kameleonia Jeszcze raz napiszę:) nie zdradzę,wiem to:) 06.01.05, 16:12 A wiecie dlaczego? Bo mam takie zasady. Jestem tego pewna. Wolałabym być sama do końca życia niż zniszczyć związek sobie i komuś. Jesli w moim małzeństwie coś będzie się działo nie tak,nie rzucę się w ramiona pierwszemu lepszemu,tylko siądę i pomyślę: dlaczego wyszłam za tego właśnie faceta? Czy nie warto wskrzesić tego,co do niego czułam gdy się w nim zakochałam i wyszłam za niego? Powtarzam jeszcze raz: praca nad związkiem,rozmowa z druga osobą,miłość i małżeństwo to nie jest "zaklepane-odwalone", o to trzeba ciągle dbać... Rodzice mojego męża są po ślubie 25 lat i szaleją za sobą, moi 24 i również. Mamy więc oboje dobre wzorce:) Ale bez pracy nad związkiem nie da się tego osiągnąć:) Oczywiśćie pracy obu stron:) Komunałów o roślince którą trzeba pielegnować nie będę przytaczać,kazdy wie,o co chodzi:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xy2 Re: Jeszcze raz napiszę:) nie zdradzę,wiem to:) IP: .48.242.* / 80.51.176.* 06.01.05, 17:21 są ludzie którzy nie chcą pracować nad związkiem. Ten temat często pojawia sie na forum psychologia (może jest róznie nazywany). Ile mamy małżeńst osób które tak naprawde sie nie kochały- o ślubie decydował lęk, presja otoczenia, wytrachowanie i wiele innych nie mających nic wspólnego z miłością. Czy np. człowiek który został "wykorzystany" nie ma już prawa do szcęścia, do ułożenia sobie życia z kimś kto go pokocha. Mam przykład znajomej, która wyszła za mąż bo w domu było źle: 5 dzieci, ojcec alkoholik, 2 pokojowe mieszkanie. To co zrobiła z tym człowiekiem szkoda opisywać. I co ma on być skazany na samotność. Ludzie zacznijcie myśleć to może w tym chorym kraju będzie lepiej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kati do xy2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 17:38 xy2 napisał; > człowiek który został "wykorzystany" nie ma już prawa do szcęścia, do ułożenia > sobie życia z kimś kto go pokocha. ok.ale jak pisales babka uciekla od złej sytuacji domowej do męzczyzny.. ale czy w jakis sposob go zaniedbywala?moze nie bylo milosci ale byly inne piekne wartosci wiesz cos na ten temat? jesli czlowiek nie chce pracowac nad zwiazkiem to niech nie zawiera zwiazku..moze poprostu nie jest do tego predestynowany,no coz niekazdy jest taki sam..a tak na marginesie czlowiek ktory nie chce pracowac nad zwiazkiem bedzie i tak sam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monika Re: Jeszcze raz napiszę:) nie zdradzę,wiem to:) IP: *.. / *.e-plan.pl 08.01.05, 11:09 Zgadzam się w 100% to prawda związek to ciągłe dbanie poświęcanie się ale obydwoje tak muszą postępować. Odpowiedz Link Zgłoś
sagis Re: Jeszcze raz napiszę:) nie zdradzę,wiem to:) 11.01.05, 17:04 kameleonia napisała: > A wiecie dlaczego? > Bo mam takie zasady. > Jestem tego pewna. > Wolałabym być sama do końca życia niż zniszczyć związek sobie i komuś. > Jesli w moim małzeństwie coś będzie się działo nie tak,nie rzucę się w ramiona > pierwszemu lepszemu,tylko siądę i pomyślę: dlaczego wyszłam za tego właśnie > faceta? > Czy nie warto wskrzesić tego,co do niego czułam gdy się w nim zakochałam i > wyszłam za niego? > Powtarzam jeszcze raz: praca nad związkiem,rozmowa z druga osobą,miłość i > małżeństwo to nie jest "zaklepane-odwalone", o to trzeba ciągle dbać... > Rodzice mojego męża są po ślubie 25 lat i szaleją za sobą, moi 24 i również. > Mamy więc oboje dobre wzorce:) > Ale bez pracy nad związkiem nie da się tego osiągnąć:) > Oczywiśćie pracy obu stron:) > Komunałów o roślince którą trzeba pielegnować nie będę przytaczać,kazdy wie,o > co chodzi:) ----------- Ci, którzy zdradzili, albo zamierzają zdradzić napiszą, że nie wiesz jeszcze jak to jest po kilku latach małżeństwa i jak są dzieci. Starają się w ten sposób siebie usprawiedliwić. Ostatnio w TV wypowiadali się terapeuci, że zdrada mówi o chęci zmianie czegoś w związku. Tylko, że te zmiany trzeba przeprowadzać razem, a nie samemu poprzez zdradę. To jest niedojrzałe, jeśli ktoś jest w związku z kimś i jeśli chce jakiejś zmiany, to po prostu zamiast rozmawiać o tym z drugą osobą, zdradza ją. Dojrzała osoba, jak chce zmienić coś w swoim życiu, a jest i chce być w związku z kimś, to zmienia coś swoim życiu biorąc pod uwagę drugą osobę i licząc się z nią. Jest tyle możliwości zmian w życiu. Ale, może to więcej wymaga od nich samych? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet kamelonia sagis - BRAWO:-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.01.05, 14:33 nie dawac sie tym moralnym nichilistom - jest dobro i jest zło.jeslesmy ludzmi i mamy wolna wole! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Facet Re: Jeszcze raz napiszę:) nie zdradzę,wiem to:) IP: *.aster.pl 16.01.05, 17:21 Kameleonia rzucasz zaklęcia, powinnaś zająć się szamaństwem, a nie pisać na forum Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sytuacji... Byłam w takiej IP: *.crowley.pl 06.01.05, 17:32 poznaliśmy się, był żonaty, nosił obrączkę, ale mówił, ze nie układa mu się i może się rozwiedzie (bez żadnego związku ze mną). Poznaliśmy się bliżej, zaczęliśmy spotykać, twierdził, że ona chce rozwodu i on też, później - że są w trakcie. Byłam naiwna i głupia, niestety, bałam się prawdy, dlatego, zamiast to sprawdzić, wierzyłam mu. W końcu stwierdził, ze są już po i... pokazał mi nawet oprzeczenie o rozwodzie. Niby uwierzyłam, ale coś mnie nękało. Zażądałam deklaracji o czymś poważniejszym, wymówił się głupio, pokłóciliśmy się i rozstaliśmy w efekcie. Po pół roku dowiedziałam się, że wcale się nie rozwiódł, ma dwoje dzieci (w tym jedno malutkie). Rozmawiałam z jego żoną i do dziś dnia żałuję, że nie powiedziałam jej prawdy o nim i o sobie, tyloko okłamałam ją. Szkoda mi jej i siebie, ze dałam się tak nabrać i NIGDY więcej bym tego nie zrobiła. Powinnam jej była powiedzieć prawdę, bo fajna babka i powinna gnoja rzucić w cholerę!!! Żonatych facetów nie można traktować serio, bo takie naiwne panienki są dla nich jedynie rozrywką (przypadki rzeczywistych rozwodów są raczej rzadkie). Dlatego ceniąc siebie nie pójdę już nigdy na taki układ!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: madchina Re: Byłam w takiej IP: *.mos.gov.pl 07.01.05, 08:45 Gość portalu: sytuacji... napisał(a): > Żonatych facetów nie można traktować serio, bo takie naiwne panienki są dla > nich jedynie rozrywką (przypadki rzeczywistych rozwodów są raczej rzadkie). > Dlatego ceniąc siebie nie pójdę już nigdy na taki układ!!! Święta prawda! Być może zdażają się wyjątki, ale w większości wypadków jest właśnie tak jak napisałaś. Żonaci faceci szukający przygód są niewiarygodnie wręcz egoistyczni i nieodpowiedzialni. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ich żony szybko przejżą na oczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet Re: Byłam w takiej IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.01.05, 14:35 chiała bys JEJ zniszczyc zycie zeby sie zemscic na nim?fatalne...akurat to było bardzo madre ze jej nie powiedziałas... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kat Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 18:03 kiedys na Krupowkach dosiadli sie do nas faceci kolo40 placili za nasze przysmaki w restauracji sadzac ,że za ten gest im sie wszystko nalezy..ich podstawowym textem bylo jak zaniedbuja ich zony, jak po pojawieniusie dziecka zeszli na plan dalszy, jak one sie zatracily itd..naszczescie nie uwierzylysmy bo nastepnego dnia spotkalysmy ich na spacerku z dziecmi i pieknymi zadbanymi zonami kolo40..jaki z tego moral?faceci chca zmian nie dlatego,ze jest im zle tylko,ze sie im wydaje,ze tylko oni maja prawo jak sa klopoty jeszcze dostarczac nowych..dam przyklad3 par.Malzenstwa przykladne razem na narty w Alpy jezdzili,budowali domy, pracowali wspolnie we własnych firamch.... i pewnego pieknego dnia to sie skonczylo.Nie dlatego,ze bylo cos nie tak w zwiazku tylko dlatego,ze zapragneli czegos innego albo nawet tego samego tylko z kims innym..czym takie postepowanie mozna tłumaczyc?dodam ze w2 na3 małzenstwa to kobiety odeszly.. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bmyn Re: to wynika z egoizmu kobiet i słabości mężczyzn IP: *.warynski.net / *.warynski.net 06.01.05, 19:28 Jakieś nieodparte mam wrażenie,że faceci jednak są bardziej podatni na takie "zauroczenia" niż kobiety, m.in. dlatego,że; facetom można wcisnąć jakikolwiek kit i szybko chwytają przynętę. A zamierzenia kobiet ,które nawiazują znajomość z tymi "żonatymi" są różne i wynikają z ich egoizmu (oczywiście, jak w we wszystkim i tutaj będą wyjątki): jedne to robią bo się zwyczajnie nudzą i lubią się pobawić facetem (ulubione ich hasło: ale ja nie chcę żebyś odchodził od żony), inne , bo czują się nieatrakcyjne i samotne ...robią słodką minkę udawając głuptaska i proszę facet już "na talerzu", oczywiście natychmiast służy męską pomocą i opieką ......zazwyczaj zaczyna się bardzo niewinnie, troszkę wspólnych rozmów, i odkryć "bratnej duszy" etc. A Ci faceci, którzy na to lecą: dla mnie jest to oznaka słabości facetów, bo Oni nie potrafią walczyć sami z sobą w momentach tzw. kryzysów małżeńskich, coś robić w kierunku naprawy związku juz istniejacego tylko ...no właśnie "uciekają" w romanse z kobietami. Są po prostu cholernie wygodni. Oczywiście zdarzą się tacy , którzy nie mogą żyć bez romansów (ale jesli to wypływa z natury człowieka to taką cechę przecież kobieta potrafi zauważyć przed slubem z takim facetem)albo tacy, którzy znudzeni małżeństwem chcą się zabawić ......stąd potem te powroty do żon. Nagle zasłona opada i okazuję się,ze ta żona wcale nie jest taka zła - jakby się mogło wydawać. Tak więc czar kobiet, które uwodzą zajętych facetów trwa tylko dopóki facet ma te różowe okulary na nosie. I o czywiście wtedy jeśli nie zniknęła całkowicie więź duchowa z prawowitą małżonką. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robert Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.devs.futuro.pl 07.01.05, 10:50 Wina lezy rowno po obu stronach. Obie strony daja temu ciche przyzwolenie i tak to sie zaczyna. Latwo teoretyzowac o odpowiedzialnosci, zasadach i regulach dopuki nie zadzialaja uczucia i fluidy. Wtedy robi sie cos sprzecznego z rozsadkiem i samym soba. Rusza machina miliona mysli na minute, wyrzutow, analiz, pokus. Toczy sie wewnetrzna walke z samymi myslami. Pomijajac przypadki lowelasow i kaprysnych ksiezniczek obie strony sa przeciez wrazliwe na uczucia plci przeciwnej i zwiazana z tym odmiane codziennosci. To jest wlasnie przyczyna ze brniemy w to zapominajac o konsekwencjach. Odpowiedz Link Zgłoś
kameleonia Wiecie co,przeraża mnie.... 07.01.05, 14:19 Ile z was tak lekko mówi o tym,że zadaje się lub mogłoby z żonatym albo że same zdradzą (nie mówię o tych,co je mąż zdradza,one mają inne prawo). co to za bzdury, że kiedy się zakochałyście,nie wiedziałyście,że jest żonaty? Takie rzeczy zawsze się wie!!! Ale jeśli wskakujecie do łóżka komuś kogo prawie nie znacie to chyba to jest jedyna możliwośc.Tylko jak tu mówić o miłości? To co na nas spada NAGLE to jest pożądanie a nie miłość!!! Ludzie,miłośc dojrzewa długo, a pożądaniu nie należy bezwolnie,bezmózgowo ulegac! Odpowiedz Link Zgłoś
fittney Re: Wiecie co,przeraża mnie.... 07.01.05, 21:58 Nie masz racji,ja naprawde o tym,(że facet za którym nie widziałam świata jest żonaty) nie wiedziałam przez 3 miesiące. To skomplikowana historia, bo on był rok młodszy, uczyliśmy się w tej samej szkole średniej,myślałam że nie mam u niego szans. skończyłam szkołe nawet nie wiedząc jak on ma na imię. Pewnego dnia byłam z kolezankami na mieście, a on z kolegami.Przypadek chciał że wywiązała sie rozmowa. Zaczęliśmy się spotykać, on ciągle chciał mi cos powiedzieć, ale z tym zwlekał...Pewnego wieczoru rozstaliśmy się dlatego że on następnego dnia miał chrzciny u wujka i czekał go ciężki dzień. Potem przez jakiś czas się spotykaliśmy i nagle kontakt się urwał. Coś mnie tknęło, zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadkiem nie były chrzciny jego dziecka i czy ta tajemnica to małżeństwo??? Ponieważ od paru miesięcy szukałam pracy w lokalnej prasie,miałam wszystkie numery schowane w szufladzie.Zaczęłam przeglądać strony na których były zdjęcia dzieciaczków i .... no i okazało się że miałam rację. Znalazłam zdjęcie jego córki(znałam jego nazwisko) cała układanka ułożyła mi się do kupy,a ja długo nie wiedziałam co robić. Ale skoro mu to nie przeszkadzało, to mi tym bardziej i znowu zaczęliśmy się spotykać. Nie powiem żeby to było pożądanie(to że byliśmy ze sobą), bo pierwszy raz poszłam z nim do łóżka po roku bycia razem... Chociaż on zwykle przychodził do mnie kiedy miał scysje z żoną,dla mnie to było oczywiste,szablonowe zachowanie.Nasz związek nie opierał się na seksie(3xw ciągu 4 lat),bardzo dużo rozmawialismy i milczeliśmy ze sobą i to było najpiekniejsze. A kiedyś?Kiedyś bym nawet nie spojrzała na żonatego, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monika Re: Wiecie co,przeraża mnie.... IP: *.. / *.e-plan.pl 08.01.05, 11:28 fittney napisała; no i okazało się że miałam rację. Znalazłam zdjęcie jego córki(znałam jego > nazwisko) cała układanka ułożyła mi się do kupy,a ja długo nie wiedziałam co > robić. Ale skoro mu to nie przeszkadzało, to mi tym bardziej i znowu zaczęliśmy > się spotykać. > I tobie to nie przeszkadzało-egoizm.Myśle że większość dziewczyn tak postępuje i ma z tego frajde podnosi sobie swoją wartość (jestem lepsza od żony bo się mną zainteresował).A tak naprawde to są zwykłą ucieczką,odmianą dla faceta i często nic nie znaczą.Załosne. Odpowiedz Link Zgłoś
fittney Re: Wiecie co,przeraża mnie.... 08.01.05, 12:31 dziewczyno!ja byłam w nim zakochana jeszcze w szkole!!!a poznałam go dopiero 2 lata po jej skończeniu! Na początku się wachałam,ale skoro jemu to nie przeszkadzało to mi tym bardziej.Takie osoby jak ty,które tego nie przeżyły nie są w stanie tego zrozumieć!!! Zresztą to długa historia,to co opisałam nie tłumaczy tego w pełni.Tym bardziej,że wiem od znajomych że oni się rozstali, a ona nie mogła tego znieść,i wpakowała go w dziecko. :P Odpowiedz Link Zgłoś
kraxa Fittney nie ma sensu sie tlumaczyc, naprawde 17.01.05, 11:53 Tylko ograniczony czlowiek uwaza, ze jego przypadki sa obowiazujace dla Wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet Re: Wiecie co,przeraża mnie.... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.01.05, 14:41 jestes z nim?a czy on jest z tamta ktora wrobiła go w dziecko? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kati Re: Wiecie co,przeraża mnie.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.05, 17:39 pisalam na temat tego watku juz pare razy chyba jak wiekszosc dziewczyn. sądze,że jesli facet z ktorymi sie zaczynamy spotykac nie powiem nam o tym,ze jest zajety tylko sie potem dowiadujemy mozemy sie jakos wytłumaczyc , ale sercu tak łatwo sie nie wytłumaczy oszustwo mezczyzny. Jednak jesli wiemy i sie w to pakujemy to nic nas nie tłumaczy. Postawmy sie w sytuacji kobiety, ktora jest przy męzczyzni przez15 lat.Gotuje,pierze,wychowuja razem dzieci,jezdza na wspolne wakacje etc. Pewnego dnia mezczyzna zaczyna sie łapac na tym ,ze zycie mu ucieka,ze jego funkcje życiowe ograniczaja sie do spełniania obowiazkow i zaczyna dopuszczac do swiadomosci skok w bok.Uwaza ,ze jego małzenstwo sie psuje, widzi minusy, zaczyna nudzic sie w zwiazku, doprowadza do sprzeczek..co zona moze zrobic?jej sie wydaje ,ze wreszcie odchowała dziecie(maja10-14lat),zarabia wreszcie na kupienie sobie prawie wszystkiego co potrzebuje, kocha meza juz nie miloscia namietna tylko dojrzała wiec nie widzi problemu..,a moze problemu nie ma?moze to poplatana chemia powoduje,ze mezczyzna jeszcze chce cos poczuc w zyciu,przezyc zawirowania charakterystyczne dla wieku młodzienczego chce cofnac czas.. i wtedy pojawiamy sie my.. imponuje nam jego pozycja materialna, fakt,ze jest dojrzalym wiedzacym czego chciec od zycia mezczyzna, opanowany dojrzały mądry:),,wpadamy w pułapke szczescia w nieszczesciu, czujemy motylki lub inne swiergolenie mw zołądku chodzimy szczesliwe..w chwili gdy inna kobieta(zona) tylko dlatego ,ze jest starsza i ma inne priorytety widzi jak jej ulozone zycie wali sie z niezrozumialego powodu.Jej maz zmienil sie,wspolne dazenia o ktorych rozmawiali jako mlodzi wreszcie sie spelnily a jemu cos nie gra...chce czegos innego.. ale jak to sie ma do wszystkich wspolnych przezytych radosci i smutkow?...a teraz sobie pomyslmy,ze to my jestesmy tymi zonami..chyba odpowiedz na pytanie autorki postu jest oczywiste. pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet Re: Wiecie co,przeraża mnie.... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.01.05, 14:37 zasaniczo zgadzam sie - poza tym co piszesz o zdradzonych kobietach - ze maja inne prawo, otoz moim zdaniem nie maja innego prawa, szczegollnie jesli chca uratowac zwiazek.owszem zrobic facetowi piekło itp. ale nie zdradzac bo to juz napewno rzowali ten zwiazek! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: madzialena Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.pu.kielce.pl 07.01.05, 15:30 zgadzam sie z Twoja opinia. Dla mnie row=niez rowniez facet zajety nie istnieje!!!!!Chociaz znam osoby, ktore wyznaja nastepujaca zasade; Ma dziewczyne,ale moze jej nie miec....... Odpowiedz Link Zgłoś
kameleonia Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? 07.01.05, 16:11 Tak,a ta dziewczyna o której napisałam w sytuacji nr 1 mawiała jeszcze: "żonaty? ale żonę zawsze może zostawić!" miała wtedy 16 lat i myślałam że żartuje,ale niestety nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agnieszka Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: 193.151.96.* 08.01.05, 18:28 znamy się?:-))) Odpowiedz Link Zgłoś
kameleonia Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? 09.01.05, 15:24 kto,my????? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: isabellissima79 Re:JA LECĘ TYLKO NA ŻONATYCH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.lubin.dialog.net.pl 07.01.05, 22:25 Ja lecę tylko na żonatych.jeden już się dla mnie rozwiódł-ale po tym niestety rzuciłam go.Teraz jestem znów z żonatym(od dwóch lat razem) - aktualnie w trakcie rozwodu,lecz nie mam pewności czy to ten jedyny.W tym wypadku rozglądam się za kimś nowym... Odpowiedz Link Zgłoś
zonatyfacet Re:JA LECĘ TYLKO NA ŻONATYCH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 08.01.05, 10:47 Gość portalu: isabellissima79 napisał(a): > > się za kimś nowym... Jestem zonatym i dzieciatym facetem i chce sie z toba spotkac.Mieszkam w krakowie. Pozdrawia maciek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m Re:JA LECĘ TYLKO NA ŻONATYCH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.. / *.e-plan.pl 08.01.05, 11:32 To chyba napisał ktoś dal jaj.Jak nie to talny egoista i życze tobie żeby tobą też się ktoś zaczą bawić dla wygody i budował swoje szczęście na twoim nieszczęściu...... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aniula Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.05, 19:15 kiedys tez mowilam:"Wara od zonatego"...Zycie niestety plata nam czasem figle. Jestem z zonatym facetem 1,5 roku.Byl moim nauczycielem w szkole sredniej.Nasze kontakty poglebily sie w klasie maturalnej-byl moim opiekunem przy pracy dyplomowej.To bylo cos ekscytujacego..spojrzenia na przerwach itp.Ktoregos dnia tuz przeed moja maturka spotkalam Go na miescie(to byl weekend) pytal czy gdzies baluje..i wieczorkiem byl juz w tym samym klubie.Zaczelo sie zupelnie niewinnie.Jest cudownym facetem ale niestety..licze sie z tym ze kiedys to sie skonczy.Widujemy sie codziennie. Kocham Go a On kocha mnie.Wiem ze niektorzy z Was wybuchna smiechem ze jestem tak naiwna i slucham byle slodkich slowek-tak nie jest.Widze jak trudno mu wrocic do domu-potrafi godzinami stac przed moim domem.Nie wiem jak On sie tlumaczy w domu-nie obchodzi mnie to.Sylwestra t\ez spedzilismy razem.(o dziwo)Jest mi z nim dobrze i lapie w pamiec te szczesliwe dni spedzone u jego boku.... pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agata26 Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.05, 12:07 Wiesz Anula miałam kiedyś to samo.... Były cudowne weekendy i długie telefoniczne rozmowy w dni powszednie. Poniedziałek był najgorszy, podobny wtorek w środę zaczynałam snuć wizję piątku, w czwartek pielęgnacja ciała:)a piątek...byiśmy tylko My...i sygnały smsów od jego żony, córki, rodziców...Nie mogliśmy trzymać się za ręce na Wojska Polskiego, ani w kinie...bo przecież Ktoś mógłby Nas zobaczyć...a on jeszcze nie był gotowy. Bolało mnie to bardzo ale nie robiłam mu awantury, bo przecież nie mogłam zachowywać się jak jego żona...nie miałam prawa.Był taki mądry, mój Mistrz, który wprowadzał mnie w tajniki życia....również zawodowego. Czy byłam naiwna? Nie zwodził mnie, że się rozwiedzie, nie obiecywał niczego...przez co jeszcze bardziej rósł w moich oczach jako odpowiedzialny ojciec, bo na pewno nie mąż...Byłam zakochana, szczęśliwa i nieszczęśliwa na przemian. Czułam, że jesteśmy tylko my, w centrum świata- zakochani, idealnie dopasowani, platonowskie połówki, które w końcu się odnalazły...(nawet teraz głęboko w to wierzę:) Do czego zmierzam? Miłość nie odróżnia wolnych od zajętych obiektów. Chociaż miłość do żonatego faceta ma smak niepewności, goryczy, bólu, nadziei etc.Moje uczucie do Niego rozbiło się na kawałeczki jak poznałam jego córkę i zobaczyłam jakim świetnym jest ojcem, jaka świetną ma córkę....To była równa pochyła...obraz jego córki stał mi przed oczami już w poniedziałek, wtorek... Zaczęłam zadawać sobie pytania: czy będę umiała spojrzeć sobie w oczy jeżeli córka się dowie, jak odbiorę jej ojca....Chyba byłam zbyt słaba....Rozstaliśmy się....a on nie walczył, nie zabiegał o spotkanie, tylko słał maile, zdjęcia, sms...do dzisiaj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oliwka Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.acn.waw.pl 10.01.05, 00:13 witam moja historia jest taka, ze zakochalam sie bez pamieci w zonatym facecie. Byly to najszczesliwsze chwiiel mojego zycia. Zawsze wychodzilam z zasady, ze nigdy nie zwiaze sie z takim mezczyzna. Los chcial inaczej, zostalam jego kochanka, potem zostawil dla mnie zone, mieszkalismy razem i bylo nam ze soba wspaniale. Az do pewnego dnia, kiedy to jego zona zachorowala a 4 letnia corka biegala po klatce schodowej i szukala opieki dla matki. Nie wytrzymal tej presji i wrocil do zony. jednak mnie nei potrafil zostawic. Twierdzi obecnie ze kocha dwie kobiety mnie i ja. Na dodatek jestem z nim w ciazy. i szczerze mowiac nie zazdrosze jego zonie ani sobie. On trwa caly czas w chorym ukladzie, oklamuje zone i dalej spotyka sie ze mna. Zona robi wszystko zeby on stracil kontakt ze mna i jeszcze nienarodzonym dzieckiem, Mimo tego wszystkiego ja nadal go kocham i nie potrafie bez niego zyc. Wszystko byloby prostsze gdyby nie ciaza. A tak tkwimy w tym wszyscy i dalej sie meczymy, zona bo nie wie gdzie spedza cale dnie, bo ja zdradzil, bo inna kobieta nosi w sobie jego dziecko, ja bo nie wiem co mam robic, czy czekac, czy odejsc, ale wtedy bedzie dylemat co powiem dziecku gdy spyta sie mnie kto jest jego ojcem i On, ktory jest rozdarty pomiedzy dwoma kobietami i w sumie juz teraz pomiedzy dwoma rodzinami. Dziewczyny nie pakujcie sie w takie zwiazki, nie warto dla tych kilku chwil szczescia nie warto. Odpowiedz Link Zgłoś
fittney Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? 10.01.05, 19:21 OLIWKO wiesz rozumiem twoją sytuację i bardzo ci współczuję,no ale cóż zrobić,skoro serce nie sługa,prawda?Masz też rację że apelujesz abyśmy nie wchodziły w takie związki,ale czasem nie wiemy w co się pakujemy, a gdy się dowiadujemy to już jest za późno Odpowiedz Link Zgłoś
atlantis75 Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? 09.01.05, 17:06 Według mnie nie ma czegos takiego jak automatyczna blokada na żonatych jeżeli w grę wchodzi nagła fascynacja, chemia lub miłośc - jak zwał tak zwał :) Trafia i koniec. Szczególnie, gdy żyje się w małżeństwie nieszczęśliwym lub po prostu nudnym. Pies jest pogrzebany nie w tym, czy spodoba mi się żonaty facet, ale w tym CO ZROBIĘ z tym fantem. Czy zabrnę w związek przez większość uznawany za amoralny i nieakceptowany społecznie, czy przyczynię się do rozpadu rodziny, czy przyznam sobie prawo do szczęścia i usprawiedliwie jakieś działania. Piszę hipotetycznie :))) Kiedys byłam bardziej radykalna w poglądach, a potem chyba dojrzałam i zrozumiałam, zeby nigdy nie mówić nigdy. Nic nie jest czarne ani białe, nie zawsze winna jest tylko jedna strona itp. Co, oczywiście, nie przeszkadza mi wierzyć, że mi się to nie przytrafi :) Pozdrawiam :) Atlantis Odpowiedz Link Zgłoś
marekatlanta71 Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? 10.01.05, 00:40 Jako zonaty prosze - nie zajmujcie sie nami! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ara Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 00:46 Zonaty jest mój,reszta....hmhmhm proszę bardzo!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kotek* Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.zigzag.pl / *.zigzag.pl 11.01.05, 15:09 Celowo i z premedytacją nie. Jednak przez przypadek trafiła mi się taka sytuacja. Oboje wiedzieliśmy że mamy rodziny. Niczego nie ukrywaliśmy przed sobą, nie snuliśmy planów na przyszłość. Po prostu od czasu do czasu spędzaliśmy ze sobą po kilka dni, cieszyliśmy się swoją obecnością i życiem. Trwało to kilka lat. Uczucie było jednak tak silne, że nie udało się go "przeczekać". Od jakiegoś czasu jesteśmy razem i jesteśmy wreszcie szczęśliwi. Nie każdy żonaty facet to świnia. Facet to też człowiek i czasami czuje się zagubiony i nieszczęśliwy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: malutka Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.05, 23:51 No nie. To się po prostu nie opłaca: koszty emocjonalne są za duże. Zaczyna się od tego jak to "żona go nie rozumie" czyli "sięga to przysięga a jak dostanie to przestanie". W tym czasie rodzinie wynagradza jak może swój skok w bok (niania dla dzieci, praca dla żony i nowy samochód, choć już jeden w rodzinie jest)-> historia autentyczna. A kochance to chyba kij i marchewkę ofiarowuje, bo 3ego samochodu nie kupi, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxx Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.upc-j.chello.nl 13.01.05, 00:29 Z premedytacja nie. Ale fakt ze zycie plata figle i wiele osob juz tego doswiadczylo. Zawsze sie zarzekalam, ze nic nigdy z zonatym nie moze sie wydarzyc, az mnie tez sie taka historia przytrafila, w najmniej spodziewanym i najprzykrzejszym momencie zycia, kiedy mialam straszne problemy w pracy. Naprawde powazne, grozono mi smiercia, dluga historia nie bede teraz opowiadac. Zylam w niesamowitym leku. I to jest wlasnie perfidia losu. Bylam wtedy slaba, bo zlamana tym problemem a tu zjawia sie maz opatrznosciowy - zonaty facet wyciagajacy pomocna dlon. Pomoc byla mi potrzebna, fakt, wsparcie jak najbardziej, bo bylam na krawedzi. Naprawde na krawedzi. Jemu po prostu bylo mnie bardzo zal, taka mial motywacje, nie podryw, nie zdrade, a mnie sie lampka ostrzegawcza ze zonaty nie zaswiecila, bo mialam wtedy inne zmartwienia i nie w glowie romanse tylko stres. Nie opowiadal, ze zona go nie rozumie, tylko chcial mi autentycznie pomoc. I tak sie zaczelo. Pracowalismy razem, on zadzwonil do kierownictwa, naswietlil sprawe, ujal sie za mna itp. POmogl mi faktycznie. A potem to juz polecialo. Zakochalismy sie w sobie. Dlugie rozmowy, takie o zyciu i smierci, a potem on wzial mnie za reke i ... a rano zrobil jajecznice. No i co powiecie. Czlowiek sie zarzeka, a tu taka sytuacja ekstremalna w pracy i nie ma przebacz. Nie bylo happy endu, nie chcialam rozbijac rodziny. Facet sie zakochal, chcial odejsc od rodziny, szarpal sie miedzy miloscia do dzieci i do mnie, pisal po 30 smsow dziennie, ale powiedzialam nie. Kosztowalo mnie to duzo zdrowia, bo ja tez sie zakochalam, meczylam jak potepieniec miesiacami. Postanowilam ze bede twarda i wytrzymam. Wytrwam. Nie moglabym zniesc ze cierpia przeze mnie dwie malutkie dziewczynki pozbawione ojca. Widzialam, jak on kocha te dzieci i po prostu nie moglam. Potem pomyslalam sobie, ze jestem idiotka, szlachetna glupia idealistka, i co mi z tego przyszlo. Tak fajny facet mi sie trafil, a ja jak ta traba mialam obiekcje moralne. Teraz jestem sama i cierpie. Czasem zaluje. Ale coz. Minelo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JULITA P. Zasady a pragnienia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.05, 12:05 Nikt na czole nie ma wypisane , że jest z kimś, a czy to ważne czy ma żonę albo męża? Zasady a pragnienia?? Wybór nalezy do nas. Ja "męczę się" kolejny miesiąc i nie wiem czy to lojalność czy fakt , że sama nie chciałabym być zdradzona. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mf69 Re: Zasady a pragnienia IP: 213.25.30.* 15.01.05, 14:35 moja siora zawsze mówi, że każdy wagon można odczepić... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anisa Nigdy nic nie wiadomo IP: *.chello.pl 16.01.05, 00:00 Jestem po czterdziestce, dobry maz i dzieci-nastolatki. Jeszcze 2 lata temu odpowiedzialabym, ze zajeci mezczyzni nie interesuja mnie dla zasady. Ale coz stalo sie! Lato, obcy kraj, mezczyzna, z ktorym spedzalam sluzbowo duzo czasu. Rozmowy, spojrzenia, zarty i... cos zaiskrzylo. I stalo sie. Zdradzilam meza pierwszy raz po 18 latach malzenstwa! Myslalam, ze bedzie to taka letnia przygoda, "syndrom zatrzaskujacych sie drzwi"... ale to nadal trwa. I to jest milosc. Widujemy sie rzadko, oboje nie zostawimy swoich rodzin (on tez ma zone i dorosle dzieci). Nigdy nie powiem mezowi i stzram sie byc dobra zona, choc brzmi to moze cynicznie. Ale nieustanie mysle o tamtym, tesknie, przed chwila przeczytalam e-maila od niego, a za moment poloze sie obok meza, ktorego przeciez tez kocham. Zycie plata figle! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mf69 Re: Nigdy nic nie wiadomo IP: 213.25.30.* 16.01.05, 01:31 to jest straszne dużo osób przeżywa to samo... Odpowiedz Link Zgłoś
zdzichu-nr1 Re: Nigdy nic nie wiadomo 16.01.05, 17:40 No cóż, mój kolega mawia 'miłość mija, zobowiązania pozostają" ;( Niestety, nikt nie jest w stanie przewidzieć, co będzie za kilka/-naście lat, jak zmieni się drugi człowiek, jak my sami się zmienimy, i jakie będą nasze życiowe priorytety. Większość moich kolegów jest głęboko nieszczęśliwa już po paru latach związku, mają kochanki, drugie żony, rozwody itp. itd. Bardzo to jest przygnębiające... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JANKES Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.jersyc01.nj.comcast.net 17.01.05, 00:06 Ale bardzo czesto faceci zonaci lub zajeci szukaja partnerki bedac jeszcze w zwiazku nie dla przelotnej znajomosci lub bezsensownego flirtu lecz dlatego,ze zostali oszukani.To oszukanie ma czsami wielorakie maski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xy2 Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: .48.242.* / 80.51.176.* 17.01.05, 11:29 w zyciu bywa różnie. czasem zonaty facet jest nadal żonaty bo inaczej musialby placic wysokie alimenty na "zone" która nie ma ofocjalnych dochodów za to ma oficjalnego przyjaciela. a sama nie wniesie pozwu o rozwod bo wie ze wtedy alimenty nie będa jej przysługiwały. jeszcze trudniej dostac rozwód rodzicom adopcyjnym. a jak ktos kto zostal zraniony przez zamezna/zonatego, zajętą/zajetego to najchetniej wszystkich powiesił Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zuzia Re: Czy zajęłabyś się żonatym lub zajetym? IP: *.lec.dk 18.01.05, 07:23 Hmmm.... Pare miesiecy temu zaczelam nowa prace, w nowym kraju, z nowymi ludzmi...Wszystko niby dobrze, ale w domu sie nie ukladalo, zaczelam myslec o rozejsciu sie z mezem... W pracy mam paru dobrych kolegow, jeden z nich od poczatku mi sie podobal, ale wiedzialam, ze jest zonaty, ma dzieci, z reszta, tak jak pisze - ja tez mezatka wiec nie bylo tematu. Kiedy tak powaznie zaczelo sie psuc u mnie w domu, zaczelismy wiecej rozmawiac i okazalo sie, ze u nich tez nie jest kolorowo. Obecnie i ja i On jestesmy w separacji i...co tu kryc - zakochujemy sie w sobie na zaboj, mimo, ze zaczelo sie tak niewinnie ;)) Odpowiedz Link Zgłoś