Dodaj do ulubionych

a propos artykułu pytanie - dziecko z nękaczem

17.04.06, 12:09
Przeczytałam Pana artykuł o nękaniu. Odeszłam od partnera, z którym mam
trzyletniego dziś syna, ze względu na nasilającą się przemoc z jego strony.
Wyprowadziłam się, ale nadal mieszkamy w tej samej miejscowości, a ja nie mam
możliwości wyprowadzki gdzieś dalej. Udało mi się w miarę - dzięki m.in.
terapii dla ofiar przemocy - uwolnić psychicznie, nie szukać z nim kontaktu.
On oczywiście nie pogodził się z moim odejściem, nie podjął się też
proponowanej mu przez terapeutów terapii dla przemocowców.
Od tamtego czasu - minął rok przeżyłam wiele: smsy z groźbami, prośbami
(pozmieniałam nr telefonów), nachodzenie (toczy się sprawa karna), telefony w
środku nocy, nad ranem, wydzwanianie do moich znajomych w poszukiwaniu mnie,
nachodzenie również ich i mojej rodziny.
Były maile i bombardowanie wiadomościami na gg (zablokowałam), były listy
wysyłane pocztą tradycyjną, próby przekazania korespondencji przez znajomych.
Były interwencje policji, szantaże z jego strony...

Jednak największy problem leży gdzie indziej. Kiedy mój były mąż wykorzystał
już wszystkie drogi kontaktu ze mną, zaczął używać jako karty przetargowej
dziecka. Zaczął ubiegać się o widzenia, zaczęło się telefonowanie, by "ustalić
godziny wizyt", oczywiście terminy podawane przez niego nie były nigdy
dotrzymywane, co powodowało kolejne konflikty ze mną. W trakcie naszego
małżeństwa nie opiekował się nigdy dzieckiem i teraz na widzeniach też źle
sprawuje nad synem opiekę, nie potrafi zadbać o niego, a wymaga ode mnie, żeby
wizyty trwały trzy-cztery dni. Jako że wcześniej też manipulował mną za pomocą
dziecka (np. prowokował je do płaczu, kiedy było niemowlakiem i nie pozwalał
go brać na ręce), nie wierzę, by chęć widywania się z synem była jedynym tego
powodem.

Mam poczucie, że nadal jest to tylko forma robienia mi na złość. Nie zgadzam
się od dłuższego czasu na widzenia, toczy się sprawa o ustalenie kontaktów,
ale nie mogę liczyć na szybkie jej rozwiązanie. Dla mnie jasne jest, że ojcu
nie zależy tyle na dziecku, co na utrzymaniu dalszych kontaktów ze mną. Sędzia
jednak nie bierze tego pod uwagę. Mimo udowodnienia przeze mnie złego
opiekowania się dzieckiem i braku zainteresowania dzieckiem w czasie trwania
małżeństwa, przyznane zostało ojcu prawie nieograniczone prawo do widywania
syna i kontaktowania się z nim. Sędzia uznał też, że dręczenie mnie nie
powinno być brane pod uwagę w wyznaczaniu kontaktów ojca z dzieckiem.
A jednak wizyty u dziecka, jak i kontakt w celu np. ustalenia, jakie lekarstwa
podać dziecku w trakcie wizyty ojca to dla niego kolejny pretekst do
wykłócania się, wyciągania przeszłości, oskarżania mnie, poniżania. Były mąż
nie respektuje też godzin wyznaczonych przez sąd i "gra" tym sposobem na mojej
cierpliwości. Stworzył obecnie obraz siebie jako nieszczęśliwego ojca
walczącego o prawo do dziecka.

Sytuacja ta jest dla mnie bardzo trudna psychicznie, bo moje odcinanie się od
niego jest argumentem w sądzie, że utrudniam mu kontakt z synem. W sądzie - by
rozmydlić obraz rzeczywistości - szkaluje mnie, twierdząć, że w czasie związku
biłam dziecko i znęcałam się nad synem i on teraz chce bronić dziecka.
Wiem, że wszystkie te działania z jego strony są po to, żeby mnie osłabić i że
czrpie on przyjemność z tego, że moje życie skupia się nadal wokół
zamieszania, jakie sprawia.

Jak jednak postępować dalej w takiej sytuacji?
--
Obserwuj wątek
    • pawel.drozdziak Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 18.04.06, 09:03
      Witam,

      Granie wspolnym dzieckiem i prawami rodzicielskimi jest obok szantazu jedna z
      najskuteczniejszych metod dzialania nekaczy. Nalezy zmierzac do sadownego
      okreslenia czasowych ram opieki i nastepnie egzekwowac te ramy. Dopoki to nie
      nastapilo jedyne co mozna zrobic, to przemyslec jakie ramy by Pani odpowiadaly
      i jednoczesnie byly (realnie, zgodnie z Pani zdroworozsadkowa ocena) do
      dotrzymania przez druga strone. Nastepnie trzeba o tych ramach poinformowac i
      po prostu starac sie je egzekwowac. Moze to miec postac na przyklad takich
      wymagan: bedziesz bral dziecko co drugi tydzien na .... godzin. Dziecko
      odbierac bedziesz z ulicy. Spotykamy sie na ulicy ..... o godzinie ... z
      marginesem spoznienia ... Jesli w tym marginesie sie nie zmiescisz spotkanie
      zostanie przesuniete o kolejne dwa tygodnie. Odwozisz go w to samo miejsce w
      niedziele o godzinie ... Jesli sie spoznia, to po prostu spotkanie w tym
      tygodniu zostaje odwolane. Zadnych wymowek nie ma sensu robic, bo
      prawdopodobnie to wlasnie o wywolanie Pani emocji tu chodzi.
      Alimenty maja byc wplacane na konto do dnia ...
      Dopoki nie ma ustalec sadownych po prostu trzeba tego sie trzymac tak
      stanowczo, jak tylko sie da. Nie pozwalac na przychodzenie do domu, a przy
      przekazaniu dziecka po prostu przywitac sie z ojcem, pozegnac z dzieckiem i
      odchodzic nie dajac sie wciagac w zadne rozgrywki.
      • asiouek Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 18.04.06, 09:20
        Bardzo dziękuję za odpowiedź.
        Metody podanej przez Pana próbowłam - spotkania na neutralnym gruncie, zero
        rozmów przy spotkaniu z nim. Zakończyło się to próbą porwania dziecka.
        Od tamtego czasu po prostu nie zezwalam na spotkania. Sprawa sądowa ciągnie się
        długo i nie widać jej końca. Były nawet przeprowadzane badania w RODK, ale nie
        wynkło z nich NIC. W sądzie sprawa odwleka się ze względu na apelacje,
        niestawianie się byłego męża. Nie respektuje on też postanowień sądu. Kiedy
        dzwonię o godzinie, w której dziecko powinno być od dawna w domu, on mówi, że
        nie ma zamiaru odwozić syna, bo ma pełnię praw rodzicielskich.

        Nie wiem, jak podejść do tej sprawy. Sędzia powiedział, że skoro nie robi
        dziecku krzywdy, fizycznie, to nie ma podstaw do ograniczania kontaktu.
        Powiedział mi też wprost: Proszę przyjść, jak już zrobi pani albo dziecku
        krzywdę albo je faktycznie porwie... Mimo że dziecko musiałam odbierać w asyście
        policji (nie chciał wpuścić policji) nadal sędzia przychyla się do wniosku męża
        o nieograniczone niemal prawo odwiedzin. Dziecko - oprócz zaniedbywania:
        niekarmienia, nieodpowiedni ubiór - nie jest przez niego krzywdzone. Ale uważam,
        że ta sytuacja źle na nie wpływa psychicznie.

        • rezurekcja Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 20.04.06, 12:14
          asiouek napisała:

          > Nie wiem, jak podejść do tej sprawy. Sędzia powiedział, że skoro nie robi
          > dziecku krzywdy, fizycznie, to nie ma podstaw do ograniczania kontaktu.
          > Powiedział mi też wprost: Proszę przyjść, jak już zrobi pani albo dziecku
          > krzywdę albo je faktycznie porwie...

          popros sedziego o te wypowiedz na pismie. Zebys nie musiala sie go dwa razy
          pytac, niech Ci raz napisze.

          > Mimo że dziecko musiałam odbierać w asyście
          > policji (nie chciał wpuścić policji)

          a czy na policji nie nam jakichs notatek z tych interwencji? Moze mozna by
          przedlozyc je w sądzie?
          • pawel.drozdziak Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 20.04.06, 12:35
            I generalnie bez oparcia na jednoznacznym wyroku sadu niewiele mozna zrobic w
            celu okreslenia ram kontaktow ojca z dzieckiem. Proponuje skupic sie na
            legalnych metodach uzyskania sensownego wyroku sadowego. Dobrze w tej sprawie
            skorzystac z pomocy kompetentnego prawnika.
            • rami.a Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 21.04.06, 00:20
              Panie Pawle, zastanawia mnie czy wziął Pan pod uwagę do kogo skierowuje Pan
              swoje rady. Nominalnie adresat niby jest jasno określony? A faktycznie kto jest
              odbiorcą? I czy nie warto się zastanowić że pańskie rady nie wziąwszy pod uwagę
              faktycznego odbiorcy - właściwie to wzmagają zjawisko przemocy, podkręcają
              konflikt z udziałem dziecka (a niby w słowach zwraca Pan uwagę na granie
              dzieckiem, kompletnie nie zdając sobie sprawy jak wiele matek może być
              mistrzyniami w tej grze i które z uczestniczek Pańskiego forum takimi są.)

              Uderzyło mnie już dawno że sugeruje Pan rozwiązana które są "na bakier" z
              prawem. W zawalowanej formie sugerował Pan czynienie utrudnień w wykonywaniu
              swoich rodzicielskich powinności, w praktyce jest to namawianie do stwarzania
              utrudnień w kontaktach z dzieckiem:
              ""3. prześladowca może odebrać ze szkoły lub przedszkola twoje dziecko, aby
              zmusić cię do skontaktowania się z nim. Jeżeli z prawnego punktu widzenia
              istnieje taka możliwość personel szkoły lub przedszkola powinien być
              uprzedzony, aby móc temu zapobiec.""
              --Oczywistym jest że jedyną prawną możliwością jest tu odbieranie dziecka przez
              drugiego rodzica. Pan wprost namawia aby utrudniać drugiemu rodzicowi kontakt z
              własnym dzieckiem (bo któżby miałby najczęściej mógł spełniac tę prawną
              możliwość).

              Buduje Pan także (lub wręcz żeruje swoją działalnością) na stanie psychozy u
              kobiet.
              "Apelował do jej litości i zapewniał o szalonej miłości. Podczas rozmowy bawił
              się nożem."
              ---Zdaję sobię sprawę o jakie sytuacje może Panu chodzić. Lecz osoba o
              niezrównoważonej psychice ten opis równie dobrze przyporządkuje do sytuacji
              rozmowy przy sporządzaniu kolacji gdy ktoś trzyma w ręce nóż. Czasami po prostu
              wychodzi Pan o jedno zdanie za daleko, które nie jest konieczne. Nie wszystko w
              takich dopiskach tu do końca jasnym celem.

              W swoich postach odbiega Pan też od fachowych sposobów pomocy. Zamiast
              sugerować skorzystanie z pomocy profesjonlnych mediatorów, stara się Pan
              nadawać cechy nieskuteczności wszelkim negocjacjom:
              "Próby wyegocjowania od nękacza, aby się odczepił są bezcelowe. Nękacz
              specjalnie przedłuża takie negocjacje w nieskończoność"

              Panie Pawle, nie będę ukrywał że sytuację negatywnych skutków Pańskich treści
              odczuwa dzisiaj moja córka i ja będąc odcinanymi we wzajemnych kontaktach ponad
              rok od stycz`05. Mimo że wychowywałem ją na codzień, pomagałem przy porodzie,
              zostałem w domu dla opieki nad nią gdy jej matka zajęła się własną karierą i
              jesteśmy ze sobą bardzo związani - to obecnie wskutek ograniczającej postawy
              matki udaje nam się spotkać zaledwie ok. 1 raz na kwartał (zliczając
              przypadkowe spotkania i interwencje sądu) mimo że córka bardzo za mną tęskni.
              Czytając Pańskie rady widzę że matka naszej córki zastosowała się do Pańskich
              wskazówek. Jest ona tutejszą czytelniczką (sama kiedyś pierwsza odkryła mój
              nick na forum gazety, ujawniła nasze powiązanie, czego ja tu robił nie będę) i
              dyskutantką.
              Zmieniła nr komórkowy i nie odbiera połączeń na tel.stacjonarnym (co jest
              konieczne dla dyskusji o dziecku - jakby się to Panu nie śniło - przepraszam za
              ironię, lecz Pańskie niedopatrzenia w tej kwesti podważają fachowość Pańskich
              rad), nie odbiera mejli w których chciałbym córce przesłać kolorowe obrazki od
              taty, itp, itd.

              Uważam że popełnił Pan bardzo wielki błąd który tkwi w domyślnym założeniu
              schematu kobieta-ofiara mężczyzna-sprawca lub po prostu w wierze w
              nieweryfikowalny przekaz, nie zwracając uwagi na to że rzeczywistość zawarta w
              postach osób z Panem korespondujących może być całkiem odwrotna i bez
              zachowania dystansu udziela Pan rad, które jedynie powierzchownie rozwiązują
              dla niektórych kobiet problem, a w rzeczywistości zaognianią konflikt
              poprzez "okopanie się na swojej pozycji". Taki skutek w praktyce odnoszą
              Pańskie rady jeśli je zastosować bez uprzedniego INDYWIDUALNEGO rozpoznania
              sytuacji. Zapewne w wielu tu opisywanych sytuacjach problem może mieć całkiem
              inne podłoże niż problem nękacza. W ogóle ujęcie jako nękacza rodzica dziecka
              kompletnie kłóci się chyba z jakąkolwiek filozofią rozwiązywania sporów
              rodzicielskich.

              Jednocześnie nie neguję problemu nękacza.
              Ale udzielanie konkretnych rad (a takie Pan rozpowszechnia) bez indywidualnego
              rozpoznania każdej sytuacji przynosi zapewne w wielu konkretnych sytuacjach
              opłakane skutki. Jedną zaledwie sytuację my tylko "złapaliśmy za rękaw", a ile
              takich sytuacji może być w rzeczywistości wśród Pańskich odbiorców?????
              Nie specjalizuję się w jakiejkolwiek tematyce psychologicznej, ale po pewnej
              dozie własnego doświadczenia trudno nie ukrywać, że w sposobie udzielania
              tutejszych treści wystepują istotne braki kompetencji polegające na braku
              szerszego spojrzenia na możliwe wywołane skutki.
              Z góry proszę o nie wyrażanie ubolewania za moją (naszą) sytuację, lecz swoją
              działalność prowadzić z większą wyobraźnią.
              Jeśli ma Pan choć nieco fachowości w podejściu do tematu którym się Pan
              zajmuje - mam nadzieję że potraktuje Pan mój post nieco poważniej niż wyłącznie
              stwierdzeniem: "nie biorę odpowiedzialności za......"
              • pawel.drozdziak Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 21.04.06, 09:01
                Witam Pana,

                > kompletnie nie zdając sobie sprawy jak wiele matek może być
                > mistrzyniami w tej grze i które z uczestniczek Pańskiego forum takimi są.)

                zdaje sobie sprawe, ze wszelkie konflikty par zawieraja w sobie elementy gry z
                obu stron. Wiele kobiet jest w tej grze mistrzyniami, to prawda. Celem tekstu
                jest jednak uzyskanie przez czytelniczke mozliwosci niekontaktowania sie z
                osoba, z ktora ona kontaktowac sie nie ma ochoty. Zakladam, ze ona rzeczywiscie
                nie ma na to ochoty i jej celem nie jest kontynuowanie gry przez wywolanie u
                drugiej strony poczucia odrzucenia, ale rzeczywiste tej gry przerwanie. W celu
                jej zakonczenia po prostu.

                > Uderzyło mnie już dawno że sugeruje Pan rozwiązana które są "na bakier" z
                > prawem. W zawalowanej formie sugerował Pan czynienie utrudnień w wykonywaniu
                > swoich rodzicielskich powinności, w praktyce jest to namawianie do stwarzania
                > utrudnień w kontaktach z dzieckiem:
                > ""3. prześladowca może odebrać ze szkoły lub przedszkola twoje dziecko, aby
                > zmusić cię do skontaktowania się z nim. Jeżeli z prawnego punktu widzenia
                > istnieje taka możliwość personel szkoły lub przedszkola powinien być
                > uprzedzony, aby móc temu zapobiec.""
                > --Oczywistym jest że jedyną prawną możliwością jest tu odbieranie dziecka
                przez
                > drugiego rodzica.

                byc moze tekst zostal sformulowany w sposob, ktory dopuszcza taka opaczna
                interpretacje. Sens tego co Pan cytuje jest nastepujacy:
                "jesli istnieje prawna mozliwosc, aby temu (odebraniu dziecka) zapobiec, nalezy
                powiadomic o tym personel, by temu zapobiegl".
                Pan sugeruje inny sens - "jesli drugi rodzic ma prawna mozliwosc odebrania
                dziecka, nalezy uprzedzic personel, aby temu (bezprawnie) zapobiegl".
                Przyznam, ze mozliwosc takiego zinterpretowania moich slow w ogole nie przyszla
                mi dotad do glowy. Skoro sie pojawila, przy najblizszej okazji przebuduje ten
                fragment tak, by byl bardziej jednoznaczny.

                > "Apelował do jej litości i zapewniał o szalonej miłości. Podczas rozmowy
                bawił
                > się nożem."
                > ---Zdaję sobię sprawę o jakie sytuacje może Panu chodzić. Lecz osoba o
                > niezrównoważonej psychice ten opis równie dobrze przyporządkuje do sytuacji
                > rozmowy przy sporządzaniu kolacji gdy ktoś trzyma w ręce nóż.

                moge byc tylko pelen podziwu dla mezczyzn, ktorzy zyjac z osoba na takim etapie
                rozwoju psychozy poswiecaja sie opiece nad nia

                > W swoich postach odbiega Pan też od fachowych sposobów pomocy. Zamiast
                > sugerować skorzystanie z pomocy profesjonlnych mediatorów, stara się Pan
                > nadawać cechy nieskuteczności wszelkim negocjacjom:
                > "Próby wyegocjowania od nękacza, aby się odczepił są bezcelowe. Nękacz
                > specjalnie przedłuża takie negocjacje w nieskończoność"

                rozumiem, ze Panska opinia jest taka, ze z osoba z ktora nie chcemy sie
                kontaktowac a ktora nie przyjmuje tego do wiadomosci nalezy negocjowac za
                pomoca profesjonalnych mediatorow. Moja opinia jest odmienna. Uwazam, ze osoby
                ktore nie przyjmuja do wiadomosci proby odejscia beda przedluzac takie
                negocjacje w nieskonczonosc. Stad moje wskazowki zawarte w tekscie.

                > Uważam że popełnił Pan bardzo wielki błąd który tkwi w domyślnym założeniu
                > schematu kobieta-ofiara mężczyzna-sprawca lub po prostu w wierze w
                > nieweryfikowalny przekaz, nie zwracając uwagi na to że rzeczywistość zawarta
                w
                > postach osób z Panem korespondujących może być całkiem odwrotna

                wydaje mi sie, ze jestem dosc daleki od przyjmowania takiego schematu. Zgadzam
                sie takze z tym, ze rzeczywistosc ktorej dotycza posty moze byc duzo bardziej
                zlozona niz to one opisuja. Wiekszosc tematow ktore sie tu pojawiaja kompletnie
                nie nadaje sie do pomagania przez internet i nie da sie ta droga zaproponowac
                niczego oprocz osobistej wizyty u fachowcow. Stad tez w wiekszosci przypadkow
                ja sie tu po prostu powstrzymuje od glosu.
                Podobnie jest w Panskim przypadku. Kobieta, z ktora ma Pan dziecko przy ktorego
                porodzie Pan uczestniczyl postanowila zmienic numer komorki i odciela Panu
                wszelki kontakt od dziecka i od siebie. Pan jak rozumiem ma jakies prawa do
                widzenia sie z dzieckiem, ale nie moze ich Pan w praktyce wyegzekwowac. Nie
                wiem czemu taka sytuacja ma miejsce i nie mam zadnej mozliwosci, by to
                sprawdzic. Jedyne, co moge Panu zaproponowac, to zwrocenie sie o pomoc do
                instytucji, ktore pomoga Panu wyegzekwowac, ewentualnie dookreslic swoje prawa.
                • czerwone_korale Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 22.04.06, 09:44
                  panie Pawle- i tak oto w tym wątku spotkała się osoba nękana ze swoim nękaczem
                  ma pan na dłoni podany przypadek z życia
                  ja za bardzo nie wnikam w ten konflikt ,bo nie znam ich osobiście,ale faktem
                  jest że te dwie osoby spotkaly się tu na forum-a raczej ten pan co napisał tak
                  długiego posta pojawia się na różnych forach kobiecych pod wieloma nickami i
                  dopisuje się pod swoją ex-a wszystko w imieniu szeroko pojętego "dobra dziecka"
                  czy widzi pan jakąś szansę na zażegnanie tego zjawiska?
                  pozdrawiam
    • czerwone_korale Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 22.04.06, 10:46
      chciałam jeszcze dodać że pan ramia ma niezliczoną ilość nicków po dkórymi
      pisze-ale nawet się nie ukrywa jeśli zostanie zdemaskowany,że on to on:)
      pisze elaboraty n/t swojej "byłej pani".Pisze płaczliwe posty o swojej wielkiej
      chęci zbliżenia sie do dziecka-a była pani mu to uniemożliwia itp itd
      Siedzi non-stop na kobiecych forach i szuka swojej "byłej pani".
      Jest to uciążliwe dla wielu forumowiczów bo mimowolnie stajemy się uczestnikami
      tego cyrku.
      pozdrawiam
      • rami.a Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 23.04.06, 23:37
        Dziękuję za odpowiedź
        Odpowiem mając na uwadze realia rozejścia rodziców dziecka, a myślę że każda
        rada udzielana publicznie bez weryfikacji i indywidualnego sprawdzenia sytuacji
        powinna takie założenie uwzględniać. (Inaczej mielibyśmy stan: nie biorę
        odpowiedzialności za stosowanie moich rad – a mam nadzieję że obca jest nam
        taka postawa.)
        >zdaje sobie sprawe, ze wszelkie konflikty par zawieraja w sobie elementy gry z
        >obu stron. Wiele kobiet jest w tej grze mistrzyniami, to prawda. Celem tekstu
        >jest jednak uzyskanie przez czytelniczke mozliwosci niekontaktowania sie z
        >osoba, z ktora ona kontaktowac sie nie ma ochoty.
        To prezentowane spojrzenie uważam że jest bardzo wąskim spojrzeniem na problem
        konfliktu w porozumiwaniu, co uważam za nieprawidłowe. Zajmuje ono problem
        kontaktowania całkowicie tracąc z pola widzenia inne ważniejsze problemy,
        zwłaszcza problem dobra dziecka które powinno przeważać nad dobrem osoby
        dorosłej. Przy takim spojrzeniu nie dziwi mnie wobec tego uciekanie od innych
        konstruktywnych środków (np. mediatorzy, terpia dla rodzicielska po rozwodzie).
        Spotkałem opinie (np.psychiatry współprowadzącego terapie) które mówią że nawet
        mediacja niewiele rozwiąże, bo zajmie się tylko aktualnym problemem, a wy
        (rodzice) musicie umieć się dogadywać tak długo jak dziecko będzie
        niesamodzielne.
        Naprawdę ze zdziwieniem patrzę jak Pańskie rady zmierzają w skutkach do
        traktowania dziecka „przez płot”, czyli przekazywania go sobie z wypowiedzeniem
        co najwyżej słowa „cześć”.

        Panie Pawle, może to zabrzmi nieelegancko, ale sugerowałbym szersze spojrzenie
        na problem a nie realizowanie misji jednego problemu: jak odciąć się od
        kontaktu (np. między rodzicami wspólnego dziecka). Myślę że lepiej by było aby
        problem kontaktowania widzieć jako fragment rzeczywistości, a nie skupiać się
        na tym jednym wyodrębnionym temacie (co niestety dotychczas zauważam), bo
        inaczej zamiast bezpieczeństwa kobiet zaczyna się robić pod przykrywką tego
        realizacja zrywania kontaktów między rodzicami a nawet utrudnianie kontaktów z
        dzieckiem (co jest w sytuacji naszej córeczki). Myślę że zbyt mało czynników
        bierze Pan pod uwagę np. fałszywość przekazu a co za tym idzie pochopność w
        uzyskaniu Pańskiego przekonania o nieskuteczności porozumiewania. Nawet jeśli w
        rzeczywistości to porozumiewanie na dany moment jest zaburzone, to myślę że
        należy wspierać jego rozwój. Pańskie rady idą w przeciwnym kierunku. Osobicie
        odbieram że może to już wykraczać poza prawo poszanowania drugiej osoby, a
        zaczyna być wyrazem ogólnej tendencji do atomizacji społeczeństwa. Każda
        wolność ma pewne granice. Granicą osobistej wolności jest krzywda drugiego
        człowieka. Moja córka jest właśnie krzywdzona (możliwe że nawet orzeczenie sądu
        nie zaspokoi jej potrzeb bo jej osobiste potrzeby emocjonalne wymagają dużego
        kontaktu ze mną – co oczywiste przy osobistym wychowywaniu córki), a jej matka
        zwraca jedynie uwagę na swoje prawa.
        Naprawdę, zastanawiam się jak Pan wyobraża sobie skuteczne wychowanie dziecka
        po rozwodzie bez skutecznego (w najlepszym tego słowa pojęciu) porozumiewania
        między rodzicami. Czy naprawdę Pan uważa że do wychowania dziecka po rozwodzie
        wystarczy jedynie ustalanie między rodzicami: „od godz... do godz....” i
        przekazanie sobie tego dziecka przy płocie ???
        Oczywiście do niczego innego odcinającej się matki zmusić nie można -to
        pamietam. Natomiast do jakiego stanu należy dążyć to już inna sprawa. I myślę
        że właściwszym jest tu bardziej nauka porozumiewania, niż odcinania (a do tego
        zmierzają Pańskie rady, w których odgórnie i bez weryfikacji widać przekonanie
        o nieskuteczności tego pierwszego, a rady zmierzają w przeciwnym kierunku).

        Tak samo uważam jako błędne założenie:
        >Zakladam, ze ona rzeczywiscie nie ma na to ochoty i jej celem nie jest
        >kontynuowanie gry przez wywolanie u drugiej strony poczucia odrzucenia
        >ale rzeczywiste tej gry przerwanie. W celu jej zakonczenia po prostu.
        W ogóle mowa o założeniu wywołania poczucia odrzucenia wg mnie nie ma tu
        znaczenia. Mógłbym sobie nawet mieć takie poczucie (jako strona opuszczona) -
        ale jakież jest przełożenie interesu osoby z takim poczuciem do interesu osoby
        odcinającej się (lub interesu dziecka)?? Żadne. Chyba że osoba odcinająca
        chciałaby zrozumieć to poczucie u odrzucanego i pomóc mu jakoś w tym problemie.
        Ale tu doszlibyśmy do absurdu.
        Natomiast uważam za wielki błąd traktowanie (nazywanie) sytuacji jako gry. Gdyż
        każda strona konfliktu zawsze będzie miała poczucie że to strona przeciwna
        próbuje grać, manipulować. Czy widział Pan inne sytuacje, że jedna ze stron
        konfliktu przyznaje się że wywołuje grę??? (Ja owszem wiadziałem takie
        wyznania, ale po upłynięciu długiego czasu od konfliktu). Nawiązując w taki
        sposób konwersację z uczestnikami problemu uważam że zaspokaja Pan tylko u
        uczestników problemu ich własne „ego” bo nietrudno przewidzieć po której
        stronie zawsze będą siebie widzieli. Ale czy taka jest rzeczywistość?? Mówienie
        o sytuacji jako o grze lub manipulacji może oczywiście być próbą uświadamiania
        konfliktu, ale może przynosić równie wiele szkody wzmagając budowanie barier po
        stronie z którą Pan dyskutuje, której Pan doradza – a więc budowanie barier
        także wokół dziecka. A skąd wie z kim ma Pan do czynienia?? Czyni Pan
        założenia – ale na jakiej podstawie?? Sugerowałbym jednak w sytuacjach których
        Pan osobiście nie diagnozuje poczucie realizmu płynące jak z poniższego
        źródła: serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,3221911.html

        >rozumiem, ze Panska opinia jest taka, ze z osoba z ktora nie chcemy sie
        >kontaktowac a ktora nie przyjmuje tego do wiadomosci nalezy negocjowac za
        >pomoca profesjonalnych mediatorow. Moja opinia jest odmienna. Uwazam, ze osoby
        >ktore nie przyjmuja do wiadomosci proby odejscia beda przedluzac takie
        >negocjacje w nieskonczonosc. Stad moje wskazowki zawarte w tekscie.
        Nie rozumiem braku Pańskiej ufności do specjalistów którzy mają przeszkolenie
        do pracy w tworzeniu porozumień. Choćby z pobieżnej znajomości tematu mediacji
        wiadomym jest że mediatorzy dopuszczają możliwość niezawarcia porozumienia. Nic
        na siłę, także przedłużanie w nieskończoność – zdaje się że nie wchodzi w grę w
        ich pracy.
        Z Pańskiej opini natomiast wynika że specjaliści (mediatorzy, terapeuci) daliby
        się wciągnąć w manipulacyjną grę. Myślę że nieprawidłowości mogłyby się tylko
        zdarzyć gdyby taką usługę świadczyłyby osoby nieprzygotowane profesjonalnie lub
        niewystarczająco w takim zadaniu. Co oczywiście zdarzyć się może, lecz nie
        powinno skazywać takich form na odzrucenie.
        Istotnym jest oczywiście temat mediacji lub terapi dla rodziców. Samego faktu
        rozejścia oczywiście nie ma co stawiać jako tematu. Natomiast ogólne
        rozciągnięcie negatywnej opinii do tych środków rozwiązywania sporów uważam za
        nadużycie. Proszę pamiętać że nigdy (bez szczególowej diagnozy) nie wiemy z
        jaką sytuacją mamy do czynienia. Pan gdy odpowiada zawsze zakłada sytuacje z
        nękaczem – czy zawsze słusznie??? Jak pisałem – przyjęcie takiego założenia, i
        sugerowanie postępowania bez wystarczającego rozpoznania sytuacji – może
        doprowadzić do opłakanych skutków. (Być może w sytuacji mojej córeczki doszło
        właśnie do takiej kolei rzeczy.)

        >Jedyne, co moge Panu zaproponowac, to zwrocenie sie o pomoc do
        >instytucji, ktore pomoga Panu wyegzekwowac, ewentualnie dookreslic swoje prawa.
        Instytucje które zabiera udział w tej sprawie jest sąd rodzinny. Niestety
        należy sobie zdawać sprawę że procedury, organizacja i konieczność dopełnienia
        formalnych dróg postepowania bardzo przedłuża dojście do wydania konkretnych
        decyzji (wiele miesięcy, ponad rok, końca z
        • rami.a Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 23.04.06, 23:44
          Instytucje które zabiera udział w tej sprawie jest sąd rodzinny. Niestety
          należy sobie zdawać sprawę że procedury, organizacja i konieczność dopełnienia
          formalnych dróg postepowania bardzo przedłuża dojście do wydania konkretnych
          decyzji (wiele miesięcy, ponad rok, końca zakończenia sprawy nie widać).
          Natomiast dziecko przez cały czas jest odcinane od drugiego rodzica i tękni, co
          odciska się na nim w sposób traumatyczny.
          Dlatego ze względu na przewlekłe realia z jednej strony i bieżace potrzeby
          dziecka z drugiej strony - uważam że nie można skupić się wyłącznie na
          rozstrzygnięciach formalnych oraz blokowaniu dostępu do dyskusji (interesie
          własnym), ale propagować każdą możliwą drogę porozumienia.

          >Dopoki to nie nastapilo jedyne co mozna zrobic, to przemyslec
          >jakie ramy by Pani odpowiadaly i jednoczesnie byly (realnie,
          >zgodnie z Pani zdroworozsadkowa ocena) do dotrzymania przez
          >druga strone. Nastepnie trzeba o tych ramach poinformowac i
          >po prostu starac sie je egzekwowac.
          Cieszę się że choć w tym fragmencie propaguje Pan namiastkę porozumienia i
          zwrócenia uwagi na drugą stronę. Lecz obawiam się że ten niewielki fragment
          tonie w ogólnej tu tendencji do ograniczania kontaktów. Nie będę ukrywał że
          odwołania do zdrowego rozsądku w przypadku osób ograniczających kontakt dziecku
          z drugim rodzicem jest raczej „jak kulą w płot”, a osoba taka raczej zatrzyma
          oko i zwróci uwagę na fragment o egzekwowaniu niż na aspekt tego co jest do
          przyjęcia dla drugiej strony, a przede wszystkim najlepsze dla dziecka które
          bardzo teskni za tatą. Zresztą brak zrozumienia na tęsknotę własnego dziecka za
          drugim rodzicem myślę że jest wystarczającą przesłanką o zdolności dostrzegania
          problemów przez taką osobę.
          • pawel.drozdziak Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 24.04.06, 08:30
            Witam,

            Jesli chodzi o mnie, mam w swojej pracy do czynienia z kobietami, ktore usiluja
            uniknac kontaktow z mezczyznami ktorzy im sie narzucaja. Czesto proszony jestem
            o wskazowki, jak moglyby ten efekt osiagnac i ja im te wskazowki w miare swoich
            skromnych mozliwosci daje.
            Pan oczywiscie moze robic to samo - zwracac sie do kobiet pragnacych uniknac
            kontaktow z narzucajacymi im sie mezcznami i dawac im wskazowki. Wybor doradcy
            zalezy juz jednak tylko od nich.
    • zycietojebajka Re: a propos artykułu pytanie - dziecko z nękacze 24.04.06, 12:34
      Moja droga, ja to wszystko przeszłam i żyję. Psychicznei pomogli mi przyjaciele
      i dzieci. Ponadto ważne było, że rzuciłam sie w wir pracy.

      Nie rób mu na złość i nie ograniczaj kontaktów. Wówczas bedzie tylko gorzej a
      nie lepiej.
      Pozwól na widzenia, a nawet proponuj więcej terminów. Zobaczysz, że po roku on
      przestanie o nie zabiegać, przestanie mieć dla nich czas.
      Po 2-3 latach odczepi się od ciebie jeśli... zobaczy, że masz go głęboko w d...
      Pozdrawiam
      • delika1 podbijam.. 27.03.07, 15:39
        to nie chodzi o pozwalanie na widzenia..zrozumncie , im nie chodzi o dziecko!
        dziecko to karta przetargowa, narzędzie manipulacji, im chodzi o wymuszenie,
        byśmy wróciły, by znów wiedli to swoje beztroskie, przemocowe zycie.I chcą
        ZMUSIĆ do tego..Bo matka ofiara ulegnie z braku siły, pod ciężarem wyrzutów
        sumienia, dla "dobra dziecka.".
        • delika1 Re: podbijam.. 28.03.07, 10:01
          jeśli remi.a to kini-m, to "temu panu dziękujemy", znam te wypowiedzi.I
          rzeczywiscie z wypowiedzi pana kini nie wynika,że jest nękaczem, ale również
          nie ma pojęcia o zachowaniu przemocowców-egoistów-nękaczy..Uwierzcie-ja
          zupełnie nie ograniczam prawie-eks kontaktów-wyznacza mi dni wizyt-i ja
          dostosowuję nasz plan do tego.I co?niz z tego-brnie coraz dalej, dalej-wymusza
          spotkanie,ale ze mną..przekopiuję Wam posta który napisałam na przemocy w
          rodzinie..jestem naprawdę bezsilna..zbieram owoc tego jak tyle lat dałam się
          równac z błotem, poniżać i chowałam po ką
          tach jak zbity pies..
          oto ten mój post:

          TYTUŁ:CZY WASI EKS RÓWNIEŻ TO ROBIĄ:
          I jak sobie z tym radzicie?chodzi o wymuszanie i napiętnowanie grając
          dzieckiem..Nie ugięłam sie kiedy robił z siebie biedną, zostawioną ofiarę
          (dzięki Wam),ale on cały czas nie pozwala mi normalnie zyć, nie potrafi dać
          mi spokoju i skupić się na byciu ojcem w nowej sytuacji!!Wymusza i żąda
          spotkań(on + ja) i to robi to pod pretekstem konieczności rozmów o wychowaniu
          syna.I tak niby powinno być, ale dotychczas na każdym z tych spotkań
          dochodziło do bezsensownej wymiany oskarżeń, przykrości-ja jestem obwiniana
          za to,ze rozbiłam dziecku rodzinę, że śmiałam odejść,że rozwód niszczy
          dziecko,że syn sie zmienił na niekorzyść(a jest odwrotnie przecież).W ogóle
          nie słucha tego co ja mam do powiedzenie, przerywa, ucieka od tematów które
          są dla niego niewygodne, nie skupia sie na konkretnych sprawach, nie
          dopuszcza do siebie tego co mówię, lekceważy kiedy po stokroć mówię o
          motywach mojego odejscia(że rodzina była patologiczna,ze była przemoc, chore
          relacje itd..).On po prostu stosuje demagogię, puste słowa po to by wywołać
          poczucie winy, by wykrzyczeć swój żal i frustracje, by wymusić na mnie to co
          chce..Zmienia poglądy tak jak mu pasuje(przez całe małżeństwo kpił sobie z
          instytucji małżeństwa, rodziny, wiernośći, monogamii, dbania o bliskich.Robił
          co chciał, niszczył mnie , olewał syna).A teraz taki tradycjonalista..acha i
          jeszcze dąży do kontaktu fizycznego, po prostu łapy wyciąga(tym razem nie po
          to by uderzyć, ale to też jest dla mnie okropne)
          Nie wiem jak mam sobie z nim poradzić-zaproponowałam byśmy pisali o
          konkretach w mailach-on nie chce o tym słyszeć..I w ogóle lekceważy jak mu
          piszę o problemach zdrowotnych syna, czy jego potrzebach..Kurcze, z drugiej
          strony wiem,że kontakt rodziców jest potrzebny, tylko,że między nami nie ma
          kontaktu, nie ma rozmów, wymiany argumentów, to do niczego nie
          prowadzi..dziewczyny jak ja mam z nim postępować, jak rozmawiać?BO rozpowiada
          wszem i wobec ,że unikam kontaktu (co samo w sobie jest złe), ale jak to
          rozwiązać w kontekście tego co napisałam??pozdrawiam serdecznie


          • ewa1611 Re: podbijam.. 28.03.07, 21:33
            do karrimaty ja miałam podobną sytuację,zaczęłam z Małym chodzić do psychologa, otrzymałam pomoc dla dziecka i fachową poradę,którą wykorzystałam w sądzie {opinię, wskazówki do postępowania i inne}
          • pawel.drozdziak Re: podbijam.. 29.03.07, 00:45
            Witam,

            W relacji z nekaczem jedyna skuteczna metoda jest calkowite zerwanie kontaktow
            we wszelkich mozliwych ich formach. Jesli z nekaczem ma sie dziecko i ma on
            sadownie przyznane prawo do widzen, jedna z form nekania pozostaje caly czas
            mozliwa do wykonywania i z tym faktem niestety trzeba sie w pewnym sensie
            pogodzic. Mozliwe jest jednak zminimalizowanie tej niedogodnosci, jesli
            konsekwentnie stosuje sie tu kilka regul.

            Pisze Pani:

            > Wymusza i żąda
            > spotkań(on + ja) i to robi to pod pretekstem konieczności rozmów o wychowaniu
            > syna.

            w rzeczywistosci jest to tylko czesciowo prawda. Nekacz tych spotkan z Pani
            udzialem zada, ale ich nie wymusza, poniewaz Pani caly czas ma wybor. Moze Pani
            sie na nie zgadzac (co Pani wlasnie robi) lub sie na nie nie zgadzac.
            Przypuszczalnie sad ustalil jakis wymiar widzen z dzieckiem, z cala pewnoscia
            jednak nie ustalil zadnego wymiaru widzen bylego partnera z Pania. Byly partner
            moze sie takich spotkan domagac (domaganie sie roznych rzeczy jest naszym
            swietym prawem i nikt nam tego zabronic nie moze) ale decyzja o tym, czy sie
            zgodzic na jego zadania czy nie zalezy wylacznie od Pani. Zrozumienie, ze taka
            zgoda jest tylko Pani wlasnym wyborem to pierwszy krok do rozwiazania sytuacji.
            Jesli go Pani zrobi, mozemy posuwac sie dalej.

            Pisze Pani tak:

            > I tak niby powinno być, ale dotychczas na każdym z tych spotkań
            > dochodziło do bezsensownej wymiany oskarżeń, przykrości-ja jestem obwiniana
            > za to,ze rozbiłam dziecku rodzinę, że śmiałam odejść,że rozwód niszczy
            > dziecko,że syn sie zmienił na niekorzyść(a jest odwrotnie przecież).

            czyli na tych spotkaniach dochodzi do kilku rzeczy. Nie tylko do tego, ze byly
            partner oskarza Pania, ale tez i do wymiany oskarzen. Czyli, ze Pani w
            odpowiedzi oskarza takze i jego. Co wiecej, dochodzi na nich do tego, ze Pani
            zapamietuje te oskarzenia i rozwaza je "syn sie zmienił na niekorzyść(a jest
            odwrotnie przecież)" i wchodzi Pani w kontakt z tymi oskarzeniami,
            prawdopodobnie dopytujac nawet rozne osoby, czy przypadkiem w tym, co byly
            partner mowi nie ma jakiegos ziarnka prawdy. No i oczywiscie bardzo przezywa
            Pani kazde z tych spotkan i poswieca na to wiele swojej energii i uwagi.
            Przypomne raz jeszcze, ze robi to Pani, poniewaz spotkanie takie odbywa sie.
            Gdyby sie ono nie odbylo, caly ten proces wzajemnego oskarzania sie, myslenia o
            tym co zostalo powiedziane i niepokojenia sie tym nie moglby zachodzic,
            poniewaz nie mozna do nas powiedziec niczego w momencie, kiedy nie jestesmy
            obecni.

            > W ogóle
            > nie słucha tego co ja mam do powiedzenia

            to oczywiste. Byly partner nie slucha tego, co ma Pani do powiedzenia, poniewaz
            prawdopodobnie nie raz juz to slyszal (odbylo sie przeciez nie jedno spotkanie,
            ale wiecej takich spotkan) i zwyczajnie nie zgadza sie z tym. Pani natomiast
            pragnie, aby sie z tym zgadzal i dlatego - w nadziei, ze on cos zrozumie, ze
            uda sie go do czegos przekonac i ze poczuje to, co Pani chce, zeby poczul -
            godzi sie Pani na jego żądanie spotkania. W rzeczywistosci byly partner w
            zadnej sytuacji nie spelni Pani oczekiwan. Nie bedzie sluchal, nie podzieli
            Pani opinii, ani nie poczuje tego, co chce mu Pani zafundowac do poczucia. Jest
            to Pani nierealistyczne oczekiwanie. Byc moze wynika ono z tego, ze
            przyzwyczaila sie Pani traktowac jego opinie jako w pewien sposob istotne i
            jakos prawdziwe tez i dla Pani. Jesli on sie z czyms nie zgadza, Pani takze ma
            watpliwosci. No wiec probuje go Pani przekonac, zeby samej tych watpliwosci nie
            miec. On oczywiscie doskonale zdaje sobie z tego sprawe i uzywa tego Pani
            ograniczenia do tego, by Pania zmuszac do spotkan i wpuszczac w niekonczace sie
            i absolutnie nierozstrzygalne spory.

            >, przerywa, ucieka od tematów które
            > są dla niego niewygodne, nie skupia sie na konkretnych sprawach, nie
            > dopuszcza do siebie tego co mówię, lekceważy kiedy po stokroć mówię o
            > motywach mojego odejscia(że rodzina była patologiczna,ze była przemoc, chore
            > relacje itd..).

            nie ma takiej mozliwosci, zeby przekonala go Pani do swoich racji. Celem tej
            rozmowy z Pani strony jest prawdopodobnie uzyskanie od niego prawa do odejscia.
            Mysle, ze chce Pani, zeby zrozumial powody Pani decyzji i zeby w jakims sensie
            zgodzil sie na to, zeby Pani odeszla, bo zrozumialby, ze to ma sens. Czego on
            oczywiscie nigdy nie zrobi. JEgo celem w tej rozmowie jest uzyskiwanie Pani
            uwagi i emocji, a takze podtrzymywanie wplywu na Pani osobe. Kiedy widzi Pani
            obojetnosc, naciska jakis guzik, np. mowi "kiedy odeszlas, dziecko stracilo
            ojca i zmienilo sie na niekorzysc" i juz ma Pani emocje, uwage i napiecie. I
            tylko o to tu chodzi. Rozmowa jest tu tylko narzedziem wplywu i wywierania
            presji. Tresc jest kompletnie bez znaczenia.

            > acha i
            > jeszcze dąży do kontaktu fizycznego, po prostu łapy wyciąga(tym razem nie po
            > to by uderzyć, ale to też jest dla mnie okropne)

            poniewaz prawdopodobnie widzi,ze mowiac pewne rzeczy wprowadza Pania w stan
            niepewnosci i leku. Jesli jest Pani w stanie niepewnosci i leku, ma nad Pania
            przewage, a od poczucia przewagi do inicjowania stosunku droga jest bardzo
            krotka. Jesli bedzie Pani nadal toczyla z bylym partnerem tego typu dyskusje,
            takie proby odbycia stosunku seksualnego beda sie powtarzac i nasilac.

            > Nie wiem jak mam sobie z nim poradzić-zaproponowałam byśmy pisali o
            > konkretach w mailach-on nie chce o tym słyszeć..

            problem polega na calkowicie blednym zalozeniu, ze potrzebna jest zgoda obydwu
            stron na jakis stan rzeczy. Jest to nieprawda. Jego zgoda na taka forme
            kontaktu w ogole nie jest tu niezbedna. Jesli w sprawach istotnych chce sie
            Pani kontaktowac droga emailowa, nalezy po prostu poinformowac bylego partnera
            o tym, ze podjela Pani taka decyzje i pisac o waznych rzeczach emailem, a
            informacji inna droga podanych nie przyjmowac.

            Podkreslam raz jeszcze - sad okreslil jedynie wymiar widzenia sie ojca z
            dzieckiem. W wyroku nie ma ani slowa o tym, ze Pani ma jakiekolwiek obowiazki w
            tym wzgledzie wobec bylego parntera i ze Pani musi sie jakkolwiek i
            kiedykolwiek z nim spotykac, widywac, czy jakos inaczej kontaktowac. Nie ma
            Pani w ogole takiego obowiazku.

            a. Dziecko na spotkanie z ojcem moze byc dostarczone przez osobe trzecia, np.
            przez ktores dziadkow, matke chrzestna, kolezanke, opiekunke do dziecka czy
            kogokolwiek takiego.

            b. przejecie dziecka moze nastapic na terenie neutralnym - na ulicy, na
            basenie, w szkole, w swietlicy itp.

            c. wymiar czasu spotkan ustalony sadownie musi byc przestrzegany, ale nalezy
            bardzo dokladnie ustalic kiedy i jak bedzie to realizowane

            d. spotkania rodzicow w celu omawiania spraw dziecka w ogole nie sa niezbedne.
            Nie ma Pani takiego obowiazku, a uwagi nt, wychowania ktore byly partner
            pragnie przekazac zupelnie spokojnie moga byc wysylane na adres emailowy nie
            Pani, tylko np. kogos z Pani rodziny, kto przekaze Pani wylacznie istotne
            fragmenty, a reszte, czyli wyrzuty nt. decyzji o rozwodzie, inwektywy itd. po
            prostu wykresli z takiego emaila przed przeslaniem go do Pani.

            > bO rozpowiada
            > wszem i wobec ,że unikam kontaktu (co samo w sobie jest złe),

            w zasadzie to co mowi jest prawda, bo przeciez Pani to wlasnie robi. Unika Pani
            kontaktu z nim. Nie ma jednak zadnego powodu, zeby to mialo byc jakims
            zarzutem. Unikanie kontaktu z osobami, z ktorymi nie chcemy sie kontaktowac
            jest naszym swietym prawem. Jesli nie chce sie Pani z kims kontaktowac, nie
            musi Pani kontaktowac sie z ta osoba i spokojnie to wlasnie ma Pani prawo
            glosno kazdemu powiedziec: tak, jest dokladnie tak jak mowi. Unikam z nim
            kontaktu, poniewaz zdecydowalam sie z nim nie kontaktowac.
            Jesli jakies osoby maja taka wewnetrzna potrzebe, zeby Pani kontaktowala sie ze
            swoim bylym partnerem, to jest to jedynie proble
            • pawel.drozdziak Re: podbijam..cd. postu 29.03.07, 00:46
              (...)
              Jesli nie chce sie Pani z kims kontaktowac, nie musi Pani kontaktowac sie z ta
              osoba i spokojnie to wlasnie ma Pani prawo glosno kazdemu powiedziec: tak, jest
              dokladnie tak jak mowi. Unikam z nim kontaktu, poniewaz zdecydowalam sie z nim
              nie kontaktowac.
              Jesli jakies osoby maja taka wewnetrzna potrzebe, zeby Pani kontaktowala sie ze
              swoim bylym partnerem, to jest to jedynie problem tych osob. Pani nie ma
              obowiazku tej ich potrzeby spelniac.

              • delika1 Re: podbijam..cd. postu 29.03.07, 11:20
                Panie Pawle.Bardzo serdecznie Panu dziękuję.Powiedział mi pan o wielu BARDZO
                ISTOTNYCH sprawach, których sobie nie uświadamiałam.Rzeczywiście, przecież z
                dzieckiem ma kontakt nieograniczony-to znaczy wyznacza mi terminy,kiedy chce
                się widzieć z synem, i ja to szanuję.I to wystarczy.Zresztą syn (10
                lat),Naprawdę, poczułam ogromną ulgę po Pana wypowiedzi.Niestety jestem ofiarą,
                powoli z tego wychodzę, ale jak widać jeszcze nie do końca uwolniłam się od
                przemocowca.
                Gwoli wyjaśnienia-nie ma jeszcze wyroku rozwodowego-jestesmy po 1-szej sprawie,
                w aktach jest wniosek rozwodowy,+ protokół z 1-szej sprwy na który oboje
                przystalismy (porozumienie, i sa tam ściśle wyznaczone kontakty-co 2-gi weekend
                + piątek).
                Panie Pawle, mam jeszcze pytanie dotyczące nierespektowania przez męża umowy
                odnośnie godzin powrotu syna.Mąż UMÓWIŁ SIĘ ze mną ,że dziecko zostanie
                przywiezione przez siostrę męża o niedzielę o 16-tej.I BEZ ŻADNEGO
                POINFORMOWANIA, telefonu, itd, przywiózł syna po 20tej TWIERDZĄC,ZE MA PEŁNIę
                PRAW i nie będzie mi się tłumaczył.Ktos doradził mi bym następnym razem zrobiła
                podobnie-bym eksa podobnie potraktowała.Nie sądzę by był to dobry pomysł, nie
                jest to też zgodne z moją naturą-co robic w przypadku takich zachowań?
                Podkreślam, że moje argumenty w stylu:"ale mi chodzi jedynie o precyzyjne
                poinformowanie o godzinie powrotu", czy np>"dziecko przywiezione o 20 tej-zanim
                odrobiło lekcje, zjadło, umylo się, poszlo pać po 21.30 i padało ze zmęczenia w
                szkole", na nic się nie zdają, bo ja "nie mam prawa eksa pouczać i rządzić" .Bo
                ja rozbiłam, odeszłam bla bla bla..
                I jeszcze jedno pytanie: z Pana doświadczenia;kiedy nękasz emocjonalnie
                uniezależni sie ode mnie?kiedy da mi spokój i przestanie włazić z butami w moje
                życie i manipulować?.czy można to stwierdzić, czy jest to bardzo indywidualna
                sprawa.
                Pozdrawiam Pana serdecznie
                • pawel.drozdziak Re: podbijam..cd. postu 30.03.07, 13:09
                  delika1 napisała:

                  > z dzieckiem ma kontakt nieograniczony-to znaczy wyznacza mi terminy,kiedy
                  chce
                  > się widzieć z synem, i ja to szanuję.
                  (...)
                  > w aktach jest wniosek rozwodowy,+ protokół z 1-szej sprwy na który oboje
                  > przystalismy (porozumienie, i sa tam ściśle wyznaczone kontakty-co 2-gi
                  weekend+ piątek).

                  czyli rozumiem, ze nie ma jeszcze ostatecznego aktu prawnego ktory by te sprawe
                  regulowal, ale istnieje miedzy Pania a bylym partnerem jakas umowa, ktora
                  zostala zaakceptowana przez obie strony i ktora jest konkretna, tj. dokladnie
                  okresla wymiar czasowy spotkan i ich terminy. Dalej jednak pisze Pani tak:

                  > Panie Pawle, mam jeszcze pytanie dotyczące nierespektowania przez męża umowy
                  > odnośnie godzin powrotu syna.

                  przede wszystkim istotne jest to, zeby konkretna i dokladna umowa faktycznie
                  istniala. Czyli na przyklad ustalamy, ze to jest tak jak w Pani przypadku co
                  drugi wekend plus piatek. Dalej ustalamy co sie stanie z tym czasem, ktory nie
                  zostanie wykorzystany. Czyli na przyklad mozna ustalic tak:

                  - jesli czas nie zostanie wykorzystany z przyczyny inicjowanej przez ojca,
                  przepada
                  - jesli nie zostanie wykorzystany z przyczyny zainicjowanej przez matke,
                  kumuluje sie
                  - jesli nie zostanie wykorzystany z przyczyn obiektywnych (np. choroba dziecka)
                  kumuluje sie
                  - jesli czas zostanie przekroczony z przyczyny inicjowanej przez matke, nic sie
                  nie dzieje
                  - jesli zostanie przekroczony z przyczyny inicjowanej przez ojca, odejmuje sie
                  od nastepnego spotkania odpowiednia ilosc czasu

                  albo jakies inne wersje, np., ze w kazdym wypadku przepada, albo, ze w kazdym
                  sie kumuluje albo, ze mozna przekraczac, ale nie mozna nie wykorzystac czasu,
                  bo to prowadzi do spadku limitu albo jeszcze jakos inaczej. Nie tyle jest
                  istotne co konkretnie sie ustali, ile to, zeby to, co sie ustalilo bylo
                  jednoznaczne, jasne dla obu stron i zeby dalo sie do tego w razie sporu
                  odwolac. Jesli bedzie konkretna umowa, bedzie latwo poznac, ze zostala ona
                  przekroczona. Jesli konkretnej umowy nie ma, Pani moze jedynie intuicyjnie
                  czuc, ze "cos jest nie tak", ale kiedy Pani to mowi, nieuchronnie dochodzi do
                  niekonczacych sie, nierozstrzygalnych dyskusji i wzajemnych oskarzen, ktore juz
                  Pani opisywala wczesniej. Czyli przede wszystkim granice musza byc absolutnie
                  jasne, absolutnie jawne i absolutnie czytelne. Najlepiej to spisac i zeby obie
                  strony mialy egzemplarz takiej umowy.

                  > Mąż UMÓWIŁ SIĘ ze mną ,że dziecko zostanie
                  > przywiezione przez siostrę męża o niedzielę o 16-tej.I BEZ ŻADNEGO
                  > POINFORMOWANIA, telefonu, itd, przywiózł syna po 20tej TWIERDZĄC,ZE MA PEŁNIę
                  > PRAW i nie będzie mi się tłumaczył.

                  gdyby byla umowa, w takim wypadku mozna by bylo odwolac sie do punktu ktory by
                  regulowal takie sytuacje. Jesli jej nie ma, to tak naprawde argumentacja meza
                  jest nie do zbicia. Nie ma ograniczonych praw, wiec nie moze Pani w niczym mu
                  utrudniac spotkan z dzieckiem. Inna kwestia jest, po co on to zrobil. Mozna
                  zalozyc, ze zrobil to po to, zeby wytracic Pania z rownowagi, co mu sie zreszta
                  swietnie udalo. Jednym z lepszych guziczkow do naciskania jest poczucie
                  nadodpowiedzialnosci. Byly partner powoduje, ze syn jest niewyspany, a
                  odpowiedzialna za to i obciazona tym czuje sie Pani. Prawdopodobnie calkiem
                  paradoksalnie najmniejszy problem jest to dla syna. Tak dlugo, jak dlugo bedzie
                  sie Pani czula odpowiedzialna za takie sytuacje - "musze jakos zaradzic temu,
                  ze oni przyjada za pozno" - sytuacje te beda sie powtarzac, poniewaz jesli byly
                  partner widzi, ze wywoluje tym Pani emocje, bedzie to robil.

                  Najlepsza metoda egzekwowania godzin odebrania i powrotow to umawianie sie na
                  neutralnym terenie. Jesli umawia sie Pani na miescie ze znana tolerancja
                  spoznienia 15 minut, jest absolutnie pewne, ze po tym czasie Pani nie bedzie.
                  No i wtedy albo do spotkania nie dochodzi z winy osoby ktora sie spoznila, albo
                  nie ma jak odebrac syna i wtedy maz ma problem. JEzeli wiadomo, ze Pani siedzi
                  w domu i czeka, to spoznienie sie nic nie kosztuje i jest wiecej niz pewne, ze
                  bedzie sie powtarzalo. Tym bardziej, ze daje pretekst do wszczynania dyskusji o
                  Pani odejsciu.

                  > I jeszcze jedno pytanie: z Pana doświadczenia;kiedy nękasz emocjonalnie
                  > uniezależni sie ode mnie?kiedy da mi spokój i przestanie włazić z butami w
                  moje
                  >
                  > życie i manipulować?

                  kiedy znajdzie nastepna ofiare. Znajdzie ja wkrotce po tym, jak zacznie jej
                  szukac, a zacznie szukac wtedy, kiedy przestanie od Pani otrzymywac emocjonalna
                  stymulacje w postaci "zahaczania sie" na klotnie, awantury, wojny podjazdowe,
                  wypominki itd. Im bardziej konkretne granice Pani postawi i im mniej bedzie sie
                  Pani kontaktowac osobiscie, tym szybciej. Jesli granice nie beda postawione,
                  albo beda rozmyte, taka sytuacja moze trwac nawet do konca zycia. Pozdrawiam i
                  zycze powodzenia.
                  • delika1 Re: podbijam..cd. postu 02.04.07, 09:03
                    dziekuję serdecznie Panie Pawle.Bardzo mi Pan pomogł

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka