kowianeczka
13.02.06, 13:51
Zainspirowalo mnie wyznanie pewnego internetowego kolegi, dlatego
postanowilam napisac tu i zapytac co o tym sadzicie.
Otoz pewien moj nieznajomy z forum (bez podawania danych, niech pozostanie
anonimowy:)) juz od kilku lat wyznaje mi gorace uczucie. Wypisuje piekne
wiersze, mowi czule slowka, przytula, gdy jestem przeziebiona, pomaga, gdy
potrzebuje wsparcia- slowem prawdziwy przyjaciel. No i wsrod tych na wpol
zartobliwych wyznan odwazyl sie kiedys, by powiedziec co naprawde czuje.
Mowi, ze mnie kocha i zawsze kochac bedzie..
Zrobilo mi sie milo na sercu, z drugiej jednak strony jest mi smutno. Wiem,
ze uczucie nie wybiera a serducho nie sluga. Wolalabym jednak dla jego dobra,
zeby zakochal sie w kims innym, kto odzwajemni jego cieplo, serdecznosc,
motylki w brzchu. Chcialabym, zeby zakochal sie z wzajemnoscia. Wiem jednak,
ze zyczenia mam az nadto pobozne, ale zycze wbrew wszystkiemu.
No i teraz nie wiem co robic.
Czekac kilka lat az mu przejdzie milosc?
Czekac wiecznosc cala, ze trafi na kobiete, w ktorej sie tak zakocha, ze
wspolnie przeniosa swa milosc do innego wymiaru?
Powtarzac mu, ze moje serduszko jest zajete, ale zycze mu radosci z kims
innym i ze ze mna "mozna pojsc na wrzosowisko i zapomniec wszystko"?
Jak powiedziec zakochanemu mezyczynie, zeby rozejrzal sie wokolo, bo byc moze
jakas inna kobieta da mu szczescie?:)
Doradzicie cos?
kowianeczka