Prosze o pomoc... dlugie

28.10.06, 20:03
Moj chlopak z ktorym jestem ( a raczej bylam) ponad pol roku zrobil cos
strasznego. Mamy prawie 30 lat. Ostatnio nie bylo miedzy nami dobrze, byly
klotnie i nieporozumienia, mielismy sie spotkac porozmawiac co dalej. Ja
mowilam ze jesli sie nie zmieni to zakonczymy znajomosc. Spotkalismy sie ,
zaczelismy rozmawiac w jego samochodzie i nagle on zaczal gdzies jechac. Bylo
po 22-giej. Zapytalam sie gdzie jedzie a on na to ze to niespodzianka. Gdy
minal miasto zaczelam sie denerwowac gdzie on jedzie, powiedzialam ze chce
wysiasc. Powiedzial ze nie i za zawiezie mnie 40km od mojego miejsca
zamieszkania i tam zostawi. Dalej mam radzic sobie sama. Zaczelam krzyczec,
prosioc go zaby sie zatrzymal a on ze nie, nie chcial nic sluchac.
Powiedzialam ze mam na rano do pracy, zeby sie zatrzymal a on ze nie. Zaczal
jechac coraz szybciej, zobaczylam ze od mojego miasta jest juz jakies 10km,
zaczelam sie szarpac, wyrywac mu kluczyki. Nagle wylecialy ze stacyjki, wtedy
on uderzyl mnie w twarz. Zaczelam plakac ale wiedzialam ze jedziemy bez
kluczykow, one gdzies spadly, moze dojsc do nieszczescia, samochod zwalnial i
w koncu sie zatrzymal. Dopiero wtedy mu oddalam, tez udeterzylam i cala sie
trzeslam. Kazal mi sie wynosic z samochodu, wiedzialam ze do domu mam jakies
20km a do miasta okolo 10. Bylo po 22-giej, ciemno, po obu stronach ulicy lasy
i pola, nie wiedzialam nawet gdzie dokladnie jestem. Gdybym zadzwonila po
taksowke to nawet nie wiedzialabym gdzie ma przyjechac. Wiedzialam ze musze
udawac przed nim ze nic sie nie stalo bo tylko on moze mnie odwiezc. Prosilam
zeby mnie odwiozl do domu, ona ze nie. Wtedy zaczelam isc wzdloz ulicy przed
siebie, bylo starsznie ciemno. Krzyknal zebym wracala i wsiadala do samochodu.
Balam sie wsiasc. Powiedzialam zeby zawrocil, dopiero wsiade. Tak zrobil. Cala
droge inic nie mowilam, cala sie trzeslam i patrzylam tylko kiedy bedziemy w
moim miescie. {Po drodze on oczywiscie zaczal przepraszac, cos tam mowic ale
ja nie sluchalam, bylam w szoku ze cos takiego zrobil i ze mnie uderzyl. Kiedy
bylismy blisko mojego domu, prosilam zeby sie zatrzymal i wysiade. Zatrzymal
sie, prosil zebym zaczekala, zaczal plakac. Ja nadal sie cala trzeslam,
wybieglam z samochodu i szybko pobieglam do domu.
On potem dzwonil, przepraszal ale dla mnie to on jest niebezpieczny, moglismy
zginac i jak on smail mnie udzerzc??? Powiedzcie co myslicie o calej tej sytuacji?
    • qw994 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 20:07
      Facet to psychol.
    • nikita696 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 20:09
      To chyba proste co myślimy:|
      A dla ciebie nie jest to proste?
      Ja bym jeszcze poszła na policje:|
    • izabellaz1 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 20:20
      Może gość ma osobowość wieloraką.
      To nie jest zdecydowanie normalne zachowanie. Albo się facet za dużo filmów
      naoglądał:/
      • iveta2 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 22:14
        Facet jest zdecydowanie niezrownowazony emocjonalnie.Osobiscie balabym sie go
        po takim numerze i unikala go jak ognia.Jego zachowanie dowodzi,ze mozna sie po
        nim spodziewac jeszcze innych niebezpiecznych posuniec.Radze zerwac wszelkie
        kontakty.
        • ksik514 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 22:37
          Po pierwsze to jak mógł Cię uderzyć i dlaczego musiałaś sie bać, jak mógł
          sprawić że płakałaś i bałaś się go, szok nie odzywaj się do niego i nie wracaj
          do niego, kiedyś może mu naprawde odbić. Ajak będziesz miała z nim dzieci i on
          zrobił by coś dziecku, jest nieodpowiedzialny DEBIL!!!!!! jestem w szoku
    • nikitka78 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 22:40
      Szerokim łukiem omijaj tego faceta. To jakiś psychol.
    • rosa_de_vratislavia Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 22:46
      kaaka123 napisała:
      Spotkalismy sie ,
      > zaczelismy rozmawiac w jego samochodzie i nagle on zaczal gdzies jechac. Bylo
      > po 22-giej. Zapytalam sie gdzie jedzie a on na to ze to niespodzianka. Gdy
      > minal miasto zaczelam sie denerwowac gdzie on jedzie, powiedzialam ze chce
      > wysiasc. Powiedzial ze nie i za zawiezie mnie 40km od mojego miejsca
      > zamieszkania i tam zostawi. Dalej mam radzic sobie sama. Zaczelam krzyczec,
      > prosioc go zaby sie zatrzymal a on ze nie, nie chcial nic sluchac.
      > Powiedzialam ze mam na rano do pracy, zeby sie zatrzymal a on ze nie. Zaczal
      > jechac coraz szybciej, zobaczylam ze od mojego miasta jest juz jakies 10km,
      > zaczelam sie szarpac, wyrywac mu kluczyki. Nagle wylecialy ze stacyjki, wtedy
      > on uderzyl mnie w twarz.

      Nie pozostaje nic innego jak zgłośić na Policję pobicie, opisac zdarzenie i
      dopilnować przyjęcie zgłoszenia a psycholowi powiedzieć, że Policja już wszstko
      wie i ma go na oku.
      Opowiedz o tym wydarzeniu możliwie dużej ilości osób z rodziny i znajomych.
      I też go o tym powiadom.
      Może się wystraszy.
      Inaczej może się zrobić niebezpiecznie.
      Oczywiście o kontynuacji związku mowy być nie może.
    • 5aga5 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 22:55
      To jakaś bajka?
      Bo gdyby to była prawda to chyba nie musiałabyś prosić o pomoc, bo wszystko
      JASNE.
      Druga rzecz - piszesz to po pół roku?
      Napisz lepiej powieść, bo mnie jakoś trudno w to uwierzyć.
      • qw994 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 23:01
        Nie pisze po pół roku tylko była z facetem pół roku.
        • 5aga5 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 23:03
          No to w takim razie nawias nie w tym miejscu.
          Bo można też czytać to inaczej nie?
          • qw994 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 23:05
            Nie można :) Napisałaby "pół roku TEMU zrobił coś strasznego" :)
            • 5aga5 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 23:07
              No sorki, nie każdy jest tak inteligentny.
              Przeczytaj raz jeszcze i powiedz gdzie powinien zamykać się nawias.
              Ale czy to o to chodzi?
              Dla mnie to bajka, a Ty jak chcesz to doradzaj a nie czepiasz się szczegółow (
              które ja piszę )
              Pozdr.
              • qw994 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 23:23
                To nie chodzi o nawias... Zresztą mniejsza z tym.
    • kaktusik0 :) 28.10.06, 22:57
      ciekawa historia, tylko że raczej niezbyt prawdziwa
      Spróbuj kiedyś przejechać się samochodem bez kluczyków w stacyjce. Tylko
      najlepiej testuj to na pustym parkinkgu przy prędkości 20km/h.
      • 5aga5 kaktusik, a ja już wiem 28.10.06, 23:00
        Oni mieli samochód na kartę i ona trzymała ją w dłoni.
    • triss_m7 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 23:13
      A jakim cudem jechaliscie samochodem bez kluczykow??? Cala historyjka to bajka.
    • kaaka123 Re: Prosze o pomoc... dlugie 28.10.06, 23:15
      Niestety historia jest prawdziwa. Bylismy ze soba pol roku, nigdy wczesniej mnie
      nie dotknal, wrecz twierdzil ze nigdy nie podnioslby na kobiete reki. A to
      zdarzylo sie trzy dni temu. Chial wywiezc mnie 40 km od mojego miejsca
      zamieszkania bo to po drodze do jego domu. Dzieli nas odleglosc okolo 50km.
      Kluczykow w stacyjce nie bylo, bo w szarpaninie wypadly, spadly na podloge.
      Praktycznie nie mial mozliwosci manewru kierownica bo ma blokade. Ulica ta
      pedzily tiry ale na szczecie ulica byla prosta... Inaczej pewnie byloby po nas.
      Po wszystkim powiedzial mi jeszcze ze zginalby z osoba ktora kocha...
      Powiedzialam mu ze jest niebezpieczny i ze to koniec. Wiem ze moglo mi sie cos
      stac jednak najbardziej boli mnie to ze mnie uderzyl w twarz, tego nigdy mu nie
      wybacze.
      • karcia85 Re: Prosze o pomoc... dlugie 29.10.06, 01:16
        Możliwa jest jazda samochodem bez kluczyków.
        Sama tak miałam, nieostrozny ruch ręki i kluczyki wypadły ze stacyjki (podczas
        jazdy)...było to dość dawno ale samochód wcale gwałtownie nie zatrzymał sie,
        tylko normalnie jechał. Ktos kto siedział wtedy obok mnie, podniósł je i podał
        a ja z powrotem włozyłam je na swoje miejsce.
        • 5aga5 karcia85 29.10.06, 01:43
          Jeżdże od 15 lat, zawodowo, mam świadectwo kwalifikacji i testy ( wymagane w
          firmie ) ale to co piszesz .....
          Naprawdę żenujące.
          Chyba jednak nie potrafię jeździć samochodem.
          • qw994 Re: karcia85 29.10.06, 01:49
            Czyli po zgaszeniu silnika w czasie jazdy samochód automatycznie staje jak po
            wciśnięciu hamulca? To chcesz powiedzieć?
            • 5aga5 Re: karcia85 29.10.06, 01:50
              Ale się na mnie uparłaś!
              Słonko! kierownica blokuje!
              • qw994 Re: karcia85 29.10.06, 10:05
                Ale przecież dziewczyna to napisała. O kierownicy. A samochód jechał, dopóki
                się sam z siebie nie zatrzymał.
                • 5aga5 Re: karcia85 29.10.06, 17:34
                  Zrób kedyś tak.
                  Wyjmij kluczyki ze stacyjki, w międzyczasie uderz pasażera w twarz, zabierz
                  kluczyki i włóż z powrotem.
                  Daj znać jak poszło.
                  • qw994 Re: karcia85 29.10.06, 17:44
                    A ty jesteś absolutnie PEWNA, że to niewykonalne? Ludzie w szale potrafią robić
                    różne dziwne rzeczy.
    • sumitka Re: Prosze o pomoc... dlugie 29.10.06, 01:25
      Zgłoś sprawę na policję, jak ktoś wczesniej radził powiedz o tym incydencie
      rodzinie i znajomym, a tego świra omijaj szerokim łukiem (bo może być
      niebezpieczny).
    • piani Re: Prosze o pomoc... dlugie 29.10.06, 10:35
      Chory facet. Uciekaj jak najdalej.
    • pan_szczepan Re: Prosze o pomoc... dlugie 29.10.06, 10:36
      Histeryzujesz. Pewnie potrzebny był ci taki wstrząs byś zrozumiała to co masz.
      Przeproś go i nie rób już więcej scen.
    • iberia30 Re: Prosze o pomoc... dlugie 29.10.06, 17:54
      a nad czym tu deiberowac?Po pierwsze akcja miala pol roku temu-wiec nie
      rozumiem, czy po tym zdarzeniu nadal z nim bylas????Po drugie tu nie ma co
      robi, spakowac manatki i do widzenia, koniec, kropka.
      • enith Re: Prosze o pomoc... dlugie 29.10.06, 21:16
        Ludzie, co Wy macie z tym "pół roku"?? Przecież wyraźnie napisała, że pół roku
        byli ze sobą ZANIM ta cała chora sytuacja miała miejsce.
        Do autorki wątku: nie spotykaj się już z nim, bo dojdzie do czegoś gorszego niż
        tylko wywiezienie za miasto i spoliczkowanie. Nie chodź sama, powiadom rodzinę i
        przyjaciół o tym co się stało, i że boisz się o siebie. Jeśli będzie nalegał na
        spotkania lub napastował Cię idź bez wahania na policję. Może jak mu panowie
        policjanci złożą wizytę to się uspokoi. I uważaj na siebie. Twój były jest
        niezrównoważony, więc to nie są przelewki.
    • kaaka123 Re: Prosze o pomoc... dlugie 29.10.06, 21:30
      Witam wszystkich. Zadzwonil dzisiaj do mnie, przez przypadek odebralam bo nie
      skojarzylam numeru. Zaczal sie tlumaczyc. Powiedzialam ze mnie uderzyl i nie
      mamy o czym rozmawiac. Powiedzial ze nie planowal, chcial mnie uspokoic w
      samochodzie i uderzyc w noge a wyszlo mu w twarz. Zaczelam sie pytac czy u niego
      w rodzinie byla jakas przemoc, ktory raz w zyciu uderzyl kobiete. Twierdzil ze
      nie bylo i on nie chcial mnie uderzyc tylko uspokoic. Potem mowil jak to bardzo
      mnie kocha, ze rozmawial z psychologiem o nas , o problemach. Powiedzialam mu ze
      jest z tym wszystkim niebezpieczny i ze po srodzie ( bo to co opisalam stalo sie
      w środe) boje sie o siebie, ze jest nieobliczalny i powinien sie leczyc.
      Nastepnym razem nie odbiore tel.
      • qw994 Re: Prosze o pomoc... dlugie 29.10.06, 21:37
        Obyś tylko wytrwała w tym postanowieniu...
    • olusia19 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 14:27
      Obejrzyj sobie jakiś program z cyklu "o Jezu, o Jezu" - tam bywa podobnie. On
      daje sygnały, ona nie rozumie, on ją wabi za miasto, ona nie rozumie. Potem
      znajdują zwłoki w liściach.
      To nie jest normalny facet i nawet szkoda ustalać dlaczego. Jak w zaparte mówi
      o miłości, powinnaś się bać. Może czekać pod pracą, za rogiem i zechce Cię
      karać za brak Twoich uczuć.
      Zrób wszystko, by się strzec. Noś gaz, albo paralizator. Tacy nawet po latach
      bywają niebezpieczni, bo nie wybaczają.
      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 14:40
        Niezależnie czy jest możliwy nr z kluczykami czy nie, to kobieta która
        wyszarpuje kluczyki kierowcy w czasie jazdy nie jest zupełnie normalna i trzeba
        od niej uciekać jak najdalej.
        Jak się jest z facetem pół roku to się chyba czuje czy to morderca czy nie?
        Jeśli tak to się zrywa a jeśli nie to taka wycieczka mogła być 1000 rzeczy
        niekoniecznie złych ;)
        • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 14:52
          Gadasz głupoty. Niestety prawdopodobieństwo doznania przemocy ze strony
          znajomych lub wręcz rodziny jest o wiele większe niż ze strony zupełnie obcych
          ludzi.

          Ja też bym stanowczo zerwała wszelkie kontakty i przez dłuższy czas unikała
          chodzenia gdziekolwiek samotnie.
          • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:00
            No ja bym też zerwał kontakt w takiej sytuacji na jego miejscu. Oczywiście nie
            posunąłbym się do rękoczynów ale dalej by już ze mna nie pojechała. Jak chce się
            zabić to sama.
            • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:04
              Zabierasz tak koleżanki na wycieczki do lasu nawet jeśli protestują?
              • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:08
                Koleżanki? - nigdy w życiu. Dziewczynę po pół roku znajomości? Jak najbardziej.
                Z reguły kazda lubiła niespodzianki a tekst typu zaraz Cię tu zostawię w tym
                ciemnym lesie i Cię wilki zjedzą... zawsze wpływał na podwyższenie temperatury :)
                • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:18
                  Nawet jeśli stanowczo protestowały?
                  • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:24
                    Jak stanowczo? Pewnie więcej zdziałałaby spokojnych chłodnym tonem niż
                    odstawianiem histerii i wyrywaniem kluczyków.

                    Jak kobietę łapie totalny wk*rw i robi mi awanturę za nic to mam od razu założyć
                    że ma mnie dość i się rozstać czy może lepiej założyć że miała zły dzień i
                    przeczekać? To a'propos stanowczych protestów.
                    PS moja była uwielbiała być zaskakiwana i stawiana przed faktem dokonanym -
                    jedziemy tu i tu i nie dyskutuj :)
                    • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:30
                      Autorka wątku zaczęła najpierw krzyczeć i prosić, żeby ją wypuścił. Jeśli
                      dowolny facet nie zareagowałby na mój tego typu prostest to czułabym się
                      usprawiedliwiona do wykorzystania wszelkich dostępnych mi środków obrony.

                      Ja też lubię być (mile) zaskakiwana przez mojego męża, do którego mam zaufanie.
                      Ale mam to zaufanie m.in. dlatego, że wiem że posłuchałby mnie gdybym zaczęła
                      protestować.
                      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:37
                        Facet przygotował niespodziankę. Kobieta odstawia fochy. Facet się wkurza i
                        zamyka w sobie. Jadą. Kobieta zaczyna protestować - nie wiem jak - np zatrzymaj
                        się w tej chwili, stój. Jadą szosą o dużym ruchu. Niby jak ma się zatrzymać?
                        Gdzie? więc jedzie dalej nic nie mówiac bo się wk*rwił... a obok histeria.
                        Szarpanie za kluczyki na drodze przy szybkiej jezdzie!!!!!!!!!!!
                        Nie myślcie cały czas o niej tylko postawcie się przez chwilę na jego miejscu.
                        • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:41
                          Jeśli facet nie jest w stanie zrozumieć, że kobieta czuje się zagrożona kiedy
                          wywozi ją w nocy w nieznane miejsce za miastem, tylko się obraża kiedy ona mówi
                          o swoich obawach, to tym bardziej nie chciałabym mieć z takim nic do czynienia.
                          • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 16:01
                            bri napisała:

                            > Jeśli facet nie jest w stanie zrozumieć, że kobieta czuje się zagrożona kiedy
                            > wywozi ją w nocy w nieznane miejsce za miastem, tylko się obraża kiedy ona mówi
                            >
                            > o swoich obawach, to tym bardziej nie chciałabym mieć z takim nic do czynienia.
                            >
                            Tylko to działa w obydwie strony. Jeżeli kobieta z którą jestem mi nie ufa i
                            czuje się zagrożona zamiast czuć się bezpiecznie bo jestem obok to taki zwiazek
                            to pomyłka.
                            • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 16:02
                              OK. Ale wtedy chyba nie wywieziesz jej na złość w siną dal tylko odstawisz do
                              domu i podziękujesz za znajomość?
                    • enith Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 19:33
                      > PS moja była uwielbiała być zaskakiwana i stawiana przed faktem dokonanym -
                      > jedziemy tu i tu i nie dyskutuj :)

                      Może właśnie dlatego jest już była? Bo ja rozumiem niespodzianki, ale teksty
                      typu "nie dyskutuj, będzie po mojemu" śmierdzą mi tyranią w związku, a nie
                      pachną niespodzianką.
    • kaaka123 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:23
      Witam wszystkich.
      Trypel, moze mowisz to ze zostawisz jakas kolezanke w lesie zartem, wtedy to
      inna sprawa. Ten chlopak o ktorym pisalam byl smiertelnie powazny, minal moje
      miasto i powiedzial ze jedzie do miasta w ktorym on mieszka, rozumiesz? Bylo po
      22-giej , ja nastepnego dnia mialam na rano do pracy. Mowilam ze chce wracac,
      krzyczalam, prosilam sie zeby sie zatrzymal, a on nie odpowiadal nic tylko mial
      zacisniete zeby i jechal coraz dalej i szybciej.
      Pisalam tez ze meidzy nami ostatnio nie bylo dobrze, ze spotkalismy sie zeby
      zadecydowac co z nami bedzie, czy jest sens sie spotykac i co zrobic zeby bylo
      dobrze w zwiazku. Rozmawialismy w samochodzie. Nagle on ruszyl i zaczal jechac,
      dalsza czesc juz znacie. Ja znam go juz ponad pol roku i wiem ze pojechalby do
      tego miasta 40km od mojego i czekal pewnie na moja reakcje, czy bede go prosic
      zeby mnie z powrotem odwiozl. Czekal az go bede o to blagac. Wiem ze nie
      powinnam wyrywac kluczykow, ale bylam przerazona tym gdzie on jedzie, przweciez
      ja mam 29 lat i jesli nie chce gdzies jechac to nikt mnie nie bedzie sial tam
      zabieral. Zrobilam wtedy wszystko lacznie z proszenienm i krzykami zeby sie
      zatrzymal. Potem zaczelismy sie szarpac o te kluczyki i one wypadly, potem mnie
      uderzyl a potem samochod jechal, zwalnial , zwalnial i sie zatrzymal. Reszte znacie.
      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:28
        kaaka123 napisała:

        > Witam wszystkich.
        > Trypel, moze mowisz to ze zostawisz jakas kolezanke w lesie zartem, wtedy to
        > inna sprawa.

        Przecież NIKT Cię nie zostawił - od gadania do faktów jest baaardzo daleko

        Ten chlopak o ktorym pisalam byl smiertelnie powazny, minal moje
        > miasto i powiedzial ze jedzie do miasta w ktorym on mieszka, rozumiesz? Bylo po
        > 22-giej , ja nastepnego dnia mialam na rano do pracy. Mowilam ze chce wracac,
        > krzyczalam, prosilam sie zeby sie zatrzymal, a on nie odpowiadal nic tylko mial
        > zacisniete zeby i jechal coraz dalej i szybciej.

        A może jechał do siebie żeby Cię tam zabrać, porozmawiać poważnie, ustalić co
        dlaej... nie wiem nie znam jego zamiarów ale z opisu wynika że ostro oboje
        przesadziliście



        > Pisalam tez ze meidzy nami ostatnio nie bylo dobrze, ze spotkalismy sie zeby
        > zadecydowac co z nami bedzie, czy jest sens sie spotykac i co zrobic zeby bylo
        > dobrze w zwiazku. Rozmawialismy w samochodzie. Nagle on ruszyl i zaczal jechac,
        > dalsza czesc juz znacie. Ja znam go juz ponad pol roku i wiem ze pojechalby do
        > tego miasta 40km od mojego i czekal pewnie na moja reakcje, czy bede go prosic
        > zeby mnie z powrotem odwiozl. Czekal az go bede o to blagac. Wiem ze nie
        > powinnam wyrywac kluczykow, ale bylam przerazona tym gdzie on jedzie, przweciez
        > ja mam 29 lat i jesli nie chce gdzies jechac to nikt mnie nie bedzie sial tam
        > zabieral. Zrobilam wtedy wszystko lacznie z proszenienm i krzykami zeby sie
        > zatrzymal. Potem zaczelismy sie szarpac o te kluczyki i one wypadly, potem mnie
        > uderzyl a potem samochod jechal, zwalnial , zwalnial i sie zatrzymal. Reszte zn
        > acie.

        Jeżeli to tak wyglądało i nigdy wcześniej Cie nie uderzył to po prostu dostałaś
        histerii i uderzenie w twarz było dość rozsądnym rozwiazaniem.
        Czy po pół roku nie znałaś go na tyle żeby mu zaufać?????????? to po co ten
        związek?????????
        • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:37
          Stary, w mojej rodzinie był przypadek, że mężczyzna zastrzelił z dubeltówki
          swoją żonę i dwoje dzieci a na koniec siebie. Z żoną był od kilkunastu lat i
          ufała mu jak nikomu innemu. Nikt się czegoś takiego po nim nie spodziewał.

          Ja sama zostałam pobita przez chłopaka, z którym chodziła dwa lata po tym jak
          się już rozstaliśmy i nie spotykaliśmy od paru miesięcy. Przyszedł do mnie po
          pracy i nalegał, żebyśmy się zeszli. Ponieważ stanowczo (ale nie histerycznie)
          odmawiałam zaczął mnie wyzywać i sprał mnie po twarzy tak, że straciłam
          przytomność. Nie miałam o nim najlepszego zdania ale nie spodziewałam się, że
          mnie pobije a już na pewno nie w biały dzień i na środku ulicy.

          Nie wiem jakbym się zachowała na miejscu Autorki tego postu, może i zareagowała
          zbyt histerycznie ale w zupełności jestem w stanie zrozumieć, że czuła się
          zagrożona.
          • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:53
            bri napisała:

            > Stary, w mojej rodzinie był przypadek, że mężczyzna zastrzelił z dubeltówki
            > swoją żonę i dwoje dzieci a na koniec siebie. Z żoną był od kilkunastu lat i
            > ufała mu jak nikomu innemu. Nikt się czegoś takiego po nim nie spodziewał.

            Mówimy o sytuacji extremalnej czy sugerujesz że nie powinniśmy ufać swoim
            partnerom? :)

            >
            > Ja sama zostałam pobita przez chłopaka, z którym chodziła dwa lata po tym jak
            > się już rozstaliśmy i nie spotykaliśmy od paru miesięcy. Przyszedł do mnie po
            > pracy i nalegał, żebyśmy się zeszli. Ponieważ stanowczo (ale nie histerycznie)
            > odmawiałam zaczął mnie wyzywać i sprał mnie po twarzy tak, że straciłam
            > przytomność. Nie miałam o nim najlepszego zdania ale nie spodziewałam się, że
            > mnie pobije a już na pewno nie w biały dzień i na środku ulicy.
            >

            j.w. znałem tylko jednego feceta który pobił kobietę (już nie jest moim kumplem
            oczywiście) 1:100 bo nie uwierzę że wiecej takich jest.

            > Nie wiem jakbym się zachowała na miejscu Autorki tego postu, może i zareagował
            > zbyt histerycznie ale w zupełności jestem w stanie zrozumieć, że czuła się
            > zagrożona.

            Ja swoje przyzwyczajam do takiego wywożenia od początku - wtedy zastanawiają się
            tylko gdzie tym razem jedziemy ;)
            • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 16:01
              Tylko osoba będąca w związku jest w stanie ocenić czy może komuś zaufać. Moim
              zdaniem w momentach kiedy mamy co do tego wątpliwości trzeba raczej słuchać
              swojej intuicji, szczególnie jeśli partnera znamy relatywnie krótko/słabo bo
              jak widać możemy się mylić nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że nie ma żadnych
              wątpliwości.

              Nie uważasz, że facet jeśli naprawdę przygotował niespodziankę mógł być
              bardziej komunikatywny? Nie mógł powiedzieć "Kochanie, nie denerwuj się"?
              • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 16:36
                bri napisała:


                > Nie uważasz, że facet jeśli naprawdę przygotował niespodziankę mógł być
                > bardziej komunikatywny? Nie mógł powiedzieć "Kochanie, nie denerwuj się"?

                Jak reaguje krzycząca kobieta na słowa "nie denerwuj się" ? I ja wiem i Ty wiesz
                więc to jest bardzo zły argument :):):)

                Jeżeli komuś się nie ufa to sie z nim nie jest.
        • qw994 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 20:29
          > A może jechał do siebie żeby Cię tam zabrać, porozmawiać poważnie, ustalić co
          > dlaej...

          > Jeżeli to tak wyglądało i nigdy wcześniej Cie nie uderzył to po prostu
          dostałaś
          > histerii i uderzenie w twarz było dość rozsądnym rozwiazaniem

          A równo pod sufitem to ty masz?
    • cioccolato_bianco Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:30
      nie myslec, tylko zerwac z facetem.
    • kaaka123 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:36
      Czlowieku nie dostalam histerii tylko powiedzialam zeby sie zatrzyamal i mnie
      wypuscil, jak do niego to nie dotarlo to krzyknelam zeby mnie wypuscil. Tak,
      znam go pol roku i nigdy wczesniej nic takiego nie zrobil, mimo wszystko boje
      sie go i mysle ze to nie jest wszystko na co byloby go stac.
      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:38
        Wyrywanie kluczków to nie histeria??? Myślacy człowiek w czasie szybkiej (Twoje
        słowa) jazdy NIGDY nie zrobi czegoś takiego bo ryzykuje natychmiastowym wypadkiem.
    • kaaka123 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:43
      A powiedz czy chlopak moze wywozic gdzies gdziewczyne bez jej zgody, czy nie
      nalezy uszanowac slow drugiego czlowieka? Czy jesli nie zyczylbys sobie gdzies
      jechac to druga osoba ma prawo wywozic cie do drugiego miasta w srodku nocy? Jak
      potem wrocilbys do domu i rano poszedl do pracy?
      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:50
        kaaka123 napisała:

        > A powiedz czy chlopak moze wywozic gdzies gdziewczyne bez jej zgody, czy nie
        > nalezy uszanowac slow drugiego czlowieka? Czy jesli nie zyczylbys sobie gdzies
        > jechac to druga osoba ma prawo wywozic cie do drugiego miasta w srodku nocy? Ja
        > k
        > potem wrocilbys do domu i rano poszedl do pracy?

        Jego zas*anym obowiazkiem byłoby przywiezienie Cię do pracy rano. Rozumiesz
        znaczenie słowa NIESPODZIANKA? Przygotował coś o czym pewnie już nigdy się nie
        dowiesz. Pewnie jak Ty byś coś przygotowała to oczekiwałabyś też takiego
        zachowania jak Twoje?
        Trzeba bardzo szanować drugiego człowieka, zarówno jego słowa jak i
        pragnienia... chciałaś żeby się zmienił, byłaś z nim pół roku - no to pewnie
        starał się coś wymyśleć. Efekty przeszły jego oczekiwanie... może z następną
        będzie mu lepiej (Tobie też tego życzę)
    • kaaka123 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 15:59
      Posluchaj chlope, jego niespodzianka bylo zostawienie mnie samej w jego miejscu
      zamieszkania, rozumiesz? Juz go znam na tyle i wiem ze tak by zrobil. Jesli ja
      chcialam juz jechac do domu to powinien to uszanowac. To o inej niespodziance
      wymyslil juz w drodze powrotnej jak zrozumial co sie stalo i ze ja mu tego nie
      wybacze. Wtedy zaczal przepraszac, plakac i wymyslac o jakiejs niespodziance.
      Ale juz bylo za pozno.
      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 16:04
        Kręcisz. W pierwszym poście napisałaś że od razu powiedział że to niespodzianka.
        Więc jak było dokładnie i szczerze?
    • kaaka123 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 16:09
      Czytaj dokladnie. Powiedzial ze to niespodzianka wiec nic nie mowilamaz do
      momentu kiedy zobaczylam ze miasto juz sie konczy. Zapytalam sie go wtedy gdzie
      jedzie. Powiedzial ze do jego miejsca zamieszkania, tam ja wysiade i dalej bede
      radzic sobie sama.
      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 16:34
        Re: Prosze o pomoc... dlugie
        kaaka123 30.10.06, 15:59 + odpowiedz

        Posluchaj chlope, jego niespodzianka bylo zostawienie mnie samej w jego miejscu
        zamieszkania, rozumiesz? Juz go znam na tyle i wiem ze tak by zrobil. Jesli ja
        chcialam juz jechac do domu to powinien to uszanowac. To o inej niespodziance
        wymyslil juz w drodze powrotnej jak zrozumial co sie stalo i ze ja mu tego nie
        wybacze. Wtedy zaczal przepraszac, plakac i wymyslac o jakiejs niespodziance.
        Ale juz bylo za pozno.

        • Re: Prosze o pomoc... dlugie
        kaaka123 30.10.06, 16:09 + odpowiedz

        Czytaj dokladnie. Powiedzial ze to niespodzianka wiec nic nie mowilamaz do
        momentu kiedy zobaczylam ze miasto juz sie konczy. Zapytalam sie go wtedy gdzie
        jedzie. Powiedzial ze do jego miejsca zamieszkania, tam ja wysiade i dalej bede
        radzic sobie sama.

        Zaprzeczasz sama sobie. Ja czytam dokładnie. Przeczytaj te dwa Twoje maile. Masz
        skłonność do konfabulacji wybacz.
        • one_slip Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 21:05
          trypel, głupio się teraz upierasz trochę.
          NIEWAŻNE co planował facet.
          Nikt nigdy mnie nie uderzył. Nie miał powodu.
          Ale w momencie, kiedy facet groziłby mi jeśli nie umarłabym sama ze strachu to
          umarłby on. :-)
          A serio to jeśli miał nawet dom wysypany różami to miałby go wysypanego dlatego,
          by ją jakoś przekonac do siebie. A uderzenie w twarz czy cokolwiek innego to nie
          jest przekonanie do siebie. jakkolwiek by nie patrzeć. Z punktu logiki nie.
          Ja uwielbiam być zaskakiwana.
          Ale gdyby facet powiedziałby mi, że jedzie mnie zabić czy ogólnie zrobić mi
          jakąolwiek krzywdę to nie jest zaskakiwanie. To jest, motyla noga, groźba.
          Z logicznego punktu widzenia.
    • kaaka123 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 16:52
      Trypel nie bede z toba rozmawiac bo to jak grochem o sciane.
      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 17:42
        Przestałem się mu dziwić. Faktycznie najlepiej jak się pogubisz w zeznaniach
        powiedzieć - nie bedę z Tobą rozmawiała :) słodkie
        • qw994 Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 20:35
          Trypel, stuknij się w czaszkę.
          Jakże łatwo pisze się z wyższością na ten temat, siedząc wygodnie przed
          monitorem w swoim własnym ciepłym domku. Ty chyba nie wiesz, co to znaczy
          uczucie zagrożenia.
          • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 08:01
            qw994 napisał:

            > Trypel, stuknij się w czaszkę.
            > Jakże łatwo pisze się z wyższością na ten temat, siedząc wygodnie przed
            > monitorem w swoim własnym ciepłym domku. Ty chyba nie wiesz, co to znaczy
            > uczucie zagrożenia.

            Jak miałem 18 lat zabrałem (głupota!!!!!) 2 autostopowiczów jakieś 10 km od
            miasta - padał deszcz i było zimno gwoli wytłumaczenia. Po wejsciu do samochodu
            jeden z nich (bardziej nawalony) wyjął nóż i przystawił mi do szyi każąc wieźć
            się w drugą stronę... podszedłęm do tego na tyle spokojnie na ile mógł to zrobić
            18latek i po 2 godzinach mnie puścili...
            To tyle jeśli chodzi o uczucie zagrożenia.

            A co do autorki - jak dokładnie przeczytacie posty i zaczniecie czytać między
            wierszami to okaże się że wszystko nastąpiło dopiero "po" ataku histerii a nie
            przed. Może facet jest sukinsynem i tego nie wiemy. Wiemy tylko że autorka
            zmyśla na potęgę dopisując co chwila nowe kawałki.
            pzdr
            • qw994 Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 08:59
              Dobrze, wygrałeś konkurs na najmądrzejszego i najbardziej spostrzegawczego
              uczestnika forum. Zadowolony?
              • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 09:06
                Totalnie niezadowolony.
                Bo nie o to chodzi. Chodzi o to że nie dopuszczacie możliwości że dziewczyna
                zmyśla na potęgę... Oczywiście mozemy sobie ustalić - opowiadamy bajki - i wtedy
                świetnie się będziemy bawili i mogę jeszcze dopisać że dobrze że wyciągnęła
                kluczyki bo przecież facet by ją wywiozł pod granicę tam by czekał helikopter
                który leciałby do Afganistanu bo tam jeden z alKaidy już na nią czeka i nawet
                zadatkował temu niby chłopakowi 10 tys $... a wyrwanie kluczyków to nie była
                histeria tylko chytry plan kobiety co chciała rozwalić gang handlarzy żywym
                towarem... Jezeli lubicie słuchać i opowiadać bajki to faktycznie odpowiedni
                temat :)

                • minsi Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 10:28
                  Trypel ma sporo racji. Laska pisze jakoś niespójnie, i - co dość
                  charakterystyczne- cała historyjka jest opisana z punktu widzenia "jej poczucia
                  bezpieczeństwa", natomiast zupełnie nie jest w stanie postawić siebie w sytuacji
                  jej (chyba już ex ?) chłopaka. Gdyby ktoś wyjął kluczyki kiedy jade (prowadze
                  auto), to nie tyle dostałby w twarz, ale chyba kopem bym go wyrzucił, a
                  najpewniej zabił. Po prostu są rzeczy, których -w odróznieniu od filmów-sie
                  nigdy nie robi w rzeczywistosci, (do takich nalezy wyciaganie kluczyków i
                  zatrzymywanie sie na przejzdzie kolejowym). Ponadto, facet chciał uderzyć ją w
                  noge, co autorka zeznaje kilka postów niżej, a świadomie zataja to w pierwszym
                  poście (w takich przypadkach wazna jest intencja). Moze jakby ten jej chlopak
                  opisał całe wydarzenie swoimi słowami, mielibysmy inny obraz sytuacji. W ogole
                  laska jest jakaś neurotyczna- 40km to nie koniec swiata, moze facet naszykował u
                  siebie w domu romantyczną kolacje i chciał ją pozniej (czy nawet rano) zawieźć
                  do pracy.
                  W sumie to dobrze że laska z nim zerwała, przynajmniej sobie facet znajdzie
                  jakąś bardziej normalną, co potrafi mieć choć odrobine zaufania do kogos, kogo
                  zna od pół roku. Historia sie przynajmniej jakims happy endem zakonczyla.
    • d.o.s.i.a Re: Prosze o pomoc... dlugie 30.10.06, 20:44
      Ja na Twoim miejscu zglosilabym to na policje. Proba porwania, pobicie - za
      takie rzeczy w normalnym kraju juz by facet siedzial.
      • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 07:55
        Jak zacznie zeznawać tak jak to opisuje to nikt poważnie tego nie potraktuje bo
        każda wersja jest inna.
        • bri Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 10:16
          Tylko wg Ciebie. Ja nie widzę żadnych niespójności w tym, co napisała.
          • trypel Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 11:38
            bri napisała:

            > Tylko wg Ciebie. Ja nie widzę żadnych niespójności w tym, co napisała.

            Brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. Niestety nie pomogę.


    • bamm86 Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 10:09
      o boze.... co mu odbilo ?? co chcial tym udowodnic??
      ja bym sie go bala...i nie potrafila znow zaufac... na dodatek uderzyl Cie..
      pomysl czy chcesz byc nadal z takim czlowiekiem, bo jak uderzyl raz, moze
      zrobic to ponownie a potem plakac i przepraszac :/ ja na Twoim miejscu nie
      chcialabym go znac !

      pzdr i zycze szczesliwego zakonczenia tej dziwnej sytuacji
      • minsi Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 10:32
        słuchaj, a co byś zrobiła, gdyby Ci pasażer wyjął kluczyki z auta w czasie jazdy
        ? tak sie zastanów, na ruchliwej drodze. A weź pod uwagę, że koła nigdy nie
        blokują się w pozycji na wprost ale zawsze lekko skręcone. Też byś była taka
        spokojna?
        A i jak poczytasz posty, on najpierw chciał ją walnąć w noge, ale ona jakoś sie
        źle ułożyła i dostała przypadkowo w twarz- czy to nijak nie zmienia Twojego
        point of view na całą sytuacje ?
        • enith Re: Prosze o pomoc... dlugie 31.10.06, 19:52
          > A i jak poczytasz posty, on najpierw chciał ją walnąć w noge, ale ona jakoś si
          > e
          > źle ułożyła i dostała przypadkowo w twarz- czy to nijak nie zmienia Twojego
          > point of view na całą sytuacje ?
          >

          Źle się ułożyła i dostała w twarz zamiast w nogę? No proszę Cię... Tak
          kretyńskiej wymówki już dawno nie słyszałam. Rozumiem, że bicie w nogę
          dziewczyny, którą się rzekomo kocha jest jak najbardziej usprawiedliwione? A
          także w rękę, korpus, szyję... W buzię nie, buzia była przypadkowa i z winy
          autorki wątku, bo "źle się ułożyła". W nogę, głowę czy cokolwiek, podnoszenie
          ręki na kobietę, mężczyznę, dziecko, osobę starszą WSZĘDZIE I W KAŻDEJ SYTUACJI
          jest niedopuszczalne. Tak samo jako wywożenie kogoś za miasto w nocy lub w dzień
          BEZ zgody tej osoby. I ja naprawdę się dziwię, że ktokolwiek tutaj uważa, że ta
          rzekoma niespodzianka była dobrym usprawiedliwieniem na wystraszenie tej
          dziewczyny na śmierć i rękoczynów, jakich dopuścił się wobec niej "kochający"
          chłopak. Nawet jeśli zareagowała ona histerycznie, może nawet nieadekwatnie do
          sytuacji jako kobieta miała pełne prawo poczuć się zagrożoną słysząc słowa, że
          zostanie pozostawiona sama sobie kilkadziesiąt kilometrów od miasta późnym
          wieczorem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja