hieroglif1
19.11.06, 19:19
Ile jest jeden plus jeden? A ile jest kiedy na jednotysięczną armię natrze
czterdzistotysięczna armia uzbrojonych? Niesprawiedliwie? Po co te i inne
rzeczy wiedzieć. Skoro się je samemu wymyśliło.
Lubię patrzeć na seriale. Ale jestem w przekonaniu, że mają za duży wpływ na
życie.
Zastanawiam się, kiedy on jako osoba fizyczna stanie przy mnie i
powie "Przedstawiam ci moją prawdziwą koleżankę", bo na razie mamy kontakt
przez internet. Mówicie- przez internet, jakie to płytkie, dlaczego nie on-
line? Np. gra on-line, chat- online, nie tylko mail i mail.
Otóż maili nie wymieniamy. Nie czatujemy, nie mam jego numeru gg na gadu-gadu
ani on nie ma mojego gg, ponieważ nie zgodziłam się. Mieszkamy kilkaset
kilometrów od siebie, ja nie mam czasu na zycie uczuciowe i prywatne, od
którego dotąd byłam uzalezniona- i które głównie prowadziłam, ponieważ
odzielenie pracy od życia zainteresowania nie było dotąd dla mnie problemem.
Odkąd zaczął interesować się mną bliżej- włamywać do poczty, sprawdzać
rozmowy gg, szpiegować na pokojach chatowych, sprawdzać moje dane osobowe- bo
hackerstwo to jego druga po pracy i łóżkowych sprawach pasja- nie wiem coś
złego zaczęło dziać się ze mną. Nie planowaliśmy niczego- mnie wyniszcza moja
praca, która jest pracą fizyczną polegająca na ogromnym wysiłku jaki trzeba w
nią włożyć- jest pracą "na czas",- a ponieważ nie lubię takich zajęć
dodatkowo męczę się podwójnie. Oraz praca umysłowa polegająca na tym, aby nie
męczyć się podwójnie przy wykonywaniu pracy, znaleźć skrawek miejsca na życie
uczuciowe, czyli dodatkowo wytężona uwaga aby nie robić wokół
siebie "bajzlu". Facet z którym mailowałam, pracuje kilkaset kilometrów ode
mnie- nigdy nie było go, żeby mógł być kiedy go potrzebowałam, za to jego
praca umysłowa polega na tym, aby wyzyskiwać umysłowo innych, chodzić do mamy
po sterty wyprasowanych koszul, nie przesypianiu nocy, spaniu do południa,
podrywaniu na swoją pracę innych "łatwowiernych", przez długi czas liczony
od „ostatnio”- jego ulubionego zwrotu stosowanego wobec rozmowy ze mną-
włamywanie do poczty i tego co wymieniłam wyżej i itp. Możecie przypuszczać,
że ja jestem tą łatwowierną i nie mylicie się. Faceta próbowałam trzymać na
dystans, bo z powodu swojej łatwowierności nie mam doświadczeń, zwłaszcza z
kimś, kto na swoją pracę "łapie panienki". Ja , no cóż, nie przepadam za
pracą, więc pozwoliłam się wykorzystać, chociaż dokładnie śledziłam każdy
jego krok, żeby nie było, że dałam poderwać na jego pracę. To był kontakt
luźny i jak to się mówi – zawsze jest czegoś początek i czegoś koniec i co
się stało to się nie odstanie. Żadno z nas nie czeka na spotkanie, ale żadno
z nas nie miało by nic przeciwko spotkać się zupełnym przypadkiem. Tylko
pewien kłopot, bo mieszkamy te kilkaset kilometrów, i jeśli on tu przyjedzie,
to z całym tym swoim „bajzlem”, czyli „a co na to koledzy powiedzą” i zostawi
ten bajzel tutaj, a sam się rozwieje zaraz po tym jak z tąd pojedzie z
powrotem do domu.