laurka2005
21.01.07, 00:01
Chciałam się wyżalić...
opiekuję się dzieckiem młodej pracy - dziewczynką.
Sama mam dziecko w tym samym prawie wieku, więc zabieram je ze sobą.
Wszystko byloby OK, gdyby nie to, że w ich domu śmierdzi, wszystko prawie lepi
się od brudu, kot łazi po stole, gdzie kroji się chleb, gdy wcześniej
korzystal z kuwety !!!! Gary niepozmywane codziennie, wszędzie walają się
zabawki ich córeczki, tak że dzień u nich w domu zawsze zaczynam od segregacji
klocków od książeczek, żeby jakoś z dziećmi móc sensownie się bawić, gdy
któreś przyniesie mi jeden klocek, ja muszę szukać wszędzie kolejnych itd...
Ludzie ci mają sporo kasy, super mieszkanie, są inteligentni, pracują w banku,
nie są jakąś patologią, nie mam pojęcia skąd ten syf u nich, nawet po weekandzie.
Ich córeczka jest trochę dzika, lekko zaniedbana, malo mowi i malo rozumie.
Zasugerowalam dziewczynie, żeby skombinowala jakies kartony na te walające się
wszedzie rozkompletowane zabawki, że osobno byly np. książeczki, osobno
klocki, osobno pluszaki - ale ona ma inny styl - nie przejmuje się "byle czym".
Ludzie są wporządku, ale jestem w szoku jak można żyć w tak brudnej pościeli,
na polkach w lazience Diory, a w chacie tyle kurzu, że po powrocie do domu
muszę się porządnie wyszorować, bo aż włosy mi się lepią - i jak ja mam
patrzeć na to, jak dzieci latają po podlodze, po takim syfie...jeju
................no.........