzydką pogodę i złamaną nogę. Co do reszty , to mam wątpliwości. Z resztą tak jak piszesz. Syf można przyjąć, co nie znaczy, że jest się wtedy happy and cool. Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 15:40 To, co wewnętrzne, też się załamie, racja. I właśnie dlatego potrzebna jest ta żmudna praca nad sobą, autotresura - żeby spokój nie był chwilowym stanem, który przychodzi i odchodzi, jak chce, ale stanem, do którego wracasz po każdym wahnięciu, świadomie, posługując się opracowanymi, przećwiczonymi technikami. Mam wrażenie, że kierowanie samym sobą jest niedoceniane, a przecież to o stan zadowolenia i spokoju chodzi, a nie o to, czy spadł nam z nieba, przyszedł z nowym porsche czy został wypracowany. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 07.11.14, 18:49 Dobra, wszystko pięknie, ale czy znasz kogoś, kto faktycznie jest taki zen (może sama jesteś?)? Bo ja próbowałam być kwiatem lotosu, ale ni w ząb mi nie szło, a co więcej wk.uwiało mnie to niepomiernie. I czy bycie letnim to jest naprawdę takie szczęście? I czy to ludzkie jest? Bo mi się jednak dosyć robocie wydaje. I czy poza świętymi jest ktoś kto może jedynie swoim wnętrzem się karmić? Czy możliwym jest bycie niezależnym od zewnętrza na takiej, dajmy na to, bezludnej wyspie, przy absolutnej deprywacji? Jeśli tak, to rzeczywiście wnętrze wystarcza, ale zdaje mi się, że większość ludzi potrzebuje innych ludzi i ci inni ludzie są jak najbardziej zewnętrzni. I te fe, zewnętrzne pieniądze też się jednak do tego szczęścia bardzo przydają. Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 19:08 Dlatego też mówię o technikach, treningu, wytężonej pracy. Siłą woli niczego nie zdziałasz, będziesz się tylko frustrować. Gdyby siłą woli dało się zmienić, wszyscy bylibyśmy ideałami. Niestety trzeba zmienić nawyki. Czy bycie letnim to szczęście? No, moim zdaniem znacznie większe niż permanentna huśtawka i przeżywanie faktu, że świat jest, jaki jest. Beznadziejne próby oporu, przez całe życie, od początku skazane na niepowodzenie, postępujące zgorzknienie, brak samokontroli a potem śmierć. Dzienks. Ja wolę spokój. Ludzie i pieniądze to konieczność. ALE można mieć pieniądze albo można być ich więźniem. I z ludźmi - możesz być wśród nich, przyjaźnić się z nimi, kochać, akceptując ich niestałość, negatywne emocje i wpływ na ciebie, ale możesz też się szaleńczo miotać, próbując jakoś ich zmienić, powstrzymać, zachęcić do czegoś, lubiąc jednych, nie lubiąc innych itd. Pytanie - jak to na ciebie działa i czy jest sens robić coś takiego (w takiej gorączce). Moim zdaniem nie ma. I jeszcze jedno: gdy mówię o niezależności, to mówię o niezależności emocjonalnej, a nie o niekorzystaniu czy niewchodzeniu w relacje ze światem zewnętrznym. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 07.11.14, 19:31 mendigo napisał: > I jeszcze jedno: gdy mówię o niezależności, to mówię o niezależności emocjonaln > ej, a nie o niekorzystaniu czy niewchodzeniu w relacje ze światem zewnętrznym. Ja wiem, że o tym mówisz. Ja natomiast mówię, że ten świat zewnętrzny jednak wpływa na nas, czy ktoś tego chce, czy nie. Nie da się (lub się da, ale nie mnie) być koło niego i chyba nawet nie ma to większego sensu. A to miotanie, huśtawka, o których piszesz, to jednak taka ludzka rzecz, czyż nie? Się starzejesz (w sensie nie Ty, tylko człowiek ogólnie), to i miotasz się mniej, no taka natura. Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 20:03 Oczywiście, że świat zewnętrzny wpływa. Chodzi o to, żeby z tym nie walczyć tam, gdzie nie można wygrać. A tam, gdzie można, podchodzić do sprawy na spokojnie. Huśtawka jest rzeczą ludzką, ale cierpienie tak samo, a my mówimy o szczęściu :) Szczęściu, które można wypracować, panując nad huśtawką (tzn. dla mnie to jest szczęście powiedzmy). A co do spokoju na starość - nie widziałaś babin lejących krzyżem po plecach inaczej myślących albo wściekłych dziadków w poczekalni u lekarza? Żeby mieć dobrą starość trzeba sobie wyrobić dobre nawyki (patrz Dziarski Dziadek). Pozwalanie sobie na emocjonalne jazdy, gdy człowiek jest młody i sprawny, zagwarantuje raczej rollercoaster na starość, a nie spokój. Chyba że mówimy o spokoju wynikającym z braku siły, ale pewnie nie. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 07.11.14, 20:26 mendigo napisał: > A co do spokoju na starość - nie widziałaś babin lejących krzyżem po plecach > inaczej myślących albo wściekłych dziadków w poczekalni u lekarza? A i owszem widziałam! I wiesz co? Ani trochę się im nie dziwię. Jak Ci dają jakąś śmieszną emeryturę, która ledwie na leki starcza, a to wszystko po całym życiu pracy, w kraju, w którym jedyną rozrywką przewidzianą dla starszych ludzi jest kościół i poczekalnia u lekarza, raczej ciężko się po starych ludziach spodziewać spokojnej, pogodnej dobrotliwości. I tu wracamy do zewnętrze kontra wnętrze. I wiesz, ja nie neguję, że nad charakterem, własnymi reakcjami warto pracować i można sobie piękną filozofię życia wykuć, tyle tylko, że nie sądzę, żeby to mogło wystarczyć wobec frustracji marnego życia. Byt kształtuje świadomość, mówili ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 20:36 Ha! A ja nie mówiłam, że to łatwe jest. Ponoć jednak da się zrobić tak, żeby oparło się nawet długoletnim mękom zadawanym przez polski system państwowo-społeczny. Sprawdzimy, wszystko sprawdzimy... Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 07.11.14, 20:44 A poza tym, tak wracając do uzasadnienia mojej opinii - czy biorąc pod uwagę obiektywną sytuację takich ludzi i uznając, że mają wybór pomiędzy złością i piekleniem się oraz akceptacją swojej sytuacji i zachowaniem spokoju, uznałabyś, że rozsądniej postępują, decydując się na dowalanie sobie jeszcze złości i frustracji w pakiecie? Bo to jest decyzja. Większość zapewne postępuje nieświadomie i mechanicznie, ale wiadomo, że człowiek ma wybór i może nauczyć się zrezygnować ze złości tam, gdzie ona tylko pogarsza jego życie. Tylko że niezwykle trudno to zauważyć i porzucić coś, co się wydaje tak naturalne i uzasadnione. Ale pomyśl, ta złość w niczym nie pomaga, niszczy ich i otoczenie. Owszem, jest uzasadniona, ale co z tego? Jeśli tak spojrzeć na to, co się odczuwa, zaczyna się widzieć sens w neutralizowaniu stanów, które tylko szkodzą. To jest klucz do spokoju (szczęścia - jak zwał, tak zwał). Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 07.11.14, 22:15 A ja tego nie kupuję. Na oczuwanie, lub nie, złości nie ma się wpływu, to jest emocja, rodzi się i już. Wpływ można mieć, co najwyżej, na sposób jej wyrażenia. Jeden będzie utyskiwał na żydów, inny założy ruch oburzonych. Ale tu też zastrzeżenie, że nie wszystkim nam niestety pabi bozia dała po równo: intelegencji, temperamentu, wytrwałości. I na to wpływu nie mamy żadngo. I nie to, że chcę tu głosić, że wpływu nie ma na nic i najlepiej położyć się i płakać. Raczej byłabym za starą aa-owską modlitwą: Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,i mądrości,abym odróżniał jedno od drugiego. Sukcesem nazwałabym dojście do tego stanu, o ile to w ogóle możliwe. A Twoja polityka rezygnacji jakoś mnie przygnębia, a nie ze szczęściem się kojarzy. To własnie usiądnięcie, zduszenie w sobie zlości i patrzenie w scianę. Ja tam wolę, żeby sobie te dziadki przynajmniej w przychodni lub pod krzyżem ulżyły, niż łykaly wszystko i umierały w samotnosci, zwanej dla niepoznaki szczęściem. Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 08.11.14, 10:48 Nie, zduszenie to absurd, nie podziała dłużej niż na chwilę i tylko zaszkodzi. Rzecz w tym, że można (naprawdę można) zmienić siebie i swoje reakcje tak, żeby złości nie przeżywać albo tak, żeby umieć nią manipulować (to jest twoja decyzja, co zrobisz z emocją, która się pojawia - zauważ, że ludzie się lubują w przeżywaniu negatywnych stanów, rzekomo przy tym cierpiąc). Da się, można, jest nad tym kontrola. >>Ja tam wolę, żeby sobie te dziadki przynajmniej w przychodni lub pod krzyżem ulżyły, niż łykaly wszystko i umierały w samotnosci, zwanej dla >niepoznaki szczęściem. A ja bym wolała, żeby ci ludzie zamiast umierać w złości i poczuciu krzywdy potrafili przekierować swoją uwagę na coś, co sprawi, że będą czuli sens, przynależność i jakieś zadowolenie z siebie i z życia przed śmiercią. Ja już ci chyba nic więcej na forum nie jestem w stanie wytłumaczyć, ale zaręczam, że nie o duszenie emocji i rezygnację z odczuwania i życia w ogóle mi chodzi. To jest znacznie sprytniejsze i skuteczniejsze podejście i polega właśnie w pewnym sensie na osiągnięciu stanu z zacytowanej przez ciebie modlitwy (tylko że wymaga dużej pracy własnej - nie oczekujesz, że Bóg da - podczas której stopniowo zauważasz, że zmieniać możesz to, co wcześniej wydawało się dane, ustalone i konieczne). Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 09:33 mendigo napisał: > Nie, zduszenie to absurd, nie podziała dłużej niż na chwilę i tylko zaszkodzi. > Rzecz w tym, że można (naprawdę można) zmienić siebie i swoje reakcje tak, żeby > złości nie przeżywać albo tak, żeby umieć nią manipulować (to jest twoja decyz > ja, co zrobisz z emocją, która się pojawia - zauważ, że ludzie się lubują w prz > eżywaniu negatywnych stanów, rzekomo przy tym cierpiąc). Da się, można, jest na > d tym kontrola. Mądrze piszesz, mendingo i podzielam twoje zdanie. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 09:56 nudzimisie_strasznie napisała: > Na oczuwanie, lub nie, złości nie ma się wpływu, to jest > emocja, rodzi się i już. To jest fałszywe twierdzenie. > Wpływ można mieć, co najwyżej, na sposób jej wyrażenia. Nie, poprzez świadomy wysiłek można zredukować odczuwanie złości czy nienawiści. Można też zredukować czas ich trwania, albo można je wsobie podsycać i przedłużać. To kwestia decyzji i wysiłku umysłowego. > A Twoja polityka rezygnacji jakoś mnie przygnębia, a nie ze szczęściem się koja > rzy. To własnie usiądnięcie, zduszenie w sobie zlości i patrzenie w scianę. Nie rozumiesz tego ani trochę. Tu wcale nie chodzi o rezygnację i apatyczne poddanie się uwarunkowaniom zewnętrznym. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 11:57 stokrotka_a napisała: > > To jest fałszywe twierdzenie. To jest prawdziwe twierdzenie. I co? Pogadałyśmy sobie, nie? > > Wpływ można mieć, co najwyżej, na sposób jej wyrażenia. > > Nie, poprzez świadomy wysiłek można zredukować odczuwanie złości czy nienawiści > . Można też zredukować czas ich trwania, albo można je wsobie podsycać i przedł > użać. To kwestia decyzji i wysiłku umysłowego. Tja, wiesz, są tacy co twierdzą, że mogą zredukować potrzebę jedzenia i czerpać energię ze słońca. A ja Twierdzę, że nie jesteś kosmosem, nie jesteś wszechwładna. Przyszłaś na ten świat z jakimś wyposażeniem, trochę Ci dołożyli podczas socjalizacji, ogranicza Cię też moment historyczny i to jak wygląda aktualnie społeczeństwo. I oto jesteś. To na co masz wpływ jest tak naprawdę bardzo ograniczone, chociaż nie tak, że w ogóle nie masz tego wpływu na nic. I zdaje mi się, że aktualnie wielce modne, wmawianie ludziom, że dla chcącego nic trudnego, to taki powrót do starodawnych wierzeń, że każdy jest kowalem swego losu, biedni są biedni, bo tak, a bogaci, bo im się należy, bo mądrzy tacy i szlachetni. Tylko teraz bogactwo zastąpiło słowo szczęście. Proszę ja Ciebie, a gdzie Durkheim i cały dorobek socjologi. Gdzie ta prosta konstatacja, że jednostka żyje w świecie już ułożonym i gra kartami jakie rozdano. No tak, ale oczywiście można się poklepać po plecach i stwierdzić, że my takie mądre, oświecone, no i pracowite. A reszta to takie lenie duchowe i intelektualne. I dobre samopoczucie już gotowe. Hej, tak szczęście osiągać chyba też potrafię ;) Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 12:10 nudzimisie_strasznie napisała: > To jest prawdziwe twierdzenie. > > I co? Pogadałyśmy sobie, nie? No pogadałyśmy i tyle wystarczy (przynajmniej dla mnie). Ja sama jestem dowodem na to, że twoje ogólne twierdzenie jest nieprawdziwe, ale nie mam zamiaru ani ciebie, ani nikogo innego przekonywać. > Tja, wiesz, są tacy co twierdzą, że mogą zredukować potrzebę jedzenia i czerpać > energię ze słońca. Wiem. Są też tacy, którzy twierdzą, że oni się starają ze wszystkich sił, ale ten świat i ci ludzie są tacy okropni i źli, że oni sami niczego nie mogą. > A ja Twierdzę, że nie jesteś kosmosem, nie jesteś wszechwładna. Wcale nie twierdzę, że jestem i wcale nie mam potrzeby bycia kosmosem czy wszechwładną. > Przyszłaś na te > n świat z jakimś wyposażeniem, trochę Ci dołożyli podczas socjalizacji, ogranic > za Cię też moment historyczny i to jak wygląda aktualnie społeczeństwo. I oto j > esteś. To na co masz wpływ jest tak naprawdę bardzo ograniczone, chociaż nie ta > k, że w ogóle nie masz tego wpływu na nic. I zdaje mi się, że aktualnie wielce > modne, wmawianie ludziom, że dla chcącego nic trudnego, to taki powrót do staro > dawnych wierzeń, że każdy jest kowalem swego losu, biedni są biedni, bo tak, a > bogaci, bo im się należy, bo mądrzy tacy i szlachetni. Tylko teraz bogactwo zas > tąpiło słowo szczęście. Proszę ja Ciebie, a gdzie Durkheim i cały dorobek socjo > logi. Gdzie ta prosta konstatacja, że jednostka żyje w świecie już ułożonym i g > ra kartami jakie rozdano. > No tak, ale oczywiście można się poklepać po plecach i stwierdzić, że my takie > mądre, oświecone, no i pracowite. A reszta to takie lenie duchowe i intelektual > ne. I dobre samopoczucie już gotowe. Hej, tak szczęście osiągać chyba też potra > fię ;) Czytając tę wypowiedź i twoją dyskusję z mandingo, widzę, że w ogóle nie łapiesz, o co chodzi. Jeśli sama nie dojdziesz do właściwych wniosków, to nikt nie nauczy cię rzeczy, które są w zasięgu twojej ręki (a właściwie twojego mózgu). Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 12:12 stokrotka_a napisała: > Czytając tę wypowiedź i twoją dyskusję z mandingo, (...) Przepraszam, mendingo! :-) Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 13.11.14, 12:24 Jak zwał, tak zwał, ale ściśle rzecz biorąc - mendigo ;) Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 13:20 No widzisz, a ja ciągle cię z dingo kojarzę! ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 13.11.14, 13:31 Ale co, z powodu dyszenia i wywalonego jęzora? Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:06 Dobrze, że nie podlewania wszystkiego jak leci. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 12:13 stokrotka_a napisała: > Jeśli sama nie dojdziesz do właściwych wniosków, to nikt nie na > uczy cię rzeczy, które są w zasięgu twojej ręki (a właściwie twojego mózgu). Heh. No tak. Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:00 > A ja tego nie kupuję. Na oczuwanie, lub nie, złości nie ma się wpływu, to jest > emocja, rodzi się i już. E tam, gdybyś nie miała, nadal przeżywałabyś drobnostki, które w młodości regularnie wyprowadzały Cię z równowagi. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 09:51 mendigo napisał: > Jeśli tak spojrzeć na to, co się odczuwa, zaczyna się widzieć sens w neutralizo > waniu stanów, które tylko szkodzą. To jest klucz do spokoju (szczęścia - jak zw > ał, tak zwał). 10/10 jak to niektórzy piszą. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 09:50 nudzimisie_strasznie napisała: > Byt kształtuje świadomość, mówili ;) A świadomość kształtuje byt. Można więc zdać się na byt, ale można też korzystać z włąsnej świadomości. Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 13.11.14, 13:13 > A i owszem widziałam! I wiesz co? Ani trochę się im nie dziwię. To wreszcie na starość naturalnie mniej się miotamy czy nie? Bo jeśli jest, jak pisałaś wcześniej, że natura człowieka jest taka, iż na starość mniej się miota, to nie chciałabym znać tych babć w czasach ich młodości. Chyba że próbujesz przekazać, że kiedyś były kochane, do rany przyłóż, och i ach, a dopiero na starość im się odmieniło? Po pierwsze, wcale nie taka mała część dzisiejszych emerytów żyje na wyższym poziomie niż wielu młodych ludzi. Po drugie, dziwne założenie w ogóle, że agresywne babcie, to te najbiedniejsze emerytki. Nie zaobserwowałam szczególnej zależności między wysokością emerytury a stopniem nerwowości ludzi w tym przedziale wiekowym. Każda z tych starszych osób miała w swoim życiu wiele lat na poukładanie sobie różnych rzeczy w głowie, nabranie dystansu, uspokojenie się. Nie wierzę, że ci (mający odpowiednie warunki umysłowe), którzy próbowali i którym się to w młodości udało, nagle zatracili tę zdolność na emeryturze. Dobrym przykładem są moje dwie babcie - jedna spokojna, choć życie przeżyła w biedzie, druga, mimo że rozpieszczona przez życie, do końca swoich dni wiecznie niezadowolona, złość zżerała ją od środka. To, z jakim nastwieniem przeżyjemy swoje życie w bardzo dużym stopniu zależy od nas. Można na przykład spędzić całe szukając wymówek dla swojego podłego charakteru. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 13:34 fuzja_jadrowa napisał(a): > To wreszcie na starość naturalnie mniej się miotamy czy nie? Ty, ale ja nie wiem. Taka sprawa, że gdybam, bo nie mam pojęcia, nie zgłębiłam tajemnic duszy ludzkiej. Bo jeśli jest, jak > pisałaś wcześniej, że natura człowieka jest taka, iż na starość mniej się miot > a, to nie chciałabym znać tych babć w czasach ich młodości. Chyba że próbujesz > przekazać, że kiedyś były kochane, do rany przyłóż, och i ach, a dopiero na sta > rość im się odmieniło? No zdaje mi się, że większość ludzi na starość jakby hamuje, a może nawet nie na starość, tylko na dojrzałość. Ale to taka obserwacja amatorska. A babciom krzyżowym się nie dziwię i nie ze względu na pieniądze (chociaż te też) tylko na to, że tak się składa, na starość to sobie możesz ewentualnie "modę na sukces" pooglądać i to by było na tyle. Bo umówmy się, żeby skorzystać z uniwersytetów trzeciego wieku, to trzeba jednak mieć jakieś zaplecze kulturowe czy intelektualne. A tymczasem wielu ze starych ludzi, którzy sporo przeżyli, ale niewiele zdobyli, nie ma możliwości zrobić ze sobą nic. A mit o tym jak to się szanuje staruszków można sobie o kant d.py potłuc słuchając chociażby narzekań, że po co oni rano tymi autobusami jeżdżą jak mogliby w domu siedzieć i dać ludziom do pracy/szkoły w spokoju dojechać. Kiedy ostatnio widziałaś staruszków w kawiarni, restauracji? Albo gdziekolwiek indziej niż w kościele lub autobusie? Takie im przydzieliliśmy miejsce, że mają sobie po cichu w domu umierać i nam nie przeszkadzać. I strach mnie bierze na to, że i ja będę musiała przeżyć taką marginalizację. I jakoś jestem więcej niż pewna, że miłością do świata to mojego serduszka nie napełni. > > Po pierwsze, wcale nie taka mała część dzisiejszych emerytów żyje na wyższym po > ziomie niż wielu młodych ludzi. Ja tam nie wiem, ale mój dziadek miał potężną emeryturę jak na polskie standardy. I przy jego chorobach była ona raczej nie wystarczająca. Nie mam pojęcia jak sobie radzą Ci gorzej uposażeni. > > Każda z tych starszych osób miała w swoim życiu wiele lat na poukładanie sobie > różnych rzeczy w głowie, nabranie dystansu, uspokojenie się. No od cholery czasu: wojnę, czasy stalinowskie, PRL i dziki kapitalizm. Takie piękne czasy i tak dużo miejsca na refleksję. > To, z jakim nastwieniem przeżyjemy swoje życie w bardzo dużym stopniu zależy od > nas. Można na przykład spędzić całe szukając wymówek dla swojego podłego chara > kteru. To do mnie osobiście? Nom, mam podły charakter, ale dla niego wymówek raczej nie szukam. Zresztą mało tu o sobie pisałam. Raczej refleksje o charakterze ogólnym. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 13:43 nudzimisie_strasznie napisała: > A tymczasem wielu ze starych ludzi, którzy sporo przeżyli, ale niewiele zdo > byli, nie ma możliwości zrobić ze sobą nic. Mają możliwości, ale ich nie dostrzegają (nawet nie próbują dostrzec). > Takie im prz > ydzieliliśmy miejsce, że mają sobie po cichu w domu umierać i nam nie przeszkad > zać. Ja im takiego miejsca nie przydzielałam, ale nawet jeśli jest tak, jak piszesz, to oni nie muszą się na to przydzielanie godzić. > I strach mnie bierze na to, że i ja będę musiała przeżyć taką marginalizac > ję. I jakoś jestem więcej niż pewna, że miłością do świata to mojego serduszka > nie napełni. No widzisz, jeszcze czas twojej starości nie nadszedł, a ty już się boisz tego, co będzie. Mentalnie przygotowujesz się do tego, że będzie źle, a ty zamiast miłości będziesz miała w seduszku (w głowie) coś przeciwnego miłości. Z góry stawiasz się na przegranej pozycji i "ustawiasz" swój mózg negatywnie. > No od cholery czasu: wojnę, czasy stalinowskie, PRL i dziki kapitalizm. Takie p > iękne czasy i tak dużo miejsca na refleksję. Zawsze można usiąść i narzekać na czasy. I wtedy człowiek nie ma czasu na nic konstruktywnego. Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 13:52 > Zawsze można usiąść i narzekać na czasy. I wtedy człowiek nie ma czasu na nic konstruktywnego. ty to jesteś normalnie konstruktywna aktywistka, od rana do wieczora budująca lepszą przyszłość, z płytą zaciętą na życiu seksualnym biskupów, ale to przecież nic nie szkodzi. i akurat czujesz się w obowiązku klarowaniu nawet nie starym ludziom, tylko o starych ludziach, jak mają żyć i kiedy tupać nóżkami. no paradne to jest dosyć. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 13:55 six_a napisała: > > Zawsze można usiąść i narzekać na czasy. I wtedy człowiek nie ma czasu na > nic konstruktywnego. > > ty to jesteś normalnie konstruktywna aktywistka, od rana do wieczora budująca l > epszą przyszłość, z płytą zaciętą na życiu seksualnym biskupów, ale to przecież > nic nie szkodzi. I nie zapominajmy, że nawet cienia złości to życie seksualne biskupów w stokrotce nie budzi. Ona nie zna złości przecie. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:06 nudzimisie_strasznie napisała: > I nie zapominajmy, że nawet cienia złości to życie seksualne biskupów w stokrot > ce nie budzi. Ona nie zna złości przecie. Znam złość, ale ona nie spędza mi snu z powiek ani nie czyni ze mnie aktywistki bijącej biskupów po plecach ateistycznym krzyżem. Stan wewnętrznego poczucia szczęścia nie oznacza braku emocji (równierz tych negatywnych) ani bierności w życiu społecznym. O tym pisała już mendigo, ale wygląda na to, że ani ty, ani sixa tego nie chwytacie. Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:13 > Znam złość, ale ona nie spędza mi snu z powiek ani nie czyni ze mnie aktywistki > bijącej biskupów po plecach ateistycznym krzyżem. masz jakiś ateistyczny krzyż nawet? lol. weź pokaż. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:15 six_a napisała: > masz jakiś ateistyczny krzyż nawet? lol. weź pokaż. A ty nie masz? Biednaś ty, kochaniutka! :-) Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:20 > A ty nie masz? nie przejmuj się, że tak bez sensu odpisujesz. po prostu masz fazę. wypisz się. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:21 six_a napisała: > nie przejmuj się, że tak bez sensu odpisujesz. po prostu masz fazę. wypisz się. Peace on you, moja kochana! :-) Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:02 six_a napisała: > ty to jesteś normalnie konstruktywna aktywistka, od rana do wieczora budująca l > epszą przyszłość, z płytą zaciętą na życiu seksualnym biskupów, ale to przecież > nic nie szkodzi. Moja droga, to chyba tobie zacięła się płyta i dostrzegasz tylko jakiś szczegół w całym obrazie. :-) > i akurat czujesz się w obowiązku klarowaniu nawet nie starym > ludziom, tylko o starych ludziach, jak mają żyć i kiedy tupać nóżkami. no parad > ne to jest dosyć. Paradne to są twoje uwagi, ponieważ ja niczego nikomu nie klaruję. Piszę tylko, jak ja podchodzę do życia i wyrażam swoje zdanie o tupaniu nóżkami i narzekaniu, że nic nie jest możliwe, bo takie czasy. Alt ty, sixo, widzisz zupełnie inną stronę medalu, co wcale nie jest dziwne. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:12 > Moja droga proponuję, żebyś te tytuły zachowała dla istotnie drogich osób. na przykład wspomniani już biskupi są dość drodzy. reszta banałów nie kwalifikuje się do męczenia klawiatury. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:16 Dziękuję za propozycję - nie skorzystam. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
akle2 Re: sukces - porażka 13.11.14, 20:02 Z ciebie sixa to jednak taki wampir energetyczny. Przejdziesz i od razu człowiek chory, Lord Vader normalnie wysiada Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 13.11.14, 20:10 O, ku...! Coś ty najlepszego zrobiła... Poziom trzeci, poziom trzeci! Schodzić do schronów! Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 21:42 no ja bym tam nie czekała na hiszpańską inkwizycję, gdyż ze źródeł dobrze poinformowanych wiem, że akurat wypoczywa. ale nawet doceniam ten alarm. Odpowiedz Link Zgłoś
akle2 Re: sukces - porażka 14.11.14, 09:46 Eee tam, ruskie bombowce już nad nami latają, PO w szkole było dawno więc se człowiek trenuje :P Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 14.11.14, 10:18 Wiem, trzeba zachować czujność bojową. Czasem może nawet trochę zaryzykować. Ale, na boga, następnym razem nie narażaj nas wszystkich, bo nie każdy się spodziewa. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 14.11.14, 11:45 mendigo napisał: > Ale, na boga (...) Ale na którego? Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 14.11.14, 12:03 No przecież nie będę wam narzucać! Ja polecam Dyskordię, ale jak kto se życzy. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 14.11.14, 12:05 mendigo napisał: > No przecież nie będę wam narzucać! To błąd! Tylko jeden jest najprawdziwszy. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 14.11.14, 12:18 mendigo napisał: > Być może, ale inni są zabawniejsi. Zabawa to wymysł szatana. A kysz! Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 14.11.14, 12:26 Bankowość to jest wymysł szatana, zabawę zawdzięczamy akurat Dyskordii. Wiem na pewno, bo miałam wizję i szczegółowo mi wszystko objaśniła. Tak więc nie kręć. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 14.11.14, 12:34 mendigo napisał: > Bankowość to jest wymysł szatana, zabawę zawdzięczamy akurat Dyskordii. Wiem na > pewno, bo miałam wizję i szczegółowo mi wszystko objaśniła. Tak więc nie kręć. Bankowość to wymysł banku, który dla niepoznaki nazywa się Instytutem Dzieł Religijnych (ku chwale Boga!). A twoja wizja to fake, bo tylko wizje z Matką Boską są prawdziwe. I nie bluźnij! Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 14.11.14, 12:53 Naiwność dziecka. Trzy czwarte tych wizji Matek Boskich to przebrana i nawalona Dyskordia. Dziwne, że te Matki zawsze trochę chichoczą albo przynajmniej wygadują jakieś niestworzone bzdury, nie? Przypadek? Nie sądzę. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 14.11.14, 11:43 mendigo napisał: > O, ku...! Coś ty najlepszego zrobiła... > Poziom trzeci, poziom trzeci! Schodzić do schronów! To inaczej leciało. Powinno być: uwaga! koma 3, nadchodzi; tora! tora! tora! Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 13:53 stokrotka_a napisała: > nudzimisie_strasznie napisała: > > > A tymczasem wielu ze starych ludzi, którzy sporo przeżyli, ale niewiele z > do > > byli, nie ma możliwości zrobić ze sobą nic. > > Mają możliwości, ale ich nie dostrzegają (nawet nie próbują dostrzec). Ej, no to dawaj! Jakie? > > > Ja im takiego miejsca nie przydzielałam, ale nawet jeśli jest tak, jak piszesz, > to oni nie muszą się na to przydzielanie godzić. No i właśnie się nie godzą! Tylko sposób ich nie zgody Ci się nie podoba. Ale wiadomo, jakby wyciągnęli właściwe wnioski... > > No widzisz, jeszcze czas twojej starości nie nadszedł, a ty już się boisz tego, > co będzie. Mentalnie przygotowujesz się do tego, że będzie źle, a ty zamiast m > iłości będziesz miała w seduszku (w głowie) coś przeciwnego miłości. Z góry sta > wiasz się na przegranej pozycji i "ustawiasz" swój mózg negatywnie. No tak, umiejętność wyciągania wniosków per analogiam, to jest mentalne skrzywienie. > > Zawsze można usiąść i narzekać na czasy. I wtedy człowiek nie ma czasu na nic k > onstruktywnego. K.rwa stokrotka, przeżyj może coś innego niż czasy dobrobytu i opowiedz nam jak to się Ciebie nie imają okoliczności. Ja tam wojny nie przeżyłam, wielkich zsyłek, wywróconej rzeczywistości o 180 stopni, ale jakoś mogę sobie wyobrazić, że ci ludzie nie mieli możliwości doznać oświecenia w duchu zen. Wiesz, zap.erdalali, żeby Ci zbudować takie życie jakie masz teraz, więc może jak jesteś takim piewcą miłości, to znajdź ją dla tych ludzi, zamiast z pogardą opowiadać o złych babciach z przychodni, co by mogły kwiatem lotosu być, a zamiast tego gniewne są. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:14 nudzimisie_strasznie napisała: > Ej, no to dawaj! Jakie? To jest właśnie typowe podejście dla kultury, w której życiem "maluczkich" kierują autorytety przerówżne. Zdecydowana większość ludzi pyta o proste wskazówki "jak żyć" zamiast podjąć wysiłek samodzielnego znalezienia odpowiedzi. > No i właśnie się nie godzą! Tylko sposób ich nie zgody Ci się nie podoba. Ale w > iadomo, jakby wyciągnęli właściwe wnioski.. Oni się nie godzą, a jedyną ich reakcją jest złość, wściekłoś, nienawiść lub apatia. Nie tędy droga. > No tak, umiejętność wyciągania wniosków per analogiam, to jest mentalne skrzywi > enie. Twoje życie nie mysi być analogiczne. > K.rwa stokrotka, przeżyj może coś innego niż czasy dobrobytu i opowiedz nam jak > to się Ciebie nie imają okoliczności. Znałam takich ludzi, tórzy przeżyli Syberię i inne trudności, o których mi się nie śniło, a nie byli zgorzkniałymi staruszkami pełnymi złości. I nie mieli wysokiej emerytury. > Ja tam wojny nie przeżyłam, wielkich zsy > łek, wywróconej rzeczywistości o 180 stopni, ale jakoś mogę sobie wyobrazić, że > ci ludzie nie mieli możliwości doznać oświecenia w duchu zen. Wiesz, zap.erdal > ali, żeby Ci zbudować takie życie jakie masz teraz, więc może jak jesteś takim > piewcą miłości, to znajdź ją dla tych ludzi, zamiast z pogardą opowiadać o złyc > h babciach z przychodni, co by mogły kwiatem lotosu być, a zamiast tego gniewne > są. Jeszcza raz powtórzę - można wciąż narzekać na czasy i się złościć, ale jeśli to jest stan permanentny, to sam sobie człowiek szkodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:44 stokrotka_a napisała: > nudzimisie_strasznie napisała: > > > Ej, no to dawaj! Jakie? > > To jest właśnie typowe podejście dla kultury, w której życiem "maluczkich" kier > ują autorytety przerówżne. Zdecydowana większość ludzi pyta o proste wskazówki > "jak żyć" zamiast podjąć wysiłek samodzielnego znalezienia odpowiedzi. Ojej, płaczę i turlam się. Ale spróbuj chociaż, no weź, na pewno masz coś więcej niż banał. No twierdzisz, że jest mnóstwo opcji, to odpowiedz, wiesz, nie musisz jako autorytet :D > > No i właśnie się nie godzą! Tylko sposób ich nie zgody Ci się nie podoba. > Ale w > > iadomo, jakby wyciągnęli właściwe wnioski.. > > Oni się nie godzą, a jedyną ich reakcją jest złość, wściekłoś, nienawiść lub ap > atia. Nie tędy droga. No fuj, stoktorka się nie zgadza, na takie niegodzenie się. Powinni się błogo uśmiechac i głosować na PO, to takie oczywiste. > > > No tak, umiejętność wyciągania wniosków per analogiam, to jest mentalne s > krzywi > > enie. > > Twoje życie nie mysi być analogiczne. No nie musi, ale może. Obawiam się w związku z tym. Nie łapię co w tym dziwnego. > > K.rwa stokrotka, przeżyj może coś innego niż czasy dobrobytu i opowiedz n > am jak > > to się Ciebie nie imają okoliczności. > > Znałam takich ludzi, tórzy przeżyli Syberię i inne trudności, o których mi się > nie śniło, a nie byli zgorzkniałymi staruszkami pełnymi złości. I nie mieli wys > okiej emerytury. I czego to dowodzi? Może tego, że ludzie są różni, a nie są robotami, które można sobie zaprogramować wedle woli? Jak myślisz? > Jeszcza raz powtórzę - można wciąż narzekać na czasy i się złościć, ale jeśli t > o jest stan permanentny, to sam sobie człowiek szkodzi. No to po kiego grzyba narzekasz na zgorzkniałych starców i zgorzkniałą mnie? Wedle Twoich teorii powinnaś mnie obdarzyć ciepłym uśmiechem i udać się w swoją stronę. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:50 nudzimisie_strasznie napisała: > Ojej, płaczę i turlam się. Ale spróbuj chociaż, no weź, na pewno masz coś więce > j niż banał. No twierdzisz, że jest mnóstwo opcji, to odpowiedz, wiesz, nie mus > isz jako autorytet :D Mam same banały. Ale wiem, że takie proste rzeczy nie mogą być prawdziwe - trzeba szukać prawdziwie głębokiego znaczenia i jednoznacznych wskazówek, jak trafić do raju. ;-) > No fuj, stoktorka się nie zgadza, na takie niegodzenie się. Powinni się błogo u > śmiechac i głosować na PO, to takie oczywiste. Niech robią, co chcą. Nawet na PiS mogą głosować. Przecież mają prawo. :-) > No nie musi, ale może. Obawiam się w związku z tym. Nie łapię co w tym dziwnego. No to obawiaj się dalej i intensywniej. :-) > I czego to dowodzi? Może tego, że ludzie są różni, a nie są robotami, które moż > na sobie zaprogramować wedle woli? Jak myślisz? Zgadzam się! A skoro nie zostali zaprogramowani jak roboty, to mogą myśleć, co chcą. :-) > No to po kiego grzyba narzekasz na zgorzkniałych starców i zgorzkniałą mnie? We > dle Twoich teorii powinnaś mnie obdarzyć ciepłym uśmiechem i udać się w swoją s > tronę. Ja nie narzekam! Błędnie odczytujesz moje teksty - ja tylko stwierdzam fakt. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:59 stokrotka_a napisała: > Mam same banały. Ale wiem, że takie proste rzeczy nie mogą być prawdziwe - trze > ba szukać prawdziwie głębokiego znaczenia i jednoznacznych wskazówek, jak trafi > ć do raju. ;-) Nie no, "wiem, ale nie powiem" jest zdecydowanie lepsze niż jednoznaczne odpowiedzi. > > No to obawiaj się dalej i intensywniej. :-) Ok, dołożę do tego jeszcze powstrzymanie się od osądzania starszych ludzi i odbierania wartości ich życiu, takim jakie ono jest. I mam nadzieję, że pani bozia, na moją starość mi odpłaci. > Zgadzam się! A skoro nie zostali zaprogramowani jak roboty, to mogą myśleć, co > chcą. :-) No pewusia, skoro nie są robotami, mogą też, na przykład, opracować nowe powszechne prawo ciążenia, albo dokonać jakiegoś odkrycia w dziedzinie fizyki kwantowej. Chcieć to móc, no nie? > Ja nie narzekam! Błędnie odczytujesz moje teksty - ja tylko stwierdzam fakt. :-) Ale jaki? Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 15:08 nudzimisie_strasznie napisała: > Nie no, "wiem, ale nie powiem" jest zdecydowanie lepsze niż jednoznaczne odpowi > edzi. Ale ja nie wiem i nie mam cudownej recepty dla wszystkich i na wszystko. Ja tylko twierdzę, że każdy musi do tego dojść sam i wiem, że nie jest to możliwe (tzn. nigdy 100% nie dojdzie do tego "celu"). > Ok, dołożę do tego jeszcze powstrzymanie się od osądzania starszych ludzi i odb > ierania wartości ich życiu, takim jakie ono jest. I mam nadzieję, że pani bozia > , na moją starość mi odpłaci. Płonne nadzieje. Pani bozia nawet palcem nie kwiwnie. :-) > No pewusia, skoro nie są robotami, mogą też, na przykład, opracować nowe powsze > chne prawo ciążenia, albo dokonać jakiegoś odkrycia w dziedzinie fizyki kwantow > ej. Chcieć to móc, no nie? No! ;-) > Ale jaki? Że ludzie siedzą i narzekają, i złoszczą się, i nienawidzą, marnując sobie i innym życie. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 15:44 stokrotka_a napisała: > > Że ludzie siedzą i narzekają, i złoszczą się, i nienawidzą, marnując sobie i in > nym życie. Hmm, no tak, w raju to by było dziwne, ale heloł, tu ziemia, i to taka mało sprawiedliwa, mało ładna i często okrutna ziemia. Oczywiście, można zamknąć się w świecie urodziwym i na ten brzydki nie patrzeć. Ale... Jest taka piosenka z 92' i tak okropnie aktualna. KAZIK "JESZCZE POLSKA" KLIP YACHFILMOWY 1992 No ale zen i pozytywne myślenie. Muszę lecieć. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 15:57 nudzimisie_strasznie napisała: > Hmm, no tak, w raju to by było dziwne, ale heloł, tu ziemia, i to taka mało spr > awiedliwa, mało ładna i często okrutna ziemia. Sądzisz, że ludzie, którzy narzekanie i złość mają we krwi (tzn. w duszy), przestaliby narzekać i złościć się w raju? Ja w to nie wierzę, tak jak nie wierzę w raj. :-) > Oczywiście, można zamknąć się w > świecie urodziwym i na ten brzydki nie patrzeć. Można zamknąć się w swoim negatywnym widzeniu świata i zmarnować życie, ale ja uważam, że szkoda czasu. :-) Ale... Jest taka piosenka z 92' i tak okropnie aktualna. Nie wiem, co to za piosenka, ale ten zwrot "okropnie aktualna" daje do myślenia. :-) > No ale zen i pozytywne myślenie. Muszę lecieć. Prawdę mówiąc, to nie znam żadnego zenu, ale wiem, że warto się starać myśleć pozytywnie. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 13.11.14, 15:08 > No od cholery czasu: wojnę, czasy stalinowskie, PRL i dziki kapitalizm. Takie p > iękne czasy i tak dużo miejsca na refleksję. Nie wiem, czy w grę wchodzi aktywna refleksja (właściwie dlaczego nie?) czy może doszli do tego przypadkowo, metodą prób i błędów, wyciągając wnioski? W sensie - łatwiej mi, gdy byle pierdoła nie wyprowadza mnie z równowagi, po co mam sobie jeszcze dokładać. W każdym razie znam dziadków, którzy, mimo okoliczności, stan spokoju osiągnęli. Starsza osoba może spojrzeć na życie z szerszej perspektywy - jestem szczęśliwa, bo mam wspaniałe dzieci, rodzinę, dobry obiad na stole. Można też dzieci przyjąć za pewnik i do końca życia przeżywać kolejki w warzywniaku. Moim zdaniem na ten stan umysłu pracuje się za młodu (oczywiście pomijam, że nie każdy może w równym stopniu, potrafi samodzielnie, ma odpowiednie cechy umysłu, możliwości i inne takie, ale nie na tym się tutaj skupiam). > I strach mnie bierze na to, że i ja będę musiała przeżyć taką marginalizac > ję. I jakoś jestem więcej niż pewna, że miłością do świata to mojego serduszka > nie napełni. A w chwili obecnej serduszko napełnione? Jak pisałam wcześniej, na podstawie najbliższego otoczenia, nie licząc przypadków chorób, ci, którzy za młodu osiągnęli względną równowagę, tacy pozostali na starość. Ja w każdym razie robię, co w mojej mocy, żeby swój spokój zachować jak najdłużej. > To do mnie osobiście? Nom, mam podły charakter, ale dla niego wymówek raczej ni > e szukam. Zresztą mało tu o sobie pisałam. Raczej refleksje o charakterze ogóln > ym. :D Zwariowałaś? Ja o tych babciach, co parasolkami po plecach biją! Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 15:33 fuzja_jadrowa napisał(a): > > Starsza osoba może spojrzeć na życie z szerszej perspektywy - jestem szczęśliwa > , bo mam wspaniałe dzieci, rodzinę, dobry obiad na stole. A co jeśli nie? Bo ja właśnie od takich sytuacji zaczęłam rozmowę - że Ty i Twój własny umysł do szczęścia nie wystarczą, jakieś okoliczności zewnętrzne, inni ludzie też by się zdali. >Moim zdaniem na > ten stan umysłu pracuje się za młodu (oczywiście pomijam, że nie każdy może w > równym stopniu, potrafi samodzielnie, ma odpowiednie cechy umysłu, możliwości i > inne takie, ale nie na tym się tutaj skupiam). A ja właśnie na tym się skupiam. Że nie jest nam dane po równo. I to od początku. Nie każdy może to samo i rada aby się rozwijać duchowo i ćwiczyć zen, dana jako rozwiązanie dla każdego jest nietrafna. A przekonywanie, że każdy może, tylko musi chcieć, jest wręcz szkodliwe i wbija ludzi w kolejne już poczucie winy. Nie tylko jesteśmy za mało ładni, mądrzy, bogaci, teraz jeszcze za mało "duchowi" i za mało pozytywnie nastawieni. > A w chwili obecnej serduszko napełnione? O Pani, po brzegi :) > > Ja w każdym razie robię, co w mojej mocy, żeby swój spokój zachować jak najdłuż > ej. I niech Ci się spełni! Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 13.11.14, 17:43 > A co jeśli nie? Bo ja właśnie od takich sytuacji zaczęłam rozmowę - że Ty i Twó > j własny umysł do szczęścia nie wystarczą, jakieś okoliczności zewnętrzne, inni > ludzie też by się zdali. Nie rozumiem. Co "jeśli nie"? Rozumiesz, że to jest tylko przykład i możesz sobie wstawić cokolwiek innego? Chodzi o podkreślenie różnicy w myśleniu. Można skupić się na szerszej perspektywie, cokolwiek to jest, i traktować ją jako punkt wyjściowy, a można dawać się codziennie wyprowadzać z równowagi małym, nic nieznaczącym zdarzeniom i koncetrować się na nich oraz uczuciu, jakie w nas wywołały. > A ja właśnie na tym się skupiam. Że nie jest nam dane po równo. I to od początk > u. Nie każdy może to samo i rada aby się rozwijać duchowo i ćwiczyć zen, dana j > ako rozwiązanie dla każdego jest nietrafna. A przekonywanie, że każdy może, tyl > ko musi chcieć, jest wręcz szkodliwe i wbija ludzi w kolejne już poczucie winy. A ktoś tu z tym dyskutował? Mogłybyśmy się dochodzić, czy to kwestia głównie inteligencji, o której pisałaś, cokolwiek ona dokładnie oznacza, czy także temperamentu (moim zdaniem nie) i innych czynników. Natomiast nie przypominam sobie, żeby ktoś stwierdził, że może KAŻDY. Była mowa o tym, że da się w przeróżnych okolicznościach życiowych, w niektórych jest to bardzo trudne, nie że każdy może. Zafiksowałaś się na tych, którzy z jakichś powodów podobno nie mogą, a nie dostrzegasz, że wielu wokół nas ludzi młodych czy w średnim wieku, którzy tego stanu nie osiągnęli, mimo że mają ku temu warunki. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 13.11.14, 18:59 fuzja_jadrowa napisał(a): > Nie rozumiem. Co "jeśli nie"? Sorry, chodziło mi o "A co jeśli nie mają". > Rozumiesz, że to jest tylko przykład i możesz sobie wstawić cokolwiek innego? Ale rozumiesz, że ja wiem o czym Wy do mnie mówicie, tylko się z tym zwyczajnie nie zgadzam. Teza z jaką polemizowałam brzmaiła tak: szczęście jest w Tobie i tylko od Ciebie zależne, a okoliczności zewnętrzne na poczucie szczęścia wpływu nie mają. I od początku zaznaczałam, że owszem, wierzę w to, że warto się ze sobą poukładać i w sobie oparcia poszukać. Nie wierzę natomiast, że inni ludzie i zdarzenia pozostają bez wpływu na życie i poczucie szczęścia. Przyjęcie tej, czy innej perspektywy ma swoje inklinacje i to te inklinacje mnie głównie interesują. Mianowicie, jeśli szczęście zależy wyłącznie od Ciebie, to kiedy nie jesteś szczęśliwy - Twoja wina. Jesteś smutny i zły - to nie bądź. I widzę w tym jakąś okrutną dewalucaję cierpienia, które człowiekowi przydaża się w życiu bez jego udziału i woli. A czasami i z winy, co relaności cierpieniu, nic a nic, nie odbiera (a tu się kłania stare forumowe "widziały gały co brały", a w podtekście "dobrze Ci tak"). Czytałam, że na oddziałach chorych na raka, zalecano ludziom pozytywne myślenie i afirmacje. Jedni wyzdrowieli, drudzy nie. Tylko, okazało się, że Ci co nie zdrowieli dodatkowo mieli poczucie winy, że nie dość dobrze pozytywnie myślą, że przez samych siebie umierają. Czyż to nie okrutne? Umierasz, ale bądź dobrej myśli! Natomiast nie przypominam sobie, > żeby ktoś stwierdził, że może KAŻDY. No mi się zdaje, że jednak tak. Że przeszkodą jest tylko brak chęci. O ograniczeniach intelektualnych i innych pisałam tylko ja. Poza tym, czy świat pełen skrojonych z jednej sztancy łagodnych szczęśliwców, to jest własnie ten świat upragniony? Czytałaś może "Mozliwości wyspy" Houellebecq'a? Bo on tam bardzo interesująco taki świat opisuje. Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 14.11.14, 15:57 Śledziłam Twoją dyskusję z mendigo i mogę powiedzieć tylko tyle, że zupełnie nie rozumiesz przekazu. Po prostu nie zrozumiałyście się i nie podejrzewam, że to nastąpi. Poczucie szczęścia czy tam spokoju oraz dążenie do niego, ciężko jest wytłumaczyć. Przynajmniej ja miałabym problem, żeby opisać je słowami, więc nawet się za to nie biorę. Dziwi mnie, że coś tak pozytywnego, odebrałaś na całkowicie innym poziomie. Zdążyłaś zrobić z tego przymus, tłumienie emocji, politykę rezygnacji, bycie koło świata. Z pozytywnego przekazu (w sensie - ja, Ty, inni ludzie ogólnie są w stanie poziom szczęścia osiągnąć, trzeba trochę popracować, przestawić myślenie, ale warto, to ułatwia życie), zrobiła się jakaś chora walka o wszystkich tych, którzy z jakiegoś powodu tego stanu osiągnąć nie mogą (i tutaj tworzysz sobie np. grupę ludzi starszych, jakby to jednolita masa była). Błędnie stawiasz znak równości między spokojem a wypraniem z emocji, całkowitym brakiem uczucia złości... W sumie, to nie chce mi się dalej tłumaczyć. Plus doszukiwanie się w tym wszystkim wyższości piszących o tym. Całkiem inaczej to odebrałam. Nieważne. > Teza z jaką polemizowałam brzmaiła tak: szczęście jest w Tobie i > tylko od Ciebie zależne, a okoliczności zewnętrzne na poczucie szczęścia wpływu > nie mają. I od początku zaznaczałam, że owszem, wierzę w to, że warto się ze s > obą poukładać i w sobie oparcia poszukać. Nie wierzę natomiast, że inni ludzie > i zdarzenia pozostają bez wpływu na życie i poczucie szczęścia. Polemizowałaś z czymś, co sobie sama wymyśliłaś. Szczęście może być całkowicie niezależne od okoliczności zewnętrznych (w wersji dla zaawansowanych). Przecież mendigo wyraźnie napisała, że w wersji dla zaawansowanych. Gdzie tu widzisz tego swojego "każdego"? Wyraźnie napisała, że może być, a nie - jest, tylko jest, zawsze jest. Wytłumaczyła Ci również, albo próbowała przynajmniej, że owszem, świat zewnętrzny na nas wpływa, ale chodzi o to, żeby próbować nie walczyć tam, gdzie nie można wygrać, uniezależnić się emocjonalnie od huśtawek ludzi wokół nas itd. > Poza tym, czy świat pełen skrojonych z jednej sztancy łagodnych szczęśliwców, t > o jest własnie ten świat upragniony? Czytałaś może "Mozliwości wyspy" Houellebe > cq'a? Bo on tam bardzo interesująco taki świat opisuje. Nie czytałam. Ale "skrojeni z jednej sztancy łagodni szczęśliwcy" wskazują na to, że nie rozumiemy się w tej kwestii. Nasze definicje życiowego spokoju i poczucia szczęścia są różne. Ani nie uważam się za szczególnie łagodną, ani za dobrotliwą, radosną, jakoś szczególnie przyjaźnie nastawioną do świata. Tak że albo ja uczucia szczęścia nie osiągnęłam, albo jednak szczęśliwcy nie są jednakowymi tworami. Odpowiedz Link Zgłoś
nudzimisie_strasznie Re: sukces - porażka 14.11.14, 16:43 fuzja_jadrowa napisał(a): > Polemizowałaś z czymś, co sobie sama wymyśliłaś. A bardzo być może. Chyba ja wczoraj miałam fazę i musiałam się wypisać, ale ja sobie tego zdania nie wymyśliłam "Nic z zewnątrz cię nie uszczęśliwi po prostu" - ono tam stało jak byk. A i to które cytujesz Ty też tam było. > > Szczęście może być całkowicie niezależne od okoliczności zewnętrznych (w wer > sji dla zaawansowanych). Widzisz, bardzo nieładnie zakładasz, że ja nie rozumiem, a nie możesz przyjąć, że się nie zgadzam. Mnie się nie wydaje, żeby w dyskusji z mendigo była "chora walka", zdaje mi się, że była wymiana poglądów. I wiesz, tych złych, starych ludzi to nie ja przywołałam i nie ja się ich czepiłam. I w żadnym razie nie ja robiłam z nich jednorodną masę. Pisałam jedynie, że potrafię zrozumieć ich złość, do której, moim zdaniem, mają pełne prawo i powody. Z własnymi wymysłami polemizowałam głownie w dyskusji z Tobą, bo byłam już bardziej na fazie przekazu medialnego i pseudo psychologii dla ubogich, ostatnio tak popularnej, która moim zdaniem robi ludziom sieczkę z mózgu - znam parę osób, które całe życie próbują osiągnąć szczęście kopiąc w sobie do piątek dna, zamiast po prostu żyć i może zainteresować się czymś więcej niż własna, fascynująca osobowość. A dodatkowo, jakoś tak już mam, że widzę raczej ciemną stronę życia, głownie w ujęciu socjologicznym - nasz karaj jest wg mnie okropnym miejscem do życia - i jak słyszę, że to nie ma znaczenia, a dostrzeganie tego i narzekanie jest bez sensu, to mnie to wkurza. Bo tu jest źle i uciekanie w prywatność, tego źle nie zmieni. A na koniec napiszę może, po raz nie wiem który: tak, dobrze jest starać się żyć spokojnie, miło i nie przejmować się duperelami. Dobrze jest nie zawieszać się na innych, tylko polegać na sobie. Niedobrze jest wierzyć, że jest się samowystarczalnym i całkowicie niezależnym. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 17.11.14, 09:06 nudzimisie_strasznie napisała: > A dodatkowo, jakoś tak już mam, że widzę raczej ciemną stronę życia, głownie w > ujęciu socjologicznym - To sporo wyjaśnia. A można przecież widzieć raczej jasną stronę życia. Po co sobie szkodzić? > nasz karaj jest wg mnie okropnym miejscem do życia - i > jak słyszę, że to nie ma znaczenia, a dostrzeganie tego i narzekanie jest bez s > ensu, to mnie to wkurza. Bo tu jest źle i uciekanie w prywatność, tego źle nie > zmieni. Widzisz, ustawiłaś swoją psychikę w tak negatywny sposób, że nic dziwnego, że czujesz czujesz się w tym kraju źle. A kraj wcale nie jest okropny - są w nim rzeczy okropne, ale są i pozytywne. > Niedobrze jest wierzyć, że jest się samowy > starczalnym i całkowicie niezależnym. Ale kto w to wierzy? To nie na tym polega. Odpowiedz Link Zgłoś
fuzja_jadrowa Re: sukces - porażka 17.11.14, 12:33 > ale ja sobie tego zdania nie wymyśliłam "Nic z zewnątrz cię nie uszczęśliwi po prostu" - ono tam stało jak byk. Użyte zdaje się w odniesieniu do zamożnych, zdrowych mieszkańców Zachodu? Rozumiem to tak: dopóki nie pogodziłam się sama ze sobą, nie zaakceptowałam siebie (można powiedzieć, że w pewnym stopniu polubiłam), nie nauczyłam się trochę inaczej reagować na świat, żadne pieniądze, ludzie i inne pozytywne czynniki zewnętrzne nie sprawiały same w sobie, że czułam się w 100% szczęśliwa. Nie twierdzę, że nie mogą one pomóc, ułatwić osiągnięcia tego stanu, ale i tak zmiana musi dokonać się w nas, żeby mogła być trwalsza. Opisane słowami brzmi nieco górnolotnie, ale wierz mi, ja widzę to bardzo prosto i przyziemnie. Człowiek do dóbr materialnych się przyzwyczaja, pieniądze się rozpłyną lub potrzeby wzrosną, ludzie być może z życia znikną, a ja zostałabym z tym samym burdelem w głowie i nikt, i nic go za mnie nie posprząta. Czy można być w pełni szczęśliwym wśród innych, nie będąc choć trochę szczęśliwym ze sobą? Hmm, nie wiem. Ja nie potrafiłam i odbijało się to na najukochańszej osobie. Nie ma to większego związku z wiarą w samowystarczalność. > Widzisz, bardzo nieładnie zakładasz, że ja nie rozumiem, a nie możesz przyjąć, że się nie zgadzam. Mnie się nie wydaje, żeby w dyskusji z mendigo była "chora walka", zdaje mi się, że była wymiana poglądów. Szczerze? W pewnym momencie pogubiłam się w tym, z czym dokładnie Ty się w dyskusji nie zgadzasz. Na etapie "biedni są biedni, bo tak, a bogaci...", miałam wrażenie, że jedni o zupie, drudzy o dupie. Niech będzie - wymiana poglądów, w ferworze której nie zauważyłaś, że przykładem agresywnych babć, mendigo posłużyła się w odpowiedzi na Twoje: "Się starzejesz (...), to i miotasz się mniej, no taka natura". To miał być tylko przykład na: niepogodzony ze sobą za młodu - niepogodzony i na starość. Umknęło Ci sedno, nikt wtedy nie stwierdził, że żadna babcia nie ma prawa czy powodów do złości. > Z własnymi wymysłami polemizowałam głownie w dyskusji z Tobą, bo byłam już bardziej na fazie przekazu medialnego i pseudo psychologii dla ubogich, ostatnio tak popularnej, która moim zdaniem robi ludziom sieczkę z mózgu Do wszelkich nowoczesnych, "uniwersalnych" technik promowanych na siłę, pracy na trzy cztery, bo ktoś tam, gdzieś tam, coś tam napisał, mam podejście podobne (chyba że człowiek chce i mu to pomaga, jego sprawa). Rozumiem wzburzenie, ale ja od początku nie o tym. > nasz karaj jest wg mnie okropnym miejscem do życia - i jak słyszę, że to nie ma znaczenia, a dostrzeganie tego i narzekanie jest bez sensu, to mnie to wkurza. Nudzimiśko, nie zaprzeczam, na pewno jakieś znaczenie ma. W końcu łatwiej osiągnąć stan wyluzowania życiowego, gdy starcza do pierwszego i okoliczności sprzyjające. Z drugiej strony, osobiście znam wielu narzekaczy, którym na tle przeciętnego Polaka wiedzie się dobrze. Dla nich nigdy nie będzie wystarczająco dobrze. W ten sposób można zayebać się na śmierć i nadal nie być szczęśliwym. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 09:47 mendigo napisał: > A co do spokoju na starość - nie widziałaś babin lejących krzyżem po plecach > inaczej myślących albo wściekłych dziadków w poczekalni u lekarza? Żeby mieć do > brą starość trzeba sobie wyrobić dobre nawyki (patrz Dziarski Dziadek). Pozwala > nie sobie na emocjonalne jazdy, gdy człowiek jest młody i sprawny, zagwarantuje > raczej rollercoaster na starość, a nie spokój. Chyba że mówimy o spokoju wynik > ającym z braku siły, ale pewnie nie. Celne spostrzeżenia. Ja obserwuję proces pogłębiającej się frustracji wraz z upływającym czasem w swojej bliskiej i dalszej rodzinie. Ludzie starzeją się, a ich nienawiść, wściekłość z powodu sytuacji w bliskim i bardzo dalekim otoczeniu rośnie. Ci ludzie sami robią sobie krzywdę, a przy okazji krzywdzą tych, którzy dzielą z nimi życie. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 09:39 mendigo napisał: > Może ci to buddą zajedzie, ale wszystko zewnętrzne się skończy. Muzyka ci się z > nudzi, nogę złamiesz i po piłce, a pogoda się zepsuje. > > Ale wcale nie chodzi o blokowanie się i nieprzyjmowanie tego, co dobre, ale pog > odzenie się (tak naprawdę, emocjonalnie) z nieuchronnością zmiany - także na go > rsze. Chodzi o zdystansowanie się i przyjmowanie wszystkiego, także syfu. Bo - > to jest coś, czego tak wielu nie przyjmuje - walką z okolicznościami zazwyczaj > ich nie zmienisz, a tylko się unieszczęśliwisz. Nie mówię, żeby nic nie zmieni > ać, ale można to robić bez szarpania się i cierpienia, że jest nie tak, jak chc > esz, żeby było. To takie proste, prawda? A tak mało ludzi to rozumie. Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 13.11.14, 10:31 Bo żeby zrozumieć, trzeba tego doświadczyć (tzn. że to działa). A żeby doświadczyć, trzeba się trochę wysilić w tym kierunku, coś zrobić, z czegoś zrezygnować itd. I mamy pat. Ja trochę zaobserwowałam, trochę przyjęłam na wiarę. Taki farcik. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 09:37 mendigo napisał: > Szczęści > e to nie jest coś, co spada z nieba albo pewnego dnia po prostu zakwita - to co > ś, co można chamsko i żmudnie w sobie wypracować. I może być całkowicie (w wers > ji dla zaawansowanych) niezależne od okoliczności zewnętrznych. Właśnie tak! Mendingo, siostrzana duszo, też tak myślę i właśnie tak znalazłam w sobie swoje szczęście, choć jako młoda siksa (nie mylić z sixą!) szukałam tego szczęścia w kimś innym. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
piataziuta Re: sukces - porażka 07.11.14, 20:58 >rodzina , to jest ciekawe kryterium, bo dla mnie to było jak przypadkowy gol strzelony piętą a po co nagle patrzysz pod kątem sukcesów, skoro wcześniej nic nie planowałeś? czy to ma znaczenie? jeśli tak, to sukcesem będzie to że nieźle ogarnąłeś przypadek jaki ci się przytrafił >ale jak się to osiągnie, to co dalej ? skąd mam wiedzieć, nie byłam po czterdziestce :) szczytem moich marzeń była zawsze harmonia, ogarnięcie wszystkich dziedzin życia które dotykam, w dalszym ciągu jest do wyzwanie i od dłuższego czasu waham się, czy mam w dupie "karierę w zawodzie", czy może nie mam jednak Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 08.11.14, 09:51 Pod tym katem nie patrze nagle i nie tylko czy przede wszystkim. Sukces jest prowokacja. Ja sie go nie wypieram, ani przed nim nie uciekam, ale widze, ze w naszej kulturze jest wartoscia kontrowersyjna. Zaraz zrobie jajka na miekko. Jak mi dobrze wyjda , to bedzie sukces, bo ostatnio mi dwa razy nie wyszly. Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:27 sukcesy i porażki są dla celebrytów. reszta może ten cyrk spokojnie olać. Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:37 cyrkiem jest pojmowanie życia w kategorii sukcesów i porażek. raz wejdziesz w ten kierat i przerąbane. prawda? prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:52 nie prawda. bo jakbym zamiast słowa sukces użył satysfakcja lub zadowolenie, to czy prawo do tych odczuć dałabyś jedynie celebrytom ? rzecz w tym jak się do tych kwestii podchodzi. przerąbane to mają ci , co się musza najebać z jednego czy drugiego powodu . nonie Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 07.11.14, 13:13 > bo jakbym zamiast słowa sukces użył satysfakcja lub zadowolenie, t > o czy prawo do tych odczuć dałabyś jedynie celebrytom ? no nie, wtedy nie. jak widać, słowa mają znaczenie. > przerąbane to mają ci , co się musza najebać z jednego > czy drugiego powodu . nonie oooooszywiździe, dlatego jakbyś przypadkiem nie znalazł sukcesów, to zawsze możesz znaleźć takich, co mają gorzej. Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszg2 Re: sukces - porażka 07.11.14, 13:24 siuxsa kociaku słodziaku...pako jest widać zadaniowcem a ty relacyjna... Ciebie stresuje to co pako wyluzowuje...i być może odwrotnie... ważne, żeby wiedzieć jak sobie radzić ze stresem... o ile pamiętam to masz incklinacje do rzucania kotem....tylko dlatego, że przez to kot czuje się bardziej wyluzowany... idę sprawdzić za którą cześć można mnie złapać jakbyś chciała się wyluzować ;) Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: sukces - porażka 07.11.14, 13:36 eecheche to moze dowcip zapodam: przychodzi facet (41)do lekarza i mówi: panie doktorze, zona mnie denerwuje, a lekarz na to - To proszę rzucić kotem żony o ścianę. Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszg2 Re: sukces - porażka 07.11.14, 13:44 ja też chodzę w sprawie żony do weterynarza.. i piąteczkowo kabarecik: kabaret Ciach - Weterynarz Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszg2 Re: sukces - porażka 07.11.14, 14:54 dobrze już dobrze...nie odzywam się już więcej...<foch> Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus właśnie też chciałam to napisać 08.11.14, 01:15 sukces i porażka jako wyznaczniki egzystencji. Nie masz sukcesu? a jak ktoś nie chce mieć sukcesu? Zwyczajnie nie chce, dlaczego każdy ma mieć listę sukcesów i porażek. To porównywanie się- mój sukces nie jest tak dobry jak sukces Xa, za to moja porażka to dopiero masakra. Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: właśnie też chciałam to napisać 08.11.14, 09:34 A sukces i porazka, jako synonimy zadowolenia i rozczarowania. Sadzisz, ze jest ktos, kto po prostu nie chce byc czasem zadowolony. Uwazasz, ze ludzie zycza sobie rozczarowan czyli tego zeby im sie naokraglo pierniczylo w zyciu, a oni beda z tego zadowoleni ?? Odpowiedz Link Zgłoś
babciajadzienka Re: sukces - porażka 07.11.14, 12:36 i masz to co w swiecie najswietsze: swiety spokoj". To cytat z piosenki "kiedy leze sobie pod grusza" M. Rodowicz. 40 kilkulatek czy latka to czlowiek raczej obcykany. Sporo widzial, sporo wie, sporo przezyl. Nie pasjonuja go juz bzdety, farmazony i inne takie teksty w necie. Patrzy sobie spokojnie na taka radosna tworczosc. A pisz sobie dobry Czlowieku. Skoro musisz. Jest tyle pieknych, waznych rzeczy i spraw dookola nas. Jest sens tracic czas na takie mialkie drobiazgi? Odpowiedz Link Zgłoś
hansii stan rownowagi 07.11.14, 12:53 to , ze ma sie wiele za soba, ale i wiele przed soba (mam tu na mysli glownie szczebelki kariery zawodowej, gdyz w zyciu osobistym zawsze moze byc roznie, chociaz w ideal.przypadku tesz tak wlasnie byc powinno) Odpowiedz Link Zgłoś
dark_muffin Re: sukces - porażka 07.11.14, 16:59 Poczucie realizacji ambicji - w obydwu przypadkach. Odpowiedz Link Zgłoś
brygada_ww Re: sukces - porażka 07.11.14, 17:34 paco_lopez napisał: > mam konkretne pytanie ; co według was jest sukcesem w życiu czterdziestoletni > ego mężczyzny a co jest sukcesem w życiu czterdziestoletniej kobiety. Dla kazdego cos innego Paco, tu nie usrednisz, tak samo, jak dla jednego luksusem bedzie kibel na dworze, dla innego basen w piwnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
akle2 Re: sukces - porażka 07.11.14, 19:02 Brak długów, stałe źródło dochodów, robienie tego co się lubi i ktoś, kto Cię kocha (choćby to był tylko Twój pies). Niezależnie czy K, czy M. Odpowiedz Link Zgłoś
lazy.eye Re: sukces - porażka 07.11.14, 21:20 Jeśli chodzi o faceta to proste. Jeśli spędzasz czas z osobami, które lubisz i w taki sposób jaki lubisz to jest właśnie sukces. Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus wiek chyba nie gra roli 08.11.14, 01:12 Dla jednego 40latka sukcesem będzie auto, dla innego wystawa namalowanych przez siebie obrazów. Kolega w wieku lat 39 zrobił prawo jazdy i to był sukces. Dla jednej kobiety sukcesem będzie schudnięcie, dla drugiej wychowanie dziecka/dzieci, dla trzeciej rzucenie palenia. Odpowiedz Link Zgłoś
armittesek Re: sukces - porażka 08.11.14, 12:06 Sukcesem w życiu przeciętnego mężczyzny czy kobiety jest poczucie spełnienia i zadowolenia z tego co sie robi. (trochę inaczej jest z ludźmi wyrastającymi ponad przeciętność czy to inteligencja, czy zdolnościami). Jeśli chodzi o czterdziestolatków, nawet przeciętnych, to ważne sa takze możliwości dalszego rozwoju, bo są to relatywnie młodzi ludzie, dopiero w połowie zycia (zważywszy, ze pierwsze 20-25 lat byli dzieciakami uczącymi sie i zycia, i alfabetu, to tak naprawdę dopiero wciąż znajdują sie w pierwszej połowie życia zawodowego). Odpowiedz Link Zgłoś
soulshuntr Re: sukces - porażka 08.11.14, 13:50 Jesli musisz zastanawiac sie czy twoje zycie to sukces lub porazka, to wlasnie jest porazka. Odpowiedz Link Zgłoś
armittesek Re: sukces - porażka 08.11.14, 18:34 Bzdura do kwadratu. Takich pytan nie stawiaja sobie tylko idioci. Idota zawsze jest przekonany o swojej wielkosci i geniuszu. Nie stawia sobie trudnych pytan. Odpowiedz Link Zgłoś
sl-14 Re: sukces - porażka 08.11.14, 20:33 Dobra i chociaż trochę satysfakcjonująca praca, posiadanie przyzwoitego lokum, jakieś oszczędności, zadowolenie z życia na poziomie powyżej przeciętnej. Odpowiedz Link Zgłoś
kalllka Re: sukces - porażka 09.11.14, 15:10 Poczucie, ze się nie przespalo życia. Porażki i sukcesy, warto wartościować (:|? jutro wszystko może zmienić znaczenie.,.,. Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszg2 Re: sukces - porażka 12.11.14, 21:27 kalllka napisała: > jutro wszystko może zmienić znaczenie uprzywilejowałaś to forum rzadkiej urody kobiety wpisami... a jakby tak się cofnąć pamięcią zawodną co zniekształca obrazy ... można by umoczyć języczek w ciekawości różowej ambrozji ... wypełnić po brzegi treścią stuleci doświadczeń... czymże one znaczeniem jak nie barwą i figlem nie godnym powadze czasu i miejsca? a zresztą sam nie wiem...myślę o Jeriominie i Krytyku... jakby to miało jakieś znaczenie... dla relaksu muzyczka ANDRE - ZA KOLANKO Official Video ( NOWOŚĆ 2014) Odpowiedz Link Zgłoś
matyldzia.80 Re: sukces - porażka 12.11.14, 22:43 to zależe jakie ta osoba przed sobą postawiła cela, jak miała zamiar w wieku 40 lat dalej nie mieć rodziny, dobra pracę i się bawić i tak jest to nie wątpliwie osiągnęła sukces :) Odpowiedz Link Zgłoś
joanna9969 Re: sukces - porażka 13.11.14, 04:48 To zależy jakie ktoś ma priorytety i jakie cele sobie zakłada w życiu , a każdy ma inne wiec nie może być jednej uniwersalnej definicji sukcesu. Osiąganie celów , zadowolenie ze swojego życia, życie ze sobą w zgodzie to jest sukces ! I to na każdym etapie życia tym przed i po 40-stce. Odpowiedz Link Zgłoś
varia1 Re: sukces - porażka 13.11.14, 12:00 sukcesem jest uwierzyć, niezależnie od płci i wieku, że kiedy masz pod górkę to znaczy że ciągle idziesz w dobrym kierunku - na szczyt :) a potem przekazać to potomkom Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 12:28 > sukcesem jest uwierzyć, niezależnie od płci i wieku, że kiedy masz pod górkę to > znaczy że ciągle idziesz w dobrym kierunku - na szczyt :) to coelho? a jak masz z górki, to idziesz w złym kierunku i staczasz się na dno? trochę fatalnie. ja bym tego nie przekazywała nikomu. no ale już poszło w świat. Odpowiedz Link Zgłoś
varia1 Re: sukces - porażka 13.11.14, 12:53 dlatego ja zawsze pod górkę i zawsze pod prąd taka już moja natura :) widocznie mam rewolucję we krwi z prądem tylko zdechłe ryby płyną Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 14:45 Nie miało brzmieć szczerze, ba, w ogóle nie miało brzmieć! Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 13.11.14, 15:25 Ale ja chcę szczerego uznania. Zatem czekam dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: sukces - porażka 13.11.14, 15:35 OK. To było głębokie jak Jezioro Śniardwy po roztopach. Szczerze uznaję! Odpowiedz Link Zgłoś
mendigo Re: sukces - porażka 13.11.14, 15:42 No! Że też człowiek się musi zawsze nagimnastykować. Odpowiedz Link Zgłoś
kluzeczka Re: sukces - porażka 14.11.14, 08:34 Każdy z nas dąży do czegoś innego i ma inne pragnienia oraz marzenia. Dla jednego sukcesem jest przeżycie kolejnego dnia a dla drugiego awans na wyższe stanowisko. Ciężko pisać o sukcesie, dla każdego znaczy co innego. Odpowiedz Link Zgłoś
spina-longa Re: sukces - porażka 14.11.14, 13:21 paco_lopez napisał: > mam konkretne pytanie ; co według was jest sukcesem w życiu czterdziestoletni > ego mężczyzny a co jest sukcesem w życiu czterdziestoletniej kobiety. Formalna wolność u 40-latka jest sukcesem a ta sama wolność u kobiety jest porazką tak to. Odpowiedz Link Zgłoś
best.yjka Re: sukces - porażka 14.11.14, 19:23 > Formalna wolność u 40-latka jest sukcesem a ta sama wolność u kobiety jest porazką > tak to. A świne fruwają :) Odpowiedz Link Zgłoś
sl-14 Re: sukces - porażka 14.11.14, 20:18 Nie ma nic gorszego, niż wolna kobieta. :) Odpowiedz Link Zgłoś
ninek04 Re: sukces - porażka 14.11.14, 20:48 > Formalna wolność u 40-latka jest sukcesem a ta sama wolność u kobiety jest pora > zką > tak to. Bzdura.Formalnej wolności nigdy nie uznałabym za porażkę, nawet w wieku 40 lat,tylko za wybór w pełni świadomej kobiety, który można przekuć w sukces Odpowiedz Link Zgłoś
spina-longa Re: sukces - porażka 17.11.14, 13:52 Ideały są wspaniałe. Wiem. ;) Tak na marginesie w jakimś opracowaniu było, ze XY kiedy miał 30 lat grywał z 25-latkami. Kiedy miał 40 również grywał z 25-latkami. I majac 50 lat nic sie nie zmieniło. A wyjatki tylko potwierdzaja regułę. Zyjemy dłuzej a i tak termin atrakcyjności jest różnie liczony u obu płci. Są wyjatki. Ale to wyjatki. Odpowiedz Link Zgłoś