ipola
19.10.06, 11:30
Nie wiem, od czego zacząć, bo od kilku tygodni żyję w próżni. Zdecydowałam
się napisać, ponieważ chyba nie potrafię ocenić tej sytuacji obiektywnie.
Zależy mi szczególnie na męskich opiniach, bo sprawa dotyczy męskiej postawy.
Mąż często wyjeżdża na szkolenia i spotkania inegracyjne, nawet w weekendy,
ja ten czas spędzam z dziećmi w domu lub w pracy. Stram sie nie popadać w
urojenia na temat tych wyjazdów, bo przecież nie wiem, jak one naprawdę
wyglądają. Jednak kiedy odbywają się na miejscu, zawsze wraca później, niż
się umawiamy, bywa, że zamiast o 24, wraca o 5 rano, pod dużym wpływem
alkoholu. Nie wiem, jak spędza ten czas. Boli mnie najbardziej to, że według
niego wszystko jest ok, a ja sie czepiam. Nadmieniam, że często wychodzi z
kolegami i też nie wraca o umówionej porze. Bardzo rzadko wychodzimy razem,
właściwie sami razem nigdy nie wychodzimy, on zawsze zabiera ze sobą
znajomych, a właściwie to mnie zabiera, bo nimi głównie się zajmuje. Nigdy
nie usłyszałam od niego komplementu, a kiedy urodziłam dziecko, nie dostałam
nawet kwiatka. Nie interesuje się tym, co czuję. Nie jest potworem, ale dba
tylko o sprawy codzienne, mechaniczne, typu zakupy, rachunki itp. Wychowanie
dzieci, chodzi o aspekt pedagogiczny też jest na moich barkach. Z nim nie
mają bliskiego kontaktu, na pewno takiego jakiego by potrzebowały. Kilka razy
urządził mi awanturę (po alkoholu), raz w obecności dziecka. Żałuję, że wtedy
nie kazałam mu odejść. Wyczerpałam już wszystkie możliwości, by ratować ten
związek, próbowałam rozmawiać, ale on nie widzi w swoim postępowaniu nic
złego, mówi, że powinnam zaakceptować to, że musi czasem się wyszumieć.
Jestem dobrą żoną i matką, nie mam sobie nic do zarzucenia. Czuję, że już
dłużej nie wytrzymam. Czy oczekuję czegoś wyjątkowego? Tylko uczucia,
lojalności, poczucia, że jestem dla niego ważna.