Dodaj do ulubionych

Zdrada zdradzonej

24.10.05, 09:26
Próba rozgrzeszenia siebie
W zasadzie nie wiem, czemu umieszczam ten post akurat na tym forum. Z góry
wiem, że nie wszyscy pokuszą się nie tylko o nie ocenianie mnie ale nawet o
zwykłe ludzkie zrozumienie. Ale ponieważ odczuwam potrzebę wyrzucenia z
siebie emocji, to niech tak będzie...
Mój mąż miał kiedyś kochankę. Zerwał z nią, wybrał ratowanie rodziny. Jakoś
się plecie, właśnie – jakoś....
Ostatnimi czasy znowu coś się zmieniło, innymi oczami zaczynam patrzeć na
świat. Jakiś czas temu odkryłam, że mój mąż znowu próbuje szukać szczęścia na
chacie. W ramach udowadniania samej sobie że nic się nie dzieje weszłam na
chat i z wielu wiadomości wyłapałam tę jedną od osoby, której miałam nadzieję
tam nie znaleźć. Powiedziałam mu, że to ja. Speszony stwierdził, że to
tylko „niezobowiązująca rozmowa” ze „nawet nie próbował się umówić”. Potem (
o, to nowość ) przeprosił mnie, obiecał, że już nie będzie. Powiedział, że
nie dostaje w domu tego, co chce, że gdyby to dostawał, to nie szukałby gdzie
indziej. Żebym się postarała ( ! ) bo go zniechęcam, ciągle wypominając mu
jego preferencje i podkreślając, jaki mam do tego negatywny stosunek. A
przecież on się tak stara, kocha mnie, nie kontaktuje się z „tamtą” ....
Może ma rację, może to wszystko moja wina.... Ale z drugiej strony....
Kolejny raz moje podejrzenia okazały się słuszne- znowu mnie oszukał.
Jednak... nadal go kocham, zależy mi... Nie pytajcie mnie, dlaczego go
kocham. Wydaje mi się, ze nie jedna z Was może sobie zadać podobne pytanie.
Racja jest miłość. Uznam, że to koniec wtedy, kiedy przestanę myśleć „my”.
Może to jeden z ostatnich już wyskoków? Bo w domu jest dobrze. On już nie ma
nikogo na boku. Znowu mnie przytula, całuje. Mówi, ze mnie kocha, czemu
jeszcze nie dawno zaprzeczał. Snuje plany na wspólną przyszłość. Dużo
rozmawiamy, pamięta o różnych drobiazgach, na których mi zależy. Kochający
tatuś coraz lepiej wywiązuje się z roli ojca. Widzę jak im obu – ojcu i
synowi na sobie zależy. Nie chcę pamiętać, że mój mąż jest potworem.
Typowa sytuacja skołowanej kretynki. Bo on raz zaostrza sytuację
doprowadzając mnie niemalże do szaleństwa by zaraz potem zrobić coś, co każe
mi wątpić w prawdziwość moich sądów, w słuszność moich spostrzeżeń.
To tyle tytułem zbyt długiego wstępu. Wstępu, którego nie mogę skrócić, jako
że to wszystko ma wpływ na to, co stało się potem.
Kocham swojego męża. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czekam ciągle na
coś, mając nadzieję, że żyję dla kogoś. Wierzę, że może być dobrze... Z
drugiej strony.... Brakuje mi czegoś... Poczucia bliskości, porozumienia.
Zagłuszenia samotności. Szczerej rozmowy z człowiekiem, o którym wiem, że ma
dla mnie czas. Błysku w oku na mój widok i poczucia, że jestem pożądana.
I właśnie to dostaję od innego mężczyzny. zanim zdecydowałam się na spotkanie
( na którym nawet się nie pocałowaliśmy ), przegadaliśmy wiele dni na gadu
gadu. Mam świadomość tego, że nigdy nie będziemy razem. „Kocham” to zbyt
wielkie słowo w tym przypadku, może jest na nie po prostu za wcześnie. Ale
jest z nim cudownie. Dziękuję mu za wszystko, za uśmiech, cierpliwość, za
wysłuchiwanie o moim mężu, za wypitą herbatę. ważne są dla mnie te chwile,
gdy jego dotyk pomaga mi zapomnieć o długich miesiącach pełnych bólu, o
samotnych nocach. Wtedy nie potrzebuję nic więcej, moje małżeństwo na chwilę
przestaje istnieć. Czuję do niego nieodparty pociąg, prawie wbrew mojej woli.
Kochaliśmy się. Długo się przed tym broniłam, ale teraz wydaje mi się, że to
było nieuchronne. I nie było po tym żadnych usprawiedliwień ani wyrzutów
sumienia. Choć trochę mi żal, że to nie było mój mąż. Ze to nie jego wargi
całowały moje usta, nie jego uszy słyszały mój szept, gdy prosiłam o
jeszcze. A najbardziej mi żal, że to nie mój mąż tęskni teraz do moich ust ...
Może powinnam być szczęśliwa. Chociaż trochę. Ale... nie jestem. Czuję się
zagubiona. Nie wiem, czy czuję się winna. Kiedyś, w jednej chwili straciłam
wszystko, co kochałam i w co święcie wierzyłam. Tyle miesięcy już minęło od
czasu tamtej zdrady, lecz ten dzień to ciągle przełomowa chwila w moim życiu.
Obserwuj wątek
    • six_a Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 10:22
      po co ludzie tak się męczą ze sobą?
    • xandi Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 11:11
      odejdź od niego. Znajdź w sobie siłę. będę trzymać za ciebie kciuki.
      • magdalenkaaa78 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 11:15
        Trzeba mieć gdzie odejść, kiedy pora odejść...
        • mxp4 Re: Zdrada zdradzonej 25.10.05, 09:38
          Nie odchodz, masz dziecko ktore tez kocha....To moze byc przejsciowy kryzys,
          przeczekaj. Zrob wszystko by ocalic dom dziecku i sobie. Nikt nie jest
          doskonaly, chlop mogl miec chwilowa slabosc do jakiejs zdziry. Poczytaj na tym
          forum posty od tych dziwek jak one czepiaja sie facetow rekami i nogami a za
          cnote zadnego chlopa nie dala bym 5 groszy. Rozwalisz dom unieszczesliwisz
          wlasne dziecko a jaka masz gwarancje, ze nie trafisz z deszczu pod rynne? Moze
          nastepca bedzie jeszcze gorszy? Ale juz napewno nie bedzie kochal obcego
          dziecka, twojego dziecka. Pomysl o tym. Warto, bo GO kochasz.
    • yoolcia20 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 11:38
      Męczysz się sama ze sobą, zastanów się nad tym co jest dla Ciebie dobre, lepsze
      i podejmij ostateczną decyzję, 3mam kciuki za Ciebie:)
    • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:02
      trzeba było odejsć jak Cie zdradził. Teraz jak On zaczoł ratować wasz związek to
      Ty mu rogi doprawiłaś. Powiedz mu co zrobiłas może on podejmie słuszną decyzje i
      odejdzie.
      • migdalek.niebieski Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:04
        A nie sądzisz że on teraz powinien wybaczyć jej tak jak ona jemu wcześniej???
        • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:07
          oczywiście istnieje takie rozwiązanie.może być tak że jak sie dowie to znowu ją
          zdradzi.I tak w kółko
          • migdalek.niebieski Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:09
            Uważam tak jak Ty, że powinna go zostawić jak ją zdradził, tylko dalszą częscią
            Twojego postu się zbulwersowałam;)))
            • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:15
              Niby co? Że zaczoł naprawiać,a ona nóz w plecy mu wbija.Według mnie to ona jest
              teraz "złą" cześćią tego związku.
              • migdalek.niebieski Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:19
                Teraz??? a on jest dobrą stroną???
                • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:21
                  Może nie jest ideałem,ale się swtarał.A ona?
                  • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:23
                    miało być starał
                    • migdalek.niebieski Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:24
                      A ona starała się od początku małżeństwa, żeby między nimi było dobrze.
                      • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:28
                        Tak.On popełnił bład(może miał chwile słabości), zrozumiał,zaczoł naprawiać i co
                        mu z tego.Gdyby ona odeszła zaraz po jego zdradzie,miała by 100% racje. Teraz
                        role się odwróciły.
                        • migdalek.niebieski Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:31
                          Jak to: i co??? co zaczął naprawiać???? znowu siedział na czacie i gadał z tą
                          du.pą. Gdyby naprawdę zaczął naprawiać to ona by go nie zdradziła, nie widzisz
                          co ona do niego czuje??? powiedz mi która kobieta podczas zdrady żałuje że to
                          nie ze swoim mężem się kocha???????
                          • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:38
                            "Bo w domu jest dobrze. On już nie ma
                            nikogo na boku. Znowu mnie przytula, całuje. Mówi, ze mnie kocha, czemu
                            jeszcze nie dawno zaprzeczał. Snuje plany na wspólną przyszłość. Dużo
                            rozmawiamy, pamięta o różnych drobiazgach, na których mi zależy. Kochający
                            tatuś coraz lepiej wywiązuje się z roli ojca. Widzę jak im obu – ojcu i
                            synowi na sobie zależy...." --to jest część o naprawie związku przez niego.
                            Jestem facetem. Nie wiem co czuje kobieta podczas zdrady.
                            • migdalek.niebieski Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:49
                              " Choć trochę mi żal, że to nie było mój mąż. Ze to nie jego wargi
                              całowały moje usta, nie jego uszy słyszały mój szept, gdy prosiłam o
                              jeszcze. A najbardziej mi żal, że to nie mój mąż tęskni teraz do moich ust ..."
                              Jeżeli kobieta ma męża w du.pie to na pewno nie ma takich odczuć. On jak ją
                              zdradzał to raczej tak nie myślał. I gdyby pokazywał jej że kocha to na pewno
                              by go nie zdradziła.
                              • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:54
                                Fajnie,oczywiście wszystkiemu winny jest facet.Bo jak może być inaczej.
                                • migdalek.niebieski Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:58
                                  Może być inaczej, ale w tym przypadku niestety to on wszystko schrzanił.
                                  • ikcaj Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 22:34
                                    "Powiedział, że
                                    nie dostaje w domu tego, co chce, że gdyby to dostawał, to nie szukałby gdzie
                                    indziej"

    • kobieta_na_pasach to sie umowicie na drugi raz jak Mamba i Pyton 24.10.05, 12:27
      ze sobie bedziecie gadac w necie i nie bedzie takich niespodzianek.
      ech. bierzecie sobie babiarzy za mezow i potem placzecie.
      • pyton31 Re: to sie umowicie na drugi raz jak Mamba i Pyto 24.10.05, 12:56
        popieram
    • lady284 @@@ 24.10.05, 12:29
      O związek się walczy a nie idzie na łatwiznę...powinnaś szukać tego czego Ci
      brakuje w małżestwie, jeśli facet mówi że go zniechęcasz i się nie starasz to
      coś w tym jest, to samo z Twojej strony... może bądź po prostu Kobietą w domu
      hmm? wyjedźcie gdzieś razem dziecko zostawiając u rodziców czy siostry...po
      prostu walcz o szczęście bo jeszcze nie jest tak źle
      • p_kola20 Re: @@@ 24.10.05, 12:40
        Ona walczyła o związek... walczyła bardzo...
        ale nic z tego widocznie nie wyszło...
        wydaje mi się że nie poszła na łatwizne tylko potrzebowała i nadal potrzebuje
        szcześcia i moim zdaniem zasługuje na to...
        pozdrawiam Magdalenko trzymam kciuki za Twoje Szczeście :)
    • magdalenkaaa78 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:42
      Strałam się bardzo. Zresztą u mojego męza to nie był jednorazowy wyskok a długi
      romans, malo nie zakonczony rozwodem. Baba baaardzo mocno wkroczyła w nasze
      życie. Walczyłam, bo kochałam, bo wierzyłam, że da się wszystko naprawić, że
      może być jak dawniej. nie uwzględniłam tego, że się seksualnie przy babie tak
      wyedukuje, iż nie bedę w stanie spełniać jego zachcianek ( baba była
      biseksualna ). Został bo... Do dziś myślę, że nie dla mnie. Został, bo wcale
      nie miał pewności, że z babą będzie lepiej, że w ogole się uda... I został dla
      dziecka - bo uważa, że je strasznie kocha...
      czemu ja zostałam... bo go kocham. Bo absolutnie nie mam za co i gdzie odejść.
      I to nie tak, że on się teraz stara a ja wredna baba biorę odwet. On się stara
      ale co rusz jakiś kwiatek... co rusz coś, co powoduje,że znowu zostaje
      naruszona nasza "mała stabilizacja"
      • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:50
        powiedziałaś mu że go zdradziłać?
        • magdalenkaaa78 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 12:59
          Nie mam odwagi. Dałam mu do zrozumienia, że jesli nic się nie zmieni to zacznie
          powietrze pzrepraszać. Rozmowa toczyła się dalej i mój mąż stwierdził, że jesli
          mam kochanka to ok, jemu to nie pzreszkadza, nigdy nie był zazdrosny, bo "to
          się nie zmydli" i jeśli do owego kochanka chcę wychodzić to nie ma sprawy, on
          zostanie z naszym synkiem. czyli kochający mąż stanął na wysokości zadania.
          • migdalek.niebieski Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:01
            Kopnij go w du.pe!!! przecież to debil!!!! ja pierdzielę jaki wypaczony!!!
            ratuj się kobieto póki możesz!!!!!
          • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:05
            Fajny macię związek.Po co jesteście razem? On zdradza ciebie ,Ty jego.Dla mnie
            to niema sensu.
            • magdalenkaaa78 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:14
              widzisz, bardzo trudno jest komuś postronnemu, kto nie zna calej sprawy,
              wszystkich niuansow, wszystkich emocji dlaczego jest się razem.
              Wbrew pozorom kocham go i liczę po cichu, że się ułoży. Z drugiej strony jestem
              kobieta , zdrową kobietą i potrzebuję czasem czuć się jak kobieta. Nie
              zaangazowalam się w ten drugi związek i jestem gotowa pzrerwać go na każdy znak
              mojego męza,że moze być lepiej...
              • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:24
                To jest Twoje życie.I robisz jak uważasz.Jeśli chodzi o mnie to gdyby mnie
                zdradziła moja dziewczyna to niechcial bym jej znać(ale to jest tylko moje
                skromne zdanie).
                • asiulka81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:31
                  gres81 napisał:

                  > To jest Twoje życie.I robisz jak uważasz.Jeśli chodzi o mnie to gdyby mnie
                  > zdradziła moja dziewczyna to niechcial bym jej znać(ale to jest tylko moje
                  > skromne zdanie).

                  Zgadzam sie z Tobą całkowice. Tez bym tak postapiła ( na teraz ), choc nie wiem
                  co bedzie w przyszłosci gdy byłyby dzieci i bede sie obawiac samotnosci...
                  • gres81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:34
                    I pozwalała byś meżowi czodzić na lewizne,bo bałabyś się samotności?
                    • asiulka81 Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:41
                      gres81 napisał:

                      > I pozwalała byś meżowi czodzić na lewizne,bo bałabyś się samotności?

                      Teraz nie, ale nie wiem co bedzie w przyszłosci..., w kazdym razie ja nigdy bym
                      nie zdradziła.
          • dizzyy Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:19
            doskonale Cię rozumiem. Wiem też, że nie potrzebujesz żadnych rad, odejść ,
            zostac itp. bo sama wiesz, jak postąpić. Jestem w podobnej sytuacji, tylko
            troche dłużej ;) i wiem że najlepsze co mogłam dla siebie zrobić to
            kolekcjonowac każdą szczęśliwą chwilę. Nigdy nie żałowałam
            swoich "szczęśliwych " chwil, bo w ogólnym rozliczeniu tylko to zostaje.
            Twój mąż się nie zmieni, nie licz na to, więc spróbuj byc szczęśliwa na swój
            sposób, nieważne jaki on będzie. Powodzenia.
    • billirubina Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 13:53
      on cię chyba nie kocha, albo on nie wie czego w życiu chce
      rady nie mają sensu, bo ty nie myślisz nad tym racjonalnie
      ty po prostu będziesz z nim tyle ile wytrzymasz - i już
      jak wytrzymać?
      zająć się swoim zyciem, swoimi priorytetami, szukac przyjaciół
      jak to dobrze,ze nie jestem w twojej sytuacji...
      • onlyju Re: Zdrada zdradzonej 24.10.05, 23:17
        Rzeczywiscie, nie kocha Cie najpewniej... i to jest w tym wszystkim
        najsmutniejsze. Bo wychodzilas przeciez za faceta, z ktorym mialo Ci byc
        najlepiej na swiecie, a tu...
        Jest kilka drog. Pierwsza przychodzi mi do glowy, kiedy mysle o ludziach w
        wieku moich rodzicow. Nie pasuja do siebie. Maja zupelnie inne temperamenty. On
        byl zawsze babiarzem i taki pozostal. Z tego sie nie wyrasta. Jednym facetom
        podobaja sie kobiety i to im wystarcza (spojrzec, obejrzec sie za ladnymi
        nogami, powiedziec kumplowi "noooo..... faaaajnaaa.."), innym tez sie podobaja,
        ale na widok kazdej mowia sobie "rznalbym ja jak nikt wczesniej". I rzna. A
        zona, dzieci?
        No wlasnie. Myslac "zona", mysli jednoczesnie "dzieci". Dla niego to jeden
        twor. To "jego rodzina", a nie "moja laska", "moja seksowna zoneczka", etc.
        Zostalysmy stworzone na pewnych zasadach. Brutalnych, ale pozwalajacych nam
        przetrwac. Musimy o nich pamietac.
        Jezeli chcesz utrzymac meza PRZY SOBIE (a nie: przy dziecku, domu, etc.
        ODDZIELAJ TO, ROZROZNIAJ!), musisz stac sie znow ta atrakcyjna, fajna laska,
        ktora poznal i ktora zdolala zaprowadzic go az do oltarza! Szukanie wlasnej
        atrakcyjnosci w odruchach i gestach innego faceta to najprostsze wyjscie.
        Najtrudniej jest zaczac podobac sie temu, ktory oglada Cie na co dzien. Mowie o
        tym, bo jestem przekonana, ze Twoj maz ma nienaturalnego bzika na punkcie
        atrakcyjnosci fizycznej (niekoniecznie wlasnej, ale kobiet na pewno).
        Zacznij mu sie podobac. Zmien to, co bedzie tolerowalo zmiane. Kompromis jest
        niezbedny.
        Ocen realnie, czy facet, z ktorym sie widujesz, moze dac Ci cos wiecej, poza
        tymi przyjemnymi chwilami, czy moglabys np. z nim odejsc. Czy chcielibyscie
        tego oboje. Dlaczego on to wlasciwie robi? Zakochal sie? Czy tzw. meski
        altruista? (to wazne!)
        Macie dziecko - on je kocha, bo dlaczego ma nie kochac... ale to typ, ktory
        kocha tylko to, co naprawde jego (tu: ta sama krew), z czym czuje sie
        powiazany. A wszystko, co pozostale... po prostu z tego korzysta.

        Trudne to magdalenko. Jesli naprawde musisz z nim zostac ***(75% kobiet w wieku
        mojej mamy mowi: "gdybym byla madrzejsza, juz dawno bym od niego odeszla,
        pijak, cham, prostak, babiarz..." nie zastanawialas sie nigdy, dlaczego? bo nic
        sie nie zmienia! bo jest constans, czyli w Twoim przypadku: dobrze-dobrze-
        zdrada-zle-dobrze-flirt-zle-zle-dobrze-dobrze-flirt-podejrzenia-dobrze-zle...
        jesli jestes na to gotowa - zaprzyj sie i zatocz rekawy)*** to zostan.
        I tak duzo przeszlas. Podziwiam, dziwie sie, zloszcze, wspolczuje, zazdroszcze,
        i tak w kolko. Zycie. Niby ciagle cos nowego, ale ciagle to samo...
        • magdalenkaaa78 Re: Zdrada zdradzonej 25.10.05, 08:30
          Miałabyś 100% rację gdyby chodziło o innego, "normalnego" faceta. Niestety, ten
          to ewenement.
          czy był zawsze babiarzem... chyba nie. I teraz też nie jest, poszukuje, mhm,
          czegoś bardzo konkretnego. Specyficznego jeśli chodzi o upodobania seksualne. I
          uważa, że na chwilowe rżnięcie bez tego czegoś to szkoda mu czasu.
          To nie jest tak, że po ślubie przestałam o siebie dbac, że już nie ma tamtej
          laski. Jest. Ta sama zadbana, umalowana, ważąca dokładnie tyle samo co na
          początku znajomości. Niestety, jak już pisałam, moj mąż przy tamtej babie
          wyedukował się seksualnie w sposob, jaki dla mnie jest niemożliwy do
          akceptacji. Padnie teraz pytanie czemu, skorom taka cudowna, to mąż znalazł
          sobie jednak kochankę. To proste. Znalazł ją sobie zaraz po tym , jak urodziłam
          dziecko. Każdy normalny człowiek zrozumie, że pzrez te dwa - trzy miesiące po
          porodzie kobieta jest pzrede wsztstkim matką. Szczególnie, jeśli szybko okazuje
          się, że dziecko jest poważnie chore ( wiele miesięcy później okazało się, że te
          obawy są nieuzasadnione )i że trzeba wiele godzin spędzić na badaniach w
          szpitalu w innym mieście. Nie było mnie. Mój mąż pracował a ja z dzieckiem,
          często w szpitalu. I wtedy znalazł sobie kochankę. A ze to specyficzna bogini
          seksu była...
          Co do mężczyzny, z ktorym czasem się spotykam - to nie oczekuję niczego. Jest
          ode mnie sporo starszy, również z życiowym balastem - dziecko, była żona. Lubię
          go, dobrze mi z nim, znajduję prawdziwą pzryjemność w spotkaniach z nim. Ale
          nic więcej. Może jestem tak wychłodzona, że musi minąć trochę czasu. Może żadne
          uczucie nie wyrośnie, że tak się patetycznie wyrażę, w sercu sprofanowanym
          łzami.
          Co do naczeszgo synka... sama już nie wiem. Jest ( przynajmniej wg mnie )
          jeszcze mały, ma ponad dwa lata. Mam z nim sopro problemów. Jak nie
          Hierschprung ( pewnie znowu źle piszę ) to neurolog, jak nie nuerologia to
          audiologia, jak nie to, to oddział spychiatryczny i podejrzenie o autyzm.
          Jestem tym już niezywkle zmęczona. A mój mąż ? dziecko owszem, pod warunkiem,
          że idealne, usmiechnięte i robiace coś, czym można się pochwailć pzred
          znajomymi. A przynajmniej nie odbiegające od normy. A on odbiega i nic na to
          nie można poradzić. zatem po co uznawać takie stworzenie za swoje dziecko, w
          przypływach złego nastroju i kłopotów najlatwiej nawyklinać, naobrażać...
          Nie mam gdzie odejść. Moja "kochana" rodzinka świetnie wie, co się dzieje. I
          co? No, sama mogę wrócić do rodzinnego gniazda. Z dzieckiem nie. Mam pracę.
          Owszem. mam. W firmie, gdzie pracuje moj mąz - gdyby nie on na pewno bym jej
          nie dostała, zresztą i tak jest tylko do końca roku. Potem wielka niewiadoma.
          Nie mam mieszkania ( to wynajmujemy ). mam chore dziecko. I chorego męza ( na
          głowę).
          • onlyju Re: Zdrada zdradzonej 25.10.05, 16:33
            Magdalenko, ale to, co piszesz, przeraża jeszcze bardziej! Jak możesz - będąc
            młodą, zadbaną kobietą, opierać się o małżeństwo z draniem, który lubi
            artystyczną gimnastykę łóżkową i na tym zależy mu najbardziej. Zdajesz sobie
            sprawę z tego, że gdybyś nagle jednak się zdecydowała na te wydumane seksulane
            igraszki, to i tak by mu nie wystarczyło? Przecież facet ciagle szuka!
            Wynalazłby coś innego, co też byłoby dla Ciebie problematyczne (w łóżku),
            domagałby się tego od Ciebie, zgodziłabyś się, po czym on po prostu zacząłby
            szukac jeszcze czegoś innego. I tak - zgadzając się na jego warunki,
            straciłabyś szacunek i do siebie i do wszystkiego, co z nim związane. Także nie
            bierz tego nawet pod uwagę.

            Rzeczywiście daje Ci chyba jakiś oddech ten drugi mężczyzna i spotkania z nim.
            Oddychaj, ale kontroluj wdychanie i wydychanie tego powietrza. Możesz się w tym
            człowieku zapaść, trudno Ci się będzie ruszyć, a całe życie i tak to pewnie nie
            potrwa.
            Trafiłaś na wyjątkowo bezduszne i bezlitosne zwierzę. Męczysz się z nim
            strasznie. Spróbuj zwracać uwagę tylko na te momenty, w których jest Ci z nim
            dobrze i fajnie. Nie skupiaj się na złych, bo zależą głównie od niego, a jego
            trudno zmienić lub nakłonić do bardziej ludzkiego, rodzinnego i normalnego
            myślenia.
            Twoja sytuacja mieszkaniowa i zawodowa zmusi Cię pewnie do czekania, aż syn
            podrośnie. Jeśli nie masz innego wyjścia - poczekaj, nie zwracając większej
            uwagi na męża. Wiedz, że wszystko, co od niego dostajesz, jest zaledwie kroplą
            w morzu Twoich potrzeb (tak sądzę), bo pewnie wolałabyś, żeby te potrzeby
            zaspokajał normalny, wierny mąż, a nie ktoś, kto rznął inną kobietę. Nie
            powinnaś mu okazywać aż tyle zrozumienia, bo ja bym tego nie rozumiała. Jeśli
            jest mu wszystko jedno, czy się z kims spotkasz, czy nie, to jasne jest, że nie
            zależy mu na Tobie aż tak, jak byś tego chciała (mówiąc delikatnie).
            Męczące to wszystko dla Ciebie. Zdajesz sobie sprawę z tego, że z normalnym
            facetem nie jesteś. Przetrwaj, ale tylko tyle, ile musisz. Dąż do tego, żeby
            czuć się najlepiej, jak możesz w tej sytuacji. Nieważne, jakimi środkami. Po
            prostu skupiaj się na tym, co dobre i co moze Ci poprawić nastrój.
            I weź go bardziej za jaja. Pokaż, że nie jesteś głupią dziewczynką, którą można
            manipulować na wszystkie strony. Spisz zasady, przedstaw mu je i powiedz, że
            albo się ich trzymacie, albo oboje powoli oglądacie, jak Wasze małżeństwo się
            rozpada, a dziecko cierpi. Jeśli i na to okaże się obojętny - zostaw go.
            Nie bądź z nim tylko dla wynajmowanego mieszkania i pracy, którą Ci załatwił.
            Szukaj wszelkich możliwych rozwiązań i pomysłów na życie bez niego.
    • mrs.solis Re: Zdrada zdradzonej 25.10.05, 02:55
      Nie bede ci tu prawic rad dobrej cioci kloci ,bo rady jedno ,a zycie drugie.
      Nie zawsze mozna zrobic to co sie chce. Jedno tylko mam do powiedzenia. Nigdy
      nie zaluj fajnych chwil z kims ,kto w danym momencie cie kochal,lubil czy
      porzadal. Gdyby z mezem wam jednak nie wyszlo wtedy nie bedziesz zalowala ,ze
      sprobowalas czegos innego. Jesli wyjdzie, tez nie powinnas zalowac ,bo niby
      czego?
      • aiszka4 Nie ma czego (kogo) żałować 25.10.05, 18:32
        Murzyn zrobił swoje (facet dopieszczał, gdy był kryzys), murzyn może odejść (bo
        wracam na łono rodziny)
    • lajton no nie dalam rady... 26.10.05, 09:21
      poddaje sie
      nie doczytalam ;-)
    • sylvia_b Re: Zdrada zdradzonej 26.10.05, 10:08
      Tak Cie przeczytałam i doszłam do wniosku, ze skąś znam taką sytuację. Tylko
      jakby z innej strony - od strony tego faceta, z którym tak dobrze się ostatnio
      czułaś.. :-(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka