Dodaj do ulubionych

mój mąż popełnił samobójstwo..

06.08.05, 20:03
chciałaym wierzyć,że zmarł na zawał albo był ofiarą kraksy samochodowej...
minęło kilka miesięcy i jakoś nie jest mi łatwiej mimo świetnych specyfików
farmakologicznych. Czuję się naznaczona.. Przecież to nie było moje życie
tylko jego...jego wybór to dlaczego ja mam kartotekę u psychiatry?
Powiecie,że to duża odwaga, a ja wam powiem że cholerna tchórzostwo. Pewnie,
on już ma spokój. Jakie to proste. Reszta niech sobie jakoś radzi...mam tyle
żalu,że aż się boję. To już tak do końca życia?
Obserwuj wątek
    • adam.dazim Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 06.08.05, 20:15
      samobojstwo czesto jest wynikiem choroby
      choroba ta jest depresja - nie leczona prowadzi do samobojstwa
      maz prawdopodobnie mial aburzenia albo depresje...
      Musisz sie pogodzic z tym ze maz zmarl na chorobe ktorej nikt w pore nie
      wykryl...
      swiadomie nigdy by cie nie skrzywdzil
      zwyczajnie wydawalo mu sie ze to jest jedyne wyjscie...
    • martika19873 Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 06.08.05, 20:19
      Nie. Musi minac jakis czas. Zeby wyleczyc sie z depresji,musisz przebaczyc
      swojemu mezowi. Inaczej nie otrzasniesz sie z tego.Pozdrawiam
      • dada05 Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 06.08.05, 20:51
        Wydawało mi się,że to juz się stało przebaczyłam mu,ale minęło kilka miesięcy i
        zaczęła się jazda. Na początku obwiniałam siebie,że taka byłam nieczuła i
        obojętna. A przezcież wydawało się,że jestem mu najbliższą osobą i nie
        potrafiłam nic wyczuć..Potem wydawało mi się,że odcięłam się od tego stanu.
        Praca, dzieciak i różne tam sprawy urzędowe. Nawet jakieś znajomości przelotne.
        I po kilku -nastu miesiącach jest jak na starcie. Mam ochotę rozwalić płytę
        nagrobkową i wydrapać z ziemi trumnę.. Przepraszam.Ale , tyle we mnie żalu i
        złości. Pewnie zawsze jest czas żeby zacząc wszystko od nowa, ale jak pozbyć
        się tego kawałaka lodu w sercu?
        • glonik Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 06.08.05, 21:05
          Każdy żyjący będzie się obwiniał.

          Mam ochotę rozwalić płytę
          > nagrobkową i wydrapać z ziemi trumnę.. Przepraszam.Ale , tyle we mnie żalu

          Mój Ojciec zmarł na zawał. Prawie spodziewany, bo już dwa miał. A i tak trudno
          było mi się pogodzić, że nie żyje.

          Wiesz... głupio to powiedzieć, ale skopałam go po nagrobku, płacząc, że miał
          BYĆ.
          Jeśli COKOLWIEK Ci pomoże, zrób to.
          Skop Go. Zbluzgaj.
          Ale żałoba i tak będzie trwała, dopóki nie dasz, nie pozwolisz Mu odejść.
          POzwól sobie na żałobę, to Twoje prawo. A wyrażenie jej, to również Twoje.
          Nie obwiniaj się. Ci, co chcą odejść - odejdą, reszta pozostanie. Z poczuciem
          winy, jak Ty.
          Wyzłość się, wygniewaj, WYKRZYCZ: że gnój, że cham, że debil, że ...
          JEMU głośno to powiedz.
          I nie patrz, czy ktoś jest na cmentarzu. JEMU to powiedz.

          Bardzo jestem z Tobą.
        • tomasdyg Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. i co dalej ? 06.08.05, 21:28
          dada05 napisała:
          "Powiecie,że to duża odwaga, a ja wam powiem że cholerna tchórzostwo. Pewnie,
          on już ma spokój. Jakie to proste. Reszta niech sobie jakoś radzi...mam tyle
          żalu,że aż się boję. To już tak do końca życia?"

          - Nie powiem, że to odwaga, pewnie nawet masz rację, że to tchórzostwo, ale:
          jeśli ktoś popełnia prawdziwe, nie teatralne samobójstwo (88. nieudana próba),
          tzn. niestety również, że w najbliższych nie znalazł wsparcia, zrozumienia.
          Pewno powinienem Cię pocieszać, ale dawałaś sobie rade i tak trzymaj.
          dada05 napisała:
          "Wydawało mi się,że to juz się stało przebaczyłam mu,ale minęło kilka miesięcy
          i
          zaczęła się jazda. Na początku obwiniałam siebie,że taka byłam nieczuła i
          obojętna. A przezcież wydawało się,że jestem mu najbliższą osobą i nie
          potrafiłam nic wyczuć."

          - No właśnie nie wyczułaś, a było to wasze życie. Teraz świat się nie
          zatrzymał. Masz dziecko, gdzieś już kogoś zauważyłaś, przyjdzie pora stworzysz
          nowy związek i....., wyciągnij z tego jakieś wnioski na przyszłość, choćby
          takie, że jak z kimś jesteś, to nie możesz, żyć obok, skupiona li tylko na
          sobie, dziecku. Trzeba jednak żyć partnerem, jego problemami - choćby je
          ukrywał. Zaś zmarłego męża, by normalnie żyć, musisz pogrzebać
    • glonik Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 06.08.05, 20:31
      dada05 napisała:
      >To już tak do końca życia?

      > Powiecie,że to duża odwaga, a ja wam powiem że cholerna tchórzostwo

      Masz rację. To tchórzostwo uciekać od życia.
      Ale wcale tak łatwo śmierć nie przychodzi.
      Nie na KAŻDE zawołanie.
      Wybrał coś.
      Ale za jego wybór Ty płacisz.
      To dobrze, że masz kartotekę u psychiatry. To znaczy, że wiesz co robić
      racjonalnie.
      A może on nie umiał?
      Naprawdę niczego nie zauważyłaś?
      Cały czas był taki sam?
      Albo pięknie udawał, albo Ty nie chciałaś widzieć, słyszeć, czuć wołania o
      pomoc.
      NIKT, naprawdę nikt, nie udaje się bez powodu na tę drugą stronę.
      Jeśli chcesz, napisz maila na gazetowego glonika.
      Może zrozumiesz, może nie....
      • reniatoja Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 06.08.05, 21:26
        > Naprawdę niczego nie zauważyłaś?
        > Cały czas był taki sam?
        > Albo pięknie udawał, albo Ty nie chciałaś widzieć, słyszeć, czuć wołania o
        > pomoc.
        > NIKT, naprawdę nikt, nie udaje się bez powodu na tę drugą stronę.
        > Jeśli chcesz, napisz maila na gazetowego glonika

        Wybacz Glonik, ale czemu mają służyć te Twoje pytania? Pewnie poprawieniu
        samopoczucia Dady, prawda? Zastanów się następnym razem, zanim wyslesz takiego
        posta... Pewnie nie wiesz jak to jest, gdy ktoś z najbliższej rodziny odbiera
        sobie życie, obys nie wiedziała, ale to, co napisała Dada w pierwszym zdaniu to
        prawda - najgorsza jest ta swiadomość, że to było samobójstwo, człowiek
        wolałby, zeby to była choroba, wypadek, cokolwiek, tylko nie samobójstwo i
        takie pytania, jakie Ty tu stawiasz są mu naprawdę niepotrzebne do szczęścia...
        • tomasdyg Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. -reniatoja 06.08.05, 21:31
          reniatoja napisała:
          "człowiek wolałby, zeby to była choroba, wypadek, cokolwiek, tylko nie
          samobójstwo"

          -wolałby, ale tak nie było, tak jak nie nazywanie raka, rakiem, nie zamienia
          go na grypę.
          • glonik Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. -reniatoja 07.08.05, 02:14
            Retomasdyg napisał:

            > reniatoja napisała:
            > "człowiek wolałby, zeby to była choroba, wypadek, cokolwiek, tylko nie
            > samobójstwo"
            >
            > -wolałby, ale tak nie było, tak jak nie nazywanie raka, rakiem, nie zamienia
            > go na grypę.
            Reniatoja wolałaby grypę, nieudolność lekarzy, zawał, ale nie bierze pod uwagę,
            że sama mogłaby być przyczyną wszystkiego ...
        • glonik Reniatoja... 06.08.05, 21:40
          ja to znam, wiem, przeżyłam jednak.
          Wysyłałam sygnały i tak jak Ty,byli głusi i ślepi.
          Odczep się ode mnie, wesprzyj może kobietę, a mnie zostaw w spokoju.
          Ja WIEM, jak się umiera.
          Chcesz pocieszyć Forumowiczkę? To zrób to, a ode mnie się może odpindol.
          Czy lepiej ci jak MI dołożysz?
          Moze skup się na Niej?
          Potrafisz?
          Potrafisz komuś pomóc nie będąc wykładowcą?
          Taaaaaaaaa..........jak mnie odbierali ze szpitala, to jakby śmierdzące jajo
          nieśli. Ani słowa o tym, co sie stało. Wiec się zamknij.
          I nie, nikomu nie chcę poprawiać samopoczucia, bo KAŻDY SAM ZA SIEBIE
          odpowiada. Rozumiesz?
          Pewnie nie.
          • reniatoja Re: Reniatoja... 06.08.05, 23:27
            glonik napisała:

            > Rozumiesz?
            > Pewnie nie.


            Jasne, ze nie rozumiem. Z nas dwóch, tylko Ty rozumiesz, wiesz, masz patent na
            budowanie zdań z zaimkami "wszystko", "każdy", "nikt", jak widać. Twoja
            tendencja do poddawania w watpliwość zdolnosci innych osób do rozumienia jest
            osłabiająca. Juz się od ciebie odpindalam.
          • reniatoja Re: Reniatoja... 06.08.05, 23:36
            I przepraszam cię Glonik, ale musze niestety zapytac Cie jeszcze: jakim prawem
            oskarżasz mnie w następujący sposób:

            glonik napisała:


            > Wysyłałam sygnały i tak jak Ty,byli głusi i ślepi.


            Co Ty wiesz o mnie, o tym, czy ja byłam głucha i ślepa na sygnały, co Ty wiesz
            o tym, co ja zrobiłam w sytuacji, o której nie masz najmniejszego pojęcia? Jak
            nie wiesz, to nie rzucaj oskarżeń takich bezpodstawnie na nikogo, nawet na
            mnie, bo chyba nie masz prawa, co?
            • glonik Re: Reniatoja... 07.08.05, 01:53
              reniatoja napisała:

              > I przepraszam cię Glonik, ale musze niestety zapytac Cie jeszcze: jakim
              prawem
              > oskarżasz mnie w następujący sposób:
              >
              > glonik napisała:
              >
              >
              > > Wysyłałam sygnały i tak jak Ty,byli głusi i ślepi.
              >
              >
              > Co Ty wiesz o mnie, o tym, czy ja byłam głucha i ślepa na sygnały, co Ty
              wiesz
              > o tym, co ja zrobiłam w sytuacji, o której nie masz najmniejszego pojęcia?
              Jak
              > nie wiesz, to nie rzucaj oskarżeń takich bezpodstawnie na nikogo, nawet na
              > mnie, bo chyba nie masz prawa, co?

              Ależ ani Cię nie oskarżam, ani więc bezpodstawnie, pojęcia o Twoim życiu
              żadnego nie mam - bo mi się nie chcę grzebać w wyszukiwarce, nie mam pojęcia o
              jakiej sytuacji ze swojego życia mówisz.
              Uważałam, że nie jesteś histeryczką, ale jesteś.
              Ani o Tobie nic nie wiem, ani wiedzieć TERAZ nie chcę.
              A prawo do pisania tu, nie TY mi dajesz, na szczęście.
              I wracam do początku: odpindol się ode mnie, a raczej daj szlachetny przykład
              założycielce wątku.
              PS Tak, nie rozumiem Cię, Twojej napaści, nieadekwatnej zupełnie.
              PPS Mogłabyś nad tym pomyśleć? Czy znowu nie dasz rady?

              • reniatoja Re: Reniatoja... 07.08.05, 09:26
                Glonik, piszesz, że ja byłam tak samo głucha i slepa na sygnały jak ktoś tam z
                Twojego otoczenia. A wiec piszesz tak, jakbyś wiedziała coś o sprawie, o mnie,
                o tym, co ja zrobiłam czy nie zrobiłam, jak reagowałam, czy nie reagowałam na
                wysyłane do mnie sygnały. Po co to piszesz, jak nie masz pojęcia o mojej
                sytuacji? Możesz odpowiedzieć na pytanie Po co coś robisz? W pierwsyzym poscie
                też Cię o to zapytałam - też nie odpowiedziałaś. Szkoda, ze piszesz coś, co
                moze tylko zranic Dadę, a udajesz, ze "cała sobą jesteś z nią" czy jakoś tak.
                Twoje pisanie to jest oskarżanie kobiety (również mnie, ale leję na to co ty o
                mnie napiszesz, jednak Dady mi szkoda, ze musi czytać Twoje "złote myśli"
                pisane w tonie wszechwiedzącej wszystko o wszystkim i wszystkich mądrali),
                której nie znasz i która z pewnościa nie potrzebuje twoich zakamuflowanych, ale
                bardzo słabo oskarżeń.

                Potrafisz myśleć, to pomysl.

                P.S. Chciałabym się od ciebie odpindolić, ale musiałabyś najpierw przestac mnie
                prowokować do dalszej rozmowy.
      • liss.ek Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 07.08.05, 04:23
        Wiesz co, Gloniku? Mnie się też te Twoje pytania wydają niestosowne.

        > Naprawdę niczego nie zauważyłaś?
        > Cały czas był taki sam?
        > Albo pięknie udawał, albo Ty nie chciałaś widzieć, słyszeć, czuć wołania o
        > pomoc.
        > NIKT, naprawdę nikt, nie udaje się bez powodu na tę drugą stronę.

        Przecież to brzmi jak oskarżenie albo jak chęć dowiedzenia się czegoś więcej od
        autorki watku. Jedno i drugie nie na miejscu w każdym razie.
        I nie pisz mi, proszę, że mam się odpindolić, bo to nie jest żadna dyskusja,
        zresztą nie przyczepiam się do Ciebie złośliwie, tylko uważam, że reniatoja
        miała rację.
        • tomasdyg Re: zagłaskać kotka -reniatoja, liss.ek 07.08.05, 11:21
          liss.ek napisała:
          "Przecież to brzmi jak oskarżenie albo jak chęć dowiedzenia się czegoś więcej od
          > autorki watku. Jedno i drugie nie na miejscu w każdym razie."

          -Mam wrażenie, że obie chcecie i wymagacie od innych , by wdowę, autorkę
          wątku, jedynie pogłaskać po główce, mówić ciepłe słówka, obnosić się z nią jak
          jajkiem i oczywiście -broń Boże- nie nazywać rzeczy po imieniu. Jak pisałem,
          nie zdefiniowanie problemu, nie nazwanie go, nie usuwa problemu i rak nie staje
          się grypą.
          Dada05 pisze na FK, a nie dzwoni do "telefonu zaufania", więc poddaje pod
          ocenę, pod przemyślenie to, co pisze. Przeżyła szok (jak każdy z nas w obliczu
          śmierci najbliższej osoby) mąż nie przeżył. Daje i musi sobie dawać radę,
          stawić czoła -robi to. Ale też musi pochować męża i.... jeszcze wyciągnąć z
          tego coś na przyszłość, do przyszłego związku (samobójstwa nie popełni się na
          skutek złapania wirusa od współpasażera w tramwaju), by następnym razem, w
          następnym związku, była to grypa, a nie rak.
          Pozdrawiam
    • carlabruni Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 06.08.05, 21:37
      jaki był powód jego samobójstwa?
    • glonik Reniatoja, odnieś się do tematu, nie do mnie 07.08.05, 02:26
      Możesz, czy tylko pyskówka ci zostaje?
      Napisz coś sensownego dziewczynie, a mnie swoje uwagi na priv przyślij.
      Skoro jesteś tak bardzo oświecona i doświadczona, to powinnaś wiedzieć, że
      pewnych słów się nie mówi.
      • reniatoja Re: Reniatoja, odnieś się do tematu, nie do mnie 07.08.05, 09:31
        glonik napisała:

        > Możesz, czy tylko pyskówka ci zostaje?
        > Napisz coś sensownego dziewczynie, a mnie swoje uwagi na priv przyślij.
        > Skoro jesteś tak bardzo oświecona i doświadczona, to powinnaś wiedzieć, że
        > pewnych słów się nie mówi.


        Właśnie -pewnych słow, Glonik, się nie mówi. Komus, kto kilka(naście )
        mniesiecy temu przeżył samobójstwo meża. Nie jestem oświecona, ani
        wszystkowiedząca. I może nie pisze tak wprost jak ty, ale sądzę, ze Dada dobrze
        mnie zrozumie, bo to co piszę tu do Ciebie to ze względu na nią właśnie
        napisałam, Bo nie mogę patrzeć jak sobie bezkarnie piszesz rzeczy, które ją
        ranią (albo przynajmniej mogą zranic, jeśliby się Twoim pisaniem przejęła).
    • pink.girl Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 07.08.05, 10:46
      A przed samobójstwem nic nie wskazywało na to, że on chce zrobić coć
      nieodpowiedzialnego?
    • goldenwomen Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 07.08.05, 10:53
      zycie go przerosło ale nie Ty jestes tego przyczyną> powodzenia , zacznij zyc!!
      Mamy tylko jedno zycie nie zapominaj o tym > Zycze powodzenia
    • serene22 Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 07.08.05, 15:18
      Witam, czytałam kiedys książkę, jak postepować w przypadkach gdy ktoś jest
      cięzko chory i umiera, wiem wiem, nie o tym tu mowa, ale przeczytałam, że nalezy
      o tym rozmwaiać, o smierci, nie unikać tego tematu bo problem nie zniknie, złośc
      nie przeminie,

      a może powinnaś jeszcze raz wrócić do tej śmierci? ale tak ostatecznie,
      rozmawiać ze znajomymi i rodzina o tym, może to pomoże? kured nie wiem juz sama,
      na szczęscie nie byłam postawiona w takiej sytuacji, i mam nadzieję, że nigdy
      nie bede, ale staram się zrozumieć i jest mi bardzo przykro, że nie bardzo umiem...

      mojemu przyjacielowi zmarła żona na raka 3 lata temu, tylko raz poruszyłam ten
      temat, tylko raz... chciałam mu pomóc, ale On nie chciał o tym rozmawiać, moneło
      3 lata i już nawet nie podejmuję prób rozmowy na ten temat, bo widzę, że On nie
      chce, ale jesli Ty chcesz zapomnieć to musisz rozmawiać a nie dusić to w
      sobie... jak widzę jak On się męczy to serce mi krwawi... :-((((((((((

      musisz ostatecznie się z tym pogodzić, pożegnać Go, wykrzyczeć swój ból, żal,
      trzymam kciuki za Ciebie Dada...
      wierzę, że sie uda
    • glonik Do wszystkich przerażonych moim chamstwem 07.08.05, 17:21
      Otóż napisała do mnie dado. I nie, nie z wymówkami, czy żalem. O reszcie nie
      piszę, bo to prywatna korespondencja, ale chcę wszystkie przerażone moim
      chamskim zachowaniem zapewnić, że dziewczyna da sobie radę i nie dobiłam Jej
      swoimi, jakże nietaktownymi pytaniami.
      Tym postem kończę swoją aktywność w tym wątku, nie mając ochoty na nierzeczową,
      odbiegajacą od tematu personalną dyskusję.
    • laguna19 Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 07.08.05, 18:06
      Z czasem minie. Ale tego czasu trochę upłynie.
      Mój ojciec popełnił samobójstwo ( powiesił się w kuchni- ja go znalazłam),
      minęło już 5 lat, ale nadal mam ten obraz przed oczami.
      I domyślam się czujesz. Mimo, że to nie był mój mąz.
      Przechodziłam przez podobne stany jak Ty, leki, depresja itd. Pozbierałam się
      po roku.
      Obwiniałam siebie (dzień wcześniej się z nim pokłóciłam, był pijany).
      Samobójstwo według opinii policjantów popełnił następnego dnia po trzeźwemu.
      Nadal czuję się winna a równocześnie mam pretensje i zadaję sobie pytanie
      dlaczego?
      Według wielu psychoanalityków, jeśli ktoś ma zamiar popełnić samobójstwo, to
      daje znaki otoczeniu (depresja, izolowanie się itd.)
      Może i tak ale ja się z tym nie zgadzam.
      Policjanci powiedzieli, że to trzeba mieć odwagę, żeby się powiesić na trzeźwo.
      Według mnie nie jest to odwaga tylko tchórzostwo i ucieczka od problemów.
      Zgadzam się z autorką ona ma już spokój.
      A nam zawaliło się całe życie.
      W tym czasie mama była w szpitalu na operacji, ja przed maturą (którą w efekcie
      oblałam), a brat wykorzystuje sytuacje, że jest pół sierotą i olewa szkołę.
      Jeśli ktoś nie był w takiej sytuacji to nigdy nie zrozumie, jak to jest.
      Pozbierasz się, może z czasem wybaczysz ale to będzie trwało.


      • serene22 Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 07.08.05, 22:40
        Sorki, że zadam głupie pytanie, ale czy jeseli komuś umrze ktoś bardzo bliski,
        najbliższy, to czy np po 3 latach od smierci, małżonek nadal może mieć takie
        stany depresyjne? że nic mu się nie chce, nie chce z nikim rozmawiać, nie chce
        wychodzić z domu itp...???????
        • krecik_78 Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 08.08.05, 00:48
          wiesz co smierc a smierc do jednak duza roznica...
          inaczej zalujesz kiedy ktos bliski umiera na wylew, wypadek w mlodym wieku,
          inaczej kiedy odchodzi w podeszlym wieku... strata zawsze boli... ale moim
          zdaniem zadnej z tych smierci nie mozna porownac z tym kiedy ktos odbiera sobie
          zycie... sam to przezylem... kolega... widywalismy sie raptem 1, 2 razy w
          tygodniu, razem gralismy w pilke.. mimo ze nawet niespecjalnie mi bliski...
          poprostu zwykly kolega z ktorym czasem sie widujesz, grasz w pilke i pijesz
          piwo po meczu... mlody chlopak lat 19 mial... przezylem juz sporo smierci...
          dziadkowie, kilku wojkow i moj chrzestny, czlowiek naprawde fantastyczny zmarl
          w wieku lat 46 (mial naczyniaka chyba w mozgu-nieudana operacja)-ryczalem jak
          bobr... ale jedno moge powiedziec przy zadnej z tych smierci nie zadawalem
          sobie takich pytan jak po tym jak odebral sobie zycie moj kolega (mimo, ze
          niespecjalnie bliski), naprawde wrazenie jest potworne, nie da sie tego
          porownac z niczym innym... nawet nie chce myslec co by bylo jakby byl to ktos
          dla mnie bardzo bliski...
          A do tej osoby, ktora rzuca oskarzeniami i probuje kogos napietnowac... i tak
          niczego to juz nie zmieni... a osoby popelniajace samobojstwa sa w bardzo
          glebokiej depresji i wszystko widza w czarnych barwach, wystarczy pie..,
          cokolwiek... i moje zdanie jest takie, ze osoby, ktore faktycznie chca to
          zrobic nie mowia o tym... natomiast Ci o tym mowia, daja niby sygnaly chca
          zostac zauwazeni, chca zeby ktos im pomogl... ale jest w nich nitka nadzei,
          gdzies tam gleboko chca zyc, dlatego wybieraja metody dajace nadzieje na
          uratowanie, bo nie oszukujmy sie mozna wybrac cos takiego co nie daje zadnych
          szans na przezycie i zadni lekarze nie pomoga...
          pytasz o czas? czy sadzisz ze 3 latka to tak malo jak ktos bliski, bardzo
          bliski Ci odchodzi, tym bardziej w ten sposob? jedni dochodza szybciej do
          siebie, inni duzo dluzej...
    • kay182 Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 08.08.05, 01:55
      oi !
    • julio_gonzales Re: Kobiety silna płeć? 08.08.05, 08:27
      Zawsze mnie zastanawiało dlaczego mężczyźni 6 razy częściej niz kobiety popełniaja samobójstwa. Może to własnie faceci są słabą płcią a kobiety silną?
      Wydaje mi się, że własnie tak jest. Znacznie lepiej dajecie sobie rade z róznymi problemami zyciowymi niż my. Podziwiam was za to dziewczyny.
    • undyna Re: mój mąż popełnił samobójstwo.. 08.08.05, 09:22
      chodzisz do psychiatry?, to lepiej niż nic nie robić z tym problemem, ale
      niestety tego lekami nie załatwisz - tutaj moim zdaniem cuda mógłby zdziałać
      dobry psychoterapeuta, ale można też "domowymi sposobami": robić rzeczy o
      których kiedyś kiedyś się marzyło dawno temu, poszukaj w pamięci, wyjeżdżać,
      zapisać się na kurs np. kajakarstwa górskiego, albo fotografii, tańca
      celtyckiego...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka