Gość: Jarek
IP: *.siemens.pl
15.04.02, 13:00
Nie, to nie poczatek kawalu, tylko jak najbardziej autentycznej historii, ktora
przydazyla sie kolezance w ta sobote.
Kolezanka wraz z "psiapsiola" w sobote wieczor wybierala sie na dyskoteke.
Psiapsiola do niej przyjechala poznym wieczorem, a poniewaz bala sie sama
jezdzic winda, bala sie zabladzic w bloku, czy cos takiego, ta po nia wyszla
tak jak stala, tzn w walkach na glowie, w bieliznie, tylko na to plaszcz
zalozyla. Zjechala na dol, wpuscila kolezanke, wjechaly z powrotem i ....
pocalowaly klamke zatrzasnietych drzwi. Drzwi nie byly zatrzaskowe, one mialy
po prostu jakis dziwny zamek podklamkowy prod. radzieckiej, ktory "sie byl
zatrzasnal samoistnie".
Nocowaly u mnie, a w niedziele rano po raz pierwszy w zyciu wlamywalem sie do
cudzego mieszkania. I chyba mam talent, bo pokonanie takich niby
antywlamaniowych drzwi (tzn po prostu obitych blacha) zajelo mi jakies 10
minut, w dodatku prawie ich nie zniszczylem. Jak mnie z pracy wyrzuca, to fach
w reku bedzie jak znalazl... :-)