Gość: mysza
IP: 213.216.82.*
03.08.02, 22:06
U mnie w pracy jest taki popieprzony kierownik/ cale szczescie ze nie moj/
ktory mowi do swojej podwladnej /moja kolezanka/ zeby stawila sie u niego np.
o 7.45 za 3 tygodnie bo ma pewne zastrzezenia do jej pracy. Co ona przezywa
nie musze opisywac. Mijaja 3 tygodnie o 7.45 wchodzi do niego a ten ... mowi,
zeby w dziale dokumentacji zabierajac jakas teczke informowala o tym pania
Bozenke. Ona zdziwiona , bo zawsze wpisuje w ksiazke nr i nazwe dokumentacji
ktora bierze. A gdyby ksiazka zginela to pani Bozenka bedzie wiedziala -
odpowiada ten dupek. Czy to wszystko -pyta ona.Wszystko-pada.
Wlasnie wrocilem od dyrektora - mowi ze sroga mina - i w zwiazku z tym panie
Kowalska i Nowak zglosza sie u mnie o godz. 11.25 za 3 dni. Po tych 3 dniach
o 11.25 mowi o drobnych sprawach administracyjnych ktorych na pewno nie
przyniosl od dyrektora.
Jak z tym walczyc? Czy one musza sie zwolnic?