magdalenkaaa78
24.10.05, 09:26
Próba rozgrzeszenia siebie
W zasadzie nie wiem, czemu umieszczam ten post akurat na tym forum. Z góry
wiem, że nie wszyscy pokuszą się nie tylko o nie ocenianie mnie ale nawet o
zwykłe ludzkie zrozumienie. Ale ponieważ odczuwam potrzebę wyrzucenia z
siebie emocji, to niech tak będzie...
Mój mąż miał kiedyś kochankę. Zerwał z nią, wybrał ratowanie rodziny. Jakoś
się plecie, właśnie – jakoś....
Ostatnimi czasy znowu coś się zmieniło, innymi oczami zaczynam patrzeć na
świat. Jakiś czas temu odkryłam, że mój mąż znowu próbuje szukać szczęścia na
chacie. W ramach udowadniania samej sobie że nic się nie dzieje weszłam na
chat i z wielu wiadomości wyłapałam tę jedną od osoby, której miałam nadzieję
tam nie znaleźć. Powiedziałam mu, że to ja. Speszony stwierdził, że to
tylko „niezobowiązująca rozmowa” ze „nawet nie próbował się umówić”. Potem (
o, to nowość ) przeprosił mnie, obiecał, że już nie będzie. Powiedział, że
nie dostaje w domu tego, co chce, że gdyby to dostawał, to nie szukałby gdzie
indziej. Żebym się postarała ( ! ) bo go zniechęcam, ciągle wypominając mu
jego preferencje i podkreślając, jaki mam do tego negatywny stosunek. A
przecież on się tak stara, kocha mnie, nie kontaktuje się z „tamtą” ....
Może ma rację, może to wszystko moja wina.... Ale z drugiej strony....
Kolejny raz moje podejrzenia okazały się słuszne- znowu mnie oszukał.
Jednak... nadal go kocham, zależy mi... Nie pytajcie mnie, dlaczego go
kocham. Wydaje mi się, ze nie jedna z Was może sobie zadać podobne pytanie.
Racja jest miłość. Uznam, że to koniec wtedy, kiedy przestanę myśleć „my”.
Może to jeden z ostatnich już wyskoków? Bo w domu jest dobrze. On już nie ma
nikogo na boku. Znowu mnie przytula, całuje. Mówi, ze mnie kocha, czemu
jeszcze nie dawno zaprzeczał. Snuje plany na wspólną przyszłość. Dużo
rozmawiamy, pamięta o różnych drobiazgach, na których mi zależy. Kochający
tatuś coraz lepiej wywiązuje się z roli ojca. Widzę jak im obu – ojcu i
synowi na sobie zależy. Nie chcę pamiętać, że mój mąż jest potworem.
Typowa sytuacja skołowanej kretynki. Bo on raz zaostrza sytuację
doprowadzając mnie niemalże do szaleństwa by zaraz potem zrobić coś, co każe
mi wątpić w prawdziwość moich sądów, w słuszność moich spostrzeżeń.
To tyle tytułem zbyt długiego wstępu. Wstępu, którego nie mogę skrócić, jako
że to wszystko ma wpływ na to, co stało się potem.
Kocham swojego męża. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czekam ciągle na
coś, mając nadzieję, że żyję dla kogoś. Wierzę, że może być dobrze... Z
drugiej strony.... Brakuje mi czegoś... Poczucia bliskości, porozumienia.
Zagłuszenia samotności. Szczerej rozmowy z człowiekiem, o którym wiem, że ma
dla mnie czas. Błysku w oku na mój widok i poczucia, że jestem pożądana.
I właśnie to dostaję od innego mężczyzny. zanim zdecydowałam się na spotkanie
( na którym nawet się nie pocałowaliśmy ), przegadaliśmy wiele dni na gadu
gadu. Mam świadomość tego, że nigdy nie będziemy razem. „Kocham” to zbyt
wielkie słowo w tym przypadku, może jest na nie po prostu za wcześnie. Ale
jest z nim cudownie. Dziękuję mu za wszystko, za uśmiech, cierpliwość, za
wysłuchiwanie o moim mężu, za wypitą herbatę. ważne są dla mnie te chwile,
gdy jego dotyk pomaga mi zapomnieć o długich miesiącach pełnych bólu, o
samotnych nocach. Wtedy nie potrzebuję nic więcej, moje małżeństwo na chwilę
przestaje istnieć. Czuję do niego nieodparty pociąg, prawie wbrew mojej woli.
Kochaliśmy się. Długo się przed tym broniłam, ale teraz wydaje mi się, że to
było nieuchronne. I nie było po tym żadnych usprawiedliwień ani wyrzutów
sumienia. Choć trochę mi żal, że to nie było mój mąż. Ze to nie jego wargi
całowały moje usta, nie jego uszy słyszały mój szept, gdy prosiłam o
jeszcze. A najbardziej mi żal, że to nie mój mąż tęskni teraz do moich ust ...
Może powinnam być szczęśliwa. Chociaż trochę. Ale... nie jestem. Czuję się
zagubiona. Nie wiem, czy czuję się winna. Kiedyś, w jednej chwili straciłam
wszystko, co kochałam i w co święcie wierzyłam. Tyle miesięcy już minęło od
czasu tamtej zdrady, lecz ten dzień to ciągle przełomowa chwila w moim życiu.