biedronka255
12.01.07, 21:32
Poznalam go ponad 6 lat temu. Bylam po kilku nieudanych zwiazkach z
rowiesnikami. Dzielilo nas prawie wszystko, a najbardziej szokujace, ze
dzielilo nas ponad 30 lat roznicy. Mozecie mnie oceniac jak chcecie, ale ja,
ludzie nam bliscy wiedzieli ze zrodzila sie prawdziwa milosc. Na poczatku
wiele ludzi nie akceptowalo naszego zwiazku, pozniej wszyscy sie do nas
przekonali, moi rodzice go uwielbiaja. On - rozwodnik, z dwojka doroslych juz
dzieci, ktore zaakceptowaly wybor ojca i tym samym mnie, ja - mloda
nieopierzona dziewczyna.
Pokazal mi kawal swiata, pokochal mnie tak, jak kocha sie tylko w filmach -
uchylal mi nieba. Ja tez go pokochalam i kocham go nadal. Nie potrafie
wyobrazic sobie zycia bez Niego. On zachowuje sie jakby mial 30 lat, wyciaga
mnie do pubow, na wszystko pozwala, moje kolezanki go uwielbiaja, bo jest
inny niz jego rowiesnicy, "te rzeczy" tez SUPER. Jakis czas temu ku radosci
wszystkich zareczylismy sie.
A teraz mam watpliwosci. Nie jestem uzalezniona od niego finansowo. Jestem
wyksztalcona, mam swietna prace, wysokie stanowisko. Mam niecale 25 lat,
jestem bardzo ladna. Nie jakas tam modelkowata pieknosc - dziewczyna o
normalnych rozmiarach (38), srednim wzroscie, ale nigdy nie barkowalo
mi "adoracji" ze tak to nazwe, od strony meskiej.
Wlasnie przeprowadzilismy ze soba powazna rozmowe. Ze bardzo, ale to bardzo
sie kochamy, ale predzej czy pozniej ja przez ten zwiazek bede cierpiala. I
boje sie, ze bedzie za pozno, ze zycie przeleci mi przez palce.
Z drugiej strony tak jak pisalam, wynioslam zle doswiadczenia z innych
zwiazkow. Byly zdrady - tu ich nie bylo...
On mowi, ze to dla mnie idealny moment w zyciu, ze jestem niezalezna, zeby
sobie kogos poszukac. Ale ja wiem, ze kazdy w facet w porownaniu z nim
wypadnie blado... Nie potrafie zyc bez Niego. Wydaje mi sie, ze uzaleznilam
sie psychicznie, ze jesli sie rozstaniemy to zwariuje...
Byc w tym zwiazku, taka jak jestem szczesliwa czy zakonczyc to i cierpiec.
Lepiej teraz niz za kolejne kilka lat.... Ale teraz czuje sie, jakby mi serce
z piersi wyrywano. On mowi, ze rozumie, ze pozwoli mi odejsc, bo kocha mnie
tak jak nigdy nikogo nie kochal...
Ktos byl w takiej sytuacji? Czy jest zycie poza NIM?