Dodaj do ulubionych

wady mojej żony

20.09.06, 10:31
Na codzień dzieckiem (2 latka) opiekuje się babcia, w nocy syn śpi także z
babcią, my śpimy w salonie. Jest to wymuszone sytuacją ponieważ jesteśmy w
trakcie wykańczania nowo wybudowanego domu.

Dotychczas syn był u babci przez okres prawie dwóch m-cy, gdy my byliśmy
zajęci wykańczaniem domu. Moja żona z coraz większą frustracją żądała aby syn
wrócił do domu... bo ona za nim tęskni. Zgoda wrócił, chociaż jeszcze nie do
końca w domu jest wszystko zrobione. Nie ma np. wewnętrznych drzwi itp.
drobiazgów.

Nie chciałem, żeby syn wracał jeszcze, poświęcaliśmy mu wekendy. Nie chciałem
bo on przepada za mna i wtedy ja nie mogę nic w domu zrobić, muszę wciąż się
nm zajmować. Moja żona twierdzi, że to moja wina, że syn lgnie do mnie. Bo ja
mu nigdy nie odmawiałem niczego. Zgoda, tylko, że wg. niej zabawa syna ma
polegać na tym, że on bierze zabawki i się bawi, albo przez chwilę bierze go
do siebie i się z nim gilgota, wygłupia, a potem znów syn ma się bawić sam.
Nie moge na to patrzeć więc angażuję się w jego zabawy tym bardziej, że on od
razu do mnie leci daje mi samochodzik żeby się z nim bawił itp. To taki jeden
z wielu przykładów. Ja uważam, że moja żona za mało czasu poświęca synowi, a
więcej własnym potrzebom. Np. gdy babcia wyjeżdża na wekendy, ona zamiast
wziąć syna i pójść z nim na spacer wraz ze mnę wygania mnie i sprząta w domu,
pierze, wymienia firanki (średnio co tydzień, co dwa tygodnie). Rozumiem, że
trzeba w domu posprzątać, tym bardziej, że w tygodniu prawie wogóle nie
sprząta. Wygląda to tak jakby ona robiła akurat to na co ma ochotę, np. grabi
ogródek, żeby wiosną zasadzić kawiaty itp, myje okna no bo się kurzy, wg. mnie
część roboty wymyśla sobie, żeby się nie zajmować synem, żeby zwalic na mnie
zajmowanie się synem. I tak właśnie to odbieram.

Piszę to bo wściekłem się dzisiaj. Syn spał z babcia, obudził się w nocy i
wołał mnie, żona poszła zanieść mu mleko, ale on chciał do mnie, więć wziąłem
go i przyniosłem do nas (często tak robimy). Położył się, ale nie mógł zasnąć.
BUjałem go na rękach półtorej godziny. Przez ten czas żona sobie spała bo syn
był cicho. Po tym chciałem go położyć na miejsce gdzie leżała żona, bo tam
jest bezpiecznie i wygodnie. Otrzymałem burę od żony, że ją budzę. Teraz się
pokłóciliśmy na gadu. Bo wg, niej czepiam się o to, że ona na mnie naskoczyła
bo ją budziłem, i że robię problem z niczego.

Nie będę już pisał o innych wadach. Przerażeniem napawa mnie fakt, życia z
kimś takim. Coraz częśćiej myślę o rozwodzie, ale nie mogę oddać syna w ręce
kogoś kto nim się nie umie zająć. Zdarzyło mi się juz w kłotni powiedzieć, że
jest beznadziejną matką. Wypomina mi to teraz często, najczęściej wtedy gdy
syn płacze a ja mówię do niej, żeby się nim zajęła, jednak najczęściej syn nie
chce iśc do niej tylko do mnie. Wtedy jej mówię znajdź sposób na to, że on
poszedł do Ciebie, przecież ja np. nie rzucę teraz roboty, którą wykonuję. Syn
ma matkę i ojca. Słyszę wtedy - przecież jestem beznadziejną matką i muszę
zając się synem, bo w przeciwieństwie do niej nie mogę znieść jego płaczu.

Obserwuj wątek
    • dzikoozka A gdzie w w tym wszystkim dziecko? 20.09.06, 10:42
      Jesteście zestresowani remontem i pracą.
      Porozmawiajcie w spokoju, usiadźcie razem i POROZMAWIAJCIE. Bez wypominania,
      wypunkrujcie jak to widzicie z obu stron, bo zapewniam ze z jej strony moze to
      wygladać tak "zapieprzam i zapieprzam, a on tego nei widzi, ciagle ma
      pretensje" Bo bedzie coraz gorzej, zobaczysz. MUSICIE usiąść i spokojnie
      porozmawiać, bez rzucania ostrych słów. zarzut bycia złą matka jet wredny i
      potrafi mocno zranić....
      • mcafe73 Re: A gdzie w w tym wszystkim dziecko? 20.09.06, 10:51
        Z nią niestety nie można porozmawiać. Na każdą próbe rozmowy otrzymuję tekstt
        typu, ty znów szukasz dziury w całym i prowadzisz do kłotni.

        Nie nie jesteśmy zestresowani remontem zreszta:

        Remont ma się ku końcowy, dom zbudowaliśmy na jej prośbę.
        Zgodziłem się po jednym warunkiem - że będzie między nami tak jak kiedyś,
        usłyszałem tyle zapewnień, tylko ochów i achów, że dałem się na to nabrać.

        I wtedy zaczęło się:

        1) jestem zestresowana bo nie mam jeszcz aktu,
        2) jestem zestresowana bo nie mam jeszcze wpisu do KW,
        3) jestem zestresowana bo nie musimy ściąć drzewo a jak spadnie na dom,
        4) jestem zestresowana bo jeszcze jest tyle do zrobienia...

        Ona jest zawsze zestresowana - sęk w tym, że ustaliliśmy prace na domem na okres
        jednego roku, dom powstał w ciągu pół roku (osuszanie) i 3 miesięcy na
        wykończenie co jest rekordem!! W domu ma wszystko co potrzeba, ale zawsze jest
        zestresowana. Jednak gdy wyrażałem zgode na budowę domu to powiedziałem jej,
        żeby nie robiła z tego problemów, budowa to prezent ode mnie to ma byc
        przyjemnośc. Wiem, czasem trzeba się poużerać z wykonawacami, ale... ja
        załatwiłem jej swoich znajomych kolegów ludzi, dzięki którym nie mieliśmy
        żadnych przestojów, żadnych problemów. Budowa, naprawdę szła gładko i wartko co
        jest ewenamentem. Ma teraz dom, piękny, już mieliśmy nawet dwóch kupców, którzy
        dawali nam za niego 2 razy tyle ile daliśmy. Tzn, że nie tylko nam się podoba
        ale i innym. Ma powód do dumy, a jednak ciągle coś jest nie tak. Ja uważam, że
        tak naprawdę ona nie dojrzała do bycia matką i mężem. Poraża mnie jej postawa.
        • dzikoozka Re: A gdzie w w tym wszystkim dziecko? 20.09.06, 11:08
          Nie wim co Ci poradzić, sama jestem niestety w podobnej sytuacji. Moj syn
          jest "przylepiony" do mnie...
    • maialina1 Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:43
      tak to jest jak sie okazuje ze poza zabawa sa tez obowiazki.
      Przebudziles sie chlopie, witaj w swiecie "obowiazkow kobiety"!
      • maialina1 Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:44
        Jka by byla zla matka to by dzi"ecko chodzilo zaglucone i obsrane.
        Ciekawa jestem jak czesto ty je myjesz, przewijasz i wycierasz gile.
        • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:57
          Droga malino, syn nie da się żonie przewinąć. Babci czasem się to udaje. Gdy
          ostatnio syn miał rozwolnienie i cała jego pupa, była czerwona i odparzona, nie
          dał się nikomu dotknąć oprócz mnie. Syn do wanny pójdzie tylko ze mna, z mama
          wykąpie się tylko wtedy gdy tata powie, że ma to zrobić. Ona nie ma żadnego
          autorytetu u syna.

          Myślisz, że w domu nie sprzątam?? Robię to samo co ona, a czasami więcej. Z tym,
          że mi dochodzi jeszcze zajmowanie się synem. Ja sobie nie wymyślam dłubania w
          aucie, czy komputerze. A ona potrafi co tydzień w sobotę zmieniać firanki bo wg.
          niej są już brudne. A wcale o to nie chodzi, poprostu rywalizuje z sąsiadką kto
          będzie miał ładniejsze okno.

          Moja żona w tygodniu nie sprząta w domu, po obiedzie to ja z synem myjemy
          naczynia, taka zabawa z nauką. Później syn bierze zmiotkę a ja miotłe i
          zamiatamy podłogi. Też zabawa z nauką. Ona tak nie potrafi. Dla niej ważniejsze
          są popołudniu seriale typu, klan, szansa na coś tam i inne. Albo wg. niech pies
          za mocno podeptał ziemię wokoło domu, w której nic jeszcze nie ma więc musi
          pograbić itp.

          • maialina1 Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:59
            mcafe73 napisał:

            > Droga malino, syn nie da się żonie przewinąć. Babci czasem się to udaje. Gdy
            > ostatnio syn miał rozwolnienie i cała jego pupa, była czerwona i odparzona, nie
            > dał się nikomu dotknąć oprócz mnie. Syn do wanny pójdzie tylko ze mna, z mama
            > wykąpie się tylko wtedy gdy tata powie, że ma to zrobić. Ona nie ma żadnego
            > autorytetu u syna.
            >
            > Myślisz, że w domu nie sprzątam?? Robię to samo co ona, a czasami więcej.


            No to zwracam honor.
            Jesli jest tak jak mowisz (dziecko ufieka przed matka, jak ta chce go dotknac),
            to faktycznie macie problem.
          • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:33
            Kiedy Ty pracujesz skoro cały dzień przewijasz synka? Kto gotuje ten obiadek,
            po którym zmywasz?
            • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:04
              Babcia gotuje obiadek zajmujac się małym podczas naszej pracy.
              Coś jeszcze bri.. poszukaj może innych luk aby dowalić bo widzę, że męczy ciebie
              bardzo wątroba.
              • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:06
                Nic mnie nie męczy. To Ty tu się zgłosiłeś z problemem i to jak widać nie do
                rozwiązania - mężczyzna bez wad żyje z leniwą i głupią kobietą.
                • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:22
                  Moja droga ja sie nie zgłosiłem z problemem. Dużo w tobie jadu. Ja tylko
                  opisałem swoja sytuację nic wiecej. Nawet nie prosiłem o pomoc :).

                  Ale nawet jeżeli uważasz, że zgłosiłem sie z probleme, to powiedz mi która z
                  twoich odpowiedzi wnosi cokolwiek do rozwiązania danego problemu?
                  • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:26
                    LOL - jak widać rozwiązałam już Twój problem bo sam piszesz, że nie zgłaszałeś
                    się z żadnym problemem.

                    A tak na serio przepraszam, że Cię uraziłam. Nie lubię ludzi, którzy narzekają
                    na innych, nie widząc żadnej winy w sobie. Ponadto uważam, że zmienić kogoś
                    możemy tylko zmieniając najpierw siebie.
          • monikaa111 Re: wady mojej żony 20.09.06, 18:50
            Nieciekawa sytacja, a moze jak zaczelibyscie robic wiecej rzeczy wspolnie
            nawiazala by sie miedzy wami wiez. Razem wychodzic na spacery, na place zabaw,
            wspolne obiady w domu, gotowanie. Takie codzienne czynnosci, ale wspolnie
            czasami jest ja , maz i 2 letnia coreczka mamy niezly ubaw.
            Sprobuj odbudowac wiez miedzy nami zanim pomyslisz o rozwodzie. Razem zajmojcie
            sie dzieckiem
        • maialina1 mcafe73 20.09.06, 10:58
          A powiedz, ile razy w zyciu wyprasowales waszemu dziecku spodenki?

          Coz, zawsze tak jest ze dzieci lgna tam gdzie jest niezobowiazujaco. Szkoda ze
          zapomniales wlasne dziecinstwo.
          Ja tez zawsze wolalam isc do babci albo do taty, bo mama to byla ta co kazala
          chodzic spac zaraz po dobranocce, co prowadzala do dentysty, co wmuszala gorzkie
          tabletki kiedy bylam chora, itd, itp.
          Nie dziw sie, ze dzieciak woli sie bawic z toba.
          To tlyko znak ze niewiele przy nim robisz.
          Mam nadzieje ze sie myle. Niestety wobec facetow myle sie rzadko.
          • maialina1 Re: mcafe73 20.09.06, 11:01
            Juz doczytalam.
            Sorki, pomylilam sie.
          • dzikoozka Re: mcafe73 20.09.06, 11:09
            Uważam ze nie masz racji. Ja głównie zajmuje sie dzieckiem i to do mnie dziecko
            lgnie.
          • mcafe73 Re: mcafe73 20.09.06, 11:20
            Moja droga i znów błąd.

            Przez pierwsze pół roku naprasowałem się tyle jego ciuszków, że móglbym byc
            ekspertem. Gdy żona karmiła piersią, latałem jak ze sraczką wokół nich. W tym
            też czasie gdy ona karmiła ja właśnie prasowałem.

            Później kupiliśmy pralke whirpola, która niby prasuje :) Tzn, ciuchy nie są
            pogniecione i odpadłow prasowanie. Na ten czas żelazko stoi wysoko na szefie
            prawie nie ruszane (zasłony i pościel).

            Lekarstwa weźmie tylko ode mnie, żona musi wciskać na siłę mi wystarczy chwila
            rozmowy z nim aby wziął tak jak ostatnio lakcid.

            Co zaś do obowiązków, owszem żona stara się pilnować pewnych rzeczy, ale....
            jest niekonsekwentna. Np. dziecko chodzi spać ok. 20 gdy kończy się mini mini.
            Kilka razy zdarzyło mi się pokłócić z nią gdy sąsiedzi zabalowali dłużej i ja
            ich wyganiałem mówiąc, że syn idzie juz spać a zona że przecież jeszcze może chwilę.

            Cóż takiego mam jeszcze robić przy dziecku?? Robię rzeczy, które powinna robic
            mama. Tak naprawdę, obserwując innych widzę, że tatusiowie są od zabawy, a
            mamusie właśnie od obowiązków typu ząbki umyć, spać , jeść itp. Ale to ja to
            wszystko robię. I mam dosyć takiego układu. Nie mam dosyć dziecka jak ktoś tu
            napisał, mam poprostu dosyć tego, że gdy syn woła mama chodz pokazując że chce
            aby np. pociągnęła go na samochodziku, ona każe mi iśc bo ma coś do zrobienia.
    • samica1 Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:47
      Ciesz się z tego, że dziecko chce się z tobą bawić, że żonie chce się sprzątać
      i że będziecie mieli niedługo wykończony dom.
      Cała reszta jest nieważna.
    • grogreg Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:52
      Ty, jak szukales zony bez wad to bylo sie ze swieta ozenic.

      Zawsze sa konflikty, z reguly o duperele.
      Dotrzecie sie.
    • kreola7 Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:56
      Przykro mi to było czytać...
      Ale niestety takie sytuacje będą się pewno powtarzać...
      U mnie czasem (na szczęście)jest podobnie (moja mała jest w podobnym wieku)
      tyle, że ja walczę ze swoim mężem...czasem też mam podobne uczucia do Twoich...
      Ale cóż tłumaczę sobie, że mój mąż ma wiele pozytywnych cech i to je muszę
      częściej dostrzegać.
      Myślę, że Twoja żona i mój mąż są dobrymi rodzicami, ale może nie idealnymi.

      Pozdrawiam
    • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:56
      Jak dla mnie to oboje jesteście co najmniej dziwnymi rodzicami. Co to
      przeszkadza w mieszkaniu z własnym dzieckiem, że nie ma w domu jakiś drobiazgów
      czy drzwi. Czemu Wasz synek nie ma własnego łóżeczka tylko śpi z babcią??? Jak
      bardzo można być zajętym wykańczaniem nowego domu, żeby takie małe dziecko
      oddać na 2 miesiące.

      Jak rozumiem pracujecie oboje? W takim razie oprócz zrozumienia dla obowiązków
      domowych powinieneś też sam się do nich przykładać. Fajnie, że bawisz się z
      synkiem ale nie czepiaj się żony, że ona się nim opiekuje na własny sposób.
      Takie dziecko powinno też umieć bawić się samodzielnie.
      • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:09
        bri nic nie zrozumiałas/eś z mojego postu ale odpowiem ci na pytania.

        Sprzedaliśmy mieszkanie - bo żona postanowiła szybciej wykończyć dom, chociaż
        wstępnie planowalismy wprowadzić się w przyszłym roku. Ze względu na jej pomysł
        ze sprzedażą i szybkim wykończeniem mieszkania my we dwoje zamieszkaliśmy w domu
        bez podłóg, tylko beton, nieocieplonym zarówno od dachu jak i od zawnatrz, bez
        ogrzewania, bez podstawowych rzeczy jak zlew, wc itp.

        Nie wiem jakim sadystą trzeba byc aby dziecku kazać mieszkać w takich warunkach
        a co gorsze narażać je na niebezpieczeństwo - bo to w końcu budowa (burdel wokół
        domu, mnóstwo niebezpiecznych narzędzi itp).

        Dziecko śpi z babcią ponieważ mamy wykończone tylko dwa pokoje w trzecim jest
        składzik wszystkiego (niebezpieczne narzędzia, środki chemiczne itp).

        Sofy są dwuosobowe i jednoosobowe, mieszczą się nia nich dwie osoby, gdy syn
        idzie do nas ja śpię w nogach ich. Rozwiązanie, że syn śpi z babcią jest
        najlepszym, bo rano wstając do pracy nie budzimy go. A niestety nie ma drzwi
        więc syn budzi się nawet wtedy gdy w kuchni ktos robi sobie herbatę. Syn śpi w
        łóżeczki swoim ale z babcia w pokoju, sofa jest jednoosobowa taka akurat dla
        dziecka.


        Do obowiązków się przykładam i to bardziej niż żona, która w tygodniu jakoś nie
        przejawia inicjatywy do prac domowych, tylko w wekendy.

        Dziecko uczy sie samodzielnie bawić, jednak moja żona żadnej innej formy zabawy
        nie zna oprócz tego że sada go na podłodze daje zabawki i.... ogląda np. film.
        Wybacz jak dla mnie jest to olewanie sprawy.



        • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:16
          Straszny z Ciebie pantoflarz skoro Twoja żona decyduje o wszystkim w domu.
          Skoro jesteś z nią taki nieszczęśliwy proponuje rozstać się - wygląda na to, ze
          Twoja żona nie ma żadnych zalet.
        • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:18
          Co to znaczy, że przykładasz się do obowiązków? W pierwszym poście piszesz,
          że "trzeba kiedyś posprzątać" to znaczy chyba, że w tygodniu nikt jednak nie
          sprząta; ani Twoja żona, ani Ty.
          • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:25
            Pantoflarz?? Hmm to może podaj definicje pantoflarza. Jak widać z nicka mam pond
            30 lat, pracuje na stanowisku dość eksponowanym. Moim zdaniem umiem określić co
            jest złe a co dobre. Napisałem tu aby poprostu napisać, wyżalić.

            Skoro facet, który chcąc sprawić żonie przyjemność zgadza się na budowę domu,
            opiekuje się synem, także wtedy gdy jej się nie chce bo nie może znieść jego
            płaczu, facet który posprząta w domu jest dla ciebie pantoflarzem to współczuję
            CI podejścia do życia. Gdy się kogoś kocha chce się dla niego jak najwięcej
            dobra. Sęk w tym, że moja żona wg. mnie nie docenia tego. Pantoflarz to człowiek
            bez własnego zdania wg. mnie to osoba bez własnego kręgosłupa podatna na
            manipulację ze strony kobiety. Jestem ostatnią osobą, która można manipulować bo
            sam żyję (wysoka pensja) z manipulowania ludźmi (kontrahentow i konsumentow -
            reklamy).

            • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:30
              Stary, facet który robi te wszystkie rzeczy i się cieszy, że sprawił żonie
              przyjemność jest wspaniały. Ale Ty robisz to wszystko i marudzisz. Nie masz
              ochoty pomagać żonie i zajmować się synkiem - wypnij się na nią; weź rozwód
              itp. Wolałabym rozwód niż żeby ktoś tak przez mnie cierpiał jak Ty z wadami
              swojej żony.

              Jak widać na Twoim przykładzie umiejętność manipulowania ludźmi nie przydaje
              się w domowym ognisku.
              • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:51
                W domowym ognisku nie maniupuluje się ludźmi. Trzeba by być ostatnim chamem aby
                manipulować bliskimi!!!

                Odwracasz wszystko kota ogonem, tak jakbys czuła się osobiście urażona tym co
                piszę. Czyżby "uderz w stół...." ??

                Nie marudze, chce tylko aby żona żyła nie tylko dla siebie ale i dla syna i dla
                mnie. Pokaż mi, w którym miejscu napisałem, że nie mam ochoty zajmować się
                synem??!! A co do pomagania żonie, to raczej odwróciłbym sens tego zdania. Mam
                ochotę aby to ona mnie pomagała w codziennych obowiązkach wychowywania syna i
                zajmowania się domem. A nie tylko okazjonalnie!!!!!!!!! Nie ciesz się też
                zbytnio, odpowiedziałem ci w ten sposób aby usatysfakcjonować twoje ego. Na mnie
                takie teksty nie działają. Ale przyjmując za dobrą monetę fakt, że poprostu nie
                rozumiesz słowa pisanego odpowiadam ci na twoje niezbyt udane próby odwracania
                kota ogonem.

                I proszę, skoro nie rozumiesz całości wypowiedzi, sensu tego co chcę pokazać nie
                wypowiadaj się, ponieważ twoje wypowiedzi niczego nie wnoszą, umiejętność
                odwracania sensu wyrażeń jest dobra dla początkujących maniupulatorów, później
                gdy uświadamiasz sobie, że na to można złowić przedszkolaków a nie dorosłych
                ludzi wstydzisz się tego, ja też przechodziłem ten proces we firmie, gdzie
                szybko mnie wyprostowano.
                • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:56
                  Proszę wytłumacz mi w takim razie sens Twojej wypowiedzi i jej cel przede
                  wszystkim. Co chciałeś od nas usłyszeć, skoro to co słyszysz tak Cię złości?
                  • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:06
                    Niczego nie oczekuję po czymś taki jak forum.

                    Może tylko usłyszeć, że nie jestem sam, i że takie problemy pojawiaja się i
                    usłyszeć jak sobie ktoś z nimi poradził to wszystko i nic więcej.

                    Natomiast nie moge zrozumieć potrzeb takich ludzi jak Ty, którzy forum traktuja
                    jak próbę własnego dowartościowania sie na tle innych wyszukując wydumane
                    problemy i próbując oceniać czyjąś postawę nie znając ich.
                    • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:13
                      No cóż - tak to jest na forum, że jak piszesz o swoim prywatnym życiu możesz
                      usłyszeć także oceny, których się nie spodziewałeś. Tym bardziej, że nie
                      sprecyzowałeś czego oczekujesz.

                      Przedstawiasz siebie w tak dobrym świetle a swoją żonę w tak złym, że brzmi to
                      po prostu bardzo nieprawdopodobnie.
                      • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:25
                        Dokładnie napisałaś - nie sprecyzowałem czego oczekuję. Ponieważ nie oczekuje
                        niczego. Czasem wystarczy to co człowiek napisze przeczytać kilka razy
                        (polecana przez terapetów forma terapii), fajnie też gdy uda sie przeczytać o
                        problemach podobnych do przedstawionego i formach ich rozwiązania. Twoje posty
                        jak na razie nie wnoszą niczego, więc... czyżby chęć jakiegoś odwetu na
                        przypadkowym facecie za własne frustracje??
                        • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:34
                          Nie czuję chęci odwetu i nie przychodzi mi do głowy nawet za kogo ten odwet
                          miałby być. Z moim pierwszym i jak na razie ostatnim mężem czuję się szczęśliwa
                          i on też mówi, że cieszy się, że jesteśmy razem. Też mamy dziecko w podobnym
                          wieku do Waszego i za nami jest właśnie wykańczanie mieszkania, przeprowadzka,
                          mieszkanie czasowo z rodzicami. Może te podobieństwa spowodowały, że tak żywo
                          zareagowałam na Twój post.

                          Skoro napisałeś ten post po nic to już się zamykam. A ty supermenie płacz dalej
                          nad swoim smutnym losem ;)
                          • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:35
                            dziękuję
    • anissa1 Re: wady mojej żony 20.09.06, 10:59
      strasznie latwo sie poddajesz.
      a z ta akcja ze spaniem rzeczywiscie przegiales.
      "Chcialem polozyc syna na miejsce zony" -a to czemu? To jedyne, jakie bylo?
      Przesadzasz, mcafe i to bardzo.
      • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:11
        anissa1 - wyobraz sobie sofe z oparciem.... aby syn nie spadł z tapczanu
        wiercąc sie gdy śpi zawsze leży właśnie przy oparciu a z drugiej strony ja albo
        żona ot i tyle w temacie.
    • ela282 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:07
      Po przeczytaniu Twoich wypowiedzi wysnułam wniosek, ze dziecko Wam obojgu
      przeszkadza. Ty chcesz żeby zona się nim zajmowała a ona chce żebyś Ty się nim
      zajmował. To jest WASZE dziecko i ono potrzebuje najwięcej Was - rodziców.
      Babcia może się opiekować, ale nie cały czas. Biedne to Wasze dziecko. Dla Was
      najważniejszy jest dom. Dziecko tak bardzo pragnie być z Wami, bo Was nie ma
      przy nim. Obyscie kiedyś nie żałowali, że dom ważniejszy był od syna. Ty też
      nie jesteś bez winy, więc nie atakuj zony, bo nie ma ludzi bez wad. Czas na
      przemyślenie swojego zycia i zastanowić się co jest dla Was najważniejsze. Dom
      wybudujecie a syn dorośnie bez Was i tego nie odrobicie.
      • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:32
        Droga Elo juz pisałem o moich przemyśleniach i to bodajże w pierwszym poście.
        Krokiem rozwiązującym większośc problemów jest rozwód. I coraz bardziej się do
        tego przyzwyczajam. Sęk w tym, że nie chcę żonie oddać syna, skoro nie umie się
        nim zajmować.
        • dzikoozka Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:34
          Łatwo rezygnujesz....
          • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:42
            Dlaczego łatwo...?

            1) urodziła syna - miała cesarkę na własną prośbe bo bała sie porodu - załatwiłem
            2) po cesarce przez 2 tygodnie dochodziła do siebie - zajmowałem się dzieckiem
            podajać jej go nawet do karmienia
            3) oczywiście o czymś takim jak seks zapomniałem - no bo poród, ciąża, zmęczenie itp
            4) po pólrocznym pobycie w domu zaczęła marudzić, bo zmęczona bo to bo tamto -że
            chce do pracy - załatwiłem jej pracę - i babcie jako opiekunkę
            5) po kilku miesiacach pracy - jest zmeczona praca popoludniu jest wykonczona
            (praca biurowa)
            6) o domu rozmawialismy wiele razy ale nigdy sie nie zdecydowalem, w koncu
            przewazyl argument dziecka i wlasnego ogrodka - dostala moja zgode - pisze zgode
            dlatego, ze to ja bralem na siebie ciezar finansowy inwestycji
            7)naiwnie myslalem, ze gdy dostanie wymarzony dom, bedzie conajmniej szczesliwa
            a piszac gburowato nawet wdzieczna

            No cóz chyna jednak nie jest. Więc nie widzę sensu tego ciągnąć chociaż odnoszę
            wrażenie iż jej się wydaje, że na taki krok się nie zdecyduję. Po części ma
            rację, ale tylko czekać gdy szklanka się przeleje. Formularze dotyczące rozwodu
            mam juz u siebie w pracy w biurku.
            • dzikoozka Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:00
              Chyba po prostu jej nie kochasz.Jakbyś kochał to starałbyś się ją przekonać do
              rozmowy albo terapii małżeńskiej. A ty po prostu jesteś jak wyregulowany
              zegare... ktos wsypał piasemw mechanizm, wiec sie nie bawię... Świata nie da
              sie poukładac w pudełeczku.
              I jeszcze jedno: co to znaczy JA ponoszę cieżar itepe... to nie są WASZE
              wspólne pieniadze? Nie jest wASZ wspólny dom?
              • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:11
                Dom jest wspólny - ale w całości finansowałem go ja z uzbieranych przeze mnie
                środków za czasów kawalerskich. Które pracowały na mnie na giełdzie i innych
                operacjach finansowych typu bony itp. Nie tylko przeznaczyłem te pieniądze na
                budowe domy, ale też straciłem dodatkowe źródło dochodów niemałych dochodów z
                dywident.
                • dzikoozka Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:15
                  ale masz dom który zyskał na wartości 100% czyli wiecej niż by ci dała
                  jakakolwiek gra na giełdzie?
                  Moze znajdż jakieś pozytytwy tego domu
                  jakieś zalety w żonie?
                  Na razie to ona jest ta najgorsza.... Po prostu miłość ci przeszła i już.
                  • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:30
                    Nie obraź się proszę - czy znasz aktualne ceny mieszkań i domów??

                    Owszem dom ma swoja wartość ponieważ jest wykończony. Ale za cene tego domu to
                    jest ok. 360 tys. mogę teraz kupić conajwyżej 100 metrowe mieszkanie i to tylko
                    dlatego, że mieszkam w okolicy gdzie ceny jeszcze nie szaleją tak jak w stolicy.

                    Taniej jest wybudować dom niż kupić mieszkanie - drożej jest utrzymać dom niż
                    mieszkanie. I tego większośc inwestorów się boi, rezygnując z budowy na rzecz
                    droższych coraz bardziej mieszkań.
                    • dzikoozka Re: wady mojej żony 20.09.06, 13:13
                      Ile zainwestowałeś w ten dom?
                      Ile jest teraz wart?
                      Nie porównuj jego ceny z mieszkaniem, bo ZAWSZE znajdą sie chętni do kupna i
                      sprzedasz go z zyskiem.
                      Na pozostałe moje pytania nie odpowiesz? Bo są niewygodne?
                      W ogóle mam odczucie, jakbym rozmawiała z kalkulatorem, sorry....
                      Nadal nie zastanawiasz sie co właściwie do niej czujesz? Problem leży przede
                      wszystkim w sferze seksu i waszych wzajemnych (niespełnionych) oczekliwań,
                      postępując jak oskarżyciel nie naprawisz nic.
                      Chyba oczekiwałeś, abyśmy ci tytaj napisali: olej ja roxwiedź sie, miałbyś
                      wtedy lepsze samopoczucie...
                      • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 13:55
                        Oj dzikoozka co z tego, że ja sprzedam dom z zyskiem 100% skoro dostanę za tę
                        kasę mieszkanie takie jak miałem kupując je drożej teraz :)

                        Reasumując - mam dom - mogę mieć mieszkanie, ale już nie mam gotówki, który w
                        formie akcji na mnie pracowała :)

                        Gdzie Ty tutaj widzisz zysk.

                        Co zaś do Twoich innych pytań wydawało mi się, że już dużo napisałem.

                        Jeszcze kocham, ale już nie cierpię jako osoby więc.... z rozwodem sie poprostu
                        oswajam.

                        • dzikoozka Re: wady mojej żony 21.09.06, 15:30
                          Może to kwestia subiektywnej oceny, moim zdaniem dom jest bardziej wartościowy
                          od mieszkania....nieistotne.
                          Ważne jest jedno - Ty juz żone wykreśliłeś ze swojego życia.
                          Nie cierpisz jej = tzn. wcale nie kochasz i rozwód już masz w swojej głowie.
                          Nie sądzę, zebyś sie wysilił na ratowanie tego zwiazku bo nie masz żadnej
                          motywacji. Szukasz tylko potwierdzenia dla swojej decyzji...
                          No cóż, myśłisz, ze dziecko przyjmie to bezboleśnie? Mylisz sie. Dziecko
                          zostanie najprawdopodobniej przy matce, a poneważ jest tak silnie z toba
                          zwiazane, bedzie cierpiało podwójnie...
                          • salsa.loca Re: wady mojej żony 22.09.06, 20:28
                            dzieci cierpia zawsze najmocniej
                    • malina_28 Raczej odwrotnie 21.09.06, 13:07
                      > Taniej jest wybudować dom niż kupić mieszkanie - drożej jest utrzymać dom niż
                      > mieszkanie. I tego większośc inwestorów się boi, rezygnując z budowy na rzecz
                      > droższych coraz bardziej mieszkań.
                      Nie wiem gdzie Ty mieszkasz, ale tu gdzie ja jest akurat odwrotnie. Mieszkanie
                      można kupić taniej niż wybudować dom, a utrzymanie domu jest tańsze niż
                      mieszkania, zakładając że w nowym budownictwie gdzie nawet w przypadku
                      mieszkania własnościowego trzeba miesiecznie wywalać ładną sumkę na haracz dla
                      spółdzielni.
            • annubis74 Re: wady mojej żony 21.09.06, 09:58
              a nie jest tak,że po prostu coś się miedzy wami wypaliło, wygasło w
              codzienności, że obojgu jest wam źle ze sobą, a jednoczesnie na tyle wygodnie,
              żebyście chcieli to zmieniać.
              Poznaliśmy Twoją wersję wydarzeń (może prawdziwą, a może nie)
              mnie się wydaje, że Ty podjąłeś już decyzję o rozwodzie (bo kto trzyma
              formularze rozwodowe w biurku), teraz starasz sie ją jakoś uzasadnić przed
              samym sobą i innymi także, obarczając całą winą żonę.
              jakoś nie ufam takim czarno-białym historiom
          • wielorak Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:43
            dla mnie jesteś kompletnym idiotą. to kobieta się zażyna, rezygnuje z czasu
            spędzonego z dzieckiem, zeby posprzątać, nie żyć w chlewie a ty na nią łupu
            cupu, pomyśl! może w którąś sobotę TY zajmij się sprzątaniem, praniem,
            prasowaniem, myciem okien a ona niech wyjdzie z synem na spacer- wtedy moze
            zrozumiesz o co chodzi. albo posprzątaj razem z nią a później razem na spacer.
            jesteś typowym krótkowzroczmnym facetem a jak napisałeś że przez to chcesz się
            rozwieść i ze to wogóle jej wady to chłopie... ty nie wiesz jaki skarb masz.
            a gdyby czas spędzała z synem a nic w domu nie robiła?
            pewnie byś się rozwiódł bo nie sprząta.
            zastanów się sam co ty robisz w tym związku i czego ty chcesz
            • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:59
              Ja mam wrażenie, że część osób wypowiada się po przeczytaniu połowy jednego postu.

              Dom jest wykończony, brakuje drzwi wewnetrznych, jednak sypialnia nie ma panelów
              i jest zawalona gratami, które pójdą do garażu.

              W domu jest teraz tyle roboty, ile w normalnym mieszkaniu w bloku, a więc umyć
              naczynia, posprzatać podłogi, zrobić przepierkę (pralka robi wszystko łącznie z
              suszeniem).

              Wykańczaniem domu zajmowali się specjaliści ściagnięci przeze mnie.

              Wszystko jest zrobione przez znajomych. Podczas tych wykończeniowych prac było
              sprzątania co oczywiste tylko, że nie robiła tego sama ale ze mna i z tymi
              chlopakami.

              Dlaczego nie potraficie zrozumieć prostej rzeczy - odpuszcza sobie obowiązki
              zajmowania się dzieckiem. Ja sama powiedziała, syn jej nie uznaje a ona nie
              robi nic w tym kierunku. A jak syn ma chcieć z nią się bawić lub cokolwiek robić
              skoro to od niej powinna wyjśc jakaś inicjatywa zabawy wobec niego.
              • krakoma Re: wady mojej żony 20.09.06, 18:10

                • mcafe73 Re: wady mojej żony 21.09.06, 07:54
                  Jakby ci to powiedzieć.

                  Wyboraź sobie ładne powieszone firanki wiszące jeden tydzień, które należy
                  zmienić po tygodniu, no bo trzeba i koniec. No nawet patrząc przychylnie na ten
                  manewr niestety nie widzę żadnego sensu zmieniania czystych i wciąż świeżych
                  pachnących płynem do płukania zasłon bądź firan.

                  Co zaś do umycia podłogi. Ona jest czysta, zamiatana przeze mnie cały tydzien,
                  popoludniu przynajmniej raz. W sobotę owszem, trzeba umyć i najlepiej wypastować
                  wg. zony ja jednak źle myję i pastuję. PO co mam to robic skoro i tak po mnie
                  jeszcze raz będzie albo pastowała albo myła. Tu nie chodzi o przysłowiowe
                  firanki. TU chodzi o to, że oprócz firanek, zmianiana jest pościel, obrusy,
                  przestawiane są układy na blatach w stole tzn. kubki tu, wieszak do papieru tu,
                  czajnik elektryczny tu itd. Poprostu moja żona zapewnia sobie sama rozrywke i
                  zajęcie. Powiedz mi ile razy myjecie drzwi wejściowe. Jak mieszkam to nie
                  widziałem ani razu aby ktokolwiek z sąsiadów mył od wprowadzenia się drzwi
                  zewnętrzne wejściowe a u nas boję się, że w końcu lakier nie wytrzyma :))). To
                  nie chodzi o głupie firanki, moja żona robi dużo w sobotę rzeczy, które
                  naprawde, przy całej mojej chęci zrozumienia i zaakceptowania tego one są
                  bezsensowne to takie zabijanie czasu i wynajdywanie dodatkowych problemów.

                  Czy wy też co sobotę w komodzie układacie bieliznę w szufladach, układacie
                  swetry, spodnie itp w szafach?? Czasami jest tak, że w poniedziałek wstaję rano
                  do pracy sięgam do szafy po spodnie i ich tam nie ma!!! Bo zmieniły miejsce.
                  Doszło do tego, że wieczorem w niedzielę wynoszę do łazienki swoje ubrania na
                  następny dzień, aby wiedzieć, że mam co szukać a nie zaczynać dzień od nerwów.

                  pzdr
                  • annubis74 Re: wady mojej żony 21.09.06, 10:04
                    o tak, sprzątanie, mycie podług, pastowanie, zmienianie pościeli czy firan to
                    przecież najlepsze rozrywki jakie nam kobietom oferuje ten padół łez (BTW -
                    zmiana poscieli to też rywalizacja z sąsiadką?)
                    niektóre kobiety są przyzwyczajone do pewnych standardó porzadku i czystości -
                    i jeśli Tobie nawet coś wydaje sie niepotrzebne to uszanuj jej zdanie w tym
                    względzie.
                    Najbardziej rozbawia mnie stwierdzenie, ze podłoga w ciagle remontowanym domu
                    jest czysta - ja po zakończeniu remontów u siebie myłam podogi codziennie, bo
                    ciągle pojawiał się kurz i brud z remontu
                  • dzikoozka Re: wady mojej żony 21.09.06, 15:33
                    A moze żona ma nerwicę?????
                    Czasami objawia się właśnie chjorobliwym dbaniem o porządek...
        • ewik_75 w takim razie 20.09.06, 11:46
          nie jest to krok, rozwiazujacy wiekszosc problemow.
          Nie rozwiazuje najwazniejszego.
          A skoro Tak łatwo się poddajesz, to widać Ci od pewnego czasu już nie zależy i
          teraz po prostu znalazłeś sobie pretekst, ot co.
          Dojrzali ludzie probuja ratowac małżeństwo, które ma male dziecko, niedojrzale
          gnojki poddaja się, bo zona ich opieprza, jak ja obudza w nocy….
        • ela282 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:04
          Aleś Ty naiwny, myslisz, ze rozwód rozwiąże wszystkie Twoje sprawy. Tak
          niestety nie jest. Macie przecież tyle wspólnego (dziecko, dom). Czy nie
          pohopnie myślisz o rozwodzie? Z drugiej strony widzę, że przeszła Ci miłość do
          żony.Aż tak jej teraz nie lubisz? Przecież podobała Ci się. Aby ocenić kto jest
          winien trzeba by było wysłuchać co ma żona do powiedzenia. Nie wierzę żeby żona
          nie umiała się opiekować swoim dzieckiem. Może za często słyszy od Ciebie, ze
          się do niczego nie nadaje. A takie stwierdzenia utwierdzają ją w przekonaniu,
          że faktycznie tak jest. Psychicznie też można wyrządzić komuś wielką krzywdę.
          Zobacz najpierw co w Tobie jest złego, a potem obwiniaj zonę. Przecież nie
          zdradza Cię, nie pije alkoholu, (mam nadzieję, ze Ty też nie) więc powinniście
          się dogadać. Tylko trzeba chcieć.
    • tres_jolie Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:40
      Przeczytałam Twój post i odpowiedzi. Jestem chyba młodsza od Ciebie, ale jestem
      w takim wieku, że mogłabym mieć już swoją rodzinę.
      Nie będę Was oceniać, bo przecież nie mam prawa, a tym bardziej nie mam dzieci,
      ale napiszę co o tym sądzę.
      Wydaje mi się, że oboje jesteście ZMĘCZENI taką sytuacją. Spanie na kanapie,
      wykańczanie domu, wyjazdy na weekend do syna. A dla kobiety jest to szczególnie
      męczące. Od poniedziałku do piątku praca, wykańczanie domu itp.
      Sądzę, że kiedy się wprowadzicie "na gotowe", to zacznie się wszystko zmieniać.
      Może moje propozycje poniżej zostaną wyśmiane przez osoby,które mają rodziny,
      ale nie mogę znieść, że dwoje młodych, niewiele pewnie starszych ludzi nie może
      się dogadać.
      Kiedy wprowadzicie się zostaniecie sami.Nie będzie jużbabci. Spróbujcie wtedy
      usiąść i porozmawiać jak chcielibyście żeby wyglądały Wasze dni. Kto ma
      sprzątać w poniedziałek, a kto gotować obiad. A jak to będzie w kolejne dnji
      tygodnia? Zróbcie grafik obowiązków. A weekendy postarajcie zostawić dla
      siebie. MOże co sobotę wspólna praca w 3kę w ogródku? A póżniej grill, lub
      obiad na świeżym powietrzu? A w niedzielę gdzieś pojedźcie w trójkę?
      Zróbujcie odciążyć siebie nawzajem. Jeśli Ty nie lubisz sprzątać, a żona lubi
      to neich ona to zrobi a Ty za nią pozmywasz.
      A co do synka, to spróbuj NAUCZYĆ żonę wspólnych zabaaw. Pobawcie się w trójkę.
      Przecież są zabawy np w chowanego, gdzie 2 latek może się bawić. Niech żona
      weźmie go na ręce i udaje, że szukają z synem taty.
      A co do obecnych dni to zabierz gdzieś żonę i syna na tydzień. Nie musi być
      daleko. PRzecież wystarczy kilka dni w lesie. Niech ona też odpocznie. A póżnie
      powoli naucz ją jak zajmować się dzieckiem. Nie zostawiaj jej od razu z nim
      samej. Poprostu zapraszajcie ją do zabawy.
      Mam nadzieję, że uda Ci się coś wyłowić z tego chaosu ;)
      Pozdrawiam i życzę Wam szczęścia.

      P.S. Mam nadzieję, żę nie zostanę za bardzo wyśmiana przez osoby, które znają
      życie i nie są takimi teoretykami jak ja :)
    • kaktusik0 Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:58
      Mam 22 lata, nie mam męża, a tym bardziej dzieci i budowanego domu, nie udało mi
      się uratować paroletniego związku - jednym słowem mam raczej kiepskie
      referencje, ale jak czytam co piszesz to nasuwa mi się tylko jedno na myśl -
      macie poważne problemy i musicie o nich porozmawiać. Sami nie umiecie - idźcie
      do kogoś kto wam pomoże. Dam głowę że żona też ma do Ciebie mnóstwo pretensji.
      Pewnie sądzi że rozpieszczasz wasze dziecko, że na wszystko mu pozwalasz, że nie
      dajesz mu nauczyć bawić się samemu tylko non stop organizujesz mu czas, itp.
      Pewnie jest jeszcze wiele innych rzeczy (np. nie interesujesz się nią, tylko
      wszystko jej załatwiasz i kasę dajesz). Musicie sobie na spokojnie wszystko
      wyjaśnić, bo jeśli nie to już dziś możesz ją poprosić o rozwód. A może się
      okazać że te wszystkie problemy wynikają z jakiś głupot, których sobie
      odpowiednio wcześniej nie wyjaśniliście.
      Przecież chyba nie oświadczyłeś się pierwszej z brzegu kobiecie, musi mieć
      jakieś zalety...
    • reniatoja Re: wady mojej żony 20.09.06, 11:58
      Mcafe, mam do Ciebie pyanie off topic roszeczkę - mogę na priv?
      • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:00
        proszę bardzo reniatoja
        • reniatoja napisałam nt 20.09.06, 12:08

    • widokzmarsa Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:38
      to jakaś podpucha. Poza tym masz w sobie bardzo dużo agresjii. Spróbuj wciągnąć
      powoli powietrze i powoli wypuścić, kilka razy)
      • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:42
        Może byc z papieroskiiem dym wypuszczony??

        Bo jako przedszkolak nie wiem jak rozumieć Twój wpis.
    • piekielnica1 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:45
      mcafe73 napisał:
      > Nie będę już pisał o innych wadach. Przerażeniem napawa mnie fakt, życia z
      > kimś takim. Coraz częśćiej myślę o rozwodzie, ale nie mogę oddać syna w ręce
      > kogoś kto nim się nie umie zająć. Zdarzyło mi się juz w kłotni powiedzieć, że
      > jest beznadziejną matką.

      Jakim cudem takie cudo jak Ty zwiazalo si z kims tak "beznadziejnym"?.
      • kowianeczka Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:49
        A wiesz co w tym jeste najzabawniejsze? Otoz kazda pliszka swoj ogonek chwali.
        I teraz odpowiedz sobie na pytanie dlatego tak bezsensowny watek, w ktorym
        autor nie oczekuje dyskusji, rad, ba! nawet sam podkresla pisanie dla idei
        dalej wisi a admin go nie wycina.
        Nie znasz odpowiedzi? Twoja strata:)
        kowianeczka
      • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:50
        Takim samym cudem jak to, że udało ci się napisać, czyli czysty przypadek.

        A tak na serio - dlaczego wy kobiety, nie potraficie uwierzyć, że facet nie musi
        być draniem, że wy także macie dużo wad, i nie zawsze każda kobieta jest
        stworzona do zajmowania się np dzieckiem, że ojciec tego dziecka może sobie z
        nim lepiej radzić. Ja to moge zrozumieć. Nie moge zrozumieć tylko tego, że jej
        się nie chce postarać. Ot tak poprostu.
        • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:54
          Ależ ja rozumiemy, że tak może być. Uważam, że np. mój mąż sobie lepiej radzi w
          niektórych sytuacjach z naszą córeczką. I na pewno nie jest draniem.

          Ciężko mi natomiast zrozumieć czemu tak źle oceniasz swoją żonę skoro sprząta,
          pracuje, okazuje dziecku czułość i jeszcze dba o ogródek.
          • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:56
            Bo sprząta kiedy ma ochotę a nie kiedy trzeba, bo uczucie dziecku okazuje wtedy
            kiedy zbiera jej się na czułości, o ogródek dba, masz rację grabi czystą zimię
            niczym nieobsianą bo pies za mocno podeptał :)
            • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 12:59
              Rozumiem, że oczekujesz od niej, żeby sprzątała wtedy kiedy Ty uważasz, że
              trzeba posprzątać i okazywała dziecku uczucie wtedy kiedy Ty uważasz, że należy
              je okazać i nie grabiła ogródka bo Twoim zdaniem nie trzeba. A i jeszcze żeby
              nie zmieniała firanek bo Twoim zdaniem to bez sensu?
              • mcafe73 Re: wady mojej żony 20.09.06, 14:01
                Prawie dobrze, z pominięciem tego - że ja uważam. Poprostu sprząta sie wtedy gdy
                jest ku temu możliwości i okoliczności. Czyli jest nabrudzone sprząta się, ma
                wolną chwilę sprząta się, a nie wtedy gdy kilka rzeczy na raz sie spina w jeden
                wielki problem.

                Co zaś do tego ogródka prosze odpuść sobie - wyobraź sobie połać terenu z
                nawiezioną i rozgrabioną ziemią. Na której nic nie ma, bo zasianie trawy
                planowane jest na początek wiosny. Ziemia ma się teraz ubić cała. Wiosną
                zagrabienie tego będzie miało sens, po to aby spokojnie zasiać trawę.

                A firanki ile razy w tygodniu je zmieniasz?? U mnie co tydzień średnio są
                zmieniane w kuchni w salonie i w pokoju, czasem się zastanawiam skąd ona ma tyle
                zasłon i firan. I już wiem dlaczego panele w sypialni naszej musiały poczekać :)

                A tak wogóle bri wydawało mi się, że sobie podziękowaliśmy i stanowczo
                stwierdziłaś ze zamilkniesz. Czyżby typowo kobieca niekonsekwencja??

                Napisałaś, że tak żywo zareagowałaś więc moje wnioski były dobre - uderz w
                stół.... :)
                • bri Re: wady mojej żony 20.09.06, 14:06
                  Tym razem wyraźnie pytałeś o zdanie i dlatego się ośmieliłam. I dziękuję za
                  odpowiedź. Ja mam trochę inne zdanie np. w kwestii sprzątania niż Ty i inne
                  zdanie w kwestii firanek niż Twoja żona. Ale już wiem, że tylko Twoja opinia
                  się liczy.
                • bodzia50 Re: wady mojej żony 21.09.06, 10:31
                  A może Ona po prostu CIESZY się nowym domem i go stale upiększa tymi firankami
                  itym sprzątaniem i tak okazuje troskę..A jak następna żona też się nie spodoba
                  to co??
        • piekielnica1 Re: wady mojej żony 21.09.06, 10:08
          mcafe73 napisał:

          > Takim samym cudem jak to, że udało ci się napisać, czyli czysty przypadek.

          Jeżeli zawierasz małżeństwo z taką samą łatwością jak wchodzisz na forum to
          pretensje miej tylko do siebie.

          Dziecko z przypadku?
    • xxx2006 zabawy z dzieckiem 20.09.06, 12:59
      1. Jestem kobieta mam dziecko (9lat) i zabawy z dwulatkami nudzily mnei zawsze
      smiertelnie! Z dzieckiem w tym wieku trudno sensownei sie bawic, mozna mu czytac
      (co lubilam), grac w pilke, ale dluzej niz 15 minut na poziomie dwulatka bawic
      sie nie mozna. Takie zabawy sa nudne, meczace i pewnie dlatego wolabys zeby to
      robila zona! Po prostu Tobie tez dizala to na nerwy!
      2. Dziecko powinno umiec samo sie bawic i samo testowac swiat. Bawiac sie z nim
      ciagle wyhodujesz uzaleznionego od innych, przeszkadzajacego innym i zaborczego
      dzieciaka. Juz chyba tak jest skoro syn absorbuje tyle Twojego czasu i decyduje
      ze np. to nie zona tylko Ty masz sie nim zajmowac.
      3. Kazdy rodzic jest inny i kazdy co innego wnosi do zycia dziecka. Twoja zona
      wyraznei ma bardizej 'meskie' podejscie a ty bardziej 'kobiece'. Docen to. Nie
      dziwie sie ze jesli wtracasz sie i krytykujesz jej sposob zajmowania sie
      dzieckiem stopniowo sie wycofuje, a szkoda bo to wlasnie ona moze wyrobic w
      Twoim dizecku samodizelnosc i zaradnosc, ktorej Twoja nadopiekuncza postawa mu
      nie zaszczepi.

      podsumowujac: jezeli masz dosyc zony to nie zaslaniaj sie ze powodem jest ot ze
      jest 'zla matka' bo opisana sytuacja na to nie wskazuje, a jej trudno sie w tej
      sytuacji bronic! Moze to Ty jestes nadopiekunczym 'zlym ojcem'
      • mcafe73 Re: zabawy z dzieckiem 20.09.06, 13:08
        Dziwne - mam znajomą, która pracuje w ośrodku wychowawczym - i z tego co wiem -
        w tym wieku 1-2 lata dziecko potrzebuje przewodnika. Najpierw trzeba dziecko
        nauczyc bawić się samemu, aby później umiało sobie zorganizować zabawę.
        Potrafi się bawić z innymi dziećmi nawet potrafi się podzielić zabawkami. Ja
        mogę np. malować płot a on bawi się koło mnie czymkolwiek. Potrafię przerwać
        pracę i poświęcić mu chwilę jeżeli ma jakiś problem, aby póxniej znowu zając sie
        pracą. Moja żona tak nie potrafi. Albo bierze go i jak juz pisałem gilgota,
        wygłupia się, albo sadza na podłodze i ma się sam bawić. A przecież dziecko w
        tym wieku, jeszcze szuka towarzystwa rodziców, dopiero później zaczyna się
        "indywidualizować".

        A co do samych zabawy:

        - nie wiem co ciebie męczyło w nich, ale pomysłowośc dwulatka nie zna granic.
        Ja wręcz bawiąc się świetnie się bawie sam. Puszczanie samochodów na wyścigi ma
        pilota) puszczanie latawca, czytanie bajek, puszczanie w stawie łodki, wygłupy
        na podłodze itp to sama frajda może dla faceta nie wiem jak dla kobiet.

        • bri Re: zabawy z dzieckiem 20.09.06, 13:11
          "Nie chciałem, żeby syn wracał jeszcze, poświęcaliśmy mu wekendy. Nie chciałem
          bo on przepada za mna i wtedy ja nie mogę nic w domu zrobić, muszę wciąż się
          nm zajmować. Moja żona twierdzi, że to moja wina, że syn lgnie do mnie. Bo ja
          mu nigdy nie odmawiałem niczego."
        • xxx2006 Re: zabawy z dzieckiem 20.09.06, 13:26
          Bajki czytac lubilam (napisalam o tym), puszczanie samochodow na wyscigi nudzilo
          mnei wlasnie po 15 minutach :) (zreszta wielkim przeciwnikiem zabaw z dzieckiem
          non-stop byl moj maz i mial racje). Ja zawsze wolalam dzieciakowi cos
          poopowiadac i tlumaczyc swiat, a takie dziecko nie jest w stanie dluzej niz 15
          minut sie koncentrowac i sluchac. Dziecku wyszlo to chyba na zdrowie bo jest
          super inteligentne i towarzyskie. Skoro ty lubisz sie bawic to sie baw, a skoro
          zona lubi dzieciaka laskotac, wyglupiac sie, to takeimu dwulatkowi taki kontakt
          tez jest potrzebny (i to bardzo) na innym poziomie! Ona daje z sieibe tez cos
          temu dziecku, cos innego niz Ty i wcale nie gorszego tylko Ty tego pewnie
          niestety nie zauwazasz i nie doceniasz! Zona ma wlasny sposob nawiazywanie
          konataktu z dzieckiem!! Nie powinna byc 'na Twoj obraz i podobienstwo' bo Ty
          wiesz lepiej. A rady znajomej (pracuje w osrodku ale czy sama ma dzieci??) nie
          powinny az tak rzutowac na Twoje oczekiwania wzgledem zony!

          A tak przy okazji skoro piszesz ze w sumie wykonujesz swoje zajecia
          (np malujesz plot) robisz przerwe zeby chwile pozajmowac sie dzieckiem, to tez
          nie zajmujesz sie nim godzinami ciagle sie bawiac. Tak to ja tez potrafilam :)
          I zona pewnie tez umie, przeciez nie nadzorujesz jej non-stop przy obowiazkach
          domowych kiedy dziecko z nia jest.

          Ps. Pomyslowosc dwulatka jest oczywiscie ogromna ale nie tak wielka jak
          pomyslowosc inteligentnego 27 latka, i gdyby byla tka fantastyczna jak to
          sugerujesz to nei pisalbys wczesniej ze dziecko trzeba 'nauczyc sie bawic'.
          Zabawy z dwulatkiem sa mile bo jest to kontakt z dzieckiem, ale nie jest to
          jakies super doznanie intelektualne :)
          • mcafe73 Re: zabawy z dzieckiem 20.09.06, 14:07
            Ja się tylko tak zastanawiam nad jeszcze jedną rzeczą.
            Przeczytałem trochę to wasze forum, dla ciekawostki powiem wam, że zona tu
            pisze, poznaję jej nick i styl pisania.

            Ale chodzi o coś innego - kiedy kobieta ma podobny problem radzicie jej aby
            puściła faceta z torbami, najczęściej mozna wtedy przeczytać... odpuść sobie, po
            co się z nim męczysz, natomiast gdy facet ma jakieś pretensje do żony, partnerki
            wy szukacie luk w nim i w treści żeby mu dokopać a nie w niej.

            Żadna z was nie zaproponuje - skoro tak uważasz to rozwód będzie najlepszy. Może
            będzie to dla was najlepsze wyjście i dla dziecka też. W końcu z czasem gdy nie
            wytrzymam zaczną się kłotnie, dziecko będzie ich świadkiem, więc może lepiej
            wybrać mniejsze zło.

            Dlaczego w tym przypadku wszystkie jak jeden mąż obstają przy opcji wszystko
            tylko nie rozwód?
            • bri Re: zabawy z dzieckiem 20.09.06, 14:13
              Jak to nie? Ja Ci sugerowałam rozwód.
              • mcafe73 Re: zabawy z dzieckiem 20.09.06, 14:14
                Chyba między jednym strzałem z pistoletu a drugim, bo nie zdążyłem się
                zorientować :)
                • bri Re: zabawy z dzieckiem 20.09.06, 14:15
                  "Stary, facet który robi te wszystkie rzeczy i się cieszy, że sprawił żonie
                  przyjemność jest wspaniały. Ale Ty robisz to wszystko i marudzisz. Nie masz
                  ochoty pomagać żonie i zajmować się synkiem - wypnij się na nią; weź rozwód
                  itp. Wolałabym rozwód niż żeby ktoś tak przez mnie cierpiał jak Ty z wadami
                  swojej żony."
            • xxx2006 Re: zabawy z dzieckiem 20.09.06, 14:40
              nie smialabym nawet przypuszczac ze tak wspanialy, oddany ojciec i tka pracowity
              malzonek moglby powaznie rozwazac mysl o rozwodzie :). A kolezanka z placowki
              wychowawczej nie mowila ze pelna rodzina tez jest wazna :). Tak poswietliwy
              mezczyzna na pewno wytrzyma dla dobra syna z okropna zona!
              • mcafe73 Re: zabawy z dzieckiem 21.09.06, 07:27
                Koleżanka - jak i jej koleżanki po fachu nie uważają wcale, że pełna rodzina
                jest zawsze najlepszym wyjściem. Bo czasem gdy sytuacja między dwojgiem ludzi
                staję się napięta, to dziecko najwięcej traci wtedy. To ono staje się świadkiem
                kłotni. Dziecko takie później ma różne lęki, gorzej przystosowuje się w szkole
                itp. Lepiej jest czasem, gdy jedno z rodziców, będzie z nim a drugie
                odwiedziało, wpływało na jego rozwój unikając jednocześnie scysji między małżonkami.
                • annubis74 Re: zabawy z dzieckiem 21.09.06, 10:15
                  a ta koleżanka z ośrodka wychowawczego nie jest zainteresowana Tobą a Ty nią?
                  dla dziecka rozwód rodziców jest zawsze traumą - jeśli koleżanka tego nie wie,
                  to zastanawiam się jakie kursy korespondencyjne kończyła zamiast psychologii
                  czy pedagogiki
                  poza tym nie pisałes o tym, że się kłócicie, tylko o tym, że Ty bez przerwy sie
                  czepiasz
                  jeśli twoja żona tu pisze to może fajnie byłoby poznać jej punkt widzenia, może
                  gdyby ona opisała swoja historię znaleźlibyście spokój na rozwiązanie swoich
                  problemów
                  oczywiscie jeśli chcecie je rozwiązywać
            • loltka rozwód 20.09.06, 14:45
              bierze sie w ostatecznosci-ja tu ostecznosci nie widze, raczej dwojke
              nieprzystosowanych ludzi
              jak sie dogadacie i pokonacie kryzys i bedziecie sie kochac to to moze byc udane
              małzenstwo
              rozwiesc sie bo zona bawi sie mniej z dzieckiem i ejst bardziej praktyczna??
              co to za pomysł?
    • loltka każdy kij ma dwa konce... 20.09.06, 14:41
      a teraz chwila prawdy:
      niestety, to nie jest tak, ze zona jest zła a Ty dobry, kazde z was ma swoje
      wady, dobre i złe strony. FAcetom sie wydaje, wystarczy bawic sie z dzieckiem,
      zeby byc dobrym ojcem, bo wtedy mały woli do taty. JAsne, ze woli, bo z tata
      bawi sie jak ze swoim a mam jest tym "dorosłym" czyli juz nie tak interesujacym.
      Oczywiscie, to wspaniale, ze poswiecasz duzo czasu synowi na zabawe, ale to nie
      wystarczy, zeby mozna powiedziec o Tobie , ze ejstes super tata ani tez o twojej
      zonie, ze ejst zła matką. W moim odczuciu to normalne, ze kobieta sprzeta
      mieszxkanie a was wywala za drzwi-jak tu sprzatac gdy po domu placze sie dziecko
      i bawiacy sie z dzieckiem mąż.
      Kolejne zachowania Twojej zony, to niestety wynik tego, ze nie mozecie sie
      porozumiec. Ona ze swoja wydaje sie praktyczna natura i Ty z romantycznym
      podejsciem do zycia zamiast szukac wspolnej płaszczyzny siedzicie w swoich
      okopach. Niedopuszczalne było to, ze powiedziałes do niej ze ejst zła matka, bo
      z tego co tu napisałes wynika raczej ze ejst osoba praktyczna i obowiazkową a do
      tego teskni za synem gdy go nie ma-jak mogłes? ja nie wiem czy bym cos takiego
      kiedykolwiek wybaczyła, dla kobiety to policzek.
      poza tym macie duzo na głowie-małe dziecko, remopnt domu wiele niepozałtwianych
      spraw, praca zawodowoa-zamiast sie w tym ciezkim okresie wspierac szukacie sobie
      kozła ofiarnego a z Twoich wypowiedzi mam wrazenie ze Ty bardziej niz ona
      nakrecasz tą spirale
      zrozum, ze ktos, kto jest praktyczny obowiazkowy a do tego lubi gdy wszytsko
      jest zrobione od A do Z wiele z tych rzeczy , ktore opisałes sa bardzo
      stresujace.MOze za bardzo sie przejmuje, dlaczego nie pomozesz jej sie troche
      uspokoic?
      Ty masz wiecej luzu w tym co robisz, wiec pomoz jej tez sie wyluzowac.
      i nie wyzywaj, tylko szukaj porozumienia
      z tego co tu przeczytałam to macie raczej problem ze zrozumieniem się, z
      komunikacja, z szukaniem własnego jezyka
      walczycie a nie gracie w jednej druzynie
      do tego brakuje akceptacji drugiej osoby, ktora jest inna

      i na koniec-przpadkiem wczoraj ogladałam dokument o rodzinie, w ktorej mąż i
      zona zaminili sie rolami i teraz facet zajmował sie domem i dziecmi (wczesniej
      miał do zony podobne pretensje jak Ty)
      i nagle sie okazało, ze dom brudny, dzieci płacza, bo n musi troche pospac w
      ciagu dnia, nie umiał dzieci zapakowac do auta porzadnie, spozniał sie z nimi na
      zajecia, i tylko sie z dziecmi bawił
      po 2 tyg dom wygladał jakby przeszedł huragan, dzieci zreszta tez, zona miała
      pretensje ze sie nie wywiazuje a ON NIE WIEDZIAŁ O CO CHODZI przeciez tyle sie z
      dziecmi bawił....
      • mcafe73 Re: każdy kij ma dwa konce... 20.09.06, 15:01
        Wszystko ładnie i pięknie uwierz tylko w to, że gdyby nie ja to żona spóxniałaby
        się np. do pracy bo wstać nie potrafi o odpowiedniej godzinie. Brak jej
        konsekwencji w tym co robi.

        Ktoś tu napisał, że czuje sie jakby rozmawiał z kalkulatorem nie uznaje tego za
        obelgę wręcz przeciwnie.

        To ja jestem właśnie ten, który do zycia podchodzi praktycznie, moja żona
        przypomina mi odrobine hippisów z lat 60 ze swoim podejściem do życia.

        • loltka Re: każdy kij ma dwa konce... 20.09.06, 15:12
          czytając to co napisałes odniosłam wrazenie , ze tak na prawde to Ty jestes w
          Tym zwiazku duzym dzieckiem-bez urazy, ale na prawde w takim swietle to
          przedstawiłes
          jesli jest odwrotnie i Ty robisz wszytsko a ona nie potrafi niczego
          zorganizowac-to czy nie widziałes tego wczesniej?? jesli kiedys było inaczej to
          moze na prawde jest zmeczona
          a jesli tak było zawsze to, hmmm, widziały gały co brały
          mimo wszystko polecam Ci probu konstruktywanego dogadania się
          • mcafe73 Re: każdy kij ma dwa konce... 21.09.06, 07:29
            Wybacz, ale w okresie narzeczeństwa niezbyt mogłem sprawdzić jak potencjalna
            żona nadaje się na matkę.
            • loltka Re: każdy kij ma dwa konce... 21.09.06, 13:35
              no na matke nie
              ale jak na "gospodynię"?? trochę to złe słowo, ale wystarczyło troche
              pomieszkac z nia, zeyb zobaczyc jak się z taką osobą zyje:)
              teraz to po porstu dajesz kolejne szanse a jak stwierdzisz ze wiecej nie mozesz
              to odejdziesz...
    • garava Re: wady mojej żony 20.09.06, 15:02
      A ja zauważyłam jeszcze coś innego w Twoich wypowiedziach: dom, pieniądze,
      finanse, giełda. Facetom sie wydaje, ze jak żonie zapewnią byt finansowy to ona
      będzie najszczęśliwsza na świecie. Z własnego doświadczenia wiem, że to nie jest
      prawda.
    • agrafka11 Re: wady mojej żony 20.09.06, 15:02
      Nie lubię się za bardzo wywnętrzać na forach? Dlaczego? Otóż ostatnio byłam w
      bardzo trudnej sytuacji, nie radziałam sobie sama a nie miałam z kim pogadać,
      więc napisałam post. Jak się łatwo domyślić szukałam wsparcia. Jeśli ktoś na
      forum pisze, że nie wie czy ma prasować skarpetki czy nie, to można mu napisać,
      że jest łosiem, bo skarpet nie trzeba prasować ( chyba że się ma grzybicę
      stóp ). Natomiast jeśli ktoś pisze o sprawie, która jest dla niego większym niż
      ten - problemem, to trzeba się wczuć w jego sytuację i go zrozumieć. Napisał
      facet jak wygląda jego życie i pewnie oczekiwał konkretnych porad, co można w
      tej sytuacji zrobić. W porządku, kilka osób mu napisało, że pogadać ( słusznie)
      i podawało inne propozycje. Natomiast wypowiedziało się też kilka osób, które
      adresat - a ja także - ocenił jako napstliwe, złośliwe i nie wnoszące nic do
      sprawy oprócz tego, żeby mu udowodnić że to z nim jest coś nie tak.Na forum
      każdy może się wypowiedzieć, takie tu rządzi prawo. Ale czasem wypowiadają się
      osoby, które oprócz wbijania szpilek nie mają nic do zaproponowania i tylko
      szarpią nerwy. Podziwiam faceta, że w ogóle z tymi osobami polemizuje. Ja nie
      miałam na to siły, gdy w ważnej dla mnie sprawie słyszałam zamiast słów otuchy -
      złośliwości i przytyki .Schowałam się do muszelki i zniknęłam. I tylko szkoda
      mi było ,że nie znalazłam wsparcia.A co do tematu wątku - mój mąż jest wielkim
      porządnisiem. Można chyba rzec nawet - fanatykiem sprzątania. Ja traktuję te
      rzeczy bardziej - moim zdaniem - rozsądnie. Jestem bałaganiarą, ale twierdzę,
      że to "twórczy nieład" - taką mam pracę.Nie lubię żyć w chlewie, ale twierdzę
      że odkurzać nie trzeba codziennie. Mieszkanie to nie muzeum. Mam więc z mężem
      taką sytuację, jak twórca postu z żoną.Rozumiem go i wiem, że to
      uciążliwe.Facet naprawdę sam wiele zrobił i jego żona w tym świetle nie
      prezentuje się najlepiej. Oczywiście medal ma 2 strony i trzebaby posłuchać jej
      punktu widzenia. Myślę, że faktycznie powinien dążyć do częstych rozmów, bo w
      przciwnym wypadku trzeba będzie wzrobić użytek z papierów w biurku :) Matko,
      ale się spisałam. Pozdrawiam twórcę postu :))
      • ab03 Re: wady mojej żony 20.09.06, 17:34
        doprawdy smieszna jest ta wasza solidarnosc cyckow czy czegos tam.

        gdyby pisala to kobieta i miala taki sam problem to padly by teksty "rzuc go nie
        jest ciebie wart" itd itd itd

        z kolei w tej sytuacji to facet jest zly a kobieta ktorej nie chce sie nic robic
        poza sprzataniem i zmiana firanek to swieta krowa

        szkoda gadac.
        • tracer81 Re: wady mojej żony 20.09.06, 18:19
          >doprawdy smieszna jest ta wasza solidarnosc cyckow czy czegos tam.

          Ponoć jajników. Ale czego oczekujesz od kobiet? Gdy kobieta się skarży na partnera- to wiadomo facet jest "be", źle wybrała, nie jest jej wart, słowem najczęściej jakiś nieudacznik pokroju kojota ze "Strusia Pędziwiatra". Gdy płeć męska skarży się na kobietę- to jest najczęściej niedojrzała, nie umie "rozmawiać", prowadzić dialogu i Bóg wie czego jeszcze. Takie rozmowy z kobietami pozbawione są sensu.
        • annubis74 Re: wady mojej żony 21.09.06, 10:25
          solidarność jajników, jeśli już
          jeśli kobieta napisałaby że maż ma do niej pretensje, że za dużo sprzata, to
          raczej nie usłyszałaby stwierdzenia "rzuć go i nie jest Ciebie wart", bo to
          głupie
          poza tym to jaka jest żona autora wątku wiemy tylko z jego relacji - a kij ma
          zawsze dwa końce
          poza tym facet, jak sam napisał, nie chce rady, hmmm, więc czego chce?
          nikt nie wczuje sie w jego sytuację i nie poda mu rozwiązania na tacy
          zobacz, że psychologowie, którzy prowadzą terapię dla par, też zawsze
          rozmawiaja z dwiema stronami a nie jedną
          jak czytam te posty to kojarzy mi sie wątek z innego forum pisany przez faceta
          m.4 (chyba) o rozwodzie. On też opisywał kolejne epizody ich życia rozwodowego,
          nie dopuszczając do siebie innych argumentów - on po prostu wedział lepiej
          dokladnie tak jak autor wątku
    • maretina Re: wady mojej żony 20.09.06, 19:03
      zona normalnie sie bawi z dzieckiem. jesli ono potrafi sie samo bwic, to super!
      nie trzeba dziecku poswiecac clego wolnego czasu. dziecko w sposob adekwatny do
      swojego wieku powinno byc samodzielne, nie moze non stop wisiec na rodzicach!
      moj syn ma rok, jesli chce sie ze mna bawic, przychodzi do mnie, wola mnie.
      jesli sam bwi sie swoimi zbwkami, ksiazkami, to cieszymy sie z mezem, ze mamy
      chwile wytchnienia. nie pojmuje Twojego postu. niby taki kochajacy, krytykujacy
      zone z to, ze zjmuje sie non stop synem, a jednoczesnie pozwlasz dziecku byc
      poza domem. w zyciu nie zostawie dziecka n noc w obcym domu. w zyciu!to jest
      dopiero okz olewnia, nie to, ze syn sam poobraca w raczkch swoje zabwki!
    • poznanoc Re: wady mojej żony 20.09.06, 23:08
      Manipulujesz zonka az sie kurzy!I robisz to w perfidny sposob. Powie Ci to
      kazdy,pierwszy,lepszy terapeuta do jakiego powinniscie sie udac na terapie.Ale
      jak znam takich gosci jak Ty to nie udasz sie na zadna terapie.Bo dla takich jAk
      TY rozwiazaniem jest zalozyc sprawe rozwodowa...
      Piszesz,ze nie dasz dziecka zonie,bo nie potrafi sie nim dobrze zajac.To nie TY
      bedziesz o tym decydowal ale Sad.Jestem pewna,ze zrobisz wszystko aby oczernic
      zone,rozmyslasz juz nad tym na 100%!Skoro myslisz o rozwodzie!
      Tragiczne jest to,ze przez Wasze problemy i Twoja niechec zobaczenia
      JAKICHKOLWIEK wad U SIEBI bedzie cierpialo dziecko!!!
      Straszne!Bo nie widze tu zadnej patologii.A jedynie Twoj ogromny
      egocentryzm,tudziez kilka innych "uchybien" .A najwieksza-nie widzisz ZADNYCH
      wlasnych wad!!!
      • ab03 Re: wady mojej żony 21.09.06, 00:07
        i prosze, kolejna nawiedzona idiotka. kto by pomyslal ze jestescie takie
        solidarne. Ale to nie solidarnosc tylko czysta glupota, syndrom ksiezniczki
        "nalezy mi sie bo jestem".
    • mcafe73 Re: wady mojej żony 21.09.06, 07:24
      Maretina - mam nadzieję, że nigdy nie będziesz zmuszona zostawiać dziecka poza
      domem. Druga rzecz, którą pragnę Ci wyjaśnić to fakt, że syn był nie u obcych
      ludzi ale u babci i dziadka kochających go ponad wszystko i dających mu z siebie
      jak najwięcej. Trzecia rzecz - to fakt, iż syn był poa domem nie z mojej winy,
      ale z winy żony, która to wyprosiła mnie, abym wykorzystał zatrudnionych
      znajomych chłopaków na budowie na maksa i postarał się aby wykończyli dom przed
      zimą, bo chciałaby spędzić gwiazdkę już w domu. Zgodziłem się na ten manewr, ale
      kosztował on mnie sprzedażą mieszkania, ponieważ aby szybko wykończyć potrzebna
      była dodatkowa kasa, którą mogliśmy uzyskać ze sprzedaży mieszkania. Ostatnia
      rzecz z Twojego postu - to nie żona się zajmuje non stop synem tylko ja - i o
      tym jest właśnie cały ten wątek. Śmiem więc twierdzić, że nie przeczytałaś
      całości moich wypowiedzi, ale wybiórcze myśląc, że wystarczy to na napisanie
      kilku zdań i zabłyśnięcie w tym wątku.

      Poznanoc - mówisz o terapeutach. Masz na myśli psychologów? Czy może czytałeś
      moje wątki do końca?? Czy zauważyłeś, że mam znajomą pracującą jako terapeutka w
      ośrodki wychowawczy, zajmującym się między innymi adopcjami i akceptowaniem
      rodzin zastępczych itp. W tym ośrodku są psycholodzy różnych specjalizacji,
      także Ci od układów małżeńskich. Bo muszą sprawdzić np. daną rodzinę i jej
      sytuację od A do Z zanim komukolwiek oddadzą dziecko. Mam w zasadzie na bieżąco
      kontakt z nimi, bo z moją pomocą moja firma pomaga im finansowo. Tak się jakoś
      składa, że to ona (terapeutka)podtrzymywała mnie i żone na siłach gdy w czasie
      ciąży żona cięzko zachorowała i istniało ryzyko, że nie donosi ciąży. Tylko
      szybka ale bardz ryzykowna operacja pomogła. Więc oboje mamy niejako już za sobą
      pewna terapię.

      Wady własne - owszem widzę - mam ich dużo, ale nie piszemy o moich wadach tylko
      żony to raz i zmiana frontu niczego tu nie wniesie. Przecież to oczywiste, że
      mojej żonie się nie podoba we mnie parę rzeczy, nikt nie jest idealny, ja od
      niej także nie oczekują ideału, ja chcę tylko, aby ona w pewny sensie obudziła
      się, zrozumiała, że powinna przejąć część obowiązków ode mnie i zajmować się
      więcej dzieckiem.

      I ostatnia rzecz:

      "A ja zauważyłam jeszcze coś innego w Twoich wypowiedziach: dom, pieniądze,
      finanse, giełda. Facetom sie wydaje, ze jak żonie zapewnią byt finansowy to ona
      będzie najszczęśliwsza na świecie. Z własnego doświadczenia wiem, że to nie jest
      prawda."


      Owszem, kiedy się poznaliśmy moje finanse były delikatnie mówiąc daleko bardziej
      rozwinięte od żony. Nie jest to jednak żadnym wyznacznikiem osoby ani tego co
      dana osoba sobą prezentuje. Przecież ktoś kto ma pieniądze mógł je dostać w
      spadku, wygrać lub w inny "łatwy" sposób zdobyć.

      Teraz żona ma dobrą pracę, nawet taką jak chciałą wykonywać, jedna z firm, z
      która współpracuje wzięła ją na prośbę mojego szefa. Sprawdziła się i była
      bardzo zadowola. Dostała pensje, za która mogłaby spokojnie kupić mieszkanie na
      kredyt, auto i jeszcze zostałoby jej na życie. Nie jest więc w żaden sposób ode
      mnie uzależniona finansowo. Mamy też 4 konta - moje, jej, wspólne i syna. To
      chyba wszystko wyjaśnia mam nadzieję.

      pozdr

      ps/ sugeruję więcej stonowania w niektórych wypowiedziach, bo szczerze mówiąc
      nudzi mnie juz odpisywania, na przysłowiowe szpileczki, nic nie wnoszące do
      watku, a tylko wprowadzające zamieszanie w odpowiedziach i wypowiedziach.
      • maretina Re: wady mojej żony 21.09.06, 09:48
        dziecko nie jest dziadkow tylko rodzicow. nie przekonasz mnie w tej kwesti.
        dziecko potrzebuje stalego rytmu. swojego lozeczka, i nade wszystko rodzicow.
        nie dziadkow. chociazby ci byli najlepsi. licza sie RODZICE.
        wiecej piszesz o kasie i remoncie niz o dziecku.
        dla mnie to przerazajace.
      • nefertum Re: wady mojej żony 21.09.06, 18:39
        Mcafe73, myślę, że sam zakończyłeś ten wątek, szukaniem trzeciej rudej
        dziewczyny w Twoim życiu (zaciekawionych odsyłam do: "młoda, mądra i mówią, że
        ładna szuka partnera"); powinienes zmienic tytuł głównego postu, bo w tych
        okolicznościach chyba nie pasuje ;)
        Zyjesz, jak sam napisałeś z manipulowania ludźmi, a nie potrafisz porozmawiać z
        własną żoną.
        Chcesz "usłyszeć, że nie jesteś sam, i że takie problemy pojawiaja się i
        chcesz "usłyszeć jak sobie ktoś z nimi poradził". A ja ci powiem, że dawno nie
        czytałam wypowiedzi tak egoistycznych i zakłamanych jak Twoje.
        Piszesz "jeszcze kocham, (...) z rozwodem sie poprostu oswajam", a dokumenty
        rozowdowe już czekają na biurku, nie? No tak, to czas zacząć już szukac innej
        kobiety...
        Pytasz: "dlaczego wy kobiety, nie potraficie uwierzyć, że facet nie musi być
        draniem" - osobiście znam wielu wspaniałych mężczyzn, ale Ty udowodniłeś, że
        zaliczasz sie do pierwszej grupy.
        "Dlaczego w tym przypadku wszystkie jak jeden mąż obstają przy opcji wszystko
        tylko nie rozwód?" - bo nie napisałeś rozsądnego powodu, ale teraz już wiem -
        Ty po prostu swojej żony nie kochasz... Miej trochę odwagi i nie zwalaj całej
        winy na nią... Na rozwód trochę ciężko Ci sie zdecydować, bo pewnie jeszcze nie
        przekupiłeś sędziego - przyzna żonie dziecko i dom (taak, ten finansowany przez
        Ciebie), a Tobie nałoży adekwatne alimenty. Z pewnością wygodniej będzie na
        boku z "namiętnym i pomysłowym w łózku" rudzielcem ;)
        Żenada, ptaszku!
        • mcafe73 Re: wady mojej żony 22.09.06, 07:08
          Oj nefertum - wiesz jest cos takiego jak dieta, co nie oznacza, iz można jednak
          spojrzeć co też inni jadają gdy ja głoduję :)

          A skąd wiesz, że nie kocham mojej żony. Hmmmmm.... Wiesz lepiej ode mnie?

          A na jakiej podstawie jestem draniem? Ja draniem mogę być to łatwe, dlatego
          głupi ludzie są zawsze zawistni, podkładają świnie, zazdroszczą innym, bo to
          jest najprostsze rozwiązanie.

          Ja draniem mogę być - nagle mogę mieć potrzebe podłubania w samochodzie,
          naprawienia komputera czy odrobienia pracy w domu.

          I wtedy nagle się okaże, że nie mam czasu dla dziecka i to żona musiałaby
          znaleźć ten czas.

          pzdr
          • nefertum Re: wady mojej żony 22.09.06, 07:27
            Widzisz mcafe73, ja mam staroświeckie podejście do związku i najważniejsze dla
            mnie jest uczciwe podejście do sprawy (jeżeli kocham mojego partnera, a nam sie
            nie układa, to najpierw z nim rozmawiam i staramy się coś temu zaradzić,
            następnie podejmujemy decyzje, czy jesteśmy razem, czy nie, a dopiero potem
            odpowiadam na posty, zawierające w tytule "szukam partnerki" - to jest nie
            fair zarówno wobec Twojej żony, jak i dziewczyny po przejściach, która chyba
            jednak "szuka partnera", a nie nawołuje "popatrz na mnie, bo jestem ładna").
            Dlaczego uważam, że nie kochasz żony? Świadczy o tym Twoje zachowanie, także
            odpowiadanie na tego rodzaju posty. Jeżeli byś ją kochał, pierwszą rzeczą, jaką
            byś zrobił byłaby poważna rozmowa - o miłosci, o waszym związku i o dziecku.
            Gdyby sie nie udało, to kolejnym krokiem byłaby wizyta u psychoterapeuty, a
            dopiero, gdy wszystkie kroki zawodzą - szykowanie dokumentów rozwodowych, ale
            co najważniejsze, w porozumieniu z żoną.
            • mcafe73 Re: wady mojej żony 22.09.06, 09:38
              Twoje "uważanie" niestety jest błędne.

              Nie uważam aby "słodki rudzielec" szukał czegokolwiek na forum. Bardziej
              podobnie jak ja pokazała, że jest jej źle nic więcej. A, że kobietą jest
              faktycznie ładną (widziałem) to oznacza, że być może trafia na czubków, którzy
              lecą na urodę.

              Z żoną rozmawiałem - najczęstsza odpowiedzią żony jest "czepiasz się", Albo "to
              juz jest nudne ciągle o tym samym". Słyszę też "wiem o co ci chodzi". I to
              wszystko, żadnego działania w kierunku poprawy czegokolwiek.

              No cóż wg. mnie poprostu moja żona nie zdaje chyba sobie sprawy zbytnio z
              niebezpieczeństwa takich upierdliwych drobiazgów.

              Wiesz - nie jestem jakimś tam przystojniakiem, ale gdybym chciał nie muszę
              podrywać kobiet na necie. Spokojnie mogę poderwać fizycznie. A odpowiedzi moje w
              tamtym wątku - właśnie zastanawiało mnie jak zareagujęcie, ale tylko ty jedna
              bardzo sie wzburzyłaś w związku z tym, reszta potraktowała to w taki sposób, na
              jaki liczyłem. Czy cos złego jest w tym, że pogadam z dziewczyną po przejściach,
              której byc może w czymś pomogę lub doradzę, mając trzeźwiejsze spojrzenia na
              sprawę. POpatrz na tamte odpowiedzi, są albo wulgarne, albo delikatnie mówiąc
              nieprzemyślane.

              pzdr
              • nefertum Re: wady mojej żony 22.09.06, 14:06
                mcafe73 napisał:

                > Nie uważam aby "słodki rudzielec" szukał czegokolwiek na forum. Bardziej
                > podobnie jak ja pokazała, że jest jej źle nic więcej.
                *Hm...czyli wkrótce mogę znaleźć wątek typu: niezbyt młody, mądry, choc "nie
                jakiś tam przystojniak", ale kasiasty szuka kandydatki na żonę i matkę? ;)

                > Z żoną rozmawiałem - najczęstsza odpowiedzią żony jest "czepiasz się",
                > Albo "to juz jest nudne ciągle o tym samym". Słyszę też "wiem o co ci
                > chodzi".
                * Mam tylko nadzieję, ze jako ekspert w komunikacji międzyludzkiej
                (manipulowanie to przecież jej wyższy poziom) rozróżniasz komunikaty typu: "Weź
                sie wreszcie zajmij tym dzieckiem" od "Kochanie, czy mogłabyś trochę pobawic
                sie z Małym", a tym bardziej od rozmowy, która odbywa sie w sprzyjających
                okolicznościach.
                W niektórych kwestiach zgadzam sie z sotie - Twoja żona moze czuć sie
                niedowartościowana; nie chce zajmować sie synkiem, bo widzi, że On woli
                przebywać z Tobą i uwierz mi na pewno nie jest jej z tym dobrze. Jezeli komuś
                mógłbyś pomóc - to zacznij właśnie od niej. Piszesz, że zabawy we trójkę są
                wyjątkiem, bo Twoja żona znajduje od razu całą mase innych spraw do
                załatwienia. Dlaczego nie zrobicie wszystkiego razem? Najpierw zabawa, potem
                wspólna praca, albo odwrotnie? Jezeli wciąż "ucieka" w sprzątanie, to wydajcie
                jeszcze te parę groszy i zatrudnijcie pomoc domową - wyczyści wasz nowy dom na
                błysk, a Twoja żona nie będzie miała wymówki. Żona chce grabić wokół domu -
                wyjdź i Ty, kup dziecku plastikowe grabki i dobrze sie wszyscy bawcie.
                Ja odnoszę wrażenie, że wy żyjecie obok siebie, ale osobno. Czy jest coś co Wam
                wspólnie sprawia radość? Jeżeli jest tak jak twierdzisz i rzeczywiście kochasz
                żonę, to przejmij inicjatywę i postaraj sie odbudować więź, która Cię kiedyś z
                nią połączyła - zacznij ją adorować, pokaż, że jest dla Ciebie ważna i wykaż
                się jeszcze odrobiną cierpliwości, a następnie - jeżeli nic sie nie zmieni -
                porozmawiaj jeszcze raz spokojnie o jej stosunku do synka. Kolejnym krokiem
                jest skorzystanie z "porad małżeńskich" - nie, nie gloryfikuję terapii, ale
                uwazam, że jezeli komuś rzeczywiście zależy na małżeństwie to nie powinien z
                miejsca odrzucac tej formy pomocy (jezeli sie nie uda - jedynie stracisz trochę
                kasy i czasu, ale będziesz wiedział, że zrobiłeś wszystko, co w Twojej mocy).

                > A odpowiedzi moje w tamtym wątku - właśnie zastanawiało mnie jak
                > zareagujęcie, ale tylko ty jedna bardzo sie wzburzyłaś w związku z tym,
                > reszta potraktowała to w taki sposób, na jaki liczyłem.
                * Tak Cię to zdziwiło, ze ktos nienawidzi hipokryzji? W końcu to nie był post z
                prośbą o pomoc...

                > POpatrz na tamte odpowiedzi, są albo wulgarne, albo delikatnie mówiąc
                > nieprzemyślane.
                * Popatrz na tytuł tamtego wątku, spodziewałes sie rzeczowych ofert
                matrymonialnych czy seksualnych? Odpowiedzi większosci osób były na poziomie
                tytułu, więc nie wiem o co Ci chodzi?
                Mam tylko nadzieję, że słodkirudzielec poprawiła sobie humor, czego jej
                życzę. :)
    • kryzolia Re: wady mojej żony 21.09.06, 07:48
      Fajny tytuł, tylko że nie obrazuje tego o co tu naprawdę chodzi.
      Zamiast się rozwodzić przemysl sparwę jak naprawic to co sie u was dzieje. Nie
      uważam że Twoja zona ma wielkie wady. To ze synek przepada za TOba - przewaznie
      dzieci przepadaja za ojcem którego często nie am w domu i w ogole za ojcem.
      I druga sprawa: moim zdaniem jestescie mało dojrzali i postepujecie jak
      gó..arze i rzeczywiście prowadzicie prosto do rozwodu, zamiast budowac to
      wszysytko burzycie.
      A co ciekawe : to uważam ,że TY ponosisz tu wielka winę stale udawadniając żonie
      i światu jaki jesteś mądry i bez wad.....
      Kiedy ostatni raz mówiłeś żonie że jest dla CIebie ważna, ? po co? powiesz to
      dopiero nowej pani która twoim zdaniem będzie lepszą mama dla Waszego syna?.....
      • mcafe73 Re: wady mojej żony 21.09.06, 07:57
        Kiedy ostatni raz mówiłeś żonie że jest dla CIebie ważna, ? po co? powiesz to
        dopiero nowej pani która twoim zdaniem będzie lepszą mama dla Waszego syna?...

        odpowiedź:

        Dzisiaj rano, gdy zepsuł się jej samochód i wróciłem po nią do domu, żeby zabrać
        a ona przepraszała, że za późno wstała i musi mnie ciągać w godzinach pracy.
        Powiedziałem jej, że ją kocham i żeby nie robiła problemów z niczego. A auto juz
        stoi u mechanika, który obiecał odstawić jej naprawione do 10 bo ma wyjazd służbowy.
        • kryzolia Re: wady mojej żony 21.09.06, 08:08
          TO może udałoby się Wam dogadać, wypracowac kompromisy - bo naprawde warto...
          nie zawsze racja jest tak oczywista gdyz składa się z wielu elemnetów , które sa
          widoczne inaczej dla każdej ze stron....
          Fundamentem małżeństwtwa są kompomisy i tolerancja... czemu sprzyja to że się
          ze soba duzo rozmawia.....
          Życze nauczenia sie wspólnego rozwiązywania problemów ....
        • slodkirudzielec Re: wady mojej żony 21.09.06, 09:30
          Jezu to Ty ideał jesteś....masz może jakiegoś znajomego, który jest równie
          uroczy jak Ty???

          A jeśli chodzi o WAS to nie chciałabym doradzać...ale żona odpowiedziała cos na
          słowa,że ją kochasz...? jak nie to obaiam się,że Ona już nic do Ciebie nie
          czuje albo ma innego....zaobserwuj jak zachowuje się w sytuacjach
          intymnych...Wiesz oststnio taki problemn dotknął mojego kuzyna...postanowili że
          najlepsze wyjście to druga ciąża jego żony i powiem Ci szkoda dziecka (w sumie
          to teraz dwoje)bo kuzyn je uwielbia a Leiddii całymi dniami maluje paznokcie i
          wydaje kase na pierdoły , dziećmi nie interesuje się w ogóle.Obecnie sa po
          pierwszej sprawie rozwodowej a ona nagle się obudzila...bo przecież źródelko
          mamony się odcina....
          pozdrawia
          • mcafe73 Re: wady mojej żony 21.09.06, 09:36
            te slodki rudzielec - nie mam kolegi, ale jak poczekasz będę być może za jakiś
            czas wolny. Jeśliś atrakcyjn, inteligentna i robotna kobieta kochająca dzieci
            (cudze) to możemy spróbować :)))

            Po je przeprosinach i moich słowach było coś jeszcze - ale to nie temat do
            dyskusji na forum :)))))))))))))
            • slodkirudzielec Re: wady mojej żony 21.09.06, 09:46
              JESTEŚ Z POZNANIA?
              • mcafe73 Re: wady mojej żony 21.09.06, 11:57
                Mieszkam 100 km od poznania :)

                • slodkirudzielec Re: wady mojej żony 22.09.06, 15:01
                  no właśnie to nie daleko zwrot"te" Cię zdradził. Mieszkałam kiedyś w Poznaniu i
                  tam wszyscy mówią "te"...
            • slodkirudzielec Re: wady mojej żony 21.09.06, 09:50
              JA TEŻ MAM ZA SOBĄ NIE UDANY ZWIĄZEK na szczęscie nie było to małżeństwo...ale
              bardzo tego chciałam od maja nie jestem w związku i powiem Tobie,że jak On
              czsem się odzywa by zagrać na moich uczuciach robi mi się cięzko w okolicach
              serduszka....no ale ponoć czas leczy rany i juz jest coraz lepiej poza tym,żę
              wieczorami bywa ciężko jak niem mam się w kogo wtulić a ja jestem bardzo
              milusińska....dzieci bardzo kocham i strasznie chciałabym już mieć własne...a
              czy inteligentna...hmmm?studiuję co prawda i pracje...
            • patrykkiwaczek Re: wady mojej żony 21.09.06, 10:11
              witaj mcafe73 podobasz mi się (bez podtekstów)
              też jestem facetem który potrafi wszystko prać, prasować, myć okna i wiele
              innych tzw. kobiecych obowiązków
              Wiesz tak sobie myśle, że może twojej żonie przy tobie poprostu za łatwo się
              żyje?? Mam na myśli takie rzeczy, że za łatwo się zgadzasz na wiele np.
              załatwiasz jej prace (kurcze ja też załatwiłem prace swojej) przez co nie
              przeszła przez trudny proces rekrutacji.
              Wydaje mi się, że w waszym związku zostały zachwiane dysproporcje jeżeli chodzi
              o zaspakajanie potrzeb partnera. Tzn. żona wszystko ty nic no i jeszcze
              dochodzi do tego syn??? Dlaczego ona nie ma u niego poważania???
              czy to wynika tylko z jej złego podejścia do syna????

              Pozdrawiam i powalcz jeszcze o małżeństwo!!!!


              • slodkirudzielec Re: wady mojej żony 21.09.06, 10:20
                a ty wywalczyłeś prawa do dziecka czy jesteś z żoną dla malucha?zadaj sobie
                pytanie czy jesteś szczęśliwy? i czy Twoje dziecko jest szczęśliwe gdy mamusia
                z tatusiem nie umieja razem żyć....
              • kryzolia Re: wady mojej żony 21.09.06, 10:54
                A może ONa by wolała aby pracę załatwił jej ktos obcy i nie wypominał lub nie
                podkreślał że to jego zasługa?
                MOze właśnie broni sie przed ideałem robiac wszystko na nie lub źle i w ten
                sposób protestuje że ona równiez tu jest.
                A może zona jest stłamszona przez idealnego męża i boi sie pomylić i robi glupoty?
                A może dziecko czuje że tata ma przewage psychiczną nad matką i wykorzystuje to?
                Za duzo ideału to również jest katastrofa.....
    • zapowazna Re: wady mojej żony 21.09.06, 10:20
      Przeczytalam uwaznie Twoje wypowiedzi.I wynika mi z nich kilka rzeczy:
      -Wasz zwiazek nadaje sie do terapii.Dobraliscie sie na zasadzie "wspierania"
      swoich wad i slabosci:Ty jestes ukryty tyran,zona sie poddaje i "chowa" coraz
      bardziej.Z jakis powodow jej to odpowiada.To klasyczny,niszczacy uklad.Ty niby
      otaczasz ja opieka,dajesz wszystko;nic nie szkodzi,ze za pozno wsaje,ze tu czy
      tam ma jakias "wpadke".Ty pomozesz...ale nie za darmo!W zamian za to uwazasz,ze
      masz prawo powiedziec jej,ze JEST ZLA MATKA,(TRAGEDIA!!!mam na mysli Twoja
      wypowiedz!Najlepszy dowod,ze nie szukasz porozumienia),oceniac ja,krytykowac,BYC
      TYM LEPSZYM.Wszystko co ona robi,jej styl dzialania(chocby z dzieckiem)jest
      ZLE,nieprawidlowe w Twoich oczach.
      Najgorsze jest to,ze Tobie nawet przez mysl nie przeszlo isc z nia na terapie!!!
      Wolisz myslec o rozwodzie.
      Wybacz,ale to co piszezs o jakiejs znajomej terapeutce(od dzieci!)gdy ciaza zony
      byla zagrozona,to wogole nie jest to!!!
      Zal mi Ciebie,bo przy calej Twojej inteligencji jaka mozna dostrzec w twoich
      wypowiedziach,rownoczesnie,niestety dla twojej rodziny,jestes bardzo
      ograniczonym czlowiekiem...
      Pozdrawiam i zycze odwagi w zobaczeniu rzeczy takimi jakie sa.
      • maretina wiecie co? 21.09.06, 10:23
        zaczynaja mnie denerwowac( na poczatku smiezzylo mnie to) te wszystkie porady
        typu: idz na terapie. to tak jakby do wrobla z armaty strzelac.
        moze najpierw niech pogadaja sami? moze bez obcych tez sie uda cos zrobic?
        zadziwia mnie slepa wiara we wszelkie terapie.
        owszem, sa one potrzebne, pytanie czy kazdemu i zawsze. mam wrazenie, ze czesc
        ludzi za duzo amerykanskich filmow oglada.
        • kryzolia Re: wiecie co? 21.09.06, 11:04
          a mi sie nasuneła pewna hipoteza i przeczytałam jeszcze raz wątek i myslę że
          wpędziłeś żonę w kompleksy, że psychicznie ja stłamsiłeś , pogardzasz nią,
          pokazując stale że jestes lepszy - przemysl to......... i oczywiście rozmawaj
          zamiast rozwodzić.....
          • mcafe73 Re: wiecie co? 21.09.06, 11:55
            Moje drogie Panie...

            Nie należe do typów, którzy za załatwioną pracę oczekują np. ochów i achów.
            Mnie jej praca nie interesuje jako tako, owszem zapytam się czy wszystko w
            porządku, ale... robię to jak najrzadziej właśnie dlatego, aby nie uznała, że
            próbuję ją np. wyciągnąć z jakiś problemów wykorzystując znajomości. Musi sobie
            radzić sama i doskonale sobie radzi, ona nie jest jakimś głąbem, ma swoją
            inteligencje, swoje zainteresowania, ja mam tylko jeden cholerny wciąż
            powtarzający się zarzut dotyczący schematycznych postępowań w domu. Czyli głupie
            sprzątanie i przewalanie zbedne rzeczy (marnowanie czasu) i brak zainteresowania
            dzieckie w takim stopniu, aby dziecko czuło się przez nią kochane.

            Owszem napisałem, że za zgodę na budowę domu oczekiwałem jakieś pozytywnej
            zmiany z jej strony, pisząc nawet gburowato wdzięczności, ale nie ma to nic
            wspólnego z tłamszeniem. Nie mam tak naprawdę kiedy ją tłamsić. Wracając z pracy
            każde ma swoje zajęcia z tym, że mi do tych zajęć dochodzi jeszcze pilnowanie
            dziecka.

            pzdr

            On od niej ucieka, kiedy stanie mu się jakaś krzywda, upadnie lub coś woła tylko
            mnie. To ja go np. nauczyłem, że gdy się uderzy wystarczy polać zimną wodą i
            przechodzi. I tak robimy, ale tylko ja to mogę zrobić. Dziecko natychmiast
            przestaje płakać. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest żadna pomoc, ale uspokaja
            się syn natychmiast, takie psychologiczne zagrywki na podświadomość. Moja żona,
            gdy dziecko płacze nie umie go uspokoić, nie potrafi odwrócić mu uwagi, wręcz
            moim zdaniem nie ma cierpliwości do syna. A syn jest grzeczny, bardzo ładnie
            mówi w wieku 2 latek. Potrafi złożyć już krótkie zdania typu "samochodem do
            sklepu", "tata pije piwo" itp.

            Ona nie ma żadnych kompleksów jako tako widocznych, nikt ją w nic nie wpędzał.
            Jak mam wam wyjaśnić, że oprócz tego co napisałem ogólnie jest "NORMALNĄ"
            kobietą i w innych sferach się w miarę dogadujemy.

            • mcafe73 Re: wiecie co? 21.09.06, 11:56
              Co zaś do terapii słynnych nie krytykuję ich ale też nie gloryfikuję. Znam kilka
              osób, którym psychodzy pomogli, ale też uważam,że za jedno postawione piwo
              powiedziałbym im to samo co psychologo :). Bo taka jest prawda, praca psychologa
              często polega na obserwacji innych, na porównywaniu zachowań i ich środkowaniu.
              Psycholog niezastąpiony jest wtedy, gdy w grę wchodzą dodatkowa jakieś
              medykamenty czy używki.

              pzdr
              • slodkirudzielec Re: wiecie co? 21.09.06, 12:22
                ja tam dalej uważam,że jesteś IDAŁEM....I KAŻDA Z NAS CHCIAŁA BY TAKIEGO MĘŻA
                • maretina Re: wiecie co? 22.09.06, 20:48
                  slodkirudzielec napisała:

                  > ja tam dalej uważam,że jesteś IDAŁEM....I KAŻDA Z NAS CHCIAŁA BY TAKIEGO MĘŻA

                  nie chcialbym takiego. non stop krytyka on am taaaaaaaaaaaaaki swiety.
                  wysidlabym nerwowo po tygodniu.
      • sotie Re: wady mojej żony 21.09.06, 15:19
        wg mnie sedno problemu dobrze ujęła zapoważna.
        początkowo byłam w szoku, że tacy idealni faceci jednak żyją na tym świecie.
        jednak po zajmującej lekturze dalszych postów, spadłeś z hukiem z piedestału.
        Twoja żona pewnie ideałem nie jest, ale mam wrażenie, że sam ja ustawiłeś w
        takiej pozycji. TY robisz wszystko najlepiej, TY jej wszystko załatwiasz, TY
        masz zawsze rację, że o władzy i kasie już nie wspomnę. jedyne poletko jakie
        jej zostało, gdzie czuje się dobrze, to to nieszczęsne sprzątanie, w które tak
        często ucieka, pewnie licząc na małe choć uznanie, ale i tu spotyka się z
        krytyką...
        myślę, że dacie sobie radę, ale proponowałabym trochę spuścić powietrza,
        przestań dyktować i zarządzać, zostaw trochę luzu, zaakceptuj częściowo sprawy,
        które ona robi inaczej, świat sie nie zawali.
        piszesz, że żona nie ma autorytetu u dziecka. podejrzewam, że wyłącznie dlatego
        że nie ma go u Ciebie... takie rzeczy dzieci z łatwością wyczuwają.
        jeżeli rzeczywiście żona czuje niechęć (może za duże słowo) do dziecka, a Ty
        zrobiłeś wszystko, żeby było inaczej (rozmowa, ciepła zachęta, zabawy we troje,
        pochwała, a nie tylko krytyka), może faktycznie terapia mogłaby wam pomóc.
        rozwód nie zając, nie ucieknie, chyba warto jeszcze spróbować...

        życzę szczęścia i mam nadzieję, że ponownie się zaprzyjaźnicie i krok po
        kroczku sytuacja sie zmieni na lepsze :)
        pozdrawiam
        • mcafe73 Re: wady mojej żony 22.09.06, 11:04
          Zaraz zaraz - nic nie rozumiem tym razem sotie, tzn. może ja źle rozumiem to co
          napisałaś.

          Czy Ty twierdzisz, że ja żone ustawiłem w takiej a nie innej pozycji. Ja
          przepraszam bardzo nie obrażaj w tym momencie mojej żony!

          Ona ma swoją świadomość, swój rozum - to, że ja jej w czymś pomogę nie robi z
          niej od razu ułomnej kaleki, którą trzeba prowadzić za rękę. Moja żona uznała
          poprostu, że ja lepiej się zajmuję synem niż ona, bo syn lepiej się ze mna
          dogaduje. Zgoda niech będzie, że tak uważa, to nawet mi pochlebia, ale to nie
          zwalnia ją z obowiązków wspólnego zajmowania się dzieckiem. Dla mnie to poprostu
          zrzucanie odpowiedzialności za dziecko na mnie.

          Jak Ty to sobie wyobrażasz, że żona próbuje tym sprzątaniem zdobyć u mnie jakieś
          pozytywne głosy?? No wybacz to brzmi jakby była dzieckiem, które dla uśmiechu
          rodziców zrobi to czy tamto. a nie dorosłą kobietą, która zna swoją wartość.

          Jak ty sobie wyobrażasz dyktowanie z mojej strony co żona ma robic, nie
          wyobrażam sobie aby mi ktoś mówił co ma robić jak ma robić i chyba każdy dorosły
          człowiek podobnie myśli jak ja. Pisząc to co napisałaś można przedstawić
          schemat typu pracodawca - pracownica. Gdzie jeden mówi co drugi ma robić. No
          wybacz nie wyobrażam sobie takiego stosunku w rodzinie.

          Żona spełnia się w wielu innych sytuacjach i doskonale sobie radzi, nie widze
          żadnego powodu dla którego miałaby sprzątać na błysk mieszkanie aby nabić sobie
          u mnie punktów. Brzmi to jak nie wiem dla mnie to ponadrzeczywiste.

          Zavawy we troje są wyjątkiem i to bardzo bardzo dużym bo najczęściej słyszę Ty
          się pobaw a ja zrobie to czy tamto. Wyjście na spacer no wiesz jestem zmęczona
          idź TY, więc biore syna, psa i ide np. na grzyby. A ona w tym czasie zmienia
          firanki, albo siedzi i odpoczywa, bo jest zmęczona.

          Terapia, z całym szacuneczkiem juz o terapii pisałem co nieco nie gloryfikujmy
          pewnych spraw.
    • mikams75 Re: wady mojej żony 21.09.06, 13:51
      w wiekszosci malzenstw jest odwrotnie - dziecko jest przyklejone do matki,
      ojciec oglada mecz i sie dziwi, ze zona narzeka. W waszym przypadku jest
      odwrotnie, wiec pocierp dla ogolu ;-)
      Wedlug mnie twoja zona ma jeden problem - nadmierne pedanctwo, ktore zabiera jej
      kazdy weekend a tekst o konkursie z sasiadka to chyba zart. Tego typu osoby sa
      zestresowane, bo firanki szarzeja, bo podloga nie lsni (uwagi, ze ty zle
      sprzatasz), bo nie wyglada tak jak ona by chciala. Dla tego typu osob zycie w
      remontowym kurzu jest niesamowicie stresujace. A jak uklada jej sie w pracy? Ok,
      biurowa, nie przerzuca wegla, ale moze jest psychicznie wykonczona i w tygodniu
      nie jest w stanie dodatkowo zasuwac w domu.
      Jak dla mnie opisana przez Ciebie sytuacja jednak nie jest powodem do rozwodu.
      Nie wiem jak z kasa i organizacja budowy, ale moze by sie udalo wyjechac na
      urlop i w spokoju spedzic czas, oswoic dziecko z matka. Jestescie przemeczeni i
      rozdraznieni.


    • mmagi nie bede tego czytała bo mi sie nie chce ale moze 21.09.06, 22:39
      najpierw napisz o swoich,co:O?co u siebie złego widzisz a potem podagamy o
      zonie:>
      • zapowazna Re: nie bede tego czytała bo mi sie nie chce ale 21.09.06, 22:48
        Ocho,chyba zona sie odezwala!
        Napisz jak widzisz to TY!!!!!
        • mcafe73 Re: nie bede tego czytała bo mi sie nie chce ale 22.09.06, 09:38
          Nie to nie jest moja żona, to forumowa żmijka :) znana z feministycznych zapędów :)
          • slodkirudzielec Re: nie bede tego czytała bo mi sie nie chce ale 22.09.06, 09:40
            witaj...dalej nic się nie poprawiło???
            • bez.wyksztalcenia Re: nie bede tego czytała bo mi sie nie chce ale 22.09.06, 09:56
              widze, ze juz sie na niego zasadzilas.... rece opadaja ruda
              • slodkirudzielec Re: nie bede tego czytała bo mi sie nie chce ale 22.09.06, 10:04
                nie zasadziłam się nie biorę się za żonatych ;szkoda mi faceta bo jest
                ok...mało takich zostało na tym świecie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka