monialiska
06.06.05, 18:59
Jest moim kolega z pracy, zonaty a ja mezatka. Dotychczas super uklad
zawodowy i towarzyski. Taki rodzaj przyjaciela, na dobre i na zle. Zawsze
uwazalam, ze Jego Zona ma szczescie, bo On nigdy by TEGO nie zrobil z inna
kobieta.
Bylismy kilka tygodni temu na jakiejs imprezie, w taksowce wzial mnie za reke
i powiedzial: Pragne Cie, ale boje sie konsekwencji. I nic wiecej. Wysiadl,
ja pojechalam dalej do domu.
A we mnie wszystko peklo.
Zaczelam sobie skladac fakty, wydarzenia i gesty z ostatnich kilku miesiecy -
to bylo tak oczywiste, ze jest cos wiecej niz przyjazn, ze czasem sie
zastanawiam jak moglam byc taka slepa.
Chodzimy do pracy jak dawniej, rozmawiamy jak dawniej, ale czuje z jaka
dziwna tesknota w oczach na mnie patrzy.
Nie potrafie zdecydowanie powiedz NIE. Tak naprawde to wcale nie chce
powiedziec nie. Ale nie chce tez stracic przyjazni.
Chodze w rozrterce, czekam na dalszy rozwoj wydarzen, pewnie predzej czy
pozniej bedzie jakis sluzbowy wyjazd czy impreza. I co wtedy? Pozwolic sobie
na chwile zapomnienia czy zachowac zdrowy rozsadek.
Co myslicie? Pytam glownie mezatek/lub zonatych.