lalinda
23.03.06, 21:26
Mieszkam w dość kameralnym, typowym bloku. Wszystkich sąsiadów z klatki znam
od dawna, kłaniamy się sobie i nie wchodzimy w drogę - poza jednym wyjątkiem.
W mojej klatce mieszka pewna pani, emerytka ale dość "wczesna", która
najpewniej nie ma co robić, gdyż wystaje całymi dniami przed blokiem. A to z
psem, a to niańcząc wnuczkę, sama w drodze po lub z zakupów itd. Czas spędza
pytlując z zaprzyjaźnionymi sąsiadkami. Nie interesowałoby mnie to, gdyby nie
fakt, że odkryłam iż plotki dotyczą mojej osoby a właściwie mojego ojca.
Tata uczy matematyki i - co tu ukrywać - dorabia do skromnej pensji
nauczycielskiej korepetycjami. Żeby było ciekawiej, gdyż jest do bólu uczciwy,
nawet je opodatkował (bo powinien). Któregoś pięknego dnia wychodziłam z
windy, gdy usłyszałam, jak owa sąsiadka opowiada drugiej, że "u tych (tu padło
nasze nazwisko) to drzwi się nie zamykają, fura kasy leci i się obławiają"
itd. Zamurowało mnie, ale ponieważ już zauważyły mnie i wiedziały, że musiałam
usłyszeć, zrobiły się czerwone i zamilkły. Opowiedziałam o tym ojcu i machnał
ręką, ale wiem, że w głębi duszy się martwi, w końcu takie opowieści mogą
ściągnąć na przykład przygodnych złodziejaszków, ciekawych "fortuny", której
nie posiadamy. Nie wiem co robić i jestem w kropce. Mam ochotę zrzucić babę ze
schodów, żeby jej rozum wrócił na miejsce, ale za to poszłabym do więzienia.
Dlaczego ludzie tak bardzo lubią obsmarowywać innych bez powodu?