Dodaj do ulubionych

Chyba zwariuje - znow jestem sam

18.09.02, 11:08
Nie moge. Zaczela sie pierdolona jesien a ja od dwoch tygodni znow jestem
sam... Po dwoch i pol roku. Powiedziala ze zmienily sie jej uczucia.
Uwierzylem, to bylem w stanie zaakceptowac. Ale wczoraj dowiedzialem sie ze w
podjeciu tej decyzji ktos jej pomogl. Ktos z kim teraz jest... Po dwoch
tygodniach. Nie mam na nic ochoty, nawet nie rozpaczam ludzie przychodza i
odchodza ale ta swiadomosc ze zostalem oszukany jest nie do zniesienia.
Obserwuj wątek
    • pamela_anderson Re: Gdybyś tak nie klął... 18.09.02, 11:17
      ...to bym cię przygarnęła, wszak idzie jesień...
      • kini Re: Gdybyś tak nie klął... 18.09.02, 11:22
        Dziewczyna go rzuciła, daj mu pobluzgać!!
      • gero1 Re: Gdybyś tak nie klął... 18.09.02, 11:30
        Ziewać sie chce od tych banałow. Zacznił chłopie pisac harlequiny. Pamietaj
        tylko o żelaznej zasadzie: na każdej stronie dwa razy "obejmował ją namietnie"
        raz "zmieniły mi sie uczucia do ciebie" i raz "uwierzyłem ci, bo byłem w
        stanie to zaakceptować". Aha bym zapomniał "księżyc swiecił lazurowym blaskiem".
        • anula73 ach gero! 18.09.02, 11:34
          zachwycila mnie twoja wrazliwosc i wyczucie chwili!
          coz za empatia!
          • gero1 Re: ach gero! 18.09.02, 11:38
            Nic na to nie poradze, ze sie tak łatwo wzruszam i ze takie histiorie szarpia
            każdą strune mojej duszy.
    • Gość: jendza Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam IP: *.abo.wanadoo.fr 18.09.02, 11:33
      Skoro tak latwo ja bylo 'przekonac',
      znaczy sama jeszcze nie bardzo wie,
      co czuje...
      Inna rzecz, ze milosc to sprawa
      woli, decyzji, nie emocji...

      Wiesz, to tak jak z glodem.
      Jestem glodny, zjem, i przestaje
      byc glodny.
      Kiedy kocham naprawde to dlatego,
      ZE CHCE!!! Jesli tylko dlatego,
      ze mam jakis deficyt emocjonalny,
      to rzeczywiscie gdy go juz sobie
      zlikwiduje, kochac przestaje...

      Zycze CI zatem PRAWDZIWEJ KOBIETY!
      Ktora pokocha CIEBIE dla ciebie
      samego, a nie dlatego, ze ma jakis
      deficyt...
      Ja taka milosc spotkalam pozno.
      Niektorzy spotykaja o wiele pozniej...

      Ja mysle, ze mimo to warto czekac.
      Pozdrawiam cieplutko!
      jendza
    • manekin1 Widzę, że nie jestem sam... 18.09.02, 11:52
      Kalli, czytając Ciebie zastanawiałem się, czy sam tego nie napisałem...

      Mam identyczną sytuację. Może trochę bardziej skomplikowaną, ale w ogólnym
      uproszczeniu jest dokładnie taka sama (szczególnie jeżeli chodzi o czas i
      okoliczności). Uczucia się zmieniły. Wierz mi, że zmienią się jeszcze raz.
      Czas, który spędziliście razem, nie pozostanie bez echa. Pytanie: Co zrobicie z
      tym bagażem spędzonego wspólnie czasu?

      Moje rozstanie było straszne. Tydzień obsesji samobójstwa, alkoholowo-
      nikotynowa autodestrukcja, i porządna depresja. Znalazłem jednak kilka
      uniwersalnych rozwiązań, które wyciągną Cię z tego gówna. Na razie zajmij się
      sobą, nie bądź sam, odśwież stare kontakty z dziewczętami, na które Twoja byłą
      reagowała alergicznie. Umawiaj się na kawkę z dziewczętami ze szkoły, z klubu,
      z siłowni. Rozmawiaj z nimi. Poprawi Ci to humor. Rób na co masz ochotę,
      pomyśl, że nie jesteś niczym skrępowany. Korzystaj z życia. Spotykaj się z
      kumplami na piwko, na mecze, rowerek... Pewnie jesteś jeszcze młody, dużo przed
      Tobą. Znajdź pozytywy w tym stanie w którym jesteś. Nie wierzę, że wszystko Ci
      w tym związku odpowiadało.

      Ja chcę wierzyć, że moja kocica wróci, ale powtarzam sobie, że to niemożliwe.
      Wiem, że chcę inwestować w siebie, żeby dać następnej osobie jak najwięcej. Nie
      popełnić tych samych błędów, potrafić walczyć o uczucie i zbudować coś trwałego.
      Co ciekawe, poczułem, że odzyskałem "kły". Świecą mi się oczy, kiedy jestem w
      towarzystwie dziewcząt. Wiem, że nie będę długo sam, boli jednak to, że nie z
      nią. Jestem w stanie poświęcić wszystko, żeby z nią być. To wszystko na nic,
      skoro jest z nią ktoś lepszy ode mnie. W rok zrobię wszystko, żeby być lepszym
      od niego. Lepiej wydolnym fizycznie, zbudowanym (z tego co mi się udało
      ustalić, jestem bardziej inteligentny - opinią subiektywna mojej byłej kocicy),
      zabawniejszym, szalonym ale godnym zaufania itp. To mnie wyleczy na dobre.

      Łeb do góry, nikt przy narodzinach nie mówił, że będzie lekko!








      • Gość: pomeranka Re: Widzę, że .... IP: *.gov.pl 18.09.02, 13:17
        Skąd wiesz, że On chodzi do szkoły ????
        Kurde jakie dzieciaki teraz mają problemy !!! a uczyć się do diabła, a nie
        tylko laski w głowie !!! a później będą pisać, że pracy nigdzie nie mogą
        dostać...(patrz: forum praca) bo matura "tylko" wieczorowa i studia "zaoczne",
        po angielsku , francusku czy niemiecku ani be ani me....
        • manekin1 Re: Widzę, że .... 18.09.02, 13:30
          Oj Pomeranka, Pomeranka,

          Ty ze swoją mentalnością na nauczycielkę się nadajesz...

          Czy jeśli ktoś pracuje 6 rok, ma 25 lat, tak jak ja i dalej chodzi do szkoły,
          bo robi studia pomagisterskie, bo chce się dalej dokształcać, to znaczy, że
          jest obibokiem? Zastanów się kobieto...

          Co wam w tych rządowych organizacjach do głowy kładą, że czytasz tylko między
          wierszami, a nie właściwy tekst...? Tu nie chodzi o szkołę, tylko o te
          fantastyczne istoty, o które nam gruboskórnym niedźwiedziom tak trudno zadbać i
          dopiero kiedy je utracimy zdajemy sobie sprawę ze swojej nieudolności, głupoty
          itp...

          • Gość: pomeranka Re: Widzę, że .... IP: *.gov.pl 18.09.02, 15:31
            to Ty jesteś niedźwiedziem ???? to chyba niedługo czas na sen...
            Może trochę odsapniesz od problemów, wyluzuj się człowieku !
            Skad wiesz, że los nie przeznaczył dla ciebie innej kobiety i jeszcze wszystko
            przed tobą?
            A tak wogóle to się (chyba) mówi studia podyplomowe, a nie pomagisterskie?
            Ja w każdym razie tak określałam moje studia.

            3maj się
            • manekin1 Re: Widzę, że .... 18.09.02, 15:51
              :)

              Jak zwał, tak zwał, ja mówię na nie po prostu szkoła...i stąd te
              nieporozumienia !

              A odnośnie kobietek... Wiem, że będzie inna, ale to już nie będzie ta. Trudno
              się odzwyczaić od przytulania się do takiej kocicy jak ona, oj trudno...

              Może faktycznie lepiej byłoby przespać tę jesień i zimę?

              3mka pomeranko
      • anula73 dziwne rozumowanie... 19.09.02, 07:50
        W rok zrobię wszystko, żeby być lepszym
        > od niego. Lepiej wydolnym fizycznie, zbudowanym (z tego co mi się udało
        > ustalić, jestem bardziej inteligentny - opinią subiektywna mojej byłej
        kocicy),
        >
        > zabawniejszym, szalonym ale godnym zaufania itp. To mnie wyleczy na dobre.
        >

        Oj, M. S. naprawde myslisz, ze to jakis konkurs?
        Ze kobiety patrza w ten sposob na facetow?
        Porownuja obwod bicepsa i ile pompek zrobi?
        Nie tedy droga! Udowodnij jej ze jestes lepszym czlowiekiem, ze moze Ci zaufac,
        ze ja kochasz.
        Pewnie ze dobrze jak bedziesz dbal o siebie (rowniez o wyglad) ale to tylko
        dodatek do tego, jakim jestes czlowiekiem.
        Chyba ze Twoja Kocica jest jeszcze b. mlodziutka i glupiutka, ale z tego co o
        niej pisales, tak nie jest.
        A czy akurat sposobem na odzyskanie (nawet w przyszlosci) kobiety jest
        umawianie sie z dziewczynami na ktore jest cieta, watpie.

        pzdrw
        • manekin1 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 09:28
          Droga Anulo (?), chyba tak powinienem w wołaczu...

          Moja kocica nie jest głupiutka, masz rację. Niestety wiem, że obecnie nie
          dostanę drugiej szansy i nie będę na siłe psuł jej czegoś co może poukładać z
          innym mężczyzną. To ja jestem winien, więc ja zapłacę za wszystko, może tym że
          nigdy więcej się nie spotkamy.

          To, że będę lepszy w każdym calu od tego faceta, nie powinno mieć dla niej
          znaczenia, dlatego że jest w nim zakochana. Takie uczucie eliminuje jakikolwiek
          konkurs, jestem tego świadom. Chcę to zrobić dla siebie, żeby się podnieść i
          poczuć na nowo swoją wartość.

          Jeżeli dam jej od siebie odpocząć, być może ponowne spotkanie za jakiś czas
          przypomni jej, że było nam naprawdę dobrze. Być może wtedy uda mi się ponownie
          wzbudzić w niej zaufanie...

          ...no i błysnę obwodem bicepsa, choć zawsze stawiałem inteligencję na pierwszym
          miejscu. Cóż, czasy inteligencików o bladych łydkach minęły bezpowrotnie. Nie
          wystarczy fakultet, studia podyplomowe i rogowe okulary. I wy dziewczęta na
          pewno za tym nie tęsknicie... :)
          • anula73 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 09:49
            Powiedz, czy jestes PEWIEN, ze go kocha?
            Jesli tak, nie ingeruj. Ale ona moze byc z nim tylko po to, by zapomniec, a to
            ze Tobie mowi co innego...
            Natomiast jest jeszcze druga strona medalu, o ktorej moze nie wiesz. Czesto
            jest tak, ze gdy kobieta zostanie zraniona przez faceta, ktorego kocha, stara
            sie go sobie obrzydzic. I tu niestety uplyw czasu dziala na Twoja niekorzysc...
            Nie mowie Ci, bys na sile staral sie do niej zblizyc, to daloby raczej odwrotny
            skutek.
            Mysle, ze powiedziales jej juz, co czujesz, wiec wystarczy. Ale nie znikaj
            calkowicie z jej pola widzenia. Zacznij sie spotykac z inna (odrobina zazdrosci
            moze pomoc), byle nie z taka o ktora byla zawsze zazdrosna, bo utwierdzisz ja w
            przekonaniu, ze nie byles wart uczucia.
            Nie daj jej o sobie zapomniec, choc nie narzucaj sie.
            pewnie ze wyglad jest wazny, jestem na tyle szczera, by to przyznac, ale malo
            ktora kobieta chce idealnego fizycznie faceta, czasem wrecz jest to minus, bo
            to ciagle uczucie zagrozenia... ;-)
            poza tym tacy faceci zwykle sa strasznie pusci...

            i wiesz za czym tesknimy? za romantyzmem, kwiatami, listami i czuloscia...
            (ok, nie wszystkie :-) )
            • manekin1 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 10:51
              Właśnie, moja droga,

              Taki jest mój plan. Pozostać na uboczu, niech poczuje, że choć trochę za mną
              tęskni... Co jakiś czas mailik, potężne bukiety róż w rocznicę poznania i
              urodziny..., miłe życzenia świąteczne. I przede wszystkim nic na siłę. Ktoś,
              kto zawiódł i być może nawet się już trochę znudził nie ma szans w starciu
              z "nowym mięsem". To właśnie nowość nakręca fascynację. Nie oznacza to jednak
              przerodzenia się jej w miłość.

              Kiedyś świadomie doprowadzę do spotkania i poszukam takiego błysku w jej oczach
              jaki widziałem kiedyś. Jeśli go zobaczę, będzie to dla mnie sygnał do ataku.
              Zrobię dla niej wszystko, czego zapragnie. Nauczyłem sie wiele na własnych
              błędach, ale sądzę, że przez jej związek wyrównamy rachunki na "0".

              Bycie ze sobą przyszło nam zbyt łatwo. Nie musiałem walczyć o nas i chyba
              dlatego nie potrafiłem zadbać o miłość. Spędziliśmy razem trzy lata, ale
              dopiero teraz wiem jak z nią być i jak dawać jej to, czego ona chce od
              mężczyzny. Mówią, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale ja zrobię
              to świadomie, bo wierzę, że jest dla nas szansa na spędzenie życia razem. Nawet
              pomimo tej całej chorej sytuacji. Będę na to długo czekał, bez jakiejkolwiek
              gwarancji powodzenia i będę o to walczył z całych sił, jeśli tylko znajdę
              szansę. Kocham ją i wiem to bardzo dobrze.



              • anula73 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 11:09
                czy myslisz ze odejscie i zwiazanie sie z innym to najlepsze co moge zrobic, by
                moj facet zrozumial ze to wlasnie ja jestem dla niego przeznaczona?..
                wiem ze on mnie kocha tylko sie waha...

                tak czy inaczej - zycze Ci powodzenia jesli... naprawde ja kochasz a nie jest
                to zwykla samcza duma ;-)
                • manekin1 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 11:29
                  Moja droga,

                  Niektórzy faceci (np. ja) potrzebują naprawdę silnego bodźca, żeby się
                  przełamać. Nie potrafiłem powiedzieć mojej kobiecie przez trzy lata, że ją
                  kocham, dopiero kiedy ode mnie odeszła, zrozumiałem ile dla mnie znaczy i że
                  chcę spędzić z nią resztę zycia, nie szukać, darować jej wszystko co mam,
                  osiągnąłem i chcę osiągać - dla niej. Potrzeba było bardzo dużego szoku, żeby
                  wyzwolić ze mnie to uczucie i spojrzenia z boku na obecną sytuację, żeby
                  wiedzieć, czego ona tak naprawdę potrzebuje.

                  Bezpieczeństwo materialne, poleganie na drugiej osobie, ostoja w każdej - złej
                  i dobrej sytuacji, doradca - to cały ja. Taki dla niej byłem. Czym nie byłem?
                  Facetem, który przytula, głaszcze po głowie, turla się porankami w pościeli
                  przed telewizorem, pisze co 5 min. czułe SMS-y. Wydawało mi się, że wystarczy,
                  że powiem: Kocham Cię i to wystarczy. ZONK!!! Nie wystarczyło. Boli, że tak
                  późno zrozumiałem.

                  Rozstanie, nawet krótkie, może być sposobem na Twojego faceta. Niektóre modele
                  tak mają, to nie nasza wina. Ja się przełamałem i kocham na zabój. Na zawsze.
                  Nigdy nie znajdę takiej drugiej jak ona. Na pewno znajdę lepszą, ale nie będzie
                  to ta Kocica, z jej wszystkimi wadami, zaletami, z jej uśmiechem i bladą buzią.
                  To wszystko w niej kocham. To cała ona.
                  • anula73 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 11:51
                    moze wiekszosc ludzi jest taka...
                    Ja tez dopiero gdy zerwalismy zrozumialam, ze nie moge zyc bez niego. a chwile
                    wczesniej myslalam, czy to ma sens, czy sie nie wypalilo...
                    moze gdybym to ja to powiedziala, byloby tak w druga strone...
                    a tak...
                    tylko boje sie, ze gdybym zaczela byc z innym, on pomyslalby tak jak Ty, ze nie
                    chce psuc mojego szczescia lub ze moze jednak nie kochalam go, skoro
                    zapomnialam tak latwo...
                    czemu zycie nie daje prostych rozwiazan?..
                    • manekin1 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 13:10
                      Jeżeli kocha naprawdę będzie w stanie wybaczyć Ci wszystko. Jednak pamiętaj, że
                      związanie się z inną osobą jest próbą ognia dla waszych relacji. Stamtąd może
                      już nie być powrotu. Wszystko zależy od tolerancji i dojrzałości. Na Twoim
                      miejscu próbowałbym trochę odczekać i nabrać dystansu. To pomoże Ci utwierdzić
                      się w tym czego chcesz. Daj Wam czas, nie rób nic na siłę, dowiedz się co
                      czujesz.

                      Dla mnie najcięższą próbą jest nie to, że sypiają ze sobą, ale że mogą się rano
                      obudzić obok siebie, zjeść śniadanie w łóżku i wypić kawę, że on może odwieźć
                      ją do domu. To, że ktoś zabiera mi to, co kiedyś było tylko moje. Intymność
                      mojej Kocicy, jej problemy, jej uśmiechy, daje jej powód do szczęścia.

                      Kocham ją, ale wiem, że na razie nie mam żadnej szansy. Dlatego nie walczę. Mam
                      nadzieję, że mój chłodny mózg pozwoli rozegrać to z Napoleońską strategią. Nikt
                      nie da mi jednak gwarancji... Podobnie nikt nie da jej Tobie...
                      • anula73 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 13:49
                        > Dla mnie najcięższą próbą jest nie to, że sypiają ze sobą, ale że mogą się
                        rano
                        >
                        > obudzić obok siebie, zjeść śniadanie w łóżku i wypić kawę, że on może odwieźć
                        > ją do domu. To, że ktoś zabiera mi to, co kiedyś było tylko moje. Intymność
                        > mojej Kocicy, jej problemy, jej uśmiechy, daje jej powód do szczęścia.

                        Masz racje, dla mnie tez najbardziej bolesne byloby, gdyby on kogos innego
                        pokochal, gdyby innej powierzal swoje problemy, usmiechal sie, wysylal listy i
                        sms-y, glaskal po wlosach...
                        tego bym nie zniosla...

                        a czy wiazac sie z innym? gdybym to zrobila, to tylko po to, by wzbudzic jego
                        zazdrosc. a nie moge z czystym sumieniem ranic kogos trzeciego...
                        gdybym umiala czytac w gwiazdach, gdybym wiedziala co bedzie za miesiac, rok,
                        moze wiedzialabym co robic...
                        • manekin1 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 15:12
                          Moja droga,

                          Masz trochę łatwiej :)

                          Ja wiem, że moja (już nie moja) Kocica jest zakochana i zafascynowana. Boli jak
                          cholera. Trzy nasze lata zostaną zapomniane.

                          Dlatego mi tak trudno i dlatego za wszelką cenę staram się sobie z tym radzić.
                          Łudzę się myślą, że może kiedyś, może znów mnie pokocha, może wróci do niej
                          uczucie i może zostawi go dla mnie... Może pozna mnie na nowo... Nie stało się
                          w końcu nic takiego, co spaliłoby między nami jakikolwiek most...

                          ...napisz, proszę jeśli to co napisałem jest żałosne albo absolutnie bez
                          szans...
                          • anula73 Re: dziwne rozumowanie... 20.09.02, 08:51
                            mam nadzieje ze nie pomyslales ze nie odpisuje bo uznalam Cie za zalosnego ;-)
                            nie uwazam tak. chcialabym zeby on odkryl, ze tak mnie kocha jak Ty Kocice.
                            chcialabym, by przestal sie nad tym wszystkim zastanawiac, analizowac...

                            czy masz szanse? mysle ze tak, choc pewnosci nigdy miec nie mozna, ale to
                            oczywiste.
                            jako niepoprawna romantyczka wierze, ze prawdziwa milosc zawsze zwyciezy. :-)

                            juz chyba o to pytalam, czy jestes PEWNY ze ona go kocha? bo moze ona tylko tak
                            mowi, bys byl zazdrosny, bys dal jej spokoj, bo boi sie wiazac znow z Toba, lub
                            z jakiegos innego powodu. Moze to tylko zauroczenie? Ile oni sa razem? ile sie
                            znaja? Tylu lat nie da sie tak latwo wykreslic, chyba ze umarlo to dawno temu i
                            byliscie z przyzwyczajenia. A przeciez tak nie bylo.
                            Moze to tylko zafascynowanie nowym zwiazkiem, przyjemnosc, jaka daje pelne
                            zachwytu spojrzenie, komplementy na kazdym kroku, romantyczne slowa, kwiaty. To
                            moze zakrecic, ale czy to JUZ milosc? Tego nie wiesz.

                            wiem jedno, nie powinienes spokojnie czekac az tam sytuacja sie rozwinie, bo
                            jesli on bedzie bardziej zdecydowany niz Ty, jesli wezma slub, beda miec
                            dziecko? (pisales ze chciala je miec) Moze nie bedzie kochala go tak jak
                            Ciebie, ale zgodzi sie z obawy przed smotnoscia? Uwazaj, by nie przegapic
                            swojej szansy...
            • seb2002 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 12:53
              Co powoduje to ze kobieta ktora przez 5 lat mowi ze kocha i patrzy Ci przy tym
              w oczy, odwraca sie na piecie, odchodzi i prubuje zyc z innym facetem. Piec
              wspanialych lat, zareczyny czy to nic dla dziewczyny nie znaczy. Czy mozna
              odejsc mowiac ze idzie sie na latwizne w zyciu.. ze sie "nie chce zycia
              odkladac na pozniej".
              Przyznaje wyjechalem/zostalem delegowany do pracy w innym kraju we wrzesniu
              przyszlego roku bym wrocil, bylibysmy szczesliwi, bylibysmy razem, wreszcie
              kupilibysmy mieszkanie i cale zycie byloby nasze. Teraz z tego to juz same
              gruzy, czy mozna budowac sobie przyszlosc z innym facetem na gruzach i zyc ze
              swiadomoscie ze sie oszukalo kogos waznego.
              Mnie to zniszczylo, nie zaufam zadnej kobiecie, a kazda ktora mi zaufa bedzie
              nieszczesliwa. Bo taka rana zostaje i boli i niezabliznia sie nigdy i krwawi.
              • manekin1 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 13:03
                Seb,

                Rozumiem Cię przyjacielu. Też miałem kiedyś w życiu taki skrót. Nie chciałem
                później zaufać, nie chciałem cierpieć, nie chciałem krzywdzić.

                I spójrz co się stało - znalazłem tę jedyną i skrzywdziłem ją i siebie, choć
                wcale nie chciałem. Ten pierwszy związek, ta zdrada ta szalona, zawiedziona
                miłość rozpieprzyła mi druga szansę na ułożenie sobie życia. Bałem się zaufać i
                powiedzieć Kocham Cię.

                Nie wierz w to, że rana się nie zabliźni, choć dużo czasu zajmie zanim to
                zrozumiesz. Jeszcze więcej czasu potrwa zanim się zabliźni, nie zniknie, ale
                zabliźni się na pewno. Powinno byc Ci łatwiej, bo zostałeś oszukany. Wiem, że
                łatwo o tym mówić nie siedząc w Twojej skórze, ale ONA NIE BYŁA CIEBIE WARTA!!!
                Szkoda tylko, że nie stało się to wcześniej. Miałbyś więcej czasu dla kogoś
                innego.

                Teraz Ty nie odkładaj życia na później. Odkochaj się, poszukaj innego uczucia.
                To bardzo koi. Nikt nie mówił, że w życiu będzie łatwo.

                Trzymaj się chłopie!

                P.S.
                Staraj się nie zostawać sam i wyłącz autodestrukcję. Leczyć się z takiego stanu
                można tylko poprzez robienie dobrych rzeczy.


                • anula73 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 13:57
                  > Staraj się nie zostawać sam i wyłącz autodestrukcję. Leczyć się z takiego
                  stanu
                  >
                  > można tylko poprzez robienie dobrych rzeczy.

                  a jakie to rzeczy? bo mnie w takim stanie odechciewa sie czegokolwiek...
                  • manekin1 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 14:40
                    Anula,

                    Dobrych rzeczy, tzn. inwestowania w siebie. Zmiany gnuśności, którą się
                    człowiek, chcąc nie chcąc, zaraża w związku. Trzeba zaczerpnąć powietrza. Nie
                    pić, nie palić papierosów (tak najłatwiej uciec od natarczywych myśli, co oni w
                    tej chwili robią), ale starać się budować lepszego siebie, sport, nauka, rozwój
                    życia wewnętrznego.

                    Przewartościować swój świat, wyciągnąć wnioski ze swoich błędów i z obecnej
                    sytuacji i żyć dalej swoim życiem. Trzeba się przyzwyczaić nie do samotności,
                    ale do niezależności - to dwie odmienne rzeczy.

                    Nikt nie wie co przyniesie nam los, nikt nie wie, kiedy się ponownie zakocha...
                    Może jutro?

                    A SEB niech spróbuje robić rzeczy, na które nigdy nie miał czasu, albo nie
                    lubiła tego jego kobieta. To też doskonale koi. Ja na przykład dwa tygodnie
                    temu wróciłem z rejsu i za dwa tygodnie znów wychodzę z Gdyni
                    kilkunastometrowym jachtem!
                    • anula73 Re: dziwne rozumowanie... 20.09.02, 08:56
                      Nie
                      > pić, nie palić papierosów (tak najłatwiej uciec od natarczywych myśli, co oni
                      w
                      >
                      > tej chwili robią),

                      cholera, masz kamere u mnie w domu? ;-)

                      ale starać się budować lepszego siebie, sport, nauka, rozwój
                      >
                      > życia wewnętrznego.

                      tylko jak sie zmotywowac?

                      Ja na przykład dwa tygodnie
                      > temu wróciłem z rejsu i za dwa tygodnie znów wychodzę z Gdyni
                      > kilkunastometrowym jachtem!

                      zazdroszcze ;-)
              • anula73 Re: dziwne rozumowanie... 19.09.02, 13:54
                nie kazdy umie czekac...
                widocznie to nie bylo prawdziwe - z jej strony...
                wiem, ze 5 lat to dlugo, ale i tak lepiej, ze stalo sie to teraz.
                dlaczego mowisz, ze nie zaufasz juz zadnej kobiecie? kobietom mozna ufac, po
                prostu zle trafiles, gorzej z facetami ;-)
    • martini_very_bianco Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 19.09.02, 03:09
      ożeń się ze mną, mam to samo... a ona miała większy tyłek ode mnie. To dopiero
      boli!
    • dakard Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 19.09.02, 08:01
      Napij się pifa z kumplami i zakręć się koło takiej która zrobi Ci delete :)))
    • chooligan Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 19.09.02, 11:22
      kalli22 napisał(a):

      > Nie moge. Zaczela sie pierdolona jesien a ja od dwoch tygodni znow jestem
      > sam... Po dwoch i pol roku. Powiedziala ze zmienily sie jej uczucia.
      > Uwierzylem, to bylem w stanie zaakceptowac. Ale wczoraj dowiedzialem sie ze w
      > podjeciu tej decyzji ktos jej pomogl. Ktos z kim teraz jest... Po dwoch
      > tygodniach. Nie mam na nic ochoty, nawet nie rozpaczam ludzie przychodza i
      > odchodza ale ta swiadomosc ze zostalem oszukany jest nie do zniesienia.

      Nie martw się. Poderwij jakieś próchno. Na 100% nie bedziesz mógł jej znieść.
      Zaczniesz pić. To dobrze. Zapragniesz towarzystwa kolegów. Pokochasz TV. Cała
      kuracja 1 - 2 tygodnie. Potem kopa w dupe dla twojej lubej. Jeszcze tydzień
      męskiego towarzystwa. Potem koniec. Jesteś wyleczony. Mozesz od nowa żyć jak
      chcesz.
    • seb2002 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 19.09.02, 15:58
      One odchodza i nigdy juz nie wracaja.
      Jesli chca wrocic to im na to nie pozwolcie. Wiem ze to sie zdarza, ale...
      Ona nigdy nie wroci, nie zrozumie, nie pokocha od nowa.
      Zycie to lancuch jednorazowych szans. Gdy czlowiek danej szansy nie wykorzysta
      ona przepada bezpowrotnie.
      Milosc to mocne uczucie ale jak wszystkie mocne odczucia jest jednoczesnie
      bardzo nietrwala i krucha. Jesli w parze nie idzie zrozumienie, chec
      partnerstwa, lojalnosci to milosc nie jest nic warta. Bo wystarczy zniknac za
      rogiem a ona szybko przeminie. Bo wszystko co wazne mamy w glowie a nie w
      sercu, bo tylko to mozemy kontrolowac i trwac w tym.



      • manekin1 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 19.09.02, 16:24
        Bardzo mądrze mówisz seb,

        Ale ja myśląć w ten sposób, przez trzy lata nie powiedziałem kobiecie, że ją
        kocham. Widziałem w jej oczach, że jestem jej wybranym, widzialem jak cierpi,
        kiedy czeka na te słowa. Myślałem, że powiedzieć kocham mogę dopiero w
        momencie, kiedy będę pewien, że chcę spędzić z nią resztę życia.

        Zrozumiałem to dużo za późno. Ona nie mogła tyle czekać. Za dużo ją to
        kosztowało. Straciłem w ten sposób szansę na ułożenie sobie z nią życia. Dostał
        ją ktoś inny, ktoś komu wszystko przychodziło w życiu łatwiej niż mnie. Przez
        dwa tygodnie od rozstania bałem się sam siebie.

        Wiem, że w tej chwili chcesz myśleć tak, jak napisałeś. Ale związek trzeba
        podtrzymywać uczuciem, czułością. W ten sposób buduje się zaufanie. U Twojej
        byłej kobiety zabrakło oddania, chęci poświęcenia. Nie dołuj się, dobrze że
        zrobiła to teraz niż po ślubie. Szkoda tylko, że w momencie, kiedy chciałeś
        zbudować Waszą przyszłość.

        Pamiętaj, to co zbudowałeś na pewno się nie zmarnuje. Skorzysta na tym inna
        osoba, która naprawdę Cię pokocha.
        • seb2002 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 19.09.02, 17:00
          Wiesz w zyciu nie mozna czekac na moment kiedy bedziesz czegos pewnym w 100%.
          Trzeba podjac decyzje w odpowiednim momencie, wiedziec jakiego rodzaju
          konsekwencje ona za soba niesie, i potem juz w tym trwac. To jest najwazniejszy
          moment. Bo potem zmieniajac zdanie skrzywdzisz te druga osobe i po czesci
          samego siebie.
          Ale zreszta do takich wnioskow chyba sam doszedles.
          A moze to tez chodzi o zazdrosc i egoizm? ze nie dociera do nas fakt ze ktos
          kto 'nalezal' do nas raptem zaczyna 'nalezec' do kogos innego?

          • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 09:02
            seb2002 napisał:

            > Wiesz w zyciu nie mozna czekac na moment kiedy bedziesz czegos pewnym w 100%.
            > Trzeba podjac decyzje w odpowiednim momencie, wiedziec jakiego rodzaju
            > konsekwencje ona za soba niesie, i potem juz w tym trwac. To jest
            najwazniejszy
            >
            > moment. Bo potem zmieniajac zdanie skrzywdzisz te druga osobe i po czesci
            > samego siebie.

            hmmm... a moze pogadasz z moim facetem? ;-)
            bo on uwaza ze trzeba byc pewnym na 100%...

            • seb2002 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 09:32
              nie chce byc odebrany za osobe ktora kieruje sie zimna kalkulacja, szczegolnie
              jesli chodzi o decyzje dot. dzielenia zycia zskims. Ale to jest jak z kazda
              decyzja (a jest to b.wazna decyzja) ze ena ze soba rowniez konsekwencje nie do
              odgadniecia. Uczucie? oczywiscie jest bardzo wazne. ale 'to cos' co mozna
              nazwac zdrowym rozsadkiem jest rowniez istotne i chyba na nim musimy polegac
              decydujac sie na spedzenie zycia z dana osoba.
              Zgadzasz sie??
              • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 10:32
                zdrowy rozsadek? pewnie, zawsze staralam sie w jakims stopniu nim kierowac i
                dlatego np. nie jestem z zadnym z poprzednich facetow. ;-)
                ale uwazam, ze nikt rozsadny nie bedzie czekal az bedzie pewny na 100% bo
                takiej pewnosci po prostu miec nie mozna!
                Skad mozesz wiedziec, co Cie spotka? Moim zdaniem w przysiedze nie chodzi o to,
                ze jestes pewien ze jej dochowasz, tylko o to, ze CHCESZ tego i zrobisz
                WSZYSTKO by tak bylo.
                a watpliwosci ma kazdy, taka juz mamy nature.
                czasem trzeba po prostu kierowac sie sercem. Kocham? jestem kochana/y?
                jest nam dobrze? potrafimy razem spedzac cudowny czas? To po co wciaz na cos
                czekac?..
                • Gość: jak Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 20.09.02, 11:11
                  Przeczytalem waszą dyskusję i zdaje mi sie, ze moglbym sie do niej wlaczyc.
                  Zwłaszcza blisko mi do poglądów manekina. Również opuściła mnie kobieta. Jest
                  mi teraz szalenie trudno zwłaszcza, ze jest to bardzo swieze. Stalo sie to dwa
                  tygodnie temu w niedziele. Glownym powodem byl wymysl mojej dziewczyny, ze ja
                  zdradzilem, a ja tego absolutnie nigdy nie zrobilem. Wszystko sobie wymyslila,
                  a moje tlumaczenia, ze sie myli nie maja sensu. Jest mi teraz strasznie
                  ciezko. Teraz gdy mi zajrzalo widmo utraty jej przemyslalem sobie nasz caly
                  zwiazek i dostrzeglem pewne rzeczy, ktore robilem nie wlasciwie. Jestem w
                  stanie wyciagnac z nich wnioski tylko nie wiem czy mi na to pozwoli. Bardzo ja
                  kocham i wiem, ze ona tez mnie kocha. Oboje czujemy sie zranieni, oszukani,
                  rozgoryczeni. Po dziesieciu dniach zaciskania zebow, nie unoszenia sie
                  honorem, staralem mozolnie odbudowywac zaufanie. I kiedy byly juz tego jakies
                  efekty wszystko zepsulem wbijajac sobie samemu noz w plecy. W trakcie rozmowy
                  przez telefon zaczalem ja oszukiwac gdzie jestem co robie. Nie wiem dlaczego
                  to robilem, po prostu balem sie jej reakcji i ze znow wszystko sie rypnie.
                  Wiem, ze najgorsza prawda jest lepsza niz najmniejsze klamstwo. Teraz ona nie
                  chce mnie znac, bo naduzylem jej zaufania. Dodam, ze wczesniej kilka razy tez
                  w nerwach zaczynalem kombinowac, ale nigdy nie mialem zlych zamiarow. Nie wiem
                  dlaczego bez sensu myslalem, ze jak troche poklamie, to bedzie dla nas (nie
                  dla mnie) korzystniejsze. Ja ja naprawde szczerze kocham, nigdy nie chcialem
                  jej skrzywdzic. Teraz ona cala wine zrzuca na mnie, a prawda jest taka, ze
                  sami doprowadzilismy sie do takiej sytuacji. Ona jest chorobliwie zazdrosna i
                  wymyslala sobie tak nie stworzone rzeczy, ze az ciezko bylo mi o nich mysles.
                  Ja zamiast powiedziec jej kobieto uspokoj sie zaczynalem jej wszystko
                  tlumaczyc czym jeszcze bardziej ja utwierdzalem w przekonaniu, ze ona ma
                  racje. Ja po prostu balem sie jej stracic, panikowalem w takich sytuacjach i
                  stad moje nieracjonalne zachowanie w postaci jakis klamstw. W takich momentach
                  oblatywal mnie zimny strach. Dochodzilo do tego, ze balem sie z nia isc ulica,
                  bo zaraz na mnie nakrzyczy, ze sie gapie na kobiety. Wiem, ze to wszystko
                  spowodowane bylo jej niska samoocena i kompleksami, ktore doprowadzily ja do
                  takich zachowan. Jednak dopiero teraz zdalem sobie z tego sprawe. Nigdy o tym
                  nie rozmawialem z nia, bo nie chcialem jej zranic. Teraz ona zarzuca mi egoizm
                  i oszukaństwo. Jednak ja jestem w stanie spojrzec na sytuacje z jej strony i
                  ja rozumiem. Sam nieswiadomie wkladalem w jej rece silne argumenty, aby mi nie
                  ufala. NIestety ona sie zachowuje egoistyczni, bo cala odpowiedzialnosc zrzuca
                  na mnie i nie jest w stanie pomyslec co ja czuje. Chcialbym wszystko naprawic,
                  ale nie wiem czy jest jeszcze szansa. Co robić, jak myslicie?
                  • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 11:46
                    a na pewno chcesz z nia byc? kochasz ja, czy to przyzwyczajenie?
                    przepraszam ze pytam, ale troche malo optymistycznie to przedstawiles...
                    jesli wrocicie, musicie cos zrobic z ta zazdroscia, tak nie mozna zyc,
                    zniszczycie sie nawzajem. Zaplatacie sie w klamstwach...
                    dla mnie b. wazne jest zaufanie, pewnie ze zazdrosc tez jest potrzebna, ale
                    moge miec watpliwosci, a nie nie wierzyc partnerowi!
                    moze sprobujcie psychoterapii, postaraj sie ja namowic, moze pomoze Wam to
                    odbudowac zaufanie.
                    I nie obwiniaj sie, z tego co mowisz, to ona ma wiekszy problem ze soba, ale to
                    wszystko mozna przezwyciezyc.
                    powodzenia!
                    • Gość: jak Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 20.09.02, 12:44
                      anula73 napisała:

                      > a na pewno chcesz z nia byc? kochasz ja, czy to przyzwyczajenie?
                      > przepraszam ze pytam, ale troche malo optymistycznie to przedstawiles...

                      Jak najbardziej ją kocham. Po prostu nie wyobrażam sobie bez niej życia. Nie
                      jest to żadne przyzwyczajenie tylko szczere uczucie. Była i jest dla mnie
                      najważniejszą osobą, na nikim mi tak nie zależało nigdy wcześniej. Miałem
                      blisko roczny ciężki okres w swoim życiu i ona mi bardzo w tym pomogła, aby
                      się utrzymał w ryzach. Po prostu jest dla mnie bardzo ważna i nie mogę jej
                      stracić. Mało optymistycznie to przedstawiłem, bo bardzo malo optymistycznie
                      się czuję.
                      +++++++++
                      > jesli wrocicie, musicie cos zrobic z ta zazdroscia, tak nie mozna zyc,
                      > zniszczycie sie nawzajem. Zaplatacie sie w klamstwach..
                      > dla mnie b. wazne jest zaufanie, pewnie ze zazdrosc tez jest potrzebna, ale
                      > moge miec watpliwosci, a nie nie wierzyc partnerowi!
                      > moze sprobujcie psychoterapii, postaraj sie ja namowic, moze pomoze Wam to
                      > odbudowac zaufanie.
                      > I nie obwiniaj sie, z tego co mowisz, to ona ma wiekszy problem ze soba, ale
                      to

                      Ja już sam korzystam z psychoterapii, bo nie potrafię się pozbierać. Jest mi
                      strasznie ciężko. Nigdy kogoś tak nie kochałem i strasznie to boli. Właśnie
                      rozchodzi się o kwestię zaufania i boję się, że ona mi nie będzie już w stanie
                      zaufac. Nie obwiniam się w stu procentach. Ale na pewno jest sporo winy w moim
                      zachowaniu. Chciałbym wszystko naprawić, ale czy mi pozwoli.
                      +++++++
                      > wszystko mozna przezwyciezyc.
                      > powodzenia!

                      Też twierdzę, że wszystko można przezwyciężyć. Tylko obie strony muszą chcieć
                      naprawić wszystko. Powiedz mi czy z kobiecego punktu widzenia byłabyś w stanie
                      jeszcze ze swoim partnerem rozmawiać, mimo że straciłaś do niego zaufanie?
                      • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 14:45
                        spróbuj i ja namowic na psychoterapie.

                        > Powiedz mi czy z kobiecego punktu widzenia byłabyś w stanie
                        > jeszcze ze swoim partnerem rozmawiać, mimo że straciłaś do niego zaufanie?

                        nie wiem.
                        ale z tego co pisales, to tak naprawde jej nie zdradziles. to tylko jej
                        wyobraznia. i dlatego podstawowym problemem moim zdaniem jest to, ze ona juz
                        wczesniej Ci nie ufala.
                        a ze potem zaczales sie platac w zeznaniach...
                        jestem za szczeroscia, ale wiem tez, ze czasem szczerosc nie poplaca. zwlaszcza
                        jesli chodzi o okres po zerwaniu ;-)

                        • Gość: jak Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 20.09.02, 15:17

                          > nie wiem.
                          > ale z tego co pisales, to tak naprawde jej nie zdradziles. to tylko jej
                          > wyobraznia. i dlatego podstawowym problemem moim zdaniem jest to, ze ona juz
                          > wczesniej Ci nie ufala.

                          Tylko nie mam pojecia na jakiej podstawie mi nie ufala. Autentycznie nic nie
                          robilem zeby ja utwierdzac w takim przekonaniu. Ja naprawde nie zauwazylem
                          tego, ze ona moze mi nie ufac. Moze to sie wzielo z tych kompleksow i niskiej
                          samooceny i od samego poczatku kazde moje zachowanie traktowala z
                          podejrzliwoscia. Naprawde nie wiem i nie mam pojecia.
                          >
                          • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 18:09
                            > Tylko nie mam pojecia na jakiej podstawie mi nie ufala. Autentycznie nic nie
                            > robilem zeby ja utwierdzac w takim przekonaniu. Ja naprawde nie zauwazylem
                            > tego, ze ona moze mi nie ufac. Moze to sie wzielo z tych kompleksow i
                            niskiej
                            > samooceny i od samego poczatku kazde moje zachowanie traktowala z
                            > podejrzliwoscia. Naprawde nie wiem i nie mam pojecia.

                            i tu podejrzewam, ze masz racje. jak czlowiek nie wierzy w siebie, to nie
                            potrafi do konca zauac partnerowi. wszedzie ta konkurencja, okazje do zdrady...
                            nawet gdy ktos jest w miare pewny siebie, potrafia go dopasc watpliwosci...
                            dlatego mysle ze powinniscie razem isc do psychologa.
                            sprobuj z nia porozmawiac, powiedz jej, ze nie zrdadzioles jej ale wiesz ze Ci
                            nie wierzy i w tym jest problem. Ze powinna Ci zaufac. Ze moze terapia Wam
                            pomoze. Jesli kocha Cie, powinienes ja przekonac. Zapytaj, skad przypuszczenie
                            ze zdradziles. Przeciez nie moze miec pewnosci, to tylko jej wyobraznia. moze
                            nie bedzie latwo ja przekonac, ale uda sie, zobaczysz! tylko uwierz w to!
              • manekin1 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 10:52
                Seb,

                Na samym uczuciu niewiele się da zbudować. Sam to widzisz... Jest zmienne jak
                cholera. Pięć wspaniałych lat spędzonych z uwielbianą kobietą, a jej "uczucia
                się zmieniły i sorry...wiem, że zrozumiesz misiu..."

                Też cały czas się nad tym zastanawiam. Kobiety chcą nas, żebyśmy byli
                kochający, wyrozumiali, żebyśmy byli ich przyjaciółmi itp, itd. Świetnie, tylko
                ile razy można zapraszać kobietę do siebie, oddawać jej całe życie, pracę,
                marzenia i słyszeć "uczucia się zmieniły". Wydaje mi się, że kobiety są
                bardziej odporne psychicznie.

                Ja jestem twardym facetem, pragmatykiem mocno stąpającym po ziemi i potrafiącym
                sobie poradzić w każdej sytuacji. W przypadku problemów emocjonalnych jestem
                jednak mięciutki jak kaczuszka :)Pierwszy związek wytworzył u mnie reakcję
                obronną: Nie angażuj sę, nie dawaj jej wszystkiego, utrzymaj dystans za wszelką
                cenę, mniej będziesz cierpiał. Pamiętaj o sobie, ona może Cie zdradzić, być z
                innym, miłość jest niewarta twojego poświęcenia, bo jest ulotna...

                Tak właśnie myślałem i realizowałem to z żelazną konsekwencją. Gdy moja kocica
                pytała, czy ją kocham, mówiłem "przykro mi kotku, nie mogę Ci tego powiedzieć".
                Byłem pierdolonym egoistą, nie zwracałem na nią uwagi. Byłem tak zapatrzony w
                siebie i swój ból z dawnych lat, że nie dostrzegłem szansy na spędzenie z nią
                życia. Teraz cierpię potwornie, bardziej niż kiedyś.

                Nie można myśleć, że niezależnie od tego co zrobisz, kobieta kopnie cię w dupę.
                Trzeba być tego świadomym, ale nie można uciekać od miłości. To taki zajebisty
                paradoks, za kilka chwil miłości trzeba zapłacić latami nieszczęścia.

                3maj się, uda nam się.

                P.S.
                Anula:

                Papierosy i alko - Wielki Brat widzi wszystko :)
                Motywacja - będziesz bardziej zajebista, więc jemu będzie bardziej zależało,
                jeśli się zdołujesz, będziesz nudna i niezadbana. On pomyśli "o qrka, jaka
                wstrętna laska, całe szczęście, że nie jesteśmy już razem". Kiedy złapiesz luz
                i dystans, będzie wiedział, że jeśli chce coś więcej, musi się postarać.

                Ja mam łatwiej z motywacją, wiem, że chcę być lepszy od tego faceta i do
                wszystkich diabłów będę. To taka moja osobista krucjata. Będzie mi łatwiej,
                jeśli będę wiedział, że jest gorszy (w mojej opinii oczywiście).

                A co do jachtu - nie ma co zazdrościć, nie jest mój. Październik na morzu nie
                jest już przyjemny. Ciemno, zimno, piździ, wymiotujesz przez pierwsze trzy dni.
                Ale pozwala Ci to zajrzeć do wnętrza siebie i myśleć o SOBIE a nie o WAS.







                • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 11:40

                  Wydaje mi się, że kobiety są
                  > bardziej odporne psychicznie.

                  ABSOLUTNIE SIE NIE ZGADZAM!!!!
                  Przeciez to faceci potrafia zajac sie czym innym i przynajmniej przez ten czas
                  nie myslec. To Wy potraficie odizolowac serce od rozumu. Ja cokolwiek robie,
                  zawsze mysle o nim, o nas, dlatego nic nie sprawia mi radosci.

                  > Papierosy i alko - Wielki Brat widzi wszystko :)
                  > Motywacja - będziesz bardziej zajebista, więc jemu będzie bardziej zależało,
                  > jeśli się zdołujesz, będziesz nudna i niezadbana. On pomyśli "o qrka, jaka
                  > wstrętna laska, całe szczęście, że nie jesteśmy już razem". Kiedy złapiesz
                  luz
                  > i dystans, będzie wiedział, że jeśli chce coś więcej, musi się postarać.

                  Wiesz co, to nie jest tak, ze jestem nudna i zaniedbana, siedze w domu, cera
                  szara i smierdze fajkami ;-)
                  on wie, ze podobam sie innym i jest zazdrosny. wie, ze gdybym tylko chciala...
                  poza tym moj czas zawsze byl wypelniony, moze nawet za bardzo ;-)
                  chodzi o to, ze nic nie sprawia mi radosci i rzeczy ktore postanowilam sobie
                  zrealizowac w wakacje a ktorych nie musialam robic, w koncu nie zrobilam...
                  Jak go spotykam to zawsze wygladam super, jestem mila, zadnych wymowek itd.
                  (no, czasem troszke sie podlamie ;-) )
                  staram sie tez spotykac ze znajomymi.
                  ale czasem nie chce mi sie nic, tylko pije, pale, czytam co popadnie i ogladam
                  seriale ;-)
                  to mnie troche oglupia i wtedy moge nie martwic sie az tak.

                  zreszta zostal mi tylko tydzien luzu, bo idzie pazdziernik ;-)

                  > Ja mam łatwiej z motywacją, wiem, że chcę być lepszy od tego faceta i do
                  > wszystkich diabłów będę. To taka moja osobista krucjata. Będzie mi łatwiej,
                  > jeśli będę wiedział, że jest gorszy (w mojej opinii oczywiście).

                  to juz wole nie miec motywacji...

                  > A co do jachtu - nie ma co zazdrościć, nie jest mój. Październik na morzu nie
                  > jest już przyjemny. Ciemno, zimno, piździ, wymiotujesz przez pierwsze trzy
                  dni.
                  >
                  > Ale pozwala Ci to zajrzeć do wnętrza siebie i myśleć o SOBIE a nie o WAS.

                  no, teraz to troche gorzej wyglada ;-)
                  ale zazdroszcze tego, ze to Ci pomaga...
                  • manekin1 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 13:35
                    anula73 napisała:

                    >
                    > Wydaje mi się, że kobiety są
                    > > bardziej odporne psychicznie.
                    >
                    > ABSOLUTNIE SIE NIE ZGADZAM!!!!

                    O.K. Wydawało mi się ... :)


                    > Przeciez to faceci potrafia zajac sie czym innym i przynajmniej przez ten
                    czas
                    > nie myslec. To Wy potraficie odizolowac serce od rozumu. Ja cokolwiek robie,
                    > zawsze mysle o nim, o nas, dlatego nic nie sprawia mi radosci.

                    To jest właśnie najgorsze i z tym trzeba walczyć. Nie chodzi o to, że czujesz
                    się źle fizycznie, nie chodzi o to, że nie będzie życia bez niego, ale wszystko
                    przypomina Ci jak było pięknie kiedy razem coś robiliście. Znam, znam, wiem,
                    wiem. Wybraem się dwa tygodnie temu z kumplem na rowery, przejechaliśmy przez
                    miasto i wróciłem zdołowany jak nigdy. TAK NIE MOŻNA!!!


                    > Wiesz co, to nie jest tak, ze jestem nudna i zaniedbana, siedze w domu, cera
                    > szara i smierdze fajkami ;-)

                    Gdziezbym śmiał tak pomyśleć... Gdybym na podstawie Twoich postów miał wykonać
                    wizualizację i Cię narysować na kartce A4, na pewno narysowałbym Cię czystą i
                    wykąpaną i pachnącą :)

                    > ale czasem nie chce mi sie nic, tylko pije, pale, czytam co popadnie i
                    ogladam
                    > seriale ;-)
                    > to mnie troche oglupia i wtedy moge nie martwic sie az tak.

                    ...a życie ucieka Anula, oj ucieka, pomyśl, że marnujesz coś co może Cię
                    spotkać, kiedy wyjdziesz z domu...


                    > zreszta zostal mi tylko tydzien luzu, bo idzie pazdziernik ;-)

                    ...studiujemy, co...? :)

                    > to juz wole nie miec motywacji...

                    Cóż, każdy musi mieć swoją obsesję. To nakręca do działania. W przeciwieństwie
                    ode mnie nakręć się pozytywnie (choć w mojej opinii moje nakręcenie też jest
                    pozytywne).

                    A morze faktycznie pomaga. Zapraszam kiedyś, jak zdobędę kapitańśkie szlify :)

                    Pozdrawiam i szukaj celu i motywacji!!! Nie siedź przed TV, bo gnuśniejesz.

                    P.S.
                    Do kolegi od quasizdrady też napiszę niebawem, bo przypadek jest interesujący.
                    Nie jest z nim jednak tak źle jak z nami.

                    • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 14:55
                      Nie chodzi o to, że czujesz
                      > się źle fizycznie, nie chodzi o to, że nie będzie życia bez niego, ale
                      wszystko
                      >
                      > przypomina Ci jak było pięknie kiedy razem coś robiliście. Znam, znam, wiem,
                      > wiem. Wybraem się dwa tygodnie temu z kumplem na rowery, przejechaliśmy
                      przez
                      > miasto i wróciłem zdołowany jak nigdy. TAK NIE MOŻNA!!!

                      wiem, nie mozna. ale czy da sie zapanowac nad myslami?..

                      > > Wiesz co, to nie jest tak, ze jestem nudna i zaniedbana, siedze w domu, ce
                      > ra
                      > > szara i smierdze fajkami ;-)
                      >
                      > Gdziezbym śmiał tak pomyśleć... Gdybym na podstawie Twoich postów miał
                      wykonać
                      > wizualizację i Cię narysować na kartce A4, na pewno narysowałbym Cię czystą i
                      > wykąpaną i pachnącą :)

                      no, to mile :-))

                      > ...a życie ucieka Anula, oj ucieka, pomyśl, że marnujesz coś co może Cię
                      > spotkać, kiedy wyjdziesz z domu...
                      >
                      ale wlasciwie co mialoby mnie spotkac? czasem przeciez wychodze i jakos nic
                      takiego mnie nie spotyka...

                      > > zreszta zostal mi tylko tydzien luzu, bo idzie pazdziernik ;-)
                      >
                      > ...studiujemy, co...? :)

                      to wlasciwie jedyne, co sprawia mi przyjemnosc :-) kierunek o ktorym zawsze
                      marzylam a mimo to wczesniej wybralam inny ;-)(ach, ta moja wiara w siebie ;-) )
                      i choc znow od rana do wieczora bede zajeta, to troche nie moge sie doczekac.

                      > A morze faktycznie pomaga. Zapraszam kiedyś, jak zdobędę kapitańśkie szlify :)

                      bardzo chetnie :-)

                      > Pozdrawiam i szukaj celu i motywacji!!! Nie siedź przed TV, bo gnuśniejesz.

                      nie gnusnieje tylko sie relaksuje ;-)

                      > P.S.
                      > Do kolegi od quasizdrady też napiszę niebawem, bo przypadek jest
                      interesujący.
                      > Nie jest z nim jednak tak źle jak z nami.

                      tak myslisz?

                      pozdrawiam Cie.
                • seb2002 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 17:19
                  Super.
                  Widze ze kazdy ma swoje 'sposoby radzenia sobie'. Ja odrzucam te
                  autodestrukcyjne, bo uwazam ze to tylko rozczulanie sie nad soba i pieszczenie
                  swoego wewnetrznego bolu.
                  Ja sie sie na przyklad 'katuje' bieganiem do ktorego mialem zawsze zbyt leniwy
                  tylek. A i 'tatroterapia' pomaga, w ciagu 1,5 miesiaca 'złoiłem' tyle szlakow w
                  Tatrach ile nie udalo mi sie zrobic przez 4 lata. I jest dobrze.
                  Co prawda, teraz gdzie mieszkam jestem totalnie wyalienowany ale jakos daje
                  rade.

                  ps.
                  manekin1: tez bym sobie porzygał pod zaglami ;)

                  tak trzymac. jest dobrze. a bedzie jeszcze lepiej.
                  weekend nadchodzi, zabawmy sie.
                  do poniedzialku.
                  • manekin1 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 17:31
                    No właśnie,

                    Też Wam wszystkim życze miłego weekendu. Do sczytania w poniedziałek.

                    Nara,
                    Manekin
                    • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 20.09.02, 18:13
                      trzymajcie sie. ja dopiero we wtorek, bo pn wzielam urlop :-)
                      chyba ze wejde jeszcze w weekend.
                      Pozdrawiam Was wszystkich!
                      bedzie dobrze - musi byc! :-)
    • rafto Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 22.09.02, 00:20
      Hej!oj Ty biedaku!Bardzo mi Cie zal!jestem dokladnie w takiej samej sytuacji!
      I tez mi ciężko!Tylko to On..jest winien!Dorota
      • anula73 Re: Chyba zwariuje - znow jestem sam 24.09.02, 21:33
        pozdrawiam Ciebie i wszystkich cierpiacychz milosci...
        jeszcze bedzie dobrze...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka