Gość: Pom
IP: 2.4.STABLE*
30.07.02, 10:16
Wczoraj mnie poraziło, aż muszę Wam o tym powiedzieć.
Mam przyjaciółkę. Mężatkę, jedno dziecko - 4 latka. Z mężem żyja bardzo źle,
ale to długa historia i wolę się w nią nie zagłębiać. Chodzi mi jedynie o
pewnien epizod...
Przyjaciółka wybierała się na wakacje z córką do Kalisza. Jako że dziecko
malutkie, ona sama drobinka, bagaży na dwa tygodnie, a z naszej miejscowości
nie ma bezpośredniego połączenia pociągiem, poprosiła męża by ten je zawiózł
samochodem na miejsce. Zgodził się, akurat było mu po drodze bo postanowił
zaszaleć dwa tygodnie w górach. Tak więc w zawiózł je na miejsce i odwiózł w
drodze powrotnej. I tu zaczyna sie smaczek. Otóz zawinszował sobie za tę
podróż 100zł. Nieważne, że wiózł córkę i że sam też jechał na swoje wakacje.
Ważne, że wydał na paliwo. Dla jasności jeszcze dodam, że pieniędzy na
dziecko z zasady nie daje, tylko jak ma humor. Zarabia lepiej od żony-
nauczycielki.
Nie wiem, może sie czepiam, ale jakoś dziwnie mnie to uderzyło.
Pozdrawiam
P.S. To nie jest wątek pt. "wszyscy faceci to świnie"