Gość: manders
IP: 213.231.15.*
08.04.03, 11:18
Mężczyzna wychowany w tradycjach chrześcijańskich, które były mu własciwie
przekazane traktuje miłosc jak uczucie bezwzgledne i kocha nie zaleznie od
okolicznosci, na dobre i złe i ma swiadomosc ze uczucie to nie kończy sie
nigdzie. Jego aparycja i charakter sa absolutnie zaprzeczeniem stereotypów
myślowych jakie mógłby wytworzyć gdy spojrzeć jedynie na jego wyglad
zewnetrzny. Jednym słowem nie znam kobiety która nie zamysliłaby sie na jego
temat w pewien charakterystyczny sposób (ciekawe zresztą co one sobie wtedy
mysla, wyobrażaja) Zdobył piekną kobietę, obiekt zazdrości - nie przecze -
takze i mojej. Ozenił sie z nią. Z wolna zaczeły docierać do mnie sygnały ze
kobieta jest dośc specyficzna. Mówi sie o takich, ze wiedza czego chca, sa
wymagajace itp, chociaz z mojego punktu widzenia są raczej charpiowate,
upierdliwe i uparte (wszystko musi byc na już, wykonane perfekt, jak i za ile
to juz twoja w tym głowa, a w ogóle to ty i tak sobie z tym nie poradzisz)
Później okazuje sie ze poprostu są podobne do swoich matek, z którymi nie
moga się porozumieć. Koleś jest na prawde z łbem na karku, choć jak wielu ma
te same problemy (praca, przyszłość itd) Coraz częściej czuje że kobieta
jeżdzi sobie po nim, a on mówi o bezwzględnej miłości. Odebrałem to jako
usprawiedliwienie i uzasdnienie jego roli i zachowania w tym zwiazku. Szkoda
mi go, chociaż nie wiem czy słusznie, bo skoro on ma takie credo to znaczy że
nie przeszkadza mu to że nie odbiera tyle szacunku na ile zasługuje. Czy jego
żona nie docenia jak oddanego ma faceta i to pozwla jej umiejszac go, czy
niektóre kobiety czasem -świadomie lub nie- nie kastruja swoich facetów
dziwiac sie potem że nie są tacy jakimi chciały by ich widzieć.