Dodaj do ulubionych

Dzieci inarkotyki

13.06.02, 10:07
Wczoraj słyszałam gdzies taki tekst:

" Zbliżają się wakacje, dzieci mają więcej wolnego czasu, rodzice w pracy a
dzieci i młodzież coraz chętniej sięgają po narkotyki" i tu było posatwione
pytanie jak je przed tym chronić?

No właśnie jak? Sama mam brata w wieku 12 lat sam biega po podwórku no bo
przecież nie będziemy prowadzać go za rękę czy chodzić za nim po podwórku, nie
puścić na podwórko? Przecież to jest chore, nie puścić na wakacje? Przecież
wiadomo, że narkotyki są również w szkołach, u mojego brata w szkole ostatnio
pogotowie zabrało 2 szóstoklasistów bo zbyt mocno przyćpali.

A co wy o tym myślicie? Przecież większość z Was też ma dzieci, w jaki sposób
chronicie je przed narkotykami?
Obserwuj wątek
    • Gość: anE Re: Dzieci inarkotyki IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 13.06.02, 10:09
      ja jeszcze nie mam dzieci, ale mysle, ze uswiadomienie dziecka, czym grozi
      narkomania - to podstawa (podobnie z alkoholem i papierosami).

      wazne, zeby dziecko mialo zaufanie do rodzica, bo jak sie w cos wpakuje, to
      przynajmniej przyjdzie i poprosi o pomoc. sztuka jest to, zeby sie nie
      wpakowalo.
    • Gość: Liwia Re: Dzieci inarkotyki IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 13.06.02, 10:10
      Moja jeszcze za mała na narkotyki (2 lata) ale mam
      nadzieję tak wychować, że nie będzie potzrebowała
      "dopalaczy", żeby się dobrze w życiu bawić.
    • muszek0 Re: Dzieci inarkotyki 13.06.02, 10:24
      zastanawiam się zawsze dlaczego ludzie 'nie mają czasu' dla swoich dzieci.
      wydaje mi się, że jeżeli zakładam, że nie będę miał czsu na wychowanie dziecka,
      to po prostu go nie płodzę. kontakt z dzieckiem, rozmowa, wspólna zabawa daje
      dziecku poczucie bezpieczeństwa i miłości. nie mam dzieci, więc teraz może
      trochę teoretyzuję. ale wiem jedno, że narkotyki takie jak papierosy, wódka,
      'zielsko', będą zawsze mniej lub bardziej dostępne dla dzieci. a owoc zakazany
      ciągnie. znacie to pewnie z własnych doświadczeń. ja sam próbowałem różnych,
      dziwnych rzeczy. ale rodzina, dobrzy przyjaciele, w ogóle poczucie akceptacji
      spowodowało, że nie wpadłem w żaden kanał. teraz mając już lekko przerzedzone
      włosy popijam czasami piwo, wino, spalę od święta marianka. jedyny problem to
      papierosy, po 3 latach znowu kopcę, co mnie trochę irytuje.
      • lastka Re: Dzieci inarkotyki 13.06.02, 10:29
        muszek0 napisał(a):

        > zastanawiam się zawsze dlaczego ludzie 'nie mają czasu' dla swoich dzieci.
        > wydaje mi się, że jeżeli zakładam, że nie będę miał czsu na wychowanie dziecka,
        >
        > to po prostu go nie płodzę. kontakt z dzieckiem, rozmowa, wspólna zabawa daje
        > dziecku poczucie bezpieczeństwa i miłości. nie mam dzieci, więc teraz może
        > trochę teoretyzuję. ale wiem jedno, że narkotyki takie jak papierosy, wódka,
        > 'zielsko', będą zawsze mniej lub bardziej dostępne dla dzieci. a owoc zakazany
        > ciągnie. znacie to pewnie z własnych doświadczeń. ja sam próbowałem różnych,
        > dziwnych rzeczy. ale rodzina, dobrzy przyjaciele, w ogóle poczucie akceptacji
        > spowodowało, że nie wpadłem w żaden kanał. teraz mając już lekko przerzedzone
        > włosy popijam czasami piwo, wino, spalę od święta marianka. jedyny problem to
        > papierosy, po 3 latach znowu kopcę, co mnie trochę irytuje.


        A ja właśnie od dzisiaj nie palę, tak sobie rano postanowiłam jak piłam kawkę i
        zapaliłam te cholerstwo, które po chwili zgasiłam.
        • muszek0 Re: Dzieci inarkotyki 13.06.02, 10:31
          ja natomiast mam wśród znajomych opinię ekstremisty. jak nie palę to nie palę.
          ale jak już zacznę, to 2 paki na dzień.
          • Gość: anE Re: Dzieci inarkotyki IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 13.06.02, 10:33
            skad ja to zmam. dlatego wlasnie nie pale, bo jakbym znow zaczela..
          • lastka Re: Dzieci inarkotyki 13.06.02, 10:34
            muszek0 napisał(a):

            > ja natomiast mam wśród znajomych opinię ekstremisty. jak nie palę to nie palę.
            > ale jak już zacznę, to 2 paki na dzień.

            Nie tyle to ja nie palę, paczka na 3 dni. Czasami wogóle dzień, dwa nie palę, ale
            przy kawie uwielbiam, albo przy piwku.
        • wierna1 Re: Lastka 13.06.02, 11:20
          lastka napisał(a):

          > muszek0 napisał(a):
          >
          > > zastanawiam się zawsze dlaczego ludzie 'nie mają czasu' dla swoich dzieci.
          >
          > > wydaje mi się, że jeżeli zakładam, że nie będę miał czsu na wychowanie dzi
          > ecka,
          > >
          > > to po prostu go nie płodzę. kontakt z dzieckiem, rozmowa, wspólna zabawa d
          > aje
          > > dziecku poczucie bezpieczeństwa i miłości. nie mam dzieci, więc teraz może
          >
          > > trochę teoretyzuję. ale wiem jedno, że narkotyki takie jak papierosy, wódk
          > a,
          > > 'zielsko', będą zawsze mniej lub bardziej dostępne dla dzieci. a owoc zaka
          > zany
          > > ciągnie. znacie to pewnie z własnych doświadczeń. ja sam próbowałem różnyc
          > h,
          > > dziwnych rzeczy. ale rodzina, dobrzy przyjaciele, w ogóle poczucie akcepta
          > cji
          > > spowodowało, że nie wpadłem w żaden kanał. teraz mając już lekko przerzedz
          > one
          > > włosy popijam czasami piwo, wino, spalę od święta marianka. jedyny problem
          > to
          > > papierosy, po 3 latach znowu kopcę, co mnie trochę irytuje.
          >
          >
          > A ja właśnie od dzisiaj nie palę, tak sobie rano postanowiłam jak piłam kawkę i
          >
          > zapaliłam te cholerstwo, które po chwili zgasiłam.

          Brawo Lastka i tak trzymaj. Ja nigdy nie paliłam, ale mój mąż kiedyś tak. I na
          szczęście rzucił z dnia na dzień.
          • lastka Re: Lastka 13.06.02, 11:29
            No pewnie że wytrzymam, bo w gruncie rzeczy mało palę, bo w pracy nie palę
            tylko w domu ale to dosłownie jakieś trzy, cztery i rano do kawki 2.
    • lastka Re: Chciałam jeszcze dopisać, że... 13.06.02, 10:27
      lastka napisał(a):

      > Wczoraj słyszałam gdzies taki tekst:
      >
      > " Zbliżają się wakacje, dzieci mają więcej wolnego czasu, rodzice w pracy a
      > dzieci i młodzież coraz chętniej sięgają po narkotyki" i tu było posatwione
      > pytanie jak je przed tym chronić?
      >
      > No właśnie jak? Sama mam brata w wieku 12 lat sam biega po podwórku no bo
      > przecież nie będziemy prowadzać go za rękę czy chodzić za nim po podwórku, nie
      > puścić na podwórko? Przecież to jest chore, nie puścić na wakacje? Przecież
      > wiadomo, że narkotyki są również w szkołach, u mojego brata w szkole ostatnio
      > pogotowie zabrało 2 szóstoklasistów bo zbyt mocno przyćpali.
      >
      > A co wy o tym myślicie? Przecież większość z Was też ma dzieci, w jaki sposób
      > chronicie je przed narkotykami?


      Media przed maturami trąbiły jak trzeba, że młodzież przed maturą bierze
      amfetaminę bo po niej mają lepszą pamięć. To jest świetny wpłpyw na psychikę
      mniej zdolnego dziecka, lub dziecka od którego rodzice wymagają lepszych ocen.
      Takie jest moje zdanie.
    • lastka Re: Dzieci inarkotyki 13.06.02, 10:40
      No dobra ale mieliśmy dyskutować o narkotykach a nie o papierosach :))
      • muszek0 Re: Dzieci inarkotyki 13.06.02, 11:22
        pod definicję medyczną narkotyku, papierosy jak najbardziej podchodzą.
    • wierna1 Re: Dzieci inarkotyki 13.06.02, 11:18
      Oj, Lastuś, dotknęłaś problemu, który zaczął mnie dotyczyć. Mam syna w wieku 12
      lat (na szczęście rozsądnego). Od dawna ma zakaż brania czegokolwiek od obcych
      czy znajomych z widzenia dzieciaków czy dorosłych. Ale dopiero w tym roku
      zdarzyły mus ię już dwie sytuacje, w których namawiano go do brania. Jenda
      miała miejsce jakiś m-c temu na ulicy. Zaczepiło go dwóch nastolatków i chcieli
      mu coś dać, ale on podziękował i szybko się oddalił. Druga parę dni temu na
      podwórku. Przyszło ich paru i dzieciaki miały alternatywę : albo bierzecie,
      albo wpier... (dosłownie). Mój uciekł, inny wziął, ale wyrzucił w krzaki, bo
      ich się nie przestraszył (był od nich większy i silniejszy, a mój najmłodszy i
      drobny), a trzeci się wystraszył i wziął. Chodził potem jakiś dziwny, jak
      określił mój syn. Nie jestem tym przerażona, bo wiem, że mój syn nie weźmie.
      Boję się, że kiedyś, za odmowę, zostanie pobity. Tamci już się odgrażajką, że
      przyjdą ich pobić. Wiem, że muszę coś z tym zrobić, ale dyskretnie, bo jeżeli
      dowiedzą się, że to wyszło od mojego syna, mogą się na nim zemścić. A on za rok
      będzie chodził do tego gimnazjum, co oni.
      • lastka Re: Dzieci inarkotyki 13.06.02, 11:34
        wierna1 napisał(a):

        > Oj, Lastuś, dotknęłaś problemu, który zaczął mnie dotyczyć. Mam syna w wieku 12
        >
        > lat (na szczęście rozsądnego). Od dawna ma zakaż brania czegokolwiek od obcych
        > czy znajomych z widzenia dzieciaków czy dorosłych. Ale dopiero w tym roku
        > zdarzyły mus ię już dwie sytuacje, w których namawiano go do brania. Jenda
        > miała miejsce jakiś m-c temu na ulicy. Zaczepiło go dwóch nastolatków i chcieli
        >
        > mu coś dać, ale on podziękował i szybko się oddalił. Druga parę dni temu na
        > podwórku. Przyszło ich paru i dzieciaki miały alternatywę : albo bierzecie,
        > albo wpier... (dosłownie). Mój uciekł, inny wziął, ale wyrzucił w krzaki, bo
        > ich się nie przestraszył (był od nich większy i silniejszy, a mój najmłodszy i
        > drobny), a trzeci się wystraszył i wziął. Chodził potem jakiś dziwny, jak
        > określił mój syn. Nie jestem tym przerażona, bo wiem, że mój syn nie weźmie.
        > Boję się, że kiedyś, za odmowę, zostanie pobity. Tamci już się odgrażajką, że
        > przyjdą ich pobić. Wiem, że muszę coś z tym zrobić, ale dyskretnie, bo jeżeli
        > dowiedzą się, że to wyszło od mojego syna, mogą się na nim zemścić. A on za rok
        >
        > będzie chodził do tego gimnazjum, co oni.

        No to masz syna w wieku mojego brata. On też od małego jest uczony, żeby nic od
        nikogo nie brał, przynoszę mu różne broszurki, artukuły. Zaczęło się od tego, że
        nauczyciel kazał \im napisać referat na temat nałogów to było chyba w czwartej
        klasie. Od tamtej pory doskonale wie, czym to grozi, tylko właśnie jak ostatnio
        słyszałam w telewizji jak mówią, że uczniowe biorą amfę przed ezaminami czy
        klasówkami to on mówi a widzisz to amfa nie jest narkotykiem bo poprawia pamięć.
        No i trzeba mu było od początku wszystko tłumaczyć.

        • Gość: Melba Kilka refleksji IP: *.chello.pl 13.06.02, 13:12
          Ja zajmuję się tymi dzieciakami, którym nie udało sie uniknąć narkotyków. Ze
          swojego doświadczenia wiem już, że nie ma reguł typu : rodzina patologiczna,
          niepełna itp. Biorą dzieci ludzi wykształconych, znanych, lekarzy, psychologów,
          dzieci z pasjami i ambitni uczniowie. Nie spotkałam jednak narkomana, o którego
          rodzinie nie można by powiedzieć, że ma, co najmniej, jakiś "defekt".
          Największą siłę pokładam w rodzinie, bardzo podobała mi sie wypowiedź Muszka.
          Rodzina z określonymi zasadami,jasnym stosunkiem do używek (czyli nie taka, w
          której palący jak lokomotywa tata karci syna za eksperymenty pod śmietnikiem ze
          szlugami) konsekwentna, godna zaufania. Moja siostra, gdy miała lat 14 została
          pierwszy raz intensywnie namawiana przez szkolnych dealerów do brania.
          Odmówiła, ale chyba najważniejsze było dla niej to, że mogła przyjść do mnie,
          już wtedy adeptki wiedzy tajemnej, zwierzyć się, zapytać o radę.
          Boli mnie bezradność rodziców, ich brak zainteresowania. Przygotowując zajęcia
          szkolne wielokrotnie nasz zespół spotykał sie z odmową dyrektorów "w naszych
          szkołach nie ma narkotyków" i brakiem zainteresowania rodziców. Pamiętam
          zebranie z rodzicami i mur kamiennych, obojętnych twarzy. I wiem, że za kilka
          lat średnio 30 % z nich wyląduje z płaczem w jakiejś poradni, lecz wtedy może
          być za późno. Wierna poruszyła ważny problem - z jednej strony to wspaniałe, że
          jej syn miał do niej zaufanie, przyszedł, opowiedział o zajściu. Brawo, Wierna!
          Z drugiej - oczekiwałabym ciągu dalszego - co ona jako matka zrobiła, gdzie z
          tym poszła, kogo zaalarmowała, co zrobi, aby jej synek nie trafił jednak do tej
          szkoły? Nie mówcie, że się nie da, bo...Wszystko się da, keidy chodzi o zdrowie
          i życie naszych najbliższych.
          • wierna1 Re: Melba 13.06.02, 13:31
            Melba. O problemie dowiedziałam się od syna dwa dni temu. Porozumiałam się
            wczoraj z jedną matką, której syn zna tych chłopców. Była zszokowana. Twierdzi,
            że nie wiedziała, że on się z nimi zadaje, co oczywiście źle o niej świadczy.
            Bo ja wiedziałam o nim więcej od mojego syna niż ona sama.
            Chcę od niej nazwiska tych chłopców (wczoraj nie była skłonna ich ujawnić, ale
            rozmawiałyśmy przypadkowo na ulicy, więc nie miałabym nawet jak zapisać ich
            danych). Powiedziała tyle, że szkoła ma z nimi kłopoty wychowawcze. Mają tę
            klasę podizelić, bo większość w tej klasie jest zdegenerowana i jej syn,
            oczywiście, jest wpływowy i oni mają na niego zły wpływ (stara śpiewka matek).
            W dalszej kolejności chcę się skontaktować z dyrektorem gimnazjum i nakłonić go
            do kontaktu z dzielnicowym.
            Załatwiłam dwa lata temu sprawę, gdzie mój syn był prześladowany w szkole przez
            jednego z uczniów ze starszych klas, załatwię i tę. Ale myślę, że będę znowu
            samotna w tej walce, bo mój mąż boi się, że mu uszkodzą w zemście samochód,
            albo powybijają szyby w oknach mieszkania. Śmieszne, prawda? Ja już nie wiem
            sama, czy ja jestem jakaś naiwna z tą walką? Mój mąż śmieje się, że na policji
            mnie będą mieli w nosie. To do kogo pójść?
            • Gość: Melba Re: Melba IP: *.chello.pl 13.06.02, 13:54
              Narkotyki są ogromnym problemem, strasznie zagrażającym teraz dzieciakom.Na
              przerażającą skalę.
              Może porozmawiaj z tamtą mamą jeszcze raz, spokojnie i na zasadzie
              sprzymierzeńca? W kupie raźniej :), może coś z niej wydusisz, zmotywujesz ją?
              Szkoda i jej dzieciaka....
              Kontakt z dyrektorem koniecznie - Wierna, może jakieś zajęcia, działania na
              szerszą skalę? Mam nadzieję, że nie usłyszysz starej śpiewki "bo u nas nie ma
              problemu".
              Może i jestes naiwna i daj Boże takich naiwnych. Wiesz, co jest najważniejsze -
              że dzieciaki od takich rodziców uczą sie konsekwencji i stanowczości, że nie ma
              przyzwolenia na ten cały syf i że nie boimy się dealerów, nie jesteśmy bezradni.
              Dzieci od rodziców uczą się zachowań, modelują swoje postawy.
              Policja- co ja mam mówić o polskich służbach wszelakich...:( Wszystko zależy na
              kogo trafisz, jak w życiu.
              Powodzenia w upierdliwości i oby dała efekty.


              • wierna1 Re: Melba 13.06.02, 13:56
                Gość portalu: Melba napisał(a):

                > Narkotyki są ogromnym problemem, strasznie zagrażającym teraz dzieciakom.Na
                > przerażającą skalę.
                > Może porozmawiaj z tamtą mamą jeszcze raz, spokojnie i na zasadzie
                > sprzymierzeńca? W kupie raźniej :), może coś z niej wydusisz, zmotywujesz ją?
                > Szkoda i jej dzieciaka....
                > Kontakt z dyrektorem koniecznie - Wierna, może jakieś zajęcia, działania na
                > szerszą skalę? Mam nadzieję, że nie usłyszysz starej śpiewki "bo u nas nie ma
                > problemu".
                > Może i jestes naiwna i daj Boże takich naiwnych. Wiesz, co jest najważniejsze -
                >
                > że dzieciaki od takich rodziców uczą sie konsekwencji i stanowczości, że nie ma
                >
                > przyzwolenia na ten cały syf i że nie boimy się dealerów, nie jesteśmy bezradni
                > .
                > Dzieci od rodziców uczą się zachowań, modelują swoje postawy.
                > Policja- co ja mam mówić o polskich służbach wszelakich...:( Wszystko zależy na
                >
                > kogo trafisz, jak w życiu.
                > Powodzenia w upierdliwości i oby dała efekty.
                >
                >
                Chociaż raz może moja upierdliwość okaże się zaletą. Bo na tym forum jest to
                uznawane za wadę.
                • Gość: Melba Re: Melba IP: *.chello.pl 13.06.02, 14:01
                  > Chociaż raz może moja upierdliwość okaże się zaletą. Bo na tym forum jest to
                  > uznawane za wadę.

                  Obracać wady w zalety to sztuka życia :)
                  Pozdrowienia od upartej, eeee, konsekwentnej, Melby :)

            • Gość: sagan Re: Melba IP: *.desy.de 13.06.02, 14:04
              Wierna, powodzenia!
              bardzo dobrze, ze sie nie boisz, ze samochod czy cos
              innego. nie uwazam tego za naiwniactwo, tylko za
              odwage. bo w gebie byc mocnym latwo, ale cos zrobic -
              to juz trudniej. czasem sama sie na tym lapie i wtedy
              postanawiam dzialac. wiec zycze Ci powodzenia! :)
              ja nie mam dzieci, wiec nie mam doswiadczenia, ale w
              szkole, w ktorej uczy moja mama byly [i moze ciagle
              jeszcze sa :(] narkotyki. pamietam jej szok, jak
              zaobserwowali, ze dzieci sa dealerami, pamietam panike
              co zrobic. na troche problem sie rozwiazal, choc grozby
              byly pod adresem nauczycieli, ale dyrektor szkoly nie
              umial sie wykazac konsekwencja. zostawil tych dealerow
              w szkole [to byli uczniowie!] i chyba znowu sie
              zaczyna... a na propozycje zorganizowania jakis spotkan
              odparl, ze przeciez problem rozwiazany...

              Melba, w jakim miescie Ty mieszkasz?
              czy Wy organizujecie te spotkania, o ktorych pisalas,
              dla kazdego, kto poprosi?
              • Gość: Melba Sagan IP: *.chello.pl 13.06.02, 14:12
                Sagan, to zależy od sytuacji. Ja mieszkam w wawce, ale takie zajęcia
                prowadziłam pracując w zupełnie innym miasteczku i na prośbę tamtejszych szkół.
                Jak kończyły się nasze własne inicjatywy, napisałam powyżej.
                Generalnie za to odpowiedzialna jest gmina.Teraz bedzie meksyk, bo wawa to
                będzie jedna gmina, sama nie wiem, co będzie, na jesień przygotowuję z
                koleżanką pakiecik takich zajęć i zobaczymy, co z tego wyjdzie...
                Jeśli Twoja mama chce zrobić takie spotkania, trzeba na to brać kasę od gminy,
                lub poszukać jakichś ochotników, np. z zaprzyjaźnionej poradni. Ja np. ostatnio
                odbyłam takie spotkanie w ramach rekolekcyjnych zajęć na prośbę bliżej
                nieznanego mi księdza. Też w ramach naiwności :)
                • Gość: sagan Re: Sagan IP: *.desy.de 13.06.02, 14:19
                  moja mama mieszka w krakowie. znasz tam kogos? latwiej
                  jest isc pod adres, ktory sie zna. moze nawet szkola
                  znajdzie pieniadze. trzeba o dzieci walczyc - tak
                  zawsze mowi moja mama :)
                  za wszelkie informacje dziekuje!
                  • Gość: Melba Re: Sagan IP: *.chello.pl 13.06.02, 14:23
                    Wiesz, cokolwiek by się nie myślało o tej instytucji, akurat w Krakowie działa
                    prężny i sztandarowy Monar i naprawdę robi wiele fajnych rzeczy. Bodajże ul.
                    św. Katarzyny(?), ale adres jest do sprawdzenia wszędzie. Szkoła Twojej Mamy
                    może zwrócic się do fachowców o pomoc i przedstawić sprawę gminie, która ma
                    obowiazek dać na to pieniądze. Powodzenia :)
    • Gość: Melba Re: Dzieci inarkotyki IP: *.chello.pl 13.06.02, 19:50
      Czekamy na opinie...
    • matrek Lastka 13.06.02, 19:54
      Jest tylko jeden sposób - a i to nie do konca pewny. Rozmawiać, rozmawiac i
      jeszcze raz rozmawiać z dzieckiem na ten temat oraz rozwijać jego osobowość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka