Gość: mario2
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
07.05.02, 12:56
Prawicowi dygnitarze podróżowali za frajer, a my, obywatele, fundowaliśmy ten
pieniężny przywilej. Latali bowiem uszczuplając przychody państwowej firmy,
czyli za nasze pieniądze. Oto jedna z cegiełek, z jakich wznoszone są mury
kraju korupcji.
Nikogo nie obeszła nieprzyzwoita i nieelegancka chciwość byłych premierów,
marszałka Sejmu, prezesów banków narodowego i dwóch zagranicznych, którą
ujawniliśmy w "NIE" (nr 13/2002). Telewizja nie zapytała prominentów, czy
zwrócą forsę. Prasa nie zatrzęsła się z oburzenia. Parlament
nie zawrzał. Panująca cisza stanowi zachętę do dalszego przyjmowania przez
dygnitarzy wszelkich dowodów wdzięczności od firm państwowych. Dziś przelot za
darmochę i wszystko w porządku, więc jutro może samolot w prezencie albo
chociaż samochód.
Gdy ogłosiliśmy, że prezes Narodowego Banku Polskiego – najwyższy strażnik
państwowego pieniądza – Polskimi Liniami Lotniczymi lata za półdarmo i pani
prezesowa Balcerowiczowa też – w NBP podjęto dociekania, kto doniósł do "NIE".
Prezes Leszek Balcerowicz zażądał zaś znalezienia sprawcy jego własnego
gównojadztwa. Mówił publicznie, że nie wiedział, iż lata za półdarmo.
Wynikałoby z tego, że to państwowi urzędnicy rządzą jego prywatną kasą. I że
nawet nie zauważa, ile za co płaci.
Pytamy w związku z publicznymi wykrętami Balcerowicza: czyż można mieć zaufanie
do nadzorcy banków i kursu złotego, do prezesa Rady Polityki Pieniężnej, jeżeli
nie ma on pojęcia o cenach i nie panuje nawet nad własnymi wydatkami?
Państwo Balcerowiczowie podróżowali w oparciu o zniżkę zwaną "zlecenie upustu
NRR" udzielaną dla reklamowania PLL LOT. Na czym miałaby polegać reklama linii,
gdy małżeństwo Balcerowiczów wsiada do polskiego samolotu? Jaką korzyść odnosi
z tego przewoźnik? Przecież nikt poza grupką pasażerów nie wie, że sama pani
Balcerowicz z mężem raczy akurat lecieć. I cóż to za zachęta do podróżowania
LOT, skoro pasażerowie latający z Warszawy i do Warszawy i tak nie mają na ogół
możliwości wybrania innego przewoźnika. Przy tym Balcerowicz nie cieszy się
przecież takim wzięciem jak znany piłkarz, papież czy piosenkarz. Otacza go
niechęć większości ludzi. Gdyby więc nawet ogłoszono publicznie, że
Balcerowiczowie są pasażerami LOT, naród z tego powodu nie rzuciłby się raczej
do kas tej linii.
Z takich samych jak Ewa Balcerowicz i jej mąż upustów – "NRR" w wysokości 50
proc. – korzystali mąż poprzedniczki prezesa NBP pan Andrzej Waltz wraz z żoną
HannĄ Gronkiewicz-Waltz, teraz nieubogą wiceprezeską banku międzynarodowego.
Połowę ceny płaciła również Dominika Waltz, zapewne córka prezeski.
Pokrewieństwo widać wystarcza, aby należał się przywilej. Także premier Jerzy
Buzek, któremu dobroczynne dlań linie lotnicze pośrednio podlegały, korzystał z
ulgi udzielanej w celu reklamowania LOT. Czy wszyscy oni fruwali w koszulkach
reklamowych LOT, czy musieli też nosić czapeczki tych linii i trzymać w rękach
baloniki z ich logo?
Po złożeniu urzędu Jerzy Buzek 26 listopada 2001 r. za przelot zapłacił zamiast
należnych 4252 zł 24 gr tylko 523 zł 54 gr (upust 90 proc.). Czy także on
powie, że nie wiedział, iż nie płaci normalnie za przelot? Już przecież nie
miał urzędników, na których winę mógłby zwalić – jak Balcerowicz.
Marszałek Sejmu MACIEJ PŁażyński płacił tylko 10 proc. ceny biletu. Upust – 90
proc. Jego zniżka opatrzona jest symbolem "NRH". Oznacza to upust w celach
humanitarnych. Albo więc
dyrekcja LOT uznała marszałka Sejmu za człeczynę ubogiego, zasługującego
najbardziej ze wszystkich obywateli na pomoc pieniężną, albo też latał on
prywatnie po świecie w misji humanitarnej, np. żeby rozwozić protezy dla
beznogich czy jałmużnę dla głodnych.
Płażyński jest teraz politykiem Platformy Obywatelskiej. Opowiada się ona za
ściśle rynkowymi regułami w gospodarce. Twierdzi też, że walczy z korupcją i
protekcjami. Płażyński zachwalał w prasie swoją własną uczciwość. Trzeba więc
wyjaśnić, czemu przyjmował ulgi wymyślone np. dla tragicznie chorych a
biednych.
Bez takich publicznych wyjaśnień eksmarszałek nie uwiarygodni swej misji
miłośnika czystych reguł rynkowych i polityka zwalczającego przekupstwa,
protekcję, przywileje władzy.
Były premier pan Jan Krzysztof Bielecki od lat jest wysoko postawionym
pracownikiem potężnego banku międzynarodowego. Latając prywatnie do Londynu i z
powrotem korzystał ze zniżki o symbolu "NRA". Jest to upust akwizycyjny. Czy
były premier jest komiwojażerem LOT? Sprzedaje bilety lotnicze? A może
wykorzystuje swe dawne stanowisko szefa rządu lub obecne, żeby załatwiać LOT
jakieś interesy? Jeśli tak, to cóż to za interesy? Nikt nie spieszy tego
wyjaśniać, choć akwizycyjna rola ekspremiera może kryć w sobie jakieś
rewelacje. Oczywiście, jeśli powód zniżki nie jest lipą, zwykłym naciągactwem
skarbu państwa – właściciela LOT. Bielecki dostawał upust 75-procentowy, więc
lepszy niż Balcerowicz. Zamiast 691 funtów premier Bielecki płacił 214.
Wszelkie upusty i zniżki podlegają w PLL LOT ścisłej ewidencji. Gdyby więc
posłowie albo NIK, albo właściciel LOT, czyli minister infrastruktury,
zechcieli dociec, ile łącznie, komu i dlaczego udzielono zniżek i jakie są
ogólne straty linii lotniczych z tego tytułu – można to łatwo posprawdzać.
Prosimy, aby nie zapomniano wówczas ustalić, dlaczego ulgowo fruwał bogaty
biznesmen Fibak. Oszczędzano jego kieszeń ze względów humanitarnych czy innych
równie wzniosłych?
Większość zleceń na zniżki dla grubych ryb (dysponuję kopiami) zatwierdzał
Asystent Prezesa Zarządu PLL LOT Piotr Bieliński. Pojawiają się n a dokumentach
także podpisy: Rzecznik Prasowy PLL LOT Leszek Chorzewski oraz p.o. Dyrektora
Biura Marketingu i Rozwoju Sprzedaży Wojciech Czubek. Stanowisko "Asystenta
Prezesa Zarządu" w strukturze organizacyjnej PLL LOT znajduje się w Biurze
Zarządu firmy. Podaję to dla ułatwienia dociekań. Skoro np. pan Piotr Bieliński
miał prawo złożenia podpisu na zleceniach udzielenia ulg lub darmochy, oznacza
to, że powinno istnieć stosowne rozporządzenie regulujące tę kwestię.
Wiewiórki w LOT poinformowały nas, że owszem jest tzw. Polecenie Służbowe
Prezesa Zarządu D/12/2000/HR z dnia 25 lipca 2000 roku, którego celem jest:
regulacja zasad stosowania upustów i jednorazowych cen specjalnych dla
przewozów pasażerskich. Chodzi zwłaszcza o prywatne przeloty, ponieważ
instytucje budżetowe oraz niektóre firmy w Polsce posiadają specjalne umowy
handlowe z PLL LOT, na podstawie których wykupują bilety na podróże służbowe.
Cóż to za zasady rezygnowania LOT z przychodów i czy jest w nich zawarta zasada
przekupywania dygnitarzy? Należy w to wejrzeć.
Pojawia się też pytanie o skalę zjawiska półdarmowego czy darmowego wożenia
grubych ryb ze świata polityki i biznesu samolotami narodowego przewoźnika. Nie
zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że chodzi na przykład o kwotę rzędu miliona
dolarów rocznie. Za taką samą można się było naprawdę nieźle promować w
środowisku bonzów politycznych! Jaka więc płatna protekcja w grę może wchodzić?
Czy była skuteczna? Należy i to ustalić.
Kiedy minister od Kwaśniewskiego Marek Siwiec za rządów Buzka raz przeleciał
się helikopterem gdzieś w obrębie Polski w celach nie całkiem służbowych,
rozpętała się w prasie burza i Siwiec na polecenie prezydenta natychmiast
zwrócił pełne koszty przelotu. Czyż ten precedens nie powinien spowodować
zmuszenia teraz dygnitarzy prawicy do opłacenia swoich odbytych w przeszłości
przelotów? Czyż krzyk nie powinien być dziś większy, skoro oto więksi od Siwca
dygnitarze wykorzystywali swe stanowiska dla prywaty? Czy oburzenie mediów
zależy w ogóle nie od tego, co się zdarzyło, tylko kim jest ten, kto zrobił coś
nieładnego? Jeśli więc nazywa się Buzek, Balcerowicz, Gronkiewicz-Waltz,
Bielecki lub Kornasiewicz (a to mąż ekswiceminister), wszystko