sarna999
27.05.06, 22:30
3 lata razem,1 rok zaręczeni. Przez ten czas zdążył mnie uderzyć kilka razy,
nazwać dziwką,mówić wielokrotnie,że nie myślę,jestem głupia. Mówił,że błędem
były nasze zaręczyny,że nie chce ślubu i nigdy go ze mną nie weźmie,że ma
mnie dosyć itd. Co jakiś czas zrywał ze mną. Prosiłam, błagałam,żeby dał nam
szansę i dalej byliśmy razem. Wszystkiemu zawsze winna byłam ja. Jak sprawił
mi przykrość,to potrafiłam go za to przeprosić!że to niby moja wina, bo tak
na niego działam,że od razu się wścieka i musi powiedzieć coś tak przykrego.A
to przecież on powinien mnie przepraszać. Zawsze musiałam być i byłam na
każde jego skinienie. W przeciwnym razie,gdy chciałam spotkać się z
przyjaciółką, robił mi awantury z rozstawaniem włącznie.Musiałam odbierać
zawsze telefon,bo się wściekał i chciał się rozstawać.Nie mogłam założyć
butów na obcasie i bluzki z dekoltem, gdy miałam babski wieczór,bo też chciał
zrywać. Gdy czasami chciałam mu zwrócić uwagę,że źle się zachowuje, wściekał
się i chciał zrywać. Gdy było źle,był kryzys nie chciał rozmawiać, tylko
zrywał.Bałam sie coś powiedzieć, zrobić, bo coś mogło się nie spodobać i by
ze mną zerwał.Ubezwłasnowolnił mnie.Teraz rzucił mnie kolejny raz,że niby nie
okazywałam mu miłości i inne głupstwa-nie wiem skąd on bierze takie
argumenty,bo ja świata po za nim nie widziałam. I mimo że jest strasznym
człowiekiem,to tak mnie od siebie uzależnił,że nie wyobrażam sobie życia bez
niego. Proszę go by wrócił,by dalej mną pomiatał.Ale on jest
nieugięty.Odszedł.Ktoś,kto kilka dni temu mówił,że kocha,że tęskni i mówił do
mnie 'kochanie'. Jestem nienormalna.Powinnam się leczyć.
Nigdy go nie zdradziłam,nigdy nie powiedziałam,że go nie kocham, że nie chcę
z nim być.
Przestałam w siebie wierzyć, nie mam żadnej wartości.
i nie jestem już dawno nastolatką.To nie jest szczeniacka miłość.