Dodaj do ulubionych

Rozwód - a dzieci

18.06.02, 21:48
Macie jakiś pomysł jak to zrobić, aby one jak najmniej ucierpiały?
Mam 30 lat i parkę wspaniałych dzieciaków (9 i 5 lat).
Niestety niedogadujemy się ostatnio z żoną. Wszystko się zmienia od euforii do
totalnej kaszany i jestem już zmęczony tą sytuacją, zwłaszcza, że żona ostatnio
zaczyna urządzać karczemne awantury. Sam jestem z rozbitej rodziny i bardzo źle
wspominam ojca bijącego matkę, dlatego wk**ia mnie kiedy moje dzieci muszą
słyszeć choćby zwykłą kłótnię między nami. Po ostatnim jej występie (nocnym, na
szczęście dzieciaki spały) bardzo poważnie myślę o rozstaniu.
Najchętniej zaaranżowałbym jakiś niby wyjazd za granicę do pracy, ale boję się,
że żona na to nie pójdzie. Z drugiej strony nie wiem jak bez nich wytrzymam.
Chciałbym się rozstać jakoś bezboleśnie i z godnością, ale to chyba utopia :-(
Podzielcie się doświadczeniami.
R
Obserwuj wątek
    • Gość: joni Re: Rozwód - a dzieci IP: 2.4.STABLE* / 192.168.1.* 19.06.02, 00:59
      A musisz brać rozwód? poczekaj ,własnie ze względu na dzieci ,nie mówię byś ją
      kochał ,ale poczekaj.Rozumiem Cię, ja jestem w podobnej sytuacji.
      • nurek69 Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:09
        Myślisz, że to taki impuls?
        Czekam już parę lat. W tym czasie sporo się zmieniło, zrozumiałem swoje błędy i
        starałem się iść na kompromis. Nie jestem bynajmniej ideałem. Niestety ona
        wyznaje zasadę wszystko albo nic i po trupach do celu.
        Te awantury są dla mnie niedopuszczalne. I to jest punkt zwrotny, który zmusza
        mnie do podjęcia jakichś kroków. Wycofując się z walki jestem na straconej
        pozycji i tylko od jej dobrej woli zależy jak to się wszystko potoczy (
        indoktrynacja dzieci itp. ). Może jestem naiwny ale wierzę, że matka powinna
        zrozumieć, że oczernianie się nawzajem przed dziećmi wyrządza im krzywdę.
        R
        • joni~ Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:19
          Napisałam na Twoją pocztę.Rozumiem Cię mam to samo.
          • nurek69 Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:24
            Myślałem, że jesteś facetem :-(
            Jeszcze nie czytałem Twojego maila, myślisz, że tak będzie wygodniej?
            Może piszmy na forum więcej osób się włączy?
            Psychole mają swoje wątki ;-)

            • joni~ Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:29
              OK jak wolisz.
              • nurek69 Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:32
                A teraz już Ci odpisałem :-)
                Minęliśmy się.
                R
            • joni~ Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:32
              Dzieci są bardzo ważne ,uważam ,że mają takie samo prawo do szczęścia jak
              my.Rozwód jest ostatecznością.Twój wybór.
              • nurek69 Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:34
                Ale jak sobie radzisz z takim zakłamaniem, sztucznym utrzymywaniem związku?
                R
                • anastassia hej nurek cwaniaczku 19.06.02, 01:36
                  Nie czytam calosci bo chrzanisz jak potluczony i pewnie wymysliles te bajeczke
                  zeby sobie jakas panienke poderwac
                  • nurek69 ??? 19.06.02, 01:40
                    Czy my się skądś znamy?
                    R
                • joni~ Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:39
                  Dzięki za dyskrecję, dlatego pisałam na pocztę ,bo chciałam cię podtrzymać na
                  duchu ,że są inne rozwiązania ,każda sytuacja jest inna.Ale Ty od razu
                  zdemaskowałeś moje życie na forum...
                  • nurek69 Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:43
                    No nie przesadzaj, przecież nie podałem Twojego adresu ;-)
                    R
              • joni~ Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:36
                Chodzi Ci o ten znak ~ ,nie wiedziałam ,że on ma jakiekolwiek znczenie?
    • nurek69 ### Do detektywów ### 19.06.02, 01:42
      anasstasia i inni

      Dajcie sobie luz.
      Dla ułatwienia dodam, że jestem mario2, wierna1 itp.

      PS
      Jeśli jakieś panienki chcą na mnie polecieć, to jestem z okolic Warszawy
      • anastassia Re: ### Do detektywów ### 19.06.02, 01:45
        Ale mi wisi kto ty jestes. Mi sie tylko nudzi.
        • nurek69 Re: ### Do detektywów ### 19.06.02, 01:50
          To znajdź sobie jakąś inną rozrywkę.
          Może załóż jakiś pasjonujący wątek?
          W sumie to nawet nie jestem na Ciebie zły - przynajmniej mam się do kogo
          odezwać.
          Szkoda tylko, że ten wątek się rozrasta w złą stronę :-(
          R
    • osa30 Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:48
      Wiesz, co mnie zastanawia? piszesz, ze to przez żonę, ze ona wywołuje
      awantury, "przedstawienia", a tyle w TOBIE agresji...może ona ma powód, żeby
      się wściekać?
      Nie sądzę, żeby bycie ze sobą "dla dobra dzieci" w takiej sytuacji ma
      cokolwiek wspólnego z ich dobrem, to raczej farsa, którą grają dorośli dla
      zaspokojenia wyrzutów sumienia lub usprawiedliwienia swojej bierności. Albo
      walcz o rodzinę (ale na pewno nie obwiniając o wszystko żonę), albo oszczędź
      dzieciom widoku nieniawidzących się rodziców. Wbrew temu, co wypisuja tu
      frustraci, można mieć po rozwodzie bardzo dobre i częste kontkty z dzeićmi,
      trzeba tylko chcieć. A poza tym tyle w tobie emocji, że może się jeszcze
      dogadacie...Wymądrzyłam się strasznie, ale to takie łatwe, gdy chodzi o
      problemy innych... ;-)pozdroofka
      • anastassia Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:54
        Ja tam zawsze bede po stronie bab.
      • joni~ Re: Rozwód - a dzieci 19.06.02, 01:56
        osa- może masz rację ,że dorośliudają przed sobą by zaspokoić własne
        sumienie.Nie mniej zawsze jest to trudne.Zawsze ktoś ucierpi -tylko kto?
        najbardziej?- i to jest najtrudniejsze wybór.
      • nurek69 Gdzie ta agresja? 19.06.02, 01:58
        Nie rozumiesz, że właśnie dlatego chcę się wycofać, żeby nie robić przed
        dziećmi przedstawień? Poza awanturami są jeszcze inne sposoby wyrażenia swojego
        niezadowolenia. Mnie na niej zależy i napewno znalazłaby niejeden sposób by
        wywierać na mnie nacisk.
        Trudno w paru zdaniach przedstawić całą skomplikowaną historię związku, więc
        nie wyciągaj zbyt daleko idących wniosków na podstawie tych paru postów.

        >można mieć po rozwodzie bardzo dobre i częste kontkty z dzeićmi,
        trzeba tylko chcieć

        A znasz jakieś konkretne przykłady?
        R

        • joni~ Re: Gdzie ta agresja? 19.06.02, 02:16
          Jeżeli czekasz aż ktoś powie Ci "weż rozwód"i nikt nie będzie płakał -to nie
          usłyszysz tego.Widzę ,że szukasz potwierdzenia, że jedynym rozwiązaniem jest
          rozwód. Ja podzieliłam się z Tobą refleksją ,że są różne sposoby na życie i
          każdy żyje tak jak umie i nie oceniaj.Mam nieudane małzeństwo i za mało odwagi
          by zrobić to dzieciom [sama jestem z rozbitej rodziny,gdzie rodzice po
          rozwodzie nie umieli się niestety też porozumieć].Na Twoją wypowiedż "jak można
          żyć w zakłamaniu" - odpowiadam Ci jak widać czasem można ,czasem
          trzeba,zapewniam cię ,że to nie jest takie proste jak myślisz.
          • nurek69 Re: Gdzie ta agresja? 19.06.02, 02:31
            Dzięki za odpowiedź.
            W zasadzie to nie wiem czego chcę, może po prostu chcę dać nauczkę żonie,
            której się wg. mnie w głowie przewraca i nie potrafi docenić tego co ma?
            Liczę na dociekliwość forumowiczów w zgłębianiu mojej psychiki (oby się za
            bardzo nie zagalopowali, bo takich tu nie brakuje).
            Ciekaw jestem jak inni sobie radzą w takiej sytuacji.
            Napewno jest wiele osób, które mają podobne problemy.

            Powiedzmy, że mam dość ciągłego wysłuchiwania pretensji i nażekań ale jeśli do
            tego dochodzą awantury przy dzieciach - chcę to przerwać.
            Z drugiej strony pozostaje taki niedosyt: życie ucieka, ktoś się z Tobą męczy,
            Ty się męczysz - czemu tego nie przewać i uszcęśliwić teoretycznie obie strony?
            Niestety jest jeszcze jeden mały szkopuł ( w moim rzypadku dwa ).
            Można zacisnąć zęby, ale boję się, że kiedyś to wybuchnie.
            R
            • osa30 Re: Gdzie ta agresja? 19.06.02, 14:35
              nurek69 napisał(a):

              > W zasadzie to nie wiem czego chcę, może po prostu chcę dać nauczkę żonie,
              > której się wg. mnie w głowie przewraca i nie potrafi docenić tego co ma?
              > Liczę na dociekliwość forumowiczów w zgłębianiu mojej psychiki (oby się za
              > bardzo nie zagalopowali, bo takich tu nie brakuje).
              > Ciekaw jestem jak inni sobie radzą w takiej sytuacji.
              > Napewno jest wiele osób, które mają podobne problemy.
              >
              > Powiedzmy, że mam dość ciągłego wysłuchiwania pretensji i nażekań ale jeśli do
              > tego dochodzą awantury przy dzieciach - chcę to przerwać.
              > Z drugiej strony pozostaje taki niedosyt: życie ucieka, ktoś się z Tobą męczy,
              > Ty się męczysz - czemu tego nie przewać i uszcęśliwić teoretycznie obie strony?
              > Niestety jest jeszcze jeden mały szkopuł ( w moim rzypadku dwa ).
              > Można zacisnąć zęby, ale boję się, że kiedyś to wybuchnie.
              > R

              Jasne, najłatwiej jest "to przerwać" - trudniej uspokoic się, przestać oceniać
              żonę, zastanowić się NAD PRZYCZYNAMI. Sam zobacz, jak to wszystko opisujesz: "to
              niedopuszczalne" piszesz...."w głowie sie przewraca".... - ciągle JĄ oceniasz.
              Z drugiej strony przyznajesz, że miałam rację : wściekasz się nie dlatego, ze ten
              związek sie skończył, ale dlatego, że ci zależy, a cos sie psuje. Zatem nie idź
              na łatwiznę i przemyśl z ręką na sercu JAKIE ONA MA POWODY żeby robić ci awantury?
              Ty "masz dość pretensji", a czego ONA ma dość, że ci je wciąż prezentuje?
              Martwisz sie o dzieci, ale jesteś gotów się rozwieść, żeby "dać nauczke
              żonie"??????

              Pytasz o przykłady dobrych kontaktów dziecka i ojca po rozwodzie...prosze bardzo:
              mój własny, tzn. mojego dziecka i jego ojca, z którym ja żadną miara się nie
              mogłam dogadać, co doprowadziło do drastycznego rozstania. Jeśli sobie życzysz,
              rozwinę temat (tzn. temat kontaktów). Ktoś napisał, ze "nie ma odwagi zrobić tego
              swojemu dzicku"... zapewniam, że dziecko widzi, co sie dzieje i bardzo boleśnie
              odczuwa chłód i niechęć pomiedzy rodzicami, często to o wiele gorsze, niz
              rozstanie rodziców poparte troską o stały kontakt z dzeiciakiem i ochronę jego
              emocji. Zauważ, ze nie namawiam cie do rozwodu, raczej do spojrzenia na problem z
              dystansu i bez tej ciągłej złości na żonę, ale jeśli nie jesteście w stanie dość
              do porozumienia, wychowywanie dzieci w zimnicy emocjonalnej może im wyrządzić o
              wiele większa krzywdę, niz wasz rozwód (separacja). Tzn. moim skromnym zdaniem.
              • Gość: nurek69 Re: Gdzie ta agresja? IP: *.polkomtel.com.pl 19.06.02, 18:08
                Dzięki za długą i treściwą odpowiedź.
                Sęk w tym, że w wielu sprawach mamy z żoną diametralnie różne podejście do
                życia.
                Ja pochodzę z rozbitej rodziny wychowywanej przez matkę z jednej robotniczej
                pensji - ona jedynaczka, której nigdy w życiu niczego nie brakowało. Teraz
                oboje pracujemy w Warszawie, zarabiamy po parę tys. niestety dla niej jesteśmy
                nędzarzami (rodzice ostatnio cienko przędą i musimy liczyć tylko na siebie).
                Obserwuje ludzi do okoła i widzi super samochody, wszyscy znajomi kupują
                mieszkania na 20 letni kredyt (w sumie teraz to zaczyna mieć sens bo odsetki
                mocno spadły) wyjeżdżają na wczasy za granicę itp. Ja cieszę się z tego co
                mamy, wolę zacisnąć trochę pasa pojeździć starym fiatem i kupić mieszkanie pod
                Warszawą za własne oszczędności nie zakładając sobie pętli kredytowej na szyję.
                To tylko jeden z przykładów. Inna rzecz co do której nie możemy dojść do
                porozumienia, to sposób wychowania dzieci. Ona preferuje darcie się na nie i
                ciągłe groźby, których nigdy nie spełnia. Ja jestem za spokojną rozmową i
                nieuniknioną karą (niestety czasem cielesną) za przewinienia z premedytacją.
                Osobna kwestia to podważanie nawzajem swoich decyzji w stosunku do dzieci ( one
                to szybko zauważają i ostatnio po odmowie jednego z nas zasuwają do drugiego z
                tym samym pytaniem ). Może to staroświeckie, ale uważam że to facet powinien
                być głową rodziny i źle znoszę krytykę moich decyzji zwłaszcza wobecności
                dzieci. Kolejny temat rzeka to pomoc finansowa mojej samotnej matce, która w
                tej chwili ciężko chora musi się utrzymać z renty.

                Ale to może innym razem, dzisiaj nocuję w domu - właśnie zadzonił synek zapytać
                o której wrócę. Do jutra.
                R
    • nurek69 Z życia wzięte 19.06.02, 02:38
      W pewnym domu starców dziadek polał babcię wrzątkiem.
      Podczas przesłuchania pytany o motywy stwierdził, że
      przypomniał sobie, że jak brali ślub to ona nie była dziewicą.

      I podobnej sytuacji chcę uniknąć w swoim życiu ;-)

      Pozdrawiam forumowiczów i liczę na ciekawe odpowiedzi.
      Niestety jutro zapowiada mi się ciężki dzień w pracy, więc pewnie zajrzę tu
      dopiero wieczorem. Poza tym ten open space :-(((
      R
      • Gość: Rachele Re: nurek IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.06.02, 04:35
        Ty musisz miec wielkie problemy sam z soba a w konsekwencji zona i dzieci w
        nich uczestnicza.Poskladaj do kupy wszystko co dotychczas napisales i jesli
        jestes myslacy powinienes uwolnic zone i dzieci od siebie ....dla ich
        dobra.Zajmij sie forum,teoretyzowaniem i ....wydoroslej.
    • nurek69 Tak dla podtrzymania wątku 20.06.02, 17:36
      Widzę, że w dzień to forum jest bardzo rozrywkowe.
      Nikt się nie zainteresuje poważnymi problemami :-(
      R
      • osa30 Re: Tak dla podtrzymania wątku 20.06.02, 20:02
        nurek69 napisał(a):

        > Widzę, że w dzień to forum jest bardzo rozrywkowe.
        > Nikt się nie zainteresuje poważnymi problemami :-(
        > R

        cześć nurek:-) ...jak wiadomo...demony wychodza w nocy;-)
        (ja chętnie z toba pogadam ale trochę później)
        • nurek69 Czy już jest wystarczająco późno? 20.06.02, 23:00
          R
          • osa30 Re: Czy już jest wystarczająco późno? 23.06.02, 10:38
            cześć;), mam dziś trochę czasu... ciekawa jestem, jak toczą się twoje sprawy,
            coś się może zmieniło? doszedłeś do jakichś nowych wniosków?
    • lalka74 Re: Rozwód - a dzieci 23.06.02, 18:09
      Gdzieś były opublikowane badania (nie pamiętam gdzie), że dzieci dochodzą do
      równowagi psychicznej 2 lata po rozwodzie rodziców. Znacznie trudniej jest im
      zachować ową równowagę jeśli żyją z rodzicami wciąż kłócącymi się itp.
      • osa30 Re: Rozwód - a dzieci 23.06.02, 22:53
        lalka74 napisał(a):

        > Gdzieś były opublikowane badania (nie pamiętam gdzie), że dzieci dochodzą do
        > równowagi psychicznej 2 lata po rozwodzie rodziców. Znacznie trudniej jest im
        > zachować ową równowagę jeśli żyją z rodzicami wciąż kłócącymi się itp.

        Nie wiem, czy i dlaczego akurat "dwa lata" - przecież sytuacje bywają różne,
        mniej lub bardziej drastyczne, w rózny sposób "rozegrane" przez dorosłych, z
        różnymi konsekwencjami "po" (np. właśnie kwestia kontaktów, wsparcia w razie
        problemów dot. dziecka, współpraca wychowawcza), ale jestem przekonana, że
        obserwowanie na codzień przez dzeicko dwojga nienawidzących sie rodziców jest
        rónoznaczne z permanentnym okaleczaniem jego psychiki.
        • Gość: Nef Re: Do NUREK IP: 203.97.97.* 24.06.02, 00:07
          Witaj

          Moim skromnym zdaniem, usiluj jeszcze raz porozmawiac z zona.
          Poczekaj na spokojny moment najlepiej jak dzieci beda spaly.

          Zaznacz ze rozmowa ma przebiegac bez podnoszenia glosu i przerywania .
          Niech sie wypowie na spokojnie do konca, nie przerywaj jej.

          Pozniej zrob to ty i popros zeby tez ci nie przerywala i wysluchala.
          Nie mozesz wystepowac z pozycji czlowieka ktory ma racje absolutna,
          rowniez ona nie powinna tego robic.

          Najwazniejsze to uzgodnic jak wychowywac dzieci.
          Jezeli zona nie pochwala kar cielesnych nie stosuj, ukaraj inaczej.

          Napewno sa to rozmowy trudne i tylko podchodzac do nich otwarcie (obie strony)
          mozna osiagnac kompromis.
          Jesli chodzi o matke to zadaj jej pytanie:
          Co bys ty zrobila na moim miejscu majac samotna chora matke potrzebujaca pomocy?

          Pozdrowienia
          Nef

    • Gość: bea Re: Rozwód - a dzieci IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 23.06.02, 23:56
      Właśnie sama jestem po bardzo bolesnej rozmowie z mężem. W ciągu sześciu lat
      małżeństwa usłyszałam tylko kilka jego dłuższych wypowiedzi. Dzisiaj była
      kolejna, niestety nie taka, na jaką czekam tygodniami. :(
      Pomiędzy licznym k
      • nurek69 Bea mogę Ci tylko współczuć. 26.06.02, 19:17
        Ja się do żony per k- i p- nie odnoszę.
        Nie nadużywam też alkoholu ( to wg. mnie oznaka słabości i rozczulania się nad
        sobą w trudnych sytuacjach ).
        To co opisujesz wygląda na niezłą patologię.
        Czy jest jeszcze między wami jakieś uczucie?
        Małżonkowie nie powinni być dla siebie wrogami a jeśli Wy się tak traktujecie
        to dzieci to z pewnością wyczują i będą cierpieć może nawet bardziej niż w
        przypadku rozwodu.
        Widziałem, że założyłaś wątek o swojej sytuacji, ale nie mam czasu go
        przeczytać - wydrukuję sobie do poczytania w pociągu.
        Pozdrawiam.
        R
        • osa30 Re: Bea mogę Ci tylko współczuć. 26.06.02, 19:20
          nurek, a co u ciebie?
    • nurek69 Dla wiernych czytelników .... zakończenie historii 26.06.02, 19:51
      Byłem naprawdę w niezłym dołku - stąd ten wątek.
      Nie wiedziałem co zrobić, unikałem rozmowy nie chcąc powiedzieć czegoś czego
      nie da się odwrócić.
      Były w sumie 4 ciche dni w tym dwie noce spędzone poza domem.
      Widziałem, że zrozumiała powagę sytuacji, widziałem jak cierpi i bynajmniej nie
      sprawiało mi to przyjemności. Mnie też nie było lekko, mijać się z nią i nie
      móc jej dotknąć, przytulić, pocałować ( nie mówiąc już o spaniu w jednym łóżku
      tyłem do siebie ). A w perspektywie rozstanie i stanie się dla siebie wrogami
      (nie wierzę że dałoby się uniknąć różnych kwestii spornych i pozostać w
      przyjacielskich stosunkach ).

      No i piątego dnia nie wytrzymałem.
      Kiedy wieczorem przeszła obok mnie w tej swojej satynowej koszulce w groszki
      (takiej co to zasłania pupę tylko wtedy kiedy się stoi na baczność) i powiało
      jej perfumami (givenchy organza) postanowiłem, że muszę ją mieć (pieprzyć
      poważną rozmowę i wszystkie problemy tego świata). Wykorzystałem moment, kiedy
      poszła myć ząbki, wyrugowałem naszą pociechę z małżeńskiego łoża i wskoczyłem
      pod kołderkę. Czekałem tak z minutę i myślałem, że mi serce wyskoczy z
      niepewności. W końcu włączyłem TV i udawałem, że oglądam mecz. Przyszła i
      położyła się tyłem do mnie. Wtuliłem się w jej włosy, pocałowałem za uszkiem
      i ...
      To była cudowna noc!!!
      R

      PS
      I nie było żadnej rozmowy :-)
      Swoją drogą, to już nie pierwszy raz godzimy się w łóżku,
      Boję się, żeby nie było z tego jakiejś patologii ;-)
      A teraz wracam do pracy, żeby przed północą wrócić do domu.
      Może to trochę grafomańskie, ale nie mogłem się powstrzymać od opisania tego
      choćby w skrócie (na szczegóły nie mam czasu i trochę się boję, że i tak spłycę
      to co się stało)
      • Gość: mm i ty się cieszysz??????? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.02, 16:53
        nurek - fajnie, że sie pogodziliście, ale ty się cieszysz, że "nie było żadnej
        poważnej rozmowy"??? po tym , co tu pisałeś parę dni temu???
        • nurek69 Re: i ty się cieszysz??????? 27.06.02, 18:28
          Gość portalu: mm napisał(a):

          > nurek - fajnie, że sie pogodziliście, ale ty się cieszysz, że "nie było żadnej
          > poważnej rozmowy"??? po tym , co tu pisałeś parę dni temu???

          Cieszę się, że WTEDY nie było poważnej rozmowy.
          Ważne, że wysłałem pewien sygnał jakich zachowań nie akceptuję, a żona jak już
          wcześniej wspomniałem zrozumiała powagę sytuacji i napewno wyciągnie wnioski na
          przyszłość.
          Rozmowy nie było, ale co się odwlecze to nie uciecze, sytuacji konfliktowych
          jeszcze będzie wiele - w końcu się jeszcze docieramy ( co to jest 9 lat
          małżeństwa ;-).

          Pozdrawiam
          R
    • Gość: Old boy Re: Rozwód - a dzieci IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 22:31
      Ja juz mam to za soba. Musisz sobie zdac sprawe z tego, ze bardzo wiele kobiet
      nie doroslo do malzenstwa, a wcale do rodzenia dzieci. Przychodzi wtedy stres,
      potezny stres z ktorym kobieta nie moze sobie poradzic. Wtedy musi znalezc
      winnego tego stanu rzeczy. Matka, ojciec, brat, siostra nie wchodza w rachube
      wiec kto - cudzy czyli maz. I ty bedziesz ofiara jej tycia, zlego samopoczucia,
      braku w nie checi do zycia, tylko ty bedziesz temu winien, no bo kto?
      Wiec im szybciej znikniesz z jej zycia tym bardziej polepszysz zycie swoich
      dzieci.Bedziesz mial wiecej czasu zeby zarobic pieniadze i zapewnic dziecia
      lepsza przyszlosc.Na zone nie patrz i nie szukaj nowej kobiety bo jeszcze
      bardzie skomplikujesz sobie zycie.Zyj dla dzieci, one i tak kiedys zapukaja do
      twoich drzwi, wiec przygotuj dla nich godne warunki zycia.
      Zyj przyszloscia, zapomnij o przeszlosci to ci da wiare w lepsze jutro.
      • Gość: bea Re: Rozwód - a dzieci IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 26.06.02, 23:50
        Czytam, czytam i nie mogę uwierzyć w to co przeczytałam. Człowieku, mocno
        musiało Ci życie dokopać.
        Jeśli jesteś tak dojrzały i dorosłeś do małżeństwa, to powinieneś wiedzieć,
        czym jest odpowiedzialność, nie tylko za dzieci, ale i za swojego partnera.
        Żona przeżywa stres czy kryzys, a ty podkulasz ogon i uciekasz.
        W sumie bardzo mi Cię żal i mam nadzieję, że Nurek, zwłaszcza po tym, co opisał
        ostatnio, okaże się silniejszy psychicznie.
    • Gość: renia Re: Rozwód - a dzieci IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 27.06.02, 01:18
      Tak od kilku dni widze ten tytul rozwod a dzieci i jakos odrzucalo mnie od
      niego, nie otwieralam. Nadeszla dzisiejsza noc, tak cicho, tylko Cohen mi
      spiewa, nikogo nie ma online, spac nie moge, a niech tam, otworze, mysle sobie.
      No i jestem, przeczytalam wszystko, tyle pogladow na sprawe, ilu ludzi.

      Historia mojej rodziny, znaczy tej z ktorej pochodze.... Nie wiem, czy dobrze
      robie ze zabieram sie do takiej otwartosci, ale duzo bylo tu o okaleczaniu
      dzieci zyciem ze soba w ciaglej nlosci, klotniach, zeby nie powiedziec
      nienawisci.... duzo oceniania Nurka, duzo slow rzuconych i moze raniacych.
      Pewnie, ze znamy te historie tylko szczątkowo i tylko jednostronnie, ale moze
      trzeba troche wyhamowac...

      Moi rodzice zafundowali nam dziecinstwo wsrod awantur, pamietam obrazy... jak
      tata zdejmowal mamie okulary, zeby zeby ich nie uszkodzic gdy ja uderzy. Nie,
      zeby ja bil, ale pamietam to zdejmowanie okularow, rzucanie talerzami,
      trzaskanie drzwiami, wyzwiska....
      Pamietam, bylam raz na wakacjach u dziadka, miala przyjechac mama, bardzo na
      nia czekalam, wyobrazalam sobie moment gdy otworze drzwi. zawsze w tych
      wyobrazeniach widzialam ja jak stoi przed tymi drzwiami , ja je otwieram i ona
      wtedy wybucha placzem... tak bardzo czekalam az przyjedzie, w koncu
      przyjechala, otwieram te drzwi, a ona usmiechnieta, radosna, pamietam swoje
      zdziwienie, zaskoczenie..... Niestey zawsze wyobrazalam sobie mame placzącą, a
      nie radosna.... To chyba to okaleczenie wyniesione z domu, w ktorym milosc
      miedzy rodzicami byla tylko w dni swiateczne i to nie wszystkie. Z drugiej
      strony mysle sobie... czy ja mialam nieszczesliwe dziecinstwo? Niech mi rece
      uschna jesli kiedykolwiek tak powiem. Moje dziecinstwo bylo szczesliwe, to
      tylko ich zycie nie bylo szczesliwe.... Bardzo zaluje...

      Ze trzy, cztery lata temu rozmawialam z mama, zapytalam ja, a moze nawet z
      pozycji doswiadczonej przemadrzalskiej mezatki powiedzialam, ze zmarnowala
      sobie zycie nie biorac rozwodu, ze ja bym tak nie trwala, ze dlaczego sie nie
      rozeszli za mlodu, ze to glupota siedziec w takim malzenstwie tylko dla dzieci.
      Rozplakala sie, powiedziala, ze nic nie wiem, ze oni sie na swoj sposob kochaja
      i zebym sie nie wpieprzala. Dwa razy Mama plakala przeze mnie. Nigdy nie
      uwolnie sie chyba od wyrzutow sumienia z tego powodu..... To byl jeden z tych
      dwoch razow. Tak bardzo, jak tego, ze wtedy to powiedzialam, chyba niczego
      nigdy nie zalowalam.

      Czy dzieci wychodza poranione psychicznie z rodzin takich jak moja? Pewnie tak,
      na pewno troche tak. Ale z drugiej strony, gdybanie, czy te rany bylyby
      mniejsze gdyby sie rozwiedli? A skad moge to wiedziec? A moze bylyby o wiele
      glebsze? Nie wiadomo jak ulozyloby sie nam zycie, gdyby podjeli decyzje o
      rozwodzie....


      Kilka lat temu mama nagle i bardzo ciezko zachorowala. Tata spisal sie wtedy na
      medal, na tysiac medali. Opiekowal sie nia najlepiej na swiecie, oddal sie jej
      calkowicie. Wyzdrowiala, znow bylo to samo. Ja juz wprawdzie nie mieszkalam w
      domu, ale wiem od brata, mamy, jak to bylo.... Z tata jakos nigdy tak glebiej
      nie rozmawialam, to trudny czlowiek, ale nigdy przenigdy nie powiem ze zly.
      Bardoz trudny, tylko tyle.


      W grudniu ubieglego roku Mama zachorowala nagle i blyskawicznie. Tata zadzwonil
      i plakal. Trwalo siedem tygodni, ktore spedzil u Jej boku. Nie moge oprzec sie
      wrazeniu, ze on wszystko rozumie za pozno.....


      Zmarla. Nigdy nie widzialam Ojca w takim stanie. Tak bardzo przerazonego,
      zalamanego, nieporadnego wobec tego co sie stalo. Nie umial kryc lez, nie umial
      byc twardy, nie umial po prostu nic. Byl jak dziecko, ktore trzeba prowadzic za
      reke za trumna. Przezyli razem 34 lata. Z grubsza liczac moglabym powiedziec ze
      z 25 z tych lat spedzili na klotniach i zalach.


      Mysle, ze rady typu zostaw ja, odejdz poki nie jest za pozno, zadbaj o jej
      dobro i nie mecz jej soba, zyj dla siebie i dzieci, wszystko to jest bez sensu.
      Zycie nie jest czarno biale. Nie mamy prawa nikogo oceniac. Mysle, ze Nurek ez
      musi sam podjac decyzje...

      Niczego nie zamierzam doradzac, napisalam cos, czego sama po sobie sie nie
      spodziewalam, mam nadzieje, ze niewielu ludzi wejdzie jeszcze na ten watek, bo
      chyba troche przesadzilam ze szczeroscia...

      dobrego czwartku zycze wszystkim, r

      • nurek69 Ale się rozpisałaś :-o 27.06.02, 18:31
        Czy ty masz wogóle czas na życie w realu?
        Wszędzie cię pełno ;-)
        R
      • Gość: jendza Nie wiem, Reniu, czy IP: *.abo.wanadoo.fr 27.06.02, 19:14
        do dzis zal Ci, ze to mamie powiedzialas. Z Twojej wypowiedzi
        to nie wynika. Mimo wszystko jednak zdecydowalam sie
        powiedziec Ci pare slow...

        Wiesz, Reniu, jestem pod wrazeniem szczerosci - i w ogole...
        Nie jest latwo mowic o sprawach tak waznych i tak fun-
        damentalnych, a do tego - tak bardzo intymnych
        Chce tylko jedna rzecz powiedziec.
        Nie warto zalowac, ze powiedzialas mamie,
        co powiedzialas. Zareagowala placzem,
        fakt, ale moze Twoje spojrzenie tez w czyms jej
        pomoglo... W koncu nie bylas dla niej obca osoba,
        bylas jej dzieckiem, ktore w koncu w jej zyciu
        pelnilo wielka role... Rodzina to nie jest tylko
        maz i zona. Rodzina to takze dzieci - jesli
        taka refleksja w Twojej glowie sie wowczas
        zrodzila to znaczy, ze byly jakies podstawy.
        Dzieci tez widza. A jedyne, co moga, to cierpiec.
        A gdybys Ty byla na miejscu mamy w trakcie
        tej waszej pamietnej rozmowy - zareagowalabys
        tak gwaltownie? Przeciez trzeba dziecku, i do tego
        doroslemu, w takiej sytuacji zwlaszcza - starac sie
        odpowiedziec 'na spokojnie'. A moze jej agresja
        wynikla z faktu, ze jakos czula sie za Twoje wnioski
        odpowiedzialna?
        Nie obwiniaj sie, jak powiadam - moze Twoja uwaga
        i jej w czyms pomogla.... Bo Tobie - na pewno...
        A teraz i wielu uczestnikom forum...
        Pozdrawiam cieplo bardzo!
        jendza.
        PS.
        Nurek - moim zdaniem - stchorzyl.
        Dlatego napisal do CIebie taki glupi post.
        Dobrego wieczoru
        j
        • nurek69 Wypraszam sobie !!! 27.06.02, 19:28
          Gość portalu: jendza napisał(a):
          > Nurek - moim zdaniem - stchorzyl.
          > Dlatego napisal do CIebie taki glupi post.

          Może i był głupawy, ale żeby od razu głupi!!!
          Mam tylko nadzieję, że renia mnie tak opacznie nie zrozumiała
          i że się nie obrazi.
          Chciałem wyrazić swój podziw.
          Ja tylko nie rozumiem jak można się tak szeroko udzielać na forum.
          Zaglądam tu z pracy i kilka maili dziennie powoduje, że muszę siedzieć dłużej po
          czym mam wyrzuty sumienia - w domu myślą, że ciężko pracuję.
          Na szczęście dzieci chodzą spać po 23ciej więc zdążę się z nimi powygłupiać.
          R
          • Gość: jendza Re: Wypraszam sobie !!! IP: *.abo.wanadoo.fr 27.06.02, 20:07
            Salon, szampon i odzywka w jednym czasem nie wychodza.
            Trzeba uwazac.
            A poza tym - jak chodzi o 'wyrazanie podziwu' - to przypomniala
            mi sie anegdota ze spotkan malzenstw z psychologami.
            Pono autentyczna.
            Maz mial zadanie, by okazac zonie czulosc...
            Okazal, i owszem, bardzo sie postaral...
            Zgadnij, jak to zrobil?
            Otoz...

            umyl jej samochod...

            Dobrej nocnej zabawy z 'dzieckami'
            j
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka