Dodaj do ulubionych

Co robić?

19.10.06, 11:30
Nie wiem, od czego zacząć, bo od kilku tygodni żyję w próżni. Zdecydowałam
się napisać, ponieważ chyba nie potrafię ocenić tej sytuacji obiektywnie.
Zależy mi szczególnie na męskich opiniach, bo sprawa dotyczy męskiej postawy.
Mąż często wyjeżdża na szkolenia i spotkania inegracyjne, nawet w weekendy,
ja ten czas spędzam z dziećmi w domu lub w pracy. Stram sie nie popadać w
urojenia na temat tych wyjazdów, bo przecież nie wiem, jak one naprawdę
wyglądają. Jednak kiedy odbywają się na miejscu, zawsze wraca później, niż
się umawiamy, bywa, że zamiast o 24, wraca o 5 rano, pod dużym wpływem
alkoholu. Nie wiem, jak spędza ten czas. Boli mnie najbardziej to, że według
niego wszystko jest ok, a ja sie czepiam. Nadmieniam, że często wychodzi z
kolegami i też nie wraca o umówionej porze. Bardzo rzadko wychodzimy razem,
właściwie sami razem nigdy nie wychodzimy, on zawsze zabiera ze sobą
znajomych, a właściwie to mnie zabiera, bo nimi głównie się zajmuje. Nigdy
nie usłyszałam od niego komplementu, a kiedy urodziłam dziecko, nie dostałam
nawet kwiatka. Nie interesuje się tym, co czuję. Nie jest potworem, ale dba
tylko o sprawy codzienne, mechaniczne, typu zakupy, rachunki itp. Wychowanie
dzieci, chodzi o aspekt pedagogiczny też jest na moich barkach. Z nim nie
mają bliskiego kontaktu, na pewno takiego jakiego by potrzebowały. Kilka razy
urządził mi awanturę (po alkoholu), raz w obecności dziecka. Żałuję, że wtedy
nie kazałam mu odejść. Wyczerpałam już wszystkie możliwości, by ratować ten
związek, próbowałam rozmawiać, ale on nie widzi w swoim postępowaniu nic
złego, mówi, że powinnam zaakceptować to, że musi czasem się wyszumieć.
Jestem dobrą żoną i matką, nie mam sobie nic do zarzucenia. Czuję, że już
dłużej nie wytrzymam. Czy oczekuję czegoś wyjątkowego? Tylko uczucia,
lojalności, poczucia, że jestem dla niego ważna.
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: Co robić? 19.10.06, 11:38
      tka naprawdę, to nikt z forum nie może ci powiedzieć nic, co by uratowało Twój
      związek. Mam wrażenie, że napisałaś swojego posta, bo chciałabyś dostać
      przyzwolenie na rozstanie z mężem. Ode mnie je masz, ale niestety, po rozstaniu
      ja ci nie pomogę, więc ile warta jest moja rada? Zostałaś wpuszczona w kanał, bo
      sama nie pracujesz (co już wpływa często negatywnie na samoocenę) i masz
      dziecko, którym ktoś będzie musiał się zająć, jeśli poszłabyś do pracy. Jeśli
      będziesz miała dobrego prawnika, możesz podać męża o alimenty nie tylko na
      dziecko, ale i na męża.
      Twojemu męzowi w dupie się przewróciło, takie mam wrażenie, bez zdecydowanych
      kroków z twojej strony on się nie zmieni. Wiem, że ciężko się rozstawać, ale
      zdaje mi się, że ty już do tego dojrzałaś.
      Pozdrawiam i spadam do pracy .
      • alpepe Re: Co robić? 19.10.06, 11:39
        ...alimenty na dziecko i siebie, miało być, nie na męża :-)
    • bri Re: Co robić? 19.10.06, 11:41
      A Ty nie czujesz potrzeby, żeby się czasem wyszumieć? Na Twoim miejscu
      zaczęłabym częściej zostawiać męża z dziećmi. Powinnaś mieć czas dla siebie,
      swoje zainteresowania i swoich znajomych. Powinnaś wychodzić z domu bez męża i
      dzieci. Po pierwsze - on będzie miał w ten sposób okazję zbliżyć się z dziećmi;
      po drugie - ty odpoczniesz i skupisz się bardziej na sobie i spełnianiu swoich
      potrzeb; po trzecie - on nie będzie miał tak wiele okazji do wychodzenia z domu
      i może doceni Twoją opiekę nad dziećmi.
    • m_buziaczek Re: Co robić? 19.10.06, 11:43
      Nie wiem czy powinnam się wypowiadać, bo mężatką nie jestem.
      Według mnie jest to typ faceta, który uważa, ze facetowi można
      wszystko, a kobieta...
      Kobieta powinna byc dobrą matką i żoną.
      Robienie zakupów i wynoszenie śmieci...może doszedł
      do wniosku, że może pójść na taki kompromis.
      Jest głową rodziny, zarabia i utrzymuje rodzine.
      Może według niego to jest głównym obowiąziem męża.
      Taki stary model małżeństwa. Może taki stereotyp
      wyniósł z domu. Naśladuje ojca.
      Takie zachowanie, to nie na dzisiejsze czasy.
      Taki podział ról zaczyna się zacierać.
      Kobieta niejednokrotnie lepiej zarabia,
      albo ma bardziej odpowiedzialną pracę.
      A mąż zmienia pieluszki dziecku, gotuje obiadki.
      Nikogo nie powinno dyskryminować, co wnosi ważnego
      w związek, w współprace. Według mnie obowiązki
      domowe, jak i praca zawodowa są ważne.
      Należy współpracować i nie poddawać się.
      Może nie mam racji, tak przyszpuszczam z obserwacji
      innych małżeństw.
      Lepiej będzie, jak się wypowiedzą panie zamężne.
      Pozdrawiam
    • iberia30 Re: Co robić? 19.10.06, 11:51
      przepraszam, ze pytam:ile lat jestescie po slubie i ile znaliscie sie przed
      slubem?Chyba widzilay galy co braly...Szkoda, ze dajesz sie tak traktowac.
      • dzikoozka Re: Co robić? 19.10.06, 11:54
        ehhhhh jak ja kocham ten "pomocny" tekst "widziały gały..."
      • izabellaz1 Re: Co robić? 19.10.06, 11:55
        Czasem jak to ujęłaś "gały nie widziały co brały". Ludzie potrafią się świetnie
        kamuflować ze swoimi zachowaniami nawet kilka lat. Co nigdy nie słyszałaś czy
        czytałaś o mężczyznach, którzy byli kochani przez na przykład 5 lat
        narzeczeństwa a po ślubie i wspólnym zamieszkaniu wychodził z nich tyran i okrutnik?
        • iberia30 Re: Co robić? 19.10.06, 11:59
          izabellaz1 napisała:

          > Czasem jak to ujęłaś "gały nie widziały co brały". Ludzie potrafią się
          świetnie kamuflować ze swoimi zachowaniami nawet kilka lat. Co nigdy nie
          słyszałaś czy czytałaś o mężczyznach, którzy byli kochani przez na przykład 5
          lat narzeczeństwa a po ślubie i wspólnym zamieszkaniu wychodził z nich tyran i
          okrutnik?

          czy chcesz powiedziec, ze ktos przez 5 lat narzeczenstwa udawal?Poza tym nie
          wyobrazam sobie brac z kims slub bez wczesniejszego wspolnego mieszkania razem,
          kot w wroku mnie nie interesuje.
          • izabellaz1 Re: Co robić? 19.10.06, 12:02
            Może nie udawał a ukrywał. Na studiach trochę czytałam i na zajęciach było o
            takich osobowościach.
            • iberia30 Re: Co robić? 19.10.06, 12:05
              izabellaz1 napisała:

              > Może nie udawał a ukrywał. Na studiach trochę czytałam i na zajęciach było o
              > takich osobowościach.

              wybacz ale nie wierze, zeby ktos z premedytacja ukrywal czy udawal zachowanie
              przez 5 lat,zwlaszcza facet-co jak co ale oni klamac nie umieja.Byc moze
              autorce dopiero teraz spadly klapki z oczu a gosc caly czas byl taki sam.
              • izabellaz1 Re: Co robić? 19.10.06, 12:08
                Możesz mieć jak najbardziej rację, że dopiero teraz autorka "przejrzała na oczy"
                i zaczęło jej to zachowanie przeszakdzać.
                Ale uwierz mi, że ludzie potrafią się ze swoimi zachowaniami nie ujawniać. Ale
                cieszę się, że Ty na takich nie trafiłaś:)
    • twitti Re: Co robić? 19.10.06, 11:55
      sa takie wyjscia - robisz afere i mowisz ze nie zyczysz sobie zeby tak duzo
      wychodzil
      - placzesz i marudzisz ze jest ci smutno, ze nie radzisz sobie itd.
      - zaczynasz sama wychodzic i zrzucac na niego obowiazki! a moze jeszcze wymysl
      jakiegos adoratora? zacznij sie ladnie ubierac, malowac!zakladaj seksowne
      spodniczki i mow ze sie z kolezanka umowilas - i koniecznie wychodz wieczorami!
      akurat jak on tez ma wyjscie! moze poczuje zazdrosc i zacznie o ciebie dbac!

      ps. a przed narodzinami dziecka jaki byl?
      • ipola Re: Co robić? 19.10.06, 14:10
        To zaczęło się zaraz po ślubie. Przedtem latał za mną jak szalony.
    • dzikoozka Njwazniejsze ze dostrzegłaś 19.10.06, 11:56
      i zdefiniowałaś problem.
      Po drugie nie godzisz sie z tym
      Teraz powiedz to jemu. I zaproponuj zmiany.
      Dalej sie zobaczy, proces zmian moze trwać dłuuuuugo :)
      najwazniejsze, jak sie z tym czujesz i co jestes w stanie zaakceptowac, nie
      masz obowiazku zmuszać sie do życia wg. cudzego scenariusza.
      • iberia30 Re: Njwazniejsze ze dostrzegłaś 19.10.06, 12:00
        dzikoozka napisała:

        > i zdefiniowałaś problem.

        szkoda, ze mezulek nie widzi problemu.....
        • dzikoozka Re: Njwazniejsze ze dostrzegłaś 19.10.06, 12:03
          trzeba mu go uświadomić. Kiedyś też myślałam, że facet wszystkiego POWINIEN się
          domyślić. Teraz nie robię tego błędu.
          • iberia30 Re: Najwazniejsze ze dostrzegłaś 19.10.06, 12:15
            dzikoozka napisała:

            > trzeba mu go uświadomić. Kiedyś też myślałam, że facet wszystkiego POWINIEN
            się domyślić. Teraz nie robię tego błędu.

            Nie pisalam o domysliwaniu sie bo jak sama napisalas nie tedy droga-nikt nie
            jest jasnowidzem.
            Ale skoro autorka probowala Mu powiedziec, ze cos jej sie nie podoba w jego
            zachowaniu a facet stwierdza, ze ona sie czepia to watpie zeby do niego
            dotarlo.Co innego dasac sie i czekaz az facet zapyta o co chodzi a co innego
            proba pokazania, ze cos jest nietak i odpowiedz jego, ze nic sie nie dzieje.
            • dzikoozka Re: Najwazniejsze ze dostrzegłaś 19.10.06, 12:17
              Trudno podac jej przepis na życie. Każdy przypadek jest indywidualny...
              Nie zgadzam się z Toba w kwestii "widziałay gały co brały" bo wiem, jak
              zakochanie odbiera zdolnośc postrzegania :)) Obustronną :)
              Generalnie facetem musi potrząsnać, ale żeby dojrzeć do tego - to moze trwac
              miesiace, nawet lata... Ona sama musi poczuć, ze jest nieszczęśliwa w tym
              ukłądzie i zrobić wszystko, zeby to zmienić.
    • nutopia Re: Co robić? 19.10.06, 11:58
      ipola napisała:

      > Nie wiem, od czego zacząć, bo od kilku tygodni żyję w próżni. Zdecydowałam
      > się napisać, ponieważ chyba nie potrafię ocenić tej sytuacji obiektywnie.
      > Zależy mi szczególnie na męskich opiniach, bo sprawa dotyczy męskiej postawy.
      > Mąż często wyjeżdża na szkolenia i spotkania inegracyjne, nawet w weekendy,
      > ja ten czas spędzam z dziećmi w domu lub w pracy. Stram sie nie popadać w
      > urojenia na temat tych wyjazdów, bo przecież nie wiem, jak one naprawdę
      > wyglądają.

      ja ci powiem bo od 6 lat takie szkolenia organizuję więc siłą rzeczy wiem jak
      wyglądają.
      w 89 % tak samo: szkolenie, przerwa kawowa, obiad, cd szkolenia a potem wódka,
      panienki i zabawa do rana
      • dr.tapczan Slawomir Shuty "Zwal" 19.10.06, 12:01
        tam jest opis takiego szkolenia
    • dr.tapczan Robic! 19.10.06, 11:59
      Otoz Twoj stary ma cie gdzies i regularnie Cie dyma na boku. Oczwyiście wnoszę
      tylko z Twojej wypowiedzi, a jak znam życie jest też druga wersja
      rozczarowanego tym i owym małżonka.

      Na razie wygląda na to, że stałaś się dla niego pewnym punktem odniesienia w
      rzeczywistości, takim samym jak stół, lodówka czy tapczan. Dla siebie już
      przestaliście istnieć. Podejrzewam, że zwarta paczka studentów na stancji
      wykrzesałaby większy żar uczuć niż wasze dwa ciała zombie, wymianiające
      techniczne komunikaty o rachunakch do zapłacenia.

      Trwanie dalej w tym grobie oznacza śmierć. Droga jest jedna musisz małżonkiem
      swym potrząsnąć, zburzyć jego porządek świata, odebrać poczucie sily i
      przewagi. A to chyba tylko przez odejście. To musi być nieuchronne, zimne, bez
      żadnych emocji, płaczu, wzruszeń. Wyznacz mu warunki na jakich będzie mógł
      wrócić i trwaj w swym postanowieniu, dopóki nie wróci. A myślę, że jednak wróci.
      • dzikoozka Re: Robic! 19.10.06, 12:06
        :)) to bolesne i wymaga duchowego przygotowania, mysle ze autorka musiałaby do
        tego dojrzeć. Ale to realne i często skuteczne...
      • bri Re: Robic! 19.10.06, 12:20
        Nawet jeśli on Cię naprawdę zdardza ale Tobie zależy na naprawie Waszego
        małżeństwa nie radziłabym takich drastycznych kroków od razu. Byłoby to dla
        Ciebie o wiele bardziej bolesne niż dla niego i niewykluczone, że za dwa
        tygodnie błagałabyś go, żeby wrócił.

        Zrób tak jak ja Ci radzę - skup się na sobie. Zacznij wychodzić z domu, znajdź
        sobie jakieś hobby, koleżanki. Nie chodzi o robienie mu na złość. On musi mieć
        okazję zostać sam z dziećmi, żeby się przekonać, że potrafi się nimi zająć; że
        spędzanie z nimi czasu to też przyjemność. Musi zrozumieć, że Ty też masz prawo
        do swojego życia i że sama sobie to prawo przyznajesz i zamierzasz z niego
        korzystać. Zachowując się dalej tak jak do tej pory robisz z siebie jego
        służącą. Ludzie traktują nas w taki sposób, na jakim im pozwalamy.
        • dzikoozka Re: Robic! 19.10.06, 12:25
          Bri ma racje, to jest dobry początek :DDD
          Usamodzielnij sie, moze mogłabyś wrócic do pracy?
          Swoje sprawy, krąg znajomych, własne poglądy....masz to wszystko?
          • ipola Re: Robic! 19.10.06, 13:25
            Dziewczyny, ja pracuję i to bardzo intensywnie, od wielu lat. Nie jestem jakąś
            zahukaną mamuśką.
            • bri Re: Robic! 19.10.06, 13:27
              No właśnie wiem skąd one wytrzasnęły informację, że Ty nie pracujesz.
            • dzikoozka Re: Robic! 19.10.06, 13:31
              tym lepiej :)) wychodz :)
      • ipola Re: Robic! 19.10.06, 14:21
        Usprawiedliwienia mężczyzn na temat rozczarowania małżonką są wielkim i
        wygodnym nadużyciem. Nie wiem, czego szuka na boku facet, który ma kobietę,
        którą sam sobie wybrał, i o którą bardzo długo się starał, jej oddanie, miłość,
        dwoje zdrowych, mądrych dzieci, dobrą pracę, życzliwą rodzinę?
    • sprawny.mietek Re: Co robić? 19.10.06, 12:17
      Ja wszytko rozumiem ale przerazila mnie twoja postawa w dwoch sprawch.
      - [...]a właściwie to mnie zabiera, bo nimi głównie się zajmuje..
      - Wychowanie dzieci, chodzi o aspekt pedagogiczny też jest na moich barkach

      Napisz cos wiecej o sobie to Postaramy ci sie pomoc. Ja chcialbym wiedziec co
      ty mu tak naprawde "dajesz". Bo to ze urodzilas dziecko to juz wiemy...
      • dr.tapczan Re: Co robić? 19.10.06, 12:31
        Ile takich historii przewala sie przez to i inne fora. Milony. Takie do bólu
        banalne scenariusze, które w zasadzie można tak oto streścić - on/ona mnie nie
        docenia i jestem rozczarowany.
      • sprawny.mietek Re: Co robić? 19.10.06, 12:33
        ... i jeszcze jedno, mam wrazenie, ze wszytkie wypowiedzi z wyjatkiem
        dr.tapczana sa pelne hipokryzji. Kobitki czy wy wiecie, ze sa zawsze dwie
        strony medalu.
        Nutopia, alpepe, iberia WSTYDZ|CIE SIE!!!!!
        • dzikoozka Re: Co robić? 19.10.06, 12:48
          taaaak znamy to. Pewnie sie zapusciła, w łóżku nie dawała, jędzowato
          skrzeczała....trzeba było uciekac odpocząć od wiedźmy. Ehhh Mietek, daruj
          sobie. Facetom cieżko jest zrozumieć, ze czasy balangi do rana i panienek na
          zawołanie się skończyły, że warto z dzieckiem pograć w piłkę zamiast ogladac tv
          a żonie będzie "bardziej sie chciało" jak powie jej komplement, da kwiatka,
          zafunduje kosmetyczke czy fryzjera. W wiekszości przypadków facetom nie
          przyjdzie do głowy, ze kobieta jak czyje sie kochana, rozkwita i pięknieje...
          • sprawny.mietek Re: Co robić? 19.10.06, 12:53
            Dzikoozko, alez ja nigdy nie usprawiedliwilem postawy jej meza. W zasadzie to
            masz racje w 100% i pewnie ten koles to burak. Nie mniej, nie odnos sie do mnie
            tylko NAPISZ cos do pokrzywdzonej. Pomoz jej konstruktynie albo odniose
            wrazenie, ze kura byla pierwsza przed jajkiem!
            • izabellaz1 Re: Co robić? 19.10.06, 12:58
              No chyba muszę się trochę zgodzić z mietkiem. Jeśli występuje kryzys w związku
              to bardzo rzadko bywa, że winna jest tylko jedna strona. To wszystko jest
              uzależnione od charakteru i zaznaczam, że autorki wątku absolutnie nie obwiniam
              ale może po urodzeniu dziecka przestała o siebie dbać. Nie przejmuje się swoim
              wyglądem, sylwetką, rozwojem intelektualnym. Może przestała być atrakcyjna dla
              meża dlatego Wasze rady aby zadbała o siebie i wyrażała porzebę wyjścia z
              koleżankami są jak najbardziej właściwe.
              Po prostu jestem mocno wyczulona jak ktoś mówi lub pisze jak autorka wątku: "Nie
              mam sobie nic do zarzucenia".

              Ps. dzikoozko też masz rację bo mężczyzna powinien któregoś pięknego dnia dorosnąć.
              ehhh, skomplikowane to życie "we dwójkę" jest;)
              • ipola Re: Co robić? 19.10.06, 13:50
                Nie jestem gruba i zaniedbana. Po porodzie włożyłam swoje stare dżinsy. To mit,
                że kobieta, która rodzi dziecko jest zaniedbana. Mam 33 lata, 46 kg, wymiary 92-
                64-90, blond włosy, jestem zadbaną kobietą, nie chodzę w rozwleczonych dresach
                i rozczochrana,i nie jestm głupia.
                • izabellaz1 Re: Co robić? 19.10.06, 13:58
                  Hehe pogratulować:)))
                  No to ja sama już zgłupiałam;P

                  Chyba pozostała terapia wstrząsowa.

                  Ps. Wiem, że kobieta po porodzie nie musi być zaniedbana. Sama jestem mamą:) Ale
                  mam kilka koleżanek, które przestały o sibie dbać stąd moje słowa w tym temacie.
                  Jednak widać Ciebie nie dotyczy - sorki
                  • ipola Re: Co robić? 19.10.06, 14:05
                    Wiesz, wydaje mi się, że on jest pewny mojej miłości, ponieważ zawsze po takim
                    wyskoku, wkrótce zapominałam o sprawie i życie toczyło się dalej, do nastepnego
                    razu. Wydaje mu się, że skoro jestem jego żoną, to już tak będzie na zawsze i
                    nie trzeba się starać, a przecież co jest warte małżeństwo, kiedy nie ma iskry?
                    Nie oczekuję nie wiadomo czego. Mam wrażenie, że życie mija mi przed oczami, a
                    ja mam tylko pracę, dom, obowiązki i zero uczucia.
                    • izabellaz1 Re: Co robić? 19.10.06, 14:23
                      Wiesz może to nie będzie etyczna rada ale może powinnaś dać mu poczucie, że nie
                      powinien być tak pewny tej miłości. Umawiaj się z koleżankami do klubu czy pubu.
                      Wychodź ładnie ubrana. Niech dotrze do Niego, że to że jesteś jego żoną to nie
                      oznacza koniec "starań". Taki związek bez iskry jak sama zauważasz może w końcu
                      wygasnąć.
                      Ps. A byliście w ogóle na jakimś urlopie gdzieś razem ostatnio? A może to ty
                      powinnaś zainicjować jakieś wyjście. Podrzućcie dzieci na noc do dziadków jak
                      możecie, kup jakąś szałową bieliznę etc.;)
                      Wiem, że to banalne rady ale przecież nie od razu będziesz Go straszyć rozwodem.
                      Chociaż...
                      • ipola Re: Co robić? 19.10.06, 14:33
                        Sądzę, że pozostała mi tylko terapia szokowa. Nie działa na niego absolutnie
                        nic. Mój wygląd jest mu obojętny, no może gdybym włożyła brudny worek, to by
                        zwrócił uwagę. Nie chodzi mi zaraz o rozwód, ale może rozstanie go otrzeźwi.
                        • izabellaz1 Re: Co robić? 19.10.06, 14:42
                          A powiedz mi kiedy poruszasz ten temat (że Ci źle, jak się czujesz kiedy on tak
                          postępuje itd.)? Jeśli chcesz mogę jeszcze przesłać Ci wskazówki na priv jak się
                          "kłócić" (bardziej chodzi o planowaną dyskusję - jakieś zasady erystyki) i
                          poszukam w swoich "mądrych" opasłych tomach coś na Twoją sytuację. Jeśli nic nie
                          pomoże to chyba terapia wstrząsowa będzie jedynym najlepszym rozwiązaniem. Ale
                          to ostateczność.
                          • ipola Re: Co robić? 19.10.06, 14:53
                            Rozmawiam zawsze, kiedy już opadną emocje, złość, żeby było spokojnie,
                            rzeczowo, konstruktywnie. Pytam, czy coś go we mnie drażni, czy coś źle robię,
                            co widziałby inaczej. Nie ma do mnie żdanych zastrzeżeń.
            • dzikoozka Re: Co robić? 19.10.06, 13:05
              Napisałam. Wiecej sie nie da, bo nie znamy jej męża.
              Generalnie dwie najwazniejsze wskazówki zdostała: ma zadbać o siebie i swój
              rozwój (integralnosć, samodzielnosć) a jak to nie pomoże to terrapia szokowa
              dla meża. Wiecej sie nie da powiedziec. Przynajmniej ja nie widzę innych
              mozliwości.
      • ipola Re: Co robić? 19.10.06, 13:28
        Co mu daję? Siebie, wsparcie w każdej sytuacji, wierność, uczciwość, czułość,
        przyjaźń, wszystko.
        • loltka Re: Co robić? 19.10.06, 13:41
          a skad wiesz, ze mu to na prawde daje??
          a moze daj głownie pretensje, ze facet nie ejst taki, jakim ona chcałaby go
          widziec??

          kazdy moze uwazac sie za super zone, super kochanke, supre przyjaciela itp, a
          tak na prawde moze nim nie byc a to sa tylko jego własne wyobrazenia
          tak na prawde wiem tylko tyle ze facet nie chce byc w domu tylko ucieka w
          balangi-to jest złe, ale ma jakies przyczyny

          nie wiemy jaka ona jest dla niego, to mogłby nam powiedziec tylko on

          a jesli to brak miłosci??
    • popka5 Re: Co robić? 19.10.06, 13:03
      Tak jak wiele osob ci pisalo, musisz sama zaczac wychodzic z domu. Rowniez nie
      wracac na okreslona godzine. Chociaz jak dla mnie, troszke glupie jest,
      umawianie sie na powrot z imprezy na konkretna godzinke. Kiedys sama to
      stosowalam, ale stwierdzilam, ze to bez sensu. Czasem jest tak milo, ze szkoda
      wychodzic :) Dlatego my - ja i moje kochanie - nie mowimy sobie "bede o 24"
      tylko "zdzwonimy sie" i juz. Jak mam zamiar sie zbierac, to pisze, ze zamowilam
      taxowke i niedlugo bede - zeby sie nie martwil :) bo nie ma nic gorszego, niz
      czekanie do 3 nad ranem niewiedzac gdzie jest i czy przypadkiem cos sie nie
      stalo - bo ja taka panikara jestem :->

      • popka5 Re: Co robić? 19.10.06, 13:05
        i zgadzam sie z jw
        • polla4 Re: Co robić? 19.10.06, 13:33
          można siąśc i płakać (na przykład)
    • loltka Re: Co robić? 19.10.06, 13:39
      hmmm, powazna sprawa
      facet ucieka od domu, a Ty krzyczysz w sobie, a z nim to chyba tez za bardzo
      konstruktywie nie rozmawiasz?

      owszem, rzucanie i rozstawanie sie jest teraz bardzo w modzie, ale jestescie
      małzenstwem, macie dzieci-cos musiało was połaczyc. Takie gadanie "widziały
      gały co brały" jest mało konstruktywne: co to sąd kapturowy? wziełas, to sobie
      teraz radź i juz. Bez sensu takie myslenie

      zanim spalicie za soba mosty i powiecie sobie żegnaj, moze warto KONSTRUKTYWNIE
      porozmawiac, ale nie na zasadzie wzajemnego obwiniaia sie, ale pytan i
      odpowiedzi-dlaczego nie mozecie sie dogadac, co on musi tak czesto
      odreagowywac, co nie pasuje wam obojgu w zwiazku, dlaczego ze soba nie
      rozmawiacie itp
      moze warto oszukac bardziej fachowej pomocy-moze facet czuje , ze od CIenie
      moze dostac tylko pretensje a rola meza i ojca go przerosła
      nie staram sie nikogo oceniac, ale pamietaj ze kij ma dwa konce i to co czasem
      wydaje sie olewaniem moze byc wołaniem o pomoc albo wynikie poczucia
      bezradnosci i ucieczki
      a moze jest niedojrzałym faectem, ktory wyniósł podobny model z domu i nie zna
      innego?? wiesz pracowac nad zwiazkiem powinny obie osoby, stanie po swojej
      stronie ejst wazne, dopoki bedziesz z nim tylko walczyc a nie szukac odpowiedzi
      to faktycznie - rozstanie ejst bliskie

      pamietaj tez o tym, ze TY musisz zadabac o siebie-przyjeas obowiazki i tak
      zyjesz-w pretensjach ze Ty musisz, Ty dobra zona a on be. A moze on chciała,
      moze sprobował pare razy ale dowiedział sie ze robi to zle, ze ma byc tak i
      tak, to sie wycofal.
      moze cały czas mu udowadniasz ze ejst złym mezem i ojcem a Ty dobra zona i
      matka-wiec co najlepej zrobic-isc balowac i nie myslec...

      ja nie wiem, jak jest na prawde, ja tylko szukam odpowiedzi

      dlatego polecam fachowa pomoc-po rozmowie z Wami obojgiem psycholog moze od
      razu wiedziec, co dolega Twojemu małzenstwu
      • ipola Re: Co robić? 19.10.06, 13:58
        Nigdy go nie krytykowałam za to co i jak robi, doceniam wszystko. Nie jestem
        furiatką, nie urządzam awantur, próbuję rozmawiać, ale to są moje monologi, on
        nawet nie chce rozmawiać.
        • bri Re: Co robić? 19.10.06, 14:02
          Moim zdaniem rozmowy na tym etapie nie mają sensu. W ogóle moim zdaniem kobiety
          przeceniają wartość rozmowy jako metody na dobre relacje w małżeństwie.
          Szczególnie rozmowy rozumianej jako narzekanie na to co się nam w małżeństwie
          czy partnerze nie podoba.
          • dzikoozka Re: Co robić? 19.10.06, 14:06
            Ja to wszystko przerabiałam i potwierdzam ze rozmowy nic nie dały. Jak również
            próba terapii małż. (odmówił udziału)
            Pomogło złozenie wniosku do sądu.
            • loltka Re: Co robić? 19.10.06, 14:20
              dzikoozka napisała:

              > Ja to wszystko przerabiałam i potwierdzam ze rozmowy nic nie dały. Jak
              również
              > próba terapii małż. (odmówił udziału)
              > Pomogło złozenie wniosku do sądu.



              i tak bywa, jednak uwazam to za ostatecznośc
              • dzikoozka Re: Co robić? 19.10.06, 14:21
                no u mnie podejmowanie tej decyzji trwało 2 lata. Ale było skuteczne -
                przekonało...
        • loltka Re: Co robić? 19.10.06, 14:19
          ipola napisała:

          > Nigdy go nie krytykowałam za to co i jak robi, doceniam wszystko. Nie jestem
          > furiatką, nie urządzam awantur, próbuję rozmawiać, ale to są moje monologi,
          on
          > nawet nie chce rozmawiać.



          widzisz, wychodzisz z zalozenia- ty jestes ok, on do bani
          sory, ale w ten sposb to faktycnzie tylko wniosek do sadu
          nie mysl sobie ze go bronie, ale kobiety czesto maja w głowie jak wsyztsko
          powinno wygladac i jak tak nie ejst to sie zaczyna-nie trzeba robic awantur i
          byc furiatka zeby sie druga strona zniecheciła
          rozmowa rozmowie nie równa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka