cart_aleksander_wielki
20.03.06, 06:02
Pod wieloma względami dobrana z nas para (w sensie pozytywnym). Ta sama
uczelnia, konkurujące wydziały, oboje wyróżniający się. Zostaliśmy parą
(modelową ale zadecydowały uczucia). Oboje jesteśmy bardzo odpowiedzialni (ona
trochę bardziej) i decyzyjni (ja trochę bardziej). Ponieważ nie we wszystkim
potrafimy osiągnąć kompromis postanowiliśmy się rozstać. Z jej inicjatywy
(jest bardziej odpowiedzialna) zdecydowaliśmy się na szczerą rozmowę bez
podchodów i później na rozstanie "za porozumieniem stron". Niestety uczelniany
radiowęzeł (oczko w głowie rektora) narzuca, że modelowa para nie może się
rostać "za porozumieniem" bo jest to nijakie, a fasadowy związek i romanse na
boku odpadają. Ona czyli moja dziewczyna nie chce być rzucona (ambicja) ani
nie chce mnie rzucić (litościwe koleżanki z jej i innych wydziałów chętnie by
mnie podtrzymywały na duchu) a rubryka towarzyska radiowęzła tylko na to się
zgadza (albo ona mnie albo ja ją).
Czy była któraś z Was w takiej sytuacji (raczej mało prawdopodobne) albo
chociaż analogicznej? Na co się zdecydowała i jak to się skończyło?
Jeśli radiowęzeł nie ustąpi albo ona mnie nie rzuci to ja ją rzucę (przełknę
oficjalną pigułkę odium bo i tak ta sprawa coraz bardziej leży mi na sercu (a
ostatnio też niestety na żołądku i wątrobie)).