bzyyy
15.08.06, 23:53
zwiazek w ktorym łaczy dwojga ludzi JUZ tylko seks, czy mozna miec nadzieje na
cos wiecej.. :( u jednego "partnera" sa to tylko fizyczne doznania, u
drugiego pozostałosci(pewnie cos wiecej;( ) po głebokim uczuciu i zadowolenie,
szczescie, przyjemnosc.. i nadzieja ze bedzie tak jak kiedys.. ;(
jak jestem z nim czuje sie najszczesliwsza osoba na swiecie, gory moge
przenosic, mam mnostwo energii, checi do zycia, optymizmu.. zawsze przed
spotkaniem mam metlik w głowie, wiem ze postepujac tak trace wiele.. czuje sie
jak szmatka do podłogi, ktora oszukuja sama siebie ze jest kims kim juz dawno
przestała byc... jestem tak słaba, nie potrafie trwac w swoich
postanowieniach, nie potrafie sie zmobilizowac, wziasc w garsc.. zapomniec..
ułozyc sobie zycia na nowo.. ciagle zyje przeszłoscia i nadzieja, jestem
młoda, całe zycie przede mna.. a ja kocham tesknie pragne czekam.. i usycham;(
wszystko widze w kolorowym swietle wtedy gdy on jest tak blisko ze moge z nim
pogadac, posmiac sie, złapac za reke, całowac, kochac.. wszystko wtedy wydaje mi
sie w jak najlepszym porzadku, ze robie to miedzy innymi, jak nie głownie dla
siebie, ze tego własnie chce, bo chce ze wszystkich sił byc szczesliwa. jednak
tak jest od swieta, czyli wtedy kiedy to ON chce mnie ogladac, całowac i kochac,
tylko wtedy jest szansa na spotkanie.. teraz np nie widzielismy sie juz 2 tyg,
podczas ktorych on milczy, a ja płacze, i nie potrafie sie usmiechac do tego,
chce ale jakos trudno mi skupic mysli na czymkolwiek innym niz te na pozor
banalne sprawy. chce sie cieszyc z tego co jest piekne miedzy nami, bo jest..
ale ja potrzebuje, chce WIECEJ.. boje sie ze on przestanie mnie szanowac, ze ja
przestane siebie szanowac, za to ze tak łatwo przychodzi mi seks z facetem od
którego nie moge dostac nic wiecej.. boje sie..
isze tu o sytuacji w jakiej sie znalazłam bo nie mam z kim o tym porozmawiac,
wszystkie bliskie mi osoby mowia to samo.. ze mam byc silna, i dac sobie z nim
spokoj. wstydze sie tego co robie, po tym ostatnim komentarzu jeszcze bardziej..
nie chce sie tak czuc, ale wtedy gdy to sie dzieje, gdy dochodzi do zblizenia,
czułosci.. nic nie jest w stanie mnie powstrzymac, ciagnie mnie do niego, a on
to troche wykorzystuje, a ja sie nie sprzeciwiam, bo tego chce.. nie tylko tego
oczywiscie, ale dostaje tylko to, a czekam na cos wiecej.. beznadziejna
sytuacja, ale moze warto zyc dla takich chwil.. moze dodam ze nie spotkałam w
zyciu nikogo przy kim czułabym sie tak swobodnie, na codzien jestem zamknieta w
sobie, niesmiała.. a przy nim zmieniam sie o 180 stopni, czuje sie wyzwolona z
jakiejs sztucznosci, tylko na krotko.. wszystko ma swoje złe i dobre strony..
ale gorzej jest gdy brak rownowagi, ;(