Dodaj do ulubionych

Jazda pociagiem z dzieckiem.

03.02.05, 21:28
Dzień dobry.
Dopiero od niedawna odkryłam to forum, więc jeżeli :nie wypalę" to uprzejmie
proszę o zrozumienie.
Myślę, że wątek o którym pragnęłabym napisać, na to forum nadaje się.
Już w niedługim czasie przprowadzam się zmężem na drugikoniec Polski,
ponieważ małżónek znalazł bardzo intratną pracę. Problem dotyczy moich, co
dwutygodniowych dojazdów na uczelnię do mojego miasta. Będę podróż odbywała
ze swoją 4-letnią córeczką. Mam do wyboru dwa środki transportu: PKS i PKP.
Jeżeli chodzi o mnie to wybór mój bezapelacyjnie padł na komunikację
autobusową. Jednak nie wykluczam, że czasami będę zmuszoną jeździć koleją (
tymi środkami transportu droga jazdy skraca się o prawie 3 godziny ).
Czy mogę otrzymać pewne wskazówki, które pozwolą mia zachować czujność
podczas jazdy pociągiem. Panicznie boje się jeździć pociągami ( i od 11 lat
nie jeździłam ) ale życie być może mnie do tego zmusi.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • pawel.drozdziak Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 04.02.05, 13:18
      malazuzia napisała:

      > Mam do wyboru dwa środki transportu: PKS i PKP.
      > Jeżeli chodzi o mnie to wybór mój bezapelacyjnie padł na komunikację
      > autobusową. Jednak nie wykluczam, że czasami będę zmuszoną jeździć koleją (
      > tymi środkami transportu droga jazdy skraca się o prawie 3 godziny ).

      trzy godziny, to rzeczywiscie duza roznica. Szczegolnie z malym dzieckiem.

      > Czy mogę otrzymać pewne wskazówki, które pozwolą mia zachować czujność
      > podczas jazdy pociągiem. Panicznie boje się jeździć pociągami ( i od 11 lat
      > nie jeździłam ) ale życie być może mnie do tego zmusi.

      a czego konkretnie obawia sie pani w zwiazku z jazda pociagami?
      • malazuzia Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 04.02.05, 14:02
        Panie Pawle.
        Moje obawy wynikają ( chyba )z mediów. Te wszystkie straszne historie o
        młodzieży szukającej "urodzinowej rozrywki", o wszystkich innych przypadkach,
        które były przez media nagłaśńiane.
        Bezpieczniej bym się czuła, gdybym znała jakieś "sytuacje", których powinnam
        przestrzegać, jakich grup osób unikać ( pan w średnim wieku, dobrze wyglądający
        wcale nie musi okazać się "bardzo miły").
        Kurcze, a może ja poprostu przesadzam?! Ale boje się o siebie a przede
        wszystkim o swoją córeczkę. Chyba mi raczej jest potrzebna pomoc psychologa.....

        Pozdrawiam
        • pawel.drozdziak Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 04.02.05, 14:24
          malazuzia napisała:

          > Moje obawy wynikają ( chyba )z mediów. Te wszystkie straszne historie o
          > młodzieży szukającej "urodzinowej rozrywki", o wszystkich innych przypadkach,
          > które były przez media nagłaśńiane.
          > Bezpieczniej bym się czuła, gdybym znała jakieś "sytuacje", których powinnam
          > przestrzegać, jakich grup osób unikać ( pan w średnim wieku, dobrze
          wyglądający
          >
          > wcale nie musi okazać się "bardzo miły").

          zwykle jest tak, ze jesli odczuwa sie lek, to jest jakas przyczyna tego. Choc
          niekoniecznie ona musi byc rzeczywiscie zwiazana z tym, co podajemy jako zrodlo
          strachu.
          Mam wrazenie, ze odczuwa pani jakis lek i chcialaby go, ze to tak okresle,
          doprecyzowac. Czy dobrze to rozumiem? Chodzi o to, zeby nadac temu poczuci
          jakis konkretny ksztalt? Powiazac je z jakims konkretnym zagrozeniem? Jesli zle
          to rozumiem, prosilbym, zeby mnie poprawic.
          Rozmowe zaczelismy od tego, ze jest to lek ogolnie zwiazany z jazda pociagami.
          A czy moge spytac, w jakich okolicznosciach odczuwa pani ten lek teraz? Kiedy
          on sie pojawia?

          > Kurcze, a może ja poprostu przesadzam?! Ale boje się o siebie a przede
          > wszystkim o swoją córeczkę. Chyba mi raczej jest potrzebna pomoc
          psychologa....

          trudno to ocenic. Ja rozmawiajac z pania w tej chwili zakladam, ze ta obawa
          moze miec jakies racjonalne podstawy, ale nie musi. Byc moze wizyta u
          psychologa bylaby dobrym rozwiazaniem. Byc moze jest niepotrzebna. A gdyby
          zdecydowala sie pani skorzystac z porady psychologa, to jak okreslilaby pani
          problem?
          • malazuzia Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 04.02.05, 20:51
            Panie Pawle.
            W tej chwili jest mi to trudno sprecyzować. Najlepiej czułabym się w pociągu,
            gdybym mogła jechać sama w zamkniętym przedziale i najlepiej z policjantem
            obok. Obawiam się nie o kosztowności ( jadąc pociągiem nie brałabym nawet
            obrączki na palec )ale raczej o zdrowie i o życie.
            Ostatni raz jechałam pociągiem ponad 11 lat temu, nie sama tylko z zaufanymi
            ludźmi. Osobiście nie mam złych doświadczeń. Jednak popłynęłam razem z
            wiadomościami z mediów, które ukazywały makabryczne przypadki wielu pasażerów.
            Lubię uczyć się na cudzych błędach. Wiem, że w takiej schizie nie można trwać,
            jednak dobrą dla mnie bronią ( psychiczną )były by informację, które np. mówiły
            by o: jak najlepiej dobierać sobie miejsca, z jakimi ludźmi najlepiej nie
            jechać w przedziale, w razie jakiegoś "idioty" jak najlepiej wyjść z trudnej
            sytuacji, itp.
            Pozdrawiam
            • pawel.drozdziak Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 06.02.05, 18:22
              malazuzia napisała:

              > Osobiście nie mam złych doświadczeń. Jednak popłynęłam razem z
              > wiadomościami z mediów, które ukazywały makabryczne przypadki wielu pasażerów.
              > Lubię uczyć się na cudzych błędach. Wiem, że w takiej schizie nie można
              trwać,
              > jednak dobrą dla mnie bronią ( psychiczną )były by informację, które np.
              mówiły
              > by o: jak najlepiej dobierać sobie miejsca, z jakimi ludźmi najlepiej nie
              > jechać w przedziale, w razie jakiegoś "idioty" jak najlepiej wyjść z trudnej
              > sytuacji, itp.

              przede wszystkim proponuje nie przejmowac sie doniesieniami mediow. To, co
              pokazuje sie w telewizji zupelnie nie jest reprezentatywne dla rzeczywistych
              zagrozen. Media zyja z przyciagania uwagi ludzi, a raczej ze sprzedawania
              jakiejs czesci tej przyciagnietej uwagi reklamodawcom i politykom. Informacja o
              mordercach w pociagu to towar, taki sam jak modne buty albo plyta CD z nagranym
              hitem. Wlasciciele sklepow muzycznych wiedza, ze puszczenie w sklepie hitu
              zwieksza sprzedaz takze innych plyt. Na identycznej zasadzie eksponowanie
              chwytliwej informacji o psychopatycznych zabojcach zwieksza przychody z reklam,
              pozwala przyciagnac uwage polityka ktory akurat szuka tematu na kampanie itd.
              Nikt nie robi reportazu i milionach ludzi, ktorzy codziennie podrozuja
              pociagami i spokojnie przysypiajac docieraja na miejsce przeznaczenia. Bo to
              nudne. Natomiast przypadek kobiety wypchnietej z pociagu nudny nie jest, wiec
              bedzie opisywany we wszystkich mediach dotad, dokad nie stanie sie nudny i
              przez to niesprzedawalny. Czyli wiele wiele razy na nieskonczenie wiele
              sposobow. A ze przy okazji wszyscy zaczna miec wrazenie, ze takie zdarzenia
              naleza do typowych elementow jazdy koleja to zaden problem. Po prostu pojawi
              sie polityk, ktory obieca to zmienic, zostanie wybrany, reportaze sie skoncza a
              nastepnym tematem bedzie komisja sledcza z udzialem tego wlasnie polityka.
              Kilkanascie lat temu takim dyzurnym tematem byli narkomani. Pozniej sekty, ze
              szczegolnym uwzglednieniem satanistow. Po sektach przyszla kolej na dilerow
              narkotykowych pod szkolami, nastepnie byli gwalciciele, po nich mordercy
              wlasnych dzieci a ostatnio pedofile. W tym sezonie jest tez modne obrabianie
              sprawy kobiety wypchnietej z pociagu, przewiduje jednak, ze za dwa, gora trzy
              tygodnie to sie skonczy i pojawi sie kolejny niebezpieczny wrog publiczny. Na
              przyklad hipnotyzerzy wyciagajacy od klientow kody do bankomatow...moze to byc
              doslownie cokolwiek. Jesli chce sie pani poczuc bezpieczniej prosze po prostu
              traktowac te wszystkie informacje tak, jak na to zasluguja. Czyli jako
              manipulacje stworzona po to, zeby pani ogladala umieszczone przed i po tym
              reklamy.

              Majac do wyboru jazde autobusem 3 godziny dluzej i pociagiem 3 godziny krocej i
              4 letnie dziecko za towarzysza podrozy zdecydowanie doradzam wybrac pociag. W
              autobusie dziecko straszliwie sie umeczy. Nie bedzie moglo wyjsc siusiu,
              pobawic sie, ani wyprostowac nog. Bedzie pani straszliwie marudzic. Nie bedize
              warsu. Poza tym podroz pociagiem jest bez porownania bezpieczniejsza.
              Najwiekszym swiatowym zabojca sa wypadki drogowe. Pochlonely one dotychczas
              wiecej ofiar w ludziach, niz obie wojny swiatowe. Trudno w to uwierzyc, ale to
              prawda. Samochody zabily wiecej ludzi niz miny, bomby, gazy bojowe, bagnety,
              obozy i artyleria pierwszej i drugiej wojny razem. Zdecydowanie lepiej jest
              jechac pociagiem.

              Kiedy bedzie pani w pociagu prosze usmiechac sie do ludzi. Po prostu sie
              rozluznic i usmiechnac do osob, ktore wzbudzaja pani sympatie. Wziac dziecku
              jakas fajna zabawke, a sobie dobra ksiazke. Moze uciac sobie jakas pogawedke ze
              wspolpasazerami? Polecam przejsc sie do warsu na kawe. Kiedys mieli fatalna,
              strasznie kwasna, ale ostatnio to sie znacznie poprawilo. Naprawde pociag to
              nic strasznego.

              Jesli jednak wciaz czuje pani niepokoj, mozemy poszukac jego przyczyny. Byc
              moze jest ona bardzo luzno powiazana z sama koleja, a bardziej z jakimis
              elementami pani ogolnej sytuacji. To sie zdarza i zwykle nie trzeba jakiejs
              wielkiej wiedzy terapeutycznej, zeby dojsc do dobrych wynikow takiej rozmowy.

              Pozdrawiam serdecznie.
              • anula36 Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 06.02.05, 19:10
                musze przyznac ze mialam podobne obawy ( dotyczace bezpieczenstwa) kiedy
                zaczynalam 2 lata temu prace,ktora wiaze sie z duza iloscia podrozy pociagiem.
                Wciaz duzo podrozuje - staram sie przestrzegac pod stawowych zasad
                bezpieczenstwa ( staram sie nie jezdzic noca, nie przymuje poczestunkow) staram
                sie nie siadac w pustym przedziale ale przylaczyc do jakiegos "pewnego"
                towarzystwa ( wlasnie rodzic z dzieckiem,dziewczyna w moim wieku, starsze
                malzenstwo)- przez te 2 lata nie mialam ani jednego nieprzyjemnego incydentu.
                Mysle,ze jesli pojedziesz raz,drugi-nabierzesz pewnosci.
                Pociagi sa dla ludzi:) Pozdrawiam.
                • lili111 Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 10.02.05, 15:16
                  Mnie się wydaje że chyba zbytnio przesadzasz. Nieszczeście może spotkac cię
                  wszędzie i jesli ktos będzie miał cię zaatakować to to zrobi niezależnie czy w
                  pociągu, czy na ulicy, czy w autobusie.
                  Mam 2 dzieci bliźniki. Maja skończone 2 latka, a juz sama kilkakotrotnie z nimi
                  jechałam pociągiem. Jasne że się troszke bałam zwłaszcza pierwszym razem, potem
                  było już lepiej.
              • aleksandrynka Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 08.02.05, 22:03
                mimo, że jazda pociągiem jest krótsza, to jednak nie wydaje mi się, żeby była
                bardziej bezpieczna. W autokarze jest ok 50 miejsc, kierowca jest tuż obok, a
                nie jak konduktor w pociągu, niewiadomo gdzie. W pociągu wyjście do warsu wiąże
                się z zabieraniem ze sobą całego ekwipunku, przynajmniej dla mnie - nie
                wyobrażam sobie zostawienia czegokolwiek w przedziale bez nadzoru! No a z
                dzieckiem, kurtkami, torebką i ewentualnie innymi pakunkami nie jest to miła
                przechadzka na kawę, ale spore utrudnienie... A jeśli pociąg zapchany, to
                przemieszczenie się jest mało możliwe, a conajmniej niekomfortowe... Dużym
                plusem pociągu jest toaleta, ale, powiedzmy to sobie szczerze - czy nie lepiej
                na zieloną trawkę?
                Jeśli chodzi o wybór miejsca - w pociągach są przedziały dla rodziców z
                dziećmi, bodaj jeden. Wtedy jest pewność (o ile nie masz miejscówek), że gdzieś
                usiądziesz. Inna sprawa - lepiej nie siadać w przedziałach samej, ja w takiej
                sytuacji szukałabym miejsc z innymi osobami, najchętniej między innymi z inną
                kobietą.I jeszcze - jeśli jest taka możliwość, to dobrze by było jeździć, jak
                jest jasno. Pochować dobrze pieniądze i dokumenty.
                Nie, nie mam paranoi, nic złego mnie w pociągu nie spotkało. Ale jestem z
                Warszawy (słynny Dworzec Centralny), ja i moi znajomi nie raz wyjeżdżaliśmy i
                spotykaliśmy się z różnymi sytuacjami, obserwowaliśmy je albo o nich
                słyszeliśmy. Oczywiście doniesienia mediów trochę potęgują lęk, ale lepiej być
                ostrożniejszym niż głupio się narazić...
                Myślę, że nie ma powodu, żeby dopatrywać się jakichś urazów czy
                nieuświadomionych podłoży strachu przed podróżowaniem. To zwyczajny zdrowy
                rozsądek, wyobraźnia i obawa matki - sama nią jestem, starałabym się unikać jak
                ognia niebezpiecznych sytuacji. Jestem na tym punkcie przeczulona. Tak samo,
                jak w autobusach czy innych zatłoczonych miejscach, mam oczy dookoła głowy,
                dokładnie słucham mojego ciała, czy nikt mnie nie "inwigiluje", całą
                sobą "czuję" moją torebkę czy plecak, nie błyskam telefonem... Patrzę na twarze
                ludzi, obserwuję, co się dookoła dzieje. Tak mam... Póki co mnie nie
                okradziono, choć nie mam gwarancji, ze w środku dnia, na oczach wszystkich nie
                zostanie mi wyrwana torba. Cóż, przynajmniej nie tracę czujności, tak sądzę...
                .
                • barba-rella4 Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 11.02.05, 21:11
                  aleksandrynka napisała:
                  > Myślę, że nie ma powodu, żeby dopatrywać się jakichś urazów czy
                  > nieuświadomionych podłoży strachu przed podróżowaniem. To zwyczajny zdrowy
                  > rozsądek, wyobraźnia i obawa matki - sama nią jestem, starałabym się unikać
                  jak
                  >
                  > ognia niebezpiecznych sytuacji. Jestem na tym punkcie przeczulona.

                  To zdrowy rozsadek w koncu przez Ciebie przemawia czy przeczulenie??
                  Przepraszam, ja tez jestem z warszawy, dosc czesto zdarza mi sie
                  jezdzic pociagiem (samej),a podziemia pod Centralnym mijam po pare razy w
                  tygodniu w okolicach polnocy i jeszcze mi sie nie zdarzyla zadna grozniejsza
                  sytuacja.
                  Wybaczcie dziewczyny, ale jezeli ktos woli nadlozyc 3 godz. drogi
                  z malym dzieckiem niz jechac pociagiem to moim zdaniem nie jest to
                  calkiem zdrowy objaw.
                  Zreszta, nie moj cyrk, nie moje malpy,
                  Pzdr.,b.
                  • aleksandrynka Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 13.02.05, 13:35
                    zdrowy rozsądek i wyobraźnia sprawiają, że jestem przeczulona, mam wyostrzone
                    zmysły.
                    Autorka nie pisze, że będzie nadrabiać drogi, prosi tylko o poradę w tej
                    kwestii. Ja też nie powiedziałam jednoznacznie, że ma wybrać autokar,
                    stwierdzam tylko, że ostrożności nigdy za wiele, niestety. A okolice
                    centralnego znam na wylot, nie raz zrobiłam rundkę i żyję. Nie znaczy to, że
                    powinnam ignorować całe zstępy narkomanów i złodziei, jakie się tam kręcą, wiem
                    o nich, widzę i bardzo się pilnuję, co zwiększa moje szanse na dotarcie do domu
                    z portfelem... A to, ze Tobie nie zdarzyła się żadna groźna sytuacja nie jest
                    dla mnie miarodajne - mnóstwo ludzi jednak spotkała tam krzywda, po to są
                    jakies statystyki, żeby znać skalę zagrożenia i wiedzieć, że jednak jakieś
                    niebezpieczeństwo isnieje. I brać to pod uwagę.
                • pawel.drozdziak Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 17.02.05, 01:27
                  aleksandrynka napisała:

                  > mimo, że jazda pociągiem jest krótsza, to jednak nie wydaje mi się, żeby była
                  > bardziej bezpieczna.

                  tak mowi statystyka. Na drogach ginie co tydzien kilkadziesiat osob. Wiele
                  ofiar wypadkow to pasazerowie autokarow. Napady w pociagach zdarzaja sie, ale
                  nie czesciej niz na ulicach czy w domach. Prasa nas straszy bo z tego zyje.
                  Generalnie pociag jest bardzo bezpiecznym miejscem. Szczegolnie pociag
                  dalekobiezny.

                  > W pociągu wyjście do warsu wiąże
                  > się z zabieraniem ze sobą całego ekwipunku, przynajmniej dla mnie - nie
                  > wyobrażam sobie zostawienia czegokolwiek w przedziale bez nadzoru!

                  jesli chodzi o mnie, to jadac pociagiem dalekobieznym samotnie zawsze
                  pozostawiam caly swoj bagaz w przedziale kiedy wychodze. Oczywiscie pod
                  warunkiem, ze w przedziale siedzi kilka osob. Zabieram tylko pieniadze i
                  dokumenty.

                  > (słynny Dworzec Centralny), ja i moi znajomi nie raz wyjeżdżaliśmy i
                  > spotykaliśmy się z różnymi sytuacjami, obserwowaliśmy je albo o nich
                  > słyszeliśmy.

                  jesli chodzi o Dworzec Centralny jest to jedno z najbezpieczniejszych miejsc w
                  Warszawie. Zamieszkiwane jest przez ludzi ktorzy wygladaja dosc odrazajaco, ale
                  ci ludzie nie stwarzaja zadnego prawdziwego zagrozenia. Dworzec ma stalych
                  mieszkancow i bywalcow, ktorzy znaja sie nawzajem, rozpoznaja, znaja
                  policjantow i ochroniarzy Dworca i ci takze znaja ich. Z imienia albo
                  przezwiska. Na Centralnym obowiazuje niepisana umowa "lazikow" z policja i
                  ochroniarzami, ze ten kto sprawia klopoty (czyli najczesciej po prostu poklocil
                  sie glosno na dworcu z drugim lazikiem) traci prawo do nocowania w obrebie
                  dworca. Dziala to bardzo skutecznie. Szczegolnie w warunkach takiej zimy, jaka
                  mamy teraz. Poza tym dworzec ten jest doskonale strzezony. W zadnym obiekcie w
                  Warszawie nie ma takiej ilosci policjantow i ochroniarzy na metr kwadratowy.
                  Choc faktem jest, ze mieszkancy tego miejsca budza niepokoj swoim wygladem i
                  sposobem rozmowy miedzy soba. Jednak nie sa niebezpieczni.
                  Co innego petla nocnych auobusow obok dworca. To jest z kolei najbardziej
                  niebiezpieczne miejsce w miescie. Na calej Pradze Polnoc chyba nie ma tylu
                  nocnych awantur, ile tam wywiazuje sie w ciagu godziny. Niestety policja jakos
                  nie ma ochoty postawic tam zadnego funkcjonariusza na stale.

                  > Oczywiście doniesienia mediów trochę potęgują lęk, ale lepiej być
                  > ostrożniejszym niż głupio się narazić...

                  mysle, ze to trzeba zawsze wyposrodkowac. Czesto wlasnie takie myslenie o
                  mozliwosci napadu sciaga napastnika. Generalnie mam wrazenie, ze zyjemy w
                  czasach w ktorych media tworza poczucie zagrozenia dla finansowego zysku, ale
                  prawdziwy zysk zbijaja na tym ci wszyscy, ktorzy rosna w sile kiedy
                  spoleczenstwo sie boi.
                  Ostatnio wpadly mi w oko dwa niezle teksty, posrednio zwiazane z tym tematem.
                  Fragment pierwszego z nich:

                  "Kiedy ktoś cię poprosi o szklankę wody, o kartkę papieru, zaproponuje
                  poniesienie ciężkich siatek, odmawiaj, nie otwieraj, strzeż się złodzieja! Taką
                  kartkę powieszono na mojej klatce schodowej. W drzwiach pojawiły się domofony,
                  na klatkach schodowych kraty. Świat, w którym żyjemy to świat przerażonych
                  samotnych ludzi, którzy jak mogą izolują się od innych. Politycy o tym wiedzą i
                  dlatego są bezkarni. Nie będzie społeczeństwa zdolnego ich kontrolować skoro
                  wyeliminuje się jakiekolwiek kontakty międzyludzkie. Ktoś, kto chciałby zbierać
                  podpisy pod jakąś ważną społecznie petycją musi stać na mrozie i deszczu
                  omijany obojętnie przez spieszących się wciąż przechodniów. Spieszących się
                  żeby zdążyć zarobić na rachunki, wrócić wreszcie do domu po wydłużonym przez
                  pracodawcę dniu roboczym. W budynkach mieszkalnych poszczują was psem, wezwą
                  policję, ochronę, albo w najlepszym razie nie otworzą drzwi i nawymyślają przez
                  domofon.(...)"

                  Mysle, ze czesto nastawienie na samoobrone jest samoatakiem.

                  Drugi tekst jest autorstwa jednego z najlepszych nauczycieli sztuk walki na
                  swiecie. Jego fragment:

                  "Na zakończenie proponuje mały eksperyment. Poświęćcie 30 minut każdego ranka,
                  usiądźcie w ciszy i nie róbcie zupełnie nic. Potem w trakcie całego dnia
                  starajcie się traktować każdego z kim rozmawiacie jak członka rodziny. Nie
                  wydawajcie negatywnych opinii o nikim, nawet jeśli uznacie, że zasłużył.
                  Zacznijcie podchodzić do życia pod kątem: nie czego ja chce, tylko czego chcą
                  inni. Spróbujcie tak przez tydzień. Po tygodniu zadajcie sobie pytanie: Czy
                  czuję się bezpieczniej?"

                  a tu link do calego tekstu:
                  www.jkd.pl/artykuly_swiadomosc_vs_paranoja.html
                  • ice_ice Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 18.02.05, 12:05
                    Chyba nie wie Pan, z całym szacunkiem, o czym Pan mówi. "Napady w pociągach
                    zdarzają sie nie częściej, niż na ulicy". W gronie moich znajomych około 90%
                    [szybka ankieta w pracy] zostało okradzionych w ten i inny sposób w pociągu. Mi
                    skradziono całą torebkę, mojemu mężowi przystawiono nóż do gardła. Inni znajomi
                    mają podobne doświadczenia. Kiedy jestem zmuszona jechać pociągiem, ciężką
                    torbę stawiam na górę, torebkę pod pachę, i trzymam ją kurczowo. Nie biorę nic
                    od podróżnych, nie dzielę się szczegółami z mojego życia, poza zwyczajnymi
                    rozmowami o pogodzie.

                    Proszę nie umniejszać wagi niebezpieczeństwa w pociągu, kobieta nie ma problemu
                    z fobią pociągową, tylko normalnie martwi się o siebie i o rodzinę.

                    Rada - proszę odszukać w archiwum Dużego Formatu, ostatnio były artykuły nt
                    złodziei w pociągach, a pod nimi sporo dobrych rad od forumowiczów.,
                    dotyczacych właśnie zachowania podczas podrózy.
                    • malazuzia Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 18.02.05, 12:45
                      Właśńie o to mi chodziło. Dzięki.
                      Poprostu się martwie. Moje podróże miałyby co dwutygodniowy charakter. To nie
                      jest jazda raz na rok. Nie zawsze będzie mi sprzyjało takie szczęście, jak
                      jazda w przedziale z kobietą.
                      Teraz raczej wybiorę autobus.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 20.02.05, 13:57

                        Nie rozumiem problemu. Jeździłam pociągiem bardzo często przez ostatnie 8 lat.
                        Były to podróże sto kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę, tam i z powrotem,
                        regularnie co weekend. Pośpiesznymi i osobowymi. Z bagażem. W dzień lub
                        wieczorem (do 23.00), w nocy nie.

                        Przenigdy nie byłam zagrożona, nikt mnie nie napadł ani nie okradł.

                        Bardziej lubię jeździć osobowymi, bo mniej tłoku, a także widać co się dzieje w
                        całym wagonie, bo nie ma przedziałów.

                        • malazuzia Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 20.02.05, 21:08
                          anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                          >
                          > Nie rozumiem problemu. Jeździłam pociągiem bardzo często przez ostatnie 8 lat.
                          > Były to podróże sto kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę

                          A czy 600km i min 9 godzin jazdy w jedną stronę może już odzwierciedlać problem?

                          , tam i z powrotem,
                          > regularnie co weekend. Pośpiesznymi i osobowymi. Z bagażem. W dzień lub
                          > wieczorem (do 23.00), w nocy nie.
                          >
                          > Przenigdy nie byłam zagrożona, nikt mnie nie napadł ani nie okradł.

                          To tylko należy się cieszyć, że nikt nigdy ci nie zagroził.
                          >
                          > Bardziej lubię jeździć osobowymi, bo mniej tłoku, a także widać co się dzieje
                          w
                          > całym wagonie, bo nie ma przedziałów.

                          Powtórze się ( bo chyba wszystkiego do końca nie przeczytałaś ), że
                          podróżowałabym z małym dzieckiem. Czy wg Ciebie, to nie jest problem?

                          Subiektywnie oceniam, że pociągami, którymi ty jeździłaś były na tyle
                          przepełnione, i być może jeździłaś ze " znanymi z podróży twarzami", że nie
                          czułaś się zagrożona.

                          Moja trasa wydaje mi się na tyle odległa, że jestem usprawiedliwiona odczuwając
                          zagrożenie. I taka mi się nasunęła myśl, że dużo mniej boje się latać samolotem
                          niż jechać pociągiem. Dziwne, prawda?

                          Dziękuję za komentarz i pozdrawiam
                          >
                          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 21.02.05, 20:57
                            > A czy 600km i min 9 godzin jazdy w jedną stronę może już odzwierciedlać problem
                            > ?

                            Zdaje sie, ze tego nie napisalas wczesniej.
                            Problem bylby moze, jesli to pociag nocny. Ale nie wiem, nocnymi nie jeżdżę.

                            > Powtórze się ( bo chyba wszystkiego do końca nie przeczytałaś ), że
                            > podróżowałabym z małym dzieckiem. Czy wg Ciebie, to nie jest problem?

                            Wiem, ze z dzieckiem. Na tej trasie, ktora jezdzilam, na pewno nie bylby to
                            problem. Według mnie problem moglby byc raczej zwiazany z jazda po nocy.

                            > Subiektywnie oceniam, że pociągami, którymi ty jeździłaś były na tyle
                            > przepełnione, i być może jeździłaś ze " znanymi z podróży twarzami", że nie
                            > czułaś się zagrożona.

                            Nie, niekoniecznie przepełnione. Czasem pustawe, zwlaszcza po poludniu. Nie
                            jeździłam ze znajomymi ani nawet ze znajomymi z widzenia.


                  • aleksandrynka Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 20.02.05, 14:16
                    Panie Pawle, generalnie zgadzam się, wszystko należy wypośrodkowywać, bo
                    inaczej strach czy nieuzasadnony lęk paralizowałby każde nasze działanie i
                    uniemożliwiałby jakiekolwiek kontakty międzyludzkie. Nie jestem paranoiczką :),
                    jednak w określonych sytuacjach zachwuję szczególną czujność i ostrożność, o
                    czym już pisałam.
                    Odniosę się teraz tylko do jednego fragmentu Pańskiej wypowiedzi - o
                    mieszkańcach dworca centralnego. Wiem, że wyglądają (i pachną)odrażająco, wiem
                    też, że są doskonale znani policji i straży, ale... Nie o nich mi chodziło, ale
                    o cwaniaczków obstawiających wejścia do pociągów, "ładujących się z bagażami" w
                    celu zrobienia sztucznego tłoku, o tych wszystkich fałszywych podróżnych. I
                    jakoś nigdy nie zauważyłam na peronach tych rzesz rzekomo pilnujących dworca
                    policjantów. A dla mnie to ci ludzie właśnie stanowią realne zagrożenie, że
                    miły wypad nad morze skończy się płaczem i zgrzytaniem zębami, kiedy tylko
                    zauważę rozciętą torebkę czy wybebeszony plecak - to w najlepszym przypadku.
                    Może i media nas nakręcają, ale jak czytam w ostatniej angorze, że konduktorzy
                    dzielą się na tych, co muszą być cicho (bo inaczej ryzykują zdrowiem swoim i
                    rodziny) i na tych, co przy okazji idą na współpracę (i dostają dolę, z resztą
                    marne ochłapy), to mi się niestety gorzej robi. Pewnie możnaby tu dopisać i
                    trzecią kategorię, tych, co reagują, ale to chyba na granicy błędu
                    statystycznego...
                    Media, mimo, że żyją z takich sensacji, nie wyssywają ich jednak z palca. Ja
                    czytam gazety, oglądam telewizję i co nieco do mnie dociera, może nawet za
                    dużo, niestety. Mam też bardzo bujną wyobraźnię i dzięki niej jestem w stanie
                    przewidziec pewne zdarzenia i ich konsekwencje. Inaczej niż moja babcia, która
                    beztrosko idzie do banku po 5 tysięcy złotych, chowa do marynarki i jest PEWNA,
                    że nikt jej nie okradnie - w torebce nie ma, więc nie wyrwą jej nic z reki. Ona
                    nie jest w stanie sobie wyobrazić, ze ktoś ją przyuważy i, dajmy na to, w
                    ciemnej bramie walnie włeb, to się nie mieści w jej rozumieniu
                    rzeczywistości... Może dzięki temu zyje jej się lepiej, spokojniej, ale dla
                    mnie to złudne poczucie bezpieczeństwa. Ja wolałabym chociażby poprosić wnuczke
                    o towarzystwo i wracać do domu taksówką...
                    • malazuzia Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 20.02.05, 21:14
                      Lepiej dmuchać na zimne, niż płakać nad rozlanym mlekiem. Ostrożńości nigdy za
                      wiele, a w dobie XXI w, uważam, że powinniśmy się nauczyć przewidywać.


                      Zgadzam się i serdecznie dziękuję za wzięcie udziału w mojej dyskusji.

                      Pozdrawiam
                      • anula36 Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 20.02.05, 23:45
                        MAm niejasne wrazenie ze szukasz na forum potwierdzenia wlasnych obaw.
                        Jesli podroz pociagiem ma byc dla ciebie niekonczacym sie stresem-lepiej zostac
                        na stale przy autobusie.
              • gralka11 Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 26.02.05, 16:25
                > przede wszystkim proponuje nie przejmowac sie doniesieniami mediow. To, co
                > pokazuje sie w telewizji zupelnie nie jest reprezentatywne dla rzeczywistych
                > zagrozen. Media zyja z przyciagania uwagi ludzi, a raczej ze sprzedawania
                > jakiejs czesci tej przyciagnietej uwagi reklamodawcom i politykom. Informacja
                o


                Poleca Pan nie przejmować się doniesieniami mediów?
                Ciekawe.
                Wszystkim zianteresowanym polecam lekturę gazety Agora sprzed 2 tygodni. Agora
                drukuje przedruki róźnych artykułów z róznych gazet w Polsce.
                W pracy podczytałam u kolegi, niestety nie mam już do tego artykułu
                dostępu.Może ktoś ma w domu?

                Był przedruk przerażającego artykułu na temat korupcji wśród konduktorów,
                którzy sprzedają złodziejom informacje o podróznych i przyjmują łapówki. W
                skrócie największym:
                - obserwują podróznych /osoby samotne, z dziećmi włąśnie, bogato wyglądające/
                - przekazują informacje złodziejom
                - po otrzymaniu pieniędzy, nie interesują się przedziałem, który chcą obrobić
                złodzieje
                -pieniądze otrzymują na siedzenie w przedziale służbowym, nie do ręki
                - część nie bierze forsy, ale jest szantażowana przez grupy przestepcze i
                dlatego milczy
                - Podczas zabójstwa Ani w pociągu z Kołobrzegu /ostania sprawa/ konduktor wziął
                30 zł łapówki od morderców Ani za jazdę bez biletu i dlatego NIE WCHODZIŁ do
                przedziału, w którym ona była torturowana i nie reagował na jej krzyki. A Ona,
                biedna, zapewne wierzyła, że obsługa jej pomoże.

                Więc proszę , sznaowny panie ekspercie, nie bagatelizować naszych obaw.
                • pawel.drozdziak Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 26.02.05, 22:23
                  gralka11 napisała:

                  > Był przedruk przerażającego artykułu na temat korupcji wśród konduktorów,
                  > którzy sprzedają złodziejom informacje o podróznych i przyjmują łapówki. W
                  > skrócie największym:
                  > - obserwują podróznych /osoby samotne, z dziećmi włąśnie, bogato wyglądające/
                  > - przekazują informacje złodziejom
                  > - po otrzymaniu pieniędzy, nie interesują się przedziałem, który chcą obrobić
                  > złodzieje
                  > -pieniądze otrzymują na siedzenie w przedziale służbowym, nie do ręki
                  > - część nie bierze forsy, ale jest szantażowana przez grupy przestepcze i
                  > dlatego milczy

                  o ile sobie przypominam swoje ostatnie jazdy pociagiem konduktora widzialem nie
                  wiecej niz dwa razy. Kiedy bylem poza przedzialem nie mial pojecia w ktorym
                  wagonie jade dopoki nie zobaczyl biletu. Naprawde zupelnie nie wiem, jaka
                  informacje o mnie moglby sprzedac zlodziejom.
                  Ale byc moze moja wiedza ekspercka nie jest zbyt mocna i racja jest po pani
                  stronie. Calkiem powaznie biore to pod uwage. Moze na cos nie wpadlem albo nie
                  wiem o czyms. Gdyby byla pani zlodziejka kolejowa jakiej informacji
                  oczekiwalaby pani od konduktora o pasazerach i ile bylaby pani sklonna za taka
                  informacje zaplacic?

                  > - Podczas zabójstwa Ani w pociągu z Kołobrzegu /ostania sprawa/ konduktor
                  wziął
                  > 30 zł łapówki od morderców Ani za jazdę bez biletu i dlatego NIE WCHODZIŁ do
                  > przedziału, w którym ona była torturowana i nie reagował na jej krzyki.

                  przyzna pani jednak, ze wziecie do reki 30 zlotych za jazde bez biletu to
                  troche cos innego niz platna, swiadoma wspolpraca ze zlodziejami.

                  > Więc proszę , sznaowny panie ekspercie, nie bagatelizować naszych obaw.

                  jestem jak najdalszy od bagatelizowania obaw. Co nie oznacza, ze podzielam
                  przekonanie o skali zagrozenia. Zagrozenie moze nie byc powazne, ale obawy i
                  ich narastanie sa jak najbardziej realnym zjawiskiem i na pewno nie nalezy tego
                  zjawiska lekcewazyc. Jednak nie wydaje mi sie, zeby ich podsycanie przyczynialo
                  sie dobrze do wzrostu bezpieczenstwa.
    • miang Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 11.02.05, 12:09
      idź do psychologa, inaczej zarazisz dziecko tymi irracjonalnymi lękami
      • malazuzia Re: Jazda pociagiem z dzieckiem. 17.02.05, 23:50
        Bardzo długo się " nie broniłam", bo właśnie byłam na wyjeździe.

        Mnie naprawdę nie chodzi o wypadki drogowe, czy kolejowe w dosłownym tego słowa
        znaczeniu. Tylko, tak jak wspomniała już to wcześńiej jedna z pań, wypadki
        losowe. Nie zawsze będę mogła znaleźć w przediale ( tym bardziej dla
        niepalących ) osobę, z którą będę mogła wspólnie miło spędzić 600 km; od
        początku do końca. Ja też należę do tych osób, które ciągnęły by się z całym
        ekwipunkiem nawet na siusiu ( jeżeli bym tego fajne współpasażera nie miała ).
        A to że do tej pory nie zostałam przez nikogo okradziona, to nie znaczy, ze tem
        fakt sobie "lekceważę". To chyba moja właśnie przestroga spowodowała, że to mi
        do tej pory się nie przytrafiło.
        A co by nie mówić: facetowi zawsze jest "pewniej" jechać samemu niż kobiecie. I
        jak narazie nie uzyskałam odpowiedzi na moje pytania, któe jasno pstawiłam.

        A jeżeli chodzi o moją corkę, to nie straszę ją przed jazdą pociągiem. Nie
        należy do "straszaków"

        Pozdrawiam i dziękuję wszystkim za wypowiedzi.
    • gralka11 Przeczytaj ten artykuł 14.03.05, 20:44
      www.angora.com.pl/czytaj/?qflezu,0fe22d,nteqao
      artykuł "Śmiertelny przezent urodzinowy"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka