Dodaj do ulubionych

czy powiedzielibyście córce

IP: 217.153.23.* 17.02.05, 16:26
czy powiedzielibyście córce jak będzie dorosła o prawdziwych powodach waszego
rozwodu.

Rozwiodłem się z żoną jak córka miała 5 lat. Powodem była niechęć ex do
posiadania dzieci. Córkę urodziła tylko dlatego, że zagroziłem odejściem.
Myślałem, że szybko będzie OK pomimno jej. Niestety nic z tego. Przez kilka
lat jej pretensje o to, że to był błąd nasialały się i na każdym kroku było
mi to wypominane. Do tego doszedł jej strach przed kolejną ciążą i nawet
środki antykoncepcyjne nie uspokajały jej = zero seksu.

Pomimo upływu czasu od rozwodu co jakiś czas nadużywa swojej pozycji i
dowolnie ogranicza mój kontakt z córką. W takich chwilach sobie myślę, że jak
córka będzie dorosła to jej powiem dlaczego się rozwiodłem bo na razie to
mówię tylko, że powodem były ciągłe kłótnie. Pewnie tak myślę, żeby dowalić
ex. w poczuciu bezsilności

Co byście radzili?

pozdrawiam
smutny ojciec
Obserwuj wątek
    • Gość: mm Re: czy powiedzielibyście córce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 16:28
      poczekała bym jak zapyta,jesli nie to nic bym nie mówiła:>
    • rachela180 Re: czy powiedzielibyście córce 17.02.05, 16:28
      Nie mów. Ja nie chciałabym dowiedzieć się że mama mnie nie chciała. Poza tym po
      co Ci taka zemsta? Skrzywdzisz i zranisz córkę, a ex nic się nie stanie.
      • 82marta Re: czy powiedzielibyście córce 17.02.05, 17:21
        skoro twoja ex tak nie chciala dziecka itp to czemu córka została z nia a nie z
        Tobą??? ( bo tak rozumiem z Twojej wypowdziedzi)
        • Gość: smutny ojciec Re: czy powiedzielibyście córce IP: 217.153.23.* 18.02.05, 14:44
          82marta napisała:
          > skoro twoja ex tak nie chciala dziecka itp to czemu córka została z nia a nie
          z
          > Tobą??? ( bo tak rozumiem z Twojej wypowdziedzi)

          bo nie chciała się zgodzić na to żeby córka mieszkała ze mną, a skoro nie jest
          alkoholiczką ani chora psychicznie to moje szanse na wygranie były gorzej niż
          małe i wiedziałem, że prawdopodobnie jedynym skutkiem będzie tylko pogorszenie
          atmosfery, na którym najbardziej ucierpi dziecko. Starałem się być grzecznym i
          pokornym, ale mam poczucie, że dlatego z reguły nie miewam kłopotu z kontaktem,
          bo to jest ex na rękę. Jak tylko coś jej nie pasi to od razu mi utrudnia
          widzenie dziecka.

          pozdrawiam
          • tygrysio_misio walcz o nia 18.02.05, 16:32
            rachela ma racje ze mysl ze matka przy ktorej sie wychowa jej nie chciala
            bedzie ciezka....nawet jesli twoja ex jest do posiadania(co za glupie slowo w
            tej sytuacji) i wychowywania dziecka zle nastawiona wewnetrznie i bedzie w
            ciaglym konflikcie z corka

            walcz o nia teraz.....przekonaj znajomych...i ex znajomych tez o tym ze to ty
            bedziessz jepszy jako opiekun......

            moze jeszcze nie wszystko stracone
        • sagis Re: czy powiedzielibyście córce 18.02.05, 18:12
          82marta napisała:

          > skoro twoja ex tak nie chciala dziecka itp to czemu córka została z nia a nie
          z
          >
          > Tobą??? ( bo tak rozumiem z Twojej wypowdziedzi)
          -----------------
          Takie są często kobiety, że odgrywają się dziećmi na ich ojcach. A, też może
          odpowiadać jej status samotnej matki, która tak poświęca się dla dziecka.
          W Sądach rodzinnych siedzą kobiety i one staną zawsze po stronie matki. Te,
          nawet nie kochając swoich dzieci potrafią tak przed nimi zapłakać, że dzieci
          zostają im przyznane.

          Sama znam przypadek matki, która dziecko zatrzymuje przy sobie jedynie, aby
          dzięki niemu wyłudzać różne prawa i inne rzeczy. Nie kocha tego dziecka, a
          wręcz nienawidzi, bo nie chciała tego dziecka. Straszne musi być, być
          odrzuconym przez własną matkę:-(((
    • Gość: charlie_x Re: czy powiedzielibyście córce IP: *.tvgawex.pl 18.02.05, 14:56
      ..to jest ostatnia rzecz jaką powiedziałbym córce o jej matce.Jeśli
      to zrobisz to i tak córka przebywając na codzień z matką dostanie od niej
      zupełnie odwrotną wersję wydarzeń sprzed lat,a w zwiąku z tym twoja eks będzie
      miała kolejny powód by cię odseparować od dziecka.Przemyśl to.pozdrawiam charlie_x
    • Gość: !?!?! Re: czy powiedzielibyście córce IP: *.crowley.pl 18.02.05, 16:23
      Nie mow. Powiem Ci jak wyglada to z perspektywy dziecka. Moi rodzice rozwiedli
      sie jak mialam 7 lat, wiec za wiele nie pamietam z czasow kiedy bylismy
      rodzina. U mnie nie bylo takiego problemu, ze ktores z rodzicow nie chcialo
      dziecka. Rozstali sie ze wzgledu na niedajace sie pogodzic roznice charakterow
      i oczekiwan. Stalo sie. +/- znalam wersje mamy, jakis poglad na sprawe mialam,
      ale to nie oznacza, ze bylam wrogo nastawiona do taty. Z tata kontakt mialam
      srednio dobry, widywalismy sie raz na 2 tygodnie, szlismy do kina, potem do
      cukierni i tak przez wieeeele lat - wiec bez zadnych rewelacji.

      Wszystko zmienilo sie w okolicach mojej matury, tata strasznie sie nia
      przejmowal, zaczal bardziej interesowac sie moimi sprawami, chcial byc blisko.
      Pomijajac fakt, ze go kochalam zawsze bo jest moim ojcem, zaczelam tez go
      kochac i lubic za to jaki jest. I on w momencie kiedy stwierdzil, ze jestem juz
      na tyle dorosla, zeby byc dobrym partnerem do rozmowy opowiedzial mi swoja
      wersje, dlaczego tak naprawde sie rozstali.

      Teraz mam 23 lat i mniej wiecej od 5 lat co jakis czas w rozmowach z tata wraca
      ten temat, ktory nie przecze - nie jest dla mnie wygodny. W efekcie konczy sie
      tak, ze jestem rozzalona i placze. Bo czuje, ze zarowno mama jak i tata probuja
      w delikatny sposob wymusic na mnie, zebym opowiedziala sie po czyjejs stronie.
      A ja nie chce!!! Chce ich kochac jednakowo i wkurza mnie to, ze czasami czuje
      taka presje.

      Tak wiec ja na Twoim miejscu nie powiedzialabym nigdy corce, ze matka jej nie
      chciala. A jesli chodzi o inne przyczyny rozwodu to powiedzialabym jej dopiero
      wtedy, gdyby sama uparcie wypytywala. Moze jesli jest taka mozliwosc to ustal z
      zona co powiecie corce. Moi rodzice nie odzywaja sie do siebie od lat (nad czym
      ubolewam), wiec ja dostalam 2 wersje wydarzen (momentami znacznie rozniace sie)
      i powstal wielki metlik w mojej glowie. Niby jestem juz dorosla, ale mimo
      wszystko takie cykliczne rozmowy (na szczescie rzadko) sa dla mnie bolesne :-(.

      I taka jeszcze mala rada - dbaj o corcie, troszcz sie o nia, interesuj sie jej
      sprawami, nie pozwol zeby czula, ze jest polsierota. Moj tata zaczal sie mna
      interesowac tak naprawde w chwili gdy stalam sie dorosla. Teraz jest super
      tata, no ale mimo wszystko mam wrazenie, ze stracilismy wieeeele lat...
    • sagis Zmuszając żonę do tego,myślałeś,że ona będzie 18.02.05, 18:04
      kochać to dziecko. Zgotowałeś tragiczne życie swojemu dziecku. Nigdy tego jej
      nie mów. Porozmawiaj z jej matką, co ona robi swojemu dziecku przez takie
      zachowanie. Powiedz jej, że jej dziecko potrzebuje kochających ją rodziców.
      Dla niej to jest straszne, jak widzi swoich rodziców walczących ze sobą i
      nienawidzących się. Idźcie do jakiegoś psychologa i porozmawiajcie z nim o
      Waszej córce i jaki wpływ może mieć na nią Wasza walka.
    • Gość: smutny ojciec Re: czy powiedzielibyście córce IP: 217.153.23.* 19.02.05, 11:17
      Dziękuję wam za wiele słów rozsądku i otuchy. To dla mnie wielki problem i
      wielki smutek. Też się tego boję, że powiedzenie tego mojej córce to będzie
      forma odegrania się na ex żone, że nie będzie to miało nic wspólnego z miłością
      do dziecka. Próbuję jak najmocniej umiem i potrafię uczestniczyć w życiu mojego
      dziecka. Często wożę je i matkę do lekarza, załatwiam różne rzeczy, biorę na
      weekendy, ale to wszystko jest okupione wielkim staraniem, żeby niczym broń
      boże nie rozdrażnić byłej żony, bo ona jak gdyby tylko czekała na to, żeby móc
      mieć kolejny konflikt. W tej chwili ten konflikt znów jest. Miałem odebrać
      córkę ze szkoły w piątek ok 18:30, a ściśle po zbiórce harcerskiej. Ilość
      zdarzeń tamtego tygodnia, zamotanie, zaplątanie... zorientowałęm się jak było
      było późno i dziecko czekało na mnie spóźnionego. Wcześniej zadzwonili do mojej
      ex żony i ona nawet nie pytając czy nic się nie stało, czy wszystko jest OK od
      razu na mnie napadła, wyzywając z wściekłością. Wiem, że fatalnie nawaliłem,
      przepraszałem i ją i córkę, ale efekt jest taki, że kilka miesięcy moich starań
      runęło w jedną sekundę. Teraz są ferie i pomimo ustaleń, że ich połowę spędzę z
      dzieckiem mam figę z makiem. Ex żona gdzieś wyjechała z córką, komórkę
      wyłączyła, na sms-sy nie odpowiada. Mam się wypchać. Dziecko jest jej prywatną
      własnością i dowolnie ogranicza mój kontakt. Poprzednie akcje były może nie tak
      mocne, ale równie bolesne.

      Chciałbym ale nie wiem czy umiem przekazać mojemu dziecku jak najwięcej dobrego
      i miłości. Już się jakoś wybroniłem z traktowania mnie jak skarbonki bez dna,
      umiem i nie waham się stawiać jej barier, ale w takich sytuacjach wiem, że moje
      starania walą się jak domki z kart i w moich rękach zostaje bezsilna pustka.

      trzymajcie się
      • sagis Masz bardzo poważny problem, bo Twoja ex 19.02.05, 20:25
        przede wszystkim szkodzi dziecku. Nie pytaj się tutaj, co możesz zrobić, tylko
        porozmawiaj z jakimś dobrym z prawnikiem, co możesz zrobić. Porozmawiaj też z
        jakimś dobrym psychologiem, jaki skutek może przynieść to wszystko Waszemu
        dziecku. To jest ważne też w sprawie z prawnikem. Jeśli nie możesz sam dogadać
        się z ex żoną, to może na drodze prawnej coś uzyskasz. Przy jej postawie widać,
        że stawia Ciebie w złym świetle wobec Waszej córki. Zawsze tak będzie, bo dużo
        w niej złości. Może, jeśli zobaczy ingerencję innych ludzi, to trochę ją to
        pochamuje.

        To Ty trzymaj się i powodzenia Ci życzę.
    • Gość: el Re: czy powiedzielibyście córce IP: *.sieradz.mediaclub.pl 19.02.05, 16:31
      a dlaczego Ty Smutny Ojcze nie gadales z ex o dzieciach przed slubem? poza tym,
      jesli odszedles z takiego powodu, to jej nie kochales, mysle, ze ona bardzo sie
      dla Ciebie poswiecila rodzac Corke, moze warto bylo to docenic? a nie porzucac,
      bo nie chciala wiecej?nie zgaodze sie tez z wypowiedzami tutaj, ze matka wciaz
      nie kocha corki, z pewnoscia tak nie jest, czasem warto pogadac, dlaczego Ktos
      nie chce dziecka, Ktos, kogo pzreciez kochamy, no bo cos Was chyba laczylo?
      pozdrawiam
      • Gość: ja Re: czy powiedzielibyście córce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 20:37
        nie wiem, a twoja żona... nie boi się że powiesz córce? może powinieneś jej
        delikatnie zasugerować (NIE szantażować), że jeśli dalej będzie cię tak
        traktować to cos może ci się... wymsknąć? tylko nie przesadź bo to może ją
        jeszcze bardziej rozwścieczyć
    • Gość: smutny ojciec nie powiem tego córce nigdy IP: 217.153.23.* 21.02.05, 10:06
      miałem chwilę czasu w weekend, myślałem nad tym i muszę przyznać, że ciągle
      walczę z ex żoną, że pełno jest we mnie złości i chęci wykazania, że ona jest
      złą matką. Poluję na jej prawdziwe i wyimaginowane potknięcia, razem na siebie
      polujemy i nie przepuszczamy żadnej okazji żeby to sobie wzajemnie wypominać.
      Jednocześnie jest we mnie dążenie, żeby w oczach córki uchodzić za tego
      lepszego od matki. Łapię się na marzeniach, żeby córka kiedyś zechciała
      mieszkać ze mną, a nie mamą. Ale czy ja to robię dla córki czy raczej dla
      siebie? Niestety postępując tak nie robię tego dla dziecka. Chcę przede
      wszystkim zaspokoić własną potrzebę dobrego wizerunku, udowodnić coś wszystkim.
      W takim podejściu córka schodzi na plan dalszy. Wydaje mi się, że zapomniałem
      (nie wiedziałem), że istnieje coś takiego jak przestrzeń emocjonalna. Każdy z
      nas ma swoją przestrzeń i na zawsze pozostanie ona nasza własna. Inni są w tej
      przestrzeni tylko gośćmi i jak goście mogą się lepiej bądź gorzej zachowywać.
      Są goście ważniejsi i zupełnie nieistotni. Ja jestem mojego dziecka gościem
      bardzo ważnym, ale to do niej ta przestrzeń należy i ja jako gość mogę tylko ją
      szanować. Przestrzeń ta w dużej mierze została już zbudowana, wiele w tej
      przestrzeni rzeczy niemiłych, bolesnych i na pewno będzie to sobie musiała
      przepracować żeby wyrosnąć na mądrego człowieka. A ja zachowuję się jakbym
      chciał jej tę przestrzeń zbudować od podstaw, nie dość, że się nie da to
      jeszcze zachowuję się jak słoń w składzie z porcelaną. Mogę tylko nie wywoływać
      szkód nowych i szanując jej prawa budować nowe na tym co jest, nie da się
      wymazać przeszłości.

      Co mam robić? Uspokoić się i napisać list do ex żony, spróbować coś wyjaśnić.
      Muszę także się nauczyć nie wyszukiwać okazji do wykazywania żonie, że jest złą
      matką, bo pomimo niechęci urodzenia jak każda matka kocha córkę i bzdurą jest
      wkręcanie jej w schizy.

      Po ostatniej awanturze kiedy wywiozła córkę na ferie napisałem sms do ex żony,
      że chcę z córką pogadać choć przez telefon i wczoraj córka zadzwoniła. Na pewno
      ex jej pomogła wykręcić numer, ona jej tylko mogła o tym powiedzieć.

      Córka jest zadowolona na feriach, uczy się jeździć na nartach, mi się pozostaje
      z tego cieszyć, że jej matka o nią dba, a nie porzuciła. Ze swojej strony muszę
      znaleźć sposób na lepsze kontakty, na uspokojenie się i nieatakowanie ex żony.

      Wstrzymam się ze sprawą w sądzie, to nie czas na to.

      pozdrawiam
      • sagis Bardzo mądrze napisałeś. 21.02.05, 10:18
        Jak najwięcej takich mądrych mężczyzn i ojców.

        Ktoś musi zaprzestać walki, aby mógł pokój nastąpić.
        A, często jest, że rodzice walczą o miłość swojego dziecka.

        Pozdrawiam Ciebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka