ali_monka
14.10.20, 10:54
Poznaliśmy się na weselu mojej kuzynki, obydwoje przyszliśmy sami i tak się zaczęło. Jest ode mnie sporo starszy, ale dobrze się dogadujemy, dzielimy kilka wspólnych pasji. Gdy pytałam, gdzie pracuje, odpowiadał mi wymijająco, że w "placówce państwowej, nic ciekawego", ale nie chciał ciągnąć tematu, więc nie dopytywałam, zakładając, że to jakiś urząd miasta czy coś takiego. W końcu z ciekawości zaczęłam szukać informacji na jego temat w internecie, i okazało się, że jest doktorem pracującym na uczelni, na której ja studiuję! To ta niby "placówka państwowa"... On doskonale wie, co studiuję, i gdzie, ale zataił, że pracuje na mojej uczelni. Jestem na niego wściekła, nawet telefonów nie odbieram bo wiem, że od razu mu zrobię o to awanturę. Jestem też zła na siebie że go wcześniej nie przycisnęłam, w efekcie nic nie wiedząc umawiałam się z wykładowcą... Przecież teoretycznie on może mieć ze mną zajęcia w przyszłym roku, a nawet jeśli nie, to i tak tego typu związki są podobno nielegalne... Wiem, że powinnam z nim zerwać, ale jest mi z tym cholernie ciężko, bo naprawdę on zaczyna mi się podobać :/ Co myślicie o tej sytuacji?