Dodaj do ulubionych

Rzucilam go, a on...

17.01.07, 14:16
... a on zamiast rozpaczac, blagac o przebaczenie (zawinil), zyje sobie jakby
nigdy nic, ma sie dobrze, zartuje ze znajomymi, chodzi do pubu na piwo i
tylko raz napomknal mimochodem, ze nie jest szczesliwy. Wkurzona jestem na
serio! Kolezanki nie maja mi czego zazdroscic, zadnej nawet nieudanej proby
samobojczej nie podjal, zadnego wystawania pod moim balkonem, pisania listow,
przysylania kwiatow, czekoladek itp. Ech, ci dzisiejsi mezczyzni...
Obserwuj wątek
    • guciua Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 14:20
      Ech te dzisiejsze kobiety, wychowane na serialach "Moda na sukces" i "M jak miłość".
      • hopeless4 Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 14:26
        za to moj zaczal mi grozic ze sie zabije, grozic mi, szantazowac, wyzywac itd,
        zamienilabys sie? puknij sie kobieto, zostawilas go to co ma zrobic? stara sie
        zyc swoim zyciem, chcialaby by Cie blagal, jak nie chcialas go zostawiac a
        chcialas by przeanalizowal swoje bledy to bylo trzeba z nim pogadac a nie go
        rzucac, kompletnie nie rozumiem niekonsekswencji z Twojej strony.
    • lupus76 Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 14:23
      A nie wzięłaś pod uwagę, że kończąc związek wyświadczasz mu przysługę, bo on
      był zbyt delikatny, żeby to robić? ;)
      • 83kimi Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 14:24
        No i bardzo dobrze robi. Kto wie - może szybciej niż Ty rozpocznie nowy związek?
        • lupus76 Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 14:45
          Widzisz - ja jestem w związku - ipóki co - nie zamierzam go kończyć. Jest mi
          dobrze. Nie wiem, skąd więc pomysł, zeby tworzyć nowy???
          • nabali Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 14:49
            a ja, wyobraźcie sobie, rzuciłam go, a on mnie codziennie zagaduje o jakieś
            pierdoły, mówię więc: czlowieku END
            • pelargoniowska P.S. 17.01.07, 14:54
              E tam... rozmowy zawiodly, dlugie rozmowy. Wiec zostalo juz tylko rozstanie, to
              go mialo oswiecic, ze nie moze beze mnie zyc, w wersji light'owej: byl bardziej
              szczesliwy ze mna niz jest bez. A wychodzi na to, ze podjelam za nas oboje
              decyzje byc moze ostateczna i wiazaca, przynajmniej na te chwile.
              Wiem, ze nie wszyscy mezczyzni sa tacy. Wiem z doswiadczenia. Niestety, cholera
              jasna, nie ci od ktorych bysmy oczekiwaly wydzwaniaja i mokna na deszczu w
              oczekiwaniu na chociazby jeden usmiech.
              Acha. Wychowala mnie rzeczywiscie telewizja. Myslicie, ze to jest powod
              nieudanego zycia osobistego?

              Zmartwiona i samotna pzdr:(
              • kotkaaaa Re: P.S. 17.01.07, 15:58
                facetowi trzeba rabac prawde wprost i miedzy oczy, zadnych aluzji i niedomowien
                oni juz taka maja leniwa nature, ze jak mowisz 'nie' slysza i rozumieja 'nie'
                w ceregiele i ubieranie mowy w fatalaszki mozesz sie bawic z przyjaciolkami
                • ania.downar Re: P.S. 17.01.07, 18:36
                  Z przyjaciolkami tez nie. Ja przykladowo rowniez nie rozumiem tzw. "zabaw w
                  ceregiele". :-)
    • kozborn Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 17:56
      Po prostu mu nie zależało... oddałaś mu tylko przysługę. Pewnie rzucił Cię na
      długo przedtem.
    • 1_newage Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 18:36
      Ja też uważam ze nie zależało mu. Chyba ze wcześniej mieliście na tyle dużo
      problemów ze facet nie znalazł w sobie więcej siły aby zawalczyć (ale to też o
      nim świadczy). Mężczyzna, który kocha kobietę, walczy nawet jeśli ta mówi
      mu "nie". Przykre są to sytuacje, szczególnie kiedy w przyszłości okaże się że
      to wszystko nie miało sensu.
      Ale tego jestem pewien: ten, który kocha na początku nie odpuszcza ani na
      trochę. Wiem to z autopsji. Eh,....
      Ten początek może trwać kilka tygodni, miesięcy albo, jak widać w opisanym
      przypadku, może w ogóle się nie pojawić.

      Pozdrawiam z Warszawy/Wrocławia
    • gastaira Co za bezczelny facet ! 17.01.07, 18:52
      ja bym go rzuciła jeszcze raz, i jeszcze! niech poczuję. jeśli nie jego, to
      choc w niego, czymś. :)))
      • zwykly.palant Re: Co za bezczelny facet ! 17.01.07, 19:14
        Ja gdy porzuci mnie dziewczyna popelniam samobojstwo. Z reguly wieszam
        sie lub topie. Ostatnio jednak otrulem sie gazem. Nawet mnie trudno jest
        zrozumiec tego niefrasobliwego faceta. Faceci sa czasami dziwni!
        • pelargoniowska Bezczelnosc (chyba_juz_nie_mojego) faceta 17.01.07, 19:26
          Rozwaze rzucenie go raz jeszcze:)
          Nie bedac pewna czy mu na mnie zalezy tak absolutnie i totalnie (och, wiecie,
          ze bez tej pewnosci zadna zakochana kobiete zycie nie cieszy, prawda?) po to go
          m. in. rzucilam, zeby miec jasnosc w tej materii. I dostalam po nosie jak
          widac. A mialam taki ambitny plan trwania w swoim postanowieniu. Zapomnialam
          wszystko co dobre, pielegnowalam pamiec o jego niedoskonalosciach, tak na
          wszelki, a wielce przeze mnie przewidywany przypadek, ze on beze mnie nie
          wytrzyma, zlamie sie i przekona mnie (oporna odrobine dla fasonu), ze jestesmy
          dla siebie stworzeni. Doskonaly plan, tylko druga strona (on) nie doczytala
          scenariusza i zle odegrala swoja role.
          Eeeech....
    • triskell Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 19:43
      Po prostu pokazał Ci, że szanuje Twoje zdanie i respektuje podjęte przez Ciebie
      decyzje.
      • pelargoniowska Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 20:05
        Sugerujesz, ze to z szacunku? To chyba wolalabym, zeby mnie ciut mniej
        szanowal:)
        Pelna niepokojacych szczegolow z nielatwego zycia innych kobiet (mikropenisy,
        skapstwo, skoki w bok, niedojrzalosc - jakie straszne rzeczy moga spotkac
        kobiete!) mam male, ale piekne marzenie.... jutro najdalej pojutrze uslysze
        dzwonek do drzwi... najpierw zobacze duzo czegos zielonego, a zaraz potem
        jego...: "kochanie, przepraszam, mialas racje..." itp. itd.:)))))))
        • poranaherbate Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 20:11
          wiesz to swidczy o nim ze jest normalny facet i szanuje Twojde decyzje, tylko
          kretynki rzucaja faceta by cos zrozumial, poprzed rzucanie jeszcez nikt sie nie
          zmienil. bylo trzeba rozmawiac, teraz to musztarda po obiedzie, ciesz sie tym
          ze umie sobie czas bez Ciebei ulozyc... i nie miej do niego pretensji bo to
          byla Twoja samodzielna decyzja... ile Ty masz lat co?
          • pelargoniowska Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 20:30
            Mocno pelnoletnia jestem. Rozmowy byly, az do znudzenia. Walkowanie wzdluz i
            wszerz. I wreszcie zmeczeni oboje uznalismy, ze to pat i chyba nie ma wyjscia.
            Ale decyzje o rozstaniu podjelam ja. Znacie facetow mowiacych: rozejdzmy sie?
            Ja nie znam, takie zachowanie nie lezy w meskiej naturze. Oni boja sie trudnych
            rozmow i nielatwych, bolesnych decyzji. Slabsza plcia jestesmy tylko fizycznie.
            Z jednej strony mysle, ze skoro tak szybko w sumie pogodzil sie z sytuacja, to
            moze jednak dobrze zrobilam?
            Poszlo oczywiscie o pryncypia. Dotyczace pelno(duzo)letnosci wlasnie. Czy juz
            jest ten moment, czy jeszcze nie. Pod tym wzgledem wiem, ze dobrze zrobilam.
            Ale to cholernie boi mimo tej pewnosci i mimo uplywajacego czasu.
          • 1_newage Re: Rzucilam go, a on... 17.01.07, 20:38
            Nie zgadam się z Tobą.
            Kiedy moja dziewczyna rzuciła mnie (czułem to bardzo dobrze że to nie jest
            żadna gierka), to dopiero wtedy zrozumiałem bardzo wiele swoich błędów. Uwierz
            mi, na prawdę dopiero wtedy, ale może właśnie dla tego ze wiedziałem, że jest
            bardzo uczciwa wobec mnie i nie doszukiwałem się drugiego dna. To był pierwszy
            moment, jak się później okazało od roku trwania naszego kryzysu, z którego nie
            zdawałem sobie sprawy, gdy zatrzymałem się i pomyślałem nie tylko o pracy
            (plany, plany, plany, myślenie co ma być następnym moim krokiem w pracy, itd.).
            Pewnie wiele z was zapyta z pogardą podszytą ironią: jak można nie zauważyć
            kryzysu w związku? Ano można i nie pisze tego z przekory, ale żeby wyostrzyć
            czujność Waszą na takie sytuacje. Bardzo dużo pracowałem i praktycznie nie
            miałem czasu zastanowić sie nad swoim życiem osobistym, nie dostrzegłem w
            pewnym momencie, że życie prywatne zeszło na drugi plan.

            Nie pochwalam w ogóle zrywania związku w celu przetestowania pewnych zachowań,
            ale pomijające ten fakt uważam, że jeżeli facetowi zależy to powinien walczyć.
            Kto wie, może ma wolny czas reakcji (nie wiem jak długo to trwa). Faceci są
            prostymi stworzeniami i czasem potrzebują trochę czasu żeby coś zrozumieć.

            Jeżeli wróci, powinno to dobrze wróżyć. Jeżeli nie, to chyba koniec końców
            (patrząc z perspektywy przyszłości) też dobrze.

            Pozdrawiam z Warszawy/Wrocławia
            • azha 1_newage 17.01.07, 21:50
              dzięki za te słowa
              przywracasz wiarę w ludzi :)
              • wielo-kropek Re: 1_newage 17.01.07, 22:02
                Ja mysle ze w tym szczegolnym przypadku on sie nosil tez z podobnym zamiarem
                zerwania, tyle ze ty bylas szybsza i go wyprzedzilas. No a on oczywiscie
                zadowolony, bo nie musi sie teraz glowic co ma ci powiedziec na pozegnanie,
                spowiadac sie przed toba, wymyslac i kombinowac. Jednym slowem dluzej udawac
                juz nie musi.
    • smok_sielski Gratuluje udanej prowokacji :) 17.01.07, 22:24
      Jak widze, nawet starzy wyjadacze dali sie zlapac :)
      smok
      • pelargoniowska Re: Gratuluje udanej prowokacji :) 17.01.07, 23:54
        Gratulacje chybione, ale dziekuje:)
        Historia zaczerpnieta jest z mojego zycia, byc moze zmylil Cie moj sposob
        pisania - lekki pomimo wazkiego tematu. Tak juz mam, ze usmiecham sie przez lzy.

        To nie bylo prowokacyjne rozstanie. Naprawde poroznil nas i rozdzielil duzy
        problem, dotyczacy naszej przyszlosci. Zagralam va bank i wyglada na to, ze
        stracilam wszystko. Troche w milosci wlasnej zdumiona jestem takim obrotem
        sprawy i stad uwidocznione niedawno moje przemyslenia, ktore wylaly sie tutaj.
        Rozstalismy sie jesienia. Bardzo, bardzo mi go brakuje, ale jednoczesnie ciagle
        zbieram (przypadkiem, nie szukajac ich wcale) potwierdzenia, ze dobrze zrobilam
        zrywajac. Smutne to jednak i niepocieszajace.
        Chyba macie racje, jest mu lepiej beze mnie i pora sie z tym pogodzic.

        Dobranoc i dziekuje.
        • wielo-kropek Re: Gratuluje udanej prowokacji :) 18.01.07, 00:26
          Lepiej to on napewno tam bez ciebie nie ma, no chyba ze vciebie jakas inna juz
          zastepuje, wtedy byc moze masz racje. Mysle ze on poprostu ma nadzieje teraz
          ze bedzie mu lepiej, no ale to samo nie przyjdzie i on o tym juz wie.
    • scandia Re: Rzucilam go, a on... 18.01.07, 01:46
      Jestem w podobnej sytuacji, tylko, ze to wlasnie mnie rzucila dziewczyna,
      próbowalem wszystko czarowac, staram sie jak moge, ale ona ma to w dupie. I
      wlasnie moja koleznaka mi powiedziala, zebym juz przestal to robic, moze wkoncu
      zobaczy, ze juz sie nie smuce, ze juz tak sie nie staram, i ze moze ona zrozumie
      ze zrobila zle :) to zdanie mojej kolezanki, ja zamierzam jeszcze powalczyc :)
      Milosc jest piekna :)))))))
      • wielo-kropek Re: Rzucilam go, a on... 18.01.07, 01:56
        Ta kolezanka pewnie wiedziala co mowi. Wyglada na to, ze ona chce cie
        przywlaszczyc. Zreszta, powinienes wiedziec wiecej niz ja na ten temat, bo ja
        moge tu sie mylic. Dobrze ze masz kolezanke. Zrob moze skok do niej. Ona juz
        wie zes biedulek teraz chwilowo jestes, pewnie zechce cie pocieszyc. Tylko nie
        rozklejaj sie przed nia. Wrecz odwrotnie- zaskocz dziewczyne swoja
        twardoscia, niech zobaczy i sie cieszy ze ciebie soba do zycia przywolala w
        mgnieniu oka. To bedzie trez oznaczalo zes o tamtej juz zapomnial. Pomysli
        pewnie -takiego mi wlasnie trzeba, na ktorego dzialam uzdrawiajaco. Taki
        wlasnie to i mnie uzdrowi.
        • slim261 Re: Rzucilam go, a on... 18.01.07, 09:17
          proponuję oglądać mniej telenowel.
          A tak na marginesie, to zachowanie Twojego byłego chyba dobrze o nim świadczy,
          ma chłopak szacunek do siebie i poniekąd do Ciebie też. Szanuje to, że nie
          chcesz mnieć z nim do czynienia.
          • pelargoniowska Re: Rzucilam go, a on... 18.01.07, 09:35
            Slim261, dzieki za uprzejma propozycje. Powodowana tymi samymi argumentami
            proponuje Ci jedzenie szpinaku. Nie zaszkodzi, a moze ewentualnie przyniesc
            duze korzysci.

            Zachowanie mojego bylego swiadczy o wadze problemu, przez ktory doszlo do
            rozstania. Nie zmienil zdania i jest konsekwentny. Nie jest latwo pogodzic sie
            z mysla, ze nie jest sie najwazniejsza w zyciu swojego faceta. Kobiety lubia
            byc o tym przekonywane na sniadanie, obiad i kolacje:)

            Dzien dobry Wszystkim i milego dnia.
            • slim261 Re: Rzucilam go, a on... 18.01.07, 14:29
              Nie wiem co to za problem Waz poróżnił, ale czy na pewno trzeba było od razu
              zrywać? Nie można bezkarnie rzucać słów na wiatr i teraz sie właśnie o tym
              przekonałaś. A takie akcje o których pisałaś czyli: wystawanie i śpiewanie pod
              balkonem, to chyba tylko w telenowelach, więc stąd uwaga.
              A w życiu drugiej osoby, nie trzeba być najważniejszą osobą, ważne, aby było
              sie ważną.

              Pozdrawiam.
    • deodyma Re: Rzucilam go, a on... 18.01.07, 11:54
      szczesliwy to on moze nie jest ale przeciez zycie toczy sie dalej.myslisz, ze
      jestes pepkiem swiata?

      • kotkaaaa Re: Rzucilam go, a on... 18.01.07, 13:17
        deodyma, a na czym polega milosc? na przekonaniu, ze sie jest pepkiem swiata
        ukochanej osoby, to wlasnie daje sile i szczescie

        pelargoniowska, czas to najlepszy lekarz na podobne przypadlosci, na wiosne sie
        odrodzisz;)
        • pelargoniowska Re: Rzucilam go, a on... 18.01.07, 21:42
          Na wiosne zakwitnie wszystko. Moze i ja:)
          Dzieki.
        • deodyma Re: Rzucilam go, a on... 19.01.07, 00:22
          to, ze ze soba juz nie sa wcale jeszcze nie oznacza, ze facet ma wciaz
          rozpaczac. tak samo ma prawo do szczescia, jak autorka postu. czemu wiec
          zamykac sie w czterech scianach i rozpaczac po niej? jak juz napisalam, zycie
          toczy sie dalej. a poniewaz ich milosc juz sie skonczyla wiec ona juz jego
          pepkiem swiata nie jest.
    • eluch_a Re: Rzucilam go, a on... 19.01.07, 10:10
      A jak chce się zabijać i wydzwania po nocach, to wtedy wylewacie zale na forum:
      Ratunku, co mam zrobić! Zastanów się kobieto trochę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka