onlyju
15.02.06, 16:03
Chyba każda/y z nas coś tam popalal lub popala. I większość z nas pewnie nie
widzi w tym problemu. Ja również większego problemu nie widzę.
Coraz częściej spotykam się z ludźmi, którzy na odreagowanie, stlumienie
negatywnych emocji, na nerwy - palą. Palą intensywnie i regularnie. Nalogowo.
Palą do obiadu, palą po kolacji, palą przed seksem, po seksie (jeden pali na
kiblu, bo tak się przyzwyczail, że już inaczej nie może...) palą jak jest
fajnie i jak jest dól. Palą z każdej okazji oraz bez okazji. To ludzie w
różnym wieku - pomijam mlodszych, bo mlodość ma swoje prawa. Palą ci, którzy
osiągają wiele - są znanymi z sukcesów biznesmenami, ludźmi
przedsiębiorczymi, poważanymi we wlasnym środowisku.
Przyglądam się nieco bliżej i widzę, że poza sukcesem nie potrafią ulożyć
sobie życia. Popaprani emocjonalnie, niezdolni do milości, zaniedbujący swoje
kobiety, samotni, źli, smutni.
I niby nie mam nic przeciwko, a jednak widzę, jak ci, którzy nie mogą bez
tego żyć - spalają z kolejną lufką swoje życie.
Macie doświadczenia? Znacie podobne przyklady, gdzie ten nalóg niszczy życie?
Dlaczego traktujemy nadal palenie trawy bardziej pozytywnie niż np. alkohol,
papierosy (pomijam stopień szkodliwości na zdrowie fizyczne - chodzi mi
zdecydowanie o zdrowie i funkcjonowanie psychiczne).