monika.19851985
05.02.18, 20:19
Rycze.normalnie rycze.mam 35 lat.rozwiedziona 5 lat temu po 10 latach malzenstwa z facetem co chodzil po burdelach. W styczniu poznalam jego.w pracy.bylam w krótkim zwiazku akurat rozpadajacym sie .Piotr bo tak sie nazywal pracowal ze mna wiedzialam ze ma zone i pol roczne dziecko.w kwietniu po 3 miesiacach pracy cala paka z pracy poszlismy na piwo...i od tamtej pory zaczol za mna latac.siedzisl pod praca non stop pod domem dzwonil i pisal.po czterech miesiscach takiego latania gdy moj zwiazek runol a w sercu zaczol pojawiac sie Piotr pokazal mi pozew rozwodowy i ze nie sa razem tylko w trakcie rozwodu.mimo ze jego zona pisala tam ze babiarz klamca itd ja mu uwierzylam ze to on byl biedny.dowiedzialam sie ze byl 10 lat w wiezieniu za pobicia ale mlode lata odpuscilam.kszdy ma prawo do drugiej szansy.i zaczelismy sie spotykac.nigdy nie byłam tak szczesliwa
Wspolne wakacje- ale juz wtedy dal plame.ja mislsm kupic nocleg on wyzywienie a gdy dojechalismt nie mial zlotowki na zycie.odpuscilam bo tlumaczyl ze zona ciuchy mu wyrzucila ze musial kupic...potem wrocilismy wynajelismy mieszkanie.zaczelismy pracowac razem...ja non stop a on zawsse chory.to brzuch go bolal to zab w rezultacie z 2500 zl co mial zarobic zarobil 700 zl.mieszkanie 1800 placilam ja i jakos zulismy.po miesiacu wspolnego mieszkania odkrylam ze zalozul konto na portalu randkowym...zaczol tlumaczyc ze z ciekawosci ok uwierzylam.potem bylo gorzej...w pazdzierniku dowiedzialam sie ze jestem w ciazy.wtej chwili 22 tydz.cieszyl sie bardzo.slub planowal itd ale widzialam ze klamie bo chcial non stop po cichu kredyty zaciagac.i klamal.lapalam go na tym.puki moja ciaza przebiegala ok bylo dobrze...ale w 8 tyg mialam plamienia i musialam lezec.seks byl zabroniony.on musial sprzatnac ugotowac uprac itd ja lezalam plackiem.ale dla naszego dziecka przeciez.i zaczely sie jakies jego fazy.siadal w kuchni po ciemku patrzyl w dal przez 3 h tak mial.mowil wtedy ze jest pojebany ze jest sku...synem ze powinien wrocic do zakladu.ja plakslam.razu pewnego moja corka bo mieszkalismy tez z nia 15 letka z malzenstwa- chora na autyzm- powiedziala do niego ty ch...u- wstal i wyszedl mowiac do mnie to koniec.mieszkanie nie oplacone pusta lodowka a on mnie chcial zostawic...zaczelam plakac.wkoncu sie opamietal ale skonczylo sie to nastepnum plamieniem dnia nastepnego.fazy sie powtarzaly a byly coraz gorsze.byl nawet moment kiedy usiadl kolo mnie o północy z nozykiem w reku jezdzil nim po zylach i mowil ze sie zabije. odmowil mi zasilku chorobowego i tum razem splata mieszkania przypadla na niego.zblizaly sie swieta bozego narodzenia.oklamal mnie ze oplacil mieszkanie a kupil samochod.zostalosmy bez zlotowki na chleb doslownie.wyprowadzilam sie do rodzicow.i zaczol plakac ze teraz do niego dotarlo itd.dalam szanse mowie ogarnij tenat i wroce.po dwoch dniach dniach poszedl do burdelu- a ze mialam namierzanie tel gdzie jest dziecko u niego znalam kazdy jego krok.zalozylam to bo oszukiwal...przyznal sie po dluguej wojnie i zalowal.wybaczylam.zblizalu sie swieta wyjechal do rodzicow 500 km od wawy gdzie mieszkalismy zostawil mnie sama...nie pozegnal sie nie zlozyl zyczen.dzwonil pisal planowal ze zabierze mnie tam do rodzicoe ze tam zamieszkamy...wrocil przed sylwestrem.jak sie okazalo prace rzucil i kolejna wyplate rozwalil.postanowilam go sprawdzic zalozylam maila o nazwie paulina i do niego na maila napisalam proszac o spotkanie na seks.nie znal tej niby Pauliny ale szybko to kupil.wyslal jej zdjecie swojego malego podal numer tel mi nie znany okazuje sie ze mial dwa...umowili sie.do mnie zadzwonil ze jest zmeczony spac idzie i pojechal tam.wtedy ja ze swojego numeru tel napisalam mu sms na jego nieznany mi numer ze nie chce go znac....zaczol plakac ze jest seksoholikiem.ze ma stwuerdzone to juz w wiezieniu...ze to silniejsze od niego ze on nawrt w wc w pracy musi isc zwalic konia.poszedl na mitting dla seksoholikiow co prawda jeden poszedl do psychostry co prawda lekow nie bral a klamal mi ze bierze.musial wyjechac do rodzicow bo nie musl gdzie mieszkac...obiecal wrocic po mnie jak znajdzie prace ze bedzuemy tam starac sie o mieszkanie...znalazlam mu prace ja.pracowal i mialam nadzieje ze sie zmienil.nie klamal dzwonil gdy sie budzil razem jechalismy do pracy na tel potem wieczorami mbostwo rozmow i potem przed snem..mpierwszy rzecz po wstaniu od razu dzwonil ze kocha...i popracowal dwa tyg.zaczelo sie raptownie zmieniac.nie wracal do domu na noce nie dzwonil po 6h potem dzwonil ze kocha tylko ma duzo pracy.mialsm dostep do jego konta na orange szybko zlokalizowalam numer przyczyny- kobieta.mi mowil ze jest w pracy byl u niej.zadzwonilam do niej.okazalo sie ze razem pracuja.ze mieszka u nirj od trzech dni.ze powiedxisl jej ze jest zonaty ze ma coeke powiedzial jej tez ze jest ze mna w zwiazku na odległość. Nie powiedzial ze jestem w ciazy.powiedzialam jej wszystko o nim.o burdelach zdrafach wiezieniu ciazy...jemu powiedzialam ze nie cgce go znac przez tel nawrt slowem sie nie bronil i nie zadzwonil.tp bylo dzis.po pracy od razu pojechal do niej.mislam nadzieje ze go zostawi miala tyle dowodow...jest u niej juz 3h.
To boli.zostalam sama w ciazy bez zlotowki bo zus mi nie placi na lasce rodzicow.musze kombinowwac nawet na leki.i swiadomosc mowi mi ze on to kawal skur...a....ale boli ze dziecko nie bedzie miec ojca bp tamtym przeciez sie nie interesuje nie placi na nie itd.ze bede sama z wozkiem chodzic sama rodzicow w szpitalu.ze nie mam do kogo sie przytulic nawet teraz gdy tsk bardzo potrzebuje.i boli bo kocham go jeszcze...tydzien temu byl u mnie w warszawie całował mnie i tulil...dzis rano jeszxze dzwonil jak wyjechal od niej i mowil mi ze mnie bardxo kocha ze teskni ze przyjedzie jutro po mnie...przypomina mi sie caly czas to dobre co bylo.nasze wakacje.to jak rozmawialismy godzinami.te cudowne chwile...nie moge sie pogodzic.to tak bardxo boli.ile czasu potrzebuje by zapomniec? Czemu to tak boli choc wiem ze to kawal swini...pisze i placze.poradzcie cos nawet nie mam z kim pogadac.ciaza jest lezaca i praktycznie leze cale dnie sama w pokoju