kaaka123
28.10.06, 20:03
Moj chlopak z ktorym jestem ( a raczej bylam) ponad pol roku zrobil cos
strasznego. Mamy prawie 30 lat. Ostatnio nie bylo miedzy nami dobrze, byly
klotnie i nieporozumienia, mielismy sie spotkac porozmawiac co dalej. Ja
mowilam ze jesli sie nie zmieni to zakonczymy znajomosc. Spotkalismy sie ,
zaczelismy rozmawiac w jego samochodzie i nagle on zaczal gdzies jechac. Bylo
po 22-giej. Zapytalam sie gdzie jedzie a on na to ze to niespodzianka. Gdy
minal miasto zaczelam sie denerwowac gdzie on jedzie, powiedzialam ze chce
wysiasc. Powiedzial ze nie i za zawiezie mnie 40km od mojego miejsca
zamieszkania i tam zostawi. Dalej mam radzic sobie sama. Zaczelam krzyczec,
prosioc go zaby sie zatrzymal a on ze nie, nie chcial nic sluchac.
Powiedzialam ze mam na rano do pracy, zeby sie zatrzymal a on ze nie. Zaczal
jechac coraz szybciej, zobaczylam ze od mojego miasta jest juz jakies 10km,
zaczelam sie szarpac, wyrywac mu kluczyki. Nagle wylecialy ze stacyjki, wtedy
on uderzyl mnie w twarz. Zaczelam plakac ale wiedzialam ze jedziemy bez
kluczykow, one gdzies spadly, moze dojsc do nieszczescia, samochod zwalnial i
w koncu sie zatrzymal. Dopiero wtedy mu oddalam, tez udeterzylam i cala sie
trzeslam. Kazal mi sie wynosic z samochodu, wiedzialam ze do domu mam jakies
20km a do miasta okolo 10. Bylo po 22-giej, ciemno, po obu stronach ulicy lasy
i pola, nie wiedzialam nawet gdzie dokladnie jestem. Gdybym zadzwonila po
taksowke to nawet nie wiedzialabym gdzie ma przyjechac. Wiedzialam ze musze
udawac przed nim ze nic sie nie stalo bo tylko on moze mnie odwiezc. Prosilam
zeby mnie odwiozl do domu, ona ze nie. Wtedy zaczelam isc wzdloz ulicy przed
siebie, bylo starsznie ciemno. Krzyknal zebym wracala i wsiadala do samochodu.
Balam sie wsiasc. Powiedzialam zeby zawrocil, dopiero wsiade. Tak zrobil. Cala
droge inic nie mowilam, cala sie trzeslam i patrzylam tylko kiedy bedziemy w
moim miescie. {Po drodze on oczywiscie zaczal przepraszac, cos tam mowic ale
ja nie sluchalam, bylam w szoku ze cos takiego zrobil i ze mnie uderzyl. Kiedy
bylismy blisko mojego domu, prosilam zeby sie zatrzymal i wysiade. Zatrzymal
sie, prosil zebym zaczekala, zaczal plakac. Ja nadal sie cala trzeslam,
wybieglam z samochodu i szybko pobieglam do domu.
On potem dzwonil, przepraszal ale dla mnie to on jest niebezpieczny, moglismy
zginac i jak on smail mnie udzerzc??? Powiedzcie co myslicie o calej tej sytuacji?