Dodaj do ulubionych

adopcja...

29.08.05, 14:31
pytanie z serii zyciowych. czy w sytuacji kiedy chcecie dziecka ale nie
mozecie go miec np. ze wzgledow zdrowotnych moglibyscie zdecdowac sie na
adopcje? czy jednak wolicie wydac majatek na kuracje hormonalne, in vitro
i.in., co nie zawsze przeciez jest skuteczne? jaki jest Wasz poglad na taka
sytuacje, ktora w sumie moze zdarzyc sie kazdemu...
Obserwuj wątek
    • lena_zet Re: adopcja... 29.08.05, 14:33
      tak, zdecydowałabym się na adopcję.
      • zebra83 Re: adopcja... 29.08.05, 18:51
        ja chce adoptowac i tak, nawet jak bede miala swoje :)
    • oralbee Re: adopcja... 29.08.05, 18:57
      Tez kiedys myslalem,ze nawet jak bede mial swoje to chcialbym zaadoptowac
      dziecko.
      • rybbbka4 Re: adopcja... 29.08.05, 19:13
        No nie poznaję kolegi......:O
        • oralbee Re: adopcja... 29.08.05, 19:14
          rybbbka4 napisała:

          > No nie poznaję kolegi......:O

          Czesto bywam powazny.
      • bajka228 Re: adopcja... 29.08.05, 20:13
        ja tez. tez chce adoptowac dzieci nawet jak bede miala wlasane, mam nadzieje,
        ze bedzie mnie na to stac.
        • zgloska Re: adopcja... 29.08.05, 21:49
          KAŻDY ROZCZULA SIĘ NA MYŚL O SŁODKIM MALEŃSTWIE PORZUCONYM PRZEZ WYRODNĄ MATKE.
          ALE WIERZCIE MI DO ADOPCJI TRZEBA SIĘ PRZYGOTOWAĆ BO W INNYM WYPADKU
          SKRZYWDZICIE SIEBIE I DZIECKO A TO NIE JEST TAKIE PROSTE.
    • pimpek_sadelko Re: adopcja... 30.08.05, 10:05
      najpierw wyczerpalambym droge leczenia. to bardzo rea;lna droga. masie ludzi
      sie udalo. znam takich. dlatego dla mnie kuracje hormonalne, inv, icsi, et to
      nic dziwnego. normalne leczenie.
      adopacja... przynajmniej dla mnie to nie substytut posiadania wlasnego dziecka,
      to cos wiecej. adopcja to wziecie pod swoje skrzydla obcego dziecka, jesli ktos
      sobie z tego sprawy nie zdaje to gotuje tragedie dla porzuconych maluchow. to
      nie sa zabawki, ktore sie kupuje, jak z naszym zdrowiem cos szwankuje. to sa
      dzieci do kochania, a nie do spelniania oczekiwan spoleczenstwa przez osoby
      bezdzietne.
      • bajka228 Re: adopcja... 30.08.05, 11:52
        zdaje sobie z tego sprawe. wolalabym jednak w takiej sytuacji adoptowac
        dziecko/ dzieci. mam na razie 23 lata, mam faceta ale nawet nie jestesmy
        zareczeni, nigdy nie robilam badan w kierunku <<moge czy nie moge zajsc w
        ciaze>>, bo po co... ale wiem, ze kiedys adoptuje dzieci jesli tylko bede
        mogla, to nie jest zwykle wyjscie zastepcze. chcialabym dac komus i sobie
        szanse...
        szanuje ludzi, ktorzy chca miec jednak "wlasne" dziecko i sa w stanie wydac na
        to nawet duze kwoty pieniedzy.
        • pimpek_sadelko Re: adopcja... 30.08.05, 12:17
          bajka228 napisała:

          > zdaje sobie z tego sprawe. wolalabym jednak w takiej sytuacji adoptowac
          > dziecko/ dzieci. mam na razie 23 lata, mam faceta ale nawet nie jestesmy
          > zareczeni, nigdy nie robilam badan w kierunku <<moge czy nie moge zajsc
          > w
          > ciaze>>, bo po co... ale wiem, ze kiedys adoptuje dzieci jesli tylko be
          > de
          > mogla, to nie jest zwykle wyjscie zastepcze. chcialabym dac komus i sobie
          > szanse...
          > szanuje ludzi, ktorzy chca miec jednak "wlasne" dziecko i sa w stanie wydac
          na
          > to nawet duze kwoty pieniedzy.

          nie mow hop. nawet nie wiesz co sie czuje, jak pragnie sie dziecka a go nie ma.
          tu nie da sie w teorii powiedziec: nie mam to adoptuje. naprawde nie wiesz o
          czym piszesz.
          • neo_karneol Re: adopcja... 30.08.05, 12:51
            Całkowicie się z Tobą zgadzam, choć pewnie jeszcze tydzień temu mówiłabym, że
            oczywiście bym adoptowała dziecko. Jak to mówią punkt widzenia zależy od punktu
            siedzenia
            • pimpek_sadelko Re: adopcja... 30.08.05, 12:53
              neo_karneol napisała:

              > Całkowicie się z Tobą zgadzam, choć pewnie jeszcze tydzień temu mówiłabym, że
              > oczywiście bym adoptowała dziecko. Jak to mówią punkt widzenia zależy od
              punktu
              >
              > siedzenia

              jesli alczysz albo zaczynasz to powodzenia!
              ja 4 razy poronilam ale teraz wygralam. za kilka dni przyjdzie na swiat syn...
              a gadki "adoptowac mozesz, po co sie meczyc, plakac..." znam bardzo dobrze. nie
              daj sie, warto walczyc, nawet jak czasami brakuje sil. dziecko potem wszystko
              wynagradza ze zdwojana sila.
              • neo_karneol Re: adopcja... 30.08.05, 12:59
                dzięki za słowa pocieszenia, dopiero zaczynam więc długa droga przede mną
                pozdrawiam
                • pimpek_sadelko Re: adopcja... 30.08.05, 13:09
                  neo_karneol napisała:

                  > dzięki za słowa pocieszenia, dopiero zaczynam więc długa droga przede mną
                  > pozdrawiam
                  niekoniecznie. ja sie wyrobilam w dwa lata;)a sa osoby, ktore jeszcze krocej.
                  grunt to dobry lekarz, nie zwykly gin, ale znajacy sie na nieplodnosci. jakbys
                  chciala pogadac albo potrzebowala informacji to pisz na prv lub bna gg 559322
          • bajka228 Re: adopcja... 30.08.05, 20:49
            ja nie mowie zadnego <<hop>>. rozumiem, ze to jest trudna decyzja i nie powinno
            sie jej pochopnie podejmowac. czemu zakladasz, ze nie wiem o czym pisze...? nie
            znasz mnie na tyle zeby wiedziec, ze nie umialabym pokochac adoptowanego
            dziecka.
            prosilabym raczej o odpowiadanie na moje pytanie i ew. opisywanie swoich
            doswiadczen. pozdrawiam.
            • pimpek_sadelko Re: adopcja... 30.08.05, 22:26
              bajka228 napisała:

              > ja nie mowie zadnego <<hop>>. rozumiem, ze to jest trudna decyz
              > ja i nie powinno
              > sie jej pochopnie podejmowac. czemu zakladasz, ze nie wiem o czym pisze...?
              nie
              >
              > znasz mnie na tyle zeby wiedziec, ze nie umialabym pokochac adoptowanego
              > dziecka.
              > prosilabym raczej o odpowiadanie na moje pytanie i ew. opisywanie swoich
              > doswiadczen. pozdrawiam.

              zdaje sobie z tego sprawe. wolalabym jednak w takiej sytuacji adoptowac
              dziecko/ dzieci. mam na razie 23 lata, mam faceta ale nawet nie jestesmy
              zareczeni, nigdy nie robilam badan w kierunku <<moge czy nie moge zajsc w
              ciaze>>, bo po co... ale wiem, ze kiedys adoptuje dzieci jesli tylko bede
              mogla, to nie jest zwykle wyjscie zastepcze. chcialabym dac komus i sobie
              szanse...
              szanuje ludzi, ktorzy chca miec jednak "wlasne" dziecko i sa w stanie wydac na
              to nawet duze kwoty pieniedzy.

              dlatego tak napisalam. po Twoim poprzednim poscie i nadal podtrzymuje swoje
              slowa. fakt nie znam Cie ale Ty nie wiesz co to nieplodnosc/bezplodnosc. zatem
              teoretyzujesz.praktyka odbiega bardzo od teorii, nawet nie wiesz jak bardzo.
              • bajka228 Re: adopcja... 30.08.05, 23:01
                zobaczymy...
    • elutka_111 Re: adopcja... 30.08.05, 13:22
      Istnieje prawdopodobieństwo, że nie będę mogła mieć dzieći. Jeszcze pełno badań
      przede mną i bez względu na ich wynik zaadoptuję dziecko. Chcę mieć swoich 2 a
      jedno adoptowane:))) A jak nie będę mieć swoich to zaadoptujemy z Darkiem 2
      dzieciaczków:)
    • elutka_111 Re: adopcja... 30.08.05, 13:24
      Bez względu na koszt, będę robić co w mojej mocy, aby móc mieć swoje dzieci,
      ale też bez względu na czas trwania procesu adopcyjnego, będę dążyła do
      pzreprowadzenie go do końca z pozytywnym skutkiem.
    • kohol Re: adopcja... 30.08.05, 15:03
      Jeśli kuracja hormonalna nie dałaby efektów, to na pewno adoptowalibyśmy dzieci.
    • margie Re: adopcja... 30.08.05, 16:22
      zalezy od tego, co powie lekarz, jesli jednak kuracja mialaby trwac lata i bez
      gwarancji, z esie uda, to zdecydowanie adopcja.
      • mamab26 Re: adopcja... 30.08.05, 19:51
        Dawniej myślałam,że mogłabym adoptować i wychowywać cudze dziecko.Nawet
        rozmawialiśmy o tym z mężem.Że będziemy mieli jedno własne a drugie
        adoptujemy.Ale teraz-kiedy urodziłam Bartusia-zmieniłam zdanie.Bo wiem,że nie
        potrafiłabym traktować i kochać ich jednakowo.Smutne to,ale prawdziwe.Na pewno
        sytuacja byłaby inna,gdybym nie mogła mieć własnych dzieci.Dlatego bardzo
        podziwiam ludzi,którzy się na coś takiego decydują.
        • mowawe Re: adopcja... 31.08.05, 08:12
          Prawda jest taka, że jeśli uważasz, że dziekco adoptowane byłoby cudze to nigdy
          go nie pokochasz. Dziecko adoptowane byłoby Twoje. Tak samo jak dziecko
          biologiczne. Jeśli do razu zakładasz, że cudze tworzysz barierę juz na wstępie.
          Nie ma szans wtedy się udać !
          A podziw bierze się właśnie z tego, że nie dopuszczasz myśli o adopcji.
          • pimpek_sadelko Re: adopcja... 31.08.05, 08:18
            mowawe napisała:

            > Prawda jest taka, że jeśli uważasz, że dziekco adoptowane byłoby cudze to
            nigdy
            >
            > go nie pokochasz. Dziecko adoptowane byłoby Twoje. Tak samo jak dziecko
            > biologiczne. Jeśli do razu zakładasz, że cudze tworzysz barierę juz na
            wstępie.
            >
            > Nie ma szans wtedy się udać !
            > A podziw bierze się właśnie z tego, że nie dopuszczasz myśli o adopcji.
            >

            to Ty dziwnie myslisz. adopcja ma sie opierac na prawdzie a prawda jest taka:
            Ty jestes/bedziesz rodzicem adopcyjnym, dziecko bedzie "Twoje" ale adoptoane.
            zdrowy emocjalnie czlowiek sobie z tym radzi a nie wypiera z pamieci. z takim
            podejsciem nikt by dziecka do adopcji nie dal piszecie a nic o tym procesie nie
            wiecie. moze najpierw liznijcie troszke potrzebnej wiedzy? bedzie latwiej
            gadac...
            • mowawe odpowiedź 31.08.05, 12:51
              >
              > to Ty dziwnie myslisz.

              Rozumiem, ze po przecyztaniu mojego jednego posta od razu wiesz, że z moim
              myśleniem jest coś nie tak. Szybko diagnozujesz.


              adopcja ma sie opierac na prawdzie a prawda jest taka:
              > Ty jestes/bedziesz rodzicem adopcyjnym, dziecko bedzie "Twoje" ale adoptoane.

              Jak najbardziej sie zgadzam


              > zdrowy emocjalnie czlowiek sobie z tym radzi a nie wypiera z pamieci.

              A kto tu mówi o wypieraniu, poczytaj sobie coś o akceptacji, o tym, że
              nazewnictwo moze determinować wiele rzeczy, co innego mówić o dziekcu CUDZE a
              co innego wypierać, ja nie mówie o wypieraniu tylko o tym, że jeśli chcesz
              adoptować dziecko a nazywasz go CUDZYM to jest prawdopodobieństwo niepowodzenia
              i złego podchodzenia do sprawy, bo adopcja to akceptacja a jeśli w głowie
              brzęczy ci " cudze, cudze, cudze" to jak chcesz dziekco zaakceptować ??
              rodzic adopcyjny ma akceptować ale pamiętac o korzeniach dziecka i tyle

              z takim
              > podejsciem nikt by dziecka do adopcji nie dal piszecie a nic o tym procesie ni
              > wiecie.
              Wiesz, bardzo szybko oceniasz, za bardzo
              wiem i od strony zawodowej i od prywatnej bo sama jestem mamą adopcyjną i
              zajmuję się adopcjami zawodowo
              i następnym razem pomyśl niż napiszesz jakąś oceniającą bzdurę

              moze najpierw liznijcie troszke potrzebnej wiedzy? bedzie latwiej
              > gadac...


              patrz punkt wyżej
              trochę skromności a mniej zarozumialstwa i oceniania
              • bajka228 Re: odpowiedź 31.08.05, 13:07
                zgadzam sie w kazdym slowie.
                zostalam wczesniej oceniona w podobny sposob i tez nie wiem z jakiego powodu...
                wyszlo prawie na to, ze to zle, ze chce w przyszlosci adoptowac dziecko/dzieci,
                zaakceptowac i pokochac je.
    • velonka Re: adopcja... 31.08.05, 13:11
      bajka228 napisała:

      > pytanie z serii zyciowych.

      Bajka zanim, a moze zamiast, odpowiadac na Twoje pytanie z serii zyciowych, to
      ja zadam tobie kilka pytan: Do kogo kierujesz swoje zyciowe pytanie: do
      nastolatek, ktore nigdy w zyciu nie staraly sie jeszcze o dziecko i jedynie co
      moga, odpowiadajac na to pytanie to "pogdybac" o czyms, o czym wlasciwie nie
      maja zadnego pojecia, czy moze do doroslych kobiet, ktore moga i maja
      zaplanowana liczbe wlasnych dzieci i tez moga sobie jedynie gdybac co by bylo,
      gdyby byly bezplodne, a moze do tych, ktore pragna zajsc w ciaze i nie udaje im
      sie mimo staran? Pytam Cie o to, bo kobiety z kazdej z tych grup odpowiedza na
      Twoje zyciowe pytanie calkowicie inaczej.

      Gdybym byla w pierwszej wymienionej przeze mnie grupie powiedzialabym ci: alez
      oczywiscie, ze adoptowalabym dziecko, a wlasciwie to nawet bedac plodna i
      zdrowa adoptowalabym kilkoro dzieci, bo przeciez tyle jest sierotek, trzeba im
      pomagac, skoro sa juz na swiecie, a nie rodzic swoje dzieci tylko dla kaprysu,
      ze chce, aby to bylo moje wlasne urodzone przeze mnie dziecko, bo to jest
      egoizm, trzeba adoptowac biedne porzucone dzieci a nie rodzic swoje.

      Bedac w drugiej grupie odpowiedzialabym: Nie adoptowalabym dziecka. Pozwole
      sobie nie uzasadniac tej odpowiedzi.

      Bedac w trzeciej grupie odpowiedzialabym: Postaram sie jeszcze troche,
      wyczerpie mozliwosci, ktore mam, aby urodzic swoje dziecko, a potem, jesli mi
      sie nie uda, podejme decyzje: albo o bezdzietnosci, albo o adopcji. Na razie
      nie potrafie Ci jednoznacznie odpowiedziec, zapytaj za pare lat.

      Nie jestem w zadnej z wymienionych przeze mnie grupach kobiet. Jestem w jeszcze
      innej sytuacji. Nie odpowiem Ci szczerze na zadane przez Ciebie pytanie.
      Albowiem uwazam, ze jest to gadanie bez sensu, takie gdybanie. A temat jest
      zbyt powazny, by go traktowac tak powierzchownie i szczerymi, powaznymi
      odpowiedziami na twoje "zyciowe" pytanie, zaspokajac Twoja ciekawosc. Bo nie
      wiem czym, proc pustej ciekawosci, moglas kierowac sie zadajac to pytanie.
      • bajka228 Re: adopcja... 31.08.05, 13:31
        ja rowniez nie jestem w zadnej z wymienionych przez Ciebie grup kobiet. pytanie
        nie bylo kierowane jedynie do kobiet a forum jest po to aby mogl sie
        wypowiedziec kazdy. moze faktycznie tamat jest zbyt powazny ale czemu mamy
        gadac tylko na luzne tematy? biorac pod uwage, ze moje pytanie jest wg. Ciebie
        bez sensu... to bardzo sie rozpisalas. poza tym nie widze zeby ktokolwiek w tym
        watku wypowieddzial sie w sposob nie powazny.
        wiele watkow na tym fotum (i innych) ma charakter teoretyczny i nic w tym
        zlego. wg. mnie zeby przejsc do praktyki trzeba zaczac od teorii (dlatego
        ciekawa jestem opinii innych i ich doswiadczen). mozeto mi da inne spojrzenie
        na tego rodzaju sytuacje.
      • bajka228 Re: adopcja... 31.08.05, 13:46
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=28374294
        prosze... czysta teoria i ciekawosc. nie ma w tym nic zlego i dziwnego.
      • pimpek_sadelko velonka... popieram!/nt 01.09.05, 10:04

    • asia9961 Re: adopcja... 01.09.05, 10:22
      czesc bajka. odpowiadajac na Twoje pytanie: tak, adoptowalabym dziecko.
      Interesuje sie tym tematem od lat. Przeczytalam kiedys na stronie o adopci jak
      tlumaczyc malym dziecom, skad sie wziely. Pani psycholog radzila, by maluchowi
      powiedziec, ze sa rodzice biologiczni i adopcyjni. jedni i drudzy czekaja na
      dziecko. jedni i drudzy nie wiedza jak bedzie wygladalo. Potem albo dziecko sie
      rodzi (tu maluch musi byc na tyle duzy, by ogolnie wyjasnic mu jak to sie
      dzieje) albo rodzice ida do domu dziecka gdzie czeka na nich maluszek "taki jak
      ty". Rodzice dlugo czekaja i nie moga sie doczekac spotkania z dzieckiem a
      dziecko czeka na rodzicow. Tzreba uswiadomic dzicku, ze to na nie czekalismy, a
      ono na nas. Napsialm Ci o tym bo wydaje mi sie, ze powinno to "uspokoic"
      wszytkich, ktorzy Cie tu neguja za postawe i dopuszczanie takich rozwazan. Nie
      ma dzieci naszych i obcych. Czekasz na jedno i drugie i nie wiesz tak naprawde
      Kto ci sie dostanie :)i jakie Ziolko wyrosnie z naszego maluszka. jesli Cie to
      uspokoi znajdz jakas ksiazke o genetyce, dzieidziczeniu cech. To nieprawda, ze
      dziecko z tzw. patologicznej rodziny musi wyrosnac na zlego czlowieka... jesli
      chcesz pogadac - napisz: asia9961@gazeta.pl pozdrawiam
      • bajka228 Re: adopcja... 01.09.05, 12:10
        dzieki za zrozumienie. znam sie na genetyce, poniewaz koncze studia na AM i mam
        pojecie, ze oprocz genetyki spora role odgrywa srodowisko, w ktorym dziecko sie
        wychowuje, atmowsfera i samo wychowanie. ja takze jestem za uswiadomieniem
        dziecka, ze posiada rowniez rodzicow biologicznych. wiem, ze jesli dziecko ma
        byc szczesliwe to nie moze odczuc roznicy miedzy tym, ze jest adoptowane a tym
        jakbym to ja je urodzila. pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka