cesaria2
08.11.05, 11:34
Jestesmy z mezem w separacji od roku. Praktycznie nic nas nie łączy a sprawa
rozwodowa jest w toku.Mąż wyprowadził sie dawno temu z domu zabierajac
wszystkie swoje rzeczy. Dodam, ze powodzilo nam się bardzo dobrze, mielismy
drogi samochód i dwa mieszkania. Mąż zarabia tyle, że może co pół roku
kupować nowe mieszkanie. Po co o tym piszę? Otóż rok temu zostałam pozbawiona
wszystkiego : samochodu, mojej biżuterii, radia, roweru i nawet telefonu (
abonamentu i aparatu).Daję sobie radę, bo te rzeczy to tylko przedmioty które
nie sa mi potrzebne do szczęscia. Ja mam średnią krajową i finansowo daje
sobie doskonale rade.Ale do czasu.Pewnego dnia wracam do domu po 12
godz.pracy i zastaje w mieszaniu męża, jego ojca i brata. Oni się
wprowadzili.Na dzien dobry zarobiłam uderzenie w twarz, bo teraz oni tu
rządzą.Natychmist się wyprowadziłam i jak tylko wyjechali powróciłam do
mieszkania. Po kilku dniach pojawiła się znowu cała sympatyczna rodzinka
łącznie z mamusią. Moj mąż dostał furii, jak zapytałam, co ich tu sprowadza i
na jak długo. Zostałam skatowana, rzucona na podłogę i kopana po całym ciele
i twarzy.Mam uszkodzone żebra, a moja twarz przypomina zombi. Zostałam
rzucona na szybę, a moje pokrwawione ręce prawie "zalały" całe
mieszkanie.Wyzwiskom i oblegom ne było końca.Dodam, że mąż ma bardzo wysokie
stanowisko z granica i uchodzi za inteligenta. Ja marzę już tylko o
zakończeniu tego małżeństwa i świętym spokoju. I pomysleć, ze ja wyszlam za
tego psychpatę z miłości, że darzyłam szacunkiem tesciow, którzy dopingowali
go do bicia mnie.Jestem w szoku a on dzwoni do moich przełożonych robiąc
jeszcze ze mnie dziwkę, a wszystko po to, by odebrać mi mieszkanie i resztę
godności, jaka mi została.Nie potrzebuję porady, ręce mi się trzęsą a na
pokaleczone twarzy mam ciągle łzy. Czy naprawdę nie można rozstać się w
zgodzie? Czy należy sobie zawsze sprawiac tyle bólu, gdy się kogoś przestało
kochać? Nic nie rozumiem..