zmieniona
12.10.06, 22:11
Witam, podziele się z wami sobą, tak w skrócie.
Zmieniłam się. I nie poznaję. I męczę się sama ze sobą.
A wszystko przez seks. Albo facetów. A raczej jedno i drugie.
Kiedys bylam dosć grzeczna dziewczynką, wierzylam w rodzine i milosc. I ze
zdrada to okrutna rzecz i niewybaczalna.
Teraz jestem typowym przykladem jak z podręcznika. Po trzydziestce, z
rozwodem, za sobą zdrady, ktore za zdrady przestałam uważać juz za drugim, no
trzecim razem. A zresztą, przecież On miał mnie gdzies, bylam nikim, zerem.
Codziennie mi o tym przypominał. Do bólu i łez.
I wciągnęło mnie. Znajdowanie rozkoszy wramionach facetów, którzy nie ranili
mnie złym słowem. Niczym. Ktorzy spędzili ze mną nie jedną noc biorąc mnie,
tuląc, głaszczac po włosach, rozpalajac swiece... Lub tylko biorąc. Za kazdym
razem gdy tego chciałam. Czasem usłyszalam KOcham. Lub uwielbiam.
Tez ich uwielbiam, bo są tacy, jacy chcę zeby dla mnie byli. Moga być sobą, bo
takich ich znac chcę. I pożądać.
I to pożadanie jest tak okrutne. Nie umiem i nie chcę już kochać. Nie pragnę
związków. Śmieszą mnie słodkie słowa. Tylko pragnę i pożadam. Jednej nocy lub
tych paru godzin. I to mnie wykańcza. Okrutnie.
Proszę, podzielcie sie ze mna tym, co myslicie. Tak uczciwie.