Dodaj do ulubionych

boje sie jezdzic samochodem...

01.10.02, 10:49
kilka miesiecy temu zrobilam prawo jazdy, egzamin zdalam za pierwszym razem,
dostalam od partnera niezly samochod i... tu zaczynaja sie schody. Kazdy
wyjazd jest dla mnie udreka, mam scisniety zoladek, nie moge jesc...doslownie
panika. Prowadzenie samochodu jest dla mnie przykrym obowiazkiem, nie daje
sobie rady z emocjami...mieszkam w duzym miescie gdzie jak wiadomo ruch jest
duzy, problemy z parkowaniem, do tego dochodzi ogolny brak kultury jezdzenia,
ze nie wspomne o tolerancji dla poczatkujacych...Kazdy mi powtarza:jezdzij
duzo a po czasie problemy znikna...Nieprawda, nie chca zniknac...powoli
popadam w jakas paranoje, po prostu sie boje...moj tato zginal w wypadku
samochodowym, byl dobrym kierowca... Z drugiej strony bardzo chcialabym ten
lek pokonac i moc korzystac z tego "dobrodziejstwa" jakim jest wlasny
samochod...Moze ktos mial podobny problem? Pozdrawiam :-)
Obserwuj wątek
    • jendza1 Re: boje sie jezdzic samochodem... 01.10.02, 10:54
      A jezdzisz sama, czy stale z kims?
    • kwik Re: boje sie jezdzic samochodem... 01.10.02, 10:59
      1) chcesz jezdzic?

      jesli tak:
      1) popros kogos z wiekszym doswiadczeniem o dwutygodniowe towarzyszenie tobie w
      czasie jazdy + instruktaz "radzenia sobie w tej dzungli":)
      3)trening, trening i jeszcze raz trening
      4)wiecej wiary w siebie

      pozdrawiam
      • jendza1 Kwisiu, 01.10.02, 11:08
        ja mam inne doswiadczenia.
        Najglupsze numery za kolkiem robilam
        wlasnie w takim 'towarzystwie'.
        Najlepiej przedzierac sie przez to samodzielnie.
        Oczywiscie moim zdaniem. Z innymi mozna jezdzic
        w charakterze pasazera i obserwowac.

        Mysle, ze problemem Autorki jest lek.
        NIe sama kierownica.
        Pytanie, czego konkretnie sie boi?
        Jesli tylko ew. uszkodzenia auta, to latwo
        z tym sobie poradzic. Machnac reka i tyle.
        Na poczatku to normalne. KAZDY musi przez to
        przejsc... Wliczyc koszta ewentualne z gory
        i przestac sie przejmowac.
        Jesli przyczyna leku jest jednak sprawa taty,
        to juz gorzej...
        Nie zwalczy sie leku, jesli czlowiek go sobie
        w pelni nie zdiagnozuje...
        Powodzenia dla Maliny (jesli dobrze pamietam nick?),
        a dla obu Pan usciski serdeczne
        od jendzy
        • kwik Re: Kwisiu, 01.10.02, 11:21
          moje doswiadzenia sa inne :)
          do samochodu wsiadlam kilka lat po zrobieniu prawa jazdy,
          sytuacja byla trudna, samochod zbyt duzy itp. :)))) teraz sie z tego smieje ale
          wtedy....
          poprosilam o pomoc znajomogo z b. duzym doswiadczeniem, pol-rajdowym:)
          jezdzil na fotelu pasazera dwa tygodnie, dzien w dzien.

          kiedys pojechalismy w dluzsza trase. usnal. obudzil sie i powiedzial: no,
          kochana, usnalem, gdy prowadzilas. jest dobrze (tzn. szybko, bezpiecznie i sie
          nie boje).
          takie byly poczatki. a ostatnio dostalam od niego dyplom "najlepiej jezdzacej
          baby" :))
          • jendza1 Re: Kwisiu, 01.10.02, 11:27
            poczatki mialam takie same, jak TY:-))),
            z wyjatkiem kolegi...
            Poprosze bardzo o takiego!

            Gdyby jeszcze jakis komplement...
            Tak lubie byc chwalona, ojjj!!!

            To chyba niedojrzalosc?

            Sciskam!
            jendza

            • kwik Re: Kwisiu, 01.10.02, 11:31
              nie oddam, moj ci on :))

              pozdrawiam
              • jendza1 Re: Kwisiu, 01.10.02, 11:40
                kwik napisała:

                > nie oddam, moj ci on :))
                >
                > pozdrawiam

                A on nie ma jakiegos kolegi?
                Moze byc nawet calkiem rajdowy, nie tylko pol...
                Bez podtekstow, tylko ze wzgledu na kolko...

                Moge mu zdalnie poopowiadac, jaka jestem swietna...:-)))
                A poczatki takie trudne byly...
                Odwagi, Malino!
                Usciski dla Wszystkich!
                (Kwisiu, pozdrow swego i koniecznie zapytaj
                o kupla:-))) )
                jendza
                • kwik jendzo 01.10.02, 11:45
                  on dla mnie tez kolega.
                  lekcji juz nie udziela (ostatnia uczennica przerosla mistrza i wycofal sie z
                  interesu :))))

                  jendza: jestes swietna!

                  ps. ok?:)

                  malina: trenuj, trenuj, trenuj! trzymam kciuki
                  • jendza1 Re: jendzo 01.10.02, 11:49
                    kwik napisała:

                    > jendza: jestes swietna!
                    >
                    > ps. ok?:)

                    Cudownie, Kwisiu!
                    a w miedzyczasie sloneczko zaswiecilo...
                    Moze ze wzgledu na: patrz wyzej?

                    Zapotrzebowanie na rajdowego kolege spadlo do zera.
                    Dobrego dzionka CI zycze!

                    spadam do p.(cenzura)
                    j

                    > malina: trenuj, trenuj, trenuj! trzymam kciuki
                    I nie boj sie, nie boj, nie boj...
                    Ja tez trzymam bardzo!
                    j
    • Gość: Malina30 Re: boje sie jezdzic samochodem... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.02, 11:18
      najczesciej jezcze sama, z synem (ktory, o dziwo zachowuje sie zupelnie nie po
      mesku i nie komentuje mojej jazdy :-))lub z osobami ktore same nie prowadza i
      dla nich moje jazda jest OK. Co do jazdy treningowej np. z moim partnerem, to
      jest dosc trudne, po pierwsze czesto go niema, po drugie jego obecnosc jako
      pasazera mnie stresuje...i jesli jestesmy juz razem to on woli prowadzic i
      jezdzimy najczesciej jego samochodem. Definitywnie stwierdzam ze zostawil mnie
      z tym problemem sama...Co do wiary w siebie, to brak mi jej w 100%...Bardzo
      chce jezdzic, bedzie mi to potrzebne (zakladam wlasna firme)bede sie zdarzaly
      wyjazdy za granice, musze jezdzic! ale to droga krzyzowa...
      • Gość: nela Re: boje sie jezdzic samochodem... IP: *.thyssen-lift.com.pl 01.10.02, 12:31
        jezdze od lutego. na poczatku scisniety zoladek, stres przed kazdym wyjazdem,
        koszmar, chcialam zrezygnowac, ale mieszkam na tyle daleko od centrum ze
        naprawde mialam dosc bez samochodu. zaczelam jezdzic sama - bardziej sie
        denerwowalam z pasazerem, rozpraszaly mnie rady itd. zaczelam od jezdzenia
        poznym wieczorem albo bardzo wczesnie rano, kiedy jest pusto na ulicach od
        jezdzenia po ulicach ktore dobrze znalam z wielokrotnych przejazdow jako
        pasazer. jezdzilam w soboty i niedziele - mniejszy ruch, spokojniejsi i mniej
        znerwicowani kierowcy niz w godzinach szczytu. jednoczesnie jezdzac jako
        pasazer caly czas ogladalam miasto z perspektywy kierowcy - jakie znaki, gdzie
        zakazy, z ktorego pasa mozna skrecac itd. i trenowalam - droge do pracy, do
        przedszkola, do rodzicow itd. z miesiac czasu zajmowalam sie glownie
        samaochodem i uczeniem sie mojego miasta. w koncu odwazylam sie i wyjechalam
        pewnego dnia rano ( na wszelki wypadek duzo wczesniej) do pracy i jakos poszlo.
        rozumiem cie, bo tez bardzo sie balam, ale coz... robie wszystko zeby jezdzic
        spokojnie i bepiecznie, jezdze duzym samochodem wiec przy odrobinie szczescia
        krzywdy sobie nie zrobie, a samochod - no coz rzecz nabyta i ewentualna
        stluczka jest nieprzyjemna ale nie jest powodem do jakiegos strasznego stresu,
        juz mi sie raz zdarzylo stuknac jakas kobietke w zderzak na parkingu pod
        sklepem, warta zaplacila jej z mojego ubezpieczenia 600 zl i tyle po prostu od
        tamtego czasu bardziej uwazam.
        pozdrawiam cie serdecznie i zycze duzo wytrwalosci, na pewno ci sie uda (ja sie
        zbieralam do tego zeby zaczac jezdzic 5 lat i zaluje ze tak dlugo), nela
    • Gość: teklat Re: boje sie jezdzic samochodem... IP: *.ies.krakow.pl 01.10.02, 11:25
      nie poddawaj sie dziewczyno! Mialam to samo, scisniety zoladek i tak roztrzesione nogi, ze nie moglam
      trafic na pedal gazu. Jezdzilismy z mezem wieczorami - ja juz mialam prawo jazdy od roku, on byl bardziej
      na biezaco, bo wlasnie robil kurs - i nowe auto, ktorym ktos (czyli wlasnie ja) powinien zaczac jezdzic.
      Kolezanka namowila mnie, bym zaczela jezdzic do pracy, pare razy czekala na mnie na przystanku i we
      dwie bylo mi razniej. Za ktoryms razem spoznila sie i musialam pojechac sama... I tak jezdze juz dziesiec
      lat. I lubie to, chociaz gdy zaczynalam nie wyobrazalam sobie, ze tak bedzie. Musisz przetrwac ten
      pierwszy trudny okres - jezdzac. I nie boj sie: nikt nie wymaga od Ciebie umiejetnosci rajdowca, jedz z
      taka predkoscia, z jaka czujesz sie bezpiecznie, ci za Toba musza to wytrzymac - oni kiedys tez byli
      mlodymi kierowcami....

    • starszapani Re: boje sie jezdzic samochodem... 01.10.02, 11:45

      Juz nie!
      Ale przeżywałam podobne męki do Twoich, baaaardzo długo.
      Do tego stopnia byłam zestresowana, ze w jakims momencie przestałam siadać
      za kierownicą. Do czasu........ az maż kupił mi samochod ze skrzynią
      automatyczną. Do dzis jeżdżę.
      Buziaczki
    • Gość: ***** Re: boje sie jezdzic samochodem... IP: *.um.wroc.pl 01.10.02, 12:36
      ja tez sie balam, nogi jak z waty, serce mi walilo, na dodatek spory samochod i
      bylo strasznie; ale kupilam sobie dwa zielone listki i nakleilam z przodu i z
      tylu zeby wszyscy na mnie uwazali i ... poskutkowalo. widzac ze na mnie nie
      trabia, czasami nawet wpuszczaja jak wyjezdzam z podporzadkowanej nabralam
      pewnosci siebie i przestalam sie przejmowac komentarzami innych(patrz:trabienie
      i "dziwne" znaki pokazywane przez wspoluzytkownikow drogi) i juz wiedzilam ze
      niedlugo strach minie i bedzie ok; poza tym mialam swietnego instruktora, ktory
      jak tylko mogl jezdzil ze mna. jezdze juz 8 lat bez wypadku i bez strachu,
      szanuje zielone listki i powolne nauki jazdy i nigdy na takowych nie narzekam.
      Zycze powodzenia, cierpliwosci i tolerancji na drodze
    • lami Re: boje sie jezdzic samochodem... 01.10.02, 13:16
      Malinko, ja też jestem młodym kierowcą, albo kierwnicą. Bałam się jak mało kto,
      i nikt nie chciał w to uwierzyć tym bardziej, że mój brat jest instruktorem
      prawa jazdy. To fakt dzięki niemu jeżdżę lepiej od pozostałych kursantów, co
      nie zmienia faktu, że się bałam.
      Zaczęłam jeździć późnym popołudniem i wieczorem, kiedy ruch jest już mniejszy i
      co najważniejsze sama. I brat mi nakleił zielony listek, chociaż go nie
      chciałam. Pomogło, pozostali kierowcy stali się bardziej ludzcy, a koledzy w
      pracy pomagali parkować samochód. Teraz radzę sobie sama i tylko denerwuje mnie
      jak ktoś jedzie 40/h lewym pasem. Powodzenia, to się da przezwyciężyć.
      • Gość: Malina30 Re: boje sie jezdzic samochodem... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.02, 14:37
        wielkie dzieki za wszystkie podtrzymujace na duchu wypowiedzi :-))to fajnie
        wiedziec, ze nie tylko ja...moze tez sobie "rzuce" liscia na szybe albo lepiej
        na mache:-))Wiem, ze musze sie przelamac, chce sie przelamac, pokonac ten lek...
        cholera, chcialabym juz umiec parkowac wszedzie (ciagle sie boje ze kogos
        zachacze :-))i jezdzic wszedzie nie obmyslajac szczegolowo trasy (to dobijajace)
        no i zeby mi maszyna nie gasla jak ruszam pod gore :-)Strasznie chce juz sie
        nie bac !Dlaczego mezczyzni nie maja takich problemow, doslownie rwa sie za
        kierownice!Znam tez kobiety ktore nie baly sie albo nie w takim stopniu...
        Przykre jest tez to ze jestesmy przez facetow postrzegane
        jako "niepelnowartosciowi" kierowcy, to widac, slychac i czuc... Wiem, wiem,
        olewac i jezdzic dalej ! Jeszcze raz dzieki, buziaki :-)
        • kwik Re: boje sie jezdzic samochodem... 01.10.02, 14:38
          nie radze przyklejac zielonego liscia. dziala jak plachta na byka :))
    • Gość: Lena Re: boje sie jezdzic samochodem... IP: 213.25.39.* 01.10.02, 13:51
      Jeśli w dzisiejszych czasach zdałaś za pierwszym podejściem to jesteś
      SUPER !!!!!W ogóle nie przejmuj się. Parkuj na kilka razy. Choćbyś miała
      zatarasować pół miasta podejdź do tego na luzie. Jeżdżę po dużej aglomeracji
      miejskiej /Śląsk/ i nie mam kompleksów choć zrobiłam prawo jazdy w 2
      tygodnie /wściekłam się na męża bo mruczał, że w niedziele musi odwieźć mnie do
      pracy choć wolałby pospać a mnie 3 kolejne autobusy nie przyjechały/. Mój mąż
      bronił się przed zaanektowaniem jedynego samochodu ale bezskutecznie. Od 10-ciu
      lat jeżdżę.Gdy jedzie jako pasażer/co zdarza się rzadko i mruczy "po co tak
      szybko", "za blisko podjeżdżasz" odczekuję długą chwilę i pytam z
      uśmiechem "kochanie ty coś mówiłeś?!".Swój samochód mam od 9-ciu lat.
      POWODZENIA !!!!
      • aduska Re: boje sie jezdzic samochodem... 01.10.02, 15:11
        Ja po zrobieniu prawa jazdy nie wsiadałam za kierownice przez 6 lat! A zaczęłam
        jeździć dzięki mężowi, w zasadzie tak bardzo mnie nie namawiał, ale samej mi
        się zachciało :) Kupiłam małe autko, jeździłam od razu po sporym mieście i sama
        w trasę :)))) Jest dobrze, ale czasem jakby trochę się boję... Na szczęście ta
        obawa za kierownicą gdzieś znika. I naprawdę wolę jeździć sama, choć mój mąż
        bardzo nie krytykuje. Przy nim popełniam zwykle więcej błędów. Pzdr
    • poison_ dobra rada 01.10.02, 15:20
      Pojedź z dzieckiem na Katowicką i gaz do dechy. Jak dziecko będzie piszczało z
      uciechy to może sama bakcyla złapiesz. A jak nie, to albo jestes sama za stara
      na takie numery, albo poproś faceta niech na lepszy model wymieni – tylko
      powiedz, że samochód, żebyś kija w mrowisko nie wsadziła.
      • Gość: Malina30 Re: dobra rada IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.02, 15:28
        hi, hi jasne, moj syn juz i tak ma ucieche, kiedys o malo nie skreszowalam
        facetowi boku, uznal ze jestem cool i jezdze jak Ci "monster-trackami", co
        do "modelu" to ten w sumie jest niezly - troszke duzy ale przez to (niby)
        bezpieczniejszy. A w dluzsza trase i tak mam zamiar sie wybrac, zobaczymy kto
        bedzie piszczal... :-)))
        Pozdrawiam.
        • Gość: magamaga Re: dobra rada IP: *.ost-poland.com.pl 01.10.02, 15:55
          Jezdze od soboty. Prawko zrobilam 3 lata temu i w tzw. miedzyczasie nie
          prowadzilam. Tez mieszkam w duzym miescie i rano i wieczorem jezdze w tloku,
          musze „walczyc” z innymi kierowcami (wcinaja sie przede mnie, kiedy usiluje
          zachowac odstep, poganiaja klaksonem itp.). Nie stresuje sie tak bardzo, jak
          ty, ale tez mam kroliczki w zoladku. Boje sie, zeby kogos nie uszkodzic. Juz
          drugiego dnia jazdy przekonalam sie przy zmianie pasa, ze tzw. „martwy punkt”
          to nie tylko takie gadanie: nie widzialam goscia ani w tylnym lusterku, ani w
          bocznym, a on juz mnie wyprzedzal. Instruktor mnie uczyl, zebym sie nie
          odwracala, tylko patrzyla w lusterka, ale po tym doswiadczeniu olewam jego rade
          i bede machac glowa przed zmiana pasa. Na drugi dzien wsiadalam do auta z dusza
          na ramieniu, ale nie zamierzam sie podawac. Mysle, ze to co przezywasz, jest
          normalne i zdrowe: nie potrafisz jeszcze dobrze prowadzic, nie masz
          doswiadczenia, a zdajesz sobie sprawe z niebezpieczenstwa, wiec nic dziwnego,
          ze sie boisz. Byloby dziwne i niebezpieczne, gdybys sie nie bala. Pozdrawiam i
          trzymam kciuki!
          • Gość: frisky2 Re: dobra rada IP: 62.233.139.* 01.10.02, 16:47
            Uwazaj z tym odwracaniem glowy przy zmianie pasa, bo ktos przed toba moze
            zahamowac gwaltownie i go walniesz w tyl. To tak dla rozwagi.
          • Gość: Malina30 Re: dobra rada IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.02, 19:55
            tak, ze zmiana pasa lub wyprzedzaniem to nie jest tak prosto, tez juz mi sie
            zdarzylo ze w lusterkach pustka a nagle okazuje sie ze ktos jednak jest...
            bardzo bliska mi osoba w ten sposob stracila zycie, wjechala wprost pod
            ciezarowke... wiec uwazam podwojnie. Pozdrawiam :-)
    • nibiru Trening czyni mistrza :) 01.10.02, 20:23
      Po prostu jezdzic, jezdzic i jeszcze raz jezdzic. Mysle ze kazdy na poczatku
      czuje sie nie pewnie za kolkiem. Ja jezdzilem np. tylko noca a potem.. jakos
      poszlo.

      A co do leku - to przeciez najzupelniej normalne. Mnie to przeszlo dopiero po
      kilku miesiacach (a mialem w miedzyczasie jeszcze 2 wypadki z nie swojej winy).

      pozdrowionka i powodzenia!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka