Dodaj do ulubionych

Baśnie do interpretacji

02.01.07, 21:11
W wątku o syrenach n007 rzuciła pomysł, zęby interpretować znane o mniej
znane, za to i lubiane przez nas baśnie w podobny sposób, jak czyni Clarissa.
Która chętna, niech czyni to w tym właśnie wątku.

Na początek założę kilka tematów, coby pod nimi dopisywać swoje myśli złote:)
Obserwuj wątek
    • iokepine Czerwony Kapturek 02.01.07, 21:11

      • iokepine Re: Czerwony Kapturek 27.02.07, 22:25
        To jets taka bajkowa talia, na jalą sobie ostrzę zęby, nazywa sie Inner Child
        Tarot. Na tym obrazku jest Czerwony Kapturek, narysowany na karcie sygnowanej
        jako Głupiec:
        taroteca.multiply.com/photos/photo/329/1
        I rzeczywiście pasuje. Na poczatku bajki Czerwony Kapturek jest rozpieszczonym
        głuptasem, który nie rozpoznaje niebezpieczeństwa, jakie reprezentuje postać wilka.
        • jagandra Re: Czerwony Kapturek 03.03.07, 10:20
          Zauważyłyście, że większosć kawałów o Czerwonym Kapturku jest nieprzyzwoita?
          Ostatnio spodobał mi się ten.
          Czerwony Kapturek leży w łóżku z wilkiem i mówi: Wiesz wilku... ty tylko zęby masz duże.
          • jagandra Re: Czerwony Kapturek 03.03.07, 12:52
            Kiedyś czytałam intepretację tej baśni wg Fromma, a ostatnio czytałam baśnie o Czerwonym Kapturku ze strony zlinkowanej przez Iokepine (femmes.republika.pl/ ).
            No i tak ;)
            Ta baśń to przestroga seksualna - może przed uwiedzeniem, może przed gwałtem, może przed przypadkowym seksem, może przed ciążą nie w porę, może przed seksem niezinstytucjonalizowanym. Matka przestrzega Czerwonego Kapturka, by nie schodził z drogi i z nikim nie rozmawiał, ale ten zauroczony kwiatkami wkracza w las.
            A tam wilk. Uwodziciel, może rebeliant, może anarchista. Kojarzy mi się trochę z wilkiem z Wilka i Zająca ;) Ale jest oczywiście znacznie groźniejszy.
            Wilk pożera babcię. W starej wersji baśni (z linku) wilk daje Kapturkowi do wypicia kielich babcinej krwi. Czerwony Kapturek dostaje po babci spadek, jakim jest kobiecość i seksualność. Nie jest to prezent od matki, lecz właśnie od babci, a to mi się kojarzy z wiedźmą ze Śpiącej Królewny. Stara kobieta pokazująca drogę.
            Później jak wiadomo wilk pożera Czerwonego Kapturka i ratuje ich leśniczy. W niektórych wersjach bajki zaszywa wilkowi za karę kamienie w brzuchu i wilk topi się w studni lub strumieniu (woda jest kobiecym symbolem). Fromm interpetuje to jako zadrwienie z męskiej niezdolności do bycia w ciąży i rodzenia dzieci. Wilk przegrywa, Czerwonemu Kapturkowi się udaje wyjść cało z opresji. Co się jej udaje? Najbardziej mi się kojarzy, że udaje jej się nie być w ciąży. Bo skonsumowana przecież została.
            Zakończenie tej baśni w jej starej wersji (z linku) brzmi tak:
            "– Och, babciu, koniecznie muszę się załatwić. Pozwól mi wyjść!
            – Rób w łóżko, moje dziecko!
            – Och, nie, babciu! Chcę wyjść na dwór!
            – Dobrze, ale pospiesz się.
            Wilkołak przywiązał jej do nogi wełnianą nić i wtedy pozwolił jej wyjść. Kiedy tylko dziewczynka znalazła się na zewnątrz, przymocowała koniec nitki do śliwy rosnącej na podwórzu i uciekła. Minęło trochę czasu i wilkołak zaczął się niecierpliwić.
            – Czy ty tam robisz ten ciężar? Czy ty go robisz?
            W końcu wilkołak zaniepokoił się tym, że nikt nie odpowiada. Wyskoczył z łóżka i zobaczył, że uciekła. Natychmiast zaczął pościg i prawie ją dogonił. Już, już miał ją w ręku, gdy dziewczynka weszła do swojego domu."

            A leśniczego znowu Fromm interpretuje jako symbol męskiego, hierarchicznego porządku świata, w którym konieczne jest małżeństwo, aby móc zaakceptować ciążę, no bo bez tego mężczyzna nie ma pewności, czy jest ojcem.
            Chaotycznie mi to wyszło, ale może komuś coś się pokojarzy :)
            • jagandra Re: Czerwony Kapturek - "Namowa" Leśmiana 03.03.07, 13:01
              Ty nie słuchaj, dziewczę moje, starej matki trwożnych rad!
              Jej się złoci - próg rodzinny, nam się złoci - cały świat!

              Co ją nęci - nas przeraża! Nienawiścią do niej spłoń -
              Nienawiścią, która do ust odtrąconą tuli dłoń...

              Mam ja w piersi - śpiewną burzę, ty w zanadrzu - wonny los!...
              Wiedz, że będzie stara matka przeklinała siwy włos!

              W szyb opalu tkwi ukosem odbitego nieba skrót -
              Błękitnieje, złociścieje... Razem w życie! Razem - w cud!

              Nierozsądni, nieoględni wywędrujem w taki jar,
              Gdzie sę czai - nieskończoność i gdzie czyha - wieczny czar!

              Nie ociągaj się ze szczęściem! Daj mi tylko dłonią znak -
              Dość zamyśleć, dość zapragnąć, by się stało właśnie tak!

              Będę ja się w trudach pieszczot zmagał z tobą w mrok i znój -
              W twym objęciu i zaklęciu spełnię się - sen skryty twój!

              I spełniony, i zjawiony rozpanoszę się śród zórz,
              A tych dłoni, co się splotły, nie rozplotę nigdy już!

              Przenocujem nicość w słońcu, a za taką w słońcu noc
              Oddaj spokój, co uwięził twego ciała czar i moc!

              Słyszysz burzy zew znajomy? Złoty miecz przy boku mam.
              Pójdźże, dziewczę, w niewiadomość, w bezpowrotność - tylko tam!

              To nieprawda, żem cię podszedł, pogrążoną jeszcze w śnie,
              I że nie ma żadnych cudów. To - nieprawda! Nie i nie!

              Czemuż trwonisz czas na wróżby? Naszym będzie cały świat!
              Ty nie blednij - ty nie słuchaj starej matki trwożnych rad!
      • dynamitee Re: Czerwony Kapturek 04.03.07, 20:03
        przyznam się szczerze, że na początku nie wiedziałam, jak mam "ugryźć"
        Czerwonego Kapturka :) po prostu nie kojarzył mi się z niczym konkretnym, no
        może trochę z erotyką. dopiero przy okazji analizy Królewny Śnieżki coś mi
        zaczęło w głowie świtać.

        Kapturek, tak jak Śnieżka, odbywa podróż przez las. las, jak już pisałam przy
        okazji Śnieżki, może oznaczać nieświadomość, to, co w nas samych niepoznane i
        nieodkryte. a taka wędrówka przez las może być symboliczną wędrówką po swoim
        wnętrzu, poznawanie, odkrywanie siebie i dzięki temu rozwijanie się.

        podróż zaczyna się z samego rana, Kapturek rano wychodzi z domu, ale zamiast
        iść prosto do babci, znajduje sobie tysiąc innych zajęć: podziwianie przyrody,
        rozmowa ze spotkanymi osobami, zwierzętami. te doświadczenia w lesie kształtują
        Kapturka. spędza na doświadczaniu tyle czasu, że u babci ląduje koło kolacji,
        czyli pod wieczór już. gdyby potraktować porę dnia symbolicznie, to ranek byłby
        czasem dziecka, południe czasem dorosłego, a wieczór czasem staruszka. a więc
        kapturek opuszcza dom jako dziecko, początek drogi jest rano, wędruje sobie
        przez las, zbiera doświadczenia i pojawia się u babci u schyłku dnia- ma już w
        sobie dojrzałość, mądrość i wiedzę staruszki. i wtedy, kiedy jest już dojrzała,
        następuje konsumpcja przez wilka. nie wiem, jak potraktować wilka, jako
        mężczyznę?

        trzeba jeszcze wspomnieć o napotkanych osobach, zwierzętach, zdobytych
        doświadczeniach. królewna zachwyca się kwiatami (symbol pełni, odpowiednik
        mandali). w którejś wersji jest mowa o drwalach. rąbanie siekierą, cięcie
        drewna piłą może być symbolem stosunku seksualnego. w innej wersji baśni
        Kapturek spotyka jakiegoś Kapitana, jedzie on na koniu, jest w mundurze.
        Kapitan może symbolizować męską energię, koń to samo, tyle że bardziej
        biologicznie (czyli cała postać to jakby integracja męskiej energii psychicznej
        i fizycznej). człowiek w mundurze może przedstawiać wewnętrznego przewodnika.
        kapitan zresztą mówi Kapturkowi, że już najwyższy czas do babci, bo wieczór się
        zbliża. a wieczorem ma nastąpić inicjacja seksualna symbolizowana przez krew
        wypitą przez Kapturka. poza tym kapturek jest czerwony, a dziewczynka niesie
        jedzenie dla babci (pokarm to też symbol seksualny). baśń naszpikowana
        erotyzmem :)

        w którejś z wersji jest też mowa o wybieraniu drogi igieł i szpilek, a także o
        młynie koło chatki babci. to też są jakieś symbole i coś na pewno znaczą.

        gdyby Kapturek posłuchał mamy, szedł prosto ubitą ścieżką, nie doświadczyłby w
        lesie tego, co doświadczył i trafiłby do babci przed południem, w koncu niósł
        jej śniadanie :)

        dla mnie ta baśń obrazuje drogę, jaką przebywa Kapturek, żeby się rozwijać i
        dojrzeć.
        • illiterate Re: Czerwony Kapturek 07.03.07, 22:05
          Tu bardzo fajna, poglebiona analiza - wraz z stara wersja basni i kilkunastoma
          ilustracjami.

          www.endicott-studio.com/rdrm/rrPathNeedles.html
          • dynamitee Re: Czerwony Kapturek 08.03.07, 18:29
            kurczę, po treści z linka wygląda mi na to, że wersja pierwotna i wersja
            Perraulta różnią się od siebie i to dosyć.

            wersja pierwotna: wilk (jako czynnik zmiany) każe Kapturkowi dokonać wyboru
            między drogą igieł i szpilek. Kapturek jest niby dzieckiem, ale dokonuje wyboru
            drogi igieł (według pierwotnej wersji na femmes). według analizy z linku igły
            mogą symbolizować dojrzałość seksualną, więc powiedzmy, że ta droga przez las
            to droga dojrzewania erotycznego Kapturka.
            potem Kapturek trafia do babci, której ciało zjada i wypija krew, "inkorporuje"
            ją. jak tu Jagandra napisała, Kapturek dostaje w spadku po babci kobiecość,
            seksualność. ja bym tu dodała jeszcze mądrość, wiedzę, dojrzałość. dlaczego? bo
            dziewczyna jest sprytna i nie daje się w rezultacie pożreć
            (uwieść, "skonsumować") przez wilka, ucieka. pomagają jej praczki nad rzeką,
            które rozpościerają prześcieradła, dzięki czemu dziewczyna może przejść na 2
            stronę. praczki jako te, które umożliwiają "przejście" Kapturkowi, zostały
            porównane do starej, mądrej kobiety, która pomaga przy "przejściach"-
            narodzinach, śmierci. praczki doprowadzają do śmierci wilka, tym samym do
            narodzin dziewczyny.

            no i tu moje pytanie: kim jest wilk? wygląda na to, że jest czymś, co prowokuje
            zmianę i kiedy spełnia już swoją funkcję, zostaje uśmiercony przez praczki, a
            dziewczyna dokonuje "przejścia". więc kim/ czym jest wilk? jak myślicie?
            wewnętrzny aspekt samego Kapturka, czy coś/ ktoś z zewnątrz?

            a teraz wersja Perraulta: wygląda na to, że bardziej dosłowna od tej
            pierwotnej. zresztą takie chyba było zamierzenie samego autora: ostrzeżenie
            młodych panien- dziewic z wyższych sfer przed pełnymi uroku uwodzicielami. i ta
            wersja rzeczywiście jest jak ostrzeżenie, chyba nie ma co traktować jej za
            bardzo symbolicznie, jest bardziej dosłowna. tutaj Kapturek zostaje
            zjedzony, "skonsumowany" przez wilka, czyli po prostu z powodu własnej
            naiwności poddaje się uwodzicielowi. nie ma tu drogi igieł, nie ma zjadania
            ciała babci, nie ma sprytnej ucieczki dziewczyny. wprawdzie na zakonczenie jest
            złagodzenie losu- gajowy wyciąga ją z brzucha wilka, no ale została już
            uwiedziona.

            dla mnie te 2 wersje są całkiem różne w wydźwięku: w pierwotnej- droga
            dojrzewania, transformacji dziewczyny, u Perraulta- uwiedzenie naiwnej
            • jagandra Re: Czerwony Kapturek 10.03.07, 14:33
              Jaka fajna linka :)))
              Ha! Czyli wiele baśni, tak jak je znamy, zostało przetworzonych przez dworskich bajkopisarzy, którzy dopasowali je do epoki. Według informacji z linku Perrault odbierał postaciom kobiecym z oryginalnych baśni sprawczość i wiedzę. Więc może wcześniej te wszystkie królewny nie były takie śnięte i irytujące?
              I wygląda na to że Fromm, którego interpretację Czerwonego Kapturka kiedyś czytałam, nie znał starej wersji tej baśni. On interpretował sam czerwony kapturek jako stary symbol oznaczający menstruację, a tu się okazuje, że dodali go dopiero bracia Grimm. Tak samo jak motyw z zaszywaniem kamieni w brzuchu interpretowany przez Fromma jako pochodzący ze starszej, matriarchalnej kultury. Chociaż ten motyw występuje też w Wilku i Siedmiu Koźlątkach, więc może jest faktycznie stary, tylko nie z tej baśni?

              Stare wersje też są różne. W niektórych dziewczynka wybiera drogę szpilek (jak w tej wersji po angielsku), w innych drogę igieł (jak w wersji z Femmes). Droga szpilek jest interpretowana jako droga panieństwa, wkroczenie w wiek panieński (kiedyś dziewczynki spędzały trochę czasu służąc u szwaczek i określano to jako zbieranie szpilek, a uczyły się tam przede wszystkim dbać o swój wygląd). Droga szpilek jako droga dojrzałości seksualnej - i faktycznie ta dziurka w igle się może kojarzyć ;) W dodatku szycie było kobiecym zajęciem. Ciekawa jest informacja, że prostytutki nosiły igły (czy wizerunki igieł?) na rękawach. Droga igieł i cała wersja z Femmes kojarzy mi się ze stratą dziewictwa - dziewczynka otwiera drzwi, które są zaryglowane mokrą słomką, no i "robi ciężar".
              Być może nie jest takie ważne, czy dziewczynka traci cnotę (droga igieł) czy w inny sposób styka się z seksualnością (droga szpilek), i tak jest to przejście na inny etap.

              Postaci babci (wiedźmy) i wilka (wilkołaka). Babcia prawodpodobnie jest wiedźmą, ponieważ mieszka sama w lesie tak jak kiedyś mieszkały znachorki. W starej wersji baśni występuje nie wilk lecz wilkołak. Nie wiedziałam, że tak jak kobiety palono na stosach oskarżając je o czary, tak samo palono mężczyzn oskarżając ich o zbrodnie popełnione pod postacią wilka! I wiedźma i wilkołak to postaci istniejące na granicy świata realnego i nierealnego. Może coś w stylu mrocznego jin i jang? Dziewczynka musi przyjąć ciało i krew wiedźmy i leżeć w łóżku z wilkołakiem, by dojrzeć. Jedzenie ciała i krwi jest makabryczne i jednocześnie mistyczne, dziewczynka staje się kobietą a staruszka ustępuje jej miejsca umierając. Spotkanie życia i śmierci. Czytałam kiedyś esej Sapkowskiego, w którym pisał o celtyckiej potrójnej bogini pod postacią dziewicy, kobiety w ciąży i staruchy-śmierci. Kobiece koło życia i śmierci. Ale jest też potrzebny wilkołak, męski pierwiastek, który nadaje temu kołu bieg. Przypomina mi to też średniowieczne uczty połączone z orgiami, urządzane na cmentarzach.
              Wilkołak jest niezbędny, ale dziewczynka ucieka mu dzięki pomocy mądrych kobiet - praczek albo sama, w zależności od wersji. Nie do końca to rozumiem. Można powiedzieć, że jest to ucieczka do normalnego świata z pogranicza snu i jawy, w którym się rozgrywa baśń. Można powiedzieć, że seksualność jest niezbędna, ale też mroczna, związana na równi z życiem i śmiercią. Może ta ucieczka jest podobna do snu śpiącej królewny - dziewczynka potrzebuje czasu, by dojrzeć do pełnego wejścia w świat dorosłych. Może chodzi po trochu o ucieczkę przed zależnością od mężczyzny/ męskiego świata. Wciąż mi się to też kojarzy z ucieczką przed ciążą.
              • dynamitee Re: Czerwony Kapturek 10.03.07, 18:47
                jagandra napisała:
                Droga igi
                > eł i cała wersja z Femmes kojarzy mi się ze stratą dziewictwa - dziewczynka
                otw
                > iera drzwi, które są zaryglowane mokrą słomką, no i "robi ciężar".

                coś w tym jest. mnie cała sytuacja począwszy od wejścia do chatki babci,
                skonczywszy na "przejściu" kojarzy się ze stosunkiem.

                a wilka chyba uznam za wewnętrzny aspekt Kapturka, w sensie nieświadomej i
                niewyrażonej, ukrytej gdzieś tam głęboko w Kapturku pasji, namiętności
                seksualnej, "nieucywilizowanego" instynktu seksualnego. i właśnie takie dzikie,
                nieucywilizowane, zwierzęce :), ukryte pragnienie może symbolizować wilk.
                dopóki pragnienie nie zostanie wyrażone, nie wyjrzy na światło dzienne,
                pozostaje cieniem.

                a cała ta rozmowa Kapturka z wilkiem to może być po prostu rozmowa kobiety z
                samą sobą.

                popatrzcie na przebieg sytuacji w domku babci:
                wilk siedzi sobie przebrany za babcię w łóżku, czyli jest to
                jakby "ucywilizowana", jeszcze nie dzika wersja wilka. dzika staje się z
                czasem. wilk jako babcia wydaje polecenia Kapturkowi, co powinna robić.
                najpierw pchnąć te drzwi (nie wiem, czy to czasem nie jest początek całego
                aktu :), potem zjeść mięso babci i wypić jej krew (dziewczyna staje się kobietą-
                przebicie błony dziewiczej), potem każe jej zrzucać po kolei ciuszki, które
                płoną w ogniu (ciuszki potraktowałabym symbolicznie, czyli stopniowe obnażanie
                się, uwalnianie emocji, namiętności, też zrzucanie z siebie masek- konwencji,
                jakie przybieramy w kontaktach ze światem zewnętrznym). ciuszki płoną w ogniu,
                ogień może być podnieceniem, pobudzeniem seksualnym- w seksie człowiek pokazuje
                całego siebie, nie kontroluje się.

                potem Kapturek pyta, "dlaczego babciu masz takie duże oczy, usta, nos, uszy
                itd.?" skojarzyło mi się to z tym, co się dzieje z człowiekiem, kiedy jest
                mocno podniecony: nabrzmiewa :), pobudzone części ciała nabiegają krwią, stają
                się jakby większe i pełniejsze- tak dla wabiku, zachęty :)
                wilk odpowiada Kapturkowi: żeby cię lepiej widzieć, słyszeć itd.- wyostrzają
                się zmysły

                dalej: "– Och, babciu, koniecznie muszę się załatwić. Pozwól mi wyjść!"
                Kapturek prosi wilka, żeby pozwolił mu wyjść, czyli uwolnić tą swoją podkręconą
                już namiętność. wilk jako cień oczywiście nie chce na to pozwolić, ale w końcu
                połowicznie pozwala. połowicznie, bo wiąże Kapturka na sznurku. wie, że musi ją
                wypuścić, ale chce jeszcze mieć nad nią jakąś kontrolę. czyli symbolicznie
                Kapturek próbuje jeszcze kontrolować sam siebie.

                no ale w koncu przestaje się kontrolować już zupełnie, poddaje się całkowicie
                namiętności i zrywa się wilkowi- cieniowi. cień coraz mniej jest cieniem, bo
                coraz bardziej jest wyrażana ta wcześniej schowana namiętność.
                dalej pogoń wilka za Kapturkiem: -to już mi się wyraźnie kojarzy
                z "dochodzeniem do", wilk już nie "babciny", ucywilizowany, ale totalnie dziki,
                zwierzęcy i nieokiełznany. i już resztka cienia.

                zakonczenie- dziewczyna, a właściwie już kobieta dokonuje przejścia- dla mnie
                orgazm jak nic :) wilk umiera, topi się w rzece- cień znika, bo namiętność
                została wyciągnięta na wierzch i w pełni wyrażona. ale to "umiera, topi się w
                rzece" to tak naprawdę też chyba orgazm. rzeka (woda) to m.in. życie popędowe,
                seks.

                • dynamitee Re: Czerwony Kapturek 10.03.07, 18:49
                  na poziomie dosłownym wilka oczywiście można potraktować jako mężczyznę :)
                • jagandra Re: Czerwony Kapturek 10.03.07, 19:17
                  Ta interpretacja też mi leży. Zetknięcie się ze swoją seksualnością i z lękiem przed nią. Rzeczywiście strata dziewictwa ma w sobie coś donośnego, na pewno nie jest to wydarzenie z gatunku różowych serduszek i słodkich falbanek.
              • dynamitee Re: Czerwony Kapturek 10.03.07, 18:58
                Czyli wiele baśni, tak jak je znamy, zostało przetworzonych przez dworskich
                > bajkopisarzy, którzy dopasowali je do epoki.

                ponoć w XVI- wiecznej wersji Śpiącej Królewny, wersji ponoć dla dorosłych,
                królewnę budzi akt seksualny z żonatym królem.
                • jagandra Re: Czerwony Kapturek 10.03.07, 19:12
                  W tym linku od Illiterate jest więcej interpretacji, fajnie :)
                  Będę powoli czytać.

                  www.endicott-studio.com/rdrm/rrFairy_Tales.index.html
              • iokepine Re: Czerwony Kapturek 11.03.07, 18:07
                Dziewczyny, fajnie interpretujecie:)

                jagranda napisała:
                > Stare wersje też są różne. W niektórych dziewczynka wybiera drogę szpilek (jak
                > w tej wersji po angielsku), w innych drogę igieł (jak w wersji z Femmes).
                >Droga szpilek jest interpretowana jako droga panieństwa, wkroczenie w wiek
                >panieński (kiedyś dziewczynki spędzały trochę czasu służąc u szwaczek i
                >określano to jako zbieranie szpilek, a uczyły się tam przede wszystkim dbać o
                >swój wygląd).

                Zastanawiam się, czy w ogóle nie uczyły dbać o siebie, nie tylko o wygląd.
                końcu ta praca dawał im też jakiegoś rodzaju niezależność i samodzielność,
                własne pieniądze, czas na to, zeby zobaczyć kim się jest i kogo się chce,a kogo
                nie chce za męża.

                Tak sobie gdybam:)
    • iokepine Królowa śniegu 02.01.07, 21:11

      • iokepine Re: Królowa śniegu 03.03.07, 23:05
        To jedna z nielicznych bajek Andersena, jaką lubię.
        Przede wszytskim traktuję ją jako baśń o dojrzewaniu.
        Podoba mi się podróż Gerdy i spotkania z kolejnymi strażnikami progu. Zwłąśzcza
        lapońska rozbójniczka utkwiła mi w pamięci:)

        Te kawałki szkła, wpadające w oczy ludziom, wydaja mi się wyjatkowo trafną
        metaforą. Zła nie widać, a jednak potrafi zachowywać się jak wirus.

        W tej chwili sama Królowa Sniegu kojarzy mi sie z tym nieprawdziwym swiatem
        medialnym, gdzie pokazuje sie nierealne obrazy kobiet, swiata, życia. Wszystko w
        tym świecie jest błyszczące, ale puste i płaskie. I na ten zimny świat łapie się
        nie tylko wielu Kayów, wiele Gerd takze daje się uwieść - czemu?

        Czemuś, co ładnie wygląda z wierzchu, ale jest fałszywe u podstaw, z założenia.



        www.editorialjuventud.es/img/RacknieG.jpg
        • illiterate Re: Królowa śniegu 03.03.07, 23:56
          A ja do dzis nie lubie zadnej z basni Andersena - w dziecinstwie byl to dla
          mnie najwiekszy koszmar, czytalam je, jak sie chcialam bac, ale potem nie
          moglam sie ich pozbyc, i te wszystkie zamarzniete z glodu i chlodu dziewczynki,
          dziewczynki z odrabanymi nogami i spalone tancereczki z bibuly przesladowaly
          mnie miesiacami. Brr.

          Krolwej Sniegu tez nie lubie - glownie dlatego, ze jest to jeden z mitow, w
          ktorych kobieta sie poswieca dla dobra ludzkosci/ukochanego/itd. Jak w basni o
          zelaznych bucikach, w ktorych zeszla caly swiat, zeby zdobyc lekarstwo dla
          matki, jak w japonskim micie o dziewczynie, ktora rzucila sie do pieca
          hutniczego, zeby dzwon, odlewany przez jej ojca brzmial wspaniale, co mu
          ocalilo zycie itd; jest ich troche. 'Co tam ja, wazni sa inni'. Brr.
          • iokepine Re: Królowa śniegu 11.03.07, 18:21
            illiterate napisała:

            > A ja do dzis nie lubie zadnej z basni Andersena - w dziecinstwie byl to dla
            > mnie najwiekszy koszmar, czytalam je, jak sie chcialam bac, ale potem nie
            > moglam sie ich pozbyc, i te wszystkie zamarzniete z glodu i chlodu dziewczynki,
            >
            > dziewczynki z odrabanymi nogami i spalone tancereczki z bibuly przesladowaly
            > mnie miesiacami. Brr.
            >

            Ja też nie przepadam za przeważająca większością baśni Andersena, w niektórych
            aż sie prosi o to, żeby skończyło się dobrze, ale on z premedytacją zabija
            swoich bohaterów. Być moze dlatego, że część z opowiadań, jakie czytuje się
            dzieciom, w zamyśle była przeznaczona dla dorosłych.

            Druga sprawa jest taka, że co Andersen okropnego sam wymyślił, to jego broszka,
            natomiast po zapoznaniu się ze zbiorem baśni duńskich byłam w lekkim szoku -
            wiele baśni znanych jako Baśnie Andersena to tylko jego redakcje ludowych baśni
            duńskich i wiele z nich rzezcywiście jest ponurych. Podejrzewam, ze to przez
            klimat i spiściznę po wikingach - oni dopiero mieli ponurą mitologię!


            > Krolwej Sniegu tez nie lubie - glownie dlatego, ze jest to jeden z mitow, w
            > ktorych kobieta sie poswieca dla dobra ludzkosci/ukochanego/itd. Jak w basni o
            > zelaznych bucikach, w ktorych zeszla caly swiat, zeby zdobyc lekarstwo dla
            > matki,

            A ja akurat bardzo lubię tę baśń, piszesz o bajce, która w wersji polskiej ma
            tytuł "Zelazne trzewiczki", w wersji rosyjskiej "Pióro Finista Jasnego,
            cud-sokoła", a w najstarszej znanej wersji "Eros i Psyche".

            I są bardzo podobne baśnie o męzczyznach, którzy zeszli cały świat i dawali
            sobie nawet wyrwać kawałki ciała, żeby zdobyć lekarstwo dla ojca/ukochaną/kraj itd.

            >jak w japonskim micie o dziewczynie, ktora rzucila sie do pieca
            > hutniczego, zeby dzwon, odlewany przez jej ojca brzmial wspaniale, co mu
            > ocalilo zycie itd; jest ich troche. 'Co tam ja, wazni sa inni'. Brr.


            A tu jest już inna bajka, azjatycka. I tej baśni rzeczywiscie nie lubię.
            Najgorsza jest chyba jej indyjsko-buddyjska wersja, kiedy dziewczyna jest w
            zaawansowanej ciąży,a na śmierć skazuje ją król-ojciec dziecka, dla dora całego
            narodu rzecz jasna. To jest faktycznie koszmar.

            Czemu mi się Giertych przypomina z tym jego slubowaniem w wakacje na Jasnej
            Górze wobec Matki Boskiej, ze on doprowadzi do 100% zakazu aborcji, nawet w
            przypadku zagrożenia życia kobiety? Chyba dlatego, że to też ma być poświecenie
            kobiet dla narodu/religii/idei. Matka Boska Częstochowska zamienia się w
            pożerającą i każącą Kali!
            • lolyta Re: Królowa śniegu 16.04.07, 02:43
              > Czemu mi się Giertych przypomina z tym jego slubowaniem w wakacje na Jasnej
              > Górze wobec Matki Boskiej, ze on doprowadzi do 100% zakazu aborcji, nawet w
              > przypadku zagrożenia życia kobiety? Chyba dlatego, że to też ma być poświecenie
              > kobiet dla narodu/religii/idei. Matka Boska Częstochowska zamienia się w
              > pożerającą i każącą Kali!

              ekhm, nie "sie zamienia" tylo "ja zamieniaja', nikt Jej o zdanie nie pyta.
              A swoja droga nei mialam pojecia ze Piekny Roman takie slubowanie odstawil!
        • iokepine Re: Królowa śniegu - obrazki 04.03.07, 01:14
          Rozbite lustro:
          bygosh.com/hca/images/plate02.jpg
          Kay i Gerda
          bygosh.com/hca/images/plate03.jpg
          www.dansk-jul.dk/julefortaellinger/gerda-og-altan.jpg

          Królowa śniegu i Kay
          www.gutenberg.org/files/19163/19163-h/images/tafel1.jpg
          Stara Kobieta i Gerda
          bygosh.com/hca/images/plate04.jpg
          Księżniczka
          bygosh.com/hca/images/plate05.jpg
          U rozbójniczki
          bygosh.com/hca/images/plate06.jpg

          Gerda z renem
          www.ccfi.educ.ubc.ca/publication/insights/v08n02/contextualexplorations/voices/deer.jpg

          Królowa sniegu
          bygosh.com/hca/images/plate08.jpg
          Kay i Gerda ponownie
          www.bajkinaznaczkach.combinat.net/grupa2/102mf.jpg
      • iokepine Kay i Gerda (Chłód) Roberta Kasprzyckiego 04.03.07, 01:16
        Kay i Gerda (Chłód)


        Zapomniałem o tobie już dawno
        zapomniałem o tobie już wczoraj
        to co było przedwczoraj rozpadło się
        nie pamiętam ni jednego wieczoru

        Szatan rozbił swe zimne zwierciadło
        i szkła pyłek wpadł w oko i serce
        zapomniałem o tobie już dawno
        zapomniałem o tobie nic więcej

        Zapomniałem o tobie na zawsze
        zawsze znaczy dziś wczoraj i jutro
        przecież wiesz że cię nigdy nie znałem
        wybacz mi ale nie jest mi smutno

        Uśmiech zastygł na twarzy zbielałej
        umarł dzień nie doczekał wieczoru
        nie wiem już czemu cię zapomniałem
        może to przez ten grymas w mym oku

        ciągle zima
        tylko zima
        wieczna zima

        chłód
    • iokepine Inanna i Erekszigal 02.01.07, 21:12



      • iokepine Re: Inanna i Erekszigal 21.10.07, 13:27
        Kro nie czytał - niech sięgnie choćby po "Annę In w grobowcach świata". Dwie
        siostry, tak inne, i ta wbrew pozorom nierozłączne. Myślę, że w każdej kobiecie
        tkwi jedna i druga, tak jak w tej afrykańskiej opowieści, która omawia Clarissa
        w "biegnącej z wilkami".
        • jagandra Re: Inanna i Erekszigal 21.10.07, 13:37
          > Kro nie czytał - niech sięgnie choćby po "Annę In w grobowcach świata".

          Kupiłam sobie tę książkę i zupełnie mi nie leży :( Chętnie oddam. A może masz gdzieś na swojej stronie sterszczony ten mit? :))) Albo znasz inne miejsce, gdzie go można znaleźć?
          • iokepine Re: Inanna i Erekszigal 21.10.07, 22:16
            jagandra napisała:

            > Kupiłam sobie tę książkę i zupełnie mi nie leży :( Chętnie oddam.

            Ooo. To ja poproszę, bo na razie czyatłam pożyczone i wielce mi ta książka
            przypadął do serca :) Dogadamy się na priv?

            A może masz gdzieś na swojej stronie streszczony ten mit? :))) Albo znasz inne
            miejsce, gdzie go można znaleźć?

            Mam po prostu mitologię sumeryjską. Wiesz co, poszukam, jak trafię na coś
            elektronicznego, to wrzucę adres, a ja nie, to przepiszę, bo to nie jest bardzo
            długi mit. Sumerowie byli zwięźli.
            • jagandra Re: Inanna i Erekszigal 22.10.07, 15:18
              > Ooo. To ja poproszę, bo na razie czyatłam pożyczone i wielce mi ta książka
              > przypadął do serca :) Dogadamy się na priv?

              Zapraszam :)

              > Mam po prostu mitologię sumeryjską. Wiesz co, poszukam, jak trafię na coś
              > elektronicznego, to wrzucę adres, a ja nie, to przepiszę, bo to nie jest bardzo
              > długi mit. Sumerowie byli zwięźli.

              Będę wdzięczna!
    • iokepine Kopciuszek 02.01.07, 21:12

      • jagandra Re: Kopciuszek 05.05.07, 22:10
        www.endicott-studio.com/rdrm/forashs.html
        Kopciuszek to baśń znana w różnych kulturach na całym świecie, co najmniej od tysiąca lat.

        Nastarsza znana wersja pochodzi z IX w. z Chin.
        Matka umiera, a po niej ojciec zostawiając Yeh-hsien z drugą żoną i jej córką, które znęcają się nad dziewczyną. Jedynym jej przyjacielem jest magiczna ryba, która pojawia się w stawie. Macocha jednak odkrywa to źródło pociechy i zabija rybę. Yeh-hsien zabiera kości z kupy gnoju i chowa je w swoim pokoju. Kości zachowują magiczną moc ryby i obdarzają dziewczynę jedzeniem, piciem i ciepłem. Gdy dziewczyna zostaje w domu w dniu festiwalu, otrzymuje od ryby suknię z piór zimorodka i złote pantofle.
        (A to jest zimorodek :)
        images.google.pl/images?q=zimorodek&gbv=2&ndsp=20&svnum=10&hl=pl&start=0&sa=N )
        Biegnąc do domu, Yeh-hsien gubi pantofelek. Ktoś go znajduje i sprzedaje możnowładcy, a ten szuka kobiety, na którą będzie pasował malutki bucik (pamiętajmy, że w Chinach do tego stopnia ceniono małe stopy, że dziewczynkom owijano je, by nie rosły). Yeh-hsien ujawnia się i zostaje najważniejszą żoną w domu możnowładcy. Macocha i przyrodnia siostra zostają ukamieniowane, ale ich grób (pomnik zrozpaczonych kobiet) staje się lokalnym miejscem kultu.

        W Europie baśń po raz pierwszy zostaje opublikowana we Francji w 1634 roku przez "Giambattista Basile" (może go się jakoś pisze ładnie po polsku?) pod tytyłem "Kot Kopciuszek" ("La Gatta Cenerentola"). Bogaty wdowiec ponownie żeni się, a nowa żona znęca się nad jego córką z pierwszego małżeństwa - Zezollą. Zezolla skarży się swojej ukochanej guwernantce, a ta radzi jej, by zabiła macochę i namówiła swojego ojca na małżeństwo z guwernantką (powiedz macosze, że chciałabyś dostać jedną ze starych, porwanych sukni, które trzyma w skrzyni; gdy macocha otworzy skrzynię, poprosi cię, byś potrzymała jej wieko, a kiedy będzie szukała w środku sukni, upuść wieko tak, by złamać jej kark). Dziewczyna wykonuje instrukcje i guwernantka zostaje żoną jej ojca. Jednak po zawarciu małżeństwa okazuje się, że była guwernantka ma sześć córek i traktuje Zezollę jeszcze gorzej niż poprzednia macocha. Dziewczyna musi spać w popiele koło pieca razem z kotem i w końcu traci swoje imię i zostaje Kotem Kopciuszkiem. W opiekę biorą ją wróżki Sardynii, których przychylność zdobywa dzięki swojemu rozumowi. Dają jej w prezencie magiczne drzewo. Dziewczyna prosi drzewo o wspaniałe ubranie, by móc wziąć udział w lokalnym święcie. Tam oczarowuje króla. Trzeciego dnia święta gubi pantofel itp.

        Rushen Coatie - szkocka wersja. Matka wraca pod postacią krowy, aby karmić swoje głodujące dziecko. Siostry przyrodnie zabijają krowę, lecz jej kości zachowują magiczną moc i obdarowują dziewczynę suknią, by mogła pójść do kościoła i spotkać swojego księcia.
        W innych wersjach Kopciuszek otrzymuje pomoc: od wielkiego bociana (Javanese version - ?), od mówiącej lalki w rosyjskiej wersji, od króla żab w afrykańskiej wersji, od pająków, orlic i duchów w indiańskich wersjach.

        1812 r. - wersja braci Grimm. Matka umiera, ojciec żeni się z kobietą, która sama ma dwie córki, a Kopciuszka traktuje źle, każe mu ciężko pracować i spać w popiele. Ojciec wybierając się w podróż pyta każdą z córek, jaki chciałaby otrzymać prezent. Przyrodnie siostry proszą o suknię i perły, Kopciuszek o pierwszą gałąź, która trąci kapelusz ojca. Gałąź tę dziewczyna sadzi na grobie matki i z matczynych kości wyrasta drzewo. Dziewczyna prosi drzewo o złotą suknię i srebrne pantofelki, jednak nie od razu, wpierw próbuje uzyskać przychylność macochy. Ta każe jej wybierać soczewicę z popiołu, pomagają w tym zaprzyjaźnione ptaki. Ukrywa swoją tożsamość przed księciem, chociaż nie musi tego robić. Dwa razy ucieka. Za trzecim razem książę smaruje schody i pantofel przykleja się.
        Siostry przyrodnie mają zbyt duże stopy, jednej matka odcina palec, drugiej piętę. Jednak gdy książę wiezie na swym koniu fałszywą narzeczoną, ptaki siedzące na magicznym drzewie mówią mu, że z buta cieknie krew.
        W dniu wesela ptaki wydziobują oczy siostrom przyrodnim.

        Terri Windling zwraca uwagę, że kiedyś śmierć w połogu zdarzała się stosunkowo często. Wtedy dzieci były wychowywane przez macochę, która jednak bardziej dbała o swoje własne dzieci, zwłaszcza jeśli jedzenia było zbyt mało dla wszystkich. Baśń można też odnieść do walki o posag między córkami, duży posag oznaczał dobre zamążpójście i dostatnie życie.

        1697 r. - wersja Perraulta. Nie ma w niej ducha matki, soczewicy w popiele ani krwi płynącej z pantofelka. Są za to: wróżka z czarodziejską różdżką, kareta z dyni, myszy zamienione w konie, szczur zamieniony w woźnicę. W jego wersji występują też szklane pantofelki, ale pojawiają się one też w innych starszych wersjach, nie francuskich (niektórzy uważają - niesłusznie - że szklane pantofelki pojawiły się wskutek złego tłumaczenia ze starofrancuskiego, szkło zamiast futra).
        Kopciuszek w wersji braci Grimm jest rozważny i cierpliwy. Nie od razu prosi drzewo o suknię, wpierw rozmawia z macochą. Nie mówi księciu, kim jest. Nie gubi pantofelka przez roztrzepanie, lecz wskutek podstępu księcia. To dziecko w dramatycznej sytuacji walczące o przetrwanie.
        U Perraulta Kopciuszek jest przede wszystkim cnotliwy. Siostry nie są jawnie sadystyczne, raczej próżne i egocentryczne. Pod koniec bohaterka wybacza siostrom i aranżuje im dobre małżeństwa.
        Na podstwie wersji Perraulta Walt Disney nakręcił w 1949 r. animowany film, który silnie wpłynął na powszechną świadomość baśni. Większości osób Kopciuszek jawi się jako istota bezradna, czekająca na pomoc wróżki i zainteresowanie księcia.

        Tu jest interpretacja Carter, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i która mi, osobiście, wydaje się bardzo trafna:
        femmes.republika.pl/
        Trzeba wejsć w Baśnie, tam w Kopciuszki, tam w "Okaleczone dziewczyny".
        Carter intepretruję tę baśń jako wyraz walki między kobietami - walki o mężczyzn, a dokładniej o ich pieniądze, dzięki którym kobieta może (mogła) zapewnić sobie byt. Na początku rozgrywa się krótka, nie dosłowna, walka między dwoma kobietami - matka Kopciuszka umiera, dzięki temu inna kobieta wygrywa męża. Dalej matki (martwa matka Kopciuszka i jej macocha) walczą między sobą o dobro swoich córek. Jest to opowieść o matczynej miłości: "Matczyna miłość, która spowije te córki jak całun". Aby zdobyć męża, córki muszą zostać okaleczone, przycięte tak, by pasowały do wizerunku odpowiedniej kobiety. Obcinanie palca/ pięty Carter porównuje do rytualnego obrzezania (wycięcie łechtaczki - w dalszym ciągu powszechnie praktykowane w wielu regionach Afryki) lub wiązania stóp małych Chinkom. Zdaniem Carter nóżka Kopciuszka już wcześniej została przycięta, zmniejszona. Okaleczenia dokonuje matka dla dobra córki. "Jeżeli nie zagłębi się bez wstrętu w tę otwartą ranę, nie będzie się nadawała do małżeństwa" - otwarta rana czyli pantofelek pełen krwi przyrodnich sióstr, tych którym się nie powiodło.
        Na koniec ptaki (czyli matka Kopciuszka) wydziobują oczy przyrodnim siostrom.

        Na koniec zostawiłam wersję ze wschodniego Iranu (znowu z Endicott Studio) bo wywraca wszystko do góry nogami, a może odkrywa drugie dno. Ta baśń jest częścią ceremonii ku czci Bibi Fatimeh (córki Mahometa i żony Alego, znanej również jako Pani Życzeń), w trakcie której przygotowuje się rytualny posiłek. Ceremonia odbywa się na prośbę jednej lub kilku kobiet, które pragną, aby spełniło się jakieś ich życzenie. O składniki do posiłku trzeba żebrać w konkretnych gospodarstwach w określony sposób: dwie milczące kobiety żebrzą pod osłoną nocy, ich tożsamość pozostaje ukryta. Jedzenie zanosi się do meczetu, w którym nie może być żadnego mężczyzny. Rano kobiety wracają i przygotowują posiłek z produktów, których nie może d
        • iokepine Re: Kopciuszek 06.05.07, 11:46
          Jagandra, ucięło!

          Wklej proszę ciąg dalszy:)
          • jagandra Re: Kopciuszek 06.05.07, 15:12
            Ups, faktycznie. Kto by pomyślał, że to takie długie ;)

            Na koniec zostawiłam wersję ze wschodniego Iranu (znowu z Endicott Studio) bo wywraca wszystko do góry nogami, a może odkrywa drugie dno. Ta baśń jest częścią ceremonii ku czci Bibi Fatimeh (córki Mahometa i żony Alego, znanej również jako Pani Życzeń), w trakcie której przygotowuje się rytualny posiłek. Ceremonia odbywa się na prośbę jednej lub kilku kobiet, które pragną, aby spełniło się jakieś ich życzenie. O składniki do posiłu trzeba żebrać w konkretnych gospodarstwach w określony sposób: dwie milczące kobiety żebrzą pod osłoną nocy, ich tożsamość pozostaje ukryta. Jedzenie zanosi się do meczetu, w którym nie może być żadnego mężczyzny. Rano kobiety wracają i przygotowują posiłek z produktów, których nie może dotknąć żaden męczyzna: komaj - chleb z błogosławionej mąki i popiół - rodzaj zupy. Wdowa i dziewica bez matki siedzą obok siebie pośrodku meczetu, otoczone przez 10 do 50 kobiet. Wdowa ma miskę pełną zupy, dziewczyna ma pustą miskę. Gdy wdowa nalewa zupę do miski dziewczyny, recytuje "Mah Pishani" - wariant "Kopciuszka". Za każdym razem gdy dziewczyna dostaje łyżkę zupy, musi powiedzieć "tak", aby potwierdzić opowieść.

            "Mah Pishani": Bogaty kupiec wysyła córkę do szkoły. Nauczycielka namawia dziewczynę, by zabiła swoją matkę przy pomocy słoika z octem. Następnie nauczycielka wychodzi za kupca za mąż. Nowa żona rodzi dziecko, a pasierbicę głodzi i znęca się nad nią. Martwa matka wraca pod postacią krowy i pomaga dziewczynie, która udowadnia, że jest jednak bystra i dobra. Druga córka jest próżna i leniwa. Pierwsza zostaje nagrodzona księżycem na swojej brwi, gwiazdą na brodzie i dobrym małżeństwem. Druga zostaje naznaczona wężem na brodzie i penisem osła na czole.
            Margaret A. Mils tłumaczy to tak: Kobiety solidarnie zbierają się, aby dzięki temu spełniło się życzenie jednej lub kilku z nich, i przywołują duchową matkę, martwą lecz obecną. Solidarność wiąże się z pokutą - córka wpierw zabija własną matkę, potem jednak udowadnia, że jest godna księżyca i gwiazdy. Księżyc i gwiazda - lśniące symbole kobiecej urody, wąż i penis osła - męskie symbole, silnie odrzucone. Zdaniem Mils to odrzucenie męskich symboli jest rezultatem próby wykorzystania przez złą dziewczynę i jej matkę innych kobiet i rezultatem aspołecznej walki jej matki o mężczyznę. A więc kara za... brak lojalności kobiety wobec innych kobiet!
            • kocia_noga Re: Kopciuszek 08.05.07, 12:38
              Widziałam zimorodka nieraz.Żadne zdjęcie nie odda migotania jego piórek, ten
              ptaszek wygląda jak lecący klejnot.

              Co do tych wersji Kpciuszka, to spotkałam się z nimi wnaszych polskich
              basniach,z pogrzebaną matka pzrychodząca pod postacią zwierzęcia.
              Mam interpretacje taka bardziej freudowską:
              w pewnym okresie dziewczynka zabija w życzeniach matkę, ta zamienia się w złą
              macochę z powodu strachu dziewczynki pzred karą z jednej strony, a z powodu
              rosnących wymogów z drugiej.Dawna, dobra matka całkiem nie zanika, otacza
              dziewczynkę swoja opieką.Rywalizacja z rodzeństwem przybiera postać złych
              sióstr przyrodnich.
              Siostry przyrodnie moga być też upostaciowaniem alternatywnych postaw wobec
              trudności w dorastaniu - zwycięski Kopciuszek pracuje i kontaktuje się z dobrą
              matka wewnatrz, to daje jej przewagę i dlatego otrzymuje piękną suknię i
              królewicza.Tego znajduje tez dzięki swojemu własnemu, unikatowemu pantofelkowi,
              nie udając kogo innego, nie okaleczając się.
              • dynamitee Re: Kopciuszek 08.05.07, 19:28
                moja interpretacja będzie pewnie jungowska :)

                dla mnie baśń jest opowieścią o dojrzewaniu Kopciuszka, ale też odrodzeniu (są
                tu symbole mówiące i o odrodzeniu, i o dojrzewaniu). dojrzewanie tutaj (Animy
                dla Animusa) jest sprzężone z odrodzeniem (z próbą integracji swojego cienia i
                zaczynania od nowa, już "w pełni"). sama nazwa Kopciuszka, czy Smolipupki
                nawiązuje do popiołu. w którejś z wersji pantofelki Kopciuszka są z popieliczej
                skóry. popiół może być symbolem śmierci, ale jednocześnie odrodzenia- "z prochu
                powstałeś i w proch się obrócisz".

                dziewczynka dojrzewa poprzez pracę. siedzi przy piecu zakopana w popiele (w
                popiele również śpi)- to jest ten jej czas wewnętrzego dojrzewania. może trochę
                uśpionego, mało wyrazistego na pierwszy rzut oka, bardziej w sobie, ale jednak
                dojrzewania. do tego dojrzewania, o dziwo :), przyczynia się macocha- ta "zła".
                zagania dziewczynę do roboty. kiedy dziewczynka chce iść na bal (symbolicznie
                można to zinterpretować jako próbę zbratania się z Animusem) każe jej
                wygrzebywać ziarna grochu i soczewicy z popiołu. po co? żeby oddzielić to, z
                czego może urosnąć życie (ziarno) od tego, co już martwe (popiół). albo: żeby
                wyłuskać z siebie swój potencjał i zrobić z niego użytek. temu służy ta praca,
                dzięki niej dziewczyna się rozwija wewnętrznie.

                a kiedy jej Anima jest już gotowa na spotkanie z Animusem Kopciuszek "zaprzęga"
                do pracy dobrą wróżkę (chrzestną lub zmarłą matkę w zależności od wersji).
                wróżka jest pewnie wewnętrznym aspektem Kopciuszka (macocha prawdopodobnie
                jest "drugą stroną medalu" wróżki), jest mądra, wiedząca i wie, co robić, żeby
                wydobyć z dziewczynki to, co najlepsze. zobaczcie, jak wszystko się pięknie
                przemienia: Kopciuszek w królewnę, ubraną w złoto i srebro (złoto- kolor
                słońca, pierwiastka męskiego i srebro- kolor księżyca, pierwiastka żeńskiego),
                dynia zamienia się w karocę, myszki (szare i niepozorne) w konie, jaszczurki
                (symbol podświadomości) w hajduczków, szczur w woźnicę.

                Kopciuszek zostaje ostrzeżony przez wróżkę, żeby wrócić przed północą. 2 razy
                jej się udaje, za 3 razem już nie. te 2 pierwsze razy są pewnie czasem, jaki
                dziewczyna dała sobie na obłaskawianie Animusa (mężczyzny) i bratanie się z
                własnym cieniem (siostry). 3 raz Kopciuszek "przypadkiem" się zapomina, wybiega
                punkt północ i gubi but. jej Anima jest już gotowa na integrację z Animusem.
                północ- pora kiedy konczy się jeden cykl i zaczyna następny, taka godzina-
                brama. dalej: dziewczyna gubi trzewiczek z lewej nogi (lewa strona ciała
                kojarzy mi się z kobiecością i podświadomością). i liczba 3 (3 razy Kopciuszek
                był na balu, który trwał 3 dni)- związek przeciwieństw, liczba równowagi. ten
                zgubiony but to dojrzałość dziewczyny do ślubu z królewiczem (Animy z Animusem).

                co ciekawe, kiedy dziewczyna wybiegła już spóźniona z balu, wszystko
                wyczarowane przez wróżkę zniknęło, ale but na nodze pozostał :) kiedy książę ją
                odnalazł i okazało się, że bucik pasuje, ona wyciągnęła z kieszonki drugi "do
                pary". but może też symbolizować pochwę, stopa penisa, a włożenie pantofelka
                przez królewicza- stosunek.

                jeszcze o niektórych symbolach: w którejś z wersji pojawia się drzewo, które
                wyrosło na grobie matki. drzewo to jest właśnie symbol odrodzenia i rozwoju. i
                jeszcze w którejś z wersji pojawia się motyw cięcia drewna siekierą (najpierw
                rozwalanie gołębnika w poszukiwaniu Kopciuszka, potem ścinanie drzewa). to
                rąbanie, cięcie drewna siekierą może symbolizować stosunek seksualny (którego
                jednak dziewczyna wtedy jeszcze się boi, nie jest na to gotowa, bo ucieka
                królewiczowi).

                the end :)
              • jagandra Re: Kopciuszek 08.05.07, 19:29
                > Widziałam zimorodka nieraz.Żadne zdjęcie nie odda migotania jego piórek, ten
                > ptaszek wygląda jak lecący klejnot.

                Tak, to piękny ptaszek. Najwięcej widziałam ich płynąc kajakiem Drawą, przelatywały z jednego brzegu na drugi :)

                > Siostry przyrodnie moga być też upostaciowaniem alternatywnych postaw wobec
                > trudności w dorastaniu - zwycięski Kopciuszek pracuje i kontaktuje się z dobrą
                > matka wewnatrz, to daje jej przewagę i dlatego otrzymuje piękną suknię i
                > królewicza.Tego znajduje tez dzięki swojemu własnemu, unikatowemu pantofelkowi,
                >
                > nie udając kogo innego, nie okaleczając się.

                To ładna interpretacja :) Wszystkie te wersje można interpretować jako poszukiwanie wewnętrznej matki, która opiekuje się i wskazuje drogę.
                Dla mnie to też jest dylemat dotyczący radzenia sobie w świecie męskiej władzy, w którym byt kobiety zależy od tego, jakiego znajdzie męża. Dylemat związany z solidarnością z innymi kobietami lub jej brakiem. Kobiety przecież rywalizują o mężczyzn oczerniając siebie nawzajem. Dlatego tak mnie poruszyła wersja ze wschodniego Iranu, gdzie jednak kobiety pozostają wobec siebie solidarne. Zastanawiam się, czy to nie jest region, w którym kobiety w tajemnicy przed mężczyznami "cerowały" błony dziewicze, jeśli zaszła taka potrzeba :) Czyli pozornie poddawały się męskiej władzy, ale dzięki kobiecemu sprytowi i właśnie solidarności zachowywały pewną niezależność.
                • iokepine Re: Kopciuszek 16.05.07, 11:07
                  jagandra napisała:

                  > > Widziałam zimorodka nieraz.Żadne zdjęcie nie odda migotania jego piórek,
                  > ten
                  > > ptaszek wygląda jak lecący klejnot.
                  >

                  Dzięki, dziewczyny:))) Dzięki Wam wreszcie wiem, co to za błekitny ptaszek,
                  którego czasem widuję w lesie. Znam się dobrze na roślinach, a na zwierzetach
                  tylkoo tyle, o ile:)


                  >ku własnemu, unikatowemu pantofe
                  > lkowi,
                  > >
                  > > nie udając kogo innego, nie okaleczając się.
                  >

                  Podoba mi się - chodzić na własnych stopach, bez kastrowania ich do jakiejść
                  idei. Siostry KOpciuszka, wbrew temu, że go poniżają, próbuja być takie jak on.

                  Troche mi to też przypomina motywy ze złośliwym komentowaniem wygladu gwiazd
                  ekranu połązcone z jednoczesnym marzeniem, żeby być taką, jak one.

                  > Dla mnie to też jest dylemat dotyczący radzenia sobie w świecie męskiej
                  > władzy, w którym byt kobiety zależy od tego, jakiego znajdzie męża. Dylemat
                  > związany z solidarnością z innymi kobietami lub jej brakiem. Kobiety przecież
                  > rywalizują o mężczyzn oczerniając siebie nawzajem. Dlatego tak mnie poruszyła
                  > wersja ze wschodniego Iranu, gdzie jednak kobiety pozostają wobec siebie
                  > solidarne. Zastanawiam się, czy to nie jest region, w którym kobiety w
                  > tajemnicy przed mężczyznam i "cerowały" błony dziewicze, jeśli zaszła taka
                  > potrzeba :) Czyli pozornie poddawały się męskiej władzy, ale dzięki kobiecemu
                  > sprytowi i właśnie solidarności zachowywały pewną niezależność.


                  Czy nie wkurza Was, że przez system kobiety są zmuszone do kombinowania, a
                  mężczyźni mogą pewne rzeczy, emocje, postawy wyrażać wprost?
                  • kocia_noga Re: Kopciuszek 16.05.07, 19:02
                    iokepine napisała:

                    > jagandra napisała:
                    >
                    > > > Widziałam zimorodka nieraz.Żadne zdjęcie nie odda migotania jego pi
                    > órek,
                    > > ten
                    > > > ptaszek wygląda jak lecący klejnot.
                    > >
                    >
                    > Dzięki, dziewczyny:))) Dzięki Wam wreszcie wiem, co to za błekitny ptaszek,
                    > którego czasem widuję w lesie. Znam się dobrze na roślinach, a na zwierzetach
                    > tylkoo tyle, o ile:)
                    Zimorodki żyją nad brzegami czystych strumyków,żywią się małymi rybkami,
                    gniazda robią w skarpach nadbrzeznych (nie wiem, czy dobrze to opisałam).Znam
                    jeden taki strumień, dawno tam nie byłam, ale w międzyczasie wybudowano tam
                    osiedle bloków, a część strumienia uregulowano i wyłozono brzegi jakimis
                    pustakami.Mam nadzieję,że mimo to część zimorodków żyje w górnyum,
                    nieuregulowanym i słabo zabudowanym biegu.W lesie tego ptaszka nie spotkasz.
                    >
                    • iokepine Re: Kopciuszek 16.05.07, 19:10
                      To jest las nad dziką, nieuregulowaną rzeką:)
                      I widziałąm go właśnie latającego nad rzeką:)
    • iokepine Dziewica Milena 02.01.07, 21:14

      • iokepine Re: Dziewica Milena 08.01.07, 13:18
        W tej baśni królewna stawia na swoim, choć są chwile, kiedy jest bierna, fakt,
        ale jak na królewnę wykazuje też sporo aktywnosci. Dla mnie fascynująca w
        dzieciństwie było czytanie, jak przewierca nożem dziurę w wieży. Tak jak hrabia
        Monte Christo, tyle ze dużow wcześniej;)
    • iokepine Królewna śnieżka 02.01.07, 21:14

      • jagandra Re: Królewna śnieżka 03.03.07, 16:12
        Dla mnie to bardzo smutna bajka o kobiecym życiu. Przeczytałam ją niedawno i utożsamiałam się ze złą królową, było mi jej żal.
        Zła macocha symbolizuje matkę lub każdą inną starszą kobietę, w której młoda dziewczyna nie może mieć oparcia. W świecie królewny Śnieżki podstawowymi wartościami kobiety są młodość i uroda. Zrozumiałe więc, że zła macocha chce być najpiękniejsza i rywalizuje z młodą królewną. Stara się wykorzystać swoją władzę, by królewnę zabić/ uśpić (motyw śmierci/snu jak w Śpiącej Królewnie) i zatrzymać w ten sposób upływający nieubłaganie czas, zatrzymać swoje starzenie się. Nie ma jednak szans, bo czas upływa i niezależnie od starań królowej mężczyźni chętnie przyjmą młodą i piękną królewnę (pomaga jej najpierw myśliwy, a potem krasnoludki, no i wreszcie odnajduje ją książę).
        A królewna? No cóż, jest młoda, piękna, bezradna, gospodarna, pracowita. Mężczyźni chętnie się nią opiekują, w przypadku krasnoludków zamian za prowadzenie domu.
        Czy tutaj sen też symbolizuje dojrzewanie? Czy jabłko jest ukrytym prezentem (jabłko jak z drzewa dobrego i złego)? Może w tym sensie, że dziewczynka musi dojrzeć i stać się kobietą. Ale znów odbieram sen jako karę, tak jakby zła królowa mówiła: wiem, musisz zostać kobietą, a ja muszę się zestarzeć, ale postaram się o to, byś się jak najdłużej nie mogła tym cieszyć.
        I to że królewna nie może się ruszać, ale można ją podziwiać (w szklanej trumnie), brrr.
        Znowu królewicz nie budzi bezpośrednio królewny (kawałek jabłka wypada jej z gardła, gdy krasnoludki podnoszą szklaną trumnę), ale tym razem budzi się dzięki jego pojawieniu, inaczej niż w Śpiącej.
        A zła królowa tańczy wściekła na weselu Śnieżki, tańczy w rozpalonych pantofelkach, aż umiera.
        • lolyta Re: Królewna śnieżka 03.03.07, 16:42
          Mnie to Krolewna Sneizka i Spiaca Krolewna wkurzaja niemozebnie. Moze dlatego,
          ze mam synow, a nie corki. I co, mam im czytac te, jakby nie bylo, nekrofilne
          kawalki, (no bo przeciez message o damskim dojrzewaniu to nie do nich jest
          skierowany) jako madrosci ludowe?
          Dziecko se skadinad ukochalo Piotrusia Pana, za ktorym tez nie przepadam, na
          okolicznosc tego, ze mamusia Wendy potem jej pozwalala co roku odwiedzac
          Piotrusia... zeby mu posprzatac. Noszkurde.
      • dynamitee Re: Królewna śnieżka 04.03.07, 12:15

        gdybym miała interpretować tę baśń na poziomie dosłownym, to nie widzę ani
        pozytywnego obrazu królowej- matki, królewna- córka też za bardzo mi się nie
        podoba. widzę tu rywalizację królowej z dziewczyną, zazdrość o młodość, urodę,
        poczucie zagrożenia u królowej w związku z dorastającą i piękniejącą z dnia na
        dzień dziewczynką. może to być rywalizacja o względy mężczyzn, bo wszystko się
        kręci wokół urody. do tego król jakiś nieobecny- królowa nie ma szansy spełnić
        się jako kobieta, żona, kochanka przy takim królu. tym bardziej chce
        kontrolować dojrzewanie dziewczynki, próbuje ją zabić (znowu motyw śmierci się
        pojawia). na szczęście strzelec się lituje i puszcza Śnieżkę wolno, w las.
        paradoksalnie chęć uśmiercenia dziewczynki można potraktować jako zaczątek jej
        rozwoju, dorastania. królewna zostawiona sama sobie w lesie musi zacząć sobie
        radzić, działać (nie ma już nad nią ochronnego parasola), musi wziąć
        odpowiedzialność za własne życie.

        no i tu dalej można patrzeć dosłownie na baśń: a więc królewna wędrując po
        lesie trafia do krasnoludków, którzy pozwalają jej u siebie zostać, biorą ją
        pod opiekę w zamian za prowadzenie im domu. królewna staje się w jakiś sposób
        od nich zależna. no i jest naiwniutka (głupiutka ?): wie, że nie wolno jej
        wpuszczać ani rozmawiać z królową- handlarką, a mimo to robi to 3 razy i nie
        wychodzi na tym najlepiej, ale jakoś niczego jej to nie uczy.

        a teraz wersja nr 2, symboliczna: królewna wędruje po lesie. las to może być
        symbol nieświadomości, w necie znalazłam ciekawy opis: kiedy baśniowy bohater
        zanurza się w las, oznacza to zanurzenie we własną duszę i psychikę - spotyka
        stwory i przeżywa przygody, które są niezbędne do jego wzrastania. idąc tym
        tropem, królewna wzrasta w tym lesie, poznaje siebie, swoje wnętrze. w lesie
        spotyka krasnoludki- pracują w górach i wydobywają bogactwo. można więc
        potraktować krasnoludki jako wewnętrzne, mądre apekty królewny, które
        wydobywają jej bogactwo wewnętrzne, może możliwości, potencjał, energię? jeżeli
        patrzeć na nie w ten sposób, to królewna dbając o nie, ich dom, pożywienie dla
        nich, dba tak naprawdę o siebie, pielęgnuje i wzmacia swoje wnętrze.

        no i dalej: na poziomie dosłownym przychodzi zła królowa- handlarka i oferuje 3
        dary- towary, uśmiercić (uśpić) królewnę udaje jej się za trzecim podejściem za
        pomocą jabłka. jabłko może symbolizować kobiecą pierś (matczyną), a także
        miłość. tu jest zatrute- skrzywiona miłość, skrzywiony obraz matki (?) no więc
        królowej poprzez uśpienie (uśmiercenie) udaje się zahamować rozwój dziewczynki
        i usunąć ją z pola manewru.

        a teraz na poziomie symbolicznym: jabłko to również symbol erotyczny, symbol
        inicjacji seksualnej, pożądania (Adam i Ewa stracili niewinność przez jabłko,
        Adam poznał Ewę). podając królewnie jabłko, królowa sama odgryza jego kawałek.
        a więc kawałek dla królowej i kawałek dla królewny. a 2 połówki jabłka stanowią
        jedną całość, pełnię. być może tu królowa to aspekt królewny, który prowokuje
        sen (śmierć)-transformację. co ciekawe, krasnalom nie udaje się już za trzecim
        razem przywrócić królewny do życia. być może krasnale (mądre aspekty królewny)
        wiedzą, że ona musi dojrzeć poprzez ten sen. wynoszą jej ciało na szczyt góry,
        góra może tu oznaczać to samo, co wieża w Śpiącej królewnie (blisko Boga).

        popatrzcie jeszcze na dary- towary: 2 pierwsze nie odnoszące skutku, nie
        powodujące uśmiercenia, są związane z wyglądem zewnętrznym, urodą (gorset,
        grzebyk). a gorset i grzebyk nie mogą się przecież przyczynić do dorastania
        dziewczynki, mogą ją jedynie uczulić na to, żeby ładnie wyglądała. dopiero 3
        dar- towar, jabłko, przyczynia się do śmierci (snu) królewny, a tym samym
        zapoczątkowuje jej przemianę.

        zastanawia mnie jeszcze ta szklana trumna i liczba 7- dziewczynka ma 7 lat,
        kiedy królowa każe ją zabić i jest też 7 krasnoludków, pewnie nieprzypadkowo :)
        • iokepine Re: Królewna śnieżka 14.07.07, 00:02
          dynamitee napisała:


          > no i dalej: na poziomie dosłownym przychodzi zła królowa- handlarka i oferuje
          >3 dary- towary,

          O, to, to. Przeczytałam dziś tę bajkę po raz kolejny i nasunęły mi się
          skojarzenia wybitnie marketingowe. Pierwsze dwa dary to gorset i grzebień, a
          trzeci jabłko, które moim zdaniem w tym kontekście oznacza internalizację
          zgubnych wpływów macochy-kultury. Ona przecież ma być "śliczna" w tych darach!
          Zupełnie jakbym oglądała koloroe magazyny, bardzo podobny przekaz.

          > uśmiercić (uśpić) królewnę udaje jej się za trzecim podejściem za
          > pomocą jabłka. jabłko może symbolizować kobiecą pierś (matczyną), a także
          > miłość. tu jest zatrute- skrzywiona miłość, skrzywiony obraz matki (?) no więc
          > królowej poprzez uśpienie (uśmiercenie) udaje się zahamować rozwój dziewczynki
          > i usunąć ją z pola manewru.

          No właśnie, to taka toksyczna miłość. Całą bajka z tego punktu widzenia kojarzy
          mi się anoreksją, bulimią i wychodzeniem z nich.

          Zwłaszcza, jeśli zinterpretować macochę nie jako złą matkę, a jako chorobę.
          • jagandra Re: Królewna śnieżka 28.07.07, 20:10
            > No właśnie, to taka toksyczna miłość. Całą bajka z tego punktu widzenia
            kojarzy
            > mi się anoreksją, bulimią i wychodzeniem z nich.
            > Zwłaszcza, jeśli zinterpretować macochę nie jako złą matkę, a jako chorobę.

            Fakt, ciekawa interpretacja!
            I to co wcześniej pisała Dynamitee o jabłu jako symbolu matczynej piersi.
            Pierwsze 2 dary związane bezpośrednio z dbaniem o urodę nie szkodzą aż tak, ale
            nieodwzajemniona miłość dziewczyny do matki - tak.
            Anoreksja, bulimia, cięcie się - to wszystko ma u podłoża niechęć do własnego
            ciała. I może się wiązać z relacją z matką. Ale też z ojcem. Ojciec, który
            erotyzuje swoją córeczkę i traktuje ją jako rywalkę matki. Matka, która czuje
            się tym zagrożona, zwłaszcza gdy córka dojrzewa. Dziewczyna, która nie
            wytrzymuje napięcia i katując na różne sposoby swoje ciało, próbuje z jednej
            strony zyskać nad nim kontrolę, a z drugiej je ukarać.
            • jagandra Re: Królewna śnieżka - starsze wersje 31.07.07, 19:50
              Pierwsza znana spisana wersja: Włochy, 1624 r. "Młoda niewolnica" opublikowana
              w 1634 w "Pentamerone" Giambattisty Bazylego. Niezamężna siostra barona połyka
              płatek róży (jaka piękna metafora młodzieńczej miłości, niekontrolowanego
              pożądania) i okazuje się, że jest w ciąży. Potajemnie rodzi piękną córkę i
              nazywa ją Liza. Wróżki zbierają się, aby błogosławić niemowlę, ale jedna myli
              się w pośpiechu i rzuca na nie klątwę. Przez to Liza umiera w wieku 7 lat w
              chwili, gdy matka czesze jej włosy. Matka chowa ciało w siedmiu kryształowych
              szkatułach i ukrywa w najbardziej oddalonym pokoju pałacu, zamkniętym na klucz.
              Kilka lat później leżąc na łożu śmierci wręcza klucz swojemu bratu, lecz każe
              mu obiecać, że nigdy nie otworzy drzwi. Mijają kolejne lata i baron żeni się.
              Pewnego dnia wyrusza na polowanie, lecz wcześniej przekazuje klucz swojej żonie
              z nakazem, by nie otwierała drzwi. Ona jednak, podejrzliwa i zazdrosna,
              natychmiast otwiera drzwi i znajduje piękną dziewczyną, która wygląda, jakby
              spała. Baronowa chwyta Lizę za włosy i budzi ją wyplątując grzebień z jej
              włosów. Ponieważ jest przekonana, że znalazła kochankę swojego męża, obcina jej
              włosy, ubiera w łachmany i bije. Baron po powrocie pyta żonę, kim jest ta
              pobita młoda kobieta chowająca się po kątkach, baronowa odpowiada, że to nowa
              niewolnica przysłana przez ciotkę. Pewnego dnia baron wybiera się na targ i
              każdemu domownikowi obiecuje prezent, nawet kotom i niewolnicy. Liza prosi o
              lalkę, nóż i pumeks. Siedząc sama przy piecu Liza przemawia do lalki ostrząc
              nóż, którym zamierza się zabić, ale baron słyszy jej słowa i dowiaduje się, że
              Liza jest dzieckiem jego własnej siostry. Liza odzyskuje urodę, zdrowie,
              bogactwo i dziedzictwo, a okrutna baronowa zostaje odesłana do swoich rodziców.

              "Kryształowa Szkatuła", Włochy. Piękna, młoda dziewczyna zostaje namówiona, aby
              przedstawiła swojemu owdowiałemu ojcu nauczycielkę. Dochodzi do małżeństwa, a
              macocha traktuje okrutnie swoją pasierbicę. Orzeł pomaga dziewczynie uciec i
              ukrywa ją w pałacu wróżek. Macocha wynajmuje czarownicę, która zanosi
              dziewczynie koszyk zatrutych słodyczy. Dziewczyna zjada jedną i umiera. Wróżki
              ożywiają ją. Czarownica przebiera się tym razem za krawcową i oferuje
              dziewczynie piękną suknię na sprzedaż. Gdy dziewczyna przymierza suknię, pada
              bez życia, a wróżki tym razem jej nie ożywiają, urażone, że dziewczyna nie
              słuchała ich przestróg. Umieszczają jej ciało w ozdobionej klejnotami szkatule,
              szkatułę przywiązują do grzbietu konia i wysyłają do miasta. Książę znajduje
              konia ze szkatułą, zakochuje się w pięknej dziewczynie i zabiera ją do
              domu. "Ależ mój synu, ona nie żyje!" - protestuje królowa. Książę jednak nie
              chce się rozstawać ze swoim skarbem, zamyka się wraz ze śpiącą dziewczyną w
              wieży. Niedługo zostaje wezwany na bitwę i zostawia "lalkę" pod opieką matki.
              Królowa nie zajmuje się makabrycznym skarbem do czasu, gdy dostaje list z
              zapowiedzią rychłego powrotu syna. Wzywa pokojówki i każe im umyć ciało.
              Pokojówki w pośpiechu rozlewają wodę na suknię i plamią ją. Królowa każe im
              zdjać suknię i uszyć nową. Gdy rozwiązują koronki, dziewczyna budzi się.
              Królowa wysłuchuje ze współczuciem jej historii, daje do ubrania własne
              królewskie ubrania, a potem - zamyka, tak by książę jej nie znalazł po
              powrocie. Ksiażę natychmiast chce zobaczyć swoją "żonę". Jednak królowa mówi,
              że ta dziewczyna była martwa i śmierdziała tak mocno, że trzeba było ją
              pochować. Książę rozpacza. Wtedy królowa wzywa dziewczynę i młodzi pobierają
              się.

              Włochy. Matka (Bella Venezia) nie może znieść urody swojej córki - rywalki.
              Wpierw zamyka dorastającą córkę w samotnej chatce przy morzu, potem wzywa
              chłopca kuchennego i każe mu zabić dziewczynę. Mówi mu, że sama wyjdzie za
              niego za mąż, jeśli przyniesie jej oczy córki i butelkę krwi. Chłopiec zostawia
              dziewczynę w lesie i przynosi jej matce oczy i krew jagnięcia. Dziewczynka
              błądzi po lesie, aż trafia do jaskini, w której mieszka 12 rozbójników. Gotuje
              im i sprząta, a oni kochają ją i obsypują klejnotami każdej nocy. Matka jednak
              dowiaduje się wszystkiego, przybywa przebrana za handlarkę i sprzedaje jej
              zatrutą szpilkę do włosów. Zbójcy po powrocie znajdują ją martwą, więc chowają
              ją w dziupli drzewa. Książę znajduje ciało, zabiera je do domu i zachwyca się
              nim. Królowa jest przerażona, jednak książę upiera się ożenić z piękną
              dziewczyną. Jej ciało zostaje wykąpane i ubrane do ślubu. Wezwano królewskiego
              fryzjera. Gdy czesze jej włosy, znajduje i usuwa zatrutą szpilkę, a wtedy
              dziewczyna wraca do życia.

              Szkocja. Pstrąg w studni pełni rolę czarodziejskiego lustra. Każdego dnia
              królowa pyta pstrąga, czy jest najpiękniejszą kobietą na świecie, a pstrąg
              upewnia ją, że owszem - do czasu aż jej córka zaczyna dorastać i prześciga ją w
              piękności. Królowa wzywa króla i domaga się śmierci ich córki. Król udaje, że
              spełnia jej żądanie, ale w rzeczywistości wydaje córkę za mąż za zamorskiego
              króla. Pstrag informuje królową, że królewna wciąż żyje. Królowa przeprawia się
              przez morze do królestwa córki i zabija ją przy pomocy zatrutej igły.
              Zrozpaczony młody król zamyka ukochane ciało w wysokiej wieży. Po jakimś czasie
              bierze sobie drugą żonę, która jednak zauważa, że król wydaje się stale
              smutny. "Jaki prezent mogłabym ci ofiarować, mój mężu, abyś znowu odczuwał
              radość?" pyta. Król odpowiada, że radość przywróciłoby mu tylko wskrzeszenie
              jego pierwszej żony. Obecna żona wysyła króla na wieżę, gdzie znajduje swoją
              ukochaną żywą i zdrową - ponieważ druga żona wyjęła zatrutą igłę z jej palca.
              Gdy kochankowie zostali ponownie połączeni, druga żona mówi, że odejdzie. Król
              zatrzymuje ją twierdząc, że nie powinna odchodzić, lecz że powinien mieć je
              teraz obie. Żyją szczęśliwie do czasu, aż zazdrosna królowa dowiaduje się od
              pstrąga, że jej córka wróciła do życia. Znowu przemierza ocean mając przy sobie
              tym razem zatruty napój. Mądra druga żona bierze sprawy w swoje ręce. Wita złą
              królową na brzegu i tak manerwruje, że królowa sama musi napić się zatrutego
              napoju. Po tym król i jego dwie żony cieszą się długim, szczęśliwym życiem.

              Bracia Grimm - wątek ze śmiercią matki Śnieżki w połogu sami wymyślili. We ich
              wcześniejszej wersji z 1810 i 1812 roku naturalna matka Śnieżki jest zazdrosna.
              Zamienia się w złą macochę dopiero w wersji z 1819 roku.

              Zmiany wprowadzone przez Disneya: podkreślil rolę krasnoudków nadając im
              imiona, upiększając chatkę i umieszczając ją pośrodku słonecznego lasu pełnego
              motylków, jelonków i kwiatów zamiast śniegu. Znacznie zwiększył rolę
              królewicza. Jego miłość do Śnieżki, którą okazuje jej na samym początku filmu,
              staje się iskrą prowadzącą do wybuchu wściekłości królowej. Śnieżka ma wielkie
              oczy, jest roztrzepana i dziecinna, nosi łachmany na początku filmu.
              • jagandra Re: Królewna śnieżka 31.07.07, 20:12
                Wszystko ze znanej strony:
                www.endicott-studio.com/rdrm/forsga.html

                Królowa jest pełna zawiści ponieważ wie, że wraz z upływem czasu jej przegrana
                stanie się pewna. Rządzi nią próżność, ale być może też lęk i chęc obrony
                siebie. Jej pozycja w pałacu prawdopodobnie zależy od urody. Jeżeli nie będzie
                dość piękna, by utrzymać uwagę męża, pozostanie jej tylko władza złej wiedźmy,
                czyli trucizny i ochrona siebie. Lustro można traktować jako symbol braku
                pewności siebie i postępującego szaleństwa królowej (musi się upewniać, czy
                jest najpiękniejsza i czy Śnieżka na pewno umarła). Śnieżka to też lustro,
                pokazuje wszystko to, czym królowa nie jest.

                W różnych wersjach królowa zjada ze smakiem serce (wątrobę, język) myśląc, że
                to narząd Śnieżki - odblask dawnych pogańskich wierzeń, według których
                zjedzenie mięsa wroga zapewnia zdobycie jego siły. Zjeść swoją córkę to też
                traktować ją jako część siebie, jako przedłużenie własnego ciała. Zjedzenie
                przez Śnieżkę zatrutego jabłka - odbicie pragnienia królowej, by przyswoić
                sobie to, co w Śnieżce najważniejsze (Śnieżka jako lustro).

                Pisarka Midori Snyder: Śnieżka ucieka przez obcy, dziki las ku nieznanemu
                przeznaczeniu. Nie wyrusza przeżywać przygody ani zdobyć chwały, jak wielu
                męskich bohaterów baśni, lecz ucieka. Królewicze z reguły wracają do domu
                przywożąc ze sobą skarby i zaczarowane narzeczone. Królewny nie wracają, muszą
                prowadzić życie w nowym otoczeniu.

                Myśliwy z wersji braci Grimm jest kochankiem królowej w wielu innych wersjach.
                Jest tchórzem, uznaje wprawdzie, że Śnieżka jest zbyt piękna, by ją zabić,
                zostawia ją jednak w lesie, świadomy, że dzikie zwierzęta wkrótce dokończą jego
                dzieła.

                Uroda - źródło problemów w domu - zmienia się w źródło mocy w świecie mężczyzn.
                Krasnoludki oczarowane urodą królewny pozwalają jej zostać w ich domku. Dopiero
                później bracia Grimm zmienili ten wątek i krasnoludki pozwoliły jej zostać
                tylko pod warunkiem, że będzie wykonywała liczne prace domowe. Czyli etos pracy
                + odwrócenie uwagi od niezwykłości sytuacji, gdy młoda dziewczyna mieszka pod
                jednym dachem z siedmioma mężczyznami. Brunno Bettelheim: krasnoludki nie były
                mężczyznami w sensie seksualnym, jego zdaniem ich zainteresowanie sprawami
                materialnymi, a nie miłością, sugeruje fazę preedypalną. Ale we wcześniejszych
                wersjach dziewczyna mieszkała z rozbójnikami lub górnikami. Wedle niektórych
                wersji kochali oni dziewczynę jak swoją siostrę, inne nie wyjaśniają tej
                sprawy.

                Czemu Śnieżka nie słucha przestróg krasnodków.
                Delia Sherman "Królewna Śnieżka do księcia." "Oczywiście że przyjęłam od niej
                zatrute prezenty. Chciałam czuć jej ręce czeszące moje włosy, chciałam by
                zasznurowała mi gorset, chciałam wziąć jabłko z jej rąk, uśmiech z jej ust, tak
                samo jak w czasach, gdy byłam dzieckiem. ("Of course I took her poisoned gifts.
                I wanted to feel her hands coming out of my hair, to let her lace me up, to
                take an apple from her hand, a smile from her lips, as when I was a child.")

                W innych wersjach, królewna zostaje otruta kwiatami, ciastem, winem, ziarnami
                granatu, złotym pierścionkiem, butami, monetą, atramentem z listu. Krasnoludki
                (zbójcy, górnicy lub małpy) mogą ją ożywić jeden lub dwa razy, ale nie więcej.
                Jej ciało zostaje wystawione na widok w szklanej trumnie lub na leśnych marach
                (?), w świątyni (na ołtarzu?) otoczonej świecami. W innych wersjach jej ciało
                zostaje wrzucone do wody, pozostawione na progu lub na parapecie okiennym,
                odesłane do wróżek, ukradzione przez cyganów, a nawet uniesione na rogach
                renifera.
                Śnieżka na różne sposoby budzi się ze snu, ale generalnie nie poprzez
                pocałunek. Najczęściej trujący element zostaje usunięty przypadkowo.

                Delia Sherman "Królewna Śnieżka do księcia":
                "Obudziłeś mnie, a raczej twoje konie mnie obudziły potykając się, gdy niosły
                mnie w dół ścieżką, wytrząsając w ten sposób zatrute jabłko z mojego gardła. A
                teraz mówisz, że mnie kochasz i że ożenisz się ze mną dla mojej urody. Dla
                mojej przeklętej urody. Chcesz wiedzieć, dlaczego ją przeklinam? Powinna
                należeć do mojej matki - należała, dopóki jej nie odebrałam piękna."
                ("you woke me, or your horses did, stumbling as they bore me down the path,
                shaking the poisoned apple from my throat. And now you say you love me, and
                would wed me for my beauty's sake. My cursed beauty. Will you hear now why I
                curse it? It should have been my mother's — it had been, until I took it from
                her.")

                Polly Peterson "Książę do królewny Śnieżki":
                "Czy myślisz, że znalazłem Cię przez przypadek, dziewczyno? Wierzysz, że do
                twojej kryształowej trumny, jak kolibra do nektaru, przyciągnął mnie powab
                twoich rubinowych ust, blask twoich lazurowych oczu? Jesteś piękna, subtelna,
                ale nie tak cudowna, jak cudowna będzie nasza córka: dziecko córki twojej
                matki - jej nieśmiertelność."
                ("Did you think that I found you by chance, Maiden? Did you believe I was drawn
                to your crystal casket, like a hummingbird to its nectar, by the allure of ruby
                lips, the gaze of azure eyes? . . .You are beautiful, sublime, yet not so
                lovely as our daughter will be: your mother's daughter's child — her
                immortality.")

                Teraz już ode mnie. Bardzo mi się spodobała ta "rozmowa" królewny Śnieżki z
                księciem.
                Rozumiem to wszystko tak. Królowa nie akceptuje swojego starzejącego się ciała,
                ale prawdopodobnie nigdy tak naprawdę go nie lubiła, tolerowała tylko gdy było
                poddane odpowiedniej kontroli (gorset, makijaż, fryzury, stroje) i
                wystarczająco piękne, by stanowić źródło władzy nad mężczyznami. Z powodu
                zazdrości o młodość i urodę nie potrafi już kochać swojej dorastającej córki.
                Śnieżka nadal pragnie miłości matki, dlatego przyjmuje od niej wszystkie
                zatrute prezenty. Nie akceptuje swojej urody i swojego ciała, ponieważ jest
                powodem nienawiści jej matki. Sen można interpretować jako wyraz braku
                akceptacji ciała, braku możliwości cieszenia się świadomym życiem seksualnym.
                Królowa tak naprawdę też śpi, bo używa swojego ciała, a nie cieszy się nim
                (możemy się domyślać, że jej matka też była złą królową dla swojej dorastającej
                córki). Dlatego bardzo mi się podoba odpowiedź księcia udzielona królewnie
                Śnieżce - nasza córka będzie wyrazem nieśmiertelności twojej matki! Dla mnie to
                akceptacja złej królowej, tej prawdziwej, nieszczęśliwej kobiety, a nie
                próżnej, sztucznej piękności. Akceptacja jej genów, jej ciała, które może być
                pełne życia, i akceptacja swojego ciała i ciała własnej córki.

                Przyszło mi też do głowy, że królewna zostaje skazana przez matkę na śmierć w
                wieku 7 lat, bo to wiek, gdy w niektórych dzieci wydobywały się spod władzy
                matek (postrzyżyny chłopców) i wkraczały w świat mężczyzn. Wcześnej Śnieżka nie
                stanowiła zagrożenia, bo należała do matki. Stała się niebezpieczna jako
                element relacji z mężczyznami - w kulturze, w której mężczyźni mieli władzę, a
                kobiety o nich musiały rywalizować.
      • iokepine Re: Królewna śnieżka 14.07.07, 00:15
        Zdania z wersji braci Grimm, które mi się bardzo spodobały:

        "- Odstąpcie mi tę trumnę, dam wam za nia wszystko, czego tylko zechcecie.
        Lecz karzełkowie odpowiezdieli mu:
        - Za żane skarby świata nie oddamy tej trumny.
        A królewicz rzekł na to:
        - A więc darujcie mi ją, bo bez widoku Snieżki nie będę mógł żyć. Będę ją czcił
        i szanował, jako najcenniejszą. Słysząc te słowa, karzełkowie ulitowali się nad
        nim i dali mu trumnę".

        No właśnie - miłości nie można kupić:P
        Ale można ją dostać :)
        • bene_gesserit Re: Królewna śnieżka 14.07.07, 12:52
          Trzeba tylko wiedzieć, którego karzełka poprosić ;)
    • iokepine Jagódka aka Roszpunka 02.01.07, 21:18

    • n0007 Wredne starsze siostry 02.01.07, 22:14
      To temat, który w wielu baśniach się przewija, zresztą większość baśni zawiera elementy wspólne. Ale chciałam opowiedzieć bajkę, jaką czytałam w dzieciństwie i której symbolika mocno mnie zastanowiła. Niestety, za dobrze już jej nie pamiętam (czytałam ją ponad 20 lat temu), wiem tylko, że była rosyjska, rymowana, w cieniutkiej, mocno ilustrowanej książeczce. Może któraś z Was pamięta ją lepiej i poda tytuł?... Zaznaczam, że Los poskąpił mi talentu Cantadory, więc opowiadać będę krótko i zwięźle, bez ubierania w piękne słowa, postaram się przekazać to, co najważniejsze.

      Żyły sobie kiedyś trzy bardzo ubogie siostry. Pewnego wieczoru siedziały w nędznej izdebce i głośno marzyły.
      Najstarsza powiedziała: "Gdybym ja była carycą, ugotowałabym najlepszy na świecie obiad, jakiego świat jeszcze nie widział!"
      Średnia powiedziała: "Gdybym ja była carycą, utkałabym najpiękniejszy kobierzec, jakiego nikt jeszcze nie widział!" [Mogła też to być tkanina, suknia... nie pamiętam]
      Najmłodsza stwierdziła: "Gdybym ja była carycą, urodziłabym najpiękniejszego na świecie następcę tronu!"

      Trzeba trafu, że ulicą przechodził akurat car (jak wiadomo, car wieczorami nie ma nic lepszego do roboty, niż przechadzać się pod oknami poddanych :-p). Usłyszawszy rozmowę sióstr wpadł do izdebki i natychmiast zaprosił je wszystkie do siebie na zamek. Najstarszą uczynił kucharką, średnią tkaczką [albo kimś w tym stylu], a najmłodsza została carycą. Odbył się wspaniały ślub, gdzie siostra -kucharka wydała przyjęcie, siostra-tkaczka utkała coś tam do ślubu potrzebnego, itd.

      Niedługo po ślubie car oczywiście musiał pilnie udać się na wojnę. Tymczasem starsze siostry zżerała zazdrość, a najmłodsza kwitła oczekując obiecanego następcy tronu. Kiedy urodziła piękne dzieciątko, siostry wysłały carowi wiadomość, że urodziło się coś koszmarnie pokracznego, podobnego ni do psa ni do wydry. Car wkurzył się, że żona nie dotrzymała obietnicy i przysłał wyrok śmierci.

      Ponieważ jednak głupio było tak zabijać własną siostrę, caryca wraz z dzieciątkiem została wsadzona do beczki i puszczona na morze. Lata mijały, siostry doszły do znacznych zaszczytów na carskim dworze, doszło do tego że siedziały po obu stronach cara. Przy okazji pokumały się z jakąś starą babką i tak we trzy snuły różne intrygi, które podsuwały carowi.

      Tymczasem beczka wylądowała na jakiejś bezludnej wysepce. Lata mijały, carewicz rósł i przy jakiejś okazji [nie pamiętam!] nabył zdolność do przemieniania się w komara. Kiedy dowiedział się prawdy o swoim pochodzeniu i postanowił matkę pomścić. Poleciał raz na dwór carski i użądlił najstarszą ciotkę w oko, co spowodowało jego natychmiastową utratę. Za kolejną bytnością na dworze urządził w ten sam sposób drugą ciotkę. Za trzecim razem chciał to samo zrobić babce, ale pożałował jej, bo była już stara, więc poprzestał na użądleniu jej w nos.

      Baśń oczywiście kończy się wyjaśnieniem całej sprawy, carewicz się ujawnia, car wypędza starsze siostry i ich kumę i przywraca swoją żonę do łask. Dokładnych szczegółów niestety nie pamiętam.
      • n0007 Re: Wredne starsze siostry - interpretacja 02.01.07, 22:19
        Oczywiście mam nadzieję na dyskusję, co oznacza zazdrość starszych sióstr w tej i innych baśniach, itd. Natomiast powiem od razu, co mnie w pierwszej kolejności uderzyło, kiedy przypomniałam sobie tę baśń po latach:

        Co car najbardziej z proponowanych mu rzeczy docenił? Ogólnie, co wg baśni facet najbardziej ceni w kobiecie: żeby dobrze gotowała, żeby pięknie wyglądała (tkanie sukni) lub upiększała otoczenie (tkanie dywanu), czy żeby po prostu była dobra w tym, co prowadzi do zrobienia następcy tronu? ;-)))
        • iokepine Re: Wredne starsze siostry - interpretacja 02.01.07, 22:37
          n0007 napisała:
          > Oczywiście mam nadzieję na dyskusję, co oznacza zazdrość starszych sióstr w
          >tej i innych baśniach, itd.


          Wiesz co, tak sie skałda, ze ejstem w sytuacji starszej siostry i nawet ejstem w
          podobnej sytuacji. Moja najmłdsza siostra, młodsza ode mnie o lat dwanaście
          urodziła w wakacje córeczkę.

          Ja dzieci nie mam i na razie się nie zapowiada, zeby się szybko pojawiły, z
          różnych względów. I oczywiscie trochę jej zazdroszczę, a trochę uważam, że
          strzeliła głupstwo, bo na wszystko jest miejsce i czas i nie podoba mi się np.
          to, że przerwała naukę.

          Rzucę teraz światło na wredotowatość starszych sióstr;)

          W mojej rodzinie wystepował model odwrotny, niż w bajce, a więc moje młodsze
          siostry bywały wredne: podbierały mi ciuchy, kosmetyki, kasety, podczytywały
          pamiętnik, wiec przestałam go prowadzic, potem próbowały podbierać znajomych,
          przyjaciół, chłopaków (tak!), a ja im na to nie pozwalałam, wmiarę swoich
          skromnych możliwości.

          Z tego tytułu wiem, że do tej pory maja do mnie różne żale i uważają że
          byłam/jestem/będę przy różnych okolicznościach wg nichwredna, ponieważ już nie
          daję sobie wejść na głowę.

          Co do sióstr, polecam tez lekturę "Ruchomego zamku Hauru", tam jest fajne
          odwrócenie, najstarsza, srednia i najmłodsza siostra zajmują się wszystkim,
          tylko nie tym, co zwykle powinno się z nimi zdarzyć w bajkach:)
        • a.nancy Re: Wredne starsze siostry - interpretacja 08.01.07, 12:04
          > czy żeby po prostu była d
          > obra w tym, co prowadzi do zrobienia następcy tronu? ;-)))

          hehe
          niestety
          sprawnosc w dzialaniu nie oznacza jakosci produktu finalnego (dziecka)
          a bajka ma wymiar, ze tak powiem, socjobiologiczny :)
          czyli: o wartosci kobiety swiadczy zdolnosc do urodzenia ladnego, zdrowego
          dziecka (syna)
        • a.nancy zazdrosc siostr 08.01.07, 12:19
          moim zdaniem watek zazdrosnych siostr oznacza rywalizacje - o to, co wg
          tradycyjnego postrzegania relacji plci jest najwazniejsze - czyli o reke ksiecia
          (sukces spoleczny i rozrodczy zarazem)
          i prawde mowiac irytuja mnie bajki o siostrach, podobnie jak bajki o krolewnach
          (tych spiacych czy uwiezionych, czy bedacych "towarem" np. nagroda dla dzielnego
          szewczyka, dodatkiem do polowy krolestwa)
          czyli knucie i podstepy vs. totalna biernosc

          a jak jest w bajkach o braciach? tez jest element rywalizacji, ale uczciwej;
          najmlodszy zwycieza bo jest najlepszy albo po prostu ma szczescie
          (a reke ksiezniczki dostaje niejako przypadkiem)
          • iokepine Re: zazdrosc siostr 08.01.07, 13:03
            a.nancy napisała:

            > a jak jest w bajkach o braciach? tez jest element rywalizacji, ale uczciwej;


            O nie, tam też się pojawia nieuczciwość. Znam przynajmniej kilka takich bajek,
            jak choćby w bajce pt. "Królewna w żabę przemieniona"

            Co do solidarrnych sióstr, polecam "Ruchomy zamek Hauru" :)
    • skrzydlate Re: Baśnie do interpretacji 04.01.07, 12:36
      duzo na jeden raz.. ja ogolnie mam wrazenie ze to co sie dzieje w bajkach,
      mitach itede dotyczy naszego zycia wewnetrznego, gdzies krąży mi po glowie
      mysl, ze to wszystko, ten caly film dookola jest po czesci jedynie oparty na
      faktach autentycznych, reszta to juz nasza interpretacja.. nasze marzenia po
      ktore siegamy, nasze wizje i poglady w ktore ubieramy czesto innych ludzi, nasze
      bolączki ktorymi strzelamy... wiec te bajki, to historie naszego zycia wewnetrznego
      • iokepine Re: Baśnie do interpretacji 04.01.07, 12:41
        Tak, ale życie na zewnątrz takze jest rodzajem snu i poddaje się regułom, jakie
        poapowjawiaja się w narracjach typu baśnie:)
        • skrzydlate Re: Baśnie do interpretacji 05.01.07, 08:38
          dobrze powiedziane, to rodzaj snu :)))))
    • kasia-asia1 Re: Bruno Bettelheim 06.01.07, 00:01
      Bruno Bettelheim się w to bawił. Czy te interpretacje mają być feministyczne???
      Tu w poniższych wątkach?
      • kocia_noga Re: Bruno Bettelheim 06.01.07, 09:12
        kasia-asia1 napisała:

        > Bruno Bettelheim się w to bawił. Czy te interpretacje mają być
        feministyczne???
        >
        > Tu w poniższych wątkach?

        Polecam wątek na ten temat na moim forum Feminizm Forum Alternatywne - link u
        góry :)
      • iokepine Re: Bruno Bettelheim 06.01.07, 12:50
        Jeśli Clarissa Pinkola Estes jest wg ciebie feministką, to tak:D

        Witaj na forum, Kasia-Asia.
        • kasia-asia1 Re: Witaj witaj ! 06.01.07, 21:01
          Witaj, witaj Iokepine! Wiesz, z tej Clarissy nie czytałam... W końcu chyba będe
          musiała, aby wiedzieć o czym mowa.Choć, już przyznam, trochę apriori mnie
          odstrasza, bo wydaje mi się że wyrosłam z różnych afirmacyjno- poradnikowych
          książek. Mam nadzieję, że pochopnym słowem nie oceniam. Amen.
          • iokepine Re: Witaj witaj ! 06.01.07, 22:29
            Biegnąca nie jest jakoś specjalnie afirmacyjna, w sensoe tradycyjnych afirmacji,
            ani poradnikowa. Jest jungowska.
      • beata2802 Re: Bruno Bettelheim 06.01.07, 23:51
        z wikipedii:
        "Jego teorie dotyczące przyczyn autyzmu były dość kontrowersyjne - twierdził
        on, że dziecko autystyczne ze swoją apatią przypomina więźniów obozów
        koncentracyjnych - ucieka od niezwykle wrogiego świata. Zdaniem Bettelheima
        dziecko ucieka przed wrogością przekazywaną mu przez matkę. Badania nie
        potwierdziły teorii Bettelheima."

        O co chodzi z tą wrogością matki? Czy ktoś mógłby przybliżyć mi pokrótce
        poglądy B.B.?
        • kasia-asia1 Re: Bruno Bettelheim 07.01.07, 18:10
          Beato, a co mają jego poglądy na autyzm z psychoanalityczną interpretacją
          baśni, jaką zamieścił w swoim dziele, pt. "Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach
          i warościach baśni". Książka dostępna po polsku.
          Siedział on sam w obozie koncentracyjnym, a jako psycholog i psychoanalityk
          zajmował się też i autystykami. Zupełne inne było jego spojrzenie na Freuda,
          którego idde wg tego austiackiego uczonego zamieszkałego w USA, zostały
          zniekształcone przez złe tłumaczenie itp. itd.
    • iokepine Maria Mariewna, królewna wojująca 08.01.07, 13:27
      To jest bajka rosyjska z odwrónymii rolami. A być moze włąśnie tak kiedyś było
      na słowiańszczyźnie? Jest przecież bardzo mocny czeski przekaz o tym, jak tam
      funkcje rzadzące pełniły kobiety, zanim nastąpił brutalny przewrót.


      Carewna Maria Mariewna (A więc Maria córka Marii!) chadza na wojny, a to
      królewicz wypuszcza z komnaty Kościeja, który Marię Mariewnę porywa. Carewicz
      Iwan i płacze z neimocy 3-krotnie i jego 3 siostry mu pomagają! W końcu udaje
      mus ie pokonać i Babę Jagę, i Kościeja, i żyją długo i szcześliwie:)

      Przeczytajcie to zdanie, jaki ono świat pokazuje:
      "Maria Kariewna, piękan królewna zabrała go ze sobą do swojego państwa; spędzili
      ze sobą jakiś czas i postanowiła królewna wybrać się na wojnę. Powierza
      carewiczowi zamek i wszystkie posiadłości i nakazuje:
      -Chodź sobie wszędzie, wszystkiego pilnuj, nie waż się tylko zagladać do tego
      oto lochu".
      • pani.jazz Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 08.01.07, 13:40
        Prawie Sinobroda! ;D
        • iokepine Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 08.01.07, 14:15
          Ale w tej baśni to zupełnie inaczej przebiega - królewicz Iwan wypuszzca na
          wolność z lichu Kościeja, który porywa Mariewnę, i potem Iwan musi się bardzo
          napracować, zeby Mariewnę odzyskać.

          Mariewna jest waleczna/agresywna na wojnach, w domu nie:)
          • lezbobimbo Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 27.01.07, 14:33
            Uwielbiam Marie Mariewne! :) Jedna z moich basniowych idolek!

            Moje najulubiensze zdanie to: "Minal jakis czas i Maria Mariewna postanowila wyruszyc na wojne." :-D
            Tak wiecie dla rozrywki niemal ;) A Iwan mial w palacu siedziec i pilnowac :)
            • kocia_noga Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 27.01.07, 17:32
              Nie wierzę w Marię Mariewnę;Estes przytacza rzekomo szeroko znaną w Polsce
              baśń,którą sobie sama wyśpiewała.Przypuszczam,że M.M to taki sam twór.Czytałam,
              swego czasu wiele zbiorów baśni rosyjskich i czegos takiego nie spotkałam.
      • beata2802 Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 27.01.07, 17:57
        Skąd znasz tę baśń?? Rzeczwiście wygląda na spreparowaną...
        • kocia_noga Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 27.01.07, 22:16
          beata2802 napisała:

          > Skąd znasz tę baśń?? Rzeczwiście wygląda na spreparowaną...
          >

          Znam z tego wątku - Estes nie pzreczytałam do końca.Ale ona preparuje te
          bajki,a moim zdaniem,robi coś więcej niż tylko kompilacje.Opowieśc o Mądrej
          Wasylisie wg Estes miała być szeroko znaną baśnią w Polsce.Polska z Ameryki
          Łacińskiej jest tak samo egzotyczna jak dla nas Pernambuko,więc pal ją sześć,
          choc pzry pewnej klasie takie rzeczy nie uchodzą,ale ta Maria Mariewna to
          wydaje mi się zrobiona od A do Z.
          • lezbobimbo Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 28.01.07, 14:23
            Kocia-nogo. Nie czytalas ani Estes ani tej basni a wyglada Ci na spreparowana.
            Hahaha.
            Basn o Marii Mariewnie, Iwanie & Koscieju jest rosyjska i wystepuje w
            stosunkowo znanym w Polsce zbiorze rosyjskich basni pod tytulem Cud Sokól,
            Piórko Finista Jasnego, razem z basnia "O Madrej Wasylisie", analizowanej przez
            Estes w Biegnacej! Mam te ksiazke w domu i od dziecka bardzo holubie, bo oprócz
            intrygujacych basni jest ilustrowana przepieknymi rysunkami secesyjnego artysty
            Iwana Bilibina, a wiec powstalymi na poczatku 20 wieku. Znam osoby, które
            dokladnie te sama ksiazke znaja, rysunki cenia, w dziecinstwie bali sie Baby
            Jagi albo Koscieja.
            Estes wie, co pisze i sprawdzila wiele basni z folklorów calego swiata, nawet
            egzotyczna dla niej Slowianszczyzne.

            To, ze czegos nie znasz, nie znaczy ze to nie istnieje :D

            Jakie to niektóre ludzie potrafia byc zacietrzewione.. Zamiast poszukac i
            sprawdzic, czy cos rzeczywiscie istnieje, wola stwierdzic, ze to zmyslone,
            zwlaszcza jesli im do pogladów nie pasuje.
            Lenistwo czy syndrom Brücknera? :P
            • kocia_noga Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 13.03.07, 17:36
              lezbobimbo napisała:

              > Kocia-nogo. Nie czytalas ani Estes ani tej basni a wyglada Ci na
              spreparowana.
              > Hahaha.
              > Basn o Marii Mariewnie, Iwanie & Koscieju jest rosyjska i wystepuje w
              > stosunkowo znanym w Polsce zbiorze rosyjskich basni pod tytulem Cud Sokól,
              > Piórko Finista Jasnego, razem z basnia "O Madrej Wasylisie", analizowanej
              przez
              >
              > Estes w Biegnacej! Mam te ksiazke w domu i od dziecka bardzo holubie, bo
              oprócz
              >
              > intrygujacych basni jest ilustrowana przepieknymi rysunkami secesyjnego
              artysty
              >
              > Iwana Bilibina, a wiec powstalymi na poczatku 20 wieku. Znam osoby, które
              > dokladnie te sama ksiazke znaja, rysunki cenia, w dziecinstwie bali sie Baby
              > Jagi albo Koscieja.
              > Estes wie, co pisze i sprawdzila wiele basni z folklorów calego swiata, nawet
              > egzotyczna dla niej Slowianszczyzne.
              >
              > To, ze czegos nie znasz, nie znaczy ze to nie istnieje :D
              >
              > Jakie to niektóre ludzie potrafia byc zacietrzewione.. Zamiast poszukac i
              > sprawdzic, czy cos rzeczywiscie istnieje, wola stwierdzic, ze to zmyslone,
              > zwlaszcza jesli im do pogladów nie pasuje.
              > Lenistwo czy syndrom Brücknera? :P


              Teraz dopiero pzreczytałam twój post i spiesze odpisać.
              Faktycznie,przypuszczałam,że o M.M. to zmyslenie Estes.Ty wiesz,że taka baśń
              istnieje, fajnie, dzięki za info.Co do jej interpretacji, to mozna pofolgować
              swojej fantazji i dla każdej będzie znaczyła co innego.
              Estes nie jest dla mnie wyrocznią ze wzgledu na jawną nieprawdę którą
              zamieściła w swojej książce - to o rzekomo szeroko w Polsce znanej baśni o
              Wasylisie.Drobna rzecz,ale podważyła moje bezgraniczne zaufanie.
              Dalej to, co piszesz to już złosliwość.
          • ledzeppelin3 Re: Maria Mariewna, królewna wojująca 06.03.07, 14:46
            Matka męża mojej kuzynki spod Białegostoku zna bajkę o Mądrej Wasylisie:P
            • iokepine Mądra Wasylisa 06.03.07, 17:38
              ledzeppelin3 napisała:
              > Matka męża mojej kuzynki spod Białegostoku zna bajkę o Mądrej Wasylisie:P

              A w jakiej wersji?

              Dopytaj i opowiedz, proszę:)
              • jagandra Re: Mądra Wasylisa 20.10.07, 10:09
                Pożyczyłam dla córki "Złote rosyjskie bajki" i są tam dwie bajki, w których występuje Wasylisa Przemądra i dwie, w których występuje Baba Jaga. Baba Jaga jest świetna :) A Wasylisa Przemądra to młoda dziewczyna-czarodziejka. Co ciekawe, jest bajka podobna do bajki o dwóch Dorotkach, tylko w studni dziewczyny zamiast Baby Jagi znajdują Mroza Mrozowicza. Jest też wersja "Rzepki", ale bardziej feministyczna ;), więcej zwierząt jest płci żeńskiej i oprócz wnuczka występuje też wnuczka.
                • iokepine Re: Mądra Wasylisa 21.10.07, 22:28
                  jagandra napisała:

                  > Pożyczyłam dla córki "Złote rosyjskie bajki" i są tam dwie bajki, w których wys
                  > tępuje Wasylisa Przemądra i dwie, w których występuje Baba Jaga.

                  Nie mam tegoi nie czytałam. Będę szukać :)

                  >Baba Jaga jest
                  > świetna :) A Wasylisa Przemądra to młoda dziewczyna-czarodziejka. Co ciekawe,
                  > jest bajka podobna do bajki o dwóch Dorotkach, tylko w studni dziewczyny zamias
                  > t Baby Jagi znajdują Mroza Mrozowicza. Jest też wersja "Rzepki", ale bardziej f
                  > eministyczna ;), więcej zwierząt jest płci żeńskiej i oprócz wnuczka występuje
                  > też wnuczka.

                  Baba Jaga jest prawie zawsze świetne :)
                  • konvalilia Re: Mądra Wasylisa 22.10.07, 00:32
                    Czytam sobie "Biegnacą" i ostatnio dotarłam do historii o Wasylisie
                    i Babie Yadze i zupełnie nie wiem czemu, ale mądrośc Yagi skojarzyła
                    mi się z Kaplanką z kart tarota. Ostatnio czytalam dyskusje na forum
                    O Tarocie i jedna z osób zadała pytanie "Zawsze jak poatrze na
                    Kaplanke w talii Waite'a przychodzi mi do glowy to samo
                    skojarzenie: Kaplanka strzeze tajemnicy, ale czy sama ja zna?" Ja na
                    to pytanie odpowiedziałam sobie czytajac opowieśc o Wasylisie.
                    Kaplanka, jak mądra Yaga, uczy tego, co powinnyśmy umiec, ale zbyt
                    dużo wiedzy może nas uczynic starymi zbyt szybko... Nie wszystko,
                    nie na raz... tak mi się pokojarzyly obie panie - mądre na tyle,
                    żeby wiedziec kiedy tą mądrośc odslonic...
                    • jagandra Re: Mądra Wasylisa 19.11.07, 21:41
                      www.oldrussia.net/index.html
                      Tu jest kilka rosyjskich bajek, niestety nie po polsku a po angielsku, za to z ilustracjami Ivana Biblina :) Wasylisa jest identyczna jak w "Biegnącej", tylko nazywa się Piękna. Reszty jeszcze nie przeczytałam.
                      • jagandra Re: Mądra Wasylisa a Kopciuszek 20.11.07, 09:56
                        Myślałam o baśni o Wasylisie. Uderzające są podobieństwa do Kopciuszka. Matka umiera, ojciec ponownie się żeni, a macocha dba tylko o własne córki wykorzystując pasierbicę. Dziewczyną opiekuje się duch matki - mieszkający w drzewie w bajce o Kopciuszku, a w bajce o Wasylisie w lalce. Baba Jaga daje Wasylisie podobne zadania jak macocha Kopciuszkowi - sprzątanie, gotowanie, oddzielanie dobrych ziaren od złych. Obu pomaga duch matki (lalka Wasylisie, ptaki Kopciuszkowi). Nagroda jest jednak całkiem inna - dla Wasylisy ogień (mądrość, pokonanie lęku, niezależność), dla Kopciuszka - książę. Książę też umożliwia uniezależnienie od złej macochy i sióstr przyrodnich, ale jednak kosztem innego uzależnienia - od księcia. Wasylisa zyskuje prawdziwą niezależność - ogień spala macochę i siostry przyrodnie. Można też powiedzieć, że uniezależnia się od swoich lęków, od myśli i uczuć, które ją prześladowały.
                        W obu bajkacha matka chce jak najlepszego losu dla swej córki, może w świecie Kopciuszka prawdziwa, również psychiczna niezależność kobiety nie jest możliwa.
                        No i w Kopciuszku nie ma Baby Jagi - potężnej, groźnej bogini. Trzej jeźdzcy: jej świt, jej wschodzące słońce, jej noc, chwile przejścia, zmiany.
                        I choć dorastając musimy się oddalić od matki - tej pierwszej, która kochała bez warunków - to jednak bez jej wsparcia (które w tym pierwszym okresie życia "wchłonęłyśmy", uwewnętrzniłyśmy), trudno wydorośleć.
                        Pomyślałam też, że zła macocha symbolizuje również matkę, ale matkę starszej dziewczyny, od której wymaga. A dziewczyna chce wciąż być traktowana jak dziecko, otaczana opieką i wyręczana. Zniknięcie macochy i sióstr może wtedy oznaczać zniknięcie żalu i złości do matki związane z dorosłością i zrozumieniem, że nie można być wiecznie dzieckiem.
    • iokepine up 26.02.07, 13:19

    • jagandra Śpiąca Królewna 27.02.07, 19:00
      To "moja" bajka, więc dużo o niej myślałam. Przede wszystkim nigdy jej nie lubiłam.
      Czarownica skazała królewnę na śmierć, wróżka złagodziła działanie złego czaru, miała spać 100 lat. Zła czarownica, która szkodzi młodej dziewczynie, to częsty motyw w bajkach, informacja, że starsze kobiety są niegodne zaufania, groźne. Wróżka pomaga, lecz może tylko zmniejszyć działanie czaru, nie ma tu mocnej i dobrej starszej kobiety.
      Królewna kłuje się wrzecionem w wieży, wieża jest symbolem fallicznym i można ją traktować jako sugestię, że jednak zły czar ma swoje źródło w męskim świecie (ten sam motyw w Roszpunce). Wspinanie na wieżę kojarzy mi się też z rozwojem duchowym i ciekawością świata. Ukłucie wrzecionem można traktować jako symbol pierwszej miesiączki, inicjacji seksualnej albo gwałtu. W każdym razie jakieś zetknięcie z seksualnością. Może też to być symbol wiedzy o seksualności przekazanej przez starszą, doświadczoną kobietę (nauka przędzenia).
      Ja tę baśń rozumiem jako przestrogę: nie bądź ciekawa, nie szukaj. Nie szukaj w sferze seksualnej (bądź "niewinna" do ślubu, nie znaj swojego ciała, bądź bezbronna, bój się), nie szukaj w sferze porządku świata (nie staraj się zrozumieć, czym jest wieża, kto rządzi, jakie jest twoje miejsce w świecie i dlaczego), nie szukaj w sferze duchowości.
      100-letni sen interpretuję jako karę za ciekawość. Sposób na przebrnięcie przez niebezpieczny okres młodości, gdy seksualność jest zakazana, bo nie ujęta w ramy instytucji małżeństwa. Przez ten czas królewna śpi, a krzaki róż bronią dostępu do niej. Po upływie tego groźnego okresu zjawia się królewicz i ma do wzięcia gotową królewnę.
      Może Kocia Noga dopisze tu inne, bardziej optymistyczne interpretacje :)
      Acha, kilka razy przeczytałam tę bajkę córce (3-latce) i ona twierdzi, że to bajka o księciu Michale, który pod koniec przybywa po królewnę. Najwyraźniej ta postać jej się najbardziej podoba.
      • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 27.02.07, 19:54
        mam podobne skojarzenia, jeśli chodzi o Śpiącą królewnę.

        dla mnie "zła" czarownica wcale nie jest zła, wydaje mi się, że to jedna z
        niewielu, jeśli nie jedyna postać w tej baśni "zdrowo" myśląca. przepowiada
        królewnie śmierć przez ukłucie wrzecionem. ukłucie wrzecionem kojarzy mi się z
        dojrzewaniem, pierwszą miesiączką (królewna ma bodajże 15 lat jak dochodzi do
        ukłucia). a śmierć może oznaczać śmierć symboliczną, czyli np. nowy etap w
        życiu, zmianę. czarownica więc przepowiada królewnie nowy etap życia, jakim
        jest dojrzewanie, stopniowe wychodzenie z roli dziewczynki i stawanie się
        kobietą, a początek tego to pierwsza miesiączka (ukłucie wrzecionem).
        no a że rodzice chcą cały czas mieć swoją małą dziewczynkę (o którą długo się
        starali), nie chcą, żeby dorosła, dojrzała, to się wystraszyli przepowiednią
        czarownicy i starali się pousuwać wszelkie zagrożenia dla ich małej dziewczynki.
        na szczęście królewna trafiła na wieżę i, wbrew zabiegom rodziców, się ukłuła,
        czyli przeszła na "wyższy" etap w swoim rozwoju. denerwuje mnie, że ją przez to
        uśpili i z uśpienia wybudza ją facet. tak, jakby kobieta nie mogła się wybudzić
        bez pomocy faceta.
        • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 27.02.07, 20:01
          co jeszcze mi się przypomniało: czarownica "oferuje" królewnie dojrzewanie,
          którego rodzice się boją, odrzucają je. a co oferują w darach wróżki? że będzie
          urodziwa, wdzięczna, będzie ładnie grała na instrumentach, ładnie tanczyła,
          ładnie śpiewała, czyli takie dary typowo jak dla dziewczynki, ma być słodka,
          miła, wdzięczna i utalentowana.
        • jagandra Re: Śpiąca Królewna 27.02.07, 20:52
          śmierć może oznaczać śmierć symboliczną, czyli np. nowy etap w
          > życiu, zmianę. czarownica więc przepowiada królewnie nowy etap życia, jakim
          > jest dojrzewanie, stopniowe wychodzenie z roli dziewczynki i stawanie się
          > kobietą, a początek tego to pierwsza miesiączka (ukłucie wrzecionem).

          Jej, bardzo mi się podoba ta interpretacja :)

          denerwuje mnie, że ją przez to
          > uśpili i z uśpienia wybudza ją facet. tak, jakby kobieta nie mogła się wybudzić
          > bez pomocy faceta.

          Jej nie wybudza facet. Przez sto lat kolczaste krzewy róż bronią dostępu do zamku i żaden facet nic na to nie może poradzić. Dopiero po upływie tego czasu królewna się budzi, a przy niej jest królewicz.

          A to uśpienie mnie właśnie najbardziej denerwuje.
          • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 27.02.07, 21:31
            > Jej nie wybudza facet. Przez sto lat kolczaste krzewy róż bronią dostępu do
            zam
            > ku i żaden facet nic na to nie może poradzić. Dopiero po upływie tego czasu
            kró
            > lewna się budzi, a przy niej jest królewicz.

            nie budzi jej dosłownie, ale jednak po tych 100 latach jakoś się tak dziwnie
            obydwoje zsynchronizowali, że ona się budzi, a on jest u jej boku :) wcześniej
            kolczaste krzewy się rozchylają, żeby wpuścić królewicza, więc dla mnie ta baśń
            jest tak pomyślana, że królewna budzi się dla królewicza. z resztą w baśni ze
            stronki z baśniami, którą sobie podczytuję dla przypomnienia, są słowa królewny:
            "Czy to ty, mój książę? Długo czekałam na ciebie"

            link do stronki, jakby ktoś chciał sobie "czytnąć" :)

            basnie.republika.pl/spiacakrolewnap.htm
            • lolyta Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 16:38
              wcześniej
              > kolczaste krzewy się rozchylają, żeby wpuścić królewicza,

              ze niby te "kolczaste krzewy" to, jak mawiaja Amerykanie, "spiders"? :P
          • iokepine Re: Śpiąca Królewna 27.02.07, 21:41
            jagandra napisała:

            > Jej nie wybudza facet. Przez sto lat kolczaste krzewy róż bronią dostępu do
            >zamku i żaden facet nic na to nie może poradzić. Dopiero po upływie tego czasu
            >królewna się budzi, a przy niej jest królewicz.

            Tak, włąśnie tak jest. Królewna potrzebuje czasu, by dojrzeć i póki to nie
            nastąpi, żaden królewicz, także ten włściwy się nie przedrze przez różany żywopłot.

            > A to uśpienie mnie właśnie najbardziej denerwuje.

            A jeśli sen to symbol wewnętrznej transformacji? Takiej, jakiej nie widać z
            zewnątrz? Pamiętacie o tym, ze wszyscy w trakcie snu Różyczki zamarli tak jak
            stali? Czasem zmiana zajmuje lata, czasem ułamek sekundy:)
            • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 27.02.07, 21:54
              > A jeśli sen to symbol wewnętrznej transformacji? Takiej, jakiej nie widać z
              > zewnątrz? Pamiętacie o tym, ze wszyscy w trakcie snu Różyczki zamarli tak jak
              > stali? Czasem zmiana zajmuje lata, czasem ułamek sekundy:)

              rzeczywiście sen może oznaczać wewnętrzną transformację. w ogóle mam wrażenie,
              że cały ten zamek z wszystkimi zamarłymi to królewna, że budynek symbolizuje
              królewnę, a ta starowinka przekazująca królewnie wrzeciono, na górze, w wieży
              to wewnętrzna mądrość królewny, taka wewnętrzna przewodniczka, która wiedziała
              co zrobić, żeby królewna zaczęła dojrzewać.
              a to uśpienie mnie denerwuje, bo miałam wrażenie, że to kara dla królewny za
              ciekawość i za to, że dojrzewa. no ale dopiero teraz popatrzyłam na uśpienie
              pod kątem wewnętrznej przemiany.
              • iokepine Re: Śpiąca Królewna 27.02.07, 22:20
                dynamitee napisała:
                > rzeczywiście sen może oznaczać wewnętrzną transformację. w ogóle mam wrażenie,
                > że cały ten zamek z wszystkimi zamarłymi to królewna, że budynek symbolizuje
                > królewnę, a ta starowinka przekazująca królewnie wrzeciono, na górze, w wieży
                > to wewnętrzna mądrość królewny, taka wewnętrzna przewodniczka, która wiedziała
                > co zrobić, żeby królewna zaczęła dojrzewać.

                :)


                > a to uśpienie mnie denerwuje, bo miałam wrażenie, że to kara dla królewny za
                > ciekawość i za to, że dojrzewa. no ale dopiero teraz popatrzyłam na uśpienie
                > pod kątem wewnętrznej przemiany.

                Królewna zapada w sen, a nie letarg. Co sie dzieje podczas snu?
                Ja na przykład:
                - odpoczywam,
                - regeneruję się,
                - grokuję poprzedni dzień,
                - znajduję rozwiaząnia problemów,
                - odwiedzam inne światy,
                - odwiedzam bliskich mi ludzi,
                - marzę,
                - kontaktuję się z wyższą instancją.

                Gdzieś czytałąm, ze każda doba jest jak całe życie - w dzień żyjemy aktywnie, w
                nocy "umieramy".

                Sen nie jest zcasem straconym, jest bardzo ważny.
                Myślę, że takie powiedzenia jak "100 lat" w baśnaich oznaczają subiektywne "długo".
                • iokepine Re: Śpiąca Królewna - trochę obrazków 27.02.07, 23:08
                  Zyczenie:
                  childhoodreading.com/Edmund_Dulac_and_Gus/2024.JPEG
                  Wrzeciono, magiczny przedmiot, łatwy do wprowadzania się w trans:
                  www.artmagick.com/images/content/batten/hi/2.jpg
                  www.gutenberg.org/files/11592/11592-h/images/042l.jpg
                  Tu obrazek nr 2:
                  blackberrydesigns.com/Decoupage%20Pages%20Enlarged/Fairy%20Tales/Fairy525.jpg

                  Sen:
                  www.kdl.to/brochures/love/sleeping-beauty-backdrop.jpg
                  www.scottisharts.org.uk/resources/artforms/drama/Features/Dec%2005%20Horsecross%20etc/Sleeping-beauty--final2_1.jpg
                  privat.ub.uib.no/bubsy/burne5.gif
                  www.kycraft.com/Media/Giclee_prints/Giclee_large/0112-00-Sleeping-Beauty.jpg
                  www.independentweb.com/maxfield_parrish_online_gallery/1912.jpg
                  www.illusionsgallery.com/sleeping-beauty-L.jpg
                  Spiący zamek:
                  www.kidscookiemix.com/storytime/imgs/briarjones3.JPG
                  Z Księciem:
                  www.surlalunefairytales.com/illustrations/sleepingbeauty/images/folkard_sleeping1.jpg
                  childhoodreading.com/Edmund_Dulac_and_Gus/2025.JPEG
                  www.gutenberg.org/files/15145/15145-h/images/164.jpg
                  http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.nationalgeographic.com/grimm/briar_rose/images/briar_rose_pop.jpg&imgrefurl=http://www.nationalgeographic.com/grimm/popup_briar_rose.html&h=398&w=341&sz=33&hl=pl&start=7&tbnid=JyJczvy6QMDElM:&tbnh=124&tbnw=106&prev=/images%3Fq%3DBriar%2BRose%26svnum%3D10%26hl%3Dpl%26client%3Dfirefox-a%26rls%3Dorg.mozilla:pl-PL:official%26sa%3DN
                  www.ongoing-tales.com/SERIALS/oldtime/FAIRYTALES/rose2.gif
                  www.gutenberg.org/files/11027/11027-h/images/129.png
                  To jest bardzo ciekawe: kobieta - drzewo kosmiczne=świat, sen-zima:
                  www.uwsp.edu/cnr/research/symposium/Art-Photo/TWS%20Art%20Show/floraSleeping%20Beauty.jpg
                  Rosyjska wersja:
                  www.russianlacquerart.com/cnt/Kholui/0500/002811/enlarge
                  Prerafaelicka:
                  www.goldgryph.com/pre-raphaelite/images/HeartOfTheRose.jpg
              • jagandra Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 19:03
                Myślałam sobie przez kilka dni o tej baśni. W porządku, potrzeba czasu by dojrzeć... Rozumiem, chodzi o to, by nie przedzierać się za wcześnie przez kłącza róż, nie łamać ich, nie ranić siebie i drugiego człowieka.
                Ale wciąż mi coś nie gra. Odczuwam to tak, że przez chwilę, tam w wieży, królewna dotknęła czegoś ważnego, jakiejś prawdy, czegoś nieuładzonego, wiedźmowatego. I nagle została od tego odcięta. Zapadła w sen, z którego obudziła się znowu grzeczna i uładzona, gotowa dla księcia. Tak jakby jednak coś nie zostało przeżyte do końca. Chciałabym wierzyć, że wiedźma przez ten ułamek sekundy przekazała jej chociaż część swojej mądrości. Ale nie wierzę. Chociaż może wierzę w jakieś mgnienie. W każdym razie za mało.
                No i jednak w wierzchniej warstwie baśni ukłucie wrzecionem jest złe, groźne. I nie chodzi mi o to, że powinno być jednoznacznie dobre, ale mogłoby być czymś w rodzaju przeżycia inicjacyjnego, a nie jest albo jest tylko w jakimś ułamku.
                • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 19:55
                  podążając za moją interpretacją, którą już tu opisałam, też wolałabym, żeby
                  królewna nie zasypiała po ukłuciu wrzecionem, a "umarła" symbolicznie (jak jej
                  przepowiedziała czarownica) czyli rozpoczęła nowy etap w życiu, etap
                  dojrzewania.

                  i wciąż mam wrażenie, że "zła" czarownica chciała dobrze dla królewny. po
                  pierwsze ona jest stara, co może być synonimem mądrości, wiedzy. "dobre" wróżki
                  są młode i, moim zdaniem, oferują królewnie dary dobre dla dziewczynki z punktu
                  widzenia kultury i społeczeństwa (ładna, powabna, z talentami do zabawiania).
                  natomiast stara czarownica oferuje dar niekoniecznie dobrze widziany z punktu
                  widzenia kultury i społeczeństwa, ale b. ważny- dojrzewanie, rozwój, zarówno
                  psychicznie, jak i fizycznie, w perspektywie samoświadomość i samostanowienie.

                  w baśni z linku, który tu podałam, są słowa: "Nagle, gdy już każdy zajmował
                  swoje miejsce za stołem, ujrzano wchodzącą starą wróżkę, której wcale na
                  biesiadę nie zaproszono, bo od pięćdziesięciu z górą lat nie opuszczała wieży.
                  Wszyscy sądzili więc, że już umarła lub że ją coś uroczyło". No właśnie, stara
                  czarownica mieszkała w wieży i królewna też wchodzi na wieżę, gdzie się
                  rozpoczyna jej przemiana. to kolejna wskazówka, że czarownica jest "wiedząca",
                  mądra i wie, co dobre dla królewny.

                  uśpienie jest za sprawą dobrej, młodej wróżki i być może ten "zesłany" sen
                  oznacza transformację, ale jednak mam wrażenie, że ten sen to transformacja z
                  myślą o czekającym na królewnę mężczyźnie. dla mnie ideałem byłaby
                  transformacja dla samej siebie, a nie dla faceta.
                  • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 20:13
                    jeszcze jeśli chodzi o starą czarownicę (uczepiłam się jej :)

                    w ostatnim Zwierciadle jest artykuł "Idąc śladem Bogini". jest to wywiad z
                    rzeźbiarką Cristiną Biaggi. wypowiada się ona o symbolu Meduzy. według niej
                    Meduza to Wielka Bogini (kobieta) zmieniona przez patriarchat. Wielką Boginię
                    pojmuje ona jako energię miłości, mocy, matczynego ciepła. Meduza zaś jest
                    symbolicznym zobrazowaniem cech wypartych przez same kobiety, cech
                    nieakceptowanych przez kulturę, jest "cieniem" Bogini. być może stara
                    czarownica z baśni to też taki "cień" kobiety, cień w sensie cech
                    nieakceptowanych przez kulturę patriarchalną i same kobiety. ale jednak "cień",
                    który jest źródłem mądrości. tak mi się skojarzyło :)
                    • illiterate Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 21:18
                      A tak - to na pewno Bogini. Mieszka w wiezy (=blisko Boga=wielki rozwoj
                      duchowy), chrzani przepisy i edykty (uzywa kolowrotka, co jest zabronione przez
                      krola pod grozba smierci). Jest wyjatkowo potezna postacia. Bo ja wiem jednak,
                      czy ona gromadzi cechy kobiecego Cienia? Jesli w Cieniu ma sie moc, to tak :)
                      • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 22:59
                        pisząc o cieniu miałam na myśli "złą" czarownicę, która przybyła na chrzciny
                        królewny nieproszona i przepowiedziała jej śmierć. w wieży, gdzie się ukłuła
                        królewna jest starowinka, ale to chyba nie jest ta sama osoba. a może jest? :)

                        "cieniem" np. może być otwarte okazywanie gniewu przez kobietę. z punktu
                        widzenia społeczno- kulturalnego niedobra cecha: dziewczynka, kobieta ma być
                        miła, delikatna, ugodowa, jak okazuje gniew jest uznawana za agresywną. a fe,
                        co za okropna cecha dla kobiety! dla mnie umiejętność okazywania gniewu jest
                        siłą kobiety, zwłaszcza, że wciąż wiele kobiet ma z tym problem. to tak dla
                        zobrazowania cienia :)
                        • illiterate Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 18:05
                          Czytalam kiedys taka interpretetacje, wg ktorej zla czarownica symbolizowala
                          rodzinny sekret (naduzycia seksualne, nalog, chorobe umyslowa). Dlatego jej nie
                          zaproszono na chrzcinach, ale ona i tak sie pojawila, i oblozyla klatwa
                          noworodka (dokladnie tak wg np terapii systemowej albo helligerowskiej przenosi
                          sie zzerajace tajemnice - najmlodszy/najslabszy/najmniej swiadomy czlonek
                          rodziny jest nimi najbardziej obciazony).
                          • jagandra Re: Śpiąca Królewna 04.03.07, 10:58
                            > Czytalam kiedys taka interpretetacje, wg ktorej zla czarownica symbolizowala
                            > rodzinny sekret (naduzycia seksualne, nalog, chorobe umyslowa).

                            Ta interpretacja też mi się bardzo podoba! I jest spójna z interpretację Dynamitee. No bo wpływ sekretów rodzinnych na nas jest nieuchronny, nawet gdy nikt żyjący już nie pamięta, o co chodziło, pozostaje lęk wokół pewnych spraw. Po drugie pojawienie się wiedźmy, która ujawnia sekret, jest oczyszczająca, a raczej pokazuje drogę, w którą można iść, by poradzić sobie z dziedzictwem. Wierzę, że skrywanie tajemnicy jest bardziej destrukcyjne niż jej treść.
                  • illiterate Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 21:13
                    dynamitee napisała:

                    > uśpienie jest za sprawą dobrej, młodej wróżki i być może ten "zesłany" sen
                    > oznacza transformację, ale jednak mam wrażenie, że ten sen to transformacja z
                    > myślą o czekającym na królewnę mężczyźnie. dla mnie ideałem byłaby
                    > transformacja dla samej siebie, a nie dla faceta.

                    Troche chaotycznie:

                    Alez i tak to mozna zinterpretowac - w modelu jungowskim. Ja czesto i z pasja
                    interpretuje basnie po jungowsku - tzn jak sny w tej tradycji, czyli traktuje
                    historie jakos calosc historii wnetrza jednej osoby, w ktorej poszczegolne
                    elementy to elementy jej wnetrza.

                    Dla mnie ta basn to - jak wiele innych zreszta - historia
                    indywiduacji, 'dorastania do pelni siebie'. Spotkanie z krolewiczem to
                    napotkanie Animusa (archetypu meskosci, wlasciwego i kobietom, i mezczyznom,
                    ale w kobietach 'uspionego'). Krolewna to Anima (pierwiastek kobiecy, z ktorym
                    wiele kobiet przez pierwsza czesc zycia /czasem niestety cale/ sie
                    identyfikuje).

                    Uklucie wrzeciona i sen inicjuja Krolewne-Anime do pierwszego kroku w swiadoma
                    dojrzalosc. Animus czesto pojawia sie kobietom w pewnym okresie we snie - to
                    jest poczatek swiadomej integracji archetypu, chyba nawet Clarissa o tym pisze.
                    Swiadoma dojrzalosc, bo zbawa wrzecionem jest przeciez wbrew normom.
                    Czyli kobieciątko zeby stac sie kobieta, musi podazyc za swoja intuicja (dzwiek
                    kolowrotka). Nawet jesli mialoby byc wbrew 'zasadom przyzwoitosci' czy innym
                    dekalogom.
                    • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 23:02
                      Anima + Animus = całość, pełnia
                      podoba mi się ta interpretacja :)

                      wychodzi więc z naszych interpretacji na to, że niezależnie, czy królewna
                      zaśnie czy "umrze" wyjdzie jej to na dobre :)
                      • illiterate Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 18:06
                        E, to dopiero poczatek drogi. Wazny, ale poczatek :)
            • pani.jazz Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 21:56
              Iokepine napisala:

              > Czasem zmiana zajmuje lata, czasem ułamek sekundy:)

              Rany, jestes genialna! Dzieki temu zdaniu znalazlam brakujacy kawalek ukladanki do swojej intepretacji! :D
              Juz pisze, jak widze.

              Krolewna wchodzi na wieze, ktora jest symbolem fallicznym, a mieszkajaca w niej wiedzma dodaje elementu dojrzewania, zyskiwania samoswiadomosci.
              Zauwazylyscie, ze wiedzma nagle znika po tym jak krolewna kluje sie wrzecionem? Spelnia swoja role - wtajemniczenie dziewczynki w misteria seksualne - i odchodzi.
              Gdyby w tym swietle zasniecie krolewny potraktowac jako taka niebywala zmiane, ktora zachodzi w przeciagu sekundy, a wydaje sie trwac cala wiecznosc (bo rzeczywiscie! w basni jest dokladnie opisane jak caly dwor w jednej chwili zamiera tak jak stal), to mamy jak na dloni inicjacje seksualna. A ze krolewna budzi sie przy krolewiczu? No, w obliczu wyzej wytoczonych faktow, ja sie nie dziwie ;).

              Uff, ale sie ucieszylam :D. Dzieki Iokepine, dzieki!
              • iokepine Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 22:16
                świetna interpretacja!

                :) Orgazm :)

                Jest nawet taka ładdna francuska nazwa orgazmu, "la petite mort".


                To właśnie kocham w baśniach - jak to z archetypami bywa, można je oglądac z
                wielu stron:)



                Btw.
                Nie będę się udzielać zanadto przez najbliższy tydzień bo infekcja wirusowa mnie
                dopadła i cały czas gorączkuję:>
                • pani.jazz Re: Śpiąca Królewna 02.03.07, 22:24
                  iokepine napisala:
                  > :) Orgazm :)

                  Ano orgazm, orgazm ;).

                  > Btw.
                  > Nie będę się udzielać zanadto przez najbliższy tydzień bo infekcja wirusowa mni
                  > e
                  > dopadła i cały czas gorączkuję:>

                  Ojej, biedna. Ja wlasnie zwalczylam wirusa (po czterech dniach! to wyczyn jak na mnie) i dzis jestem juz calkiem do zycia poza napadami kaszlu. Zdrowiej nam predko, predko! Dobre fluidy do Ciebie sle :).
                  • jagandra Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 12:33
                    Tak, tak, baśnie można oglądać z różnych stron, więc będę dalej podążała za swoją intuicją w tej kwestii.
                    Nie pasuje mi interpretacja o spotkaniu królewny z królewiczem jako połączeniu animy i animusa.
                    Przede wszystkim nie odbieram animy jako sentymentalnej, pięknej, grzecznej i utalentowanej (te dary od wróżek, tak jak o nich pisała Dynamitee). Anima to dla mnie bardziej Wenus z Willendorfu. Zdolna rodzić dzieci. Silna, odporna.
                    Po drugie przypominają mi się rozważania nad nieudanymi związkami miłosnymi (wyczytane w Charakterach). Bywa że ludzie dobierają się na zasadzie przeciwieństw, aby druga osoba załatwiała za nas sprawy, których my załatwiać nie chemy lub nie umiemy; aby druga osoba miała cechy, których u siebie nie akceptujemy. Czyli jeśli jestem osobą nie akceptującą złości, mogę się związać z osobą łatwo wpadającą w gniew i u niej tego gniewu nie akceptować. Jeśli jestem osobą obawiającą się bliskości, miękkości, zwiążę się z osobą łagodną i wrażliwą, która się nigdy nie przebije przez moją skorupę i w której będzie mnie drażniła płaczliwość i słabość. Itp. W ten sposób nie rozwijam się, nie mierzę się ze swoimi problemami, lecz dalej w nich tkwię po uszy. Dla mnie spotkanie królewny z królewiczem jest właśnie takie. Rozumiem, że Illiterate chodzi o to, że ma ono symbolizować wewnętrzne spotkanie różnych cech, ale nie odbieram tego w ten sposób. Za mało w baśni jest powiedziane o tych cechach tradycyjnie uznawanych za męskie, których brakuje królewnie.
                    Jednak widzę to tak, że rodzicom i dobrym wróżkom udało się "uchronić" królewnę przed prawdziwą transformację, chociaż królewna dotknęła głębi, została blizna, która być może wskaże jej drogę w przyszłości.
                    I dla mnie sto lat to jednak długo, przygnębiająco długo, choć to pewnie ma związek po prostu z moimi osobistymi doświadczeniami.
                    • dynamitee Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 15:38
                      rzeczywiście Anima zbudowana z cech- darów oferowanych przez młode wróżki nie
                      jest silna. brakuje jej tej siły symbolizowanej przez czarownicę i jej dar, a
                      potem przez starowinkę z wieży. zastanawiam się teraz czy czarownica i
                      starowinka to nie jest to samo? bo przecież starowinka na wieży inicjuje,
                      zapoczątkowuje to, co przepowiedziała czarownica.

                      zastanawiam się, co by było, gdyby na chrzciny nie przyszła "zła" czarownica i
                      nie zapowiedziała królewnie śmierci przez ukłucie wrzecionem. prawdopodobnie
                      skonczyłoby się na przyjemnych darach od młodych wróżek. a więc królewna byłaby
                      ładna, wdzięczna... i to wszystko. przecież to czarownica jest prowodyrem
                      rozwoju królewny, a nie młode wróżki. ona jest prowodyrem tej całej
                      transformacji. to, że królewna śpi to tylko "złagodzenie" (mam wrażenie, że
                      spowolnienie) tego, co chciała wiedźma dla królewny.
                      • jagandra Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 15:51
                        zastanawiam się teraz czy czarownica i
                        > starowinka to nie jest to samo? bo przecież starowinka na wieży inicjuje,
                        > zapoczątkowuje to, co przepowiedziała czarownica.

                        Moim zdaniem to ta sama postać.

                        > zastanawiam się, co by było, gdyby na chrzciny nie przyszła "zła" czarownica i
                        > nie zapowiedziała królewnie śmierci przez ukłucie wrzecionem.

                        Czy to jest możliwe? Dziewczynka musi dojrzeć. Musi dostać miesiączkę. Ma w sobie czarownicę, choćby się wszystkie "dobre" siły tego świata postarały o to, by jej nie spotkała ;)
                        Bardziej teraz lubię tę bajkę :)
                    • illiterate Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 18:09
                      jagandra napisała:

                      > Tak, tak, baśnie można oglądać z różnych stron, więc będę dalej podążała za
                      swo
                      > ją intuicją w tej kwestii.
                      > Nie pasuje mi interpretacja o spotkaniu królewny z królewiczem jako
                      połączeniu
                      > animy i animusa.
                      > Przede wszystkim nie odbieram animy jako sentymentalnej, pięknej, grzecznej i
                      u
                      > talentowanej (te dary od wróżek, tak jak o nich pisała Dynamitee). Anima to
                      dla
                      > mnie bardziej Wenus z Willendorfu. Zdolna rodzić dzieci. Silna, odporna.

                      Kazdy ma taka Anime, jaka dostanie i jaka sobie zrobi. Twoja jest bardzo
                      piekna :)
                      Ale ja pisalam o tego typu dziewczynach - Krolewnach wlasnie - ktorych Anima
                      plawi sie w koronkach, falbankach i rozu w odcieniu 'barbie', i ktorych ojcowie
                      robia wiele, zeby powstrzymac je przed dorastaniem, zeby na zawsze byly slodkie
                      i urocze. Bo niby nie ma nic zlego w falbankach, ale tylko pod warunkiem, ze
                      mozna sie w tych falbankach wytarzac w blocie, jesli najdzie na to ochota :)
                      Niektore dziewczyny nie moga - sa nawet nauczone nie tyle tlumic chec wejscia
                      do kaluzy, ale nieodczuwania jej.

                      Skad, od kogo moga zintegrowac biodrzasta, silna i dumna Wenus? Od matki,
                      ktora 'w ich basni' jest w zasadzie nieobecna, tak bardzo w cieniu ojca - Krola?

                      Jesli nie stanie na ich drodze mentorka, a one nie posluchaja intuicji, do
                      konca zycia pozostaja Krolewnami. Znalam pare takich osob, ktorym zabroniono
                      dorosnac. Bardzo im to plątało zycie.

                      > Po drugie przypominają mi się rozważania nad nieudanymi związkami miłosnymi
                      (wy
                      > czytane w Charakterach). Bywa że ludzie dobierają się na zasadzie
                      przeciwieństw
                      > , aby druga osoba załatwiała za nas sprawy, których my załatwiać nie chemy
                      lub
                      > nie umiemy; aby druga osoba miała cechy, których u siebie nie akceptujemy.
                      Czyl
                      > i jeśli jestem osobą nie akceptującą złości, mogę się związać z osobą łatwo
                      wpa
                      > dającą w gniew i u niej tego gniewu nie akceptować. Jeśli jestem osobą
                      obawiają
                      > cą się bliskości, miękkości, zwiążę się z osobą łagodną i wrażliwą, która się
                      n
                      > igdy nie przebije przez moją skorupę i w której będzie mnie drażniła
                      płaczliwoś
                      > ć i słabość. Itp. W ten sposób nie rozwijam się, nie mierzę się ze swoimi
                      probl
                      > emami, lecz dalej w nich tkwię po uszy. Dla mnie spotkanie królewny z
                      królewicz
                      > em jest właśnie takie. Rozumiem, że Illiterate chodzi o to, że ma ono
                      symbolizo
                      > wać wewnętrzne spotkanie różnych cech, ale nie odbieram tego w ten sposób. Za
                      m
                      > ało w baśni jest powiedziane o tych cechach tradycyjnie uznawanych za męskie,
                      k
                      > tórych brakuje królewnie.

                      Przeciez ona jest bardzo mloda. W tym wieku trudno o olbrzymie dokonania.
                      Mloda, karmiona ptasim mlekiem itd, chowana w puchu. Malo cierpienia, malo
                      madrosci. Mimo tego znajduje w sobie jej tyle, zeby uslyszec i nie zignorowac
                      dzwieku kolowrotka. Pewnie, ze to malo, ze nic w porownaniu do pokonania
                      potworow, przedarcia sie przez stuletni glog itd - ale dla niej to jest bardzo
                      wiele.

                      > Jednak widzę to tak, że rodzicom i dobrym wróżkom udało się "uchronić"
                      królewnę
                      > przed prawdziwą transformację, chociaż królewna dotknęła głębi, została blizna
                      > , która być może wskaże jej drogę w przyszłości.
                      > I dla mnie sto lat to jednak długo, przygnębiająco długo, choć to pewnie ma
                      zwi
                      > ązek po prostu z moimi osobistymi doświadczeniami.

                      Mi tez sie czasem wydaje, ze niektore rzeczy w moim zyciu trwaly przygnebiajaco
                      dlugo, ale ciagle dochodze do wniosku, ze - mimo wszystko - nie byl to czas
                      stracony.
                      • jagandra Re: Śpiąca Królewna 04.03.07, 10:51
                        > Ale ja pisalam o tego typu dziewczynach - Krolewnach wlasnie - ktorych Anima
                        > plawi sie w koronkach, falbankach i rozu w odcieniu 'barbie',

                        Ale widzisz, dla mnie to nie jest kompletna anima, raczej okaleczona. Mam wątpliwości, czy okaleczona anima jest zdolna do integracji z animusem, czy raczej może tylko ulec jego władzy.

                        > Przeciez ona jest bardzo mloda. W tym wieku trudno o olbrzymie dokonania.
                        > Mloda, karmiona ptasim mlekiem itd, chowana w puchu. Malo cierpienia, malo
                        > madrosci. Mimo tego znajduje w sobie jej tyle, zeby uslyszec i nie zignorowac
                        > dzwieku kolowrotka. Pewnie, ze to malo, ze nic w porownaniu do pokonania
                        > potworow, przedarcia sie przez stuletni glog itd - ale dla niej to jest bardzo
                        > wiele.

                        Zgadza się. Moment, gdy otwiera drzwi w wieży jest dla mnie najfajniejszym w tej baśni.
                        • illiterate Re: Śpiąca Królewna 04.03.07, 14:19
                          jagandra napisała:

                          > Ale widzisz, dla mnie to nie jest kompletna anima, raczej okaleczona. Mam
                          wątpl
                          > iwości, czy okaleczona anima jest zdolna do integracji z animusem, czy raczej
                          m
                          > oże tylko ulec jego władzy.

                          Smiem twierdzic, ze tego typu problemow jest coraz wiecej.
                          Kobiety maja niby od kogo integrowac Anime, bo matki sa nadal bardziej obecne w
                          rodzinie, ale - poniewaz ich matki nie mogly zintegrowac Animusa (od
                          nieobecnego symbolicznie albo i fizycznie ojca), albo zintegrowaly go slabo -
                          to i Anima jest kulawa, niepelna, neurotyczna. I tak to sie toczy - z pokolenia
                          na pokolenie, od jakiegos czasu. Chlopcy maja jeszcze gorzej - do wyboru:
                          integrowac bardzo slabego Animusa od matki, albo wrecz tylko Anime, a Animusa
                          szukac na wlasna reke (np w grupach rowiesniczych - tez: od kogo?).
                          To sa bardzo bolesne sprawy.

                          Noale do rzeczy.
                          Krolewna sie przeciez wydarla z tych koronek i rozu: sprzeciwila sie, uslyszala
                          glos intuicji (w ogole, mi sie tu kolowrotek kojarzy z laleczka z "Madrej
                          Wasylisy", bo to domena transowej! pracy kobiet, przy kolowrotkach kobiety sie
                          gromadzily i jednoczyly!) wdrapala na wieze, doswiadczyla bolu. Dla Krolewny-
                          Animy to szok - byc moze przypomnienie traumy; po inicjacji wiec zapada w sen.

                          Animus niby jest dzielny, wspanialy i w ogole na bialym koniu,ale pojawia sie
                          dopiero wtedy, kiedy Anima jest _na_niego_gotowa_ - po stu latach. Czyli
                          inicjacja, okres zinternalizowania tego przelomowego doswiadczenia: w sumie
                          ogromna praca, wymagajaca wielkiego wysilku. Taki Animus moze sie pojawic tylko
                          dojrzalej Animie. (Wg moich obserwacji regula jest, ze dziewczyny z
                          neurotycznym Animusem wybieraja neurotycznych partnerow, to samo dotyczy
                          chlopakow z neurotyczna Anima). Nie ma fizycznej mozliwosci, zeby do osoby ze
                          slabym Animusem/Anima tak sam z siebie przyszedl (=zaczal sie integrowac)
                          dopelniajacy dojrzaly archetyp dopelniajacy - bo niby skad mialby sie wziasc?
                          Wszystko to dzieje sie w naszym wnetrzu, a z pustego w prozne...
                          Tak sie dzieje tylko w wyniku ciezkiej pracy nad dojrzaloscia swojego archetypu
                          plciowego.
                  • iokepine Re: Śpiąca Królewna 04.03.07, 21:50

                    > Ojej, biedna. Ja wlasnie zwalczylam wirusa (po czterech dniach! to wyczyn jak
                    >na mnie) i dzis jestem juz calkiem do zycia poza napadami kaszlu. Zdrowiej nam
                    >predko, predko! Dobre fluidy do Ciebie sle :).


                    Ooo, przydają się dobre fluidy, dzięki:)
                    Już mi lepiej, ale i tak do czwartku nie wychodzę z domu:)
                • kocia_noga Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 19:26
                  iokepine napisała:

                  > świetna interpretacja!
                  >
                  > :) Orgazm :)
                  >
                  > Jest nawet taka ładdna francuska nazwa orgazmu, "la petite mort".


                  No nieee! Orgazm mozna mieć i się miewa duzo wczesniej,długo przed okresem
                  dojrzewania.
                  • illiterate Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 23:52
                    No wlasnie!
                    Mi sie to wrzeciono kojarzy jak drut raczej z defloracja. Ksztalt falliczny i
                    krew, kiedy Krolewna sie kaleczy. Tylko dlaczego to sie odbywa u staruszki i
                    jak to sie ma do reszty, to nie wiem.
                    • lolyta Re: Śpiąca Królewna 03.03.07, 23:59
                      Tylko dlaczego to sie odbywa u staruszki i
                      > jak to sie ma do reszty, to nie wiem.

                      Mnei sie tu przypomina film "zawiescie czerwone latarnie" - kiedy ta stara
                      sluzaca jakimis przemyslnymi grzechotkami z "takim jakims" usmieszkeim na twarzy
                      robila masaz stop wszystkim zonom, majacym spedzic noc z ich panem i wladca.
                      Zona przed pierwsza noca tez ten rytual, oczywiscie, zaliczala.
                    • jagandra Re: Śpiąca Królewna 04.03.07, 11:01
                      Mi się teraz już najbardziej kojarzy z pierwszą miesiączką i zapowiedzią defloracji, przekazaną przez wiedźmę na zasadzie ciągłości kobiecego losu.
                      Wersja z orgazmem nie jest zła, ale nie pasuje mi tu książę jako sprawca ;) Rodzice zanadto się cieszą po przebudzeniu królewny, żeby królewicz mógł być sprawcą - nie przed jej zaśnięciem. Przecież oni pilnują, żeby obdarzający orgazmami królewicz nie pojawił się zbyt wcześnie :P
                      • kocia_noga Re: Śpiąca Królewna 04.03.07, 20:07
                        jagandra napisała:

                        > Mi się teraz już najbardziej kojarzy z pierwszą miesiączką i zapowiedzią
                        deflor
                        > acji, przekazaną przez wiedźmę na zasadzie ciągłości kobiecego losu.
                        > Wersja z orgazmem nie jest zła, ale nie pasuje mi tu książę jako sprawca ;)
                        Rod
                        > zice zanadto się cieszą po przebudzeniu królewny, żeby królewicz mógł być
                        spraw
                        > cą - nie przed jej zaśnięciem. Przecież oni pilnują, żeby obdarzający
                        orgazmami
                        > królewicz nie pojawił się zbyt wcześnie :P


                        Moim zdaniem ten królewicz nie jest żadną męską postacią tylko animusem,czy też
                        symbolem dojrzałosci do związku z mężczyzną.
                    • kocia_noga Re: Śpiąca Królewna 04.03.07, 20:06
                      illiterate napisała:

                      > No wlasnie!
                      > Mi sie to wrzeciono kojarzy jak drut raczej z defloracja.


                      A mnie z menstruacją.Staruszka, wrzeciono,wieża - to wszystko dla mnie kobiece
                      symbole.Wrzeciono mi bardziej przypomina waginę,niż fallusa.
                      • jagandra Re: Śpiąca Królewna 04.03.07, 23:02
                        Dlaczego wieża jest dla Ciebie kobiecym symbolem?
                        • kocia_noga Re: Śpiąca Królewna 05.03.07, 20:03
                          jagandra napisała:

                          > Dlaczego wieża jest dla Ciebie kobiecym symbolem?


                          Ponieważ wchodzi się na nią stromymi schodkami,ciasnym przejściem - to wagina.
                          Wieża może być równie dobrze symbolem fallicznym(kiedy majaczy z oddali, jak
                          waginalnym-kiedy się do niej wchodzi.
                      • illiterate Re: Śpiąca Królewna 05.03.07, 09:23
                        Dzgajaca wagina? Wagina moze ewentualnie pozerac, ale dzgac nie ma czym :)
                        • kocia_noga Re: Śpiąca Królewna 05.03.07, 20:08
                          illiterate napisała:

                          > Dzgajaca wagina? Wagina moze ewentualnie pozerac, ale dzgac nie ma czym :)

                          Zastanawiałam się już nad tym i wiem,że pomyliłam wrzeciono z czółnem do
                          tkania.Poszukałam w sieci, jak wygląda wrzeciono,rzeczywiście niewiele ma
                          wspólnego z waginą,ale i z fallusem tez niewiele.
                          Z drugiej strony przędzenie to bardzo kobieca czynność.Parki były prządkami,
                          Arachne,wiele symboli się z tym zajęciem wiąże.
                          Moim zdaniem królewnę skaleczyła kobiecość.Wieża, staruszka i kądziel - nic tu
                          męskiego,żeby doszlo do defloracji.
                          Ale oczywiście,się przy tym nie mam zamiaru upierać.
                          • nauthiz7 Re: Śpiąca Królewna 05.03.07, 20:32
                            > Moim zdaniem królewnę skaleczyła kobiecość.Wieża, staruszka i kądziel - nic tu
                            > męskiego,żeby doszlo do defloracji.

                            Może było to po prostu zbyt brutalne uświadomienie? Na zasadzie: starsza koleżanka na podwórku zdradza młodszej koleżance tajemnicę, co też dorośli robią wieczorami w sypialni - sama dobrze nie wie, więc ubarwia jak może strasznymi szczegółami. Typowa reakcja młodszej: ja tak nie mam zamiaru! W skrajnym przypadku dziewczyna w ogóle unika chłopców, którzy takie straszne rzeczy mogą robić, czyli królewna zapada w sen.

                            A potem pojawia się książę na białym koniu, który albo jest tak łagodny i cierpliwy, albo też chemia między nimi jest na tyle silna, że przełamuje strach dziewczyny. I żyją długo i szczęśliwie. :-)
                          • malila Re: Śpiąca Królewna 06.03.07, 00:21
                            Albo królewna wiedziona podszeptem wewnętrznej starej kobiety sama zrobiła
                            sobie dobrze. A ponieważ jest to nieakceptowalne społecznie, więc i umarła, a
                            właściwie usnęła dla społeczeństwa. A po stu latach, kiedy udało się ją
                            sprowadzić na dobrą drogę, mogła do społeczeństwa wrócić i była gotowa do
                            tradycyjnych zaślubin i oddanie swej kobiecości panu mężowi.
                            • jagandra Re: Śpiąca Królewna 08.05.07, 09:40
                              Wkleję słowa Dagmamy z forum feministki i córeczki. Może się już spotkałyście z tą interpretacją, ale ja jeszcze nie :)
                              To kolejna interpretacja tej baśni, która jest o mnie ;)

                              "Jedna niemiecka feministka uważa, że zmuszenie kobiet do lekceważenia
                              miesiączki, pomijania jej istnienia przez wieki, to wręcz spisek.

                              Bajka o Spiacej Królewnie jest jej zdaniem o tym: mężczyźni ustanowili 12
                              miesięcy, zamiast 13 księżycowych, trwających 28 dni, by "rozregulować" kobiety
                              (król nie zaprosił trzynastej wróżki), a królewna jest ukarana za krwawienie:-)"
                              • iokepine Re: Śpiąca Królewna 08.05.07, 11:49
                                Cieszę się, że przekleiłaś ten wątek. Czyżby to była na jednym z poziomów baśń
                                o przechodzeniu z kalenarza ksieżycowego (noc, księżyc, śpiąca królewna) na
                                słoneczny (dzień, słońce, książę) ?

                                Jest coś na rzeczy. Jeśli nie używa się kalendarza księzycowego, dużo trudniej
                                wyliczyć sobie, kiedy dostanie się okres (o ile jest regularny). Ostatnio
                                koleżanka opowiadała mi o tym, jak ginekolog (facet) próbował ją zdeprecjonować
                                w ten sposób, żeby udowodnić, że jest tak głupia, ze nie potrafi sobie
                                wyliczyć, kiedy miała ostatni okres.

                                To była przychodnia państwowa rzecz jasna.
                                • jagandra Re: Śpiąca Królewna 10.05.07, 17:01
                                  A kobiety faktycznie mają regularne, 28-dniowe cykle? Chyba różnie z nimi bywa. Nie podoba mi się całkiem powszechne wśród ginekologów traktwanie nieregularnego cyklu jako patologii i przepisywanie pigułek hormonalnych w celu "regulacji".
                                  Traktowałabym tę 13 wróżkę bardziej symbolicznie. Cykl księżycowy jest (chyba) w wielu kulturach kojarzony z cyklem kobiecym, jego dobieranie, "dojrzewanie" przypomina ciążę lub jajeczkowanie (chociaz nie wiem, czy kiedyś kobiety wiedziały o jajeczkowaniu jako takim). Zmiany zachodzące w kobiecym organizmie są ukryte, a księżyc świeci w nocy. No i w czasie pełni częściej pękają pęcherze płodowe, więc rodzi się więcej dzieci :)
                                  Właśnie mi przyszło do głowy, że być może oczekiwanie, że cykl kobiecy powinien trwać 28 dni wynika z tych podobieństw.
                                  Tak czy siak interpretacja, według której spychanie do podziemia 13 wróżki kojarzonej z cyklem księżycowym, to piętnowanie i ukrywanie miesiączki, bardzo mi pasuje, do mnie rzecz jasna ;) "Niezauważanie" miesiączki to też niezauważanie dni płodnych i w ogóle różnych sygnałów płynących z ciała.
                                  Jeszcze pójdę o krok dalej, słusznie czy niesłusznie, i napiszę , że niezauważanie tych sygnałów można wiązać albo z odcięciem od potrzeb seksualnych, albo też z brakiem panowania nad nimi. No i wtedy okazuje się, że zamknięcie w wieży staje się uzasadnione - młodą dziewczynę trzeba pilnować, żeby sobie nie napytała biedy.
                                  • jagandra M. Atwood "Penelopiada" - o liczbie 13 14.05.07, 17:37
                                    Wiedziałam, że gdzieś coś już czytałam o tej trzynastce ;)
                                    Wrzucę tu jeden rozdział z Penelopiady. Za słabo znam mitologię grecką, żeby rozumieć wszystkie odniesienia, ale może ktoś inny zrozumie, a ja się ponapawam pięknym językiem :)))

                                    Tylko napiszę, żeby ktoś kto nie pamięta Odysei, wiedział z grubsza o co chodzi, że Odys po powrocie do Itaki powiesił 12 służek Penelopy.

                                    XXIV
                                    Chór: Wykład z antropologii

                                    Wygłaszają służki
                                    Z czym nasza liczba, liczba służek - dwanaście - kojarzy się światłym umysłom? Jest dwunastu apostołów, dwanaście dni Godów, owszem, lecz jest także dwanaście miesięcy, a z czym światłym umysłom kojarzy się słowo "miesiąc"? Słucham? Pan z tyłu? Zgadza się! "Miesiąc", jak powszechnie wiadomo, oznacza również "księżyc". O, to nie przypadek, bynajmniej nie przypadek, że było nas dwanaście, nie zaś jedenaście lub trzynaście, ani też sześć, jak przysłowiowych kucharek!
                                    Albowiem nie byłyśmy zwykłymi sługami. Nie byłyśmy wyłącznie niewolnicami, popychadłami. O nie! Bez wątpienia spełniałyśmy wyższą funkcję. Może więc nie dwanaście dziewek służebnych, lecz dwanaście dziewic? Dwanaście dziewic księżycowych, towarzyszek Artemidy, dziewiczej, acz śmiercionośnej bogini księżyca? Czy zatem uosabiamy rytualną ofiarę, wierne kapłanki, które odegrały swoją rolę, najpierw uczestnicząc w orgiastycznym obrzędzie płodności z udziałem zaltoników, potem w akcie oczyszczenia przez obmycie w krwi zabitych mężczyzn - oto hekatomba ku chwale bogini! - po to by odnowić dziewictwo, tak jak Artemida, gdy wykąpała się w źródle zabarwionym krwią Akteona? A później z własnej woli złożyłyśmy siebie w ofierze, symbolizując nów Księżyca, ażeby cykl mógł się rozpocząć od nowa, żeby raz jeszcze odrodziło się bóstwo, srebrzysty sierp na firmamencie. Czemu altruizm i oddanie przypisujecie raczej Ifigenii aniżeli nam?
                                    Taka interpretacja zdarzeń wiąże się - wybaczcie grę słów - z liną okrętową, na któej zawisłyśmy, gdyż młody Księżyc to zarazem statek. Wspomnijmy tu jeszcze łuk, tak ważny element historii, łuk Artemidy, łuk półksiężyc, użyty do wypuszczenia strzały, by przeszyła dwanaście toporów - dwanaście! Śmignęła przez ucha w stylisku, ucha okrągłe niczym Księżyc w pełni! A samo powieszenie... zastanówcie się, szanowne światłe umysły, co oznacza powieszenie. Nad ziemią, w powietrzu, złączone z morzem podległym władzy Księżyca, za pośrednictwem okrętowej pępowiny - ileż tu wskazówek, nie sposó ich przeoczyć!
                                    Pan coś mówił? Pan z tyłu? Tak, istotnie, liczba miesięcy księżycowych to trzynaście, więc i nas powinno być tyle. Wobec czego, powiada pan - triumfalnie, dodajmy - powyższa teoria mija się z prawdą, skoro jest nas tylko dwanaście. Chwileczkę! W sumie było trzynaście! Trzynasta to nasza arcykapłanka, wcielenie samej Artemidy. Ni mniej, nie więcej, tylko... tak! Królowa Penelopa!
                                    Niewykluczone zatem, że gwałt oraz stryczek symbolizują obalenie matriarchalnego kultu księżyca przez uzurpatorów - barbarzyńców wyznających patriarchalny kult boga ojca. Przywódca owej grupy, Odyseusz, rościłby sobie wówczas prawo do tronu dzięki małżeństwu z arcykapłanką, czyli Penelopą.
                                    Nie, proszę pana, nie przyznajemy, że to wyssane z palca feministyczne dyrdymały. Potrafimy zrozumieć pańską niechęć do ujawniania takich spraw - gwałty i morderstwa nie należą do przyjemnych tematów - niemniej tego rodzaju zamachy zdarzały się w całym basenie Morza Śródziemnego, czego niejednokrotnie dowiodła archeologia na stanowiskach prehistorycznych.
                                    Z pewnością owe topory, których - co znamienne - nie użyto podczas rzezi, których roli (co równie znamienne) nie wyjaśnił żaden z komentatorów w ciągu trzech tysięcy lat - z pewnością były to powiązane z minojskim kultem Wielkiej Matki obosieczne rytualne labrysy służące do ścięcia głowy królowi na koniec rocznej kadencji czyli po upływie trzynastu miesięcy księżycowych! Zbuntowany
                                    król strzela z Jej własnego łuku do Jej rytualnych toporów życia i śmierci, aby zademonstrować swą władzę - toż to świętokradztwo! Podobnie, patriarchalny penis jednostronnie wstrzeliwuje się w... Ale nie odbiegajmy od tematu.
                                    Gdyby takie zawody łucznicze urządzono zgodnie z modelem przedpatriarchalnym, odbyłyby się w prawidłowy sposób. Zwycięzcę ogłoszono by rytualnym królem na rok, a po roku powieszono - pamiętajcie o motywie Wisielca, który do dzisiaj przetrwał jedynie w formie podrzędnej karty tarota. Królowi wyrwano by rówinież genitalia, co czeka trutnia poślubionego królowej pszczół. Obydwie ceremonie - powieszenie i wyrwanie genitaliów - zapewniłyby ziemi urodzaj. Aliści dyktator Odyseusz nie zamierzał umrzeć z końcem swej prawmocnej kadencji. Pragnąc nadal żyć i panować, znalazł zastępców. Rzeczywiśćie, ktoś stracił genitalia - ale nie on, tylko koźlarz Melantios. Kogoś też powieszono: to my, dwanaście dziewic księżycowych, zawisłyśmy zamiast uzurpatora.
                                    Mogłybyśmy ciągnąć dalej. Czy chcecie obejrzeć malowidła na ceramice, rzeźbione figurki bogini? Nie? Mniejsza z tym. Chodzi o to, szanowne światłe umysły, że nie musicie aż tak się nami przejmować. Nie myślcie o nas jako o kobietach z krwi i kości, o prawdziwym cierpieniu, prawdziwej krzywdzie. Szkoda nerwów. Darujcie sobie obrzydliwe szczegóły. Uznajcie nas za czysty symbol. Nie jesteśmy prawdziwsze niż pieniądze.
                                  • iokepine Re: Śpiąca Królewna - kłujący żywopłot 01.07.07, 23:01
                                    Wiecie, przeczytałam dziś jeszcze raz "śpiącą Rózyczkę" w wersji Braci Grimm i
                                    uderzyło mnie to, że w ciągu tych śpiących 100 lat młodziency, którzy próbowali
                                    sie przedostać przez płit, ginęli marnie w cierniach.

                                    Mam skojarzenia z vagina dentata, z "bo to zła kobieta była" i innymi femme
                                    fatale. Bardziej lightowo myślę sobie, ze póki kobieta ie jest gotowa, żaden
                                    najbardoej dopalony książę na białym koniu nie ma szans.
      • jagandra Re: Śpiąca Królewna - starsze wersje 13.03.07, 09:57
        Poczytałam:

        www.endicott-studio.com/rdrm/forsleep.html
        Najstarsza baśń, w której pojawia się motyw snu podobnego do śmierci pochodzi z Baśni tysiąca i jednej nocy. Kobieta pragnie mieć córkę, nawet jeśli nie znosiłaby ona lnu (dlaczego lnu?). Jej pragnienie spełna się. W pięknej dziewczynie, gdy dorosła, zakochuje się syn sułtana. Wtedy ona przez przypadek dotyka lnu i zasypia. Leży w świątyni, dokąd przybywa syn sułtana i budzi ją pocałunkiem, po czym przez 40 dni uprawiają seks. Następnie syn sułtana wraca do siebie. Urażona dziewczyna używa pierścienia Salomona i wyczarowuje wspaniały pałac tuż obok pałacu Sułtana, zamienia również siebie w jeszcze piękniejszą kobietę, tak by syn sułtana nie poznał w niej swojej byłej kochanki. Syn sułtana zakochuje się w niej, przysyła jej prezenty, jednak ona drwi z niego, karmi złotem kurczaki, a wykwintnych tkanin używa jako szmatek. Zrozpaczony syn sułtana pyta, jak może udowodnić, że jest godzień zostać jej mężem. Ona mówi, że musi zostać zawinięty w całun, pochowany i opłakany jako martwy. Syn sułtana zgadza się, zostaje pochowany, a jego matka opłakuje jego śmierć. Wtedy młoda kobieta ożywia go, zdradza kim jest naprawdę i mówi, że teraz już wie, że syn sułtana zrobi wszystko dla kobiety, którą kocha.

        "Słońce, Księżyc i Talia" z XVII wieku. Talia zasypia, gdy kawałek lnu wbił jej się pod paznokieć i leży sama w chatce w środku lasu. Znajduje ją tam król i uprawia z nią seks, po czym wraca do swojego królestwa i żony. Talia po 9 miesiącach rodzi bliźniaki, chłopiec szukając piersi matki ssie jej kciuk i w ten sposób wyjmuje kawałek lnu spod jej paznokcia, a Talia się budzi. Mieszka w chatce z dziećmi - Słońcem (chłopcem) i Księżycem (dziewczynką). Po jakimś czasie odnajduje ją król i zabiera do swojego królestwa. Żona króla nie jest z tego powodu szczęśliwa. Najpierw próbuje uśmiercić dzieci każąc kucharzowi przyrządzić je na obiad, ten jednak ukrywa dzieci i zamiast nich podaje koźlę i jagnię. Potem chce spalić Talię na stosie, jednak wszystkie warstwy jej ubrania podnoszą głośny krzyk, król słyszy ten krzyk i przybywa jej na pomoc. Królowa zostaje zabita, a król i Talia pobierają się.

        W wersji Perraulta król zmienia się w księcia a jego żona w matkę. Szczegółów nie ma w linku.

        No a potem mamy Śpiącą Królewnę braci Grimm, gdzie seksualność pozostaje już tylko w domyśle. Starsze wersje były przy tym podobno sprośne.
        Co Wy na to?
        Co może symbolizować len?
        Mnie uderzyło to, że w starszych wersjach sen Śpiącej jest tylko jednym z elementów baśni i jej przygód, a z czasem staje się jej głównym "zajęciem". W wersji z Tysiąca i jednej nocy zasypiają też oboje kochankowie, przy czym kobieta ma zdecydowanie aktywną rolę. Wersja z Talią to jak marzenie mężczyzny o miłości opartej na władzy (śpiąca piękność). Przy tym według autorki artykułu imiona dzieci sugerują, że motyw ten pochodzi ze starszych przekazów (narodziny słońca i księżyca), a zdolność powicia dzieci przez sen jest oznaką nadprzyrodzonych mocy ich matki. To jednocześnie usprawiedliwienie dla króla, który nie zdradza żony z kobietą w pełni realną. Jednak mam wrażenie, że pochodząca z dawnych czasów kobieca moc Talii w tej wersji już mocno zblakła.
        Za to wiedźma pojawia się dopiero u Grimmów - kolejny przebłysk kobiecej siły, tym razem zepchniętej do podziemia?
        Zastnawiam się też nad wspólnym rodowodem Śpiącej Królewny i Roszpunki - w obu baśniach mamy wieżę i w obu dziewczyna rodzi bliźniaki i mieszka z nimi w chatce w lesie (w Śpiącej w starszej wersji).
        • kocia_noga Re: Śpiąca Królewna - starsze wersje 13.03.07, 17:42
          Tez się zastanawiam, co z tym lnem.Może to był najpowszechniejszy materiał do
          przędzenia? Awersja do lnu, czyli kobiecej roboty.Nie wiem.
        • dynamitee Re: Śpiąca Królewna - starsze wersje 23.03.07, 22:16
          zastanawiałam się nad tym lnem i wygląda mi na to, że zapoczątkowuje on
          przemianę- transformację dziewczyny (jeżeli potraktować sen jako transformację;
          sen zaczyna się od kontaktu z lnem). ta przemiana może dotyczyć przemiany
          dziewczyny w kobietę. czytałam w necie, że produkcją lnu w czasach biblijnych
          zajmowały się kobiety. len był więc wytworem kobiety i być może dlatego jest tu
          czynnikiem wywołującym sen- transformację (dziewczyny w kobietę).

          wyczytałam też, że najczystsza wersja lnu zwana bisiorem była wykorzystywana
          jako ubiór kapłanów i królów, też do wystroju swiątyń.

          napisałam tu o przemianie dziewczyny w kobietę- chodzi mi o kobietę w
          pełni "zintegrowaną" (jak wcześniej w naszych interpretacjach Anima+ Animus).
          Talia rodzi bliźniaki (bliźniaki mogą symbolizować jin i jang, dopełniające się
          pierwiastki żeński i męski), po 9 m-cach (9 to jakby zakonczenie, zwienczenie
          cyklu, tutaj zakonczenie snu- transformacji). słońce i księżyc to dopełniająca
          się para ciał niebieskich, symbolizujących odpowiednio energię męską (słońce) i
          żeńską (księżyc). kto wybudza Talię ze snu? słońce- równoważnik mężczyzny. to
          oczywiście gdyby nie traktować tej opowieści dosłownie, ale bardziej
          symbolicznie.
    • illiterate Buka 28.02.07, 00:41
      Buka - Muminkow. Pojawila sie chyba we wszystkich tomikach, znienacka i nie
      wiadomo skad, sunac powoli i zostawiajac za soba warstwe szronu na wszystkim,
      czego dotknela. Budzila powszechne przerazenie. Przyciagaly ja przedmioty,
      ktore swiecily i/lub dawaly cieplo (lampa naftowa, rubin Czarnoksieznika).
      Final jej historii:

      "Buka siedziała na plaży i czekała. Muminek wyszedł naprzeciw niej bez lampy,
      stanął przy łódce i spojrzał na nią. Nic nie mógł dla niej zrobić. Słyszał
      bijące trwożnie serce wyspy głęboko w ziemi, szepczące żałośnie kamienie i
      drzewa, które uciekały od morza i na to też nie miał żadnej rady. Nagle Buka
      zaczęła śpiewać. Zaintonowała swą pieśń radości i powiewając spódnicami kiwała
      się w przód i w tył, jak gdyby chciała pokazać we wszystkie możliwe dla niej
      sposoby, że cieszy się z przyjścia Muminka. Muminek zrobił krok naprzód,
      niesłychanie zdziwiony. Nie było żadnej wątpliwości, że Buka cieszy się z jego
      widoku. Nie przeszkadzał jej brak sztormówki cieszyła się, że on przyszedł
      spotkać się z nią. Muminek stał bez ruchu, dopóki Buka nie skończyła tańca, a
      potem patrzył za nią, jak odchodziła brzegiem morza. Kiedy zniknęła mu z oczu,
      podszedł i dotknął piasku, gdzie Buka stała: wcale nie był zamarznięty, lecz
      taki sam, jak zawsze. Inie uciekał spod nóg. Muminek nasłuchiwał uważnie, ale
      dochodził go tylko szum fal. Wydawało się, że wyspa zasnęła nagle głębokim
      snem. Muminek wrócił do domu. Reszta rodziny już spała, a w piecu tliły się
      resztki żaru. Wgramolił się do łóżka i zwinął w kłębek. - Co powiedziała? -
      szepnęła Mała Mi. - Ucieszyła się - odszepnął Muminek. - Nie zauważyła żadnej
      różnicy."

      Ze wszystkich postaci ta wydawala mi sie najbardziej inspirujaca. Ona i
      Hatifnatowie. Muminek i jego drobnomieszczanska rodzina mnie wkurzali
      niemozliwie.
      • pani.jazz Re: Buka 02.03.07, 22:12
        Jako dziecko przerazliwie balam sie Buki. Kilka lat temu widzialam? czytalam? w kazdym razie dowiedzialam sie, o co jej chodzilo. Ulamek historii, ktory pamietam opowiada o tym, ze Buka zbliza sie do ogromnego ogniska i gasi je soba, po czym gorzko zawodzi (?). Dotarlo do mnie, ze ten straszny potwor niszczacy wszystko gdziekolwiek sie pojawi to istota samotna, zapewne przestraszona, przerazliwie smutna i pragnaca ciepla, ktorego nikt jej nie chce dac - ze strachu.
        Orany, jak ja wtedy plakalam :).

        To interpretacja prosta, powiedziec by mozna "po wierzchu" - ale bardzo zyciowa. Nie watpie, ze plakalam, bo czulam sie wtedy Buka.
        • illiterate Re: Buka 03.03.07, 18:02
          Wlasnie o to chodzi. Kazdy ma swoja Buke.
          Jest samotnosc, ktora zzera, pochlania olbrzymie ilosci energii i jest ciagle
          nienasycona. I samotnosc, ktora celebruje radosc z bycia. Wtedy Buka nagle
          zaczyna spiewac :)
          • sir.vimes Re: Buka 04.03.07, 10:35
            Co więcej - chyba każdy ma taki moment życiowy w którym po prostu czuje sie Buką.

            Buka to depresja i autodestrukcja.
      • iokepine Muminki/ Panna Migotka 04.03.07, 14:14
        Olga Tokarczuk napisała kiedyś dla "Charakterów" piękny tekst o Muminkach, który
        gdzieś jeszcze mam:) Wychodzi w nim od opowieści o imprezie nastoletniej, gdzie
        każy miał się przebrać za jakąś postać z Muminków. Przebrania poszczególnych
        osób wywołały dużo radości, ponieważ świetnie pasowały do osobowości
        poszczególnych osób. Tak to jest, ze ulubieni bohaterzy w jakiś sposb
        korespondują z naszym wnętrzem, z naszym ja:)


        Moją ulubioną postacią jest Panna Migotka. Swego czasu nawet nosiłam przez kilka
        lat bransoletkę na lewej nodze:D

        Lubię ją, bo jest uprzejma, hojna, troszczy się o innych, ale nie zapomina o
        sobie, dba o swój wygląd, lubi kwiaty, lubi tańczyć, jest lojalna. Załuję, że
        Tove Jansson nie napisała żadnego opowiadania z nią w roli głównej. Myślę, że
        byłoby to tównie ciekawe, jak pamiętniki Tatusia Muminka czy przygody
        Włóczykija, Ryjka i Muminka.

        Trochę mi tych kobiecych herstorii brakuje nota bene. Nie znamy młodości Mamy
        Muminka, nie wiemy, jakie przygody przed poznaniem Taty Muminka. I tak samo nie
        znamy herstorii Panny Migotki.


        A wracając do Panny Migotki - co z tego, że lubi ładnie wyglądać i lata z
        lusterkiem? Cóż po pierwsze Wenus też latała z lusterkiem i nosiła kwiaty we
        włosach i jakoś nikt jej się nie czepia, a po drugie to lusterko dostała od
        Muminka... To chyna wiele wyjaśnia;)
        A poza tym ma loczki, tak jak ja;)

        "Nic mięła,
        słonko wstało!
        Po Hatifnatach
        śladu nie zostało!
        Więc nie trap się
        wczirajszym smutkiem,
        ciesz się taczej jego skutkiem!
        Niech się nowiny
        dowie świat szeroki:
        Panna Miggotka
        będzie miałą looki!"
        • lezbobimbo Re: Muminki/archetypy kobiece, mala Mi :) 31.08.07, 15:24
          iokepine napisała:
          > Trochę mi tych kobiecych herstorii brakuje nota bene. Nie znamy
          >młodości Mamy> Muminka, nie wiemy, jakie przygody przed poznaniem
          >Taty Muminka. I tak samo nie
          > znamy herstorii Panny Migotki.

          Ano tez mi brakuje, ale na szczescie sa conajmniej 2 wyraziste i nie
          dajace sie pominac kobiece postacie: niezrównana, przeboska Mala MI
          oraz
          jej wygodnicka, urocza siostra Mimbla :)))))

          Jest tez rzeczowa Too-tiki, w której Tove opisala swoja wlasna
          ukochana malzonke :)

          No i dramatyczna panna Filifionka, do której zywie wielka sympatie,
          chociaz w jej zyciu tyle sprzatania ;)
          • iokepine Re: Muminki/archetypy kobiece, mala Mi :) 20.10.07, 22:03
            Tak naprawdę, to nawer nie wiemy, jak nazywali się rodzice muminka, zanim
            pojawił się Muminek.

            A Tove miałą partnerkę? Nie wiedziałam. Dobrze, że Giertych o tym nie wie.
            • bene_gesserit Tu o Muminkach i Tove 20.11.07, 21:26
              tygodnik.onet.pl/1545,5523,1130470,1,tematy.html
          • mimbla.londyn Re: Muminki/archetypy kobiece 28.10.07, 09:34

            Witam,
            wapanialy watek,dziekuje.

            A ja czesto rozmyslalam o Mamie Muminka:
            -jej matczyne podejscie do KAZDEGO,
            -jej koniecznosc wyrozumialosci i docenianie nawet najmniejszego
            stworzonka,
            -kiedys denerwowala mnie jej IDEALNOSC, ale...
            wlasnie,do momentu gdy za jej sprawa ukazalo sie
            swiatu "niewidzialne dziecko" (przypominam spacerujaca po domu
            Muminkow sukienke z kokarda w miejscu gdzie znajdowac sie powinien
            czubek glowy ),
            a,i jeszcze ta jej ukochana torebka,bez ktorej czula sie bardzo zle
            i smutno-tak jakby w calym tym nawale obowiazkow dbania o WSZYSTKICH
            sama sobie musiala przypominac o swojej kobiecosci=torebka z jej
            tajemnicami i skarbami.
            Tak,Mama Muminka da sie lubic ;)
            I Filifionka ,i Paszczak ,i Buka ,I Topik i Topcia,wlasciwie to
            kazde stworzonko ma w sobie cos co przyciaga i porusza.
            Uff,tylko ten Tatus Muminka... Ale to juz inna historia ;)





            *****************************************************

            ...taki zwyczajny ,pogodny dzien - a tyle zmienil...
    • illiterate Czarnoksieznik z Archipelagu 03.03.07, 18:14
      Kto czytal?
      To najmadrzejsza historia o dojrzewaniu - jesli sa opowiesci terapeutyczne, to
      ta nia jest na pewno.
      • sir.vimes Doskonała 04.03.07, 10:33
        ja czytałam i Ged jest chyba jedyną postacią literacka z którą mogę utożsamiać
        się na poważnie i bez ale.
        Uważam, że powinno się podsuwać tą książkę osobom w wieku dorastania -
        poszukiwania siebie.
        Urzekło mnie to, ze to baśń bez lukru. Jest smutna i poważna - bez
        głupkowatości, która moim zdaniem niszczy wiele współczesnych opowieści "dla
        młodzieży". Choćby Harrego pottera, którego skądinąd czytałam z przyjemnością.
        • iokepine Re: Doskonała 04.03.07, 14:16
          Dobra, zwłaszcza pierwsza część.

          Dla mnie o wiele ważniejsza jednak jest "Lewa ręka ciemności" i cały cykl Hain.
        • illiterate Re: Doskonała 07.03.07, 22:09
          Jest powazna, ale wciaga w wykreowany przez autorke swiat bez reszty. Kilka
          powiesci U.L. ma te dziwna wlasciwosc (co dziwniejsze, poziom jej utworow jest
          bardzo nierowny). Polecilam 'Czarnoksieznika' kilku osobom, ktore mialy problem
          z dorosnieciem, i za kazdym razem dzialala - kiedy przeczytali, mowili 'Ged to
          ja'.
          Mi jakos sie Ged odbija w postaci agentki Clarice Sterling z 'Milczenia owiec',
          chociaz to zupelnie inna bajka, ale w sumie temat jest ten sam, bo obie
          powiesci sa inicjacyjne.
          • sir.vimes Re: Doskonała 15.03.07, 22:18
            Ciekawe, że to napisałaś, bo Sterling też jakoś "pomogła mi się odnależć" - a
            nigdy nie łączyłam tych postaci.
            • illiterate Re: Doskonała 15.03.07, 22:29
              To sa zupelnie inne postacie, ale laczy ich specyficzny moment w zyciu.
              Hanibal ma w sobie duzo ze smoka. Archetyp spotkania ze smokiem to spotkanie z
              zagrazajaca, 'pozerajaca' madroscia, madroscia 'nieludzka', wyzbyta
              humanitarnyych zasad. Spotkanie, ktore albo Cie niszczy, albo przenosi na
              wyzszy poziom rozwoju. Noi - obie powiesci traktuja o kontakcie z Cieniem.
    • jagandra Brat i siostra 15.04.07, 19:26
      Ta interpretacja zrobiła na mnie ogromne wrażenie:
      www.endicott-studio.com/rdrm/forbrsis.html
      Streszczę ją.
      Baśń o bracie i siostrze jako opowieść o ludziach pochodzących z destrukcyjnych rodzin, doznających przemocy.

      Brat i siostra postanawiają odejść z domu, ponieważ są źle traktowani przez macochę.

      Uciekają, nie są jeszcze w pełni gotowi do samodzielnego życia, ale nie widzą dla siebie innej szansy. To początek drogi ku wyzwoleniu, jeśli uda im się ją przejść.

      Macocha, mimo że zła, jest też motorem zmiany - przez nią wyruszyli w świat. Chociaż właściwie motorem zmiany jest umiejętność zobaczenia zła, jakie im wyrządzała - o tym będzie później.
      Macocha była złą czarownicą i zaczarowała wszystkie strumieni w lesie. Gdy brat chciał się napić, siostra usłyszała, jak srumień mówi, że kto się z niego napije, zamieni się w tygrysa. Prosi więc brata, by nie pił, bo gdy się napije, rozszarpie ją. Po napiciu się wody z drugiego strumienia zamieniłby się w wilka, znowu siostra prosi, by nie pił, bo wtedy by ją pożarł. Trzeci strumień ostrzega, że kto się z niego napije, zamieni się w jelenia. Siostra prosi brata, by nie pił, bo ucieknie od niej, ten jednak pije i zamienia się w jelenia. Siostra zakłada mu na szyję swoją podwiązkę i robi smycz z gałęzi. Idą dalej w las i znajdują małą chatkę, w której mieszkają.
      Pewnego dnia słychać odgłosy polowania i brat biegnie tam. Wraca wieczorem do domu, następnego dnia znowu biegnie na polowanie, tym razem wraca ranny. Trzeciego dnia prosi siostrę, by go znowu wypuściła mówiąc, że umrze z pragnienia, jeśli zostanie w domu, ponieważ zbyt mocno chce uciekać przed myśliwymi. Siostra go wypuszcza. Poprzedniego dnia jednak jeden z myśliwych zobaczył, jak jeleń wchodzi do chatki, powiedział o tym królowi i król przyszedł do chatki. Poprosił o rękę siostrę, a ona zgodziła się pod warunkiem, że zabiorą razem jej brata - jelenia. W zamku odbywa się wesele i wszyscy żyją szczęśliwie.
      Gdy macocha się o tym dowiaduje, jest wściekła. Jej jednooka córka również jest wściekła, sama chce zostać królową.

      Córka złej macochy, która została w domu, nie miała jednego oka, była na wpół ślepa. Nie dostrzegała zła. Czasem nie można znieść pełnej świadomości tego, co się dzieje lub działo w przeszłości, czasem jest to nakaz niewidzenia, czasem skutek dorastania w rodzinie, w której nikt nie dostrzega zła.
      Osoby wychowane w takich rodzinach mają trudność w rozróżnieniu ludzi, którzy chcą pomóc od tych, którzy chcą nas zniszczyć. Stąd opisywana w psychologii skłonność do powtarzania bolesnych doświadczeń z dzieciństwa, a także odnawiania przemocy w relacjach z własnymi dziećmi.

      Królowa rodzi synka w czasie, gdy król jest na polowaniu.
      Czarownica przyjmuje postać pokojówki i namawia królową, by wzięła kąpiel i w ten sposób odpoczęła po porodzie (królowa nie odróżnia osoby chcącej pomóc od osoby chcącej zaszkodzić). Macocha rozpala w łazience tak silny ogień, że królowa dusi się.
      Potem kładzie w królewskim łożu swoją córkę, nadaje jej wygląd królowej, nie może jednak dodać jej nieobecnego oka. Każe jej więc leżeć na boku, na którym nie ma oka.

      Ukrywając zło, które nas spotyka(ło), ukrywamy też część siebie (leżenie na jednym boku).
      Prawdziwa królowa - uduszona, to symbol prawdziwej duszy. Zamiast prawdziwej osoby przez życie idzie na wpół ślepy oszust udający ją, w rzeczywistości grające różne role. "Dobre dziecko" nie pozwalające sobie na okazywanie agresji wprost. "Klown" odwracający uwagę od tego, co bolesne, przez dowcip i tworzenie zamieszania. "Złe dziecko" igrające z ogniem, niszczące siebie. "Kozioł ofiarny". (M.in. takie role są wymieniane w literaturze dotyczącej funkcjonowania rodzin alkoholowych.) Siostra to zapewne "dobra dziewczynka", jeleń - "zły chłopiec".

      Dodatkowo macocha nie pozwoliła królowi podejść do łoża tłumacząc, że królowa musi odpoczywać i nie może jeszcze widzieć światła.

      To typowa w destrukcyjnach rodzinach konspiracja, obowiązek milczenia, dochowania tajemnicy, niewidzenia światła. Kłamstwa, w które wierzy oszust o jednym oku, ale w które nie wierzy zamknięta dusza.

      Prawdziwa królowa, ta uduszona, przychodzi w nocy, by nakarmić dziecko piersią i pogłaskać jelenia. Widzi ją tylko piastunka, lecz nie ma odwagi nikomu o tym opowiedzieć. Przez jakiś czas królowa przychodzi co noc, aż wreszcie mówi, że przyjdzie jeszcze tylko dwa razy, potem nigdy więcej. Piastunka opowiada o tym królowi, który przychodzi na noc do pokoju dziecinnego, widzi królową i słyszy ją, jak mówi, że przyjdzie jeszcze tylko jeden raz. Jednak przerażony nie ma odwagi odezwać się do niej. Następnej nocy królowa oznajmia, że nigdy więcej nie przyjdzie. Wtedy król wychodzi z ukrycia i mówi, że na pewno jest jego ukochaną żoną, a ona to potwierdza i w tej chwili odzyskuje w pełni życie.

      Jeżel decydujemy się nie widzieć, skutkiem tego jest, że same też nie jesteśmy widziane. Inni ludzie widzą tylko oszusta z jednym okiem i nie wiedzą, że jest ktoś jeszcze. Gdy ktoś zobaczy nas takimi, jakie jesteśmy naprawdę, jest to chwila wyzwolenia. Tu król zobaczył prawdziwą królową i przemówił do niej.

      Zła macocha i jej córka stają przed sądem. Jednooką córkę zabrano do lasu, gdzie rozszarpały ją dzikie zwierzęta, a czarownica została spalona. Wtedy jeleń odzyskuje postać człowieka.

      W baśni przewija się liczba 3:
      3 strumienie (zadbanie o siebie, zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb - ale nie kosztem bliskich); 3 dni polowania (podążanie za swoim sercem, nawet przy wielkim ryzyku); 3 noce, gdy królowa mówi (ktoś widzi, kim naprawdę jesteś).

      Ode mnie: znaczące jest to, że decyzja zostaje podjęta po urodzeniu dziecka - czy matka będzie sobą i zachowa zdolność kochania dziecka, czy też wejdzie w utarte koleiny i będzie powielać destrukcyjne wzory wyniesione z domu. To moment, gdy trudne przeżycia z dzieciństwa mogą się przypominać, na poziomie świadomym i nieświadomym. Możemy w płaczu dziecka słyszeć własny płacz sprzed lat. Możemy zareagować tak jak reagowali nasi rodzice, możemy próbować reagować tak, jak chciałybyśmy, by reagowali kiedyś nasi rodzice.
      Nie interpretowałabym dosłownie spalenia czarownicy jako zabicia matki czy zerwania wszelkich więzów. To raczej odrzucenie roli granej przez matkę (rodzica), decyzja by widzieć ją taką, jaką jest, i nie ukrywać zła, jakie wyrządziła.
      • iokepine Re: Brat i siostra 16.04.07, 11:16
        Niesamowite i piękne. W chwili czasu barzdiej się wbiję w tę stronę:)
    • jagandra Przyczajony tygrys, ukryty smok 20.05.07, 12:04
      Wczoraj na pierwszym programie leciał ten film. Obejrzałam go po raz drugi i całkiem inaczej odebrałam, ale nie układa mi się żadna spójna interpretacja. Może Wam się układa?
      • kocia_noga Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 20.05.07, 12:28
        Nam, tzn mnie i mężowi układa się,że Chińczycy mają niesamowity potencjał i
        troche się zaniepokoilismy.Skombinowali ładną dla oka chałę-drałę zgrabne
        połączenie gierek komputerowych, naparzanek, fantazy i westernu.Holiłud mejd in
        czajna z rozmachem, czysta zywa komercja.Durna plastikowa poppapka.Ładne
        obrazki.
        Kurde, jak oni się wezmą za ekspansje polityczną to już po nas.Kupia sobie
        jakąś partyjke i zrobią profesjonalna kampanię wyborczą.
        • bene_gesserit Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 20.05.07, 16:17
          kocia_noga napisała:

          > Nam, tzn mnie i mężowi układa się,że Chińczycy mają niesamowity potencjał i
          > troche się zaniepokoilismy.Skombinowali ładną dla oka chałę-drałę zgrabne
          > połączenie gierek komputerowych, naparzanek, fantazy i westernu.Holiłud mejd
          in
          >
          > czajna z rozmachem, czysta zywa komercja.Durna plastikowa poppapka.Ładne
          > obrazki.

          Jest wuxia, z cala swoja feministyczna strona (na watku wojowniczek skupia sie
          film), zdjecia nie sa 'ladnymi obrazkami', ale zapieraja dech w piersiach - nie
          wiem, czy widzialam ladniejsze w jakimkolwiek filmie, z ekranu slychac
          mandarynski, nie amerykanski, sa tez sceny latania; latanie mi sie snilo milion
          piecset razy i ono wlasnie tak wyglada, za co szacun. No ale film Anga Lee mial
          nieszczescie odniesc kasowy sukces i dostac 10 chyba nominacji do oskara -
          wystarczajacy powod, zeby nazywac go 'chałą' i krecic noskiem z niesmakiem.

          > Kurde, jak oni się wezmą za ekspansje polityczną to już po nas.Kupia sobie
          > jakąś partyjke i zrobią profesjonalna kampanię wyborczą.

          Uh, kocia - co jest?
          • iokepine Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 21.05.07, 21:17


            bene_gesserit napisała:
            >
            > Jest wuxia, z cala swoja feministyczna strona (na watku wojowniczek skupia sie
            > film),

            Dokładnie:) Jak się trochę bardziej kulturę chińską, to człowiek widzi nie tylko
            "ładne obrazki", ale i sensowność akcji, wie, dlaczego bohaterowie zachowują się
            tak, a nie inaczej.

            Pamiętam, jak rozmawiałam o tym filmie zjedną koleżanką, która w ogóle się Azją
            nie interesuje - i ona mówiła podobnie - ładne, ale dziwne i nie domo o czym. A
            przecież ten film jest o problemach egzystencjalnych i wyborach!

            > zdjecia nie sa 'ladnymi obrazkami', ale zapieraja dech w piersiach - nie
            >
            > wiem, czy widzialam ladniejsze w jakimkolwiek filmie, z ekranu slychac
            > mandarynski, nie amerykanski, sa tez sceny latania; latanie mi sie snilo milion
            >
            > piecset razy i ono wlasnie tak wyglada, za co szacun.

            Tak, tak się właśnie lata:)

            Chociaż jak dla mnie jedak mogli się bardziej postarać z linkami;)
            • jagandra Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 22.05.07, 20:15
              Być może powinnam była założyć osobny wątek? Ale dla mnie to właśnie baśń. Mogę mieć zły gust, ale film mnie poruszył ;) Mimo że nic prawie nie wiem na temat Chin.
              Zastrzegam, że film oglądalam w domu w towarzystwie mojej trzylatki, więc mogę go pamiętać niedokładnie.
              Jest bunt, usprawieliwiony ale w końcu obracający zbuntowaną przeciw wszystkiemu, również przeciw temu, co wartościowe. No bo zarzut Nefrytowej Lisicy był słuszny: mistrz sypiał z nią, ale nie chciał jej uczyć. Bunt głównej bohaterki (tej młodej znaczy się, imion nie pamiętam) przeciw narzuconej roli żony - też. Więc buntowi brakuje pokory (Pokłoń się! W takim razie miecz nie będzie ci potrzebny).
              Rozumowi, umiejętności snucia mądrych intryg brakuje spontaniczności, zdolności kierowania się odruchem serca (Jakąkolwiek podejmiesz decyzję, słuchaj swojego serca).
              Rozwojowi duchowemu, uwalnianiu się od ziemskich żądz brakuje ludzkiej miłości (Wolę być duchem potępionym błąkającym się u twoich stóp niż wkroczyć do królestwa niebieskiego bez ciebie).
              Wszystko ma swoje przeciwieństwo (czy dopełnienie).
              Pod koniec najpierw leci młodsza bohaterka, potem starsza. Może to pokazanie rozwoju od zbuntowanej dziewczyny do mądrej kobiety umiejącej rozważnie decydować?
              Co jeszcze?
              • iokepine Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 22.05.07, 22:03
                To co widzisz, jagandra, jest mi bliskie:)


                Mnie poruszyła relacja dojrzałej kobiety z młodziutką dziweczyną - np. rozmowa o
                tym, jakie wspaniałę jest życie wojowniczki - a ta, która nią jest, wyjaśnia
                młodszej, która jakoś nie chce w to wierzyć, ze takie życie nie jest tak
                cudowne, jak w powieściach przygodowych.

                Motyw bitwy pomiędzy tymi kobietami potem - ponieważ jedna mówi drugiej, ze jest
                gorsza - a ta wybucha gniewem. Pozorne opanowanie, jakże charakterystyczne dla
                kultury Wschodu, takze wśród jej fascynatów u nas. Coś w rodzaju Persony
                oświeconego - u nas zdarza się bardzo często wśród ćwiczących jogę i Qigongu.

                Motyw faceta, który w imię oświecenia odzuca uczucia - znamienny i zdarzajacy
                się takze i dziś, zwłaszcza w ezoterycznym światku.

                Motyw toksycznego zwiazku pomiedzy niańką a nastolatką - nauczycielka, która z
                jednej strony uczy, ale z drugiej - źle na nią wpływa.

                Fajny jest też motyw miłości nastolatów, ten młody zbójnik to ciekawa postać.

                No i piękne wu xia:)
                • jagandra Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 25.05.07, 10:39
                  > Fajny jest też motyw miłości nastolatów, ten młody zbójnik to ciekawa postać.

                  Na zasadzie przeciwieństw to tu jest miłość i nienawiść. Przejście od walki do czułości. Walka w której ostatecznie nie było zwycięscy albo było ich dwoje :)
                  I to że miłość trzeba rozwijać i pielęgnować "na pustyni" - we własnej przestrzeni, z dala od spojerzeń ludzkich i ich ocen, z dala od konwenansów.

                  > No i piękne wu xia:)

                  A co to właściwie znaczy?

                  Co do latania - śniło mi się niestety tylko dwa razy. Raz leciałam na miotle, drugi raz nie pamiętam już na czym, oba razy z nogami do przodu, bardzo szybko, z trudem omijając w tym pędzie drzewa :D To była jazda :DDD
                  • iokepine Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 25.05.07, 11:27
                    jagandra napisała:

                    > I to że miłość trzeba rozwijać i pielęgnować "na pustyni" - we własnej
                    przestrzeni, z dala od spojerzeń ludzkich i ich ocen, z dala od konwenansów.
                    >

                    Mam wrażenie, że ona była już zmeczona, ze za każdym razem jest najlepsza. Ile
                    w końcu można? To rodzi samotność. Tak że to była wielka ulga, że znalazł sie
                    ktoś, kto w innych sparwach jest lespszy, niż ona:)

                    > > No i piękne wu xia:)
                    >
                    > A co to właściwie znaczy?
                    >

                    azjatyckie sztuki walki:)

                    > Co do latania - śniło mi się niestety tylko dwa razy. Raz leciałam na
                    miotle, d
                    > rugi raz nie pamiętam już na czym, oba razy z nogami do przodu, bardzo
                    szybko,
                    > z trudem omijając w tym pędzie drzewa :D To była jazda :DDD

                    O, aja nigdy na miotle, tylko zawsze w pionie- coś pomiedzy kroczeniem w
                    powietrzu a uczuciem, jakie się ma stojąc na ruchomym chodniku.
              • malila Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 27.05.07, 15:05
                jagandra napisała:
                > Zastrzegam, że film oglądalam w domu w towarzystwie mojej trzylatki, więc
                mogę
                > go pamiętać niedokładnie.

                Niedokładnie? Nie denerwuj mnie:) Rzucasz tu cytatami, podczas, gdy ja
                zapamiętuję z filmów wyłącznie atmosferę, wnioski i własne spostrzezenia.
                Sama ten film oglądałam już dosyć dawno. Nie był dla mnie specjalnie odkrywczy,
                ale coś w sobie miał. Pomijając sceny latania (w moich snach wyglądają trochę
                inaczej: latam szybciej i na większe odległości;)) i pełen wdzięku balet, niósł
                ze sobą pewien przekaz, czy raczej przekazy trochę inne niż te, które są
                obecnie eksponowane. I nie mam tu na myśli popularnych mediów, tylko
                właśnie "elity" - również te, o których pisze Iokepine. Odnoszę się głównie do
                tego:
                > Rozwojowi duchowemu, uwalnianiu się od ziemskich żądz brakuje ludzkiej
                miłości
                > (Wolę być duchem potępionym błąkającym się u twoich stóp niż wkroczyć do
                króles
                > twa niebieskiego bez ciebie).

                Kilka lat temu, trzy albo cztery, tuż przed Wielkanocą, ukazał się w Wyborczej
                wywiad z jakimś duchownym chrześcijańskim. (Zabijcie mnie, nie pamiętam, jakim,
                ale mało znanym - tak mi się majaczy, że to jakiś misjonarz był na Wschodzie,
                czy coś). A ja akurat w strasznym dołku egzystencjalnym tkwiłam i tenże artykuł
                trochę złagodził cierpienia młodego Wertera;) Jedną z isttniejszych rzeczy,
                jakie ten duchowny powiedział to, że nie da się przeskoczyć samego siebie. Nie
                da się przyspieszyć swojego rozwoju duchowego na siłę. Uciekanie od swoich
                uczuć po to, żeby pokazać sobie czy innym, że się nad tymi uczuciami
                zapanowało, nie jest wcale wyższym stopniem rozwoju duchowego, tylko udawaniem,
                że się się ten wyższy stopień osiągnęło. Tak samo jak udawanie i okazywanie
                miłości miłością wcale nie jest. Kolejny stopień rozwoju (chociaż
                sformułowania "rozwój duchowy" osobiście nie znoszę, ale trzymam się go, bo mi
                nic innego do głowy nie przychodzi) po prostu przychodzi. Przy czym trudno jest
                określić, jaki stopień się osiągnęło, skoro ludzie chodzą tak różnymi drogami i
                kolejne stopnie mogą osiągać w różnej kolejności. Duchownego oczywiście nie
                cytuję - bo sama nie pamiętam, co on powiedział, aco sama dalej wykombinowałam:)
                • jagandra Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 27.05.07, 19:10
                  > Niedokładnie? Nie denerwuj mnie:) Rzucasz tu cytatami, podczas, gdy ja
                  > zapamiętuję z filmów wyłącznie atmosferę, wnioski i własne spostrzezenia.

                  Ja tak mam z książkami, które czytałam rok temu lub dawniej, grrr. Film oglądałam dwa razy, więc coś tam z niego zapamiętałam ;) Ale na przykład tej rozmowy, że życie wojowniczki nie jest aż tak wspaniale - nie pamiętam, musiałam być zajęta czymś innym.
                  Poza tym mam skłonność do zachwycania, która rozbudziła się we mnie w wieku dorosłym, po okresie młodzienczego cynizmu ;)

                  niósł
                  > ze sobą pewien przekaz, czy raczej przekazy trochę inne niż te, które są
                  > obecnie eksponowane. (...)

                  Też tak to widzę. Gdy się ogląda hamerykańskie filmy, można odnieść wrażenie, że jesteśmy wolni i wszystko zależy od nas i że można to osiągnąć stosunkowo łatwo idąc prostą drogą przed siebie. A ten film jest dla mnie bardziej wyrazem tęskonty za wolnością. No i nie droga naprzód tylko dopełnianie się przeciwieństw.
          • kocia_noga Re: Przyczajony tygrys, ukryty smok 29.07.07, 18:14
            bene_gesserit napisała:

            > Uh, kocia - co jest?
            >

            Dla nas to czysta chała, nie dlatego,że nominowana do oskarów,bardzo
            profesjonalnie zrobiona, z uwzględnieniem wszystkiego co modne i na topie.
            Dlatego się boje, bo wiedza, co ludzie chcą zobaczyć i robią to genialnie.
            A jeszcze jedno.Po przyczajonym tygrysie ogladalismy z małżem w tiwi tez jakiś
            film, cos w podobie Kraina latających sztyletów.Tez piekne obrazy, tez latanie,
            skoki po drzewach itp.Oczywiście wojowniczki,ta sama aktorka.
            Rozmawialiśmy o tych dwóch filmach i zobaczylismy w nich coś takiego: tęsknotę
            za wolnością,bardzo szczerą i silna, oraz tęsknotę za osobistym
            szczęściem.Uderzające było to, jak ludzie w tych filmach podporządkowali się
            idei walki i unicestwiania, kontrast miedzy np artystycznie wykonanych narzędzi
            zabijania a pomijaniem uczuć ludzkich.
            Chiny podbijaja świat swoimi wyrobami, są perfekcyjni.Marzą o wolności.
            Kilka lat temu Chińczycy po raz pierwszy wystawili swoją kandyddatkę na MIss
            Piękności.Przyjechała dziewczyna źle ubrana, umiejąca mówic tylko po chińsku, a
            jej teksty były zatwierdzone przez partię.Na drugi rok zobaczyłam
            reprezentantke Chin i pzretarłam oczy: wypasiona laska, swobodnie paplająca po
            angielsku to co trzeb a i jak tzreba,wołająca łał, ubrana swietnie itd.Wygrała
            konkurs i w następnym roku odbył się w Chinach.
            To czysty profesjonalizm i artyzm, ale służący ekspansji, tego się boję.Że
            gdyby im się zachciało rządzić w tym kraiku to leciutko pzrejda przez rozum
            wyborcom i zrobią z nami co zechcą.
    • jagandra Sinobrody 01.07.07, 22:32
      Coś dawno nikt się nie dopisywał do tego wątku :D

      Ledwo kojarzę tę baśń z dzieciństwa, tylko sam główny motyw o piwnicy pełnej
      trupów poprzednich żon, które nie posłuchały zakazu.
      Przeczytałam wersję baśni Angeli Carter i przeczytałam interpretację Estes.
      Interpretacja Estes nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, za to "Krwawa
      komnata" Carter była bardzo ważną lekturą. Odebrałam ją jako przestrogę przed
      związkiem opartym na władzy, na zbyt dużej różnicy między partnerami (różnicy
      wieku, doświadczenia, bogactw).
      Utkwił mi w pamięci fragment, gdy bohaterka widzi się w lustrze pięknie ubrana
      i przystrojona drogocennym naszyjnikiem (który miał być zapowiedzią jej losu -
      obcięcia głowy) i patrzy na siebie oczami swojego narzeczonego. I drugi gdy
      znajduje w jego bibliotece pornograficzny obrazek i twierdzi, że nie była na to
      gotowa.
      Ona ze swoją osobowością, wspomnieniami, przemyśleniami - była nieważna.
      "Wygrała los na loterii" - bogatego, fascynującego mężczyznę, tak jej mówiono.
      Może łudziła się, że życie będzie łatwe, że wszystko stanie się samo dzięki
      niemu, poza jej wysiłkiem.
      Podoba mi się w tej wersji, że na ratunek przybywa jej matka. (Estes przywołuje
      wersję, w której na ratunek przybywają jej bracia i interpretuje to jako
      uruchomienie męskich cech dziewczyny, też fajne, ale nie przemawia tak do
      mnie.) Matka, która jest postacią silną, wręcz mityczną (nie pamiętam już
      dokładnie, ale zabiła za młodu tygrysa i miała inne osiągnięcia) i która
      traktuje ją poważnie! Pędzi do zamku po rozmowie z córką, w której ta płacze
      mówiąc, że ma złote kurki w wannie. Matka jednak wie, że złote kurki nie są
      powodem do płaczu i że skoro jej córka płacze, z pewnością grozi jej
      niebezpieczeństwo. Ten fragment mi się szczególnie spodobał jako
      przeciwstawienie do tych wszystkich rzekomych płaczów bez powodu przypisywanych
      dorastającym dziewczynom (i dorosłym kobietom też).
      Podobała mi się też postać ślepego grajka, którego niewidzące oczy miały słodki
      wyraz i który nie mógł pomóc dziewczynie, ale zobowiązał się, że będzie przy
      niej w najgorszych chwilach. Po tym gdy matka zabija Sinobrodego, dziewczyna
      wiąże się z grajkiem.
      Dla mnie to ostrzeżenie przed związkiem opartym na władzy. Też ostrzeżenie
      przed przekonaniem, że mężczyzna załatwi za nas różne sprawy, a my się już nie
      będziemy musiały troszczyć.
      Zamiast tego - związek oparty na obecności i wspólnej pasji (w Krwawej
      Komnacie - muzyka).
      I siła, której kobieta nie ceduje na mężczyznę, nie oczekuje od niego 100% siły
      sama nie przejawiając jej wcale, ale która pochodzi od matki (czy bogini).
      • iokepine Re: Sinobrody 01.07.07, 22:51
        jagandra napisała:

        > Coś dawno nikt się nie dopisywał do tego wątku :D

        Ano widzisz:)

        A ja w piątek oglądałam czeska talię Tarota z baśniami z różnych stron świata -
        przepiękna, już jest dla mnie odłożona. Sinobrody też tam jest. Nie czytałam tej
        wersji, jaką opisujesz i chętnie przeczytam, bo podoba mi się to, co piszesz.

        Och, ile razy słyszałam o tych płaczach "bez powodu". Te złote kurki to piękna
        sprawa:) Cudownie jest mieć kogoś, kto wie, ze kiedy płaczesz, to coś ważnego
        sie dzieje.

        Sinobrody kojarzy mi się z kimś, kto manipuluje. Tak ustawia zasady gry, żeby
        jego młode i naiwne żony łamały jej zasady - w ten system od początku wpisana
        jest ich śmierć - kiedy się znudzą?

        Jedyne wyjście w takiej sytuacji to nie grać w jego grę i prowadzic czynniki z
        zewnątrz, od którychg dziewczyna Zamku jest odcięta. Kojarzy mi się to z tą
        ksiażką-komiksem o przemocy domowej, jaka ostatnio wyszła. Nie pamiętam tytułu.

        Dla mnie ta baśń ma przesłanie, że nie można sie dawać zamknąć w żadnej klatce,
        choćby złotej... Prędzej czy później kot zeżre kanarka. lategio nie można
        przystawać na rolę kanarka:) Są ciekawsze role:)
        • jagandra Re: Sinobrody 28.07.07, 20:03
          Nie czytałam te
          > j
          > wersji, jaką opisujesz i chętnie przeczytam, bo podoba mi się to, co piszesz.

          Jest na stronie femme :)

          > Sinobrody kojarzy mi się z kimś, kto manipuluje. Tak ustawia zasady gry, żeby
          > jego młode i naiwne żony łamały jej zasady - w ten system od początku wpisana
          > jest ich śmierć - kiedy się znudzą?

          Wydaje mi się, że nie da się inaczej ustawić zasad gry. Można udawać, że
          tworzenie sobie drugiej osoby na podobieństwo swoich wyobrażeń jest miłością,
          można udawać, że ubezwłasnowolnienie nie jest przemocą - ale prawdziwa jest
          właśnie krwawa komnata. Aby uciec z zamku, trzeba ją odkryć.
          • jagandra Re: Sinobrody 30.07.07, 19:43
            ale prawdziwa jest
            > właśnie krwawa komnata. Aby uciec z zamku, trzeba ją odkryć.

            Można ją traktować jako symbol własnych ukrywanych ran i niespełnionych marzeń.
            W ten sposób też mi pasuje do tego komiksu o przemocy domowej.
            • dynamitee Re: Sinobrody 30.07.07, 20:32
              jagandra napisała:

              > ale prawdziwa jest
              > > właśnie krwawa komnata. Aby uciec z zamku, trzeba ją odkryć.
              >
              > Można ją traktować jako symbol własnych ukrywanych ran i niespełnionych
              marzeń.

              mam podobne skojarzenia, jeśli chodzi o krwawą komnatę i jej zawartość. te
              trupy w tej komnacie to mogą być ukrywane głęboko traumy, rany, a skojarzyło mi
              się tak w związku z krwawiącym kluczykiem. ona otworzyła te drzwi do trupiarni
              i nagle kluczyk zaczął krwawić- to tak jak otwarcie dawnych ran i kojarzy mi
              się to trochę z psychoterapią, pracą nad sobą, nad dawnymi urazami.

              a z tymi marzeniami znowu mi się skojarzyło, bo to trupy kobiet i mają
              poodcinane głowy. marzenia, plany, pomysły na coś nowego pojawiają się w głowie
              kobiety i kiedy ich nie realizuje to tak, jakby "ukręciła łeb" tym marzeniom i
              planom. a Sinobrody tutaj to może być taki wewnętrzny, powątpiewający głos "nie
              uda ci się", "to jest bez sensu", i ten powątpiewający głos w kobiecie sprawia
              (jeśli się mu podda), że "ukręca łeb" marzeniom, nie realizuje ich po prostu.

              jeśli chodzi o samego Sinobrodego, mam mieszane odczucia, nie odbieram go
              jednoznacznie negatywnie. mam wrażenie, że on jest tu motorem napędowym całej
              sytuacji, że prowokuje dziewczynę do zaglądnięcia do tej komnaty. bo gdyby on
              NAPRAWDĘ nie chciał, żeby ona tam zaglądała i odkryła te trupy, to by jej po
              prostu nie dał tego klucza. a on nie dość, że daje, to jeszcze zachęca poprzez
              zakaz zaglądania do komnaty. jeśli ktoś ci czegoś zakazuje to od razu włącza
              się ciekawość i chęć eksploracji "a cóż takiego jest tam za tymi drzwiami?" :)
              moim zdaniem Sinobrody wiedział, co robi. mało tego, uważam, że prowokuje tą
              całą sytuację, żeby obudzić w dziewczynie ukrytą siłę, wzmocnić ją wewnętrznie.
              kiedy go nie ma, ona wabiona zagadką tajemniczych drzwi zaczyna poszukiwać,
              eksplorować, zadawać pytania. po otwarciu drzwi klucz zaczyna krwawić- ta krew
              na tym kluczu może symbolizować to, że ona zaczyna naprawdę żyć, nie jest już
              tylko bezwolną, młodziutką i naiwną żonką swojego męża. w sytuacji kryzysowej,
              jaką jest zagrożenie śmiercią, ona staje się sprytna i nagle zaczyna
              wykrzesywać z siebie swoją wewnętrzną siłę, o którą pewnie by jej nikt nie
              podejrzewał, a którą symbolizują np. bracia, ale też i siostry.

              myślę o Sinobrodym jako motorze rozwoju dziewczyny kierując się również jego
              wyglądem :) on ma brodę w kolorze indygo, od razu mi się to rzuciło w oczy i
              jakoś nie spasowało mi do Sinobrodego jako tego jednoznacznie złego. indygo to
              kolor związany z 6 czakrą, trzecim okiem, czakrą jasnowidzenia, intuicji. a
              broda to włosy, którym dawniej przypisywano magiczną siłę w związku ze
              zdolnością ich odrastania. Sinobrody jest dla mnie tajemniczą postacią :)

              cała baśń przypomina mi trochę Labirynt Fauna i Ofelię. ona też miała swojego
              Sinobrodego- ojczyma. w artykule o inicjacji, który tu kiedyś zalinkowałam,
              ojczym miał być Czarnym Zabójcą i jednocześnie przewodnikiem, narzędziem
              inicjacji dziewczynki przez to, że konfrontuje ją ze śmiercią, jej zagrożeniem.
              być może Sinobrody w baśni pełni podobną funkcję?
              • jagandra Re: Sinobrody 31.07.07, 19:21
                > jeśli chodzi o samego Sinobrodego, mam mieszane odczucia, nie odbieram go
                > jednoznacznie negatywnie. mam wrażenie, że on jest tu motorem napędowym całej
                > sytuacji, że prowokuje dziewczynę do zaglądnięcia do tej komnaty.

                W ogóle wychodzi na to, że w baśniach złe postaci często są tylko pozornie złe,
                a na drugim poziomie dobre dzięki temu, że zmuszają do zmiany.
                Ale Sinobrody umiera pod koniec. Można to odczytać jako śmierć modelu związku z
                mężczyzną opartego na władzy.

                > cała baśń przypomina mi trochę Labirynt Fauna i Ofelię. ona też miała swojego
                > Sinobrodego- ojczyma. w artykule o inicjacji, który tu kiedyś zalinkowałam,
                > ojczym miał być Czarnym Zabójcą i jednocześnie przewodnikiem, narzędziem
                > inicjacji dziewczynki przez to, że konfrontuje ją ze śmiercią, jej
                zagrożeniem.

                O! A mogłabyś jeszcze raz zlinkować? :)
                • dynamitee Re: Sinobrody 31.07.07, 21:47
                  > W ogóle wychodzi na to, że w baśniach złe postaci często są tylko pozornie
                  złe,
                  >
                  > a na drugim poziomie dobre dzięki temu, że zmuszają do zmiany.
                  > Ale Sinobrody umiera pod koniec. Można to odczytać jako śmierć modelu związku
                  z
                  >
                  > mężczyzną opartego na władzy.

                  to zależy właśnie, którą warstwę baśni analizujemy: czy tę "wierzchnią", czy
                  tę "pod spodem". jeśli analizujemy wierzchnią, bardziej dosłownie, bez
                  zagłębiania się w symbolikę, to zazwyczaj odbieramy baśń jako ostrzegawczą, ku
                  przestrodze, a niektóre postacie mogą się jawić jednoznacznie negatywnie (jak
                  np. królowa- macocha, Sinobrody czy wilk z Czerwonego Kapturka). ale jeżeli
                  poszukać drugiego dna i przeanalizować bardziej pod kątem symboliki, może się
                  okazać, że te na pierwszy rzut oka złe postacie wcale nie są takie złe.
                  zwłaszcza, jeżeli analizować je po jungowsku, gdzie "złe" postacie mogą być
                  cieniem, a cień to część osobowości. żeby żyć w pełni trzeba go zintegrować,
                  przyjąć do siebie, zaakceptować i wtedy cień przestaje być cieniem. może
                  Sinobrody umarł pod koniec właśnie jako cień albo powątpiewający głos wewnątrz
                  kobiety? ta interpretacja ze związkiem opartym na władzy też może być. jak
                  czytałam wersję Angeli Carter, to jakbym jakiś thriller czytała. chociaż mama
                  na koniu jest niezła :)

                  > O! A mogłabyś jeszcze raz zlinkować? :)

                  www.taraka.pl/index.php?id=labikobieini.htm
                  film niesamowity. jak jeszcze nie oglądałaś, oglądnij koniecznie.

                  • jagandra Re: Sinobrody 31.07.07, 23:08
                    > zwłaszcza, jeżeli analizować je po jungowsku, gdzie "złe" postacie mogą być
                    > cieniem, a cień to część osobowości. żeby żyć w pełni trzeba go zintegrować,
                    > przyjąć do siebie, zaakceptować i wtedy cień przestaje być cieniem. może
                    > Sinobrody umarł pod koniec właśnie jako cień albo powątpiewający głos
                    wewnątrz
                    > kobiety? ta interpretacja ze związkiem opartym na władzy też może być.

                    Mi się to łączy. Związek dziewczynki z władcą jest możliwy, gdy kobieta nie
                    integruje własnej sprawczości, potrzeby władzy, siły. Wiąże się z kimś, kto ma
                    za nią załatwiać to, co się załatwia przy pomocy nieakceptowanych cech.

                    Dzięki za linkę :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka