oiva
17.10.05, 00:08
Jestem od 5 lat z facetem, który właśnie mi powiedział, że jeśli się okaże,
że jestem w ciąży (spóźnia mi się okres i istnieje duże prawdopodobieństwo,
że jestem w ciąży) to on chce, żebym usunęła i że nie chce być ofiarą moich
poglądów i troski o moje dobre samopoczucie. Co wy na to dziewczyny? Co można
powiedzieć komuś, kto uważa płód za przedmiot, którego się można pozbyć w
każdej chwili bez żadnych konsekwencji dla zdrowia psychicznego i fizycznego,
że wcale nie jest to takie łatwe? Co można powiedzieć facetowi, który nie ma
zielonego pojęcia o tym, co czuje kobieta, która spodziewa się dziecka, co
można zrobić, żeby spojrzał na to inaczej? Czy może w ogóle nie ma sensu już
z nim rozmawiać...nigdy...
Aha, zaznaczam, że nie jestem walniętą obrończynią życia poczętego, uważam,
że kobieta powinna mieć prawo do decydowania o tym, czy urodzić dziecko, czy
nie, jeśli jej sytuacja życiowa jest dramatyczna lub trudna. A nasza sytuacja
nie jest dramatyczna, bo mamy zapewniony byt materialny, skończyliśmy już
studia, oboje pracujemy. A on nie chce mieć dziecka, bo nie jest mu to na
rękę, nie jest to wygodne dla niego.