Dodaj do ulubionych

Najgłupsze rozstanie życia (?)

30.06.15, 11:57
Chciałbym wam opowiedzieć trochę przydługą historię, trochę ku przestrodze, trochę dla własnego ukojenia, ale w największym stopniu z czysto psychologicznej ciekawości :)
PROSZĘ O CIERPLIWOŚĆ
(próbowałem to skrócić, ale wszystko wydaje mi się istotne)

Parę miesięcy temu temu przechodziłem przez dość nietypowe (przynajmniej z perspektywy mnie-faceta) rozstanie i zastanawiam się jak wy się na to zapatrujecie.
Nie żeby mnie to teraz jakoś szczególnie bolało, ale chciałbym spróbować rozważyć z wami scenariusz „co by było, gdyby”, aby w przyszłości mieć większe szanse na uniknięcie takich sytuacji.
Byłem w związku z dziewczyną przez rok. Nie był to ani mój najdłuższy, ani najkrótszy związek, ale z pewnością najgorętszy. Bardzo kochałem i byłem kochany, przyjmijmy to za pewnik. Była to pierwsza moja dziewczyna, która w 100% mi się podobało (nie dość, że jest w moim dość specyficznym typie, to jeszcze można obiektywnie stwierdzić, że jest naprawdę ładna), do tego zadziorna, z charakterem, bystra i towarzyska. I przede wszystkim kochana. Nasze charaktery fajnie się uzupełniały, ja jestem człowiekiem spokojnym i zrównoważonym, ona jest typem „szalonym”, chociaż zamkniętym w sobie, niemniej w ważnych kwestiach nasze temperamenty miały sporą część wspólną (zwłaszcza na imprezach i w łóżku). Od pierwszego dnia kiedy się poznaliśmy iskrzyło między nami, kiedy się związaliśmy, uczucie zapłonęło żywym ogniem ;)
Na początku wydawało się, że mamy dużą przeszkodę – ona maturzystka, ja już po studiach i pracujący. Różnica wieku (niby nie kolosalna, ale plasująca nas w nieco innych rzeczywistościach) przez jakiś czas trzymała nas z dala od siebie, bo trudno było sobie to wyobrazić. Jednak gdy w końcu spróbowaliśmy, okazało się, że potrafimy fajnie spędzać ze sobą czas, dobrze nam się ze sobą rozmawia, dobrze się odnajdujemy w takim samym towarzystwie itp.
Na początku wszystko szło idealnie (jak zwykle), ale zaczęły się pojawiać drobne problemy (zresztą pochodzące z zewnątrz), które z czasem urosły do większych rozmiarów. Wydaje mi się, że mieliśmy do czynienia z typowym efektem kuli śnieżnej.
Pierwszym była utrata przeze mnie pracy w piątym miesiącu związku. Nie tyle ją straciłem, co przeprowadzałem kontrolowaną jej zmianę;) Problem w tym, że miało to trwać tylko 2-3 miesiące, a trwało trochę ponad pół roku (i nie było wiadomo kiedy i czy ją dostanę), więc mimo że na początku byłem wyluzowany, z czasem zaczynałem popadać w coraz większy dołek z tego powodu i sprawa ta stopniowo absorbowała coraz więcej moich myśli.
Drugim problemem była pewna awantura, która wybuchła na imprezie między nią, a naszą wspólną koleżanką (akurat z towarzystwa, w którym razem się obracaliśmy i w którym się poznaliśmy). Nie wchodząc w szczegóły, ta druga zachowała się podle, ale moja dziewczyna z kolei zareagowała dziecinnie nawet jak na swój wiek. Obraziła się na nią śmiertelnie i uznała, że z resztą grupy tez nie chce mieć nic wspólnego, bo na pewno są po jej stronie. Ot, głupia, szczeniacka wręcz reakcja, która doprowadziła do tego, że straciliśmy wspólną paczkę (nie byłem w tej kwestii bierny, ale o tym później).
Trzecim i chyba ostatnim problemem była jej praca. W trzecim miesiącu mojego bezrobocia dostała pracę w kawiarni (czym jest zachwycona chyba do teraz), która ma dużą wadę – siedzi się w robocie albo od bardzo wczesnych godzin porannych do popołudnia, albo od popołudnia do północy. Tak samo w weekendy (z tym że trudno brać wtedy wolne). Tak więc nie dość, że doszło do nieprzyjemnej dla mnie sytuacji, w której to moja małolata miała pracę, a ja nie, to jeszcze jej czas stał się ograniczony. Przyjeżdżała do mnie albo zmęczona, albo zaraz musiała iść spać. Praca wygenerowała taki oto problem, że jak do mnie przyjeżdżała i długo nawijała co tam się u niej działo, to nie mogłem w zamian podzielić się swoimi wrażeniami z dnia, bo ich nie miałem (siedziałem w domu, czasem rozsyłałem oferty, więc co miałem powiedzieć ? że zrobiłem sobie kanapkę?). A to ważny aspekt bycia razem. No więc gadała o swoim dniu, gadała (i przysięgam, że nawet z przyjemnością tego słuchałem, bo przynajmniej u niej coś się działo), ale w końcu zaczęła mnie traktować jak dyktafon (złościła się jak zapominałem jaki ma grafik i w zw. z tym pytałem kiedy ma czas, co z czasem eskalowało). Zaczęła się wkurzać, że jej nie słucham i że nic jej nie opowiadam (jak to głupio brzmi!).
No i wszystkie drobiazgi zaczęły narastać. Konflikt między koleżankami zdołałem niby zażegnać, ale moja dziewczyna była już do tego stopnia zrażona, że po prostu godziła się na pojawienie się na tej samej imprezie, ale i tak trzymała się po drugiej stronie mieszkania. Pozostałym dostało się rykoszetem za niewinność tak naprawdę, ale tutaj pewnie sytuacja by się poprawiała, gdyby nie to, że udało się to załatwić dopiero jakieś dwa tygodnie przed rozstaniem.
Moje przeciągające się bezrobocie doprowadziło do tego, że coraz trudniej było mi trzymać formę taką jak na początku. Ciągle mi to siedziało z tyłu głowy, przez co trudno było mi inicjować tematy do rozmów, wychodzenie na miasto z kolei wiązało się z wydatkami, więc też starałem się z tym nie przesadzać (chociaż nie unikałem tego w pełni, bo trochę zaoszczędziłem). Wyjście na zewnątrz ? Nie bardzo, akurat była zima/przedwiośnie, a z niej straszny zmarzluch. Wychodzenie do znajomych też odpadło, bo na jednych się poobrażała, a ci co mieszkali blisko mnie w większości się wyprowadzili (jej znajomi z kolei mieszkają z rodzicami, więc możliwości były ograniczone). Mimo że w każdym tygodniu zaliczam jakieś spotkanie towarzyskie w mojej okolicy, to jej rzadko udawało się w nie trafić (taki niefortunny grafik). W efekcie z miesiąca na miesiąc coraz mniej rozmawialiśmy i coraz mniej wychodziliśmy, ale to był spadek baaardzo powolny i stopniowy. Z tego wszystkiego trochę się jej zaczynało nudzić (bo ile można uprawiać seks i oglądać filmy?) i zaczęło ją irytować, że przyjeżdża do mnie kawałek miasta, żeby w sumie nic nie robić. Najgorsze jest jednak to, że nie bardzo dawała po sobie poznać, że jest niezadowolona (tak naprawdę teraz spekuluję, że tak było), NIGDY o tym ze mną nie porozmawiała (w końcu kiedyś między nami było inaczej, mogła się zainteresować co się stało), rzadko mówiła co chce robić, zero własnej inicjatywy, ograniczała się jedynie do mówienia, czego nie chciała robić z tego, co proponowałem.
Więc nie dawała po sobie poznawać, że jest coś nie tak, jedyne na co się złościła, to na to, że jej nie słucham, co dodatkowo mnie irytowało, bo słuchałem jej jak mało który facet :)
No i nadszedł dzień krytyczny. Te wszystkie problemy się zbierały i zbierały (właściwie wtedy osiągnęły swoje apogeum), a my tego dnia szliśmy na imprezę. Z tym że tego samego dnia w końcu ruszyła sprawa mojej roboty, rano miałem rozmowę kwalifikacyjną. Czułem, że poszła dobrze, ale kontrkandydatów było tylu, że nie mogłem być niczego pewnym.
Więc trochę roztrzęsiony pojechałem prosto z rozmowy kwalifikacyjnej na imprezę, po drodze się spotkaliśmy i poszliśmy na nią razem. Impreza ta była naszą totalną katastrofa jak się później okazało. W stanie, w którym wtedy byłem potrzebowałem trochę czułości i wsparcia (była szansa, że ten ponury okres już się zakończy, ale tylko szansa, więc napięcie większe), ona niestety miała huśtawkę nastrojów (na początku była wredna, potem miła, potem znowu wredna itd.). Jedno co dobre, to to , że wreszcie zaczęliśmy rozmawiać, oboje mieliśmy wrażenia z dnia i znowu zaczęliśmy się dzielić własnym życiem, niestety w trakcie rozmowy znowu wybuchła awantura o to, że jej nie słucham (absurdalna i rozdmuchana, sama potem przyznała, że nie miała racji), co dodatkowo pogroszyło nasze relacje, nie wspominając już o spieprzonym nastroju na przyjęciu. Próbowaliśmy zatańczyć, ale nawet nie byłem w stanie prowadzić, więc nawet to nie wyszło. Na końcu jak wróciliśmy do domu, to nawet seks na zgodę nam nie wyszedł (chyba pierwszy raz, kiedy nam
Obserwuj wątek
    • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 12:10
      >to nawet seks na zgodę nam nie wyszedł (chyba pierwszy raz,
      > kiedy nam

      kiedy nam... będzie część druga?

      Na razie obraz jest taki - za mało w tym związku mówiłeś, za mało reagowałeś i za mało się broniłeś, trzeba było zareagować na jej złość, zareagować, gdy np. mówiła, że nie słuchasz. A tak to wychodzisz na ofermę troszkę.

    • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 12:55
      nie wyszedł), bo zachciało się eksperymentować po pijaku.
      Wydaje mi się, że ten dzień ostatecznie nas pogrzebał. Następnego dnia była dla mnie nawet miła, ale z seksu wykręciła tym, że źle się czuję (chociaż musze przyznać, że wcześniej się skarżyła, że się rozkłada), były grane tylko pieszczoty. Po porannej kawie i papierosie odwiozłem ją do domu. Wtedy dotarło do mnie jak głupio wyszło (między innymi z tą kłótnią), ale już byłem w drodze powrotnej. Wiedziałem tylko, że trzeba będzie o tym koniecznie pogadać, bo jeszcze się przyzwyczai do wchodzenia mi na głowę. Następne dnie to były dla mnie dalsze etapy postępowania rekrutacyjnego, więc byłem bardzo zajęty, ale nawiązywanie z nią kontaktu też było trudne (zbywała mnie, nie oddzwaniała, szybko kończyła rozmowy, nie dało się nic miłego od niej wyciągnąć). Jak się potem okazało, chciała przetrzymać jeszcze 4 dni, bo mieliśmy iść na urodziny do jej przyjaciółki, która mnie też chciała na nich widzieć, więc żeby nie psuć atmosfery na imprezie, nie chciała się zdradzać ze swoimi planami, co jej wyjątkowo nie wyszło (jeżeli ktoś tak zbywa drugą stronę, robi wszystko, żebyśmy nie spotkali się sami wcześniej, a jak się próbujemy umówić na późniejsze dni, to nagle, pierwszy raz od roku nie chce się spotykać u mnie, tylko na mieście - to trudno się nie domyślić). Przycisnąłem ją przed imprezą o co chodziło, w końcu to z siebie wyksztusiła. Umówiliśmy się na głębszą rozmowę na ten temat dwa dni później.
      Na rozmowie powiedziała tylko „co mam ci powiedzieć?” „to nie to” „przestaliśmy ze sobą rozmawiać”, „coraz rzadziej się spotykamy” no i najlepsze: „ok, ale podjęłam już decyzję i nie chcę jej zmieniać”. Była od razu zdecydowana, że chce to skończyć, niezależnie od wszystkiego, choćbym nie wiem co jej powiedział. Żadnej próby naprawy sytuacji, przedstawienia swoich oczekiwań (co zabawne, mieliśmy te same oczekiwania, te same potrzeby, tylko trudno było mi je realizować w tamtych warunkach) i uzależnienia od tego co dalej. Nic. Koniec i już. Mimo że półtora tygodnia wcześniej słuchałem jak bardzo mnie kocha, jaki jestem wspaniały i że w ogóle jestem najlepszym co ją w życiu spotkało. Srata-ta-ta. Mogła spojrzeć na nasz związek bardziej panoramicznie i ogarnąć, że to tak wcześniej nie wyglądało, a nasze problemy są albo przejściowe, albo fikcyjne, albo do dogadania. Mogła, ale już chciała.
      Żeby domknąć dramat dodam, że następnego dnia dostałem pracę, a dwa dni później kolejną i jako już samotny człowiek musiałem dokonać trudnego wyboru. Akurat kiedy zaczęło się dużo dziać w moim życiu, w którym tak bardzo chciała uczestniczyć, uciekła.
      Życia miewa poczucie humoru.

      A teraz dlaczego o tym opowiadam ?
      Chciałbym poznać wasz pogląd, zwłaszcza pań. Czy takie gwałtowne zakończenie gorącego związku bez najmniejszej próby poprawy sytuacji jest zrozumiałe z waszego punktu widzenia ? Czy po podjęciu takiej decyzji przez kobietę, ona tak się do niej przywiązuje, że naprawdę nic nie można zmienić, nawet gdyby się okazało, ze wszystko co złe, to jej się przyśniło ? Czy to w ogóle było do odratowania ? Czy moje błędy były tak krytyczne, że należał mi się taki finał ? Jak dużo można zwalić na jej młody wiek ? Myślicie, że gdyby nie ta feralna impreza, mielibyśmy szanse ocaleć, czy zmian w umyśle kobiety nie da się odwrócić, nawet jeżeli się dowie, że to co sobie od jakiegoś czasu wyobrażała jest nieprawdziwe ?
      Myślę, że warto pogłówkować, bo ta wiedza może się przydać również i innym.
      • onka2 Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 13:20
        To młoda dziewczyna i tak naprawdę ciężko powiedzieć dlaczego tak się stało.
        Może dlatego, że jednak stwierdziła, że szuka czegoś innego w życiu.
        Może dlatego, że się nudziła (Twoje bezrobocie, ciągle robiliście to samo- film, seks, imprezy)
        Może poznała kogoś innego lub na to liczy.
        A może po prostu pogrywa z Tobą, żeby zobaczyć Twoje reakcje itp.
      • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 13:40
        A mi to wygląda tak - zacząłeś ją irytować tym twoim zastojem, nie miałeś przez długi czas za bardzo nic do powiedzenia, pozwalałeś sobie wchodzić na głowę. Zwyczajnie się zirytowała i się tobą znudziła. Czy jest za późno na odratowanie - może tak może nie, możesz spróbować (ja tam jestem zawsze za ponownym próbowaniem jeśli sytuacja nie jest fatalna). Nie wiadomo, czy ci się to uda, bo ona jest pewnie pewna siebie, dobrze wie, że może mieć kogokolwiek innego, stąd ta jej nagła (a może wcale nie taka nagła tylko przemyślana) decyzja o zerwaniu. I nie dziw się jej, ona jest młoda, chce mieć ciekawie w swoim życiu, a nie jakiś taki zastój jak u emerytów, który jej zafundowałeś przez dość długi czas. I jest jeszcze może za młoda, aby rozumieć, że związek trzeba pielęgnować, nie ważne w jak dużych tarapatach znajdzie się partner.
        • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 13:58
          Generalnie się zgadzam, ale zastanawiam się jaki wydźwięk ma Twoja wiadomość.
          Mogłem jakoś na to poradzić ? Wtedy, na swoim miejscu, a nie mając taką wiedzę, jaką mam teraz.
          Nie dawałem sobie wchodzić na głowę, w sprawie niesłuchania był drobny, ale autentyczny konflikt, nie można powiedzieć, że się nie broniłem. Zresztą to akurat trwało raptem miesiąc.
          Zastój był uciążliwy również i dla mnie, ale jej praca nie była tu bez związku. Zwykle zostawały nam zimowe/wczesnowiosenne wieczory. Czy da się coś z tym zrobić ? Jasne, ale bez stałego dopływu gotówki ciężko, co innego w cieplejszych miesiącach. Niestety w tym roku wiosna się spóźniła, a jak pisałem wcześniej - ona jest zmarzluchem, wychodzenie na zewnątrz tez jej nie odpowiadało.
          Wystarczył jeden z dwóch warunków, żeby wszystko ruszyło - albo dostanę pracę, albo zmieni się pogoda. Oba przyszły na raz, za późno mniej niż tydzień.
          Zastanawiam się tylko, czy ona zdawała sobie sprawę, że okoliczności już się zmieniają, tylko uznała, że jej to nie obchodzi, bo to okazja, aby iść dalej, czy zwyczajnie na to nie wpadła i sama się wkręciła w takie swoje przekonania.
          • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 14:07
            >Generalnie się zgadzam, ale zastanawiam się jaki wydźwięk ma Twoja wiadomość.

            No taki, ze jeśli chcesz próbować, to próbuj, ale się nie nastawiaj.

            >Mogłem jakoś na to poradzić ?

            Nie wiem, może byś się jej tak czy siak znudził, gdybyś miał pracę i zapraszał ją co tydzień do Paryża czy Rzymu. To też mógłbyś się jej znudzić. Taki wiek, że dopiero szuka się, czego chce się w związku, dopiero powoli odkrywa się, czym jest związek. Osobiście niepowodzenia zwaliłabym na różnice w wieku - ty pewnie chcesz jako tako stabilnej miłości, ona dopiero odkrywa czym związek pachnie i że różni chłopcy chodzą po świecie, a nie tylko jeden.
          • paco_lopez Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 19:05
            Kiepska , bardzo kiepska fochowata i zmarźnięta laska. Wiosna w tym roku nie mogła się spóźnić. Nigdy z resztą nie jest tak, że przychodzi punktualnie i grzeje równo po 18 stopni od 21 marca. Niestety ludziom u nas ciągle wydaje się, że tak powinno być. Jesteś zupełnie w porządku. Wziąłeś się za maturzystkę i tyle. To jest ryzyko. Nic nie poradzisz.
      • aqua48 Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 15:17
        h1gh1and3r napisał:

        >Nic. Koniec i już. Mogła spojrzeć na nasz zwi
        > ązek bardziej panoramicznie i ogarnąć, że to tak wcześniej nie wyglądało, a nas
        > ze problemy są albo przejściowe, albo fikcyjne, albo do dogadania.

        Zapewniam że spojrzała. I zobaczyła że nie są, a Tobie nie zależy na ich rozwiązywaniu...

        > Czy moje błędy były tak krytyczne, że należał mi się taki finał ?

        Wystarczy, że ona uznała, że nic Was nie łączy prócz przyzwyczajenia, a tobie nie zależy na niej...
        • stokrotka_a Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 15:37
          aqua48 napisała:

          > Wystarczy, że ona uznała, że nic Was nie łączy prócz przyzwyczajenia, a tobie > nie zależy na niej...

          No tak, w 10 dni (półtora tygodnia, jak pisze autor) przeszła od zapewnień o wielkiej miłości do stwierdzenia, że nic ich nie łączy. Z jej strony tych więzi po prostu nie było, ale żeby z przyzwyczajenia mówić o silnym uczuciu itp.? Chyba wnisoki ci się nieco pomyliły. Może to z innego harlekina. ;-)
          • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 16:49
            >ale żeby z przyzwyczajenia mówić o silnym uczuciu itp.?

            a czemu nie? mało to ludzi kłapie co popadnie?
            • stokrotka_a Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 16:59
              czoklitka napisała:

              > >ale żeby z przyzwyczajenia mówić o silnym uczuciu itp.?
              >
              > a czemu nie? mało to ludzi kłapie co popadnie?

              Właśnie o to chodzi, że jeśli "kłapała co popadnie", to z jej strony nie było silnej uczuciowej więzi z autorem wątku, a wniosek aqua48 jest z innej rzeczywistości (harlekinowej). ;-)
      • m.a.l.a_syrenka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 16:45
        Zakończyła zwiazek tak jak i przyjaźń z grupą - szybkie cięcie? Gorąca krew w żyłach tej dziewczyny, czy tylko z opowiadania tak wyszło?
        • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 09:19
          Gorąca krew na pewno ;) Do tego typ dość impulsywny, łatwo zrażający się i chyba niepotrafiący stawać przed problemami - zwykle wybiera ucieczkę.
      • dziala_nawalony Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 23:12
        ..a dlaczego najglupsze rozstanie? zdziwilbys sie jak czesto to sie zdarza, nie znam panny, wiec co tu jednoznacznie uznac za pewnik?,chociaz w zasadzie jedyno tak,widac jasno,ze wg. kelnereczki przestales rokowac na przyszlosc i,.. ale to juz moja spekulacja, najpradopodobniej miedzy wami znalazl sie jakis konukrencyjny, inny ogon..nie rozkminiaj tego na czynniki pierwsze, szkoda czasu,nastepnym razem badz ostrozniejszy,ktos bystry moze zadac pytanie jak to zrobic, nie wiem ..hi..hi..ale na milosc boska nie zawracaj sobie d..y kolejna nastoletnia siksa! ..szukaj takiej ktora cos soba reprezentuje. i jeszcze jedno, nigdy nie bedzie gwarancji, ze historia sie nie powtorzy. jesli nie szukasz panny do oltarza, to w czym tak naprawde problem?,na przyszlosc, powinienes miec zawsze jakies odwody na boku..jak to mowia klin, klinem..se-la-vi.Thx
        • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 03.07.15, 10:05
          No właśnie, wydaje mi się, że takie rozstania są najgłupsze. Mogą ludzie do siebie nie pasować, może się wydarzyć coś grubszego. Natomiast jeżeli nagromadzą się drobiazgi (i to takie jak w tym przypadku: albo przejściowe, albo fikcyjne, albo ekstremalnie łatwe do dogadania) i rozwalą wszystko w mgnieniu oka, to jak dla mnie jest to głupi koniec.

          Co do zawracania sobie d...y nastoletnią siksą, to pewnie masz rację, ale niestety tu jest problem. Zwykle wystarczyło mi kilka tygodni (nigdy cały miesiąc), żeby otrząsnąć się po rozstaniu, zacząć się dobrze czuć w stanie wolnym i iść dalej. Tutaj niestety mija trzeci miesiąc, a poprawa jest znikoma (chociaż jakaś tam jest). Może ma na to wpływ pora roku (rozstać się akurat na sezon sukienkowy, a ta dziewczyna fantastycznie wygląda w sukienkach - prostackie, ale potrafi dobić), ale obawiam się, że chodzi o to, że po prostu się zakochałem po uszy w niewłaściwej osobie:/
          • dziala_nawalony Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 03.07.15, 12:45
            no i widze,ze niezle cie trafilo..hi..hi..chlopie, po pierwsze primo przestan byc romantykiem i nie rob idealu z byle w miare ladnych nog w sukince,po drugie primo nastepnym razem dluzej przygladaj sie takiej lasencji,nim sie ponownie zadurzysz, i po trzecie primo nie pokazuj swojego stanu posiadania, tzn, zarobki, atrakcyjny zawod, czy zamozni rodzice,inaczej przyciagniesz kolejny bluszcz,ktory bedzie chcial wiesc wygodne zycie przy frajerze, ktoremu wydaje sie,ze jest kochany..hi..hi..i po czwarte primo, nawet zachowujac te kryteria i cala madrosc wschodu i tak nie ma gwarancji, ze pani nie przyprawi ci poroza z mietkiem hydraulikiem,a najlepiej nie wiazac sie na stale,tak jest wygodniej, przyjemniej i bezpieczniej,.. i to co tak skrupulatnie wczesniej opisales, to pierdoly bez znaczenia,one byly wylacznie zapalnikiem wczesnieszych przemyslen i podjetych decyzj w slicznej glowce, rownie dobrze mogly ja wq..ic zle zamkniete drzwi od balkonu,albo gacie na pralce w lazience, nie zapominaj miec zawsze przynajmniej jednej w rezerwie,a facet zakochany to facet udupiony na amen. se-la-vi. THx.
    • piataziuta Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 14:40
      1)Każdy człowiek miewa czasami problemy typu: brak pracy, śmierć w rodzinie albo po prostu gorszy czas w życiu. Zawsze odbija się to na związku. Można wtedy nie mieć ochoty na wyjścia, seks, nie tryskać humorem, a nawet wyglądać gorzej. To normalne.
      Kwestia jest taka, że dojrzali ludzie dają sobie czas na przejście takiego momentu, rozmawiają ze sobą, zapewniają, że to nie dlatego, że miłość się skończyła, a związek wypalił, tylko po prostu jest to gorszy moment w życiu jednego z partnerów.

      2)Twoja dziewczyna to dzieciak. Dla niej gorszy czas w twoim życiu znaczy to samo, co kiepski związek. Musi przerobić jeszcze kilku partnerów, żeby zrozumieć, że jest różnica pomiędzy słabym związkiem z nieodpowiednim facetem, a kryzysem u wartościowego, kochanego człowieka. Niestety, zrozumie dopiero jak tego doświadczy.
      Istnieje też szansa, że za mało była zaangażowana, więc jej się nie chciało czekać, aż ci przejdzie, ale biorąc pod uwagę te idiotyczne sytuacje towarzystkie, raczej jest po prostu głupiutka.

      3)Dało się to skrócić. Dało się zawrzeć sedno sprawy w 1/6 tego co napisałeś. Litości człowieku.
      • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 14:56
        Dziękuję za wartościową analizę. Do pierwszych dwóch punktów nie mogę się przyczepić :)
        Co do skrócenia wiadomości, może masz rację, ale zależało mi na zawarciu i opisaniu w związku przyczynowo-skutkowym następujących aspektów: uczucie między nami bardzo szybko się rozwinęło mimo pewnych przeciwności, różnica charakterów, różnica wieku, awantura towarzyska, moja sytuacja zawodowa, fikcyjny problem niesłuchania, ostatnia impreza, która nas dobiła oraz pytania otwarte. Mogło wyjść z tego trochę teksu.
        • miau.weglowy Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 16:59
          przynajmniej porzadnie napisane i milo sie czytalo (sorry za przymiotnik, nie za bardzo stosowny do sytuacji ;))
          ja tez uwazam, ze dziewcze niedojrzale. z tym, ze niedojrzalosc to nie jest kwestia wieku, ale danej osoby, wiec te argumenty, ze mloda jeszcze to costamcostam mnie nie przekonuja. mam stycznosc z mlodzieza non-stop i wierzcie mi, jest sporo dojrzalych i madrych nastolatkow nawet w grupie juz od 16 lat.
          • piataziuta Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 17:05
            Niedojrzała to eufemizm :p
            • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 18:56
              Czego to chcieć od laski w wieku ledwo "dorosłym"? ;)
              • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 19:09
                no właśnie? czego? żeby była mondra i chciała od razy wiązać się na resztę życia z jednym partnerem, pragnęła jedynej słusznej miłości od zaraz?
                • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 19:20
                  Eno, jak się zachce wiązać z dwoma czy więcej partnerami na resztę życia czy tam rzyci i do tego pragnęła kilku niesłusznych miłości to też ujdzie, tutaj same tolerancyjne ludzie i nie-ludzie też ;)
                  • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 19:30
                    jasne, takie tolerancyjne ;) że uważają, ze dojrzałość i mądrość to trwanie przy partnerze nawet jeśli ten już dziurkami w nosie wychodzi. No chyba że cos mnie ominęło i ni rozumiem.
                    Ja się tam tej dziewczynie nie dziwię, że jej się znudziło. Mnie tam też się szybko nudziło.
                    • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 19:32
                      Trwać to ni, ale jasno rzecz: "Panie, mam pana gdzieś boś mi się pan znudził i nie chcę więcej udawać, że mi zależy, skoro przestało. Do widzenia panu!", a nie tam pierw smarkaćjaki to un cudny i kochany, a zaraz potem kop i takie tam pie...ty o nierozmawianiach.
                      • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 19:38
                        może kochała ale szybko przestała, w końcu można przestać kochać.
                        lub jej się wydawało, że kocha, w końcu może się wydawać, że się kocha. ;)
                        • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 19:45
                          Niby, że może, ale to i mogła rzec panu, bo teraz bidaczyna rozkminia. Ajakby mu opowiedziała wszystko albo narysowała, żeby wiedział - to by nie kminił miesiącamy! Bo muk w tym czasie wynaleźć coś ciekawego miast tego!
                          Nie to, że źle - niech kmini, się w końcu jaki samiec zainteresował złożonością relacji międzyluckich, chwali mu się :D
                          • stokrotka_a Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 08:32
                            raohszana napisał:

                            > Niby, że może, ale to i mogła rzec panu, bo teraz bidaczyna rozkminia. Ajakby > mu opowiedziała wszystko albo narysowała, żeby wiedział - to by nie kminił
                            > miesiącamy!

                            Przecież ona powiedziała mu wyraźnie. Podjęła decyzję, powiedziała mu i nie próbowała świata zamykać przed nim po rozstaniu.

                            > Bo muk w tym czasie wynaleźć coś ciekawego miast tego!

                            No popatrz jaki biedaczek. Sam nie mógł nic zrobić, bo zła dziewczyna mu w głowie namieszała, a on nie był w stanie zrozumieć.
                            • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 09:17
                              Nigdzie nie napisałem, że stoję w miejscu. Nie pisałem też, że nadal rozpaczam (chociaż stracić taką dziewczynę akurat na lato nieco mi doskwiera;)). Próbuję dociec dlaczego tak się stało, jak pisałem - m.in. z psychologicznej ciekawości, stąd taki długi opis. Chciałem też poprzez opis wydarzeń nakreślić pobieżnie jej sylwetkę, aby nie ograniczać się do sprowadzania wszystkiego do jej wieku (chociaż to i tak najbardziej prawdopodobny czynnik).
                              • stokrotka_a Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 09:34
                                h1gh1and3r napisał:

                                > Nigdzie nie napisałem, że stoję w miejscu. Nie pisałem też, że nadal
                                > rozpaczam (chociaż stracić taką dziewczynę akurat na lato nieco mi
                                > doskwiera;)).

                                A ja nie stwierdziłam, że ty napisałeś. Odniosłam się tylko do tekstu mojej przedmówczyni.
                              • paco_lopez Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 19:13
                                Skombinuj sobie przejściówkę do września, bo ciśnienie w kroku odetnie ci racjonalne myślenie.
                              • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 19:29
                                A co ma lato i jaka to "taka", skoro w sumie przed rozstaniem była nie do wytrzymania i nie dawała czułości a wsparcia?
                                • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 19:44
                                  Lato daje bardzo dużo możliwości spędzania czasu poza czterema ścianami. W zimę oczywiście też można, ale to się wiążę z wydatkami, na które musiałem wtedy uważać.

                                  Wcale nie była nie do wytrzymania, była kochana i zaangażowana. Spięcia o "niesłuchanie" pojawiły się niecałe dwa tygodnie przed rozstaniem, ale w tym okresie nadal było bardzo miła. Wredna się zrobiła dopiero na tej naszej feralnej imprezie (o której pisałem, że moim zdaniem nas pogrzebała).
                                  • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 19:47
                                    Errata !
                                    Spięcia o "niesłuchanie" pojawiły się niecałe dwa MIESIĄCE przed rozstaniem
                                    • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 20:32
                                      I przez dwa miesiące się nie dogadaliście w temacie? To jak wy rozmawialiście? ^^'
                                      • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 23:11
                                        To nie tak, że konflikt trwał dwa miesiące. Po prostu w tym czasie pierwszy raz się o to "czepnęła". Na początku robiła to rzadko i na luzaku, bardziej żartobliwie, chociaż i tak nie pozostawiałem tego samego sobie. Niestety, nawet jak jej raz czy dwa razy udowodniłem, że słucham i pochwaliłem się ile z tego pamiętam, to jakby nie docierało. Cisza.
                                        Problem stał się bardziej regularny już pod sam koniec (nie wiem, może trzy tygodnie przed zerwaniem?). Trudno było to przedyskutować, bo jak to poruszałem, to się zapierała i odcinała się, że nie chce o tym rozmawiać. Tak naprawdę pierwsza (i ostatnia) ostra spina w tym temacie była dopiero na tamtej krytycznej imprezie. Wtedy autentycznie się pożarliśmy o to. Ale widać, że moja stanowcza postawa jej nie odpowiadała. Przeciwnie, złościła się, że ja się złoszczę, a przecież nie mam o co, bo to ja robiłem źle. Dlatego zdecydowałem, żeby to przegadać trochę później, już na trzeźwo. Niestety w międzyczasie zdecydowała się, że trzeba się rozstać i chociaż sama przyznała, że trochę pojechała w tej kwestii, to chyba zadziałało na zasadzie "fakt, to nie ty, ale niesmak pozostał".
                                        • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 23:21
                                          Konflikt narastal miesiącami. Życie składa się z pierdół i to zwykle one, a nie wielkie afery, doprowadzają do rozstania. Afery są zwykle skutkiem spiętrzenia się tej drobnicy, która nie zostaje przepracowana.
                                          A w przypadku pani możliwym jest brak umiejętności spokojnej rozmowy o pierdołach, wynikający zapewne z niewielkiego doświadczenia związkowego. Wszystkiego się trzeba nauczyć.
                            • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 19:30
                              Czeeeść stokroć! Bidne te chłopy, nie?
                              Awiesz, że seksistowsko pinupowo laskię se chcemy na baki pierdyknonć? Każdy inno!
                    • piataziuta Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 20:34
                      takie tolerancyjne ;) że uważają, ze dojrzałość i mądrość to trwanie prz
                      > y partnerze nawet jeśli ten już dziurkami w nosie wychodzi.

                      Jak dziurkami w nosie wychodzi i się znudził to się zmienia. Byleby potem nie płakać, gdy facetowi zły okres przejdzie i będzie znowu fajny, a każdy następny okaże się jednak mniej fajny.
                      Zresztą o czym my mówimy. Przecież pisał, że wielka miełość i namientność, takich rzeczy się nie zostawia tak łatwo, chyba, że się mleko pod nosem ma i wierzy, że jest księżniczką. W końcu księciowie pracy nie tracą.
                      • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 21:41
                        >Jak dziurkami w nosie wychodzi i się znudził to się zmienia.

                        Oczywiście

                        >Byleby potem nie płakać, gdy facetowi zły okres przejdzie
                        > i będzie znowu fajny, a każdy następny okaże się jednak mniej fajny.

                        Łoczywiście, toteż nie wiadomo czy dziewczyna po nim płacze, a na razie on płacze.

                        >Zresztą o czym my mówimy

                        nie wiem, strzelałam, co "se" miau.weglowy myśli.

                        >Przecież pisał, że wielka miełość i namientność,
                        >takich rzeczy się nie zostawia tak łatwo,

                        lub można się szybciej wypalić, lub jego dziewczyna wcale aż takiej miłości i namiętności nie czuła, może jest po prostu temperamentna a każdą emocję lubi mocno uzewnętrzniać. nie wiem. lub zwyczajnie i po prostu pomyliła seks z miłością.
                      • stokrotka_a Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 08:35
                        piataziuta napisała:

                        > Zresztą o czym my mówimy. Przecież pisał, że wielka miełość i namientność,
                        > takich rzeczy się nie zostawia tak łatwo, chyba, że się mleko pod nosem ma i > wierzy, że jest księżniczką. W końcu księciowie pracy nie tracą.

                        Zauważ, że to on pisał, a jej opinii nie znamy. To po pierwsze primo. Po drugie primo - w tym wieku to jest całkiem normalne, że rzekomo wielka miłość (czyli burza hormonów zwana zakochaniem) może przeminąć szybko i nieodwracalnie.
                        • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 09:24
                          Dlatego pisałem, żeby potraktować tę miłość i namiętność jako pewnik, żeby się na tym nie zatrzymywać. Przez ten rok przez 10-11 miesięcy (od drugiego miesiąca do przedostatniego tygodnia związku) słuchałem jak bardzo mnie kocha, jak bardzo tęskni, kiedy się nie widzimy, jaki jestem cudowny i jak bardzo jest "tylko" moja. I też muszę uczciwie powiedzieć, że była w ten związek zaangażowana, wyglądała na taką, której zależy. Potraktowałbym to jednak jako miłość (chyba że zauroczenie może być tak długie i mocne).
                          • stokrotka_a Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 09:31
                            h1gh1and3r napisał:

                            > Przez ten rok przez 10-11 miesięcy (od drugiego miesiąc
                            > a do przedostatniego tygodnia związku) słuchałem jak bardzo mnie kocha, jak
                            > bardzo tęskni, kiedy się nie widzimy, jaki jestem cudowny i jak bardzo
                            > jest "tylko" moja.

                            Na tym właśnie polega stan zakochania i zachowania wynikające z działania hormonów w tym stanie. Stan zakochania chyba nigdy nie trwa przez całe życie i niekoniecznie przechodzi w stan kochania. To normalne.

                            > Potraktowałbym to jednak jako miłość (chyba że zauroczenie może być tak
                            > długie i mocne).

                            Ona też mogła to uważać za miłość, ale subiektywne odczucia niekoniecznie są odzwierciedleniem rzeczywistości.
                          • raohszana Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 20:35
                            Bejbe, słuchaj - pewniki to jest ino to, że podatki i że kiedyś się umrze. Cała reszta jest mniej lub bardziej zmienna.
                            To, że gadała - paaan, a ja jestem lordem imperatorem tego Wszechświata, o! Też gadam.
                            Clou programu jest takie, że mogło jej się było odwidzieć albo stwierdziła, że to co inne niż jej się wydawało. Ludzie zmieniają zdanie.
                          • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 09:02
                            >Potraktowałbym to jednak jako miłość (chyba że zauroczenie może być tak długie i mocne).

                            milość może się skończyć.
    • gocha033 I Najdluzszy zal po rozstaniu :) 30.06.15, 16:53
      Dluzszego zalu tu na foro nie bylo.

      Gratulujemy 1.go miejsca.
      • h1gh1and3r Re: I Najdluzszy zal po rozstaniu :) 01.07.15, 15:26
        Dziękuję ! Zawsze jakieś wyróżnienie ;)
    • joanna9969 Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 30.06.15, 18:16
      Moze roznica wieku nie jest wielka ale jestescie w innym punkcie w zyciu , ona nie rozumie twoich , doroslych problemow ty nie rozumiesz jej , czy kiedys sie zejdziecie nie wiadomo zycie sie rozne uklada ona musi troche dojrzec , na razie daj jej wolnosc jesli ma byc twoja wroci do ciebie
      • stokrotka_a Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 08:36
        joanna9969 napisała:

        > (...) daj jej wolnosc jesli ma byc twoja wroci do ciebie

        Powiało przeznaczeniem...
      • koszmarna.baba Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 01.07.15, 17:57

        joanna9969 napisała:

        ona musi troche dojrzec , na razie daj jej wolnosc jesli ma byc twoja wroci do ciebie


        Pod warunkiem, że Pan jeszcze będzie zainteresowany. :D
        Jeżeli chociaż w połowie jest taki jakim się przedstawia to bez trudu znajdzie następczynię i dla panieny drzwi już będą zamknięte. :P
    • raohszana A kto zrozumie kobiety? 30.06.15, 18:55
      Wot, kaprys to być mógl. Albo kuleżanki podpowiedziały. Albo się zmęczła i znudziła. Wielość!
      Nie próbuj pan zrozumieć, bo nikt inny prócz niej nie wie.
      Kup se pan piwo, EB wróciło i przemyśliwaj jakieś ciekawsze rzeczy.
    • potworski Hehe= 02.07.15, 00:53
      Sprawa prosta jak świński ogon=
      Najrozsądniej bodaj odpowiedziała pitaziuta=twoja foczka to jeszcze szczawiara, która jeszcze dwa dni temu chciała zapewne wypruć sobie żyły otwieraczem do konserw po wiadomości, że Zayn Malik odszedł z zespołu One Direction. Dla takiej szmulki związek to imprezki, seks, statusy na fejsie, wypady w Bieszczady, kupowanie galonów piwa w Czeskim Cieszynie i gierki na fonie. Musi być szpas i musi być ciekawie, bo jak nie, to jest kolejka chętnych kolegów chętnych zabrać ją dwunastoletnią Fabią do Ustki na rybę. Zawsze to ciekawsze od ciągłego słuchania fascynujących opowieści o tym, że odkryłeś, że w Kauflandzie musztarda Roleski jest o 70 groszy tańsza niż w Biedrze. Takie siksy tego typu kryzysy faceta traktują jak chu#jowy związek a nie chwilową zapaść.
      To raz.
      Dwa=sądząc po gwałtowności rozstania i braku chęci naprawienia czegokolwiek stawiam dwadzieścia dongów wietnamskich, że twoją niunię od pewnego czasu posuwał inny bolec. Panny często opuszczają okręt dopiero wtedy gdy podpłynie szalupa z innego.

      • joanna9969 Re: Hehe= 02.07.15, 03:33
        > Dwa=sądząc po gwałtowności rozstania i braku chęci naprawienia czegokolwiek sta
        > wiam dwadzieścia dongów wietnamskich, że twoją niunię od pewnego czasu posuwał
        > inny bolec. Panny często opuszczają okręt dopiero wtedy gdy podpłynie szalupa z
        > innego.

        Faceci nie sa lepsi , czy to kobieta czy facet to typ czlowieka ktory nie pusci jednej galezi jesli jeszcze dobrze nie trzyma sie drugiej .....
        Ale to jeszcze nie w tym wieku ...... Mlodzi ludzie kieruja sie emocjami .... dopiero pozniej w zyciu zaczyna tez liczyc sie wygoda , komfort , stabilizacja ...
      • stokrotka_a Re: Hehe= 02.07.15, 08:30
        potworski napisał:

        > Dwa=sądząc po gwałtowności rozstania i braku chęci naprawienia czegokolwiek
        > stawiam dwadzieścia dongów wietnamskich, że twoją niunię od pewnego czasu
        > posuwał inny bolec. Panny często opuszczają okręt dopiero wtedy gdy podpłynie
        > szalupa z innego.

        Odezwał się znawca kobiet, który z fusów wróży niczym Nostradamus.
        • potworski Re: Hehe= 02.07.15, 09:32
          O cześć stokrotka_a=brakowało cię do kompletu. Widzę, że "bul dópy" jeszcze ci nie minął skoro łazisz za mną i komentujesz moje wpisy w sposób, którego wstydziłby się nawet giertychowski gimnazjalista. A teraz do meritum=skoro mój komentarz i opinię na temat wątku traktujesz jako wróżenie z fusów, to czym są twoje komentarze? Czekaj=niech zgadnę=zapewne super trafną diagnozą bazującą na faktach, które zbadałaś osobiście spotykając się z autorem wątku i przeprowadzając wywiad środowiskowy. Idę o zakład, że w sypialni autora rozłożyłaś polowe łóżko, postawiłaś sobie bańkę śliwkowego kompotu i siedemnaście puszek mielonki turystycznej i przez osiem ostatnich miesięcy obserwowałaś rozwój wypadków robiąc notatki niczym generałowie Kim-Dzong-Una. tylko po to aby później tu na tym wspaniałym forum podzielić się swoimi spostrzeżeniami i zdyskredytować opinię potworskiego, który takiego cudownego rekonesansu nie przeprowadził a bazuje jedynie na jednym jedynym poście wstępnym. Gratulacje.


          stokrotka_a napisała:

          > Odezwał się znawca kobiet, który z fusów wróży niczym Nostradamus.
          • stokrotka_a Re: Hehe= 02.07.15, 09:41
            potworski napisał:

            > O cześć stokrotka_a=brakowało cię do kompletu. Widzę, że "bul dópy" jeszcze
            > ci nie minął skoro łazisz za mną i komentujesz moje wpisy w sposób, którego
            > wstydziłby się nawet giertychowski gimnazjalista.

            Daruj sobie te przedszkolne "argumenty". Ciekawa jestem, dlaczego łazisz za autorem wątku i komentujesz jego posty na poziomie przedszkolaka.

            > A teraz do meritum=skoro mój koment
            > arz i opinię na temat wątku traktujesz jako wróżenie z fusów, to czym są
            > twoje komentarze?

            Moje komentarze to tylko opinie, a nie wróżenie i przedstawianie pewników odnoszących się do osoby, której nie znasz.
            • potworski Re: Hehe= 02.07.15, 09:47
              stokrotka_a napisała:

              > Daruj sobie te przedszkolne "argumenty". Ciekawa jestem, dlaczego łazisz za aut
              > orem wątku i komentujesz jego posty na poziomie przedszkolaka.


              To pierwszy i zapewne ostatni raz kiedy skomentowałem post autora, którego nazwy nicka nawet nie pamiętam. Gdzie tutaj zatem widzisz łażenie?

              > Moje komentarze to tylko opinie, a nie wróżenie i przedstawianie pewników odnos
              > zących się do osoby, której nie znasz.


              A gdzie ja napisałem cokolwiek o "byciu pewnym"? Wskaż mi jakikolwiek element mojej wypowiedzi, który wskazywałby na fakt, że jestem o danej tezie w stu procentach przekonany.
              • stokrotka_a Re: Hehe= 02.07.15, 09:54
                potworski napisał:

                > To pierwszy i zapewne ostatni raz kiedy skomentowałem post autora, którego
                > nazwy nicka nawet nie pamiętam. Gdzie tutaj zatem widzisz łażenie?

                No przecież widzę, że przylazłeś i skomentowałeś, a skoro przylazłeś to znaczy, że łazisz. A poza tym, nadęty jesteś jak balon.

                > A gdzie ja napisałem cokolwiek o "byciu pewnym"?

                W swoim pierwszym poście. Jeśli nie rozumiesz, co sam piszesz, to współczuję. Bez odbioru.
                • potworski Re: Hehe= 02.07.15, 10:07
                  stokrotka_a napisała:

                  > No przecież widzę, że przylazłeś i skomentowałeś, a skoro przylazłeś to znaczy,
                  > że łazisz. A poza tym, nadęty jesteś jak balon.


                  Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego jakie debilizmy publicznie wypisujesz i robisz to tylko dlatego, żeby przerwać krępującą ciszę jak podczas wizyty księdza w czasie kolędy.
                  Chyba nie trzeba być megamózgiem, aby rozgryźć, że przez "łażenie" miałem na myśli wielokrotne komentowanie postów tego samego autora w różnych wątkach a nie jednokrotne udzielenie się. Łapiesz teraz, czy jakoś ci tę definicję rozrysować na papierze milimetrowym?

                  > > A gdzie ja napisałem cokolwiek o "byciu pewnym"?

                  > W swoim pierwszym poście. Jeśli nie rozumiesz, co sam piszesz, to współczuję. B
                  > ez odbioru.


                  Gdzie konkretnie? Wskaż mi ten element zdania, bo przy pomocy takiej argumentacji możesz równie dobrze napisać, że w swoim poście wymieniłem z imienia i nazwiska wszystkich współpracowników UB, tylko nie chce ci się wklejać cytatu.
            • czoklitka Re: Hehe= 02.07.15, 09:57
              >Daruj sobie te przedszkolne "argumenty". Ciekawa jestem, dlaczego
              >łazisz za autorem wątku i komentujesz jego posty na poziomie przedszkolaka.

              może on jest przedszkolakiem.
              • stokrotka_a Re: Hehe= 02.07.15, 10:19
                czoklitka napisała:

                > może on jest przedszkolakiem.

                Możliwe, ale to wyrośnięty przedszkolak, tzn. przechodzony.
              • potworski Re: Hehe= 02.07.15, 11:37
                czoklitka napisała:

                > może on jest przedszkolakiem.


                Fantazjuj fantazjuj=tylko uważaj, bo Tymochowicz już poleciał.
                • czoklitka Re: Hehe= 02.07.15, 22:06
                  a mi się nie chce fantazjować.
        • kalllka Re: Hehe= 02.07.15, 09:41
          wróżenie z fusow to współczesny /"turecki" /pomysł.
          Co do tematu wątku, oczywista -oczywistościa, ze naciągany jak pieluchy molla w busie.,pomijam już, ze dojrzaly człowiek nie traktuje niczego na zawsze, zwłaszcza nastoletnich emocji,. ale by infantylne dlugasy /rodem z fejsbuka/ zostaly uznane za męskie pisanie to takiego blamażu damskie forum jeszcze nie doświadczyło.
          / no chyba, ze ,.:/
          • h1gh1and3r Re: Hehe= 02.07.15, 09:56
            Niestety niewiele można poradzić. Ani nie byłem zachwycony tym, że zakochałem się w 19-latce, ani nie przewidywałem, że coś z tego na dłuższą metę będzie. Po prostu uznałem, że po pierwsze okazja, po drugie, skoro iskrzy między nami już od wielu miesięcy, to trzeba coś z tym zrobić. Na początku podchodziłem z dużym dystansem i ograniczonym zaufaniem, no ale w miarę jak związek się rozwijał, pojawiała się nadzieja na to, że to się może jednak uda. W końcu emocje nie wypaliły się zaraz po wakacjach, to trwało przez rok. Z jednej strony głupie i naiwne, z drugiej myślę, że wszyscy znamy pary, które są razem od wieku nastoletniego i są razem do teraz (w większości to już pewnie małżeństwa). Więc istniała szansa na to, że coś z tego będzie - mała, ale jednak. Fakt, że relacje między nami prawie do samego końca były bardzo dobre też dawał nadzieję.
            Nie szukam potwierdzenia swojej męskości, ma się ona całkiem nieźle, a w społeczności wirtualnej nie ma to i tak żadnego znaczenia. Zależy mi na zebraniu poglądów, możliwie wielu punktów widzenia, które w przyszłości mogą mi pomóc w unikaniu takich sytuacji.
            Co takiego w tym wątki jest Twoim zdaniem naciągane ?
            • kalllka Re: Hehe= 02.07.15, 10:19
              Opowiedz coś o sobie,. "Wyklinaczu"
              bo pomiędzy tym,o czym piszesz / nastoletnie emocje/ a jak piszesz / przyjemna dla oka językowa papka, potrzebna wszystkim jak "kurze grzęda"/ jest sprzeczność logiczna i mnóstwo psycholigizujacego kitu,. od niedawna, za sprawka "narodu śląskiego" uznawanego za niegroźne przejęzyczenie.
              • h1gh1and3r Re: Hehe= 02.07.15, 10:39
                Nie bardzo widzę, gdzie tu leży logiczna sprzeczność. Zakochałem się w 9 lat młodszej dziewczynie, każdemu może się zdarzyć, chociaż nie jest to takie częste. Reagujesz jakbym mógł mieć większy wybór w kim się zakochuję. Samo w sobie jest to nielogiczne, ale tak bywa z uczuciami. Tym trudniej uniknąć "psycholigizującego" pisania, bo chyba m.in. o to chodzi w tego typu emocjach.
                Gdzie tu jest kit Twoim zdaniem ?
                Mimo wszystko miło mi, że kolejna osoba doceniła mój styl ;)
                • wiarusik Re: Hehe= 02.07.15, 10:45
                  ja to czytałem dwa dni. już chciałem prosić, żeby ktoś to streścił w trzech punktach, ale nawet pisać mi się nie chciało.
                • kalllka Re: Hehe= 02.07.15, 12:34
                  A gdzie odpowiedz/ jakakolwiek/ na prośbę
                  o streszczenie "siebie"?

                  / pnw prośbę motywuje chęcią dowiedzenia sie,od źrodła, od drugiej strony, odautorskiej inspiracji oraz przyczyn, bezwartościowego bicia piany, psychologizowania o oczywistej-oczywistości, oraz wciskania kitu. Myśle, ze autoprofilowanie pomógłoby nie tylko autorowi zobaczyć siebie, jakim rzeczywiście jest- ale i nam, mało kumatej, wirtualnej tłuszczy, dać szanse na logiczne- jakościowe, podejście do jego problemu.
                  Póki co bowiem, problem rozstrzygany jest na zasadzie: jak ty nam, tak my "jemu".
                  • h1gh1and3r Re: Hehe= 02.07.15, 13:07
                    kalllka napisała:

                    > Opowiedz coś o sobie,. "Wyklinaczu"

                    Mam przeprowadzić autoprezentację ? Mogłabyś chociaż określić, co chcesz wiedzieć na mój temat, czy to co wybiorę jako godne opisania również będzie podlegało ocenie ? :O
                    Na start: lubię towarzystwo, alkohol i wszelkiego rodzaju kino (od kategorii A do Z). Interesuję się szeroko rozumianą polityką i kulturą (szczegółowymi zainteresowaniami nie będę się tutaj dzielił). Uprawiam różne sporty "towarzyskie" (chociaż zdecydowanie nieregularnie). Nie lubię siedzieć w domu (chyba że jest naprawdę zimno), wolę wyjść na miasto z ludźmi albo do ludzi. Lubię czytać, ale robię to głównie do poduszki, bo inne zajęcia zwykle zajmują mi większość dnia.
                    Mam dużą wyobraźnię i poczucie humoru. Czasem bywam niezdecydowany. Nie lubię konfrontacji i często ich unikam (chyba dlatego, że lubię być lubiany), z wyjątkiem sytuacji dotyczących mojej drugiej połowy, ponieważ wiem, że nie warto chować swojego stanowiska i pozostawiać niedopowiedzeń.
                    O coś takiego chodziło ?
                    • kalllka Re: Hehe= 03.07.15, 11:25
                      Mniej więcej,., /o coś takiego chodziło/
                      Autoprezentacja oraz twoje wypowiedzi dają pełniejszy obraz - człowieka zakochanego. To miłe i budzi sympatie dużo bardziej niż mietoszenie nastrojów nastolatki.
                      Piszesz, ze masz duże poczucie humoru /i wyobraźnie/ sprobuj więc użyć obu tych niezwykle sensualnych cech by się wyswobodzić z ,. groteskowego zauroczenia.

                      Ps. Tak na marginesie, miejskie fontanny dają sporo możliwości ochłodzenia zmysłów i wyhaczenia ładnych nóg w niebanalny sposób. No i na lody łatwiej zaprosić.
    • wiarusik Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 09:27
      bo widzisz...pan rzeźnik mówił, że świnie się rżnie. tylko tyle.
      • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 09:31
        a wy menszczyśni jesteście knurami w takim razie.
        • wiarusik Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 09:40
          hie hie...chrumk chrumk...hie hie chrumk ;)
          no jej, młode dziewuszki są do zabawy, nie do cierpień młodego wertera.
          • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 10:01
            na razie wynika, że to wy jesteście do zabawy młodych dziewczyn. :D
            • wiarusik Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 10:16
              jacy my?
              • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 10:27
                no wy, knurki, których przedstawicielem jest wątkodawca.
                • wiarusik Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 10:43
                  taki aniołek nie byłby do tego zdolny:
                  pbs.twimg.com/media/CBPMEvYUQAArjVv.jpg
                  s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/64/3b/09/643b09f60556073ab073d9383d3de6f5.jpg
                  • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 10:46
                    uważaj, bo takie aniołki bywają niebezpieczne ;)
                    • wiarusik Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 10:50
                      przeca nie zabiją.
                      • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 10:57
                        Wertera chyba zabił taki młody aniołek.
                        A autor cierpi katusze, że aż założył wątaska na damskim forum.
                        • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 11:00
                          bo chciał zapoznać się z opiniami kobiet ;P
                          • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 11:03
                            i jakie wnioski wyciągnąłeś? będziesz jeszcze próbował odzyskać młodego aniołka?
                            • h1gh1and3r Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 11:35
                              Dobre pytanie.
                              Myślę, że to mało prawdopodobne, przynajmniej w najbliższym czasie, natomiast w przyszłości - kto wie, pytanie tylko czy będę jeszcze zainteresowany. Wymagałoby to spełnienia trzech warunków i każdy z nich wydaje się obecnie odległy. Po pierwsze musiałaby dziewczyna trochę dojrzeć, bo nie zamierzam znowu się wiązać z bombą zegarową. Gdybym wiedział, że rozumie co się wydarzyło i dlaczego oraz gdzie leży granica między sytuacją, gdy dwoje ludzi do siebie nie pasuje, a sytuacją, w której w trudnych okolicznościach zaniedbali swoje problemy i akurat eskalowało to w niefortunnym momencie, to już by było coś (tylko kto wie ile czasu na to potrzeba?). Konieczna też jest lekka zmiana mentalności, czyli dbamy o związek, a nie uciekamy jak tylko coś nie podejdzie (tylko skąd miałbym o tym zawczasu wiedzieć?) Po drugie nie zamierzam o nic jej błagać ani nic obiecywać (zresztą to nie miałoby sensu, naprawdę mieliśmy te same oczekiwania), nie chcę też się narzucać z kontaktem i nie sądzę, żebym mógł być dla niej atrakcyjny, gdybym się postawił w takiej pozycji. Jeżeli mamy się spotkać, to chyba jednak przypadkiem na jakiejś imprezie (chociaż wspólnych znajomych zostało niewielu). Wtedy mogłoby się okazać, czy nadal jest coś między nami, i czy mamy ochotę do tego wracać. No i po trzecie, gdyby nawet te warunki się spełniły, to musiałoby to nastąpić w czasie, w którym akurat oboje bylibyśmy wolni.
                              Cóż... z każdym warunkiem szanse maleją.
                              Ale co do drugiego punktu, sytuacja może się zmienić. I tak zamierzam się z nią spotkać w najbliższym czasie, ponieważ trzeba w końcu wymienić się rzeczami i dobrze by było oswoić z relacjami na poziomie maksymalnie koleżeńskim, bo jest ryzyko, że będziemy wpadać na siebie przypadkiem (często imprezuję w jej okolicach). Pójść na piwo, pogadać o pierdołach i się rozejść. Ekstremalnie mało prawdopodobne, że już wtedy te warunki się spełnią, ale wykluczyć tego nie mogę.
                              Tak czy inaczej, ani jeden, ani drugi scenariusz chyba nie przypomina walki o odzyskanie swojego "młodego aniołka".
                              • wiarusik Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 11:45
                                Dobrze by było, gdybyś szybko znalazł nową dziewczynę. Ciekawe czy starej żyłka by pękła? Hę? HĘ? ;)
                                Jeśli nie, to zawsze przynajmniej nowy materac.
                              • czoklitka Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 22:05
                                czyli trzeźwo podchodzisz do sprawy. fajnie.
                        • wiarusik Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 11:03
                          musi po prostu robić to samo co ona. tak, wiem że to samo-nakręcająca się spirala uczuciowych tortur, ale nie ma wyjścia, no nie ma wyjścia.
                          • stokrotka_a Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 11:19
                            Na tym właśnie polega romantyczna miłość - zakochani romantycznie muszą cierpieć, a finał musi być tragiczny. Inaczej to jakś sielanka lub inna popierdółka jest. ;-)
                            • wiarusik Re: Najgłupsze rozstanie życia (?) 02.07.15, 11:30
                              wskoczyć pod pendolino.
                              chociaż nie, tfu tfu, nie róbcie tego. motorniczy tego składu i bez tego czuje się jak seryjny morderca.
                              jak sprawić by dziewczyna cierpiała? np. po libacji przelecieć jej koleżankę na jej oczach. wyborna tortura z górnej półeczki...
    • firlefanz róznica wieku i sytuacji życiowych 05.07.15, 20:14
      (przyznaję bez bicia, że trochę za długie i nie przeczytałam 100%)

      moim zdaniem to różnica pokoleniowa spowodowała, że ten związek się nie udał. w wieku 19 lat ma się całkiem inne problemy i perspektywę patrzenia na świat niż w wieku 29 lat. To jest inny etap w życiu, więc np. Twoja ocena, ze dziewczyna zachowała się dziecinnie na imprezie mogła wynikać właśnie z tego. moim zdaniem w tym wieku różnica lat nie może być za duża jeśli chce się związku a nie romansu.
      • h1gh1and3r Re: róznica wieku i sytuacji życiowych 06.07.15, 10:03
        Takie poglądy już tu były wyrażane. Gdy się z nią wiązałem, to się z tym wszystkim liczyłem, dlatego byłem bardziej nastawiony na romans niż na związek, nie bardzo ufałem tej relacji. Ale po trzech miesiącach, zamiast się wypalić, wszystko zaczęło się rozkręcać. Rzadko kiedy odczuwałem tę różnicę wieku, dziewczyna wykazywała poziom i dawała z siebie dużo. Wspomniana przez Ciebie impreza (albo raczej to co się działo po niej) było tak naprawdę pierwszym jej szczeniackim zachowaniem (drugim i ostatnim była impreza, która tak naprawdę zakończyła nasz związek, między którymi odstęp wynosił 4 miesiące). Nie wiem jak traktować jej sposób podchodzenia do problemów (tj. nic o nich nie mówi, aż zaczną ją tak drażnić, że już będzie po wszystkim albo generowanie sztucznego problemu, który maskował te prawdziwe) - z jednej strony to infantylne, z drugiej znam wielu dorosłych ludzi, którzy tak postępują. Stąd pytanie, czy to na pewno wiek, czy jednak taki charakter (nie wykluczając tego, że charakter z wiekiem może się zmienić).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka