trio1977
15.03.06, 08:33
Od 5 lat byłam z facetem,ktory nie mogl znalezc sobie pracy (nie liczac
krotkich okresow,kiedy pracowal 2-3 miesiace). Najbardziej wkurzalo mnie
to,ze jej nie szukal - to ja wysylalam oferty za niego.Oboje skonczylismy
studia - ja pracuje, on nie.Kilka dni temu wprowadzilismy sie do mieszkania
(kupili je moi rodzice),ale jemu przeszkadzal halas (mieszkanie jest przy
ruchliwej ulicy) i wracal na cale dnie do swoich rodzicow (a wlasciwie do ich
domu).Nie mogl spac w nocy w halasie (zasypial z korkami w uszach), a rano
plakal,bo czul sie znerwicowany ciaglym halasem.Do tego dochodzil ten brak
pracy. Co prawda robil sniadania, obiady zakupy itp., ale widzialam,ze czul
sie z tym zle,jak gosposia.Bolalo go to,ze nie moze zniesc halasu (nie mial
na to wplywu) i pracy. Oczywiscie wplywalo to na nasze relacje. Atmosfera
stawala sie coraz bardziej napieta. Staralismy sie i udawalismy,ze jest ok,
ale nie bylo.Wczoraj zerwalam. Jego problemy i brak przedsiebiorczosci byly
ponad moje sily.Teraz nie wiem,czy dobrze zrobilam.Wiem,ze sie starala. Po
prostu byl slaby i nieml pokonac swoich slabosci.Poradzcie co mam zrobic?