Gość: kidslayer
IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl
03.02.03, 01:49
Dobry wieczór,
Chciałem się podzielić horrorem, w jaki niedługo
zamieni się moje życie.
Mieszkam na nowowybudowanym osiedlu. Miłe miejsce
(2-piętrowe czyste budynki, młodzi i życzwliwi
sąsiedzi, ochrona, itd.). Wszystko byłoby ok, gdyby nie
wszechobecne dzieci.
Ludzie! Czy musicie się tak rozmnażać? Czuję się
osaczony - wszyscy sąsiedzi pode mną, nade mną, po
lewej i prawej stronie (oraz naprzeciwko) mają małe
dzieci (poniżej 1 roku). RATUNKU!!! Bogu dzięki ściany
są szczelne i nie muszę wysłuchiwać wrzsków tych
wiecznie ufajdanych, bezzębnych i bezrozumnych istot...
Najgorsze chyba przede mną. Zresztą latem już mam dość
tego tupiącego stada (trochę starszej) dzieciarni,
która drze mordę przez ok. 20 godzin na dobę.
Wiem, wiem - sam też byłem dzieckiem. Niestety. Nie
znoszę dzieci. Przy okazji, to chyba pożądana obecnie
cecha wziąwszy pod uwagę psychozę strachu dot.
pedofili. Ich to już zupełnie nie rozumiem :)
Co zrobić, żeby te cholerne bachory przestały się
drzeć, lub jak się na nie uodpornić?